Tyfloświat 4 (37) 2017

Zapraszamy do lektury!

Tyfloswiat okładka

Czasopismo w formacie HTML

Czasopismo w formacie PDF do pobrania poniżej.

UWAGA!!! Osoby zainteresowane czasopismem w formacie DAISY proszone są o kontakt mailowy z redakcją.

ZałącznikRozmiar
Tyfloswiat 4_2017.pdf2.16 MB

Nowa przydatna funkcja w mapach od Google’a

 

W niedalekiej przyszłości Mapy Google uzyskają nową funkcję.

Po uruchomieniu nawigacji do wybranego punktu przy zablokowanym ekranie będzie możliwe śledzenie naszej trasy. Ponadto aplikacja zaalarmuje nas o zbliżającej się przesiadce. Jak czytamy, deweloperzy uwzględniają dynamicznie zmieniające się warunki podróżowania. Aplikacja rozpoznawać będzie, czy znajdujemy się w pojeździe, czy też poruszamy się pieszo i dostosuje swoje powiadomienia do sytuacji.

https://coolblindtech.com/google-maps-will-soon-wake-you-up-when-you-nee...

Tak proste, a czasem tak niewykonalne

 

Mówimy tak o bardzo wielu czynnościach. Opowiadając naszym czytelnikom o technologiach asystujących, zastanawiam się czasem, czy aby nie skupiam się zbytnio na tym, co istotne dla dysfunkcji wzroku, czy ta perspektywa nie wykrzywia mego patrzenia na rozwój poprawiających jakość życia osób z niepełnosprawnościami rozwiązań technologicznych.

Dlatego dziś, dla nabrania odrobiny dystansu do własnej niepełnosprawności, kilka słów o rozwiązywaniu problemów osób z innymi niepełnosprawnościami.

Około 15% ludności świata to osoby z niepełnosprawnościami. Do roku 2030 około 20% ludności w USA przekroczy sześćdziesiąty piąty rok życia, a w Japonii wskaźnik ten osiągnięto już obecnie. Jak to się mówi potocznie: z wiekiem słuch już nie ten, a i oczy nie służą jak za młodu, dlatego rozwój technologii wspierających jest z roku na rok coraz ważniejszy. O rozwiązaniach dla osób z dysfunkcją wzroku piszemy na naszych łamach na co dzień. Przebojem tegorocznej konferencji CSUN była AIRA, nowoczesna usługa asystencka dla osób z dysfunkcją wzroku. Połączenie urządzenia podobnego do okularów od Google’a ze smartphonem i przeszkolonym pracownikiem, który poprowadzi nas w trudnym terenie, przeczyta menu w restauracji i wiele więcej, jakkolwiek drogie, jest w USA rozwiązaniem zyskującym sobie coraz większą popularność.

No dobrze, ale miało nie być o niewidomych.

Osoby z różnymi dysfunkcjami, wynikającymi z nieprawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, mniejsza o jednostkę chorobową czy określanie przyczyny tych problemów, znajdują się często w bardzo krępujących sytuacjach, z istnienia których osoby zdrowe nie zdają sobie często sprawy. Choćby jedzenie rozlewające się i rozsypujące podczas posiłku jest dla nich przyczyną dużego dyskomfortu. Pewna niewielka firma z San Francisco opracowała rozwiązanie, które być może znacząco poprawi jakość życia tej grupy klientów.

Z tej łyżki nie wylejesz

Uchwyt zaopatrzono w czujniki wykrywające mimowolne drżenie mięśni oraz dwa maleńkie silniki, które poruszają łyżką lub widelcem w taki sposób, by drżenia te kompensować. Ponadto sztućce skonstruowano tak, by można było podczas jedzenia trzymać je pod nietypowym, wymuszonym przez niepełnosprawność kątem. Twórcy pomyśleli o wszystkim. Komplet nadaje się do mycia w zmywarce, a jedno ładowanie baterii wystarcza na około godzinę używania, czyli jakieś trzy posiłki.

Sztuczna inteligencja

Interesujące rozwiązania poprawiające jakość życia osób z niepełnosprawnościami znalazły się ostatnio w centrum uwagi firmy Microsoft.

Osoby z dysfunkcją wzroku mogą w obszarze anglojęzycznym korzystać z aplikacji SeeingAI. Rozwiązanie jest obecnie dostępne w wersji dla iOS, ale wszystko wskazuje na to, że wkrótce doczekamy się także wersji androidowej. Aplikacja potrafi rozpoznawać przedmioty, czyta kody kreskowe i etykiety na opakowaniach. Trwają prace nad tym, by zaopatrzyć ją w moduł do rozpoznawania pisma ręcznego.

Osoby z dysfunkcją słuchu także mają swoje inteligentne ucho. HearingAI to aplikacja, która interpretuje dźwięki z otoczenia. Dzięki niej telefon zawibruje, gdy włączy się np. alarm czujnika dymu lub czadu. Kolejnym rozwiązaniem, które zastosowano w tej aplikacji, jest możliwość konwertowania tekstu na mowę i odwrotnie. Osoba niesłysząca zobaczy na ekranie tekst pisany mniejszą czcionką, gdy rozmówca mówi ciszej i większą, gdy mówi głośniej, co zdaniem twórców przyczyni się do lepszego rozumienia rozmowy przez osoby niesłyszące. Ponadto pracuje się nad stworzeniem swego rodzaju odwzorowania dźwięków w rzeczywistości wirtualnej tak, aby osoba z dysfunkcją słuchu miała większą możliwość odbierania informacji o dźwiękowej warstwie rzeczywistości.

A co dla osób z dysfunkcją narządu ruchu?

Potrzeby tej grupy osób z niepełnosprawnościami także stały się przedmiotem pracy programistów i inżynierów. W najnowszej aktualizacji systemu Windows 10 Microsoft wprowadził mechanizmy pozwalające tym osobom na lepszą kontrolę nad komputerem.

Powyższe to tylko skromny fragment tego, co się dzieje w technologiach asystujących. Być może rozwiązania dedykowane osobom z innymi niepełnosprawnościami będą w przyszłości adaptowane również do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku i usprawnią i naszą codzienność.

Źródło: http://theinstitute.ieee.org/ieee-roundup/blogs/blog/three-lifechanging-technologies-at-the-2017-assistive-technology-conference

Damian Przybyła

Pies przewodnik - różne szkoły - różne spojrzenia?

 

O psach asystujących pisaliśmy już w Tyfloświecie, ale że było to dość dawno, a temat wcale nie traci na aktualności! Wręcz przeciwnie, zainteresowanie psami przewodnikami wydaje się być coraz większe. Uznaliśmy więc, że należy do tej tematyki powrócić.

Poniżej postaramy się odpowiedzieć na pytania: komu przyznaje się psy przewodniki, na jakich zasadach, kto je szkoli i dlaczego osoby niewidome chciałyby mieć takiego psa asystującego. Kolejną kwestią, jaką chciałabym się zająć, jest sposób traktowania psa przewodnika - należy go traktować jedynie jako psa pracującego, czy można w nim mieć również oddanego towarzysza i przyjaciela?

Jak, będąc osobą niepełnosprawną wzrokowo, rozwiązać problem samodzielnego poruszania się?

 

Jak Państwo wiedzą, z własnego doświadczenia, samodzielne poruszanie się osoby niewidomej, czy słabowidzącej, jest wykonalne, lecz nie jest sprawą prostą. Jest trudne, wymaga koncentracji, wiąże się niejednokrotnie z silnym stresem oraz, co prawda już coraz rzadszym, lecz wciąż dla wielu z nas dokuczliwym, negatywnym postrzeganiem osoby niewidomej przez społeczeństwo. Każdy z nas radzi sobie z tym problemem lepiej lub gorzej, szuka sposobów na to, aby przemieszczanie się w przestrzeni z punktu a do punktu b, było jak najbardziej komfortowe. Jedni korzystają z pomocy asystentów, znajomych, drudzy z wszelkiego rodzaju taksówek, jeszcze inni poruszają się samodzielnie z białą laską.

Każdy z tych sposobów ma swoje zalety i wady. Korzystanie z przewodników wiąże się z uzależnieniem od danej osoby, z koniecznością umawiania się na określony termin, trudnością w znalezieniu towarzysza. Korzystanie z wszelkiego rodzaju taksówek jest bardzo wygodne, ale bywa kosztowne, gdyby miały się one stać jedynym sposobem na przemieszczanie się. Poruszanie się z białą laską, daje wiele niezależności, nie kosztuje, chyba tylko nerwy, bo komunikacja miejska jest darmowa, a i kolej też daje określone zniżki.

Gdybym poruszał się z psem przewodnikiem, byłoby mi łatwiej

Osoby poruszające się z białą laską, dla których ten sposób poruszania się jest nadmiernie stresujący, jak również osoby, które nie akceptują białej laski, a chciałyby być niezależne, myślą o psie przewodniku, jako o sposobie na skuteczne poradzenie sobie z problemem poruszania się w przestrzeni.

Słyszą od swoich znajomych, od znajomych niewidomych, z radia, z telewizji, że, pies przewodnik to fantastyczna rzecz, że poruszanie się z nim jest o wiele łatwiejsze, szybsze, bezpieczniejsze, a jego obecność w życiu osoby niewidomej zmienia jakość życia i jest ogromną pomocą rehabilitacyjną. Skoro z psem jest tak fantastycznie, to dlaczego by nie postarać się o takiego psa i zmienić swoje życie na lepsze?

Ale to nie takie proste!

Przede wszystkim decyzja o wzięciu psa musi być dogłębnie przemyślana i podjęta w sposób odpowiedzialny, bo przyjmujemy na ładnych parę lat pod swój dach istotę żywą, istotę, którą będzie trzeba się opiekować: trzeba jej zapewnić wyżywienie, opiekę weterynaryjną, wyprowadzać na spacer, zaspokajać wszystkie psie potrzeby, w tym miejsce do spania w domu oraz zabawę. Biorąc psa przewodnika do domu, musimy rozważyć, czy będziemy gotowi na podporządkowanie swojego trybu życia wymaganiom psa, czy jesteśmy gotowi finansowo na jego utrzymanie, czy nie będzie nam przeszkadzać, że pies będzie zostawiać w domu sierść, czasem nabrudzi, w skrajnych wypadkach coś zniszczy.

Aby znosić te wszystkie niedogodności, trzeba po prostu lubić zwierzęta, chcieć z nimi współpracować i się porozumiewać. Gdy jasno odpowiemy sobie na to pytanie i uznamy, że chcemy mieć w domu kudłatego przyjaciela, ze wszystkimi tego konsekwencjami, wówczas można przystąpić do starania się o psa.

Do kogo zwrócić się o psa?

W Polsce jest kilka ośrodków szkolących psy przewodniki. Są to: Fundacja na rzecz Osób Niewidomych Labrador – Pies Przewodnik w Poznaniu, Fundacja Vis Maior z Warszawy oraz FUNDACJA OKULISTYCZNA VIDE w Pile. Nie za wiele, ale jest w czym wybierać. Każda z tych szkół stawia przyszłym kandydatom na właścicieli psów przewodników określone wymagania.

Jakie wymagania trzeba spełnić?

Jeśli chodzi o Fundację Vis Maior, sprawa przedstawia się następująco: kandydat na właściciela powinien być osobą dorosłą, odpowiedzialną, aktywną społecznie lub zawodowo, lubiącą zwierzęta i mieć dużą motywację do samodzielnego poruszania się, a jego stan widzenia nie powinien pomagać mu w samodzielnym poruszaniu się. Fundacja sprawdza również warunki socjalne kandydata oraz jego umiejętność samodzielnego poruszania się z białą laską. Dla pracowników Fundacji ważny jest również temperament kandydata i jego chęć do nauki współpracy ze zwierzęciem. Fundacja Vis Maior przyjmuje również osoby niewidome z dodatkowymi niepełnosprawnościami, jednakże niepełnosprawności te nie mogą utrudniać poruszania się czy zaburzać pracy z psem. Jeśli osoba ubiegająca się o psa ma niesprawną lewą rękę, to powinna to zgłosić fundacji oraz zadeklarować, że weźmie psa wyszkolonego do chodzenia przy prawej nodze. Kandydat, który zdecyduje się na skorzystanie z pomocy Fundacji Vis Maior, podczas wnioskowania o psa przewodnika, dowie się również o problemach i trudnościach, jakie wiążą się z posiadaniem psa. Gdy już przejdzie wstępną weryfikację, jest proszony o wypełnienie i przesłanie do Fundacji ankiety przeznaczonej dla ubiegających się o psa, następnie powinien utrzymywać stały kontakt z wyznaczonym przez Fundację pracownikiem, brać aktywny udział w prowadzonym przez Fundację szkoleniu kwalifikacyjno-informacyjnym. Na szkoleniu tym przeprowadza się konsultacje z psychologiem, treserem psów oraz instruktorem orientacji przestrzennej. Kolejne etapy to: udział w indywidualnym kursie zżywania się z psem oraz jego przekazywania, egzamin z poruszania się z psem przewodnikiem, przyjęcie psa wraz z akcesoriami i dokumentami, zawarcie umowy i odebranie certyfikatu dla psa przewodnika.

W Fundacji na Rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik ubieganie się o psa przebiega nieco inaczej. Osoba ubiegająca się o psa wysyła do Fundacji Labrador wniosek pocztą tradycyjną lub elektroniczną. We wniosku należy określić stopień oraz rodzaj niepełnosprawności (w tym przypadku wzrok). Niepełnosprawność należy potwierdzić kopią odpowiednich dokumentów, takich jak: orzeczenie KIZ, orzeczenie z PCPR, decyzja rentowa. Dodatkowo należy załączyć do wniosku zaświadczenie o odbytym kursie orientacji przestrzennej, jak również zaświadczenie od lekarza o aktualnym stanie zdrowia. W kolejnej części wniosku aplikant opisuje swoją sytuację życiową: mieszkaniową, czy mieszka z rodziną, jakie ma źródła utrzymania (bez podawania kwot). Osoba ubiegająca się powinna podać również takie dane jak waga i wzrost, gdyż ma to wpływ na dobranie dla niej odpowiedniego psa.

Gdy wniosek jest kompletny, wnioskodawca jest wpisywany na listę osób oczekujących na psa. Ważne jest, aby wniosek został złożony osobiście. Gdy wniosek składają osoby trzecie (rodzina, znajomi) wymaga on bezpośredniego potwierdzenia przez osobę ubiegającą się o psa. Na psa trzeba poczekać, czasem nawet 2 lata. W tym czasie, raz na 3 miesiące, pracownik Fundacji kontaktuje się z kandydatem, aby potwierdzić jego chęć posiadania psa. Następnie kandydat na właściciela psa przewodnika zostaje zaproszony na spotkanie z psychologiem, instruktorem orientacji przestrzennej oraz treserem. Spotkanie odbywa się w Poznaniu, trwa 1 dzień, a kandydat podróżuje na własny koszt. Gdyby jednak zaistniała taka potrzeba, to Fundacja zapewnia nocleg. Na spotkaniu tym oceniany jest stopień samodzielności kandydata, jego tempo poruszania się, a także określany jest typ psa, z jakim będzie pracować kandydat. Podczas spotkania osoba aplikująca wypełnia dobrowolną ankietę na temat stanu zdrowia. Niezwykle ważne dla Fundacji jest stosunek kandydata do psów. Jeśli traktuje on psy jako li tylko sprzęt rehabilitacyjny, to podlega dyskwalifikacji. Kandydat oświadcza również, że jego sytuacja materialna i lokalowa pozwala na opiekę i na utrzymanie psa, gdyż po jego nieodpłatnym przekazaniu przez Fundację, to osoba zainteresowana ponosi całkowite koszty utrzymania psa, włącznie z jego pochówkiem. Podczas spotkania instruktorzy uzupełniają wniosek o niezbędne informacje na temat kandydata, instruktor orientacji przestrzennej oraz psycholog wystawiają swoje opinie i na ich podstawie podejmuje się decyzję o wpisaniu kandydata na listę osób oczekujących. Po przekazaniu tej informacji kandydatowi, spotkanie się kończy.

Jesteśmy na liście osób oczekujących i co dalej?

Kolejnym etapem, dotyczy to obydwu fundacji, jest etap przekazywania psa przyszłemu właścicielowi. W każdej z nich przebiega on nieco inaczej.

Zanim pracownicy fundacji Vis Maior przekażą psa, starają się jak najwięcej dowiedzieć na temat stylu życia przyszłego właściciela. Pomaga to im w jak najlepszym dopasowaniu człowieka i psa. Następnie wraz z osobą zainteresowaną omawia się i ustala przebieg zajęć indywidualnych oraz kursu zżywania się z psem. Znakomita większość zajęć wprowadzających kandydata na właściciela do życia z psem odbywa się w Warszawie. Wreszcie instruktor przyjeżdża do miejsca zamieszkania przyszłego właściciela, aby tam właściciel i pies nauczyli się wspólnie najczęściej używanych tras i aby pies oswoił się ze swoim nowym domem. Podczas kursu osoba niewidoma nie tylko uczy się, jak pracować z psem, ale również jak należy się o niego troszczyć, jak rozumieć jego zachowania. Podczas tych zajęć, trwających nieraz i 2 miesiące, nawiązuje się pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem więź i wzajemne zaufanie. Gdy osoba niewidoma uzna, że zżyła się już z psem, a pracownicy Fundacji widzą to samo, wtedy przychodzi czas na egzamin, na którym sprawdza się, jak dają sobie radę na znanej i na nieznanej trasie. Gdy tandem zda egzamin pomyślnie, następuje przekazanie psa osobie niewidomej. Świeżo upieczony właściciel otrzymuje od Fundacji certyfikat dla psa przewodnika oraz podpisuje z Fundacją umowę o przyjęciu psa, w której zastrzega się między innymi, że pies powinien wykonywać swoją pracę w godnych warunkach. Właściciel otrzymuje również: smycz, obrożę, kaganiec oraz uprząż, jak również książeczkę zdrowia psa przewodnika.

Fundacja na rzecz Osób Niewidomych Labrador - Pies Przewodnik przeprowadza tę procedurę w następujący sposób. Pierwszy etap przekazywania psa - to co najmniej 10-dniowy kurs w Poznaniu. W tym czasie przyszły właściciel otrzymuje podstawowe informacje na temat poruszania się z psem, opieki nad nim oraz uprawnień osób korzystających z pomocy psów przewodników. Pobyt na kursie finansuje Fundacja. Przekazywanie psa prowadzi treser, który szkolił psa. Podczas kursu nawiązuje się zaufanie pomiędzy psem a człowiekiem. Praca z psem rozpoczyna się od pokonywania łatwych tras, a potem przechodzi się stopniowo do coraz trudniejszych. W programie kursu jest również obowiązkowa wizyta u weterynarza, której celem jest ocena stanu zdrowia psa. Właściciel otrzymuje wskazówki na temat opieki i żywienia zwierzęcia. W czasie ostatniego dnia kursu następuje podpisanie umowy o przekazanie psa pomiędzy właścicielem a Fundacją. Umowa ta jest podpisywana na  okres do ukończenia przez psa 8 roku życia, a następnie może być dwukrotnie przedłużona o rok, jednakże wymagana jest w tym celu opinia lekarza weterynarii. Właściciel zobowiązuje się również do zapewnienia psu właściwego wyżywienia, codziennej opieki, w tym opieki weterynaryjnej.

W umowie fundacja, jako właściciel psa, zastrzega sobie możliwość odebrania go osobie niewidomej, gdyby ta źle go traktowała, nie zapewniała mu należytej opieki lub ze swojej winy zaprzestała z nim pracować. Ponadto osoba niewidoma jest zobowiązana ubezpieczyć psa we wskazanym przez Fundację towarzystwie ubezpieczeniowym. Niewidomy otrzymuje, oprócz obroży i smyczy, uprząż i znaczek - identyfikator Fundacji. Podpisanie umowy kończy pobyt w Poznaniu. Pora wracać do domu. Osoba niewidoma, wraz z psem oraz instruktorem, jadą do jej miejsca zamieszkania, w którym przez okres 5 dni uczą się razem trzech najważniejszych dla niewidomego opiekuna psa tras. Na zakończenie tego etapu otrzymuje się certyfikat psa przewodnika. Jest on w dwóch formatach: A4 oraz karty kredytowej. Ponadto otrzymamy dokument zawierający informacje prawne dotyczące korzystania z psa przewodnika. Jest to zakończenie przekazania psa.

Mam już upragnionego psa. Co dalej?

Od tego dnia, dnia przekazania psa przewodnika osobie niewidomej, rozpoczyna się ciekawy, a jednocześnie trudny czas zarówno dla psa, jak i dla jego właściciela. Są to lata, podczas których nawiąże się silna więź pomiędzy właścicielem a jego psem. Najtrudniejsze są pierwsze 2 lata. To czas wytężonej pracy, konsekwentnego postępowania, nagradzania prawidłowych i eliminowania niechcianych zachowań czy błędów. To czas sukcesów i porażek, bo nie wszystko będzie szło tak, jak byśmy chcieli, albo tak, jak sobie wymarzyliśmy. Musimy być przygotowani na pojawienie się różnego rodzaju problemów, bo nasz pies będzie nas sprawdzać. Będzie chciał się dowiedzieć, na co może sobie pozwolić. Wydaje się, że zostaliśmy sami z naszym psem i trudnościami, jakie się pojawiają w trakcie wspólnej pracy. Na szczęście tak nie jest.

Każda z wymienionych tu fundacji oferuje swoim psom oraz ich właścicielom pomoc.

Fundacja Vis Maior oferuje osobom niewidomym, którym przekazała psa, dalszą pomoc w zakresie szkolenia psów, jak również udziela rad, jak rozwiązywać powstałe problemy.

Fundacja na Rzecz Osób Niewidomych Labrador - Pies Przewodnik wysyła po miesiącu instruktora do osoby niewidomej na wizytę sprawdzającą, następnie instruktor ponownie kontroluje postępy niewidomego i jego psa po upływie pół roku. Kolejne wizyty instruktora u osoby niewidomej odbywają się zgodnie z zapotrzebowaniem, nie rzadziej niż raz w roku. Oprócz tego, osoby niewidome wraz z psami, są raz w roku zapraszane na weekendowe spotkania. Celem tych spotkań jest sprawdzenie kondycji oraz pracy psów, jak również pomoc w rozwiązaniu powstałych problemów oraz integracja środowiska.

Kilka słów na zakończenie

Pomimo wielu trudności i chwil zwątpienia uważam, że moja decyzja o wzięciu psa przewodnika była słuszna. Współpraca z nim okazała się wielką, niekończącą się przygodą. Kontakt ze zwierzęciem sprawił mi wiele przyjemności, podróżowanie stało się mniej stresujące, szybsze, sprawniejsze i bezpieczniejsze. Oczywiście, jest to moje osobiste zdanie na ten temat. Dlatego uważam, że zanim ktoś zdecyduje się na życie w towarzystwie psa, powinien dobrze się nad tym zastanowić. Ja nie żałuję.

Agnieszka Pelczarska

Actilino - więcej niż terminal brajlowski

 

Wśród wielu urządzeń oferujących użytkownikom możliwość korzystania z komputera czy telefonu z użyciem alfabetu brajla na szczególną uwagę zasługuje Actilino.

Ten niewielkich rozmiarów, szesnastoznakowy notatnik i terminal brajlowski zaspokoi potrzeby nawet najbardziej wymagających użytkowników. Urządzenie jest monitorem brajlowskim z funkcją odsłuchu komunikatów głosowych czytnika ekranu, do którego zostało podłączone. Dzięki tej funkcji możemy np. bez wyjmowania telefonu z kieszeni korzystać z niego, używając brajla i mowy syntetycznej.

Actilino potrafi obsługiwać do czterech urządzeń jednocześnie. Trzy za pośrednictwem Bluetooth i jedno podłączone przez USB. Wydawać by się mogło, że wadą urządzenia jest bardzo niewielki monitor brajlowski. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że komórki monitora są czułe na dotyk, co oznacza, że urządzenie śledzi pozycję palca na tekście brajlowskim i przewija treść automatycznie, to będziemy musieli przyznać, że wada nie jest tak istotna jak początkowo sądziliśmy.

Dodajmy do naszego monitora zestaw wbudowanych aplikacji – urządzenie wyposażono w edytor, kalkulator, terminarz, budzik i stoper – oraz dobry stosunek jakości do oferowanej ceny, a będziemy musieli stwierdzić, że zakup urządzenia wart jest poważnego namysłu. Jakkolwiek Actilino nie jest z pewnością komfortowym czterdziestoznakowym terminalem brajlowskim ani wyposażonym we wszystkie funkcje poszukiwane przez użytkowników notatnikiem brajlowskim, należy stwierdzić, że oferowany przez producenta kompromis pozwoli użytkownikom na skuteczne korzystanie z urządzenia brajlowskiego, dając im jednocześnie bodaj w pewnym stopniu wolność od stałego korzystania z komputera czy smartphone’a.

Dzięki zastosowanym rozwiązaniom Actilino nie wymaga instalowania specjalnych sterowników. Sprzęt jest wykrywany automatycznie po podłączeniu do urządzeń, z którymi współpracuje. Actilino jest zgodne z czytnikami ekranu dla Windows, Mac OS, iOS oraz dla systemu Android.

Szczegółowe informacje wraz ze specyfikacją techniczną omawianego urządzenia można znaleźć na stronie:

https://handytech.de/en/products/mobile-braille-displays/actilino

Wojciech Maj

Kupujemy dostępną pralkę

 

Problem wydaje się banalny, bo przecież pralka jaka jest, każdy widzi. Parę przycisków, pokrętło lub dwa i tyle. To się rzeczywiście może zgadzać, chociaż raczej w odniesieniu do tańszych modeli. Nie mają one zbyt wielu opcji, toteż i nie znajdziemy tam zbyt wielu ustawień. Wystarczy więc pamięciowe opanowanie kolejności programów, funkcji tych kilku przycisków, a w ostateczności ustawienie naszej pralki w sposób jak najbardziej uniwersalny i pranie wszystkiego na jednym programie, w tej samej temperaturze itd. Jest to jakiś pomysł. Jednak, po pierwsze, nie zawsze tak się da, a po drugie, od tego są przecież opcje, żeby z nich korzystać.

Jak zatem rozwiązać problem?

Na pomysł stosunkowo tani i dość efektywny wpadła firma Whirlpool, która stworzyła specjalne nakładki montowane na panelu urządzenia. Nakładki są przezroczyste, tak więc nie wpływają na komfort obsługi przez widzących członków rodziny. Zaopatrzono je w napisy w brajlowskie, a listę wspieranych urządzeń można zobaczyć na stronie http://www.siegnijpo6zmysl.pl/, gdzie bezpłatnie możemy zamówić taką nakładkę.

Istnieje jednak jeszcze jeden sposób na ułatwienie sobie życia w tej materii, chociaż wymaga on od nas posiadania smartphone’a. Coraz więcej urządzeń AGD producenci wyposażają w moduł Bluetooth czy Wi-Fi, aby można było sterować nimi właśnie przez smartfon. Wadą tego pomysłu jest, że możliwy problem z dostępnością dedykowanych aplikacji, a rzadko zdarza się, by można było sprzęt wypróbować przed zakupem.

Dlatego też chciałbym w tym miejscu opisać urządzenie, które sam posiadam. Pralka, o której mowa, została wyposażona w interesujące z naszego punktu widzenia funkcje. Poświęćcie zatem drodzy czytelnicy kilka chwil uwagi pralce firmy Samsung - model WW90K6414QW.

Addwash, Diamond Drum, EcoBubbles, Digital Inverter - segment premium

Zacznijmy od tego, że urządzenie to zdecydowanie nie należy do tanich i z portfela może zabrać ok. 2500 zł. Wynika to z faktu, że Samsung w tej serii postanowił przygnieść użytkownika technologiami. Bezszczotkowy silnik, dodatkowe drzwiczki, przez które można dorzucić zapomnianą część bielizny w trakcie prania, specjalnie profilowany bęben, mający chronić przed zagnieceniami, to tylko część z tego, czym uraczy nas wspomniana pralka.

I pomyśleć, że jeszcze niedawno programator był szczytem luksusu. W każdym razie kluczowymi dla nas funkcjami są "Smart Control" oraz "Smart Check", czyli nic innego jak sterowanie pralką przy pomocy smartfonów (zarówno z systemem Android, jak również iOS).

Na temat WW90K6414QW słów kilka

Na początek kilka danych technicznych. Ładowność 9 kg, ilość obrotów 1400, klasa energetyczna A+++, zużycie energii podczas jednego cyklu 0,6 kWh. Dodając do tego silnik w technologii Digital Inverter, który rzeczywiście ma wpływ na głośność pracy całego urządzenia, otrzymujemy naprawdę dobrej klasy pralkę. Łyżką dziegciu w tej beczce miodu może być obecność dotykowych przycisków na panelu frontowym, jednak z własnego doświadczenia mogę śmiało powiedzieć, że jest to problem, który da się pokonać.

Na szczęście nie jest to klasyczny ekran dotykowy, na którym rozlokowanie funkcji może się dowolnie zmieniać, tylko kilka przycisków, które są zawsze w tych samych miejscach, w dodatku nie ma problemu z ich zlokalizowaniem, gdyż otoczone są wystającą z powierzchni panelu ramką, dodatkowo między każdym z tych przycisków jest wyraźnie wyczuwalna przerwa. Ułatwieniem są także dźwięki wydawane przez urządzenie po każdym wciśnięciu przycisku, przekręceniu programatora itd, przy czym dźwięki te nie są zawsze takie same dla aktywacji i dezaktywacji dowolnej funkcji, włączenia i wyłączenia całego urządzenia, braku możliwości aktywacji dowolnej opcji itd. Na przykład w programie "czyszczenie bębna" nie da się ustawić ani temperatury, ani szybkości wirowania, zatem próba zmiany tych parametrów spowoduje odtworzenie dźwięku błędu. Jednak w innych programach, gdzie taka możliwość istnieje, przy zmianie tych parametrów usłyszymy inny dźwięk, który powie nam, że rzeczywiście coś się zmieniło. W dodatku jeśli wrócimy do wartości domyślnej, usłyszymy jeszcze inny dźwięk. Oczywistą zaletą pralki jest fizyczny, więc mechaniczny włącznik zasilania oraz przycisk "start/stop", którym uruchamiamy proces prania. Mimo wszystko ustawianie prania z poziomu urządzenia jest niestety raczej niewskazane, z uwagi na fakt, że pralka z reguły zapamiętuje ostatnio użyty program. Czasem jedna zdarza się, że na start ustawi się program bawełna i nie mam pomysłu na zweryfikowanie tego stanu rzeczy bez posiłkowania się wzrokiem z uwagi na fakt, że pokrętło służące wyboru programu to cyfrowy potencjometr, tak więc jego pozycja nie ma absolutnie żadnego znaczenia i naklejanie tam czegokolwiek jest bezzasadne. Jedynym sensownym sposobem na ustawienie programu jest skorzystanie z dedykowanej aplikacji Smart Home, która zasługuje na kilka słów omówienia.

Technologie Smart Control oraz Smart Check

Firma Samsung w swoich urządzeniach stosuje dwa rozwiązania, dzięki którym możliwa jest współpraca w tandemie ze smartfonem. Pierwsze z nich to technologia Smart Check, która pozwala na samodzielne diagnozowanie ewentualnych problemów z urządzeniem. Potrzebna do tego jest aplikacja Samsung Washer, dostępna w sklepie Play oraz Appstore. W razie problemów urządzenie potrafi wyświetlić na swoim ekranie specjalny kod, który można zeskanować w aplikacji i z poziomu smartphone’a dowiedzieć się, co jest przyczyną problemu, co zrobić, aby go rozwiązać, o ile da się zrobić to bez pomocy serwisu itp. Druga funkcja, którą zajmę się w dalszej części artykułu to Smart Control, czyli możliwość sterowania urządzeniem przez smartphone’a. Tutaj, oprócz aplikacji Samsung Washer, potrzebujemy również dostępnej na obie platformy aplikacji Smart Home, która służy do sterowania wszelkimi urządzeniami AGD firmy Samsung, wyposażonymi w moduł Wi-Fi. Na wstępie należy powiedzieć, że zdecydowanie uprzywilejowani są w tym przypadku posiadacze telefonów z Androidem, bo aplikacja znacznie lepiej współpracuje z Talkback niż z VoiceOverem. Głównym problemem w przypadku tego ostatniego jest brak możliwości uruchomienia prania. Nie ma problemu z ustawieniem programu, temperatury wody, ilości płukań etc, ale po wszystkim nie jestem w stanie uruchomić pralki, a w przypadku aktywnej funkcji Smart Control nie ma możliwości uruchomienia procesu z poziomu panelu urządzenia. Pozostaje mieć nadzieję, że przy którejś aktualizacji firma Samsung naprawi ten błąd. W przypadku Androida ten problem nie występuje, chociaż widać, że dostępność aplikacji jest dziełem raczej przypadku niż świadomego działania.

Pierwsza konfiguracja

Zanim będziemy mogli cieszyć się używaniem smartphone’a jako pilota do pralki, należy wykonać kilka czynności. Przede wszystkim niezbędne jest założenie konta Samsung. Proces ten wymagać będzie przeczytania kodu z obrazka bez alternatywy dźwiękowej, przynajmniej tak było, gdy sam zakładałem takie konto, warto więc w tym celu posłużyć się raczej komputerem niż smartfonem. Następnym krokiem będzie pobranie aplikacji ze sklepu Play i zalogowanie się na wcześniej utworzone konto Samsung. Kolejnym krokiem będzie pierwsza konfiguracja pralki. W tym celu przytrzymujemy przez co najmniej trzy sekundy przycisk Smart Control (pierwszy z dotykowych przycisków od prawej strony na dole) aż usłyszymy dźwięk potwierdzający wejście w tryb konfiguracji urządzenia. W tym momencie pralka tworzy własną... uwaga! sieć Wi-Fi po to, aby można było, korzystając wyłącznie ze smartphone’a, przeprowadzić proces konfiguracji. Zasadniczo proces jest prosty i intuicyjny.

W aplikacji Smart Home odnajdziemy przycisk "Dodaj urządzenie", a dalej kreator w jasny i zrozumiały sposób podpowiada, co i gdzie wpisać. Potrzebne będą znowu dane konta Samsung oraz dane dostępu do naszej domowej sieci Wi-Fi, gdyż tą drogą urządzenie będzie można kontrolować. Podstawową zaletą takiego rozwiązania jest zdaniem Samsunga możliwość włączenia prania z jakiegokolwiek miejsca na świecie, o ile dysponuje się tam dostępem do Internetu. Możemy np. wstawić pranie, wsypać proszek, wlać płyn do płukania, innymi słowy przygotować pranie, a włączyć je gdy będziemy szykować się do powrotu z pracy. W ten sposób, wchodząc do domu, będziemy mieli świeżo wyprane rzeczy przygotowane do wyjęcia i wysuszenia.

W przypadku iPhone’a procedura jest niemal równie prosta, z jednym wyjątkiem, tj. musimy ręcznie przełączyć urządzenie do sieci Wi-Fi utworzoną przez pralkę. Wersja na Android zrobi to sama za nas. Sprawdzaliśmy, czy możliwe jest zarejestrowanie więcej niż jednego urządzenia do sterowania pralką i taka możliwość istnieje, jednak całą konfigurację, włącznie z ustawieniem pralki, należy wykonać na każdym ze smartphone’ów.

Smart Home na każdy dzień

Standardowa procedura nastawiania prania wygląd mniej więcej tak… Włączamy pralkę, naciskamy krótko przycisk Smart Control i czekamy aż pralka wyda dźwięk mówiący o tym, że połączyła się z Wi-Fi i zalogowała się na konto Samsung. Następnie sięgamy do smartphone’a i uruchamiamy aplikację Smart Home. To chwilę potrwa, jednak na zakończenie powinno się pokazać okno, w którym, prócz nieistotnych w tej chwili komunikatów, powinniśmy odnaleźć napis "pralka gotowa". Stukamy w niego dwa razy i uruchamia się aplikacja Samsung Washer. Pokaże się okno, w którym wyświetlana jest informacja o wybranym programie oraz ustawionych opcjach, jak np. ilość płukań, temperatura itd. Stuknięcie w dowolną z tych informacji pozwoli na ustawienie danego parametru według własnych preferencji. Innymi słowy, aby zmienić program, stukamy dwukrotnie w jego nazwę i wybieramy program spośród dostępnych na liście. Niestety na początku może wydawać się, że stuknięcie nic nie daje, a to dlatego, że prócz listy programów w oknie widać całą resztę parametrów, jednak przy odrobinie cierpliwości można wybrać, co trzeba. Oczywiście na zakończenie należy włączyć pralkę i tu jest malutki problem, gdyż przycisk ten Talkback czyta jako "main_control_btn_large", jednak stuknięcie w ten tekst powoduje uruchomienie wybranego programu. Od tego momentu nie pozostaje nam nic innego, jak poczekać na koniec prania. Warto nadmienić, że przewidywana godzina zakończenia cyklu wyświetla się na ekranie aplikacji, a przycisk, którym uruchomiliśmy pranie, nadal jest aktywny i można użyć go do chwilowego przerwania procesu. Gdy pranie się skończy, aplikacja wyświetli odpowiednie powiadomienie.

Na koniec mała uwaga. Uruchomienie aplikacji Smart Washer z pominięciem Smart Home nie da możliwości sterowania pralką. Służy tylko do diagnostyki ewentualnych błędów.

Podsumowanie

Prócz Samsunga jeszcze kilku producentów urządzeń AGD instaluje moduły Wi-Fi lub Bluetooth w swoich urządzeniach i istnieje możliwość, że istnieje alternatywa od rozwiązania posiadanego przeze mnie. Nie mniej jednak, zwłaszcza dla posiadaczy smartfonów z Androidem, pralka jest „jakoś” dostępna, chociaż da się zrobić to lepiej. Ta tendencja sterowania urządzeniami przez smartphone’a będzie wzrastać i może już za kilka lat każda pralka, kuchenka, ekspres do kawy będzie miał takie możliwości. Póki co, jedynie urządzenia klasy premium wyposażone są w tego typu rozwiązania. Często możliwość sterowania nimi za pośrednictwem smartphone’a jest jedynym dostępnym dla nas sposobem używania tych urządzeń, ponieważ wyposaża się je w ekrany dotykowe. Wydaje się więc, że obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, powinniśmy w każdy dostępny sposób lobbować na rzecz dostępności urządzeń AGD i w ogóle wszelkiej elektroniki powszechnego użytku. Choć dostępność mojej pralki nie jest być może „na piątkę” w żadnym razie nie zamierzam jej oddawać. Dzięki zastosowanym w niej rozwiązaniom, możemy się z żoną cieszyć się większą niezależnością w życiu codziennym, a z pralką, jak do tej pory, nie mieliśmy większych problemów.

Tomasz Bilecki

Mój Mac na wyżynach

 

Jako posiadacz komputera z nadgryzionym jabłkiem od czasu do czasu dzielę się na łamach Tyfloświata moimi wrażeniami z używania kolejnych wersji Mac OS. Przyznaję, że od napisania ostatniego tekstu tego rodzaju minęło już sporo czasu, ale na usprawiedliwienie podam, że kolejne wersje nie wnosiły niczego istotnego z punktu widzenia użytkowników z dysfunkcją wzroku. Chyba, że za istotne uznamy nienaprawianie starych błędów i dokładanie nowych drobnych uciążliwości.

Sierra, czyli Siri na Macu

Poprzednia wersja systemu wzbudziła we mnie nadzieje na jakiś istotny przełom. Pomyślałem sobie, że Apple, tak jak czyni to Microsoft, będzie dążyć do stworzenia jakiegoś systemu uniwersalnego, środowiska, w którym nasze aplikacje uruchomimy tak na komputerach, jak i na urządzeniach mobilnych. Zawiodłem się. Wygląda bowiem na to, że zdaniem specjalistów z Apple’a urządzenia mobilne są do użytku codziennego, domowego, a dopiero w drugiej kolejności do zastosowań profesjonalnych, a komputery odwrotnie.

A Siri? Wprawdzie asystent został włączony do Mac OS, umie niewiele i w obecnej postaci należy traktować go raczej jako zabawkę niż cokolwiek innego, ale przyznać muszę, że po instalacji pierwszej wersji Sierry bardzo ułatwił mi życie. Błąd oprogramowania powodował, że sprawdzenie stanu naładowania baterii mego laptopa było po prostu niemożliwe i jedynym sposobem, by to zrobić było zapytanie Siri o stan naładowania akumulatora.

A jak jest na wyżynach?

Najnowsza wersja systemu od Apple’a nazywa się High Sierra, a na stronie producenta znajdziemy slogan reklamowy „Twój Mac na wyżynach”. Stąd tytuł mego artykułu. Ktoś może zapyta: czemu właściwie zdecydowałem się na instalację tej wersji systemu na starym, spełniającym zaledwie w sposób graniczny wymagania sprzętowe urządzeniu. Po pierwsze nie miałem lepszego pod ręką. Po drugie z zapowiedzi można było wnosić, że wydajność systemu ma zostać poprawiona, a po trzecie wreszcie, nie miałem wiele do stracenia, bo mój komputer już pod poprzednim systemem działał w sposób, powiedzmy to uczciwie, niespełniający oczekiwań nawet mało wymagającego użytkownika. Skoro tak, to uznałem, że instalacja kolejnej wersji zaszkodzi mi w minimalnym stopniu, a czytelnikom Tyfloświata być może dostarczy interesującej lektury.

Miłe zaskoczenie

Zaczęło się okropnie. W odróżnieniu od poprzednich wersji, komputer po instalacji nowego systemu przestał gadać, a włączenie lub wyłączenie VoiceOvera okazało się zwyczajnie niemożliwe. Musiałem więc poprosić żonę, by pomogła mi dokończyć konfigurację, ale nawet wtedy głos komputerowi nie powrócił. Dopiero ponowne uruchomienie systemu przywróciło porządek świata. Po przeanalizowaniu prawdopodobnych przyczyn takiego zachowania uważam, że system nie był winien. Co więcej, powtórzyłem procedurę instalacji, żeby zobaczyć, gdzie tkwi problem, ale tym razem połączyłem z komputerem moją linijkę brajlowską. Okazało się, że wprawdzie mowę diabli wzięli, ale brajl działa i wszystko co należy, z przywróceniem syntezy mowy włącznie, da się na komputerze zrobić. Może należało dopracować procedurę uruchamiania głosów kompatybilnych z czytnikiem ekranu i w razie wykrycia w systemie starego, niekompatybilnego głosu, podmienić go nowym już podczas pierwszego uruchamiania nowego systemu, bo przecież nie każdy niewidomy użytkownik Maca ma do dyspozycji monitor brajlowski, a wreszcie nie każdy zna brajla, ale, nie będąc programistą, nie jestem w stanie powiedzieć, na ile takie rozwiązanie jest technicznie wykonalne.

Czemu więc miłe zaskoczenie? Przyczyn jest kilka.

Najważniejsza dla mnie to zauważenie wielojęzyczności użytkowników czytnika ekranu. High Sierra wprowadza automatyczną zmianę języka syntezatora mowy oraz automatyczną zmianę tablicy brajlowskiej w zależności od czytanego tekstu. Należy oczywiście zadeklarować języki spośród których chcemy wybierać język czytanej treści, czyli mówiąc prościej w ustawieniach VoiceOver włączyć nasze języki robocze. Wprawdzie automatyczna zmiana języka działa tylko w przeglądarce internetowej, ale tak czy inaczej, jest to krok w bardzo dobrym kierunku. Dodajmy, że wreszcie można ustawiać niezależnie od siebie parametry pracy poszczególnych głosów syntetycznych. To ostatnie z pewnością ucieszy osoby chcące korzystać z Maca podczas nauki języków obcych. Porównując omawiany mechanizm z tym, z którego korzystają użytkownicy JAWS czy NVDA muszę jednak powiedzieć, że w środowisku Windows, przynajmniej na razie, wielojęzyczność działa znacznie lepiej.

Po drugie przeglądarka plików PDF zaczęła obsługiwać nawigację w tych plikach w sposób zbliżony do tego, który znamy z podobnych aplikacji w Windows. Kolejna przyjemna zmiana na lepsze to sposób działania systemowej poczty e-mail. Znowu możliwe jest dość komfortowe czytanie wiadomości.

Podsumowując

Jeśli macie maszynę od Apple’a, jeśli chcecie korzystać z niej, używając systemowego czytnika ekranu, to High Sierra jest dla was. Syntezatory stały się w sposób istotny bardziej responsywne, w wielu aplikacjach poprawiono współpracę z VoiceOver, a samo oprogramowanie działa jakby lżej. Mój skazany na odejście do historii komputer po instalacji nowego systemu stał się znów maszyną, której będę z powodzeniem używał.

Damian Przybyła

Niezbędnik niewidomego krótkofalowca

 

Na łamach Tyfloświata pisaliśmy już o tym, jak, będąc osobą z dysfunkcją wzroku, wybrać sobie odpowiednie do naszych potrzeb i ograniczeń urządzenie nadawczo-odbiorcze. Ale, że obecnie praktycznie żadne urządzenie w otoczeniu człowieka nie istnieje bez aplikacji wspomagających jego obsługę lub wzbogacających jego funkcje, uznaliśmy za rozsądne zaproponować czytelnikom omówienie kilku programów, które ułatwią radioamatorowi z dysfunkcją wzroku uprawianie swojego hobby. Poniżej omówimy kilka wybranych aplikacji dla krótkofalowców. Lista nasza nie jest kompletna, obejmuje jedynie aplikacje dla systemu Windows. Nie wyczerpuje ona także wszystkich zastosowań aplikacji komputerowych czy mobilnych, które krótkofalowcy mogliby uznać za pożyteczne. W wyborze naszym kierowaliśmy się zestawem funkcji oferowanych przez omawiane aplikacje, lecz kryterium podstawowym była ich kompatybilność z czytnikami ekranu. Z tego m.in. powodu odpadły z poniższego omówienia programy takie jak np. mapy propagacji fal radiowych, analizatory widma stosowane przy tworzeniu konstrukcji radiowych czy anten lub programy do przesyłania drogą radiową obrazów czy informacji w taki sposób, że odbiera się je w postaci grafiki.

Klasyfikacja oprogramowania radioamatorskiego

Programy, o których tu mowa możemy podzielić na kilka kategorii:

  1. Programy do prowadzenia dzienników łączności tzn. zwykłych (general logs) i programy do prowadzenia dzienników łączności w zawodach sportowych (contest logs).
  2. Programy edukacyjne – do tej kategorii zaliczymy programy do nauki alfabetu Morse’a, Odbiorniki wirtualne dostępne jako aplikacje webowe np. przez stronę http://www.websdr.org i emulatory propagacji fal radiowych – np. serwis Hamsfere.
  3. Oprogramowanie do prowadzenia łączności radiowych lub do internetowej komunikacji radioamatorskiej – DigiPan i Echolink.
  4. Wreszcie oprogramowanie umożliwiające sterowanie naszym urządzeniem radiowym i integrujące naszą radiostację z całym amatorskim środowiskiem pracy. Przykładem tego ostatniego jest Hamradio Delux.

Dzienniki łączności

Dziennik łączności radiowych, kiedyś papierowy, był dokumentem, który musiał prowadzić każdy radioamator. Obecnie, gdy istnieje tak wiele różnych metod komunikowania się, a łączność radiowa stała się przede wszystkim ciekawym hobby, nikt już nie wymaga prowadzenia takich dzienników. Radioamatorzy prowadzą je jednak po to, by w ten sposób dokumentować swoje osiągnięcia, zbierać potwierdzenia dokonania łączności radiowych wymaganych dla uzyskania nagród, dyplomów czy określenia, które miejsce w zawodach zajęła stacja identyfikowana znakiem, dla którego stworzono taki dziennik pracy. Dzienniki łączności prowadzi się także dlatego, że aktywność stacji radiowej może w pewnych okolicznościach (np. zbyt duża moc, źle wykonana instalacja antenowa lub antena źle dobrana do pasma, w którym pracuje) być uciążliwa dla otoczenia poprzez powodowanie zakłóceń odbioru sygnału telewizyjnego lub radiowego. Mając dziennik łączności, jesteśmy w stanie udowodnić, że nie nasza stacja powoduje zakłócenia, na które skarżą się sąsiedzi.

Prowadzenie elektronicznych dzienników pracy ma swoje oczywiste korzyści. Łatwiej przeszukuje się cyfrową bazę danych niż jej papierowy odpowiednik. Dziennik elektroniczny pozwala na łatwe tworzenie zestawień w rodzaju: liczba łączności na paśmie, liczba łączności z wybranym krajem, liczba i rodzaj łączności wymaganych dla dyplomu lub nagrody itd.

W zawodach sportowych np. bardzo ważne jest by wiedzieć, czy z jakąś stacją mieliśmy już łączność podczas zawodów czy też nie. Duplikaty kontaktów w większości zawodów nie są zaliczane do punktacji. Zadanie to w przypadku dziennika papierowego można wprawdzie określić jako wykonalne, ale usunięcie duplikatów możliwe jest dopiero wtedy, gdy przeglądamy zapis naszej aktywności po zakończeniu zawodów.

A oto lista przykładowych programów do prowadzenia dziennika łączności:

  1. N1MM (contest logger) (kiedyś znany jako n1mm classic lub tylko n1mm), teraz znany także jako n1mmplus,
  2. AClog,
  3. WSlog,
  4. XMlog.

N1mm+ i wariację

Program N1mm+, dawniej znany jako N1mm classic, to jeden z najpopularniejszych i najpotężniejszych dzienników do zapisywania łączności krótkofalarskich podczas zawodów sportowych. Wśród widzących użytkowników program jest znany jako bardzo skomplikowany. Na pierwszy rzut oka opinia taka może zniechęcać, ale trzeba powiedzieć, że ten, być może, trudny w konfiguracji i używaniu program oferuje swoim użytkownikom bardzo rozbudowane funkcje i nawet najbardziej wymagający użytkownicy nie powinni mieć powodu do narzekania. Od momentu powstania pierwszej wersji program był dostępny z czytnikiem ekranu Window-Eyes. Wprowadzenie wersji Plus przyniosło użytkownikom jeszcze większy komfort w tej dziedzinie. Wersja Plus ma piątkę ze względu na pełną dostępność. Wszystkie czytniki ekranu, w tym także NVDA, są wspierane. Wygląda na to, że autor programu, zauważając zmiany dotyczące czytników ekranu, wziął je pod uwagę. To rzadki i niewątpliwie zasługujący na pochwałę przypadek zachowania twórcy aplikacji mainstreamowej.

Instalacja programu nie należy do prostych. Dokonujemy jej w dwóch krokach. Najpierw trzeba pobrać bazowy instalator, dokonać instalacji, a potem zainstalować aktualizację zbiorczą dostępną po uruchomieniu programu. W najnowszej wersji konfigurator programu stał się prostym i dostępnym dla NVDA, co oznacza, że bez dodatkowej konfiguracji czytnika ekranu będziemy w stanie przejść przez kreatora ustawień programu N1mm+. Oprócz swych funkcji podstawowych, program posiada też możliwość kontroli urządzeń radiowych, a także możliwość kontroli rotora antenowego. Działania tej funkcji oraz jej dostępności autor niestety nie sprawdził, a to z powodu braku stosownego sprzętu.

Jakkolwiek sterowanie transceiverem czy rotorem antenowym z komputera jest bardzo wygodne, to omawiany program nie wymaga posiadania specjalnych urządzeń umożliwiających korzystanie z powyższych funkcji. Jako baza danych może być wykorzystywany bez żadnego dodatkowego sprzętu.

Zainteresowani mogą omawiany program pobrać ze strony:

https://n1mm.hamdocs.com/

WSlog

White Stick log, jak sama nazwa wskazuje, to program napisany specjalnie dla niewidomych krótkofalowców. Autorem programu jest Don - G0MDO. Program jest w pełni dostępny dla czytników ekranu, takich jak JAWS, NVDA lub SuperNova. Jest to proste, choć bardzo skuteczne narzędzie, doskonale nadające się do codziennej aktywności amatorskiej. Polecam go osobom początkującym. Bardzo przejrzysta instrukcja użytkownika oraz minimalistyczny interfejs programu sprawią, że stawianie pierwszych kroków będzie łatwe i przyjemne.

Program można pobrać pod adresem: http://www.easilog.co.uk/whitestick.htm

XMlog

Xmlog to rozbudowany program przeznaczony do prowadzenia dziennika codziennej aktywności stacji radioamatorskiej. Z poziomu programu można kontrolować parametry pracy transceivera. Obok zwykłej funkcji bazy danych, program daje użytkownikowi możliwość kontroli swej aktywności pod kątem spełniania warunków koniecznych do uzyskania dyplomów krótkofalarskich, takich jak WAZ, WAC lub WAS, a także DXCC. Program posiada możliwość nadawania alfabetem Morse’a tekstu pisanego na klawiaturze komputera. Funkcja przydatna, gdy nie posiadamy klucza do nadawania morsem. W praktyce omówioną funkcję traktowałbym jako ciekawostkę, ponieważ niewiele urządzeń i to takich, które zaliczylibyśmy do droższych, daje możliwość nadawania w ten sposób. Ciekawą funkcją programu jest wbudowana możliwość współpracy z serwisem DX cluster. Gdy posiadamy transceiver, którym można sterować z poziomu komputera, w łatwy sposób przestroimy urządzenie tak, by usłyszeć i przy odrobinie szczęścia zrobić łączność z rzadko spotykaną na pasmach amatorskich, a tym samym bardzo poszukiwaną przez krótkofalowców stacją radiową.

Program XMlog dostępny jest z czytnikami ekranu JAWS i NVDA. Można go znaleźć pod adresem: www.xmlog.com/

Programy edukacyjne

WS morse

WS Morse to program napisany przez autora omówionego powyżej programu WS log. Jest to łatwy program do uczenia się alfabetu Morse’a. W prostych lekcjach umożliwia opanowanie tegoż alfabetu z oferowanymi losowo generowanymi ćwiczeniami. Można odbierać słowa nadawane ze zmienną szybkością oraz regulować liczbę tzw. standardowych słów nadawanych w ciągu minuty (WPM). Słowo standardowe ma zawsze pięć znaków. Mogą to być cyfry, litery, znaki interpunkcyjne lub kombinacje znaków z powyższych grup. Po podłączeniu do komputera zewnętrznego klucza elektronicznego lub sztorcowego program pozwala na ćwiczenie nadawania.

Program jest dostępny pod adresem: http://www.easilog.co.uk/morse.htm

Na stronie programu znajdziemy wersję Wdmorse dla użytkowników widzących, a także dostępną pod nazwą WSmorse wersję napisaną specjalnie z myślą o użytkownikach czytników ekranu.

G4FON Koch Trainer

Podobnie jak WS Morse, G4FON Koch Trainer to programem do nauki alfabetu Morse’a.

Program jest nieco bardziej skomplikowany, ale możliwości jego są także większe. Obok regulacji szybkości nadawania mamy do dyspozycji odbieranie ze sztucznie zaszumionego sygnału, słuchanie sygnału o zmiennej sile, czyli tzw. zanikającej stacji, czy wreszcie słuchanie sygnału z uszkodzonego nadajnika lub sygnału od operatora, który brzydko nadaje. Metoda nauki proponowana przez autora programu wymaga sporego wysiłku, ale jeśli już zdobędziemy się na ten wysiłek, w stosunkowo krótkim czasie opanujemy umiejętność szybkiego lub bardzo szybkiego odbierania tekstu nadawanego alfabetem Morse’a.

Program jest dobrze dostępny z NVDA, choć w kilku miejscach wymaga korzystania z nawigacji obiektowej. Można go pobrać pod adresem: http://www.g4fon.net/

Odbiorniki wirtualne

O serwisach WebSDR [A1] i GlobalTuners [A2] pisał już dla Tyfloświata Patryk Faliszewski. W tym miejscu wypada tylko powiedzieć, że są one doskonałym narzędziem dla początkujących radioamatorów. Zanim weźmiemy mikrofon do ręki, ważne jest, byśmy nauczyli się, w jaki sposób przeprowadzić poprawną łączność radiową, byśmy poznali panujące na pasmach obyczaje, a przy okazji nauczyli się coś niecoś o propagacji fal radiowych.

O ile serwisy opisywane przez Patryka Faliszewskiego są bardzo dobrze dostępne, o tyle doskonałe pod względem merytorycznym narzędzie, jakim jest Hamsphere, pod względem dostępności nie należy do idealnych. Zaletą tego serwisu jest, że aplikacje do jego obsługi zostały stworzone praktycznie na wszystkie używane powszechnie platformy, tak mobilne, jak i desktopowe. Aplikacje do obsługi tego serwisu możemy instalować bez żadnego ryzyka, ponieważ mamy do dyspozycji trzydziestodniowy okres próbny. Dopiero po jego upływie korzystanie z Hamsphere jest płatne. Więcej informacji o Hamsphere można znaleźć pod adresem: http://hamsfere.com/

Programy do komunikacji amatorskiej

DigiPan

Łączność radiową zwykle kojarzy się z używaniem mikrofonu lub klucza telegraficznego. Tak rzeczywiście było w początkach radia. Należałoby właściwie powiedzieć, że wszystko zaczęło się od klucza, bo przecież mikrofon i przesyłanie głosu, to osiągnięcie o kilkanaście lat późniejsze niż skuteczna łączność radiowa. Gdy tylko opanowano przesyłanie sygnałów na odległość, rozpoczęły się poszukiwania sposobu na przesyłanie czegoś więcej niż tylko prosty przekaz z użyciem klucza telegraficznego. Stworzono tzw. radio dalekopis (emisja ta jest używana do dziś, a zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej na ten temat wpisując w wyszukiwarkę RTTY), a następnie, gdy komputery zadomowiły się w naszym życiu na dobre, rozpoczęto poszukiwania sposobu przesyłania sygnałów cyfrowych na odległość. Tak powstała radiowa łączność modemowa. Protokół tej łączności obecnie ma już chyba jedynie znaczenie historyczne. Powiemy więc, że oprogramowanie do jego obsługi było dobrze dostępne dla niewidomych tak w systemie DOS, jak i w Windows, zaś zainteresowanych tematem zachęcimy do wpisania w wyszukiwarkę frazy Packet Radio.

Rozwój cyfrowych sposobów łączności służył poprawie skuteczności przekazywania informacji. Radioamatorzy opracowali emisje, które z jednej strony wykorzystywały bardzo wąski fragment pasma do przesyłania tekstu, a z drugiej umożliwiały przekazywanie go na duże odległości przy użyciu bardzo małych mocy nadajnika. Emisje PSK 31 i PSK 63 w swoich nazwach zawierają informację o szerokości kanału potrzebnego do nawiązania połączenia. Jest to odpowiednio 31 i 63 herce (stacja nadająca standardową emisją FM używaną przez zwykłe stacje radiofoniczne na falach ultra krótkich potrzebuje co najmniej 100 kHz). Do odbioru emisji PSK potrzebny jest nam komputer z kartą dźwiękową, odbiornik mający możliwość odbierania stacji nadających modulacją jednowstęgową SSB lub jeszcze lepiej CW, kabel do połączenia gniazda słuchawkowego w odbiorniku z wejściem mikrofonowym naszej karty dźwiękowej i program, który tak otrzymany sygnał przetworzy na tekst, wyświetlany na monitorze. W przypadku braku kabla do połączenia urządzeń do eksperymentowania z emisjami cyfrowymi można użyć mikrofonu, który przyłożymy do głośnika naszego radia. Jak widać wymagania nie są zatem zbyt wielkie.

DigiPan to program darmowy. Interfejs jest dostępny, choć trzeba przyznać, że odbieranie łączności radiowych może być początkowo trudne. Przez ekran przelatuje wiele rozmów, a do ich odczytywania będziemy potrzebować kursora wirtualnego. JAWS radzi sobie z tym dość dobrze, NVDA niestety nieco gorzej. Program można pobrać pod adresem: http://www.digipan.net/

Emisji służących do nawiązywania łączności cyfrowych jest bardzo wiele. Oprogramowania do ich obsługi jeszcze więcej i z pewnością nie wyczerpaliśmy tutaj tematu.

Echolink

Na koniec wypada jeszcze omówić radioamatorską formę komunikacji hybrydowej. To sieć, a właściwie sieci, ponieważ takich sieci jest kilka, a my omówimy tutaj jedynie tę najbardziej popularną i w stu procentach dostępną. A zatem… To sieć, w której łączności odbywają się drogą radiową, ale łączność jest wspierana warstwą internetową.

Echolink, bo o nim mowa, zbudowany jest z otwartych na sygnały radiowe węzłów, które wymieniają między sobą informacje za pośrednictwem połączenia internetowego. Do części węzłów można łączyć się, używając radiostacji amatorskiej, nadającej na falach ultra krótkich. Część węzłów otwarta jest tylko na połączenia internetowe. Jednakże wszystkie węzły, które są otwarte na sygnał radiowy mają także możliwość przyjmowania połączeń z Internetu. Do korzystania z sieci Echolink służy aplikacja o takiej samej nazwie, dostępna pod adresem http://www.echolink.org..

Uwaga! Do korzystania z tej aplikacji posiadanie licencji radioamatorskiej jest bezwzględnie wymagane. Aplikacja spełnia wymogi dostępności na platformach mobilnych Android i iOS oraz w systemie Windows.

Zwonimir Staneczić

 


[A1]Podlinkuj proszę w tym miejscu tekst Patryka

Faliszewskiego, który ukazał się na naszym portalu

[A2]Tu analogicznie proszę o dodanie odnośnika do tekstu z naszego serwisu

Lire - nowości w wersji 3.0

 

Program Lire jest dobrze znany wielu niewidomym użytkownikom mobilnych urządzeń firmy Apple. Szczegółowo omawiałem go zresztą na łamach pierwszego tegorocznego numeru Tyfloświata - Tyfloświat 1 (34) 2017. Przypomnę tylko, że jest to zaawansowany czytnik kanałów RSS, który jest w pełni dostępny, a więc dobrze działa ze screenreaderem VoiceOver, umożliwia wyświetlanie tekstu całego artykułu, zmianę jego wielkości i posiada szereg opcji eksportu. Na początku tego roku w końcu pojawiła się długo oczekiwana nowa wersja Lire, oznaczona numerem 3.0. Pełen wykaz nowości i zmian można znaleźć na podstronie Lire w App Store. Ja skupię się na najważniejszych z nich, przybliżając przy okazji niektóre z aspektów działania aplikacji Lire.

Kopia Kanałów RSS niezbędna przed migracją

Lire zapisuje teraz w nowy sposób swoje dane, tak więc w przypadku, gdy nie korzystaliśmy wcześniej z usługi synchronizującej Feedly, a z domyślnie proponowanego trybu standalone mode, z pewnością utracimy nasze informacje. Aby temu zapobiec, należy wcześniej wyeksportować nasze kanały RSS do pliku OPML, tak by potem móc je po ponownie zaimportować do programu. Polecam jednak synchronizować je z którąś z proponowanych usług, przy czym Feedly wydaje mi się najbardziej popularną, a do tego możemy się do niej zalogować naszym kontem Twitter lub Facebook.

Lire 3.0 - wybrane nowości

Poniżej najistotniejsze modyfikacje, jakie pojawiły się w Lire 3.0:

  • Zmienił się interfejs programu, przy czym zmiany, choć duże, nie są rewolucyjne. Dzięki nim rozkład opcji programu jest bardziej logiczny.
  • Można teraz bez kłopotu otworzyć plik OPML i zaimportować z niego źródła RSS. Program wspiera nowy sposób zapisywania i otwierania, tak więc listę naszych kanałów RSS, zapiszemy np. w iCloud.
  • Pojawiła się możliwość synchronizacji kanałów RSS z różnymi usługami: Feedly, FeedHQ, The Old Reader, Inoreader, BazQux Reader.
  • Twórcy programu uwzględnili nowe czcionki w opcjach wyglądu tekstu.
  • Po ponownym uruchomieniu, Lire kontynuuje uprzednio rozpoczęte działania, a użytkownik znajdzie się w tym miejscu programu, w którym zakończył lekturę (konkretny folder, kanał RSS, albo ich lista).
  • Wprowadzono możliwość skorzystania z dodatkowego parsera tekstu (Mercury Web Parser), gdyby domyślne odczytanie całego tekstu stało się niemożliwe. Stosowna opcja znajduje się w menu Share.
  • Program działa znacznie wydajniej, szybciej pobiera artykuły , dzięki czemu większość wielostronicowych artykułów, zostanie wyświetlona na jednej stronie.
  • Można teraz zgłaszać problemy z określonym kanałem RSS, artykułem oraz jego cachingiem (wydobywaniem tekstu do przeczytania). Stosowną opcję “Report a Problem” można znaleźć przy każdym artykule, albo w opcjach kanału RSS.
  • Można teraz zdecydować, jak zachowa się przycisk drugi od końca na dole. Do wyboru m.in.: Instapaper, Pocket, Lista, Czytelnia i Star (oznacz gwiazdką).
  • Możliwość konfiguracji gestów “Przesuń w lewo” - “Przesuń w prawo”, które, używając VoiceOvera, realizujemy korzystając z pokrętła. Jeden z nich pozwoli nam na oznaczenie nieprzeczytanych artykułów, a dzięki drugiemu możemy już z poziomu pokrętła i nieotwartego artykułu, oznaczyć go gwiazdką, albo wysłać do usługi typu Pocket itp.
  • Poprawiono opcje VoiceOver, dzięki którym można ustawić, co i kiedy program ma odczytywać.
  • Dodano możliwość wyszukiwania i subskrybcji określonych słów w Google News i Bing News.

Czy warto?

Duża i niespodziewana aktualizacja programu Lire do wersji 3. to ogromny krok w jego rozwoju. Działa on teraz bardzo sprawnie i wydajnie. Aktualizację bardzo polecam, choć u mnie akurat pojawił się poważny problem, o którym poniżej.

Niestety Lire nie działa zawsze i wszędzie

Od pojawienia się Lire w wersji 3.0 wielu użytkowników sygnalizowało problemy z działaniem aplikacji. Stąd początkowe jej częste aktualizacje, które miały rozwiązać problemy synchronizacji z Feedly oraz innymi dostawcami. I gdy zdawało się już działać dobrze, pojawił się dziwny problem, który nie wiadomo dlaczego wystąpił akurat u mnie i być może większej liczby użytkowników. Lire na moim iPhonie 7 po prostu przestał działać. Uruchamia się, pobiera kanały, a następnie zamyka. Dlaczego tak jest? Nie wiadomo. Pytałem, testowałem rozmaite scenariusze: praca z Feedly, bez Feedly, restart aplikacji, jej ponowna instalacja, zmiana ustawień rozmaitych opcji itp. Niestety! Wszystko na nic! Program przestał być funkcjonalny. W obliczu takiego stanu rzeczy musiałem poszukać czegoś innego.

Feeddler - darmowy i dobrze działający czytnik RSS dla iOS

Ci, dla których Lire jest zbyt drogi, albo którzy poszukują darmowej i działającej z VoiceOverem aplikacji do obsługi kanałów RSS, mogą teraz spokojnie zainstalować program o nazwie Feeddler. Program występuje też w wersji Pro, niestety jako osobna równoległa aplikacja i wówczas pozwala na więcej sposobów synchronizacji i wyszukiwanie RSS po słowach kluczowych. Niestety, z wyszukiwaniem kanałów RSS mam problem, za to inne funkcje aplikacji, synchronizacja z Feedly oraz czytanie treści działają bardzo dobrze. Program nie jest aż tak rozbudowany jak Lire, nie pozwala np. na pobieranie artykułów do E-Pub i Mobi, ale inne swoje zadania realizuje należycie. Jakąś niedogodność stanowić może niemożność obsługi płatnych serwisów posiadających PayWalla. Nie udało mi się zmusić Feeddlera do współpracy z serwisem Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego i kilku innych. Mimo to aplikację jak najbardziej polecam. Jej szczegółowa prezentacja znajdzie się też na łamach serwisu Tyflopodcast.

Michał Kasperczak

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków