Kasperski Antywirus dla Mac OS dostępny

Od niedawna jestem użytkownikiem pakietu Kasperski Internet Security for Mac.

Przyjrzyjmy się temu oprogramowaniu z punktu widzenia dostępności. Ale, ale… Pakietu nie ma w App Storze. Skąd go więc pobrać?

Aby pobrać aplikację, należy uruchomić przeglądarkę internetową i wpisać do wyszukiwarki Kasperski Polska, odnaleźć w wynikach wyszukiwania Kasperski Polska Lap Ochrona,

a gdy strona nam się załaduje kliknąć na link „do pobrania”. Na kolejnej podstronie szukamy nagłówka Kasperski Internet Security for Mac. W tej sekcji znajduje się odnośnik „wypróbuj wersję”. Po jego otwarciu docieramy wreszcie do łącza „pobierz”.

Uwaga!

Aby zainstalować aplikację, należy w preferencjach systemowych włączyć opcję „zezwalaj na instalację aplikacji z nieznanych źródeł”. Krok ten jest niezbędny w przypadku aplikacji, które pobieramy z miejsc innych niż strony firmy Apple.

Nie miałem żadnych kłopotów podczas instalacji programu. Pierwszym krokiem po zakończeniu procesu instalacji jest aktywowanie licencji lub uruchomienie trzydziestodniowej wersji próbnej.

W następnym kroku należy znaleźć przycisk „aktualizacje”. Kliknięcie tego przycisku pozwoli nam na pobranie bazy wirusów.

Jakie funkcje oferuje Kasperski for Mac?

  1. Skanowanie plików (pełne skanowanie, szybkie skanowanie oraz skanowanie folderów)
  2. Bezpieczne pieniądze.
  3. Kontrola rodzicielska.
  4. Ochrona prywatności.

Wymagania sprzętowe

Kasperski potrzebuje:

  1. Dostępu do Internetu.
  2. Około 700 MB wolnego miejsca na dysku twardym.
  3. 1 GB RAM.

Ile kosztuje Kasperski for Mac?

W przypadku licencji jednostanowiskowej zapłacimy 199 złotych na rok.

Konfiguracja Kasperskiego.

Aby otworzyć okno preferencji naszego programu, używamy skrótu comand- lub w menu bocznym wybieramy pozycję „Agent Kasperski”.

Korzystam z komputera MacBook Pro o podstawowej konfiguracji Meed 2015.

Na moim dysku twardym mam 58 GB danych. Skanowanie pełne trwało u mnie godzinę.

W domyślnej konfiguracji podczas skanowania program automatycznie skasuje nam plik rozpoznany jako zagrożenie. Aby zmienić tę opcję, należy wejść w preferencje programu, odblokować kłódkę, odszukać zakładkę „skanowanie” i tam zmienić stosowną opcję.

Moim zdaniem omawiany pakiet antywirusowy jest dobrze dostępny, dlatego zachęcam wszystkich do jego przetestowania.

Rafał Mitera

Jeśli on może…

Damian z gitarą w trakcie  festiwaluGodzina 20:00. Zbiera się kadra obozu XIII Szczepu Harcerskiego „Zośka” z Katowic. Brakuje jeszcze tylko Dominika i Damiana. Dominik się znalazł, jeszcze tylko Damian.

Nie pomyśleliśmy, mógł ktoś po niego iść. Chociaż, właściwie przecież sam się porusza po mieście, to wie, gdzie mamy zbiórkę. Trafi.

Stoję tyłem do schodów, po których właśnie wchodzi Damian. Przyszedł z żoną. Zdenerwowany. Z gitarą. Będzie naszym instruktorem muzycznym i gawędziarzem. Nikt nie potrafi tak opowiadać jak nasz niewidomy kolega.

Znamy się od 2 lat, ale to w tym roku szkolnym okazało się, że kiedyś działał w Drużynie Nieprzetartego Szlaku w Laskach koło Warszawy i tak opowiadał, że poprosiłam go o gawędę z okazji Święta Narodowego 11 listopada. Tak się zaczęło z gawędami, bo wcześniej już przychodził na zbiórki z gitarą i uczył harcerzy śpiewać. Ale to opowieść na inny artykuł. Wróćmy do tegorocznego obozu.

Już jesteśmy wszyscy, dzielimy się szczegółowo zadaniami. Każdy musi dokładnie wiedzieć, co ma robić i za co odpowiada. Nagle Damian mówi, że nie jest nam do niczego potrzebny. Ależ jest, przecież umie mówić, zna wszystkie ustalenia, więc chyba może odpowiadać rodzicom na pytania? O 21:00 na zbiórce komendant odczytuje rozkaz, podając kto jedzie z kadry szczepu na obóz i kim będzie na tym obozie. Widzę malująca się dumę na twarzy Marcina, syna Damiana i zdenerwowanie żony. Damian już jest spokojny, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Podczas obozu będzie spał w namiocie z Robertem – naszym kwatermistrzem. Ale Robert już wczuwa się w rolę „oczu Damiana”. Wprawdzie już wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że niewidomy od urodzenia człowiek mówi: „muszę zobaczyć”, „odczytam SMS-a”, „kiedy widziałem...”, ale wiemy że nie widzi jak osoby widome i potrzebuje widzieć czyimiś oczyma to, co nowe i nieznane. Potem już jakoś będzie. Pewnie wystarczy pokazać mu ze dwa razy drogę do „toy toy-a”, pod prysznice i do stołówki i będzie chodził sam. W końcu w Katowicach sam chodzi do sklepu, gotuje, pierze, prasuje i opiekuje się dziećmi.

Jesteśmy na miejscu. Damian zostaje w autobusie, nie mamy czasu nawet na myślenie o nim. Poczeka, najpierw dzieci. Nawet nie wiem, kto i kiedy zaprowadził go na teren obozu. Wszyscy już tam są. Nie podoba mi się układ namiotów i teren dla nas jest za mały. Mówię o tym Damianowi. Nie będę go teraz wprowadzać w szczegóły. Nasz „muzyczny gawędziarz” dostaje miejsce do siedzenia. Musi czekać. Wszyscy się krzątają, noszą, układają, Damian nagle wstaje i stoi. Obserwuję go ukradkiem, co jakiś czas. Pytam, czy coś potrzebuje? Nic. Nic, to nic. Robię swoje. Mój namiot już stoi i … zbiera się na deszcz. Już kropi. Nagle słyszę pytanie: „Czy może mi ktoś pokazać, gdzie tu jest WC?” No, tak. Każdy, kto chciał, już tam dotarł, a Damian nie. No i nic nie potrzebował. Jestem zła i mówię mu o tym. Musi mówić, co potrzebuje, bo nikt się nie będzie domyślał.

Nie, nie będę opisywać całego obozu dzień po dniu, może innym razem. Możemy się przenieść do wycieczki na „ruchome wydmy” do Łeby.

Damian na Górze ŁąckiejMinął już tydzień obozu. Nasz „muzyczny” jedzie z nami na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego. Po przepłynięciu tramwajem wodnym czekała nas dość długa droga do przejścia pieszo. Damian szedł z Pawłem (drużynowym)  i Robertem. Gdy wreszcie osiągnęliśmy cel i pozwoliliśmy dzieciom turlać się po piasku, mogłam chwilę porozmawiać z naszym „muzycznym”. Nie wiem, mimo skończonej podyplomówki  z tyflopedagogiki, jak przedstawić ogrom piasku ciągnący się wzdłuż i wszerz, na lewo i na prawo, za nami i przed nami, że gdzieniegdzie widać kikuty drzew, a w oddali las… Przed nami jest stok. My stoimy na górze, górze Wydmy Łąckiej. Damian wdycha powietrze. Mówi, że czuje przestrzeń. Wieje silny wiatr. Ktoś z harcerzy pyta: „A czy druh Damian wie, ile tu jest piasku?” Po kilkunastu minutach robimy wspólne zdjęcie.

Z wydm docieramy do Rąbki, do wyrzutni rakiet (kto chce, to doczyta). Damian wie dużo. Zwiedza z Robertem, prawie zawsze chodzi z Robertem. Słucha i dopowiada po cichu. To, co można dosięgnąć „ogląda” rękoma. Wracamy do obozu.

Niedługo Festiwal Piosenki Obozowej. Kolejne przygotowania. Harcerze w ciągu roku już się przyzwyczaili, że trzeba druha podprowadzić do krzesła, podać gitarę. Po przeszło tygodniu na terenie obozu w namiotowej świetlicy już nie musi z nimi być nikt inny z kadry. Ktoś z młodych ludzi dyktuje słowa piosenki, dużo pomaga syn „muzycznego”, uspokajają się nawzajem, śpiewają. Ktoś z harcerzy zaprowadza druha do „toy toy”-a. Przy okazji nauki piosenek Damian zawsze musi coś mówić: jakaś forma gawędy, pouczeń, wykładu, czy czegoś w tym stylu. Dzieci słuchają, a ja jednak ingeruję – mają śpiewać, na gawędę będzie czas później.

Na festiwalu zajęli drugie miejsce, a Damian jeszcze śpiewał w czasie przerwy.

Obóz trwał 2 tygodnie, a na nim niewidomy druh instruktorem. Zawada, czy błogosławieństwo? Niepotrzebny balast, czy potrzebny wzbogacający duchowo i moralnie KTOŚ?

W naszym środowisku mamy do czynienia z osobami z niepełnosprawnością od 2003 roku. Wtedy na zbiórki harcerskie przychodził jeden chłopiec z niedosłuchem odbiorczym. Potem było tych dzieci więcej. Większość dzieciaków jest lub było uczniami Szkoły Podstawowej nr 37 w Katowicach, w której od wielu lat uczą się równolegle dzieci z niedosłuchem, a teraz również z różnymi sprzężeniami i innymi niepełnosprawnościami. W szczepie jest między innymi 15 Drużyna Nieprzetartego Szlaku „Mali Powstańcy”, druh Damian jest członkiem tej drużyny. A na obozie pełnił doskonale funkcje mu przydzielone. Dobrze, że z nami pojechał. Za rok musimy to powtórzyć.

Dzieci są, można to tak powiedzieć, przyzwyczajone do niepełnosprawności. Dziwią się jednak, jak można tyle wiedzieć i umieć jak się jest „ślepym jak kret”, jak zwykł mówić druh Damian. Jak można obsługiwać radiostację i pisać na komputerze? Skąd ta wiedza i znajomość języków? Jak można mieć taki porządek w plecaku i obok łóżka? Owszem, trzeba czasem zwolnić i bardziej uważać na wystające konary i leżące kamienie. Nie przebiegać pod nogami i nie mówić: „tutaj”, trzeba używać słów określających położenie i coś opisać. Coś podać, zaprowadzić… Balast? Nie. Powód do samodoskonalenia, samodyscypliny, do bycia lepszym. Skoro niewidomy może to ja też. Taki obraz został w harcerskich duszach po obozie.

Małgorzata Langosz

Window-Eyes - ważny komunikat!

 

Uwaga!

Wkrótce spodziewane są problemy z uruchamianiem Window-Eyes w wersji 9.5.3. Aby ich uniknąć, osoby używające tej wersji czytnika powinny koniecznie zainstalować najnowszą aktualizację (Window-Eyes 9.5.4). Można to zrobić w zwykłym trybie, korzystając z tego, że program sam zgłosi przy starcie dostępność aktualizacji lub wykorzystując funkcję sprawdzania aktualizacji z menu Pomoc. Trzeba jednak zrobić to szybko, zanim problem wystąpi. Jeśli program przestanie się uruchamiać, aktualizacja będzie nadal możliwa, ale odpowiedni plik trzeba będzie pobrać samodzielnie i może być konieczna pomoc osoby widzącej lub użycie innego screenreadera.

Problem nie dotyczy innych wersji Window-Eyes niż 9.5.3.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www.ece.com.pl/certfix

W razie problemów z aktualizacją należy kontaktować się z  pomocą techniczną E.C.E. (pomoc@ece.com.pl, tel. 22-745-57-82).

Cobian Backup, wygodne tworzenie kopii zapasowych

 

Doświadczeni informatycy dzielą ludzką populację na dwie grupy – na tych, którzy robią kopie zapasowe i na tych, którzy będą je robić. Niewiele jest rzeczy bardziej frustrujących niż sytuacja, w której giną nasze ważne dane. Pół biedy, kiedy mają one charakter sentymentalny – te filmy z naszego szkolnego występu, pliki MP3 z nagraniami ulubionych wykonawców czy nasze wprawki w pisaniu poezji, które nie ujrzały nigdy światła dziennego. Gorzej jest, jeśli na skutek awarii dysku twardego giną dane ważne dla naszej pracy – zestawienia, raporty, faktury, słowem wszystko to, czego utrata może narazić nas na poważne kłopoty. W myśl zasady że lepiej zapobiegać, niż leczyć, gorąco polecam wszystkim wykonywanie kopii zapasowych. Można to robić na kilka sposobów, najprostszym z nich jest po prostu ręczne kopiowanie istotnych dla nas zbiorów na zewnętrzny nośnik typu płyta DVD, pamięć Flash czy drugi dysk twardy. Zdecydowanie lepiej jest jednak skorzystać z narzędzia, które całą tę pracę nam ułatwi i zautomatyzuje, w końcu pamięć ludzka jest zawodna i może się okazać, że zapomnimy o wykonaniu kopii naszych plików w sytuacji, kiedy najbardziej będziemy tego potrzebować.

Cobian Backup – wygodnie i za darmo

W niniejszym artykule skupię się na darmowym narzędziu do tworzenia kopii zapasowych o nazwie Cobian Backup. Autorem aplikacji jest pochodzący z Kuby Luis Cobian, który oprócz tego narzędzia stworzył szereg innych, przydatnych programów, wszystkie za darmo dostępne są na jego stronie http://www.cobiansoft.com/. Cobian Backup to najbardziej znana aplikacja autorstwa Luisa, w chwili obecnej rozwój nad nią przejął James Sweeney. W momencie pisania tego artykułu najnowsza wersja Cobian Backup to 11 o kodowej nazwie Gravity i to właśnie na jej przykładzie omówię proces konfiguracji.

Instalacja

Naszą przygodę z Cobianem zaczynamy od pobrania pliku wykonywalnego, najprościej skorzystać z bezpośredniego odsyłacza. Po pobraniu pliku na dysk twardy naszego komputera i uruchomieniu instalatora należy, o ile automatycznie tak się nie stało z rozwijanej listy jako język wybrać Polish i wcisnąć przycisk Dalej. Kolejny krok to akceptacja umowy licencyjnej, co realizujemy zaznaczając pole wyboru „Akceptuję warunki”. Następny ekran, oprócz ścieżki instalacyjnej zawiera kilka istotnych pól wyboru, najważniejsze z nich jest, domyślnie zaznaczone „Zainstaluj wywoływacz Volume Shadow Copy”. To pole powinno pozostać zaznaczone, gdyż w ten sposób Cobian będzie w stanie wykonywać bardziej precyzyjne kopie zapasowe naszych plików dzięki tzw. Mechanizmom migawek Shadow. Copy. Pisząc w skrócie, w momencie wykonywania kopii przez Cobiana system Windows tworzy wierną lustrzaną kopię naszych wszystkich plików, a następnie to ta kopia jest backupowana przez program. System, mając większe uprawnienia jest w stanie odczytać wszystkie pliki nawet takie, do których zwykły użytkownik może nie mieć uprawnień lub takie, które są aktualnie używane przez system. Jeśli nie skorzystamy z mechanizmu Shadow Copy może okazać się, że nasze kopie zapasowe w pewnych przypadkach nie będą kompletne. Kolejny krok to wybór typu instalacji, domyślnie Cobian Backup proponuje instalację jako usługę i z tej opcji należy skorzystać. W opcjach usługi należy wybrać „Użyj zwykłego konta”, a w odpowiednich polach podać naszą nazwę użytkownika i hasło. Jeśli ktoś nie posiada konta z hasłem, należy takie hasło utworzyć w panelu sterowania, a jeśli nie mamy ochoty za każdym razem go wprowadzać, wystarczy skorzystać z polecenia "control userpasswords2 wprowadzonego w oknie Uruchom i wyłączyć pole wyboru „Aby używać tego komputera, użytkownik musi wprowadzić nazwę użytkownika i hasło”. Teraz wystarczy już tylko kliknąć w przyciski dalej i instaluj, a następnie, o ile tylko wszystkie dane podaliśmy prawidłowo, Cobian Backup zostanie zainstalowany, co potwierdzamy klikając w przycisk „Gotowe” na ostatnim z ekranów kreatora.

Konfiguracja

Dostęp do konfiguracji Cobian Backup uzyskujemy aktywując ikonę programu z zasobnika systemowego. Jako, że aplikacja jest stosunkowo rozbudowana, w niniejszym artykule ograniczę się do opisania przygotowania najprostszego backupu, oczywiście każdy chętny może przygotować sobie własny, zmieniając poszczególne parametry i dodając nowe. Cobian posiada szereg różnego rodzaju opcji, dzięki którym możemy kopiować tylko konkretne pliki, nasza kopia zapasowa może być szyfrowana, kompresowana, możemy także tworzyć różne rodzaje backupów np. różnicowe, pełne, przyrostowe itp.

Załóżmy, że chcemy kopiować katalog dane z dysku C na dysk D, który jest zewnętrznym nośnikiem, w tym celu:

Ustawiamy się na pustej liście okna Cobiana i wciskamy klawisz menu kontekstowego, a następnie wybieramy pozycję „Nowe zadanie”. W tym momencie pojawi się okno z listą kategorii kryteriów backupu oraz parametrami poszczególnych kategorii. W kategorii ogólne wprowadzamy nazwę naszej kopii np. Kopia moich plików, upewniamy się, że pola „Włączone”, „Ujmij podkatalogi”, „Twórz osobną kopię używając sygnatury czasu„ i „Użyj Volume Shadow Copy” są zaznaczone. W tej samej kategorii wybieramy typ kopii, w naszym przypadku będzie to kopia pełna. W kolejnym kroku przechodzimy do kategorii „Pliki”, gdzie mamy dwie listy. Do pierwszej z nich dodajemy zbiory do skopiowania, w tym celu wybieramy zatem „Dodaj” a następnie z rozwijanego menu „katalog” i wskazujemy odpowiednią ścieżkę w naszym przypadku C:\dane. Do listy możemy oczywiście dodać więcej niż jeden katalog, wszystko zależy od naszych potrzeb. Kolejna lista działa analogicznie i także w tym przypadku możemy dodać więcej niż jedną lokalizację tworzenia kopii zapasowej, może być to np. nasz zewnętrzny dysk USB i serwer FTP. Przechodzimy teraz do kategorii „Harmonogram”, gdzie dostrajamy parametry związane z częstotliwością wykonywania kopii zapasowej naszych danych. Aby sprawy niepotrzebnie nie utrudniać, wybierzmy z listy rozwijanej „Co tydzień”, jako dzień tygodnia zaznaczmy np. „Niedziela”, a godzinę ustalmy na 20:00:00. W tym miejscu uwaga, kontrolka do wyboru godziny działa w ten sposób, że domyślnie strzałkami ustawiamy godziny, po naciśnięciu strzałki w prawo minuty, a kolejne naciśnięcie prawej strzałki to ustawienie sekund, następne naciśnięcie prawej strzałki ponownie przeniesie nas do ustawienia godzin. NVDA niestety nie odczytuje automatycznie zmieniających się wartości w tym polu, jeśli zatem chcemy dowiedzieć się jaką godzinę ustawiliśmy, należy skorzystać ze skrótu nvda+tab.

Domyślnie Cobian nie szyfruje, ani w żaden sposób nie kompresuje naszych plików. O ile kwestia kompresji to sprawa pojemności naszego dysku, o tyle kwestie związane z bezpieczeństwem danych są zdecydowanie ważniejsze. Jeśli chcemy zabezpieczyć nasz zbiór hasłem, należy w kategorii „Archiwum” parametr kompresja ustawić na „kompresja 7zip”, a Silne kodowanie najlepiej na „Lista rozwijana  AES 256 bits” oraz dwukrotnie wprowadzić hasło, jakim zabezpieczana będzie nasza kopia.

To wszystko, właśnie zrobiliśmy pierwszy, duży krok ku poprawie bezpieczeństwa naszych danych. Teraz możemy poczekać na czas, w jakim zaplanowaliśmy nasze zadanie, dla niecierpliwych w menu kontekstowym znajduje się odpowiednia opcja, która całą rzecz zdecydowanie przyspieszy, pozwalając na ręczne uruchomienie wykonania kopii. W zależności od tego, jak wiele danych będzie do skopiowania cała operacja może trwać od kilku sekund, do nawet kilkunastu, lub kilkudziesięciu minut. W każdym przypadku efektem naszych działań powinien być odpowiedni katalog lub plik 7z ewentualnie zbiór takich plików zawierających komplet naszych danych. Jeśli takie pliki się nie pojawiły, najlepiej sprawdzić informacje diagnostyczne, które zostaną wyświetlone w oknie Cobiana. W przypadku, kiedy pliki się pojawią proponuję mimo wszystko wcielić w życie złotą myśl Lenina „kontrola podstawą zaufania” i sprawdzić, czy wszystkie dane skopiowały się prawidłowo. Warto w późniejszym czasie również okazjonalnie przeprowadzać takie kontrole, szczególnie w przypadku bardzo istotnych dla nas danych.

Przywracanie danych

Cobian Backup nie posiada własnego formatu danych. To jego zaleta, ale zarazem i wada. Nie jesteśmy w stanie przeszukiwać naszych kopii zapasowych pod kontem występowania konkretnych plików inaczej, niż tylko przeglądając katalogi albo korzystając z aplikacji zewnętrznych. Jeśli nie zdecydujemy się na wykorzystanie komplresji, pliki do naszej lokalizacji zapasowej są po prostu kopiowane, więc przywrócenie ich sprowadza się po prostu do zwykłego CTRL+c CTRL+v na odpowiednich katalogach.

W przypadku materiałów poddanych kompresji, Cobian posiada odpowiednie narzędzie dekompresujące, jeśli jednak nie chcemy go używać, nie musimy. 7Zip w zupełności wystarczy.

Czy warto?

Tym razem na tak postawione pytanie odpowiedź jest jedna: Tak! Warto robić kopie zapasowe, warto dbać o swoje istotne dane, nie jest w tym momencie ważne za pomocą jakich narzędzi, ale ważne jest, żeby w ogóle to robić. Cobian Backup to bardzo dostępny, a przy tym całkiem bogaty w możliwości program. W tym artykule opisałam tylko ułamek jego możliwości, które są znacznie bardziej rozbudowane. Wszystkich zainteresowanych poszerzeniem swojej wiedzy zachęcam do lektury zarówno pomocy, jak i przewodnika użytkownika – niestety dokumenty powyższe nie są dostępne po polsku. Jeśli konfiguracja Cobiana to dla kogoś za duży wysiłek, zachęcam do przechowywania danych w różnego rodzaju internetowych schowkach takich jak Dropbox, Dysk Google czy HubiC. Oczywiście wiadomo, nie wszystkie dane mogą wyjść poza dysk naszego komputera a ich wyciek może być dla nas bardziej kłopotliwy niż ich utrata. Na pytanie co i jak zabezpieczać nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi, ważne jest po prostu, by to robić, do czego gorąco namawiam.

Nóż w dłoń i do przodu

 

Rozpoczynając szkołę zawodową o profilu kucharz, jeszcze widziałem, ale po pierwszej klasie straciłem wzrok i w drugiej uczyłem się już jako niewidomy.

W szkole uczyłem się wielu rzeczy, od krojenia, przygotowywania produktów, poprzez organizację stanowiska pracy, do obsługi wielu urządzeń pracę tę wspomagających.

Prawda, że w zawodzie kucharza nigdy nie pracowałem, lecz mimo wszystko uważam, iż czas nauki nie był dla mnie czasem straconym, bodaj dlatego, że umiejętności nabyte w szkole przydają mi się w życiu codziennym. Nie myślę o swoim wykształceniu zawodowym w kategoriach porażki. Rozwijam moje umiejętności kulinarne, bo gotowanie to dla mnie dające dużo radości hobby. Mieszkam sam. Tak czy inaczej jeść muszę, a skoro lubię gotować, to gotuję.

Niewidomi bardzo często chcą rozwiązywać problemy natury manualnej, albo jak się im wydaje technicznej, za pomocą  różnych urządzeń czy wspomagających pracę gadżetów, choć tak naprawdę korzystanie z nich nie musi wcale być kluczem do sukcesu.

Można oczywiście kupić wiele urządzeń pomagających nam podczas pracy w kuchni, lecz wydając pieniądze należy brać pod uwagę nie tyle niepełnosprawność, co wszystkie potrzeby związane z interesującą nas tutaj sferą aktywności. Pamiętając, że podczas wykonywania zadań kuchennych, zadań wymagających używania ostrych narzędzi oraz kontaktu z wysoką temperaturą łatwo o wypadek, stawiajmy na pierwszym miejscu nasze bezpieczeństwo, a co za tym idzie kupując sprzęty kuchenne kierujmy się znajomością własnych możliwości, preferencji i ograniczeń.

Sprzęt kuchenny należy dobierać tak, aby nasze bezpieczeństwo zawsze było na pierwszym miejscu.

Do napisania niniejszego tekstu skłoniła mnie lektura przeznaczonych dla osób z dysfunkcją wzroku poradników dotyczących gotowania. Myślę, że zbyt mało w nich gotowania, a zbyt wiele dysfunkcji wzroku.

Podstawową, a przy tym jakże ważną, rzeczą podczas gotowania jest przecież nie to, czy widzimy lepiej, gorzej czy też może wcale, lecz to, czy wkładamy w nasze działania serce i czy wiemy o jaki smak nam chodzi. Jednym słowem aktywności kuchenne to sfera dużo bardziej wspólna wszystkim bez względu na niepełnosprawność, niż mogłoby się to wydawać.

Uważam, że w kuchni trzeba jak najwięcej eksperymentować. Kuchnia to nie laboratorium, gdzie uzyskanie wyniku zależy od ścisłego postępowania zgodnie z przepisem. Wolałbym, aby poradniki kulinarne dla osób z dysfunkcją wzroku skupiały się nie tyle na maksymalnym upraszczaniu zadań – zdaniem autorów tych pozycji takie postępowanie ma sprawiać, że niewidomy w kuchni w ogóle zrobi cokolwiek – ile na przekazaniu zainteresowanym alternatywnych, bezwzrokowych sposobów wykonania tych czynności związanych z gotowaniem, które ze względu na niepełnosprawność wydają się być bardzo trudne lub wręcz niewykonalne.

Uważam, że przepis na potrawę jest jak jazzowy temat muzyczny, że stanowi on jedynie ogólny zarys, punkt wyjścia dla naszych działań. Dobrze sprawdza się czytanie wielu przepisów na jakąś potrawę i wybieranie w nich tego, co się nam podoba. Reszta to kwestia naszej wyobraźni i smaku. Trzeba się bawić gotując, a nie przygotowywać potrawy, trzymając się ściśle receptur.

Przeczytałem kilka książek, które niby uczą niewidomych gotować, ale to co w tych publikacjach znalazłem po prostu mi się nie podoba. W kuchni lubię eksperymentować, lubię się bawić, rozwijając potrawę, dodając kolejne składniki.

A sprzęt?

Przejrzałem wiele sklepów ze sprzętem kuchennym. Wypróbowałem różne blendery, miksery, roboty kuchenne, wypiekacze do chleba. Ponadto szukałem wielu drobiazgów, które dla mnie są w kuchni wygodne. Mam na myśli np. tłuczek do mięsa- mały i poręczny, ostrzałki do noży czy wyciskarki do czosnku. My, niewidomi, musimy poświęcić szczególnie wiele uwagi ergonomii. Trzeba wziąć do ręki wiele akcesoriów i wybrać te, które najlepiej odpowiadają naszym potrzebom. Niewidzenie samo w sobie jest na tyle niewygodne, że dodawanie innych czynników utrudniających życie jest po prostu głupie. Szukając dla siebie drobnego sprzętu i pomocy kuchennych, znalazłem parę naprawdę wspaniałych rozwiązań. Być może w przyszłości poświęcę tej kwestii osobny artykuł.

Czego byśmy do naszej kuchni nie kupili, ważne, by było wygodne, by praca z tym drobiazgiem szła nam sprawnie, szybko i przyjemnie.

Oprócz kuchennych drobiazgów ważne są w naszej kuchni garnki, patelnie i wszelkie potrzebne naczynia. Preferuję garnki stalowe. Są znacznie bardziej odporne na uszkodzenia, nie da się ich tak łatwo obić jak np. garnków emaliowanych. Wybieram dla siebie patelnie żeliwne, ceramiczne i stalowe. Nie używam patelni pokrytych teflonem. Smażenie na takich patelniach jest wprawdzie łatwiejsze, ale związane z ich używaniem ryzyko uszkodzenia warstwy teflonowej czy wreszcie zjedzenia kawałka teflonu jest dość duże.

Na garnkach nie oszczędzam i dlatego staram się kupować garnki o grubym dnie. Dobry garnek jest wprawdzie drogi, ale za to wystarcza na wiele lat.

Do krojenia używam noży ceramicznych lub stalowych takich do tradycyjnego ostrzenia, bo nowoczesne, niewymagające ostrzenia noże, bywają niekiedy zbyt ostre i zwyczajnie można sobie nimi zrobić krzywdę.

Gotowanie to także forma estetyczna, dlatego bardzo sobie chwalę szatkownice krojące na plastry różnej grubości, frytki czy dowolne wióry. Podczas obróbki termicznej warzyw ważne jest, aby były one równo pokrojone. Dzięki temu wszystkie są równo dopieczone czy dogotowane.

A jak się w tym wszystkim nie pogubić?

Bez dobrej organizacji miejsca pracy, bez jednoznacznego pooznaczania przypraw zrobienie w kuchni czegokolwiek byłoby po prostu niemożliwe. Podstawowe przyprawy takie jak sól, cukier, pieprz, papryka słodka czy ostra, mam zawsze gdzieś pod ręką. Wszystkie przyprawy mam w opisanych brajlem słoiczkach czy pojemnikach. Tu drobna uwaga: dobrze, żeby te etykiety były zrobione na zmywalnym plastiku lub innym podobnym tworzywie, które łatwo umocować do pojemnika. Nie widząc z natury rzeczy częściej brudzimy ręce. Dobra organizacja stanowiska pracy ważna jest także dlatego, że wiele czynności zabierze nam więcej czasu niż osobom pełnosprawnym, bo nawet w małej przestrzeni bezwzrokowa orientacja albo szybkie znalezienie jakiegoś poszukiwanego drobiazgu, zwłaszcza wtedy, gdy działamy pod presją czasu lub gdy musimy kontrolować kilka procesów jednocześnie, może być trudna.

Gotowanie zbliża ludzi

Bardzo lubię eksperymentować w kuchni. Wymaga to wiele czasu, ale radość z gotowania jest jeszcze większa, gdy gotuje się z kimś. Bardzo często tak robię. Podczas gotowania wspólnie spędzony czas mija naprawdę przyjemnie i smacznie. Mając jakiś przepis, czy po prostu “ to co w lodówce” rozpoczynam gotowanie. Przygotowuje sobie produkty. Stosownie do potrzeb obieram je i myję, a następnie kroję, pamiętając o odpowiednim kształcie. Niczego nie może być ani za dużo, ani za mało. Przygotowywaną potrawę trzeba po prostu smakować, czuć jej zapach, strukturę, obserwować jak podczas przygotowywania zbliża się do zamierzonej przez nas postaci. I rzecz bardzo ważna: nie bójmy się zaskakujących efektów, dobre gotowanie to także sztuka improwizacji.

Bardzo lubię dodawać do potraw różnorodne warzywa, szukać zdawałoby się nietypowych połączeń. Lubię przygotowywać potrawy wielu różnych kuchni.

Wiem, że są urządzenia wspierające czy zastępujące kucharza, takie jak roboty kuchenne, które siekają, kroją, gotują, mieszają, ale ja, jak już pisałem powyżej, nie lubię ich używać, ponieważ wydaje mi się, że używając ich nie mam tak naprawdę kontroli nad tym, co się w maszynie dzieje. Nie bez znaczenia jest także chyba to, że obrabiając ręcznie moje produkty mam po prostu więcej radości z gotowania.

We wszystkim jednak dobrze jest kierować się zdrowym rozsądkiem. Radość czy przyjemność są ważne, ale część prac można i warto wykonać za pomocą robotów kuchennych czy innych urządzeń wspomagających.

Powszechny jest stereotyp, że niewidomi nie gotują

Uważam, że niewidomy, który boi się zacząć gotować samodzielnie powinien rozpocząć swoją przygodę z kuchnią od tworzenia drobnych przekąsek z osobą towarzyszącą I powoli, w komfortowym, bezpiecznym otoczeniu sprawdzać i poszerzać swoje możliwości. Trzeba poznać swoje możliwości manualne i stopniowo je ćwiczyć. Na przykład, gdy opanowujemy krojenie, trzeba zwrócić uwagę na to, czy w danej sytuacji sprawdzi się lepiej duży czy mały nóż, mała czy duża deska do krojenia. Pamiętajmy, by było nam wygodnie, aby np. podczas krojenia produkty nie wypadały nam poza deskę. Kucharz lubi porządek. Praca jest wtedy łatwiejsza i idzie sprawniej. Dlatego używam wielu misek, pokrojone rzeczy przerzucam do misek i ustawiam je sobie tak, by, gdy przyjdzie właściwy moment, łatwo było po nie sięgnąć i dodać do przygotowywanej potrawy.

Jak już pisałem ważne jest bezpieczeństwo, dlatego, jakkolwiek kuchenka gazowa czy inna płyta grzejna, może być dowolna, należy się stanowczo upierać przy tym, by garnek czy inne naczynie stało na niej bardzo stabilnie. Ważne, byśmy przybory kuchenne takie jak drewniana łyżka, chochelki i inne mieli na wyciągnięcie ręki.

Ale cóż może być zabawnego w gotowaniu?

Spożywanie i przygotowywanie pożywienia to bardzo rozległy obszar kultury ludzkiej. Można pozostać przy kromce chleba z kiełbasą i schaboszczaku z kapustą, ale jeśli ktoś chce nauczyć się gotowania i czerpać z niego radość, powinien stanowczo spróbować przekroczyć te granice. Bardzo proszę pamiętać o smakowaniu tego, co przyrządzamy! Musimy poznać nasze smaki to znaczy: jakie przyprawy nam odpowiadają, a jakie nie, jakie dodatki nam po prostu nie smakują itd.

Różnorodność przypraw jest bowiem tak ogromna, że aby nauczyć się ich używać, aby wyczuć jak działają w różnych połączeniach, trzeba stale próbować.

Są tacy, którzy upierają się, że potrzebne im książki kucharskie dla niewidomych

Jak już pisałem powyżej, nie lubię książek z przepisami dla niewidomych. Uważam, że przepisy w takich wydawnictwach przygotowuje się trochę tak, jakby głównym problemem osób z dysfunkcją wzroku była niepełnosprawność intelektualna. Osoby z taką niepełnosprawnością także mogą czerpać radość z aktywności kuchennych, ale ich potrzeby zdecydowanie różnią się od potrzeb osób niewidomych czy słabowidzących, czego autorzy czytanych przeze mnie poradników zdają się nie dostrzegać. Moim zdaniem w Polsce nie ma dobrego poradnika kulinarnego dla osób z dysfunkcją wzroku, dlatego trzeba, mając na uwadze zdrowy rozsądek, zasady bezpieczeństwa i świadomość swoich ograniczeń, po prostu próbować, poszukiwać optymalnych dla siebie rozwiązań. Wiele rzeczy wypróbowaliśmy w kuchni wraz z moim przyjacielem, także osobą niewidomą. Wiele razy spieraliśmy się o to, jakie rozwiązanie jest lepsze. Często każdy z nas zostawał przy swoim, bo przecież ważne jest, by uzyskać zamierzony efekt, podczas gdy drogi, które do niego prowadzą, mogą być różne. On podczas gotowania używa różnych sprzętów, które do mnie nie przemawiają. Uczymy się od siebie nawzajem. Są więc także takie techniki postępowania czy sprzęty kuchenne, których obaj  używamy do dziś.

Gotowanie samo w sobie jest fajne

Ucząc się w szkole gastronomicznej, mieliśmy dostęp do sprzętu bardzo słabej jakości. Może z tego powodu nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi. Hardware to ważna rzecz, ale wybierając wyposażenie kuchni nie polegałbym na opiniach innych niewidomych, tylko na własnym doświadczeniu. Otoczenie, w którym pracujemy, to obszar bardzo zależny od naszych osobistych preferencji. Dopiero gdy coś sprawdzimy, będziemy wiedzieć, czy to jest nam potrzebne, czy spełnia nasze oczekiwania.

Przygodę z gotowaniem początkującym radzę rozpocząć od rzeczy prostych. Ja rozpoczynałem od sałatek, potraw zimnych, a dopiero następnym krokiem było prawdziwe gotowanie i obróbka termiczna.

Z gotowaniem miałem sporo szczęścia. Moja sąsiadka była nauczycielką w szkole, do której uczęszczałem. Pierwsze rady otrzymałem właśnie od niej. To ona bardzo chciała rozwiązać problem mojej edukacji zawodowej. Inni nauczyciele traktowali to z przymrużeniem oka. Jak to często bywa w przypadku niewidomych chodzących do szkół, o których mówi się powszechnie, że miejsca dla niepełnosprawnych tam nie ma, po prostu siedziałem na zajęciach i nic nie robiłem. Tylko Pani Janina poszukiwała odpowiedzi na pytanie, jak osoba niewidoma może się uczyć gotowania w szkole gastronomicznej.

Po wielu latach muszę stwierdzić, że bardzo dużo jej zawdzięczam.

Obecnie, prócz gotowania na co dzień, jeśli tylko mam czas po prostu bawię się w kuchni wraz z moimi przyjaciółmi.

Ponieważ mój brat wiele lat przebywał we Włoszech, poświęciłem sporo uwagi tej kuchni. Mogę spokojnie powiedzieć, że mam swoje ulubione potrawy kuchni włoskiej, a liczba takich, które często gotuję jest całkiem spora. Teraz bardzo ciekawi mnie kuchnia francuska. Kilkakrotnie miałem okazję zetknąć się z nią bliżej, ale nie jest to jeszcze dla mnie odkryty i poznany teren. Bardzo interesuje mnie kuchnia azjatycka. Mój młodszy brat mieszka na Dalekim Wschodzie. Interesuje mnie gigantyczna różnorodność smaków i przypraw, używanych w kuchni azjatyckiej. Jeszcze nie umiem w tym względzie zbyt dużo, ale uczę się, poznaje smaki i po prostu próbuje swoich sił na tym polu.

Podsumujmy

Podczas gotowania nie warto skupiać się na przepisach, które nam mówią ściśle, jak wykonać jakąś potrawę, podając ścisły przebieg procedury i dokładne ilości składników.

Gotowanie i smak to sfera doznań tak bardzo subiektywnych, że obliczone z aptekarską dokładnością przepisy zwłaszcza, gdy stosowane rygorystycznie, mogą prowadzić do rozczarowań, a zresztą moim zdaniem są zwyczajnie nudne. Nie znaczy to oczywiście, że przepisów nie czytam. Nawet z lektury tak krytykowanych przeze mnie poradników kulinarnych dla osób z dysfunkcją wzroku wyniosłem coś inspirującego.

Każdemu, kto rozpoczyna swoją przygodę z gotowaniem, radzę iść na zakupy, stanąć przy stole kuchennym z nożem i paroma innymi dobrze dobranymi do potrzeb i gustu przyborami i rozpocząć. Pamiętajcie, kuchnia to nie laboratorium czy apteka, to swoisty plac zabaw, a gotowanie jest rodzajem aktywności, z którego możemy czerpać przyjemność i satysfakcję.

Życzę zatem smacznego. Nóż w dłoń i do przodu.

Tomasz Koźmiński

Radar dla niewidomych

 

Fińscy inżynierowie opracowali wykrywacz przeszkód, który ułatwi osobom z dysfunkcją wzroku poruszanie się. Noszone podobnie jak monitor do badania pracy serca urządzenie wykorzystuje fale radiowe, które przenikają przez ubranie. Można je więc nosić pod płaszczem. Radar przekazuje użytkownikowi informacje o otoczeniu za pomocą sygnałów wibracyjnych i komunikatów głosowych. Twórcy zakończyli właśnie fazę zaleconych przez fiński Krajowy Organ Nadzorczy Opieki Społecznej i Zdrowia testów klinicznych. Wyniki są bardzo zachęcające. Choć system radarowy nie radzi sobie najlepiej z wykrywaniem cienkich gałęzi oraz krzaków, 92% uczestników badania uznało, że urządzenie w istotny sposób poprawia jakość postrzegania otoczenia, 80% stwierdziło, że urządzenie w istotny sposób zwiększa ich mobilność, a 32% zgłosiło gotowość korzystania z urządzenia mimo, że prace nad nim nie zostały jeszcze ukończone. W badaniu klinicznym wzięło udział 25 osób, w tym 14 niewidomych, 4 głuchoniewidome i 7 słabowidzących. Prace rozwojowe nad omawianym rozwiązaniem będą kontynuowane z udziałem wybranej grupy testerów.

Źródło: https://coolblindtech.com/wearable-device-assists-blind-and-visually-impaired-to-sense-surroundings/

Kaponiera – poprawka z dostępności

Przez ulicę można przechodzić korzystając z przejść naziemnych i podziemnych, które z nich są lepsze, tego dziś nie rozstrzygniemy. Pięć lat temu w Poznaniu zaczął się remont jednego z większych rond miasta. Remont Kaponiery zakładał zmianę niedostępnej dwupoziomowej bryły z licznymi schodami w obiekt przyjazny dla niepełnosprawnych. Miał to być obiekt spełniający najwyższe standardy.

Mijały miesiące. Zakładane prace co prawda posuwały się do przodu, ale na skutek pojawiających się w trakcie robót coraz to nowych niespodzianek, posuwały się, by tak powiedzieć,  krokiem jednostajnie opóźnionym.

W sierpniu, po pięciu latach męczarni z objazdami Kaponiery, omijania szerokim łukiem schodów, doczekaliśmy się wreszcie końca remontów na rondzie.

Koniec remontów to jednak nie koniec kłopotów dla niewidomych, bo o ile widzący wózkowicze mogą sobie radzić z niespodziankami w postaci w ogóle nie oznaczonych schodów na dół czy do góry, to osoby niewidome, zwłaszcza, gdy taka osoba poza dysfunkcją wzroku ma problem z narządem ruchu i z tego powodu jeździ na wózku, nie mają żadnych szans, by skutecznie sobie poradzić.

Nazywam się Marek i jestem niewidomym, poruszającym się na wózku studentem jednej z poznańskich uczelni. Gdy po pięciu latach remontu Kaponiera została wreszcie oddana do użytku, miałem okazję w pierwszym tygodniu funkcjonowania obiektu testować ją pod kątem dostępności.

Wraz z kolegami z mojej redakcji uznaliśmy, że dobrze byłoby ten ważny dla poznaniaków obiekt poddać gruntownym testom. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy.

Już na pierwszy rzut oka widać, że ani dla wózkowiczów, ani dla osób niewidomych, Kaponiera niestety dostępna nie jest. Chcąc skorzystać z wszystkich „atrakcji”, do których dostępu bronią diabelsko ciężkie drzwi, trzeba dokonać czegoś wręcz niemożliwego. Oto bowiem osoba poruszająca się na wózku musi na początek sforsować dwie pary drzwi, ciężkich i zamkniętych. Po przejechaniu przez tę przeszkodę napotykamy prowadzące w dół schody, których w żaden sposób nie oznaczono (nie mówimy tu o matach wypukłych, z guzami, czy wypustkami, bo to już byłby luksus). Załóżmy jednak, że sforsowaliśmy drzwi i nie zlecieliśmy zaraz potem ze schodów. Wydaje się, że teraz wszystko będzie już dobrze, bo po lewej stronie od drzwi które mamy za plecami jest winda, która nawet czasami bywa czynna. Nic bardziej błędnego. Gdy już dostałem się pod ziemię (na poziom -1), wyjechawszy z windy znalazłem się na ciągu dla pieszych. Chodzą tam ludzie chaotycznie w dwie strony, tratując wszystko, co nie uskoczyło z pod nóg.

Ponieważ sprzed remontu pamiętałem, że Kaponiera ma kształt kopniętej elipsy, przejechałem cały poziom , łapiąc się za głowę przy każdych schodach. Logiki, którą kierowali się projektanci podczas umieszczania wind przy schodach w żaden sposób nie umiałem się dopatrzeć. Niektóre z nich są od razu przy ciągu dla pieszych. Do innych można się dostać pokonując jedne drzwi, a są też i takie, do których dostaniemy się otwierając dwie pary drzwi w tym drzwi przeciwpożarowych.

Wózkowicze mają więc nie lada problem, bo umieszczenie wind za ciężkimi drzwiami sprawia, że skorzystanie z nich jest zwyczajnie niemożliwe. Takie drzwi, to dla nas przeszkoda nie do przejścia. Gdzie w tej sytuacji miejsce na jakąkolwiek niezależność, samodzielność, wolność?

Ale skupmy się na osobach niewidomych, bo przecież prócz wózka widzę ciemność. Szukając jakichkolwiek punktów orientacyjnych, które niewidomemu byłyby pomocne w poruszaniu się po Kaponierze stwierdziłem, że na upartego można poruszać się, prowadząc białą laskę w rowku ściekowym, którego zadaniem jest odprowadzanie wody, której po deszczu jest wszędzie aż nadto. Rowki te biegną wzdłuż ścian, jednak korzystając z nich jak ze swego rodzaju linii prowadzących trzeba uważać, by nie prowadzić laski po ścianie, gdyż płyty tworzące ściany, nie dochodzą do samej podłogi i bardzo łatwo laskę zakleszczyć w szparze między ścianą a podłogą. Miałem wątpliwą przyjemność doświadczyć tego na własnej skórze. Gdy jeżdżąc na wózku używa się jednocześnie białej laski, można przez takie zakleszczenie stracić sporo czasu, zanim uda się ruszyć w dalszą drogę. Trzymanie się rowków ściekowych jak prowadnic może byłoby jakimś rozwiązaniem, skoro nie ma i prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie oznaczeń prowadzących niewidomego prosto z punktu a do punktu b, gdyby owe rowki były tak samo położone wzdłuż każdej ściany pod rondem. Tak jednak niestety nie jest. Rowki po prostu nie biegną wzdłuż wszystkich ścian.

Na Kaponierze zdaje się obowiązuje reguła, że schody po prostu nie są w żaden dostępny dla osób z dysfunkcją wzroku sposób oznaczone. Wypada mieć nadzieję, że sytuacja ta ulegnie zmianie, gdyż po konsultacjach z osobami poruszającymi się na wózkach i niewidomymi, od Prezesa Poznańskich Inwestycji Miejskich dowiedzieliśmy się, że wkrótce będzie rozpisana nowa inwestycja, w której zakres wejdzie usunięcie tych błędów związanych z dostępnością obiektu, których nie wzięto pod uwagę podczas pierwotnego remontu. Czemu nie można było tego zrobić od razu dobrze?

Przecież byłoby szybciej, lepiej i zapewne taniej.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że smutne jest to, iż przebudowa ronda Kaponiera trwała pięć lat, kosztowała miasto 360 mln zł. A ani na rondzie, ani pod rondem, nie ma infrastruktury pozwalającej niewidomemu samodzielnie skorzystać z obiektu, jak ma to miejsce choćby we Wrocławiu na dworcu Głównym. O dziwo tam prowadnice dało się położyć, zarówno na  poziomie 0, jak i -1, a maty wypukłe są wzdłuż peronów. Czemu tych znanych przecież i w Poznaniu rozwiązań nie zastosowano na Kaponierze, skoro są w tym mieście miejsca takie, jak choćby przystanek tramwajowo- autobusowy na ul. Żeromskiego, czy na al. Niepodległości przy Polskim Związku Niewidomych, gdzie prowadnice położono, trudno powiedzieć.

Marek Suwezda

Narzędzia Business Intelligence, czy niewidomy jest w stanie z nimi pracować?

 

O tym, że osoby z dysfunkcją wzroku mają duże problemy ze znalezieniem pracy słyszy się nie od dziś. Wynika to jak sądzę z wielu czynników. Najważniejsze z nich, to z jednej strony niechęć pracodawców, z drugiej zaś niskie, albo przeciętne kompetencje samych potencjalnych pracowników. Oczywiście, by nie popaść w przesadną generalizację dodać tu należy,  że wśród niewidomych mamy wybitnych muzyków, informatyków, dziennikarzy, prawników czy dźwiękowców. Są to jednak nieliczne jednostki, które poradziły sobie w życiu i na otwartym rynku pracy. Większość zadowala się pracą na typowych stanowiskach np. Telemarketer, analityk wprowadzania danych itp. Oczywiście, żadna praca nie hańbi i nie chciałbym tu uchodzić za kogoś, kto umniejsza w jakikolwiek sposób jakiemuś stanowisku, stwierdzam jedynie fakty, może przykre, ale jednak fakty. Skoro już o nich mowa, to dodam, że gdyby nie praca, którą wykonuję na co dzień nie miałbym możliwości przetestowania w praktyce dostępności narzędzia, o którym traktować będzie niniejszy artykuł. Powiem więcej, nigdy nawet zbytnio nie zastanawiałam się, czy i w jakim stopniu tego typu oprogramowanie jest dostępne dla kogoś, kto posługuje się czytnikiem ekranu. Tak się złożyło, że w instytucji, dla której pracuję poproszono mnie o zapoznanie się z narzędziami tzw. Business Intelligence, w tym przypadku są to rozwiązania firmy Oracle. Moje zadania, przynajmniej w fazie początkowej, polegać będą na generowaniu wcześniej zdefiniowanych raportów, tworzeniu nowych, przygotowywaniu zestawień automatycznych itp. Skoro proszą, nie pozostaje nic innego, jak tylko zabrać się do pracy, a o swoich wrażeniach opowiem poniżej. Zanim jednak zacznę, muszę dodać jedną bardzo istotną kwestię. W niniejszym artykule będę pisał o wszystkim bardzo ogólnie, gdyż przygotowywane zestawienia dotyczą w znacznej mierze kwestii finansowych oraz innych strategicznych dla przedsiębiorstwa informacji.

Czym właściwie jest to BI?

„Business Intelligence (BI), również analityka biznesowa), to pojęcie o szerokim znaczeniu. Najbardziej ogólnie można powiedzieć, że jest to proces przekształcania danych w informacje, a informacji w wiedzę, która może być wykorzystana do zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstwa.” Tyle w teorii, w praktyce dodać należy, że BI to obecnie przede wszystkim narzędzia, które pomagają obserwować zmiany zachodzące w przedsiębiorstwie, dzięki zestawianiu różnych danych. Przykładowo, możemy prześledzić w jaki sposób dany produkt sprzedawał się na poziomie lat, albo poszczególnych miesięcy. A może fajnie byłoby zestawić jego sprzedaż w rozbiciu na kwartały lub pory roku, bo np. lepiej sprzedaje się zimą, gorzej latem? Dzięki takiej analizie możemy sprawnie zarządzać dostawami magazynowymi, wiedząc, że np. okulary słoneczne będą miały większe wzięcie letnią porą, porą ciepłych szalików jest zdecydowanie zima. Tak, wiem, to doskonale wiadomo nawet bez narzędzia BI, ale może okazać się, że szczególne wzięcie wspomniane szaliki mają np. w weekendy i tym bardziej warto je wtedy wyeksponować?

Tu dochodzimy do sposobu prezentacji raportów generowanych w BI. Oczywiście, dla osoby w pełni sprawnej najlepszy będzie wykres, niewidomy doceni dane w postaci arkusza kalkulacyjnego lub tabeli. I tu moja pierwsza refleksja, o ile technicznie osoba niewidoma przynajmniej w przypadku narzędzi Oracle jest w stanie bez większego problemu przygotować zestawienie, mam poważne wątpliwości, czy poradzi sobie w pełni z jego interpretacją. Jeśli jest to tabela zawierająca kilkanaście kolumn i wierszy, nie ma większego problemu. Jeśli mamy do wyrzucenia z BI np. zestawienie wszystkich sprzedanych pozycji w ciągu miesiąca w rozbiciu ilościowym na klientów, może być to już bardzo duży obszar danych, z którym niewidomy owszem, poradzi sobie, jednak mogą zajść tu poważne problemy z interpretacją otrzymywanych danych. Pracując z jakąkolwiek informacją z wykorzystaniem oprogramowania odczytu ekranu chcąc, nie chcąc skupiamy się na szczególe, poważnie zaniedbując ogół. O ile osoba widząca może np. pokolorować sobie komórki, co pozwoli jej łatwiej odnaleźć się w gąszczu informacji, o tyle niewidomemu nie zda się to na wiele. Dla widzących bardzo wygodnym jest np. scalanie części komórek w jedną całość, dla niewidomego jest to zmora, bo prowadzi do nierównomiernego rozłożenia danych w arkuszu, w efekcie czego przechodząc po skoroszycie Excela nie zawsze trafimy tam, gdzie chcemy.

Jak z dostępnością Oracle Business Inteligence?

W tym miejscu dochodzimy do sedna, czyli jak właściwie niewidomy powinien się zabrać do pracy z BI. Okazuje się, że firma Oracle pomyślała o potrzebach niepełnosprawnych użytkowników, oferując specjalny tryb dostępności. Tryb ten obecny jest w najnowszej wersji Oracle Business Inteligence Enterprise Edition opatrzonej numerem 11, Możemy go włączyć w trakcie logowania na nasze konto w BI, możemy również ustawić go na stałe w preferencjach naszego profilu użytkownika. Kiedy tryb dostępności jest aktywny, raporty tworzymy w tzw. Edytorze Bi Composer, który jest nieco okrojoną wersją typowo wizualnego narzędzia Analysis Editor. W większości przypadków nie odczujemy braku tego ostatniego szczególnie, że nie posiada on żadnego wsparcia dla screenreaderów. Jak wynika z moich doświadczeń, Bi Composer sprawdza się dobrze we współpracy zarówno z darmowym czytnikiem NVDA, jak i komercyjnym JAWSem. Jeśli chodzi o przeglądarkę, proponuję Internet Explorera, gdyż przedstawia najwięcej użytecznych informacji co nie znaczy, że robi to zawsze w logiczny sposób. Szczerze mówiąc odnoszę wrażenie, że kwestia dostępności została w Oracle BI potraktowana jak zło konieczne, z którym jakoś trzeba się zmierzyć, ale podczas tworzenia odnośnych funkcji w żaden sposób nie zostało wzięte pod uwagę zdanie użytkowników. Efektem takich działań jest bardzo wiele różnych znaczników ARIA, dostosowujących wiele kontrolek do współpracy z czytnikami ekranu. Przez to jednak, że ARIA interpretowana jest na wiele różnych sposobów w zależności od czytnika i przeglądarki, okazjonalnie możemy mieć do czynienia z sytuacją, nad którą będziemy musieli się poważnie zastanowić. W tym miejscu ważna uwaga, niewidomy, chcący pracować z Oracle Business Inteligence musi, podkreślam, musi!! Znać swoje oprogramowanie odczytu ekranu i wiedzieć w jaki sposób czytnik reaguje na różne, czasem nietypowe sytuacje. Musi być to wiedza dogłębna, szczególnie w obszarze poruszania się po stronach WWW.

Jak właściwie przygotowuje się raport w BI?

Proces przygotowania raportu możemy podzielić na kilka etapów. W pierwszym wybieramy źródło danych, na jakim chcemy pracować. W zależności od przedsiębiorstwa, możemy mieć do wyboru jedno, lub kilka źródeł np. różne bazy danych, z których pobierane są informacje, przeważnie pracować będziemy na jednym, konkretnym źródle. Kolejnym krokiem jest wybór kolumn, które chcemy zawrzeć w naszym raporcie. Wybieramy tu wszystkie kolumny, które mają zostać uwzględnione. To najmniej przyjemny etap tworzenia raportu, ponieważ mamy do czynienia z drzewem, które zachowuje się dość specyficznie. Z tego, co zaobserwowałam, nie da się rozwijać i zwijać jego gałęzi za pomocą strzałek, pomaga dociśnięcie CTRL a czasem CTRL+Shift. Dodatkowo, bywa tak, że raz odczytana jest pełna nazwa kolumny, czasami musimy przejść o jedną wartość do tyłu i dopiero w takiej sytuacji, gdy ponownie staniemy strzałką na interesującej nas pozycji odczytana zostanie prawidłowa wartość. Wyboru kolumn należy dokonywać bardzo uważnie, bo jeśli np. zapomnimy o jakiejś, to nasz raport może okazać się niekompletny. Dobrze jest pamiętać  zawsze o jednostkach czasowych, bo przeważnie to one będą jednym z kryteriów mających istotny wpływ na uzyskane wyniki (np. obroty klienta w danym roku, miesiącu, kwartale).

Kolejnym krokiem jest wybór sposobu prezentowania danych w raporcie. Możemy tu użyć tabel, tabel przestawnych, wykresów. Jeśli zdecydujemy się na wybór tabeli, w kolejnym kroku możemy dostosować jej wygląd, np. ukryć kolumny, które muszą być obecne w raporcie bo pobieramy z nich kluczowe dane, ale ich wyświetlanie może zaciemnić obraz prezentowanych informacji. Możemy tu także skorzystać z podsumowań, a jeśli wybieramy tabelę przestawną odpowiednio manipulować danymi. Ważne jest również to, że już na tym etapie możemy dokonać wstępnego podglądu prezentowanych informacji. Jest to wprawdzie mało użyteczne, bo przecież nie zadeklarowaliśmy jeszcze żadnych warunków, ale taka możliwość istnieje. W tym miejscu uwaga, jeśli będziemy mieli do czynienia z dużymi porcjami danych, przeglądarka może zacząć działać bardzo ociężale, decydując się zatem na podgląd zastanówmy się czy aby na pewno chcemy z niego skorzystać.

Następny krok to filtrowanie i sortowanie, to tak naprawdę najistotniejszy moment wygenerowania naszego raportu. Tu decydujemy, jakie informacje zostaną w nim zawarte. Możemy dodawać proste filtry, mogą być one jednak bardzo złożone i łączyć się ze sobą, więc z całą pewnością przyda nam się powtórka z logiki. Dla przykładu, możemy Zdecydować, że raport nasz dotyczy okresu od czerwca do września 2016, a interesuje nas sprzedaż wszelkich produktów, które w swojej nazwie mają Telewizor. Możemy jeszcze np. zawęzić wyniki do konkretnego klienta, o którym wiemy, że kupuje sporo, wprowadzając jego identyfikator w formie nazwy, lub numeru, jest to zależne od tego, jak zaprojektowana jest logika biznesowa w naszej firmie. Ostatni krok to już tylko poprawki kosmetyczne, a więc wszelkiego rodzaju formatowanie, wyróżnianie, kolorowanie itp. Jakkolwiek to wszystko jest dostępne, zdecydowanie jednak radzę skonsultować nasze poczynania w tej materii z osobą widzącą, która będzie pracowała na przygotowanym przez nas raporcie, dla nas to bowiem bez znaczenia, ale dla wzrokowców wyróżnienie odpowiednim kolorem poszczególnych sekcji może okazać się nieocenioną wartością dodaną.

I to wszystko, właśnie wygenerowaliśmy nasz pierwszy raport. Możemy teraz zapisać go w różnych postaciach np. pliku Excel, PDF, HTML, a następnie przekazać osobie, która o wygenerowanie takiego raportu nas poprosiła.

Czy to zajęcie dla niewidomego?

Tak, ale z pewnością nie dla każdego. Przygotowywanie takich raportów i zestawień jest zajęciem odpowiedzialnym, bo to właśnie na ich podstawie podejmowane są różnego rodzaju decyzje. Nie dotyczy to tylko i wyłącznie aspektów finansowych, ale również personalnych, oraz wszelkich innych, na które odpowiedź można znaleźć w BI, a w obecnych czasach zarządy szukają tam odpowiedzi na coraz większą ilość zróżnicowanych pytań. W przypadku pracy niewidomego niezwykle ważne jest również odpowiednie przeszkolenie takiego użytkownika do pracy z technologią Oracle. Niestety. W Polsce na chwilę obecną nie ma żadnej firmy, która miałaby jakiekolwiek doświadczenie z technologiami asystującymi i ze szkoleniem niewidomych w obsłudze tak zaawansowanych narzędzi. O ile niewidomy użytkownik nie jest pozostawiony samemu sobie z programem, który nie oszukujmy się, nie jest intuicyjny, istnieje duża szansa na to, że z czasem przygotowywane przez niego raporty będą wyglądały prawidłowo i zawierać będą właściwe dane. Niestety, nauka nawet dostępnego narzędzia jakim jest Oracle BI Composer to proces żmudny i wymagający poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Dobrze również byłoby mieć do dyspozycji kogoś, kogo można zapytać o wszelkie niepokojące kwestie, bo szczególnie na etapie filtrowania i tworzenia warunków istotny jest każdy, najdrobniejszy nawet parametr czy spójnik logiczny. Jeśli to wszystko uda się opanować, pozostanie już tylko satysfakcja z tego, że robimy coś istotnie użytecznego i potrzebnego, a w końcu przecież każdy chyba lubi czuć się potrzebnym, prawda?

Boot Camp, czyli rzut jabłkiem przez okno

 

Tak, stało się. Jakiś czas temu na moim biurku zagościł MacBook. O samym komputerze i systemie operacyjnym napiszę z pewnością więcej, gdy tylko nieco bardziej się poznamy, dzisiejszy tekst będzie o przyzwyczajeniu, które chyba rzeczywiście jest drugą naturą człowieka. Słysząc wiele dobrego o systemie operacyjnym Mac OS z jednej strony, a mając świadomość tego, że komputer ze świecącym jabłkiem będzie moim jedynym notebookiem podjąłem decyzję o instalacji systemu Windows. Prawda jest taka, że w Mac OS nie będę w stanie wykonywać wszystkich moich codziennych zadań, takich jak choćby zdalna administracja serwerami z wykorzystaniem RDP czy wsparcie użytkowników na odległość.

Jeśli chodzi o instalację Windows, zdecydowałem się na wykorzystanie systemowego mechanizmu Boot Camp. Narzędzie to pozwala na teoretycznie bezproblemową instalację systemu Windows na specjalnie w tym celu wydzielonej partycji i wygodne przełączanie się między natywnym systemem MacBooka a „Okienkami”. I tyle teorii, bo w praktyce rzec cała okazała się znacznie bardziej skomplikowana.

Asystent Boot Camp

Narzędzie pomagające nam w instalacji Windows jest istotnie w stylu Apple. Proste, niewymagające od nas żadnej fachowej wiedzy, robiące wszystko za nas. Jedyne, o co musimy się zatroszczyć to plik z obrazem systemu Windows 8, 8.1 lub 10. Jeśli chcemy zainstalować na naszym Macu Windows 10, plik taki najprościej przygotować narzędziem Media Creation Tool, do pobrania ze strony Microsoftu. W trakcie wstępnej fazy instalacji Windows, musimy także zdecydować, jak duży obszar dysku chcemy przeznaczyć na nasz nowy system. Miłą niespodzianką jest tu przycisk pozwalający na równy podział dysku, wystarczy po prostu go wcisnąć, a wszelkie dane zostaną wprowadzone automatycznie. W moim przypadku początkowa propozycja Asystenta w postaci 32 GB na Windows była zdecydowanie niewystarczająca, podzieliłem więc dysk sprawiedliwie. Teraz pozostaje nam już tylko czekać i rozejrzeć się za osobą widzącą, która pomoże w dalszej konfiguracji, to bowiem ostatnie chwile, gdy nad procesem instalacji Windows mamy jakąkolwiek kontrolę. W tej fazie pobierane są niezbędne sterowniki i inne oprogramowanie, co potrwa w zależności od przepustowości naszego łącza od kilku do kilkunastu minut.

Faza instalatora Windows

Niestety Apple, chcąc ułatwić instalację „Okienek”, utrudniło ją osobom całkowicie niewidomym. Wszyscy ci, którzy mają do czynienia z instalacją czy reinstalacją systemów operacyjnych, znają doskonale narzędzia typu WinPE, które pozwalają na względnie proste przebrnięcie przez proces wstępnej konfiguracji Windows od Visty w górę. W przypadku Boot Campa tego typu sztuczki nie zdadzą nam się na wiele, bowiem nie będziemy w stanie uruchomić komputera z żadnej dostępnej edycji Talking WinPE. Jesteśmy zatem zdani na rozwiązania jeszcze mniej pewne, w postaci mobilnych programów OCR takich jak KNFB Reader czy Goggless. Osobiście dotarłem do ekranu dzielenia dysku na partycje, na którym utknąłem. Nie byłem w stanie, nie widząc tego, co się dzieje, odpowiednio sformatować dysku, wybrać z 100% pewnością odpowiedniej partycji do instalacji (ta, na której instalujemy Windows jest ostatnia na liście), zmuszony byłem zatem poprosić o pomoc osobę widzącą, której udało się bez żadnego problemu dokończyć instalację systemu. Prawdopodobnie gdybym instalował tego typu rozwiązania po kilka razy w miesiącu udałaby mi się ta sztuka na zasadzie opanowania pamięciowego, nic jednak nie wskazuje na to, żeby miała być to regularnie wykonywana przeze mnie czynność.

A co po instalacji?

W zasadzie nic. Wystarczy nasz system aktywować, zaktualizować, a następnie po prostu używać i cieszyć się Windowsem na komputerze Apple. To, z czym użytkownik może mieć kłopot to nietypowe rozmieszczenie klawiszy, w końcu Mac OS rządzi się swoimi prawami i nadgryziona klawiatura wygląda nieco inaczej. Poniżej najważniejsze klawisze Apple i ich funkcje w Windows:

1)     Strona prawa

  • Option – prawy Alt, za jego pomocą wprowadzimy polskie znaki,
  • Command – klawisz Windows, za jego pomocą wywołamy menu start.

2)     Strona lewa

  • Command – klawisz Windows, za jego pomocą wywołamy menu start,
  • Option – lewy alt, za jego pomocą wywołamy menu większości programów,
  • CTRL – CTRL, tu na szczęście nic się nie zmieniło, używamy jak zawsze, do wywoływania różnego rodzaju skrótów w programach,
  • FN – FN, funkcyjny, dodatkowy klawisz,
  • FN + backspace – delete, kasuje znak na prawo od kursora, lub przenosi elementy do kosza itp.,
  • FN Enter – insert – np. zmiana trybu wprowadzania tekstu w edytorach, często używany jako klawisz modyfikujący w programach odczytu ekranu,
  • FN + strzałka w lewo – Home np. przeniesienie na początek wiersza w edytorze tekstu, na początek listy itp.
  • FN + strzałka w prawo – End – analogicznie jak Home tyle, że w drugą stronę,
  • FN + strzałka w górę – page up – przeniesienie o stronę tekstu w górę,
  • FN + strzałka w dół – page down – analogicznie, jak page up tyle, że w drugą stronę.

Warto również zainteresować się obecną w zasobniku systemowym ikoną Boot Camp i znajdującymi się tam ustawieniami. Warto przede wszystkim skorzystać z zakładki klawiatura i oznaczyć pole wyboru „Klawisze F1, F2 itd. Służą jako standardowe klawisze funkcyjne”, co uchroni nas przed koniecznością wywoływania ich standardowych funkcji z dociśniętym klawiszem FN.

Przełączanie się pomiędzy systemami

Jeśli zapragniemy wrócić do systemu Mac OS, nic prostszego, wystarczy uaktywnić ikonę Boot Camp z zasobnika systemowego, a następnie wybrać opcję „Uruchom ponownie w systemie osX” i potwierdzić nasz zamiar wciskając OK. W drugą stronę cała operacja wymaga nieco więcej zachodu. Po pierwsze wywołujemy preferencje systemowe, w tym celu naciskamy wo+m a następnie przechodzimy strzałką do odpowiedniej opcji (alternatywnie można preferencje otworzyć wybierając je z listy elementów docka). Kolejnym krokiem jest odnalezienie i aktywacja przycisku „Dysk startowy”. Apple nie pozwoli nam pochopnie dokonać tak radykalnych zmian jak system, na którym chcemy pracować, zatem przed wykonaniem kolejnego kroku musimy odszukać przycisk „Aby dokonać zmian, kliknij w kłódkę”, uaktywnić go i wprowadzić nasze hasło. Teraz wystarczy już tylko wybrać z obszaru przewijania wyboru potencjalnych dysków startowych dysk oznaczony jako „Boot Camp”, wybrać przycisk „Uruchom ponownie” i potwierdzić nasz wybór. Po chwili komputer zostanie uruchomiony ponownie a system Windows zostanie załadowany. Tu ważna uwaga, jeśli pracujemy w systemie MacOS i wyłączymy nasz komputer, załadowany zostanie MacOS, podobnie rzecz się będzie miała z systemem Windows, Mac nie zmieni uruchamianego systemu bez naszego wyraźnego polecenia.

Ale po co właściwie to wszystko?

Z pewnością część osób zadaje sobie pytanie po co kupować Maca, skoro i tak mamy zamiar używać na nim Windows? Odpowiedź moja brzmi: Bo wygodnie jest mieć 2 uzupełniające się systemy. Część rzeczy robi się wygodniej w systemie z nadgryzionym jabłkiem, część z okienkami w Logo. W zależności od wykonywanej przez nas pracy do pewnych czynności dostępne oprogramowanie znajdziemy na obie platformy, jednak zdarzyć się może tak, że do korzystania z Windows będziemy po prostu zmuszeni. Każdemu wedle potrzeb i upodobań, takie jest moje zdanie i dobrze, że Apple daje nam ten wybór.

Michał Dziwisz

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków