Zrób to z NVDA: Virtual Review

 

Wiele razy można było usłyszeć o specyficznym, przynajmniej zdaniem niektórych, podejściu autorów NVDA do udostępniania różnych informacji użytkownikowi. Mick i Jamie zawsze chcieli, by niewidomy otrzymywał taki sam zestaw informacji jak osoba widząca. Niestety, takie podejście nie zawsze się sprawdza, bo po prostu bywa, że jako pracujący z komputerem w nieco inny, niż standardowy sposób po prostu potrzebujemy pewnych informacji dostarczonych w bardziej syntetycznej formie, lub wręcz życzymy sobie, aby były dla nas odpowiednio filtrowane. Nie dziwi więc, podnoszony od dawna koronny argument użytkowników komercyjnego JAWSa przeciw NVDA, czyli mała ilość opcji i parametrów, jakie możemy dostroić do swoich potrzeb. Oczywiście dużo i mało to pojęcia względne i nie czas i miejsce na kolejną dyskusję o wyższości pisanek nad czekoladowymi Mikołajami. Ten wstęp wynika raczej z faktu, że dodatek, który chciałbym opisać jest na tyle specyficzny, że osoba widząca raczej nigdy nie będzie miała potrzeby, by z niego skorzystać, niewidomy wręcz odwrotnie.

Widzący mają zrzuty

Mowa oczywiście o zrzutach ekranu, czyli funkcji naszego komputera pozwalającej na zapis do pliku graficznego tego, co aktualnie jest wyświetlane na naszym monitorze. Takie obrazki, często nazywane z angielska screenami, możemy w bardzo prosty sposób utworzyć wciskając klawisz Print Screen. W standardowym układzie klawiatury komputera klawisz ten odnajdziemy nad insertem, jednak coraz częściej obecne w naszych domach komputery przenośne to zupełnie inna bajka, dlatego najlepiej poszukać tej informacji w podręczniku użytkownika do takiej maszyny. Skoro już o zrzutach mowa, to warto poznać odrobinę klawiszologii, która ich dotyczy:

W systemie Windows zrzut całego ekranu wykonuje się po naciśnięciu klawisza Print Screen, natomiast gdy ma być wykonany zrzut tylko aktywnego okna, a nie całego ekranu – Alt+Print Screen. W systemie Windows zrzut ekranu zapisywany jest do schowka, skąd można wkleić go do dowolnego programu graficznego i następnie zapisać do pliku, a ponadto w systemie Windows 8.1 i Windows 10 kombinacja Win+Print Screen powoduje bezpośredni zapis zrzutu do pliku PNG.

A co mają niewidomi?

Tytułowy dodatek Virtual Review, który w programie NVDA robi rzecz podobną, mianowicie dokonuje tzw. wirtualizacji aktualnie otwartego okna. Oczywiście wymienione wyżej sztuczki z graficznymi zrzutami ekranu warto znać, bo czasem możemy zostać poproszeni o wykonanie kopii naszego ekranu właśnie w ten sposób, ale dla niewidomego taki obrazek jest całkowicie bezużyteczny. Załóżmy, że aktualnie używany przez nas program wyświetlił błąd, a my chcemy dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Najprościej zatem będzie skopiować komunikat, wkleić go do wyszukiwarki i odnaleźć stosowne informacje np. na jakimś forum. Niestety, system operacyjny nie pozwoli nam na zaznaczenie tekstu, który nie jest umieszczony w polu edycyjnym, a następnie jego skopiowanie. Gdyby nie wirtualizacja okna, czekałoby nas żmudne przepisywanie znak po znaku czasem dość enigmatycznych symboli komputerowych problemów. To oczywiście jeden z wielu przykładów, jak zawsze wszystko zależy od potrzeb i pomysłowości użytkownika.

Instalacja dodatku

Virtual Review dostępny jest w oficjalnym repozytorium dodatków NVDA, instalacja wygląda identycznie, jak większości dodatków do tego czytnika ekranu.

Użycie dodatku

Wystarczy, że będziemy znali zaledwie 1 skrót, mianowicie CTRL+NVDA+w. Kiedy znajdziemy się w oknie, które będziemy chcieli zwirtualizować wystarczy, że naciśniemy tę kombinację klawiszy. Wówczas pojawi się pole tekstowe, zawierające wszystko to, co program NVDA był w stanie odczytać z danego okna. Każdą treść możemy zaznaczyć, a następnie skopiować i postąpić z nią później wedle uznania.

Przykład

Oto wynik wirtualizacji okna notatnika, w którym wpisałem frazę „to jest test wirtualizacji.”:

„Bez tytułu — Notatnik

Plik Edycja Format Widok Pomoc

To jest test wirtualizacji.”

Jak widać, skopiowany został nie tylko tekst, ale i pasek menu, który był również odczytywany przez program NVDA.

Na zakończenie

Zauważyłem, że z bliżej nieokreślonych przyczyn dodatek czasami po prostu nie działa. Z aplikacji, których okna nie chciały się wirtualizować mogę wymienić przeglądarki Google Chrome i Firefox. Co ciekawe, Internet Explorer nie protestował i jego okno bez kłopotu wskoczyło do tekstowego pola wirtualizacji. Oczywiście, tego typu funkcja nie jest tylko i wyłącznie domeną dodatku dla NVDA. Już dawno korzystać mogli z niej choćby użytkownicy JAWS’a, na którym najprawdopodobniej właśnie wzorowali się autorzy dodatku dla czytnika fundacji NVAccess.

Michał Dziwisz

Zrób to z NVDA: Speech History

 

Nie wiem, jak szanowni czytelnicy, ale ja z komputera korzystam bardzo szybko. Czasem nawet, zbyt szybko. Ileż to razy miała miejsce sytuacja, w której przeoczyłem jakiś ważny komunikat, bo tak bardzo byłem zajęty wciskaniem kolejnych klawiszy. Pół biedy, jeśli ten komunikat był z tych, które nie dadzą o sobie zapomnieć i prędzej, czy później zostaną powtórzone. Czasem jednak zdarzało się i tak, że bardzo chętnie wróciłbym do jakiejś wiadomości, która została wypowiedziana przez czytnik ekranu, a szans na to brak, czy faktycznie?

Speech History pamięta wszystko

No dobrze, nie wszystko, ale 100 ostatnich komunikatów wypowiedzianych przez NVDA, co jest moim zdaniem wystarczającą ilością nawet dla kogoś, kto z komputera korzysta dość intensywnie. Co więcej, dodatek zapamiętuje całe komunikaty, tak więc jeśli nawet omyłkowo wyciszyliśmy NVDA w trakcie wypowiadania danej wiadomości istnieje spora szansa, że z historii odzyskamy jej całość.

Jak to działa?

Zabawę jak zawsze należy zacząć od instalacji dodatku, który dostępny jest w oficjalnym repozytorium wtyczek dla NVDA. W chwili pisania tego tekstu obecna jest jedynie stabilna wersja dodatku, bo też i prawdopodobnie nie będzie konieczne jego udoskonalanie.

Skróty, jakie należy zapamiętać to:

 

  • Shift+F11 – przemieszcza do tyłu po historii tekstu,
  • Shift+F12 – przemieszcza do przodu po historii tekstu,
  • F12 – kopiuje aktualnie odczytany element historii do schowka.

 

Jeśli z jakiegoś powodu zaproponowane przez autora dodatku skróty nam nie odpowiadają, możemy to łatwo zmienić korzystając z pozycji Mowa w zdarzeniach wejścia:

 

  • „Copy the currently selected speech history item to the clipboard, which by default will be the most recently spoken text by NVDA.” - Kopiowanie elementu do schowka,
  • „Review the next item in NVDA's speech history.” - odczytywanie następnego elementu w historii,
  • „Review the previous item in NVDA's speech history.” - odczytywanie poprzedniego elementu w historii.

 

Warto jeszcze dodać, że skopiowanie elementu historii do schowka potwierdzane jest sygnałem dźwiękowym.

I to wszystko, pozostaje mi życzyć miłego korzystania oraz więcej rozwagi w korzystaniu z komputera, niż piszący te słowa :)

Michał Dziwisz

Zrób to z NVDA: ToolbarsExplorer

 

Niniejszy artykuł rozpoczyna serię zatytułowaną „Zrób to z NVDA”. Ten czytnik ekranu dla systemu Windows, dzięki wsparciu ogromnej społeczności, obrósł w pokaźną liczbę dodatków, realizujących funkcje, które z różnych przyczyn nie zostały wbudowane w główny kod programu. Chciałbym w tym, jak i kolejnych tekstach przybliżyć Czytelnikom możliwości różnego rodzaju wtyczek, dzięki którym zupełnie za darmo możemy zrobić jeszcze więcej, szybciej i po prostu wygodniej, w końcu od tego są komputery.

Na dobry początek proponuję przyjrzeć się dodatkowi, który został opublikowany stosunkowo niedawno, a jego możliwości mogą zainteresować wszystkich, którzy często muszą korzystać z różnego rodzaju pasków narzędzi, umieszczonych w oknach rozmaitych programów, np. przeglądarek, aplikacji biurowych itp. Z reguły takie paski przeznaczone są przede wszystkim dla osób widzących, aby łatwiej im było sięgnąć po najczęściej używane opcje danego programu, klikając myszką w głównym oknie aplikacji, zamiast przedzierać się przez gąszcz menu i podmenu. Dla całkowicie niewidomego paski takie bywają niedostępne w konwencjonalny sposób, o ile programista tego nie przewidział. Oczywiście, w idealnym świecie każda opcja dostępna z poziomu takiego paska powinna być także dostępna z menu lub przy użyciu odpowiedniego skrótu, ale rzeczywistość czasem bywa brutalna i niektórzy programiści umieszczają część funkcji tylko i wyłącznie w obszarach pasków narzędziowych.

ToolbarsExplorer dostępny jest z oficjalnego repozytorium dodatków NVDA, do dyspozycji mamy wersję stabilną, jak i rozwojową.

Najważniejsze skróty

Podstawowym poleceniem, z jakiego najczęściej będziemy korzystać w przypadku tego dodatku, jest wejście do trybu przeglądania pasków narzędzi, za co odpowiada skrót alt+ menu kontekstowe. Uwaga, klawisz menu kontekstowego, mimo że realizuje podobne funkcje, co kombinacja shift+F10, nie jest z nią tożsamy i nie zadziała z dociśniętym altem. Jeśli nasza klawiatura nie posiada klawisza menu kontekstowego, możemy zmienić ten skrót, wchodząc w NVDA – Ustawienia - Zdarzenia wejścia, a następnie rozwijając Nawigacja w Hierarchii obiektów i wybierając Starts exploration of toolbars, if present in current application.

Kiedy znajdziemy się już w trybie przeglądania pasków narzędzi, strzałkami lewo / prawo zmieniamy paski, a po elementach danego paska przemieszczamy się strzałkami góra / dół.

Z innych, przydatnych skrótów warto wymienić następujące:

  • Enter: aktywuje pasek narzędzi lub jego element,
  • Spacja: symuluje kliknięcie lewym przyciskiem myszy na pasku narzędzi lub jego elemencie,
  • Klawisz menu kontekstowego lub shift+F10: symuluje kliknięcie prawym przyciskiem myszy na pasku narzędzi lub jego elemencie,
  • Escape: zamyka tryb przeglądu pasków narzędzi.

Praktyczne wykorzystanie dodatku

Wszystkich, którzy chcą przetestować ToolbarsExplorer w praktyce zachęcam do skorzystania z najpopularniejszych aplikacji, takich jak Eksplorator Windows, przeglądarka Mozilla Firefox czy popularne procesory tekstu np. Microsoft Word czy Writer z pakietu LibreOffice. W każdym z tych programów czytelnicy odnajdą kilka pasków, z którymi radzę poeksperymentować. Kto wie, może ten sposób interakcji z najpopularniejszymi funkcjami programu okaże się dla kogoś bardziej komfortowy, niż szukanie opcji w menu?

 

Michał Dziwisz

Bezprzewodowa batuta pomoże niewidomym muzykom

 

Technologie ubieralne to już codzienność. Możemy je wykorzystywać do zabawy, mogą również poprawiać komfort naszego życia, bądź też nawet je ratować. Najnowsza propozycja opracowana przy współpracy  firmy Shure z pewnością może stać się ułatwieniem dla niewidomych muzyków, którzy swoich sił chcieliby spróbować np. w orkiestrze lub chórze.

Baton Project realizowany przez brytyjską firmę Human Instruments to projekt badawczy, celem którego jest stworzenie narzędzia, pozwalającego niewidomym na reagowanie w równym stopniu na gesty dyrygenta, co widzący członkowie danego zespołu. Obecnie, ze względu na brak kontaktu wzrokowego z batutą, niewidomi muzycy muszą znacznie więcej ćwiczyć, aby zapamiętać bardzo dokładnie strukturę utworu wraz ze wskazówkami wykonawczymi. Batuta została opracowana i przetestowana. W zaprojektowaniu urządzenia oprócz Human Instruments brała udział muzyczna organizacja Paraorchestra and Friends, technologicznego wsparcia udzieliła także firma Shure. Ten znany na całym świecie producent różnego rodzaju urządzeń audio zapewnił integrację batuty z systemem odsłuchowym PSM900. Dzięki temu możliwe jest przesyłanie sygnału do ubieralnych, wibrujących odbiorników. Największym problemem, z jakim musieli zmierzyć się konstruktorzy było opóźnienie sygnału. Chodziło o to, aby niewidomi jak i widzący muzycy otrzymywali znaki dyrygenta w tym samym czasie. Kluczem okazał się tu być system firmy Shure, który zapewnił, zdaniem autorów projektu, brak jakichkolwiek opóźnień. Pozostaje do tych zapewnień podejść z lekkim dystansem i mieć nadzieję, że sygnał transmitowany był przynajmniej z prędkością światła. Niestety, na razie nie wiadomo, kiedy bezprzewodowa batuta wejdzie do powszechnego użytku, jej cena także nie jest znana. Jak na razie urządzenie zostało wykorzystane w jednym, próbnym koncercie, w którym uczestniczyło 12 muzyków.

Michał Dziwisz

Źródła: TPIMagazine, CoolBlindTech

Soulbound - gra ponad niepełnosprawnościami

 

Soulbound to gra, którą firma Cloverbit stworzyła przede wszystkim z myślą o użytkownikach niewidomych i słabowidzących. W świecie gry wcielimy się w postać niewidomego od urodzenia chłopca z niskich warstw społecznych. Będziemy podążać za nim drogą przygód w krainach Levii, gdzie, odkrywając tajemnice z przeszłości i spotykając różnych, niekiedy dziwnych mieszkańców świata gry, zrozumie, a na koniec wypełni on swoje przeznaczenie.

Świat gry jest bogaty. Znajdziemy w nim ponad sto różnych postaci. Pełno w nim bardzo plastycznych efektów dźwiękowych. Tworząc scenariusz gry, postarano się o to, by gracz mógł zanurzyć się w fantastyczny świat, dając postaciom z gry całe godziny dialogów. Soulbound to pierwsza z części planowanego cyklu Echa Levii. Twórcy gry pomyśleli także o widzących graczach, dodając do niej atrakcyjny graficznie interfejs.

Źródło: https://coolblindtech.com/cloverbit-creates-audio-game-for-the-blind/?ut...

Pasjonat czy ostatni Mohikanin?

 

Kiedy wieczorem wracam z pracy i przekręcam klucz w drzwiach, opadają ze mnie emocje całego dnia. Nareszcie jestem u siebie. W moim małym azylu. Ktoś może spytać „No cóż takiego? Mieszkanie jak mieszkanie”. Ja po prostu lubię to miejsce i dobrze się tu czuję. Otaczają mnie dobrze znane meble, instrumenty i książki. Nie takie zwyczajne, bo grube i opasłe. Ich zawartość też jest nietuzinkowa, bo są to w dużej części nuty brajlowskie.

O nutach pisano wiele, ponieważ są one – a może powinny być - istotną częścią kształcenia muzycznego niewidomych, nie czuję się kompetentna, aby polemizować z tymi, którzy podstawy tego kształcenia stworzyli. Mam w sercu ogromny szacunek i wiele podziwu dla trojga wybitnych niewidomych, zasłużonych dla wypracowania metod nauczania nut. Dziś powiedzielibyśmy – zakręconych na tym punkcie. Miałam to szczęście, że poznałam wszystkich troje…

P. Stefania Skibówna była nauczycielką wychowania muzycznego w szkole podstawowej w Laskach; dzięki niej poznałam podstawy zapisu muzykograficznego, choć nie była to szkoła muzyczna. Uczyła nas także pisania jedną ręką na maszynie brajlowskiej. Metoda obecnie odeszła w zapomnienie, bo brajliści mają do czynienia prawie wyłącznie z klawiaturami w układzie Perkinsa, a osoby z Instytutu Perkinsa dla Niewidomych, którym wynalazek Stefanii Skibówny demonstrowano w ogóle nie zrozumieli jego zalet. P. Stefania Skibówna prowadziła także chór. Jako osoba władająca biegle kilkoma językami obcymi, wypożyczała nuty z bibliotek zagranicznych , aby poszerzać swój repertuar. Była też niestrudzoną propagatorką nut brajlowskich. To jej zawdzięczamy tłumaczenie i adaptację „Podręcznika światowej notacji muzycznej” dr Aleksandra Reussa do potrzeb polskiego odbiorcy, wydanego przez Wydawnictwo Nut Polskiego Związku Niewidomych w 1967 r.

P. Andrzeja Galbarskiego poznałam już śpiewając w zespole muzycznym. Był człowiekiem niezwykle uzdolnionym technicznie, wynalazcą wielu ulepszeń w zapisie brajlowskim (matematycznym i muzycznym), kierownikiem drukarni PZN, transkryptorem i korektorem nut. Pan Andrzej uczestniczył w kongresie dotyczącym ujednolicenia zapisu międzynarodowej notacji muzycznej, którego owocem jest kolejny podręcznik wydany już przez wydawnictwo „Toccata” w 2001 r.

Z P. Edwinem Kowalikiem osobiście zetknęłam się jeszcze później, podczas koncertu zorganizowanego z okazji 45-lecia Polskiego Związku Niewidomych, w którym brał także udział mój mąż. Gdy wspólnie czekaliśmy za kulisami na wejście, dane mi było odczuć jak ten najwybitniejszy z niewidomych muzyków (otrzymał wyróżnienie w V konkursie Chopinowskim w 1955 r.) skupiał się przed występem. Znaliśmy się też z PZN-u, gdzie pracowałam, ale znajomość nasza sprowadzała się do przelotnych spotkań na korytarzach. Nie wiedziałam, że był już poważnie chory. Pan Edwin Kowalik stworzył wydawnictwo nut brajlowskich i prowadził czasopismo fachowe pt. „Magazyn muzyczny”, które oprócz publicystyki zawierało dodatek nutowy. Misję tę przejęło po nim utworzone w 1998 roku Towarzystwo Muzyczne im. Edwina Kowalika, a osobą kontynuującą spuściznę poprzedników jest P. Helena Jakubowska.

Skoro poznali już Państwo nieco historii, to łatwo wywnioskować, że tematem tego artykułu będą nuty. Jednak dziś na łamach „Tyfloświata” zostanie popełniony nepotyzm literacki, ponieważ bohaterem tej opowieści będzie nie kto inny, a mój własny mąż, który od 20 lat jest pracownikiem Szkoły Muzycznej I stopnia w Laskach.

Biografia ta w swym schemacie nie odbiega od wielu opowieści artystów. Urodziłem się… śpiewałem już w wieku czterech lat… moim pierwszym instrumentem były organki… Tu trzeba dodać „od początku miałem kłopoty ze wzrokiem”. Lekarze nie umieli się zorientować w możliwościach wzrokowych Bronka i dlatego do pierwszej klasy szkoły podstawowej poszedł do Lublina. Tam po krótkim czasie zorientowano się, że wzroku jest niewiele, ale dziecko ma potencjał muzyczny i dlatego wskazano rodzicom szkołę w Krakowie, jako jedyną w tamtym czasie szkołę dla niewidomych, w której mogli oni uzyskać wykształcenie muzyczne.

Zajęcia teoretyczne (rytmika, muzykografia, kształcenie słuchu i audycje muzyczne) były wmontowane w ogólny grafik szkolny. Natomiast zajęcia praktyczne – nauka gry na instrumentach – odbywały się po południu. W przedpołudniowych zajęciach muzycznych musieli uczestniczyć wszyscy uczniowie. Jednak nauczyciele świetnie wiedzieli od kogo ile można wymagać. Klasa, do której trafił Bronek była „mocna muzycznie”, dlatego nauczyciele mogli szybko wprowadzać kolejne zagadnienia. Wysoki poziom kształcenia teoretycznego bardzo przydał się w dalszej edukacji muzycznej.

Z powodu niewielkiego wzrostu, a przede wszystkim predyspozycji słuchowych, Bronek został zakwalifikowany do nauki gry na skrzypcach. Nauczyciele się zmieniali. Chłopiec nie był zafascynowany wyborem dorosłych. Słyszał jak rówieśnicy uczący się gry na fortepianie mogli jednocześnie wykonywać linię melodyczną i akompaniament. Tak minęło kilka lat, aż przyszedł czas na przygotowanie się do dyplomu. „Nauczyciel, do którego trafiłem – wspomina – był wymagający, wręcz surowy, ale dużo potrafił nauczyć. Chcąc sprawdzić moje umiejętności w zakresie czytania nut brajlowskich poprosił, abym wypożyczył „Dudziarza” Henryka Wieniawskiego. Wypożyczyłem i przyniosłem na lekcję. Pan poprosił, abym przeczytał pierwsze takty. Zacząłem, ale nie mogłem sobie poradzić z wieloma nieznanymi znakami. Nie umiałem też wytłumaczyć ich nauczycielowi.” Historia ta skończyła się nauką tego i pozostałych utworów metodą słuchową. „Dyplom zdawałem nie jak większość moich kolegów w Ośrodku na Tynieckiej, ale w zaprzyjaźnionej szkole muzycznej II stopnia, co było wyróżnieniem. Potem miałem iść do szkoły muzycznej dla niewidomych do Pragi czeskiej, ale w sprawę wdała się historia.”

Przez następne lata, czy to prowadząc zespoły muzyczne, czy kształcąc się, czy przygotowując standardy jazzowe, Bronek bazował głównie na poznawaniu utworów metodą słuchową. Czasem prosił kogoś o wolniejsze zagranie linii melodycznej utworu, czy o zaśpiewanie go. Aż przyszedł czas, by wrócić do szkoły, ale w nowej roli.

„Gdy zadzwoniła pani, która później była moją pierwszą dyrektorką, miałem chaos w głowie. Po prostu bałem się. Nigdy oficjalnie nikogo nie uczyłem. Owszem, paru kolegów tak, ale to nie była przecież formalna praca nauczycielska. Czym innym też było prowadzenie zespołu rozrywkowego, w którym część kolegów – tak jak ja – była po szkołach muzycznych. Ale uczyć dzieci? – Powiedziałem tej pani, że muszę się zastanowić, a ona, żebym się nie bał, bo wszyscy zaczynamy. No i zaczęliśmy. W Szkole Muzycznej w Laskach spotkałem znanego mi już P. Andrzeja Galbarskiego, koleżankę z chóru ze szkoły na Bednarskiej i kilka innych osób. Chyba wszyscy mieliśmy tremę. Zacząłem się zastanawiać nad praktyczną stroną zagadnienia nauki niewidomych. Powierzono mi naukę gry na gitarze klasycznej. Z czasów własnej edukacji miałem trochę nagranych utworów, ale przecież nauczanie musi odbywać się w sposób uporządkowany, trzeba to robić według pewnego schematu. Wypożyczyłem więc podręcznik pt. „SZKOŁA GRY NA GITARZE Wydanie zmienione, uzupełnione dodatkiem o grze na gitarze hawajskiej” autorstwa Józefa Powroźniaka. Podręcznik ten, oprócz stosownych ćwiczeń, zawiera wiele wskazówek metodycznych i rysunków brajlowskich. Dzięki temu mogę uczniom pokazać pewne rzeczy graficznie, np. pięciolinię czarnodrukową (pustą i z nutami). W brajlu nie da się tego zobaczyć, ponieważ nuty są ułożone tak jak tekst literacki. Uświadomiłem sobie wtedy, że moja wiedza na temat zapisu nut brajlowskich wyniesiona ze szkoły krakowskiej jest niewielka i że traktowałem ten przedmiot jak np. jakiś obcy, mało przydatny język. Zagadnienia dotyczące nut nie były powiązane z praktyką. Owszem, korzystaliśmy z prostego zapisu, czytając ćwiczenia z solfeżu, ale nic więcej. I tu z pomocą przyszedł mi P. Andrzej, ofiarowując egzemplarz autorski wspomnianego już „Podręcznika światowej notacji muzycznej pismem niewidomych”.

Aby uczyć kogoś, najpierw sam musiałem gruntownie nadrobić braki. Postanowiłem, i jestem temu postanowieniu wierny do dziś, że nie pozwolę na to, aby niewidomi uczniowie klasy gitary kończyli szkołę bez praktycznej znajomości nut. Tak więc – choć proces nauczania z brajla jest dłuższy i mozolniejszy niż ze słuchu, staram się tak dobierać utwory, by choć jeden na semestr przygotować tą metodą. Poza tym mój własny przykład, to, że sam korzystam z takiego zapisu uświadamia dzieciom, że można.

Dziś wielu ludzi fascynuje się wykorzystaniem możliwości technicznych komputera do nauki muzyki. W roku 2014 uczestniczyłem w prezentacji programów komputerowych umożliwiających konwersję nut brajlowskich do czarnego druku i odwrotnie. Prezentację tę prowadziła zaprzyjaźniona z naszą szkołą P. Helena Jakubowska. Nie jestem przeciwny wykorzystywaniu nowych metod w nauce muzyki, chociaż uważam bezpośrednią pracę z tekstem muzycznym za rozwijającą wyobraźnię i pamięć muzyczną. Żmudny i trudny jest proces łączenia poszczególnych fragmentów poznawanego utworu. Jednak gdy nabierze się w tej metodzie pewnej wprawy, potrafi ona dostarczyć sporo satysfakcji. Myślę, że wykorzystanie nowych technologii jako narzędzia do udostępniania niewidomym zapisu muzycznego, to jeszcze sprawa przyszłości, bo programy, które to umożliwią, są ciągle w fazach prób, o kosztach monitorów czy drukarek brajlowskich nie wspominając.”

Obecnie, mimo wszelkich ulepszeń, niewidomi uczniowie i nauczyciele wciąż borykają się z małą dostępnością potrzebnych materiałów. Dochodzi też problem objętości tomów brajlowskich. Np. wspomniana „Szkoła gry na gitarze” w czarnym druku jest w miarę cienką książką formatu A4, podczas gdy w brajlu zajmuje dwa obszerne tomy. Pewne wydawnictwa nie będą wznawiane z powodu sporego kosztu związanego z ich wydaniem i dlatego dziś są unikatami.

Czy nowoczesne techniki wkroczą do szkół muzycznych? Myślę, że prędzej czy później tak. Na pewno wtedy gdy trochę stanieją i będą „bardziej pewne” w użyciu. Myślę, że przyszli muzycy niewidomi w trakcie nauki nowych utworów będą musieli wykorzystywać także umiejętności informatyczne. A brajlowskie nuty? Czy odejdą w przeszłość? Czy tylko zmieni się forma ich przechowywania? – Nie wiem. Czas pokaże. Ja jednak cieszę się, że mogę pracować bez pomocy mowy syntetycznej w ciszy i skupieniu. Podzieliłem się swoim doświadczeniem z grupą uczniów niewidomych. Następny krok należy do młodszych.

Elżbieta Harasiuk

Obozy integracyjne osób niewidomych i słabowidzących

 

Rozwój technologii wspierających, a wraz z nim digitalizacja wszelkich form wymiany dóbr kultury czy kontaktów międzyludzkich sprawiły, że mimo dysfunkcji wzroku zaczęliśmy żyć w świecie, przekraczając granice naszej niepełnosprawności. Wiele mówi się o zagrożeniach związanych z cyfryzacją, o uwiązaniu człowieka do komputera czy smartfona. Spotyka się grupy młodych ludzi, stojących obok siebie na przystanku czy siedzących w kawiarni i wysyłających sobie wiadomości przez komunikatory internetowe. Zjawisko, o którym tu mowa, dla wielu osób z niepełnosprawnościami jest bardzo wygodne, bo przecież za cyfrowym interfejsem można się schować, bo zza tej osłony ślepoty tak od razu nie widać. Jednak życie wyłącznie w świecie wirtualnym jest zwyczajnie niemożliwe, bo przecież nic, przynajmniej na razie, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu twarzą w twarz.

Sztuka pisania listów nie umarła. Wciąż lubimy zapach i szelest papieru. Brajl, jakkolwiek zajmuje dużo miejsca, nie zginął. Linijka brajlowska, dobra do obsługi urządzeń elektronicznych albo do czytania dużych książek, nie da nam tego, co możemy dostać od papierowego listu przekazanego nam w całości nie tylko w swej treści, lecz także i w formie. Dlatego, mimo tych wszystkich udogodnień technicznych, wielu z nas wciąż korzysta  ze staroświeckich form przekazywania wiadomości, czy słuchania muzyki. Na starych radioodbiornikach czy na nośnikach analogowych dźwięk brzmi w specyficzny i niepowtarzalny sposób. Z wielu powodów wciąż wracamy do skażonego niedoskonałościami brzmienia muzyki z płyt winylowych czy analogowych kaset magnetofonowych. O historii urządzeń analogowych do słuchania i utrwalania dźwięku pisaliśmy już dość dużo w Tyfloświecie, więc będziemy się zatem zatrzymywać dłużej nad tym tematem.

W każdym razie, trudno się nie zgodzić z twierdzeniem, że technologia, jaka by nie była, towarzyszy nam, praktycznie rzecz ujmując, zawsze i wszędzie, lecz na technologii świat się nie kończy.

Wymiana informacji także nie wyczerpuje wszystkich naszych potrzeb związanych z kontaktami z otoczeniem, bo przecież żaden komputer, smartfon, ani nawet najbardziej rozwinięta aplikacja, nie spyta nas, jak się dziś czujemy albo co nas cieszy, co nas smuci lub na co mielibyśmy właśnie ochotę. Słowem, nic nie zastąpi nam szczerej rozmowy z drugim człowiekiem - nie da nam tego rodzaju intymności, który można osiągnąć jedynie przy bezpośrednim spotkaniu twarzą w twarz.

Niepełnosprawność jest trudna tak dla nas, którzy musimy z nią żyć, jak i dla pełnosprawnej reszty. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy osobom niewidomym potrzebne są formy aktywności skierowane na środowisko osób z dysfunkcją wzroku, czy też do wyciągnięcia ich spoza ekranów do realu wystarczy włączenie ich do istniejących form mainstreamowych, nie jest prosta.

Tematem, wokół którego toczą się spory w naszym środowisku jest tyfloturystyka. Jedni mówią, że to zjawisko powinno się ograniczać lub wręcz eliminować, bo przecież nikt nie chce być zaganiany do getta, inni odpowiadają na to, że przebywając w grupie osób mających podobne potrzeby, podobny sposób odczuwania, przeżywania, kontaktu z rzeczywistością, lepiej odpoczniemy, że przebywanie w takim „oswojonym” środowisku da nam niezbędne podczas wakacyjnego wypoczynku poczucie komfortu. Jedni lubią wyjeżdżać z rodziną, a inni z przyjaciółmi. Są wreszcie tacy, którzy chcą pojechać z grupą osób zupełnie obcych, żeby poznać nowych, ciekawych ludzi. Niezmienne jest jednak to, że w każdym przypadku, możemy zwiedzić ciekawe miejsca, poznać wielu fajnych ludzi, którzy nierzadko po kilku minutach znajomości okazują się być naszymi pokrewnymi duszami i, nie wiedząc nawet jak i kiedy, zaczynamy rozmawiać z nimi tak, jakbyśmy rozmawiali sami ze sobą, gdyż rozumiemy się bez słów. Zapewne to doświadczenie dobrego wzajemnego zrozumienia nie jest specyficzne dla osób niewidomych czy słabowidzących. Badania pozostawmy psychologom. Nie ulega jednak wątpliwości, że osoby z dysfunkcją wzroku zwiedzają muzea czy miejsca atrakcyjne turystycznie w sposób inny niż osoby pełnosprawne. Jeszcze stosunkowo niedawno powszechnie uważano, że turystyka w przypadku niewidomych jest niecelowa, bo przecież pójście powiedzmy do muzeum malarstwa da takiej osobie w najlepszym razie poczucie przebywania w obecności dzieł sztuki.

Różne są sposoby na wakacje po niewidomemu. Można próbować dać sobie radę i pojechać z jakimś biurem podróży, można skorzystać z biura specjalizującego się w organizowaniu wyjazdów dla osób z dysfunkcją wzroku lub wybrać się w miejsce, gdzie spotykają się osoby z niepełnosprawnością.

Wszystkim, którzy szukają wypoczynku w dobrym towarzystwie, w bezpiecznym i przyjaznym miejscu polecam wyjazd na obóz integracyjny do miejscowości Stara Wieś koło Limanowej.

Tam właśnie co roku są organizowane wyjazdy integrujące osoby niewidome, słabowidzące, jak i wolontariuszy, którzy są związani np. z pedagogiką albo po prostu mają doświadczenie w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. Od wolontariuszy nie wymaga się jakiegoś specjalnego wykształcenia czy doświadczenia, ale podstawowa wiedza o dysfunkcji wzroku ułatwia współdziałanie i ma dobry wpływ na wzajemne zrozumienie.

Wyjazdy, o których tu mowa, odbywają się zazwyczaj w okresie letnim, na początku lub najpóźniej w pierwszej połowie lipca. Na obozach spotykają się osoby z całej Polski, a ich główną organizatorką jest P. Irena Koch, związana z Krajowym Duszpasterstwem Niewidomych.

Wyjazdy te organizowane są już od dwudziestu kilku lat i wciąż przyciągają wielu nowych niewidomych i słabowidzących miłośników Gór. Ja dowiedziałam się o tym przedsięwzięciu od jednej z moich najbliższych przyjaciółek w 2009 r. Wtedy to pojechałam do Starej Wsi po raz pierwszy. Pojechałam i wsiąkłam. Jeżdżę na te obozy każdego roku, bo bardzo lubię chodzić po górach, poznawać nowych ludzi, spędzać z nimi czas, a także otwierać się na nowe wyzwania i przeżycia.

Oprócz wycieczek górskich, mamy w naszym programie także krótsze spacery, jak również wieczorne i popołudniowe spotkania przy ognisku. Ogniska sprzyjają wspólnemu śpiewaniu. To muzykowanie przeciąga się często do późnych godzin nocnych.

Obozy organizowane są przez duszpasterstwo, a więc nie może w nich zabraknąć miejsca na aktywne zaangażowanie w liturgię. Tu od razu uspokajam, przygotowywanie czytań czy śpiewów mszalnych nie jest obowiązkowe. Aktywne uczestnictwo w liturgii jest formą wypowiadania tego, co gra w duszy. Wybieramy i prześpiewujemy pieśni, a także opracowujemy stałe części liturgiczne. W tak zaimprowizowanym zespole jest miejsce dla każdego. Nie trzeba wykazywać się nadzwyczajną religijnością. Wystarczy chcieć dać wszystkim odrobinę tego, co umiemy np. być uzdolnionym muzycznie: dobrze śpiewać, ewentualnie grać na jakimś instrumencie.

Mamy jeszcze coś dla lubiących rządzić się w kuchni: pomagać np. przy robieniu kanapek, obieraniu i krojeniu warzyw, zmywaniu naczyń lub nakrywaniu do stołu. Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, dzielimy się na 4 lub 5 grup. Zadaniem każdej z nich jest przygotowanie jednego posiłku w wyznaczonym dniu. Każda grupa składa się z 4-6 osób. Połowa to osoby z dysfunkcją wzroku, a połowa wolontariusze.

Gdy pogoda nie sprzyja wycieczkom, spędzamy czas grając w różne gry lub muzykując w znajdującej się na parterze dużej jadalni, która jest także miejscem, gdzie odprawiane są niedzielne Msze Święte.

Nasze obozy odbywają się w gospodarstwie agroturystycznym. To trzypiętrowy dom, którego gospodarzami są państwo Danuta i Stefan Chutkowie i ich dzieci.

 

Dla kogo są nasze obozy?

  1. Zapraszamy osoby niewidome, niedowidzące i niedosłyszące z całej Polski.
  2. Mile widziani są wolontariusze, którzy odnajdują się w środowisku osób niewidomych i wśród osób z niepełnosprawnościami.
  3. W naszym towarzystwie z pewnością dobrze będą się czuły osoby uzdolnione muzycznie, hobbystycznie gotujące oraz wielbiciele górskich spacerów.
  4. Nasze obozy to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, ale osoby, które mają dobry humor bez względu na miejsce i pogodę z pewnością dobrze z nami wypoczną.
  5. Nasze obozy to dobre miejsce z dobrą energią, gdzie dobrze będzie parom i singlom. W atmosferze ciepła, otwartości i komfortu można tu spotkać ludzi ciekawych siebie nawzajem, ludzi ciekawych świata i być może znaleźć kogoś, kto sprawi, że nasze życie stanie się piękniejsze i bogatsze.

Katarzyna Wierzbicka

Gdy FineReadera brak

 

Programu FineReader nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, nadmienię tylko, że to najczęściej używane przez niewidomych narzędzie do rozpoznawania tekstów drukowanych, z angielska i skrótowo określane jako OCR. Dawniej programów OCR używaliśmy przede wszystkim do rozpoznawania obrazów pozyskanych za pomocą skanera, żmudnie, niekiedy przez wiele godzin, wprowadzając do komputera papierowe książki. Obecnie, gdy księgarnie coraz częściej sprzedają książki w wersjach cyfrowych, na szczęście coraz rzadziej musimy wykonywać tę  mrówczą pracę, szczególnie, jeśli interesuje nas beletrystyka, bo w przypadku publikacji typowo naukowych nadal dość często jesteśmy zmuszeni do korzystania ze starych, nieco może archaicznych, ale wypróbowanych metod.

Po co w takim razie obecnie warto mieć program OCR?

Okazuje się, że w dzisiejszych czasach może być on dla nas również bardzo przydatny. Żyjemy w świecie, w którym, czy tego chcemy, czy nie, coraz większe znaczenie ma obraz. Znaczenie obrazu jest tym większe, że bardzo często postać grafiki przyjmuje także to, co nią wcale być nie musi, bo to po prostu kartka z tekstem, ale akurat tak komuś było wygodniej, bo nie wiedział, nie pomyślał, nie zastanowił się nad tym, że ktoś może mieć problem z odbiorem treści publikowanych w takiej formie i udostępnił tę kartkę np. w jakimś serwisie społecznościowym. O ile do instytucji publicznych, które zamieszczają informacje w takiej formie obrazkowej możemy, a nawet powinniśmy mieć pretensje, a prawo będzie po naszej stronie, o tyle przecież nie „obsztorcujemy” naszego znajomego, że utrudnia nam dostęp do treści i nie przygotował wersji alternatywnej. Oczywiście, uwagę możemy zwrócić i może nawet czasem coś to da, ale jeśli zależy nam przede wszystkim na efekcie, czyli zapoznaniu się z treścią wzmiankowanej tutaj grafiki, a wiemy, że jest tam tekst, to możemy tego dokonać w całkiem prosty sposób i to w dodatku za darmo. Co więcej, można to zrobić nawet wtedy, gdy na naszym komputerze nie znajduje się jakaś wersja FineReadera.

Na ratunek Ocr.space

Serwis www.ocr.space wychodzi naprzeciw wszystkim, którzy potrzebują wydobywać tekst z grafik lub plików PDF będących skanami. Co ważne, jednym z języków, wspieranych przez silnik Ocr.space jest język polski, tak więc możemy zapoznać się z rodzimymi tekstami bez obaw o „ogonki”. Zasada działania serwisu jest banalnie prosta.

Po wejściu na stronę główną korzystamy ze standardowego, przeglądarkowego mechanizmu do wysyłania pliku. Aktywujemy przycisk opisany jako „Przeglądaj” lub „Wybierz plik”. Alternatywnie, jeśli plik znajduje się gdzieś w sieci, a my znamy jego adres, możemy skorzystać z pola podpisanego „Paste url to source file (.png or .jpg or .pdf)”. Poniżej, na liście „Select OCR language” wybieramy język rozpoznawania tekstu. Domyślnie wybrany jest język systemowy, tak więc prawdopodobnie wartości „Polish” nie będziemy musieli zmieniać na nic innego. Kolejnym krokiem jest wybór formy, w jakiej chcemy otrzymać rozpoznaną treść. Możemy przejrzeć po prostu dane wynikowe, pozostawiając domyślnie zaznaczony przycisk opcji „Just extract text and show overlay (fastest option)”. Jeśli jednak nasz wynik chcemy zapisać w pliku PDF, to korzystamy z 2 pozostałych opcji: „Create searchable PDF with visible text layer” lub „Create searchable PDF with invisible text layer” – różnica polega na widoczności warstwy tekstowej, bądź jej braku i wyświetlaniu oryginalnej grafiki. W każdym przypadku warstwa tekstowa zostanie dodana do pliku PDF i będzie dostępna dla naszego programu odczytującego ekran. Skoro wszystko mamy ustawione, ostatnim krokiem jest uaktywnienie odnośnika „Start OCR!”. Po kilkunastu, kilkudziesięciu sekundach otrzymamy wyniki w wybranej przez nas formie. W tym miejscu ważna informacja dla wszystkich, którzy lubią programować. Po pierwsze, wyniki mogą być dostarczane także w tekstowym formacie JSON, a po drugie, Ocr.space umożliwia bezpłatne pozyskanie klucza API, który może być używany w naszych aplikacjach.

Jedynym minusem opisywanego tu serwisu, jest limit pliku, jaki możemy poddać procesowi rozpoznawania, wynosi on 5MB. Niby dużo dla pojedynczego obrazka, obawiam się jednak, że dla skanu książki zapisanej w PDF czy obrazów o wysokiej rozdzielczości może on być niewystarczający. Na szczęście właściciele serwisu w razie takich problemów deklarują elastyczność, zachęcając do kontaktu.

A jak to wygląda w praktyce?

Rezultaty są naprawdę zadowalające. Tekst z grafik, które przesyłałem do  serwisu www.ocr.space odczytywany był dobrze, oczywiście nie obyło się bez błędów, ale żaden z programów tego typu, przynajmniej na razie, nie może pochwalić się 100-procentową dokładnością. Jedyny problem to teksty w formie tabelarycznej. Twórcy serwisu deklarują, że narzędzie radzi sobie z tabelami, ale jedyne, co pozytywnego mogę o tym powiedzieć, to chyba to, że wyłuskuje ono z nich tekst. O jakiejkolwiek strukturze możemy niestety zapomnieć. To dość istotny mankament, bo przecież bardzo często w przypadku danych przedstawianych w formie tabel ma ona jednak znaczenie.

A jakieś alternatywy?

Wszystkim, którzy chcą korzystać z darmowego narzędzia OCR bez konieczności łączenia się z serwisami zewnętrznymi, polecam narzędzie PDF Reader z projektu Webbie. To bardzo prosta aplikacja, do której możemy wczytać zarówno dokument PDF, jak i dowolny obrazek, a pliki zostaną poddane działaniu oprogramowania OCR.

Oczywiście nie mam zamiaru nikogo odwodzić od korzystania czy zakupu FineReadera. To aplikacja, która w pełni zasługuje na to, by ją wspierać. Narzędzie jest dojrzałym produktem i z pewnością wartym swojej ceny, a możliwości, które oferuje, z pewnością nie znajdziemy w darmowych rozwiązaniach tego typu. Jednak, powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze potrzebujemy płatnego, komercyjnego rozwiązania. Jeśli trzeba nam czegoś szybkiego, małego ale i skutecznego, warto dać szansę opisywanym w niniejszym artykule narzędziom tak, jak czynię to ja.

Michał Dziwisz

Debata "Niepełno/sprawność-pełna/dostępność. Polska i Szwecja"

 

W dniu 7 czerwca 2018 roku w godzinach wieczornych w Sali Kisielewskiego w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbyła się debata zatytułowana "Niepełno/sprawność-pełna/dostępność. Polska i Szwecja“. Organizatorami debaty były: Ambasada Szwecji, Instytut Spraw Publicznych, Fundacja TUS oraz Centrum Komunikacji Społecznej przy Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy. Partnerami wydarzenia były Fundacja Norden Centrum i Radio TOK FM.

W pierwszej części spotkania, przed debatą, swoje historie o poszukiwaniu miejsca w świecie i spełnianiu się w roli rodzica, artysty, sportsmenki, działacza społecznego opowiedzieli:

  • Paweł Księżak - poeta, grafik i fotograf,
  • Izabela Sopalska - rugbystka i prezeska fundacji "Kulawa Warszawa“,
  • Paweł Wdówik - kierownik Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego, ojciec czwórki dzieci.

W drugiej części spotkania, czyli debacie rozmawiali eksperci, badaczy oraz osoby związane ze środowiskiem osób z niepełnosprawnością. Dyskutowali o tym, jak wyobrażają sobie kompleksowy system wsparcia osób z niepełnosprawnościami w Polsce, a także o szwedzkich doświadczeniach, praktykach i rozwiązaniach, których wdrożenie jest ważne z punktu widzenia ukształtowania spójnej i efektywnej polityki państwa wobec niepełnosprawności.

W debacie udział wzięli:

  • dr Dorota Wiszejko-Wierzbicka - psycholożka, badaczka,
  • Agata Spała - ekspertka w zakresie zatrudniania osób z niepełnosprawnościami,
  • Aneta Bilnicka, Strefa Wenus z Milo,
  • dr Rafał Bakalarczyk, badacz polityki społecznej, działacz społeczny, członek redakcji pisma „Polityka Senioralna”, ekspert Norden Centrum,
  • Donata Kończyk, Pełnomocnik Prezydenta m.st Warszawy ds. dostępności.

Debatę poprowadził Jakub Janiszewski - dziennikarz Radia Tok FM

Całe wydarzenie było przygotowane  w sposób dostępny dla osób z różnymi niepełnosprawnościami - od podjazdów dla osób poruszających się na wózkach, przez pomoc wolontariuszy i ochroniarzy PKiN asystujących i udzielających wskazówek po pętlę indukcyjną i tłumacza języka migowego.

A oto odnośnik do nagrania debaty.

Mikołaj Rotnicki

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków