Technologia w służbie niezależności

 

Etykiety brajlowskie na opakowaniach z lekami towarzyszą nam już od dość dawna. Wielu osobom niewidomym ułatwiły życie, a przy okazji, co jest nie do przecenienia, przyczyniły się do popularyzacji wiedzy o dysfunkcji wzroku wśród lekarzy i farmaceutów. Jednakże wiele osób z dysfunkcją wzroku z różnych powodów nie zna brajla. Dla nich oznaczenia brajlowskie są bezużyteczne. Z drugiej strony etykiety brajlowskie z natury rzeczy zajmują wiele miejsca i wiele ważnych dla pacjenta informacji zwyczajnie się na nich nie zmieści.

Od trzech lat w Turcji realizowany jest projekt, który, jak można mieć nadzieję, przyczyni się w istotny sposób do poprawy jakości życia osób z dysfunkcją wzroku. Jak czytamy w doniesieniu tureckiej agencji Anatolia z Izmiru, wprowadzono tam opakowania na leki , w których zamontowano nośnik umożliwiający nagrywanie krótkich informacji dla użytkowników. Nagranie, obok nazwy i dawki leku oraz terminu przydatności specyfiku do spożycia, może zawierać także zalecenia dotyczące sposobu stosowania. Instrukcję może nagrać lekarz lub farmaceuta. Etykiety audio są dodatkowym, obok oznaczeń brajlowskich, sposobem oznaczania leków w sposób dostępny. Dzięki takiemu rozwiązaniu uzyskamy łatwy dostęp do większej ilości informacji dotyczącej leków – możliwe jest np. nagranie treści ulotki znajdującej się wewnątrz opakowania - a jednocześnie osoby nieznające brajla będą mogły z takiej informacji skorzystać. Radzenie sobie z lekami polegające na układaniu ich w ściśle określonym porządku lub rozpoznawaniu po kształcie czy wielkości opakowania, albo po kształcie i wielkości tabletek, jest rozwiązaniem, które zapewne w wielu wypadkach się sprawdza, ale ze swej natury obciążone jest ono dużym ryzykiem błędu. Doświadczenia tureckie wskazują, że stosowanie wielu form dostępnego etykietowania leków sprawdza się. Można zatem oczekiwać, że z czasem rozwiązanie wyjdzie z fazy projektu o charakterze pilotażowym i zacznie być stosowane na szeroką skalę.

Źródło: http://www.dailysabah.com/life/2016/12/06/pharmaceutical-project-brings-...

Unia Europejska wkrótce ratyfikuje traktat z Marrakeszu

 

Kilka miesięcy temu opublikowaliśmy na naszym portalu omówienie komunikatu Europejskiej Unii Niewidomych w sprawie ratyfikacji Traktatu z Marrakeszu. Po rozstrzygnięciu sporu kompetencyjnego dotyczącego ratyfikacji traktatu czekaliśmy na głosowanie w tej sprawie w Parlamencie Europejskim. Głosowanie to ma się odbyć w marcu lub najpóźniej w kwietniu. Rzecz wydaje się prosta, bo jak twierdzi poseł sprawozdawca Max Andersson, Rozwiązania traktatowe wymagają jedynie prostej implementacji i można ratyfikację po prostu przegłosować bez konieczności prowadzenia dyskusji.

Światowa Organizacja Własności Intelektualnej przyjęła traktat w roku 2013. Od roku 2014 proces ratyfikacji w Unii Europejskiej był torpedowany głównie z powodu sporów o charakterze kompetencyjnym. Po rozstrzygnięciu tego sporu we wrześniu prace mogły się wreszcie zakończyć. Andersson w wypowiedzi dla Intellectual Property Watch twierdzi dalej, że spodziewa się szerokiego kompromisu i przyjęcia traktatu po uwzględnieniu 100 poprawek. Jednakże Europejska Unia Niewidomych oraz Światowa Unia Niewidomych zgłosiły zastrzeżenia dotyczące propozycji rekompensat dla wydawców. Największe zastrzeżenia budzą propozycje zmian w punkcie jedenastym dokumentu, który wprowadza niezbędne zmiany w europejskim prawie autorskim. Propozycje te zdaniem przewodniczącego Europejskiej Unii Niewidomych Wolfganga Angermanna mają na celu ograniczenie regulacji sprzyjających dostępowi osób z dysfunkcją wzroku do publikacji tylko do takich pozycji, których nie można kupić. Zdaniem Angermanna stanowisko wydawców sprowadza się do prostego stwierdzenia, że jeśli książkę można kupić to nie powinna ona podlegać wypożyczaniu na specjalnych zasadach. Kolejnym punktem budzącym zastrzeżenia jest podnoszony przez wydawców postulat by instytucje lub organizacje pozarządowe udostępniające książki osobom z niepełnosprawnościami płaciły wydawcom specjalne rekompensaty. Spełnienie tego postulatu w praktyce oznaczałoby istotne ograniczenie możliwości udostępniania treści przez te podmioty, ponieważ z reguły mają one niski budżet.

Zastrzeżenia budzi wreszcie samo pojęcie dostępności handlowej. Np. jeśli wydawca opublikował książkę drukiem powiększonym, ale druk jest zbyt mały dla osób słabowidzących, to w praktyce oznacza to, że te osoby nie będą mogły być beneficjentami uregulowań traktatu. Książka z formalnego punktu widzenia zaadaptowana do potrzeb osób z niepełnosprawnością, nawet jeśli nie będzie spełniać potrzeb tych osób, nie będzie mogła podlegać adaptacji. W jakiej postaci traktat zostanie ratyfikowany w UE? Jakie poprawki zostaną przyjęte? Przekonamy się wkrótce.

Źródło http://www.ip-watch.org/2017/02/01/eu-adoption-marrakesh-treaty-blind-re...

WebSDR, czyli nasłuchy na odległość

Internet jako medium pozwalające na wiele znany jest od ponad dwudziestu lat.

Rozwija się dynamicznie, a każda nowa technologia zaciera granice między rzeczywistością realną, a wirtualną.

Ta modernizacja i "internetyzacja" dotyka również skazanego, jak mówią, na wymarcie i należącego, jak się wydaje, ze swej natury do analogowej części otaczającego nas świata, radia.

Istnieje bowiem serwis, który w mniej niż minutę pozwoli nam eksplorować pasmo radiowe z najdalszych zakątków świata.

Nie chodzi tu jednak o setki strumieni do stacji naziemnych czy internetowych, jak reklamują swoją bazę stacji niektóre odtwarzacze radia, lecz o możliwość zdalnego posłuchania tego wszystkiego, co usłyszelibyśmy, będąc w dowolnej części globu z odbiornikiem radiowym.

Serwis WebSDR, bo o nim mowa umożliwia udostępnienie specjalnie do tego przystosowanego odbiornika wraz z możliwością kontrolowania go w sieci Internet.

Aby z niego skorzystać należy odwiedzić stronę: http://www.websdr.org/

Po otwarciu powyższej witryny zobaczymy listę aktualnie działających serwerów SDR z parametrami takimi jak dozwolona ilość użytkowników, region, czy udostępniony wycinek pasma radiowego.

po wybraniu serwera przeglądarka staje się naszym wirtualnym kontrolerem odległego odbiornika.

Z technicznego punktu widzenia, by udostępnić swój odbiornik światu, trzeba niestety zabawić się w małego elektronika i majsterkowicza.

Zarówno instalacje antenowe, jak i moduły do konwersji analogowego pasma na tzw. Baseband *1 są najczęściej autorstwa udostępniających odbiornik osób.

W polu informacji o odbiorniku często ujrzymy więc całą listę użytych podzespołów i modułów umożliwiających jego działanie.

Elementem wspólnym dla odbiorników SDR jest oprogramowanie serwerowe WEBSDR, dostarczane zainteresowanemu udostępnieniem odbiornika prywatnie.

Jego wersja, a co za tym idzie interfejs użytkownika oraz niektóre funkcje, różnią się między odbiornikami. Wszystko jednak opiera się o systemy z rodziny Unix.

Po stronie użytkownika serwis wykorzystuje dwa standardy – Technologię Java lub HTML 5.

Jako że aplety języka Java uznane są za technologię dużo mniej bezpieczną i przestarzałą, autorzy rekomendują użycie rozwiązania nowocześniejszego, czyli HTML 5.

W większości odbiorników Kontroler SDR to zestaw przycisków wyboru modulacji, pola edycji do wpisania częstotliwości, czy podręczne pole czatu z innymi użytkownikami serwera.

Do dyspozycji mamy również możliwość zmiany  szerokości filtrów, przydatną w przypadku interferujących ze sobą sygnałów.

Ilość kontrolek, które mamy do dyspozycji podczas korzystania ze zdalnego radia, zależy od odbiornika, a dokładniej, od wersji oprogramowania WEB SDR.

Niektóre z dostępnych stacji oferują bogaty panel kontrolny, inne, prostsze jedynie podstawową kontrolkę strojenia, wybór pasma, filtr i wybór modulacji.

W niektórych odbiornikach pasma nazywane są według ich użytkowych nazw takich jak LW, SW, nie zaś według uśrednionej długości fali.

Moją referencją będzie pierwszy na liście, udostępniający największy zakres pasma odbiornik z Tvente w Holandii. Do dyspozycji mamy ciągły zakres pasma od 1 do 29999 kHz.

Po wybraniu odbiornika z listy słyszalny powinien być szum. Domyślnie znajdujemy się gdzieś w środku pasma 14 mHz.

Pierwszym interesującym nas elementem jest grupa View.

Dostępne możliwości wyboru to Waterfall, czyli widmo sygnału radiowego, lub blind - nie wyświetlający żadnego wizualnego elementu. W dalszej kolejności napotykamy przyciski opisane kolejno jednym, dwoma lub trzema minusami.

Pole edycji, umożliwiające ręczne wpisanie częstotliwości z niektórymi konfiguracjami czytnika ekranu, płata figle, jest jednak bardzo wygodne i poręczne.

Poniżej pola napotykamy przyciski z jednym, dwoma i trzema znakami plus.

Przyciski z minusami i plusami to trzy typy rastra,niski, średni, i duży.

Na przykład dla pasma AM (LW / NW) to kolejno 500 Hz, 1 kHz i europejski raster AM 9 kHz.

Kolejną grupę kontrolek stanowi wybór modulacji oraz filtrów. Do dyspozycji jest modulacja AM, jednowstęgowa podzielona na LSB i USB, przydatna przy odsłuchu telegrafii CW, oraz FM.

Modulacje LSB, AM, USB i CW występują w wariantach Wide (szeroki filtr) oraz Narrow (wąsko zestrojony filtr). Poniżej znajduje się miernik sygnału wyskalowany w dBm.

WebSDR może zapisać w plikach cookie  całą grupę ulubionych stacji.

Funkcja ta jest szczególnie przydatna, gdy chcemy zapisać miejsca stacji, do których będziemy chcieli ponownie wrócić.

Do czego mi się to przyda?

Jak opisałem w tekście dotyczącym serwisu Globaltuners, pasma radioamatorskie, a nawet użytkowa część zakresu fal krótkich (1.7 – 29.999 mHz) podatne są na liczne zjawiska, znane również z innych części pasma. I tak zdarza się, że bogu ducha winni użytkownicy pasma CB spotykają tłumy Rosjan okupujących ich wydawałoby się własne pasmo kanału 19 (27.180 kHz). Troposferyczna propagacja może bowiem sygnały o bardzo skromnych mocach przenosić na kolosalne odległości. Często zjawisko działa w dwie strony. Ciężko natomiast jest na pasmach tych zaobserwować sporadyczną warstwę jonosfery (S).

Prócz krótkofalowców i widzących jedynie swoje radio entuzjastów, fale krótkie średnie, jak i długie nadal pozostają miejscem, gdzie można znaleźć serwisy informacyjne stacji z całego świata i nie trzeba do tego specjalnej propagacji.

Przeciętne warunki odbioru radiowego wystarczą, by w środku Warszawy odebrać sygnał z Korei czy Turcji.

Podsumowując…

Serwis WebSDR nie należy do najłatwiejszych. Używanie go może sprawić jednak sporo frajdy zarówno niedoświadczonemu, jak i zaawansowanemu nasłuchowcowi.

Patryk Faliszewski

Kasperski Antywirus dla Mac OS dostępny

Od niedawna jestem użytkownikiem pakietu Kasperski Internet Security for Mac.

Przyjrzyjmy się temu oprogramowaniu z punktu widzenia dostępności. Ale, ale… Pakietu nie ma w App Storze. Skąd go więc pobrać?

Aby pobrać aplikację, należy uruchomić przeglądarkę internetową i wpisać do wyszukiwarki Kasperski Polska, odnaleźć w wynikach wyszukiwania Kasperski Polska Lap Ochrona,

a gdy strona nam się załaduje kliknąć na link „do pobrania”. Na kolejnej podstronie szukamy nagłówka Kasperski Internet Security for Mac. W tej sekcji znajduje się odnośnik „wypróbuj wersję”. Po jego otwarciu docieramy wreszcie do łącza „pobierz”.

Uwaga!

Aby zainstalować aplikację, należy w preferencjach systemowych włączyć opcję „zezwalaj na instalację aplikacji z nieznanych źródeł”. Krok ten jest niezbędny w przypadku aplikacji, które pobieramy z miejsc innych niż strony firmy Apple.

Nie miałem żadnych kłopotów podczas instalacji programu. Pierwszym krokiem po zakończeniu procesu instalacji jest aktywowanie licencji lub uruchomienie trzydziestodniowej wersji próbnej.

W następnym kroku należy znaleźć przycisk „aktualizacje”. Kliknięcie tego przycisku pozwoli nam na pobranie bazy wirusów.

Jakie funkcje oferuje Kasperski for Mac?

  1. Skanowanie plików (pełne skanowanie, szybkie skanowanie oraz skanowanie folderów)
  2. Bezpieczne pieniądze.
  3. Kontrola rodzicielska.
  4. Ochrona prywatności.

Wymagania sprzętowe

Kasperski potrzebuje:

  1. Dostępu do Internetu.
  2. Około 700 MB wolnego miejsca na dysku twardym.
  3. 1 GB RAM.

Ile kosztuje Kasperski for Mac?

W przypadku licencji jednostanowiskowej zapłacimy 199 złotych na rok.

Konfiguracja Kasperskiego.

Aby otworzyć okno preferencji naszego programu, używamy skrótu comand- lub w menu bocznym wybieramy pozycję „Agent Kasperski”.

Korzystam z komputera MacBook Pro o podstawowej konfiguracji Meed 2015.

Na moim dysku twardym mam 58 GB danych. Skanowanie pełne trwało u mnie godzinę.

W domyślnej konfiguracji podczas skanowania program automatycznie skasuje nam plik rozpoznany jako zagrożenie. Aby zmienić tę opcję, należy wejść w preferencje programu, odblokować kłódkę, odszukać zakładkę „skanowanie” i tam zmienić stosowną opcję.

Moim zdaniem omawiany pakiet antywirusowy jest dobrze dostępny, dlatego zachęcam wszystkich do jego przetestowania.

Rafał Mitera

Granice wyobraźni

 

Naukowcy pracujący nad udostępnianiem osobom niewidomym obiektów wizualnych zmierzyli się z kolejnym wyzwaniem. Tym razem zespół z Purdue University podjął próbę udostępnienia osobom niewidomym obrazów mikroskopowych. Gdyby udało się stworzyć możliwość dotykowego oglądania takich obrazów oznaczałoby to istotny przełom w edukacji osób z dysfunkcją wzroku. Obecnie można wykonywać obrazy mikroskopowe używając do tego technik tyflograficznych. Wymaga to jednak sporo pracy i czasu oraz zaangażowania specjalisty, który wie co widać pod mikroskopem i potrafi opatrzyć obraz stosownymi opisami brajlowskimi. Można także próbować audiodeskrybcji. W tym wypadku napotykamy jednak na barierę być może jeszcze trudniejszą do pokonania, ponieważ po pierwsze bardzo trudno w sposób jednoznaczny i zrozumiały opisywać takie obrazy, (każda osoba dokonująca opisu może używać nieco innego języka, co będzie miało wpływ na ukształtowanie się opisywanego obrazu u odbiorcy), a po drugie nawet jeśli słuchacz uzyska taki opis, to zawsze będziemy musieli liczyć się z tym, że go nie zrozumie.

Rozwiązanie opracowywane w Purdue University ma umożliwić bezpośredni kontakt niewidomego odbiorcy z obrazem mikroskopowym za pośrednictwem specjalnego interfejsu wibracyjnego. Zestaw składa się z komputera, do którego podłączono mikroskop i coś w rodzaju joisticka. Obraz z mikroskopu przekazywany jest do komputera a następnie trafia do aplikacji, która pozwala osobie niewidomej eksplorować go za pomocą stanowiącego interfejs dotykowy joisticka. W eksperymentach wykorzystano preparat zawierający białe i czerwone krwinki. Sygnały wibracyjne zaprojektowano tak, że pozwalają one różnicować granice komórek, oraz odróżniać obiekty o różnych teksturach. Dotychczasowe testy są na tyle zachęcające, że prace nad nowym urządzeniem będą kontynuowane. Podczas porównywania metod prezentowania obrazów mikroskopowych osobom niewidomym okazało się, że interfejs umożliwił lepsze odróżnienie w oglądanym preparacie krwinek białych od czerwonych, niż w przypadku innych porównywanych metod.

Źródło: https://coolblindtech.com/using-a-haptic-device-blind-people-can-see-mic...

Co zrobić z tymi ekranami dotykowymi?

Tablety i telefony komórkowe mają już swoje narzędzia umożliwiające osobom z dysfunkcją wzroku lepsze czy gorsze korzystanie z tych urządzeń. Ekrany dotykowe są jednak wszędzie. Pralki, kuchenki mikrofalowe, ekspresy do kawy, automaty biletowe na dworcach czy maszyny, sprzedające napoje, słodycze i inne drobiazgi, wszystko to coraz częściej wyposaża się w takie ekrany. Można oczywiście przeciw brakowi dostępności takich rozwiązań protestować, można domagać się udźwiękowienia tych urządzeń, ale wydaje się, że protesty takie nie będą skutecznym działaniem prowadzącym do rozwiązania naszych problemów. Można stosować aplikacje, które dodadzą do naszego telefonu funkcję pilota do sterowania interesującym nas urządzeniem. Rozwiązanie to lepsze, ale nie pozbawione wad. Po pierwsze urządzeń w naszym otoczeniu może być bardzo wiele a jak dotąd uniwersalny „pilot” do sterowania wszelkimi funkcjami wszystkiego, co ma ekran dotykowy nie istnieje i najprawdopodobniej stworzenie takiej aplikacji jest zwyczajnie niewykonalne, zaś instalowanie mnóstwa aplikacji do mnóstwa otaczających nas interfejsów dotykowych jest po prostu technicznie niemożliwe i praktycznie byłoby bardzo niewygodne. Po drugie, nie wszystkie urządzenia z ekranem dotykowym mają interfejs pozwalający na sterowanie nimi za pomocą internetu, podczerwieni czy poprzez bluetooth. Zdając sobie sprawę z tych wszystkich ograniczeń podjęto próbę znalezienia rozwiązań, które mimo wszystko umożliwiłyby osobom niewidomym korzystanie z nieudźwiękowionych ekranów dotykowych.

VizLens

Użytkownicy IPhonów zetknęli się być może z aplikacją VizWiz. Umożliwiała ona zrobienie zdjęcia i wysłanie pytania o fotografowany obiekt. Za pośrednictwem aplikacji można było otrzymać odpowiedź pozwalającą np. na wykonanie jakiejś interakcji z urządzeniem, którego ekranu nie widzimy. Jednakże od jakiegoś czasu aplikacja nie działa. VizWiz był projektem badawczym. Ponieważ pojawiły się darmowe usługi spełniające te same zadania, a twórcy projektu uzyskali już potrzebne im informacje aplikacja i związany z nią serwis naturalną koleją rzeczy przestały działać.

Prace nad VizWiz dały początek nowemu projektowi pod nazwą VizLens. VizLens to aplikacja, która wykorzystuje komputerowe rozpoznawanie obrazu. Użytkownik wykonuje zdjęcie ekranu dotykowego swojej kuchenki mikrofalowej czy biurowego automatu z kawą a następnie zapisuje obrazek w swoim urządzeniu nadając mu odpowiednią rozpoznawalną nazwę (np. „moja mikrofalówka”), wysyła zdjęcie na serwer, gdzie jest ono przetwarzane tak, że widoczne na ekranie kontrolki są rozpoznawane i etykietowane. Zapisywana jest także pozycja poszczególnych elementów na ekranie. Tak przetworzony obraz zapisywany jest na serwerze. Gdy chcemy obsłużyć nasze urządzenie wystarczy w aplikacji kliknąć nazwę interesującego nas urządzenia. Mapa tekstowa zostaje pobrana a my, za pomocą VoiceOver, możemy obejrzeć w telefonie ekran interesującego nas urządzenia tak, jak oglądalibyśmy ekran dowolnej aplikacji. Ale co z tego? Tu zaczyna się najtrudniejsza, ale zarazem najbardziej dla nas interesująca część omawianego rozwiązania. VizLens daje nam możliwość obsługi naszego urządzenia. Jak? Mając obraz ekranu dotykowego ładujemy go do aplikacji a następnie kierujemy kamerę telefonu w stronę ekranu dotykowego. Palec drugiej ręki przesuwamy nad ekranem dotykowym do momentu, gdy usłyszymy nazwę interesującej nas kontrolki. W tym momencie aplikacja pokieruje nas udzielając wskazówek w rodzaju „lekko w prawo”, „trochę w górę” itp. Do momentu, gdy będziemy mogli dotknąć ekranu i aktywować interesującą nas funkcję.  W przypadku prostych, jednopoziomowych interfejsów prawdopodobnie można nauczyć się aktywowania poszczególnych kontrolek pod kierunkiem omawianej aplikacji. Problem jednak powstaje wtedy, gdy naciśnięcie kontrolki otwiera kolejny ekran dotykowy. Uruchomienie kolejnego ekranu naszego interfejsu wymaga bowiem załadowania kolejnego zdjęcia. Dobra wiadomość jest taka, że zdjęcia wystarczy zrobić raz a potem można je tylko przywoływać, gdy są potrzebne. Twórcy aplikacji planują w przyszłości połączenie jej z mechanizmem OCR w taki sposób, żeby było możliwe także korzystanie z urządzeń, z którymi stykamy się pierwszy raz czy takich, z którymi nie będziemy się często spotykać, (np. automat sprzedający bilety na stacji kolejowej czy lotnisku).

Halos

Kolejnym rozwiązaniem, które być może ułatwi życie niewidomym użytkownikom urządzeń z ekranami dotykowymi jest Halos („Home Appliance Label and Overlay System” system do etykietowania i tworzenia nakładek na urządzenia gospodarstwa domowego).

Najlepszy znany sposób radzenia sobie z obsługą urządzeń agd  z ekranami dotykowymi, to stosowanie przyklejalnych punktów brajlowskich lub brajlowskich nakładek wykonywanych samodzielnie lub przez zajmujące się tym firmy. Niektórzy producenci tych urządzeń oferują osobom z dysfunkcją wzroku swoje nakładki. Anne DeWitte, właścicielka Tangible Surface Research, pracuje nad bardzo obiecującą alternatywą. Halos, bo o nim mowa, jest innowacyjnym przedsięwzięciem, które ma na celu stworzenie uniwersalnego interfejsu dotykowego. Brajl, jakkolwiek dobry dla tych, którzy pismem się posługują, ma pewne istotne wady. Po pierwsze nauczenie się go przez osoby ociemniałe zwłaszcza w starszym wieku może być trudne. Po drugie stosowanie ikon sprawia, że urządzenia wyposażone w interfejsy z ikonami mogą być sprzedawane na całym świecie ponieważ obrazkowa reprezentacja informacji pozwala na przełamanie, przynajmniej na poziomie podstawowym, barier językowych.

Prace Anne DeWitte rozwijają się w dwóch kierunkach. Pierwszy to stworzenie ikon, które będą łatwo rozpoznawalne dotykowo. Nie wystarczy stworzyć wypukłe przezroczyste nakładki do przyklejania na ekranach dotykowych. Trzeba jeszcze znaleźć takie kształty, które w sposób łatwy i jednoznaczny będą rozpoznawalne dotykiem. Ale co zrobić z ekranami wyposażonymi w menu rozwijane, z ekranami, na których aktywowanie kontrolki powoduje otwarcie nowego okna? To właśnie drugi kierunek badań Anne DeWitte. Zajmuje się ona badaniem tzw powierzchni programowalnych. Chodzi o takie tworzywa, które pod wpływem interakcji będą mogły zmieniać kształt, wyświetlać w sposób dotykowy potrzebne informacje. Zapotrzebowanie na takie rozwiązania jest wielkie. Wyobraźmy sobie np. że moglibyśmy poczuć kształt ikon na ekranie naszego telefonu albo przeczytać coś brajlem wprost na wyświetlaczu dotykowym. Jednak bez wiedzy o specyfice percepcji dotykowej stworzenie ikon, które będą miały wartość użytkową dla osób niewidomych jest praktycznie niemożliwe. Wiemy już, że postrzeganie dotykowe jest zależne od stopnia dostęopności bodźców wzrokowych. Jest ono więc inne u osób widzących, niewidomych, słabowidzących i ociemniałych. Badania nad stworzeniem interfejsu wykorzystującego informacje dźwiękowe w połączeniu z dotykowymi i wibracyjnymi trwają. Czy omówione powyżej rozwiązania będą używane powszechnie przez konsumentów z dysfunkcją wzroku? Trudno powiedzieć.

Na razie zainteresowani mogą na stronie http://tangiblesurfaceresearch.com/ kupić nakładki lub zestawy naklejek dla swoich urządzeń gospodarstwa domowego. Na aplikację skanującą ekrany obrazkowe i dającą nam kontrolę nad nimi przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. A może producenci urządzeń z ekranami dotykowymi zaczną powszechnie stosować w nich coś w rodzaju czytników ekranu? Czas pokaże.

Źródło: http://www.afb.org/afbpress/pub.asp?DocID=aw180104&utm_source=AFB&utm_medium=email#content

Opracował Damian Przybyła

Prosty wykrywacz przeszkód

 

Inteligentne zegarki od Apple, podobne urządzenia z systemem Android, czy wreszcie inne nafaszerowane elektroniką gadżety do noszenia, to coraz silniejszy trend w rozwoju elektroniki użytkowej. Pojawienie się tego rodzaju urządzeń wspierających osoby z niepełnosprawnościami było zatem jedynie kwestią czasu. Przykładem takiego rozwiązania jest BuzzClip. Ten niewielki i lekki, przeznaczony do noszenia na ubraniu wykrywacz przeszkód, został zaprojektowany jako urządzenie wspomagające osoby poruszające się z psem przewodnikiem lub białą laską.

Urządzenie można łatwo przypiąć do swetra czy płaszcza. Dla zabezpieczenia przed ewentualnym odpięciem od ubrania wykrywacz został zaopatrzony w łatwą do odpięcia i przypinania smycz. Bateria ładowana przez USB wystarcza na około 10 godzin pracy.

BazzClip oznajmia o przeszkodach za pomocą wibracji oraz cichego dźwięku. Rekomendowany przez producenta sposób użycia to noszenie urządzenia na piersi. Do dyspozycji mamy dwa tryby pracy. Urządzenie może wykrywać przeszkody z odległości jednego lub dwóch metrów. Zalecany sposób użycia to dystans 2 metry na zewnątrz a 1 metr w pomieszczeniach. Producent pomyślał o tym, by urządzenie przechodziło automatycznie w tryb uśpienia, gdy odległość od przeszkody jest stała, czyli nie zmienia się więcej niż o 10 centymetrów np. wtedy, gdy z kimś rozmawiamy i stoimy blisko rozmówcy. Tryb uśpienia włącza się automatycznie po około 10 sekundach. Wykrywacz radzi sobie dobrze z ostrzeganiem przed gałęziami czy krzakami wystającymi na chodnik na wysokości głowy, jest także pomocny w wykrywaniu latarni, znaków drogowych czy koszy na śmieci. Wprawdzie urządzenie nie jest wodoszczelne, lecz producent twierdzi, że bez ryzyka zniszczenia można je nosić w czasie deszczu. Mróz do -30 stopni także nie stanowi problemu. W pomieszczeniach sprawdza się np. w sytuacjach wymagających poruszania się za ludźmi w jakimś kierunku – jak wtedy, gdy stoimy w kolejce. Czy oferowane przez iMerciv Inc za 284 dolary urządzenie jest warte swej ceny? Rzecz pozostawiam do rozstrzygnięcia czytelnikom.

Źródło: http://www.afb.org/afbpress/pub.asp?DocID=aw180307&utm_source=AFB&utm_medium=email#content

Jeśli on może…

Damian z gitarą w trakcie  festiwaluGodzina 20:00. Zbiera się kadra obozu XIII Szczepu Harcerskiego „Zośka” z Katowic. Brakuje jeszcze tylko Dominika i Damiana. Dominik się znalazł, jeszcze tylko Damian.

Nie pomyśleliśmy, mógł ktoś po niego iść. Chociaż, właściwie przecież sam się porusza po mieście, to wie, gdzie mamy zbiórkę. Trafi.

Stoję tyłem do schodów, po których właśnie wchodzi Damian. Przyszedł z żoną. Zdenerwowany. Z gitarą. Będzie naszym instruktorem muzycznym i gawędziarzem. Nikt nie potrafi tak opowiadać jak nasz niewidomy kolega.

Znamy się od 2 lat, ale to w tym roku szkolnym okazało się, że kiedyś działał w Drużynie Nieprzetartego Szlaku w Laskach koło Warszawy i tak opowiadał, że poprosiłam go o gawędę z okazji Święta Narodowego 11 listopada. Tak się zaczęło z gawędami, bo wcześniej już przychodził na zbiórki z gitarą i uczył harcerzy śpiewać. Ale to opowieść na inny artykuł. Wróćmy do tegorocznego obozu.

Już jesteśmy wszyscy, dzielimy się szczegółowo zadaniami. Każdy musi dokładnie wiedzieć, co ma robić i za co odpowiada. Nagle Damian mówi, że nie jest nam do niczego potrzebny. Ależ jest, przecież umie mówić, zna wszystkie ustalenia, więc chyba może odpowiadać rodzicom na pytania? O 21:00 na zbiórce komendant odczytuje rozkaz, podając kto jedzie z kadry szczepu na obóz i kim będzie na tym obozie. Widzę malująca się dumę na twarzy Marcina, syna Damiana i zdenerwowanie żony. Damian już jest spokojny, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Podczas obozu będzie spał w namiocie z Robertem – naszym kwatermistrzem. Ale Robert już wczuwa się w rolę „oczu Damiana”. Wprawdzie już wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że niewidomy od urodzenia człowiek mówi: „muszę zobaczyć”, „odczytam SMS-a”, „kiedy widziałem...”, ale wiemy że nie widzi jak osoby widome i potrzebuje widzieć czyimiś oczyma to, co nowe i nieznane. Potem już jakoś będzie. Pewnie wystarczy pokazać mu ze dwa razy drogę do „toy toy-a”, pod prysznice i do stołówki i będzie chodził sam. W końcu w Katowicach sam chodzi do sklepu, gotuje, pierze, prasuje i opiekuje się dziećmi.

Jesteśmy na miejscu. Damian zostaje w autobusie, nie mamy czasu nawet na myślenie o nim. Poczeka, najpierw dzieci. Nawet nie wiem, kto i kiedy zaprowadził go na teren obozu. Wszyscy już tam są. Nie podoba mi się układ namiotów i teren dla nas jest za mały. Mówię o tym Damianowi. Nie będę go teraz wprowadzać w szczegóły. Nasz „muzyczny gawędziarz” dostaje miejsce do siedzenia. Musi czekać. Wszyscy się krzątają, noszą, układają, Damian nagle wstaje i stoi. Obserwuję go ukradkiem, co jakiś czas. Pytam, czy coś potrzebuje? Nic. Nic, to nic. Robię swoje. Mój namiot już stoi i … zbiera się na deszcz. Już kropi. Nagle słyszę pytanie: „Czy może mi ktoś pokazać, gdzie tu jest WC?” No, tak. Każdy, kto chciał, już tam dotarł, a Damian nie. No i nic nie potrzebował. Jestem zła i mówię mu o tym. Musi mówić, co potrzebuje, bo nikt się nie będzie domyślał.

Nie, nie będę opisywać całego obozu dzień po dniu, może innym razem. Możemy się przenieść do wycieczki na „ruchome wydmy” do Łeby.

Damian na Górze ŁąckiejMinął już tydzień obozu. Nasz „muzyczny” jedzie z nami na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego. Po przepłynięciu tramwajem wodnym czekała nas dość długa droga do przejścia pieszo. Damian szedł z Pawłem (drużynowym)  i Robertem. Gdy wreszcie osiągnęliśmy cel i pozwoliliśmy dzieciom turlać się po piasku, mogłam chwilę porozmawiać z naszym „muzycznym”. Nie wiem, mimo skończonej podyplomówki  z tyflopedagogiki, jak przedstawić ogrom piasku ciągnący się wzdłuż i wszerz, na lewo i na prawo, za nami i przed nami, że gdzieniegdzie widać kikuty drzew, a w oddali las… Przed nami jest stok. My stoimy na górze, górze Wydmy Łąckiej. Damian wdycha powietrze. Mówi, że czuje przestrzeń. Wieje silny wiatr. Ktoś z harcerzy pyta: „A czy druh Damian wie, ile tu jest piasku?” Po kilkunastu minutach robimy wspólne zdjęcie.

Z wydm docieramy do Rąbki, do wyrzutni rakiet (kto chce, to doczyta). Damian wie dużo. Zwiedza z Robertem, prawie zawsze chodzi z Robertem. Słucha i dopowiada po cichu. To, co można dosięgnąć „ogląda” rękoma. Wracamy do obozu.

Niedługo Festiwal Piosenki Obozowej. Kolejne przygotowania. Harcerze w ciągu roku już się przyzwyczaili, że trzeba druha podprowadzić do krzesła, podać gitarę. Po przeszło tygodniu na terenie obozu w namiotowej świetlicy już nie musi z nimi być nikt inny z kadry. Ktoś z młodych ludzi dyktuje słowa piosenki, dużo pomaga syn „muzycznego”, uspokajają się nawzajem, śpiewają. Ktoś z harcerzy zaprowadza druha do „toy toy”-a. Przy okazji nauki piosenek Damian zawsze musi coś mówić: jakaś forma gawędy, pouczeń, wykładu, czy czegoś w tym stylu. Dzieci słuchają, a ja jednak ingeruję – mają śpiewać, na gawędę będzie czas później.

Na festiwalu zajęli drugie miejsce, a Damian jeszcze śpiewał w czasie przerwy.

Obóz trwał 2 tygodnie, a na nim niewidomy druh instruktorem. Zawada, czy błogosławieństwo? Niepotrzebny balast, czy potrzebny wzbogacający duchowo i moralnie KTOŚ?

W naszym środowisku mamy do czynienia z osobami z niepełnosprawnością od 2003 roku. Wtedy na zbiórki harcerskie przychodził jeden chłopiec z niedosłuchem odbiorczym. Potem było tych dzieci więcej. Większość dzieciaków jest lub było uczniami Szkoły Podstawowej nr 37 w Katowicach, w której od wielu lat uczą się równolegle dzieci z niedosłuchem, a teraz również z różnymi sprzężeniami i innymi niepełnosprawnościami. W szczepie jest między innymi 15 Drużyna Nieprzetartego Szlaku „Mali Powstańcy”, druh Damian jest członkiem tej drużyny. A na obozie pełnił doskonale funkcje mu przydzielone. Dobrze, że z nami pojechał. Za rok musimy to powtórzyć.

Dzieci są, można to tak powiedzieć, przyzwyczajone do niepełnosprawności. Dziwią się jednak, jak można tyle wiedzieć i umieć jak się jest „ślepym jak kret”, jak zwykł mówić druh Damian. Jak można obsługiwać radiostację i pisać na komputerze? Skąd ta wiedza i znajomość języków? Jak można mieć taki porządek w plecaku i obok łóżka? Owszem, trzeba czasem zwolnić i bardziej uważać na wystające konary i leżące kamienie. Nie przebiegać pod nogami i nie mówić: „tutaj”, trzeba używać słów określających położenie i coś opisać. Coś podać, zaprowadzić… Balast? Nie. Powód do samodoskonalenia, samodyscypliny, do bycia lepszym. Skoro niewidomy może to ja też. Taki obraz został w harcerskich duszach po obozie.

Małgorzata Langosz

Window-Eyes - ważny komunikat!

 

Uwaga!

Wkrótce spodziewane są problemy z uruchamianiem Window-Eyes w wersji 9.5.3. Aby ich uniknąć, osoby używające tej wersji czytnika powinny koniecznie zainstalować najnowszą aktualizację (Window-Eyes 9.5.4). Można to zrobić w zwykłym trybie, korzystając z tego, że program sam zgłosi przy starcie dostępność aktualizacji lub wykorzystując funkcję sprawdzania aktualizacji z menu Pomoc. Trzeba jednak zrobić to szybko, zanim problem wystąpi. Jeśli program przestanie się uruchamiać, aktualizacja będzie nadal możliwa, ale odpowiedni plik trzeba będzie pobrać samodzielnie i może być konieczna pomoc osoby widzącej lub użycie innego screenreadera.

Problem nie dotyczy innych wersji Window-Eyes niż 9.5.3.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www.ece.com.pl/certfix

W razie problemów z aktualizacją należy kontaktować się z  pomocą techniczną E.C.E. (pomoc@ece.com.pl, tel. 22-745-57-82).

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków