Samoobrona także dla niewidomych

 

Jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest z pewnością potrzeba bezpieczeństwa. Chcemy czuć się bezpiecznie w środowisku, w którym żyjemy, wykonując trudniejsze czy łatwiejsze czynności życia codziennego, współpracując z ludźmi, czy wreszcie spotykając ich w różnych sytuacjach. Dysfunkcja wzroku sprawia często, że mamy poczucie ograniczonej kontroli czy wręcz zagrożenia, bo przecież łatwiej o złą ocenę sytuacji na przejściu przez ulicę, łatwiej zabłądzić, mając do dyspozycji mniej informacji o otoczeniu niż mają osoby widzące, i wreszcie łatwiej o znalezienie się w sytuacji zagrożenia w kontaktach z kimś, kto ma względem nas jakieś złe zamiary.

Ale czy osoba z dysfunkcją wzroku może coś zrobić, by poprawić swoją sytuację w kontaktach z zagrożeniami?

Sensei Stan Miller w roku 1996 stworzył oparty na Jujitsu program bezwzrokowego treningu samoobrony. Proponowany osobom z niepełnosprawnościami zestaw technik i sposobów postępowania, to system technik używanych w sztukach walki i zmodyfikowanych tak, aby osoby z dysfunkcją wzroku mogły się nimi posłużyć w sytuacji zagrożenia.

Michael Yamada, certyfikowany instruktor orientacji przestrzennej, którego pasją są także sztuki walki, włączył do treningu techniki wpływające na bezpieczeństwo i sprawność podróżowania i poruszania się, dzięki czemu opracowany system samoobrony ma walor narzędzia rehabilitacyjnego, a przy tym nadaje się do wykorzystania dla ludzi w różnym wieku i z różnymi niepełnosprawnościami.

Juitsu to bardzo kontaktowy styl walki doskonale nadający się do obrony w sytuacjach bliskiego kontaktu z przeciwnikiem, a przy tym wymagający stosunkowo niewiele siły fizycznej, co sprawia, że jest on stylem, którego często uczą się kobiety. Do pokonania przeciwnika wykorzystuje się w nim blokowanie stawów, dźwignie oraz techniki oparte na znajomości położenia bolesnych punktów w ciele człowieka.

Czego uczy Sensei Miller?

Podstawa to kontrola nad własnym ciałem. Nauka rozpoczyna się od pracy nad równowagą i stabilną postawą. Od stania w mocnej, ale zrelaksowanej postawie stopniowo przechodzi się do pozycji zamkniętych, poruszania się pewnymi, krótkimi krokami. Uczniowie poznają także techniki oddechowe, które sprzyjają obniżeniu napięcia w sytuacji zagrożenia, podniesieniu sprawności fizycznej podczas ewentualnego starcia, a także poprawiają warunki podejmowania decyzji.

Samoobrona to sztuka odpowiedzi na atak. Uczniowie uczą się zachowań asertywnych. Czasem wystarczy przecież powiedzieć natrętowi w dostatecznie stanowczy sposób, żeby sobie poszedł.

Następny krok, to przyjęcie mocnej, zwartej pozycji, która poprawi szanse ewentualnej obrony, a jednocześnie szybka ocena stopnia ewentualnego zagrożenia. Osoba, która nas zaczepiła, nawet jeśli uczyniła to w nieprzyjemny sposób, może przecież mieć dobre zamiary. Trzeba zatem ustalić, czy mamy do czynienia z wrogiem, czy też z osobą życzliwą.

Gdy już stwierdzimy, że sytuacja, w której się znaleźliśmy może stanowić potencjalne zagrożenie, Sensei Miller proponuje technikę, którą nazwał „widzenie dotykiem”, a mówiąc prościej chodzi o to, by dążyć do fizycznego kontaktu z przeciwnikiem i w ten sposób z jednej strony móc kontrolować  jego ruchy, a z drugiej mieć możliwość oceny naszych szans w starciu.

Nauka samoobrony, taka, jak rozumie ją Sensei Miller, to przede wszystkim nauka bezpiecznych zachowań. Chodzi o nauczenie się bezpiecznego sposobu życia, co obejmuje nie tylko sytuacje zagrożenia fizycznego, ale wykształcenie w sobie wrażliwości na wszelkie zagrożenia i nauczenie się jak reagować w sytuacjach kryzysowych. Tak rozumiane zachowania bezpieczne, to nie tylko postępowanie polegające na tym, by nie szukać guza na ulicy, lecz także dbałość o własne zdrowie, dobre odżywianie się czy wreszcie bezpieczne zachowania w świecie cyfrowym.

A co ze sztukami walki?

Wiele lat temu sporą popularnością cieszyły się filmy, w których obdarzony prawie nadludzkimi mocami niewidomy bohater rozgramiał w niepojęty sposób swoich przeciwników. Mit? Legenda? Wyraz niezaspokojonych pragnień ludzi słabszych? Nie raz się nad tym zastanawiałem, próbując jako młody człowiek poukładać sobie życie z niepełnosprawnością. Spotkałem wówczas instruktora sztuk walki, który zapalił się do pomysłu, by rzecz na żywym, a przy tym chętnym do podjęcia eksperymentów człowieku, sprawdzić. Rzecz okazała się trudniejsza niż wydawało się na początku i obaj uznaliśmy, że opowieści o niewidomych wojownikach należy chyba włożyć między bajki. Gdy rozpoczynałem pisanie niniejszego tekstu natrafiłem jednak na materiał, który skłonił mnie do stwierdzenia, po raz nie wiem już który, że o granicach ludzkich możliwości należy wypowiadać się z wielką ostrożnością. Autor tekstu, do którego odnośnik powyżej, opisuje bowiem przypadek kobiety, która będąc już osobą dorosłą utraciła wzrok. Ostatnią rzeczą, którą można by o niej powiedzieć, byłoby stwierdzenie, że jest doskonałym materiałem na wojowniczkę. Duża niepełnosprawność, stany depresyjne i lękowe oraz problemy z panowaniem nad swoim ciałem i otaczającą przestrzenią typowe dla osoby świeżo ociemniałej, z pewnością nie stanowiły dobrego dla wojowniczki zestawu cech wyjściowych. Instruktor sztuk walki opisujący ten przypadek twierdzi wprost, że podjął się pracy nad klientką, która zamówiła u niego treningi, bo kierowała nim litość. Będąc jednak człowiekiem poważnie traktującym swoją pracę, postanowił dać kobiecie tyle korzyści z ćwiczeń, ile tylko potrafił. Pracowali więc wspólnie, poznając wzajem swe możliwości i ograniczenia. By nie przedłużać niepotrzebnie opowieści powiem tylko, że mistrz trafił na uczennicę o wybitnych zdolnościach. Takie historie są jednak wyjątkami i jakkolwiek dyskusji o możliwościach osób niewidomych w dziedzinie sportów walki jest wiele, to po bliższym przyjrzeniu się tak omawianym zagadnieniom jak wnioskom, do których uczestnicy różnych poświęconych sztukom walki forów internetowych dochodzą trzeba powiedzieć, że o ile uprawianie sportów walki przez osoby ociemniałe, które jako widzące zajmowały się wcześniej tego rodzaju aktywnością jest możliwe, o tyle osobom niewidomym najprawdopodobniej nie uda się opanować potrzebnych umiejętności w sposób dostateczny do prowadzenia skutecznej walki. Tak, jak stworzono piłkę nożną dla niewidomych, tak możliwe jest stworzenie zaadaptowanych, kontaktowych stylów walki, lecz opowieści o niezwykłych słyszących lot muchy i czujących obecność przeciwnika oraz ruchy jego ciała na odległość niezwykłych wojownikach pozostawmy filmowcom.

Czy zatem ma sens uczenie się technik samoobrony?

Wydaje się, że tak. Najpierw dokonajmy pewnego doprecyzowania. Czym innym jest samoobrona rozumiana jako bezpieczny styl życia, a czym innym sportowe sztuki walki czy podejmowanie fizycznego kontaktu z napastnikiem i walka z nim. Walka, to jak twierdzą twórcy projektu One Touch Project, środek ostateczny. W programie biorą udział osoby z niepełnosprawnościami i osoby starsze. Uczą się przede wszystkim bezpiecznych zachowań, postępowania w taki sposób, by nie narażać się na sytuacje, w których może dojść do zagrożenia. W kontakcie z napastnikiem wykorzystują techniki, których celem jest zniechęcenie przeciwnika do podejmowania wrogich działań oraz, o ile to konieczne, uzyskanie pomocy innych osób.

Na koniec warto powiedzieć kilka słów o tym, jak rzeczy mają się w Polsce.

W roku 2007 ukazała się publikacja Fundacji Insytut Rozwoju Regionalnego, w której przedstawiono ogólny zarys podstaw teoretycznych stworzonego przez Andrzeja Szuszkiewicza systemu treningu sztuk walki dla osób niewidomych, wdrażanego podczas szkoleń organizowanych przez Fundację. Tak, jak w przedstawionych powyżej działaniach amerykańskich autorzy dobrze uporządkowali cele, jakim ma służyć trening sztuk walki, pokazali możliwości, ograniczenia i korzyści płynące z uprawiania tej aktywności przez osoby z dysfunkcją wzroku. Na całym świecie zainteresowanie omówioną powyżej tematyką jest wśród osób niewidomych i słabowidzących żywe od dość dawna, lecz publikacji, które w sposób uporządkowany omawiałyby aspekt sportowy, utylitarny i rehabilitacyjny uprawiania sztuk walki właściwie nie ma. Dlatego projekt z udziałem FIRR, którego wynikiem było opracowanie tego zagadnienia zasługuje na szczególne zainteresowanie. Czy treningi elementów sztuk walki staną się kiedyś stałym elementem programów rehabilitacyjnych dla osób z dysfunkcją wzroku? Trudno stwierdzić. Prowadzenie efektywnych szkoleń tego rodzaju jest z wielu powodów kosztowne, a wobec szczupłości środków i wielu bardziej podstawowych potrzeb rehabilitacyjnych w sposób naturalny spada ono w hierarchii zadań na pozycję dość odległą, lecz z drugiej strony tak korzyści w sferze psychomotorycznej, jak i możliwości wszechstronnego samorozwoju, jakie daje uprawianie technik sztuk walki są nie do przecenienia.

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków