Brajla i igrzysk

Początek grudnia. W sklepach święta już na dobre, a my jak co roku jedziemy do Warszawy na Reha for the Blind in Poland.

Obejmując obowiązki redaktora w Tyfloświecie dowiedziałem się, że to dla nas największe, najważniejsze wydarzenie w roku, że my, portal i czasopismo od technologii wspierających, obsłużyć je musimy w najlepszy możliwy sposób i z największą uwagą. Taki polski CSUN, pomyślałem sobie i ruszyłem do pracy. Program do powyższego opisu mi jakoś nie pasował, ale uznałem, że to pewnie brak doświadczenia z mej strony, że trzeba z pokorą i otwartością, że inni na pewno wiedzą lepiej. Tak było dwa lata temu. Na kolejną edycję konferencji jechałem z poczucia obowiązku, ale bez większego zainteresowania. Nic ciekawego nie zobaczę, przez chaos organizacyjny jakoś z pomocą wolontariuszki się przedrę i obowiązkowy tekst jakoś napiszę. Tekst powstał. Zaskoczenia in plus ani in minus nie było. Zacząłem jednak zadawać sobie pytania: dla kogo i po co jest to spotkanie; kto i dlaczego do Warszawy przyjeżdża? Jeśli bowiem jakieś wydarzenie cieszy się sporą popularnością mimo, iż wydaje się, że z naszego punktu widzenia to kompletna porażka i nieporozumienie, to należy poszukać przyczyn tego zjawiska i spróbować od nowa stworzyć sobie obraz obserwowanego fenomenu. Z takim postanowieniem przyjechałem na konferencję w tym roku. Tym razem bez przewodnika, bez zbędnych przygotowań, po prostu na żywioł. Chciałem być nowicjuszem bez zbędnej wiedzy, uprzedzeń czy założeń. Postanowiłem robić to co wszyscy wokół, poddać się atmosferze i w ten sposób, niejako zresetowawszy wszelkie ustawienia i nastawienia, uzyskać nowy, być może lepszy ogląd rzeczywistości. Eksperyment mój zakończył się pomyślnie a rezultatami pozwalam sobie podzielić się poniżej.

Brajla

O ile można, przynajmniej do pewnego stopnia  oderwać się od swoich przekonań czy przyzwyczajeń, o tyle odrzucenie posiadanej wiedzy jest dużo trudniejsze. Dlatego jadąc na Rehę miałem nadzieję zobaczyć nowe rozwiązania w dziedzinie odświeżalnego brajla. Liczyłem na obecność tych najważniejszych dla niewidomych nowości technologicznych i nie zawiodłem się.

Zarówno Elbraille, jak i BrailleNote Touch czy Orbit Reader pojawiały się na naszych łamach. W sieci dostępne są prezentacje producentów a i recenzji napisanych przez tych, którzy powyższego sprzętu używają lub go testowali też nie brakuje. Czym innym jednak jest o jakimś rozwiązaniu przeczytać czy posłuchać, a czymś zupełnie innym wziąć urządzenie do ręki i porozmawiać sobie ze sprzedawcą, deweloperem czy użytkownikiem.

ElBraille

Nastawienie do urządzenia miałem wyjściowo negatywne. Bardzo mała, bo zaledwie czternastoznakowa linijka brajlowska w połączeniu z urządzeniem o jak się wydaje marnych parametrach technicznych skłaniały do szukania odpowiedzi na pytanie jak bardzo beznadziejny śmieć przywieźli tym razem wystawcy na swoje stoisko. Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy okazało się, że po pierwsze producent planuje wersję z czterdziestoznakową linijką brajlowską, po drugie w tej nowej wersji specyfikacja techniczna zostanie nieco poprawiona i wreszcie po trzecie, że 32bitowy system Windows X we współpracy z najnowszą wersją JAWS dla Windows działa na tyle dobrze, że zadania, do których urządzenie przede wszystkim zostało przeznaczone, czyli pracę z tekstami w dowolnych formatach, wykonywane są w sposób zupełnie zadowalający. Dodajmy do tego niezwykle długi czas pracy na baterii, bardzo kompaktowy design i wreszcie możliwość zakupu samej jednostki dokującej – to  ostatnie dla posiadaczy monitorów brajlowskich Focus – a okaże się, że dla tych, którzy rozważają zakup urządzenia brajlowskiego ElBraille może być bardzo interesującą propozycją.

Orbit Reader

W tym roku historia lubi się powtarzać.

Po zapoznaniu się ze specyfikacją urządzenia oraz z różnymi opisami i recenzjami spodziewałem się zobaczyć powolne mało do czego przydatne paskudztwo. I tym razem na szczęście byłem w błędzie. O ile cena urządzenia będzie rozsądnie niska ma ono szansę spełniać rolę podobną do mainstreamowych urządzeń określanych zbiorowo jako ebook readery. Nieco zbyt krótka jak na mój gust linijka brajlowska i punkty nieprzyjemnie twarde w dotyku to wprawdzie dość istotne wady urządzenia, ale kompaktowe wymiary, wraz z oprogramowaniem, które przynajmniej do pewnego stopnia umożliwia rozbudowę funkcjonalną (twórcy wprawdzie w ogóle nie pomyśleli o sensownym wsparciu dla wielojęzyczności, lecz podczas rozmowy na stoisku dowiedziałem się, że taka rozbudowa oprogramowania jest możliwa i można ją będzie stosunkowo łatwo zaimplementować), w połączeniu z niską, około 850 euro, ceną urządzenia, sprawiają, że trzeba Orbit Readera uznać za propozycję interesującą dla tych, dla których czytanie tekstu jest istotne. Ktoś powie, że Orbit Reader bez przycisków sprowadzania kursora nie spełni dobrze roli terminala brajlowskiego. To oczywiście prawda tyle tylko, że zdaje się nie taki był zamysł jego twórców. Chcieli oni bowiem stworzyć urządzenie brajlowskie przeznaczone przede wszystkim do celów edukacyjnych, możliwie najprostszy czytnik treści cyfrowych. Jeśli, jak zapowiadają, cena urządzenia z czasem obniży się o połowę lub nawet więcej, to będziemy mieli do czynienia z prawdziwym przełomem w dziedzinie technologii brajlowskich, albo, jak chcą twórcy taniego brajla odświeżalnego, z demokratyzacją brajla.

Trzecia karta bije mocno

BrailleNote Touch od swojej majowej premiery jest moim faworytem na rynku urządzeń brajlowskich. I w tym wypadku rozwiane zostały moje zastrzeżenia. Jakkolwiek urządzenie w obecnej wersji ma dość trzeba powiedzieć przestarzałą wersję systemu Android wiemy, że twórcy nastawieni są na rozwijanie urządzenia tak pod względem sprzętowym jak i oprogramowania. Od przyszłego roku BrailleNote Touch zamiast 16 GB będzie miał 32 GB pamięci, co jak dla tabletu zaopatrzonego w porty do podłączania zewnętrznych nośników wydaje się być ilością zupełnie wystarczającą.

Urządzenie zasługuje na naszą uwagę ponieważ twórcy bardzo dobrze zdefiniowali swoją grupę docelową. BrailleNote Touch przeznaczony jest do zastosowań edukacyjnych oraz profesjonalnych i wszystkie prace deweloperskie prowadzone są z myślą o optymalizacji pod kątem spełniania potrzeb powyższej grupy docelowej. Urządzenie wspiera wielojęzyczność w sposób najlepszy ze wszystkich prezentowanych podczas tegorocznej wystawy. Bardzo ciekawym pomysłem jest koncepcja szybkich profili wielojęzycznych. Obecnie można mieć profile dwujęzyczne, ale twórcy urządzenia chcą w kolejnej wersji oprogramowania zwiększyć liczbę języków w profilu do trzech. Przewiduje się ponad to automatyzację zmiany tablicy brajlowskiej w przypadku, gdy rozpoznanie języka nie budzi wątpliwości np. zmiana z alfabetu łacińskiego na cyrylicę czy arabski. Mocną stroną urządzenia jest niewątpliwie obsługa standardu MathML zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę kierunek rozwoju formatu EPUB.

Podsumowując wrażenia z wystawy wypada powiedzieć, że chyba nie mają racji ci, którzy z uporem godnym lepszej sprawy głoszą pogląd, że niewidomemu pismo do niczego nie potrzebne, bo przecież ma mowę syntetyczną. Miejmy nadzieję, że comeback piśmienności niewidomych dzięki postępowi technologicznemu rzeczywiście stanie się faktem.

Igrzysk

Reha for the Blind in Poland to nie tylko wystawa sprzętu, a właściwie należałobyn chyba powiedzieć, że wydarzenie to jest okazją do zorganizowania wystawy. Czym zatem jest to organizowane corocznie wydarzenie? Z pewnością nie jest to konferencja naukowa. Gdyby tak było organizatorzy stworzyliby warunki do wysłuchania w spokoju i z należytą uwagą interesujących, odznaczających się wysokim poziomem merytorycznym, wykładów. Tym czasem poziom tzw. Wykładów był tak żenujący, że tematykę tych pożal się Boże wystąpień pozwolę sobie pominąć. Może zresztą jestem w błędzie. Warunki, w jakich przyszło nam w tym roku słuchać tego, co prelegenci mieli do powiedzenia były gorsze niż złe. Konferansjerzy i prelegenci przekrzykujący się z publicznością wykazującą całkowity brak zainteresowania tym, co dzieje się na Sali, wzywanie ochrony imprezy do interwencji spowodowane kompletną niemożnością opanowania publiczności sprawiły, że nie wiedziałem czy wstydzić się za nasze środowisko, a może za organizatorów, czy tylko pokiwać głową z politowaniem i odejść.

Jak już powiedziałem powyżej postanowiłem jednak znaleźć odpowiedź na pytanie po co ludzie na Reha rok rocznie przyjeżdżają. Pytałem o zainteresowanie programem, wykładami, imprezami towarzyszącymi czy wreszcie wystawą sprzętu. Wygląda na to, że do Warszawy przyjeżdża się nie na konferencję czy wystawę albo inne imprezy towarzyszące. Dominującą odpowiedzią na moje pytania było, że do warszawy przyjeżdża się przede wszystkim po to, by być niewidomym wśród niewidomych, by poczuć się bezpiecznie w swego rodzaju wspólnocie, spotkać znajomych, poczuć się bezpiecznie w przyjaznej przestrzeni wśród ludzi takich jak my, wśród tych, przed którymi niczego nie trzeba udawać, nie trzeba się starać o akceptację, być lepszym, niż się jest w rzeczywistości.

Organizatorom wydarzenia trzeba przyznać, że tę potrzebę środowiska w pełni zaspokajają. W tym roku na szczególne wyróżnienie świadczące doskonale o zrozumieniu opisanych powyżej potrzeb uczestników spotkania niewidomych w Warszawie zasługuje bardzo dobrze zorganizowana pomoc wolontariuszy. Zadbano o to, by każdy kto chciał na Rehę dotrzeć nie miał z tym  żadnych problemów. Osoby potrzebujące pomocy mogły poczuć się doskonale zaopiekowane. A konferencja? Technologie? Może przyjdzie czas, gdy konferencja naukowa będzie przeznaczona dla specjalistów, a wystawa podzieli się na część specjalistyczną z prezentowaniem nowatorskich rozwiązań i prac koncepcyjnych i zwykłą wystawę o charakterze konsumenckim, czego organizatorom szczerze życzymy.

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków