Grzech zaniechania, czyli jak nie kupić linijki brajlowskiej

 

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?

To jakże stare pytanie przychodzi mi na myśl, gdy piszę o róż nich rozwiązaniach ułatwiających życie osobom z dysfunkcją wzroku, choć do napisania poniższego skłoniły mnie właściwie dwie rzeczy. Po pierwsze od niedawna jestem szczęśliwym posiadaczem monitora brajlowskiego BrailleEdge, a po drugie odbyłem z moim redakcyjnym kolegą bardzo interesującą rozmowę o starych notatnikach brajlowskich.

Od czego zacząć?

Może od projektowania uniwersalnego. Na różnych konferencjach poświęconych dostępności wiele mówi się o projektowaniu uniwersalnym. Wszyscy mają dbać o dostępność wszystkiego dla wszystkich i będzie pięknie. Ale, jak mówiło się w starym dowcipie, jak wszyscy to wszyscy… twórcy rozwiązań dla niewidomych też. I tu zaczyna się problem.

Urządzenia specjalistyczne są drogie i tak być musi bo… listę argumentów znamy i nie będziemy jej tutaj powtarzać. Ale: czy aby na pewno niespecjalistyczne komponenty tych urządzeń muszą być technologicznie zapóźnione albo zwyczajnie zrobione po najmniejszej linii oporu?

Chcecie przykładów?

Oto one. Notatnik ElBraille pracuje pod kontrolą systemu Windows, ale pamięci RAM jest w nim tak mało, że korzystanie z urządzenia jest co najmniej niekomfortowe; BrailleNoteTouch ma wprawdzie system Android na pokładzie, ale zastosowana wersja jest obecnie mocno przestarzała, a integracja oprogramowania z systemem może w najlepszym razie być uznana za powierzchowną. BrailleSense Polaris jest wprawdzie urządzeniem o dobrej specyfikacji hardwarowej, ale system ma już przestarzały, a recenzje oprogramowania nie zachęcają do zakupu.

Może więc monitory brajlowskie spisują się lepiej?

Przez kilka miesięcy zastanawiałem się, co kupić. Do wyboru mamy dwie opcje: monitor, który jest czystym terminalem brajlowskim lub monitor z dodatkowymi funkcjami.

Każde z tych rozwiązań ma swoich zwolenników i przeciwników.

Zwolennicy czystego terminala powiedzą, że lepiej mieć urządzenie brajlowskie, które obsłuży wiele urządzeń i będzie dobrze ze wszystkimi współpracowało, niż takie, które będzie mieć na pokładzie jakieś aplikacje, ale kosztem wyższej ceny i gorszej współpracy z czytnikami ekranu. Zwolennicy drugiego rozwiązania stwierdzą, że możliwość np. czytania ebooków bez konieczności uruchamiania do tego telefonu czy komputera znacząco poprawia wygodę korzystania z linijki brajlowskiej. Obie grupy w tym sporze zdają się mieć słuszność, ale jak to się ma do projektowania uniwersalnego? Przecież nikt poza niewidomym nie będzie chciał korzystać z możliwości czytania brajla czy pisania brajlem. Okazuje się, że związek jest i to dość istotny. O ile w przypadku czystych terminali brajlowskich można mówić, że problem jest bardzo ograniczony do niewidomego podwórka, bo przecież brak dobrej obsługi linijek brajlowskich przez czytniki ekranu, czy to spowodowany brakiem dobrych sterowników sprzętowych, czy też brakiem dobrych rozwiązań po stronie czytnika ekranu, dotyczy tylko niewidomych użytkowników tych urządzeń, o tyle w przypadku urządzeń, które mają spełniać jakiekolwiek dodatkowe funkcje można już mówić o ewidentnym grzechu zaniechania.

Wybierając urządzenie brajlowskie, rozważałem zakup linijki firmy Baum lub Hims. Recenzje nie zachęcały do zakupu żadnego z powyższych produktów. Każdemu z nich brakowało czegoś istotnego. Czemu więc nie OrbitReader? Przynajmniej jest tani. Tani, ale na razie w Polsce niedostępny, choć nawet jeśli byłby do kupienia u polskiego dystrybutora, trzeba by powiedzieć, że nie podoba mi się z tego samego powodu, co urządzenia firm wymienionych powyżej.

Podstawowym powodem posiadania monitora brajlowskiego jest możliwość czytania treści tekstowych za pomocą palców, czytania ich w formie brajlowskiej. Wszystkie linijki brajlowskie pokazują całkiem nieźle znaki brajla. BrailleEdge ma nawet możliwość wyboru z pewnej liczby tablic brajlowskich, co pozwala na czytanie dokumentów zapisanych na karcie pamięci urządzenia nawet wtedy, gdy napisano je różnymi alfabetami. Ale tu kończy się wszystko, co dobre. Żaden z monitorów brajlowskich, wyposażonych w funkcję czytnika dokumentów, nie posiada na pokładzie czytnika z prawdziwego zdarzenia. Ciekawe, że urządzenie kosztujące kilkanaście tysięcy złotych nie może być zaprojektowane tak, by znalazło się w nim miejsce na aplikacje, które osoba widząca kupi sobie za kilkaset złotych.

Można chyba mówić, że takie projektowanie urządzeń brajlowskich ma wręcz cechy wykluczające. Oczywiście, że pliki w formatach EPUB, MOBI czy PDF przeczytamy na współpracujących z monitorem brajlowskim smartphone’ach, tabletach czy komputerach, ale czy naprawdę konieczne jest, żebyśmy z powodu ślepoty mieli gorzej niż nasi widzący współpracownicy, koledzy, członkowie rodzin? Oni do czytania uruchamiają jedno urządzenie elektroniczne. Czy urządzenie w cenie używanego samochodu musi być w tak oczywisty sposób niedorobione? Odpowiedzcie sobie sami.

Damian Przybyła

 

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków