Tyfloświat_04_06_2009

Zapraszamy do lektury

Okładka Tyfloświata 4/2009

Istnieje możliwość bezpłatnej prenumeraty czasopisma w formie czarnodrukowej, również w druku powiększonym. Oferujemy również możliwość druku czasopisma w brajlu.

Zainteresowane osoby proszone są o kontakt z redakcją.

ZałącznikRozmiar
Tyfloswiat_4_2009.pdf3.47 MB
Tyfloswiat_4_2009.txt215.8 KB

Artykuł: Matematyka dla wszystkich - cd.

Ucząc dzieci w szkole, bardzo często słyszymy o konieczności dostosowania treści, form i metod pracy do dzieci, które posiadają opinię z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej lub orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, do czego obligują przepisy prawa. W tej grupie oczywiście znajdują się też uczniowie niewidomi.

Pracując w szkole podstawowej, a następnie w gimnazjum jako nauczyciel matematyki, przez sześć lat prowadziłam zajęcia w klasie, gdzie uczył się wraz z innymi uczniami chłopiec niewidomy. Warto nadmienić, że nie był to oddział integracyjny, a technologie komputerowe nie dawały takich możliwości, jakie oferują dzisiaj. Mimo to, dziecko doskonale poradziło sobie z edukacją w ogólnodostępnych szkołach, kończąc w rezultacie liceum ogólnokształcące i studia wyższe.

Celem mojego artykułu jest podzielenie się z innymi pedagogami zdobytym doświadczeniem.

Gdy rozpoczynałam pracę z uczniem niewidomym, ważne było dla mnie, by to wszystko, o czym mówi się na lekcji, dziecko mogło postrzegać w najbardziej przybliżony do pojmowania osoby widzącej sposób. Osiągnięcie tego nie było łatwe, gdyż chłopiec nigdy nie widział otaczającego świata, a poznawał go jedynie przez dotyk i słuch. Wiedziałam, że ucząc go matematyki mogę mu bardzo pomóc. Podam zatem kilka przykładów z lekcji matematyki, które uważam, że są istotnymi elementami ułatwiającymi w odnalezieniu się osoby niewidomej w świecie ludzi widzących.

Uznałam, że jednym z najważniejszych zadań matematyki jest zapoznanie dziecka niewidomego z kształtami występującymi w jego otoczeniu. I o tym postaram się pokrótce opowiedzieć.

Pojęcie odcinka, kąta, czworokątów, w tym prostokąta, kwadratu, rombu, trapezu, równoległoboku, a także pięciokąta, sześciokąta, itd. oraz pojęcie koła czy okręgu, jak również brył przestrzennych to bardzo ważna sprawa, którą należy dokładnie się zająć na lekcjach matematyki.

Omawianie pojęć geometrycznych w klasie, do której uczęszczał niewidomy uczeń rozpoczęłam, jak zwykle, od pojęcia prostej, półprostej i odcinka. Dużo więcej czasu poświeciłam na omówienie pojęcia odcinka. Po jego wprowadzeniu dziecko rysowało na tabliczce z folią różnej długości odcinki i w różny sposób względem siebie ułożone: rozłączne, przecinające się pod różnymi kątami, równoległe.

Podczas omawiania pojęcia odcinka, włączyłam pojęcie skali. Chciałam, aby uczeń mógł sobie wyobrazić odcinek na przykład dwa razy dłuższy. Musiał też zwizualizować sobie odcinek o długości na przykład 1 cm, by mógł zobaczyć odcinek o długości 8, 10 czy 50 cm, a następnie wskazać mniej więcej jego długość na linijce czy brzegu ławki. Musiał też wyobrazić sobie odcinek o długości 1 metra, by mógł sobie wyobrazić np. drogę o dł. 1 km, itd. Zatem oprócz rysowania, wskazywania na linijce, to pojęcie wielokrotnie pokazywane było w praktyce, w klasie, na korytarzach szkolnych, w domu, na ulicy itd., porównując długość kroku do pół metra czy metra, a także porównując rozpiętość ramion do metra.

Poza dokładnym omówieniem pojęcia odcinka, należy zapoznać ucznia z pojęciem kąta i jego rodzajami. Uczeń niewidomy, uczęszczający do prowadzonej przeze mnie klasy, rysował na folii przy pomocy linijki i ekierki różne rodzaje kątów, a następnie wykonywał ćwiczenia praktyczne na modelach. Najpierw, po podaniu mu do ręki konkretne figury, uczeń miał za zadanie określić poprzez dotyk rodzaj występujących w niej kątów, następnie, wykładając na stół bardzo różne figury, prosiłam ucznia o wybór figury, która ma np. wszystkie kąty proste, dwa kąty proste lub dwa kąty ostre itd. Pamiętam, że kiedy po tych ćwiczeniach poprosiłam wszystkich uczniów o zamkniecie oczu i wyszukanie wśród danych figur figury o odpowiednich kątach, uczeń niewidomy radził sobie bardzo dobrze, kilka razy wykonał zadanie najszybciej.

Po zapoznaniu się z rodzajami kątów przechodzi się do omawiania rodzajów wielokątów. Chyba najtrafniejszą metodą poznania ich własności jest zastosowanie origami. Dzięki temu uczeń sam może taką figurę stworzyć, a zgięcia, które po drodze wykonuje, bardzo dokładnie wskazują na własność wysokości, przekątnych, dwusiecznych kątów czy symetralnych.

Ważnym elementem nauczania jest przenoszenie teoretycznych wiadomości na praktykę. Stąd w trakcie edukacji w różnych momentach należy opisywać wygląd różnych przedmiotów, określając jednocześnie ich wymiary. Jak się okazuje, podczas przeprowadzanych powtórzeń dziecko niewidome, dzięki wyobrażaniu sobie pojęć, bardzo trwale i bezbłędnie zapamiętuje własności figur. W mojej pracy potwierdziło się, że kiedy dzieci widzące, które z zamkniętymi oczyma mają opisywać np. własności figur, czyli mają wyobrażać sobie daną figurę, znacznie łatwiej wypowiadają się o niej i trwale zapamiętują jej własności. Do dziś na lekcjach matematyki moi uczniowie często odpowiadają na zadawane pytania z zamkniętymi oczyma, by ich uwaga była bardziej skoncentrowana na wyobrażeniu sobie danego pojęcia.

Własności figur utrwala się także podczas omawiania konstrukcji geometrycznych. Podczas moich zajęć, uczeń niewidomy wykonywał wszystkie konstrukcje, obowiązujące w szkole podstawowej. Robił to cyrklem brajlowskim na folii. Chcąc w dokładny sposób wykonać każdą konstrukcję, chłopiec pod nadzorem nauczyciela uczył się wyznaczać ważne punkty przecięcia się łuków okręgów, a następnie łączyć je tak, by otrzymać wymaganą figurę. Podczas utrwalania potrafił w łatwy sposób wskazywać kolejne etapy wykonywanej konstrukcji. Uważam, że pod żadnym pozorem dziecko niewidome nie może być zwolnione z tych ćwiczeń, gdyż nie tyle najważniejsze jest, by sam potrafił wykonać konstrukcję, ile by mógł sobie wyobrazić poszczególne etapy jej tworzenia.

Kolejnym bardzo ważnym działem dla osoby niewidomej są omawiane na matematyce bryły przestrzenne. Człowiek niewidomy nie wyobrazi sobie wyglądu swojego pokoju, domu, kościoła, szkoły, samochodów i wielu innych przedmiotów, jeśli wcześniej dokładnie nie zapozna się z pojęciem np. prostopadłościanu, sześcianu, graniastosłupa o podstawie trójkątnej, ostrosłupa o podstawie kwadratowej, stożka, walca czy kuli. Ważne w tym momencie jest również stosowanie skali w tworzeniu tych brył, gdyż tylko dzięki powiększeniu wykonanych modeli można wskazać osobie niewidomej kształt budowli czy dużej wielkości przedmiotów. Zatem uczeń musi mieć możliwość samodzielnego wykonania brył z papieru, począwszy od skonstruowania z pomocą nauczyciela poszczególnych figur, wchodzących w skład siatki bryły na papierze, a skończywszy na samodzielnym jej sklejeniu. Jak się okazało, po wykonaniu takiej pracy, uczeń w łatwy sposób potrafi określać własności brył, a także bardzo dobrze identyfikuje wskazaną bryłę, gdy znajduje się ona wśród wielu innych brył. A zatem następny etap, jakim jest odpowiednie rozmieszczenie względem siebie różnych brył i zastosowanie odpowiedniej skali umożliwi uczniowi na przykład wyobrażenie sobie domu, w którym mieszka.

Podsumowując, chcę wyraźnie zaznaczyć, że podczas kształcenia dziecka niewidomego należy koniecznie wymagać od niego wykonywania wszystkich ćwiczeń praktycznych oraz urzeczywistniać każde poznawane pojęcie, wskazując jego praktyczne zastosowanie.

Nauczyciel musi też dbać o stopniowe i bardzo logiczne wprowadzanie pojęć matematycznych. Dotyczy to wszystkich działów omawianych na matematyce, a nie tylko wspomnianej w artykule części geometrii. Ale o tym napiszę może innym razem?

Barbara Szabelka

* Autorka jest nauczycielem matematyki w Gimnazjum Samorządowym nr 2 z Oddziałami Integracyjnymi w Iławie.

Kompresja danych

Każdy, kto przynajmniej od kilku miesięcy używa Internetu i często pobiera z sieci różnego typu dane, jak urzędowe dokumenty, przenośne wersje programów często styka się z nią nieświadomie. Użytkownicy początkujący, niewprawieni jeszcze w używaniu wyszukiwarki internetowej, bardzo często nie mają pojęcia, jak postąpić wobec pliku, który na stronie, z jakiej został pobrany określono jako plik skompresowany. Nie chce się on bowiem otworzyć w żadnym znanym im programie typu Word, Excel, a nawet, jeśli już uda się tego dokonać, to zamiast upragnionego dokumentu na ekranie pojawiają się rzędy cyfr, liter i innych znaków, z których z pozoru nie można złożyć logicznej całości. 
Pół biedy, gdy plik taki ma rozszerzenie Zip (poradzi z nim sobie odpowiednie systemowe narzędzie) lub gdy ktoś stworzył tzw. archiwum samorozpakowujące (SFX od ang. selfextracting), którego otwarcie również nie sprawi kłopotu. Co jednak, gdy rozszerzenie jest inne? Po co ktoś umieszcza w Internecie takie pliki? Kompresja jest dzisiaj standardem, używanym nie tylko w Internecie, choć w tym zastosowaniu najbardziej rzuca się w oczy.

RODZAJE KOMPRESJI

Możemy w tym miejscu dokonać podziału na dwa rodzaje kompresji:
? stratna, w której zmniejszenie objętości pakowanego pliku odbywa się kosztem danych, których po dekompresji nie można w żaden sposób odzyskać (metoda stosowana często przy zapisie muzyki w formatach stratnych jak MP3, OGG, MPC, AACPLUS itd), 
? bezstratna - tj. taka, gdzie zmniejszenie pliku nie ma wpływu na jego zawartość, a po dekompresji możliwe jest odzyskanie wszelkich danych oryginału (tę metodę wykorzystuje się podczas kompresowania programów, plików tekstowych, czy przy zapisie muzyki w audiofilskich formatach bezstratnych jak FLAC, WV, APE itd.).
Osoby pracujące z Pecetem od wielu lat, pamiętają zapewne, w jaki sposób radziły sobie z dużymi plikami, które trzeba było zapisać na dyskietce, podczas gdy jej rozmiar ledwo przekraczał 1MB.
To właśnie dzięki kompresorom, czyli programom zmniejszającym objętość danych można było skurczyć plik o rozmiarze 1,8 MB do 1 MB i w ten sposób zyskać wolne miejsce na dyskietce, lub, jeśli plik okazywał się zbyt duży, możliwe było utworzenie wieloczęściowego woluminu, w którym na każdej z dyskietek zapisywana zostawała inna część pliku. Gdy chciano zajrzeć do tego archiwum, wystarczyło włożyć do stacji dysków pierwszą z dyskietek, poczekać aż program wypakowujący (dekompresor) poprosi o kolejną i tak do końca operacji. Oczywiście było to długotrwałe i żmudne, w dodatku czasem kończyło się niepowodzeniem i wtedy wszystko należało wykonać od początku.

PO CO KOMPRESOWAĆ?

Dziś, w epoce kilkuterabajtowych dysków twardych, szybkich łączy internetowych oraz płyt DVD, takie rozwiązanie wydaje się nie mieć sensu, a jednak wciąż znajduje zastosowanie. Rosną bowiem nasze wymagania. Mimo że dyski twarde osiągają już rozmiary, o których kilkanaście lat temu nikt nawet nie śnił, wciąż są one w podobnym stopniu zapełnione. Oprogramowanie, filmy, muzyka potrzebują miejsca na dysku, aby je zaoszczędzić, warto użyć kompresji. Dzięki zmniejszeniu rozmiaru plików, możliwe jest ich szybsze przesłanie za pośrednictwem Internetu.

CZYM KOMPRESOWAĆ?

Oprogramowania zmniejszającego rozmiary plików jest bardzo wiele. Tworzą je firmy informatyczne, a także członkowie ruchu na rzecz wolnego oprogramowania. Możemy wykorzystać zarówno duże, jak na swoje możliwości, kilkumegabajtowe aplikacje lub skłonić się ku małym, niepozornym, kilkusetkilobajtowym narzędziom, których potęga i mnogość dostępnych funkcji drzemią w dzisiaj uważanym za gorszy czy trudniejszy interfejsie tekstowym.
Aby wykorzystać w pełni ich możliwości, wszystkie te programy wymagają jednak drobnej konfiguracji.
7ZIP
Jest to darmowa aplikacja, o publicznie dostępnym kodzie źródłowym, posiadająca zarówno w pełni funkcjonalną wersję o interfejsie graficznym, jaki odpowiednik konsolowy, (pracujący w trybie tekstowym) mający nieznacznie więcej możliwości. Potrafi kompresować pliki do własnego formatu 7Z oraz ZIP, czy BZ2, dekompresuje natomiast większość popularnych obecnie formatów archiwów.
Jest to jeden z tych programów, które co prawda ustępują komercyjnemu WinRARowi, jeśli chodzi o ilość dodatkowych funkcjonalność, lecz przewyższają go całkowicie pod względem rozmiaru pliku wynikowego.
Plik o rozmiarze 120 MB, złożony w całości z danych tekstowych, skompresowany WinRARem (przy użyciu najwyższych dostępnych parametrów) posiada rozmiar 54 MB. Użycie do tego celu 7zipa pozwala otrzymać plik wynikowy o rozmiarze 47 MB. Różnica będzie jeszcze bardziej widoczna, gdy plik przeznaczony do spakowania będzie mieć rozmiar np. 10 GB.
Aby stworzyć archiwum, należy przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim celu chcemy to uczynić. Często bowiem kompresujemy nieefektywnie, chcąc spakować coś, co jest już spakowane. Nie ma więc sensu mocna kompresja plików typu JPG, PNG, MP3, OGG, itd, gdyż wysiłek, jaki zostanie włożony w całą operację zarówno z naszej strony, jaki ze strony obciążonego silnie procesora naszego komputera jest zupełnie niepotrzebny i nie pozwoli efektywnie zmniejszyć rozmiarów pliku. Jeśli zatem wiemy, że pliki, które chcemy zapakować są już skompresowane, lepiej pozostawić domyślne ustawienia lub stworzyć archiwum bez kompresji.
Mimo iż program 7zip należy do aplikacji bezpłatnych, użytkownik ma do dyspozycji wiele opcji kompresji danych. Zaliczyć do nich można m.in.:
? wybór formatu pliku skompresowanego (7Z, TAR lub ZIP) - najefektywniej opisywana tu aplikacja działa, używając własnego algorytmu, więc radzę wybrać format 7Z,
? stopień kompresji,
? metoda kompresji (zależna jest od wybranego przez nas wcześniej formatu pliku wynikowego),
? rozmiar słownika i słowa (im wyższe rozmiary słownika i słowa, tym większa efektywność kompresji),
? liczba wątków w procesorze (parametr użyteczny, gdy mamy do dyspozycji komputer z procesorem wielordzeniowym, i przyspieszający czas pakowania),
? szyfrowanie i zabezpieczenie hasłem,
? tworzenie archiwum samorozpakowującego się,
? tryb aktualizacji (dodawanie plików do już istniejących archiwów),
? rozmiar woluminów (parametr użyteczny, gdy chcemy podzielić wynik archiwizacji na kilka plików wynikowych, pozwalający na zdefiniowanie rozmiarów tychże plików).

TRYB TEKSTOWY - CZY ABY NAPEWNO PRZESTARZAŁY?

Tryb tekstowy, przez większość użytkowników niedoceniany, uważany jest za mało wydajny, trudny w obsłudze, a czasami wręcz przestarzały. Każdy jednak, kto zajmował się zaawansowaną administracją systemem Windows lub korzysta z wolnych systemów operacyjnych (np. Linux) wie, że to nie prawda.
Za przykład niech posłuży tutaj nowy, oparty na otwartej licencji, świetnie zapowiadający się kompresor danych o nazwie NanoZip, który można pobrać ze strony www.nanozip.net. Nie doczekał się on jak do tej pory wersji stabilnej, lecz mimo to już dziś można używać go bez obawy o utratę danych.
Wprawdzie twórca aplikacji przygotował również jej wersję graficzną, ale nie będziemy się nią tutaj szerzej zajmować ze względu na poważne problemy z jej dostępnością dla użytkowników niewidomych.
NanoZip nie posiada zaawansowanych opcji, ustawień rozmiarów słownika, nie potrafi tworzyć zaszyfrowanych archiwów, nie podzieli też go na części. Autor skupia się na zapewnieniu jak najbardziej wydajnej kompresji, tworząc własny format nz. Program jest obecnie dostępny w wersji Alfa, więc niewykluczone, że wkrótce te przydatne funkcje zostaną dodane.
Tym, co przemawia na korzyść omawianej aplikacji jest efektywność kompresji i możliwość tworzenia samorozpakowujących się archiwów.
Plik zawierający 2,67 MB danych tekstowych (w formacie DOC, XLS i TXT, a także tworzony za pomocą kodu języka C+), przy użyciu WinRARa i 7zipa skompresowany został do rozmiarów oscylujących wokół 500 KB przy najwyższych, dostępnych ustawieniach parametrów kompresji, natomiast NanoZip osiągnął taki rozmiar pliku wynikowego przy zastosowaniu domyślnych ustawień. Wspomniany plik testowy, po wstawieniu odpowiednich opcji programu skompresował do rozmiaru 340 KB. Różnica jest więc znacząca.
W przypadku większych plików, to małe, niepozorne narzędzie bije na głowę zarówno 7zipa, jaki WinRARa, kompresując plik o rozmiarze 460 MB do 240 MB, podczas gdy powyżej wspomniane programy uzyskiwały 370 i 390 MB.
Jedyną wadą NanoZipa i stosowanej przez niego metody kompresji jest potężna zasobożerność, zarówno podczas pakowania, jaki wypakowywania danych. Tym jednak, których to nie zraża i dla których liczy się głównie skuteczność kompresji, proponuję zapoznać się z tym ciekawym narzędziem, w czym na pewno pomoże rozbudowana pomoc, z której skorzystać możemy po wpisaniu komendy ?nz ?help?.

ARCHIWA MUZYCZNE

Mimo, że bezstratna kompresja dźwięku nie cieszy się dużą popularnością, warto wspomnieć i o tym obszarze, gdzie operacja zmniejszania zawartości danych ułatwi nam życie, pozwalając zarchiwizować naszą kolekcję płyt bez utraty jakości dźwięku, przy jednoczesnej oszczędności zajmowanego miejsca. Każdy bowiem, kto próbował zachować swoje płyty na dysku twardym, zgrywając je do formatu WAV, przekonał się, że kilka krążków, zapisanych w ten sposób, potrafi zająć sporo wolnego miejsca. Połowicznym rozwiązaniem problemu jest oczywiście użycie silnych pakerów danych, jak wspominany wyżej NanoZip, lecz zaznaczyłem wyżej, mocna kompresja zwykle oznacza potężne zużycie zasobów, a czas wykorzystany na dekompresję w sytuacji, gdy będziemy chcieli posłuchać tak spakowanej muzyki może wydłużyć się tak bardzo, że ochota na muzyczne doznania może już dawno minąć, zanim pliki zostaną rozpakowane. Problem rozwiązać można, używając tzw. kodeków bezstratnych.

FLAC

Free Lossless Audio Codec, to jak sama nazwa wskazuje, oparty jest na darmowej licencji (GPL). Można go pograć ze strony projektu www.flac.sf.net. Należy on do bezstratnych kodeków dźwięku. Jego działanie nie polega jednak na przetwarzaniu sygnału akustycznego jako takiego. Program nie wycina ze strumienia wejściowego żadnych danych. Zachowuje się, podobnie jak klasyczne kompresory, a więc traktuje poddane kodowaniu pliki w taki sposób, by możliwie zmniejszyć ich objętość. W tym wypadku narzędzie stworzono jednak specjalnie do pakowania plików audio, więc oprócz tradycyjnych funkcjonalności archiwizera, znajdziemy w nim kilka opcji typowych dla koderów muzyki (możliwość wstawiania tagów do archiwum, normalizację głośności itd.)
FLAC jest formatem wspieranym już przez wiele programów do zgrywania płyt (tzw. ripperów) oraz edytorów dźwięku (np. Goldwave). Dzięki temu, że jest pomyślany, jako format archiwów dla plików audio, istnieje możliwość natychmiastowego odtworzenia spakowanego pliku za pomocą odpowiednich pluginów do odtwarzaczy (niektóre playery wspierają nawet takie pliki bez konieczności podejmowania przez nas dodatkowych wysiłków i instalowania tzw. wtyczek). Zainteresowanych użytkowników odsyłam na stronę projektu, gdzie znajdą informacje na temat dodatkowych funkcjonalności aplikacji.

WAVPACK

Kolejnym archiwizerem dźwięku jest WavPack. Ten darmowy program mimo, iż cieszy się mniejszej popularnością, zasługuje na krótkie omówienie, ponieważ oferuje użytkownikom znacznie więcej niż FLAC.
Aplikację można pobrać ze strony projektu: www.wavpack.com. WavPack występuje w wersji dla Windows (konsolowa i graficzna) oraz Linuksa. Przede wszystkim WavPack łączy w sobie dwie użyteczne funkcje, może bowiem pracować w trybie bezstratnym, gdzie plik wynikowy poddawany jest jedynie kompresji bez ingerencji w sam dźwięk, oraz hybrydowym, w którym plik wynikowy kodowany jest stratnie. W trybie bezstratnym, WavPack wygrał przeprowadzony przez autora test trzech kompresorów dźwięku, w którym brały udział również: FLAC i Monkey?s Audio.
Pliki wynikowe kompresora zajmują średnio kilkanaście MB mniej, niż w przypadku wyżej wymienionych aplikacji. Do tego posiada wiele ciekawych opcji, m.in.: możliwość utworzenia samorozpakowującego się archiwum (użyteczne, gdy chcemy przesłać przez Internet wysokiej jakości dźwięk osobie nieposiadającej w swoim odtwarzaczu wsparcia dla tego formatu) oraz zdolność tworzenia plików korekcyjnych w trybie stratnym (do zakodowanego hybrydowo (stratnie) dźwięku, kodek dołącza plik, który zawiera informacje o danych usuniętych z oryginału, dzięki czemu możliwe jest przywrócenie pierwotnego brzmienia dekodowanego materiału).
Podczas pracy WavPack, nie zużywa wiele zasobów, choć kompresja trwa długo, co jednak nie powinno być uznawane za dyskwalifikujący argument w starciu z innymi kompresorami, gdyż np. w przypadku archiwizowania dużych plików programem FLAC, często zdarza się, że mimo dobrej klasy sprzętu komputerowego, nasz screenreader zamilknie na czas jej wykonywania. Jeżeli używamy WavPacka, raczej nie będzie to miało miejsca.
Choć aplikacja powoli dogania konkurencyjny FLAC, jej popularność wciąż jest mniejsza. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż w przypadku większości znanych odtwarzaczy, aby móc posłuchać skompresowanej muzyki potrzeba dodatkowych pluginów. Jedynym znanym autorowi programowym odtwarzaczem wspierającym ten format jest Foobar 2000.
Podobnie sprawa przedstawia się dla osób chcących przechowywać pliki muzyczne na dysku twardym. Wiele programów służących do tego celu (tzw. ripperów), wciąż nie posiada wsparcia dla tego pakera. Należy go więc wybierać raczej jako dodatkową aplikację i korzystać z niej wtedy, gdy konieczne okaże się wykorzystanie jej unikalnych możliwości.

CO WYBRAĆ?

Kompresowanie danych, ma, jak widzimy, wiele zalet, a jego efektywne wykorzystanie w dużym stopniu pomoże nam w codziennym korzystaniu z Internetu i możliwości, jakie niesie. Przedstawione tutaj programy to tylko przykładowe narzędzia, używane często przez autora i, w jego opinii, osiągające wysokie wyniki w zakresie funkcjonalności. 
Każdy jednak może samodzielnie poszukać aplikacji, która w pełni zaspokoi jego potrzeby. W zakresie kompresji najlepszym źródłem wiedzy o przeznaczonych do tego narzędziach jest strona: http://www.compressionratings.com Znajdują się tam, szczegółowo opisane, testy rankingowe pakerów danych oraz całkiem spora baza oprogramowania wykonującego to, jak się okazuje niełatwe, zadanie.

Hubert Meyer

*Autor z tyfloinformatyką do czynienia ma od końca lat dziewięćdziesiątych, głównie w charakterze użytkownika. Zawsze stara się obiektywnie oceniać użytkowany sprzęt i oprogramowanie, a swoje opinie wyraża publicznie, co nie przysparza mu sympatyków wśród przedstawicieli branży tyfloinformatycznej. Jest autorem bloga poświęconego tzw. wolnej muzyce - www.netscena.rox.pl. Udziela się również w radiu Tyflostacja, w którym prowadzi cotygodniową audycję. Mieszka i studiuje w Poznaniu.

Artykuł: Czy niewidomy może programować?

Zasadnicza kwestia, przed którą na pewnym etapie użytkowania komputera staje osoba niewidoma, dotyczy efektywniejszego, a co za tym bardziej przystosowanego dla screenreaderów wykorzystywania oprogramowania. Niestety, jak powszechnie wiadomo, większość specjalistycznych programów i gier komputerowych jest w większym lub mniejszym stopniu nieprzystosowana do współpracy ze screenreaderami. I nie pomaga tutaj fakt, iż wciąż intensywnie rozwijane są programy udźwiękawiające, które z założenia powinny poradzić sobie z każdą aplikacją komputerową.

Te ograniczenia wymuszają na niewidomych użytkownikach stosowanie rozwiązań alternatywnych, poszukiwanie w sieci odpowiednich programów, zastępników, które będą lepiej współpracowały z gadaczami.

Drugim bardziej ambitnym rozwiązaniem jest napisanie potrzebnego oprogramowania przez samego zainteresowanego. Do tego ostatniego gorąco zachęcam, ponieważ tylko my sami będziemy wiedzieli, czego nam brakuje. Dodatkowo samo programowanie i później ukończenie projektu daje programiście bardzo dużo satysfakcji oraz pomaga nabywać doświadczenie, które będzie można spożytkować w pracy zawodowej. Dlatego w niniejszym artykule postaram się przedstawić praktyczne wskazówki, które będą przydatne dla początkującego niewidomego programisty.

Dobrze, a co to jest programowanie?

Za programowanie powszechnie uznaje się wszelkie działania związane z tworzeniem, modyfikowaniem itp. programów komputerowych. W zasadzie praca programisty ogranicza się do dwóch podstawowych czynności.

Pierwszą z nich jest pisanie kodu programu w pliku tekstowym. Na tym etapie w edytorze tekstu wpisuje się odpowiednie instrukcje, określone przez składnie każdego języka programowania. Warto w tym miejscu dodać, że składnia większości języków programowania jest do siebie bardzo podobna, a języki różnią się między sobą wyłącznie detalami np. zawartością bibliotek.

Drugi etap rozpoczyna się po ukończeniu edycji, programista zamienia swój plik z instrukcjami na kod zrozumiały dla komputera ? etap ten zwany jest kompilacją. Proces ten wykonywany jest przez specjalny program tzw. kompilator, który jest głównym narzędziem każdego programisty. W Internecie dostępnych jest wiele różnych kompilatorów. Warto wiedzieć, że bardzo często bywa tak, że dla jednego języka programowania dedykowanych jest kilka kompilatorów. Przykładem takiej sytuacji jest np. c++, który posiada takie kompilatory, jak VC i GCC.

Początki

Pierwszy dylemat, przed którym staje początkujący programista już na początku swojej przygody z programowaniem, dotyczy wyboru konkretnego języka programowania do nauki i pracy. Ten wybór jest szczególnie ważny dla niewidomego programisty, bowiem pula dostępnych języków ograniczona jest przez możliwość dobrej współpracy programu udźwiękawiającego z środowiskiem, w którym będziemy tworzyć oraz dostępność materiałów pomocniczych w sieci w formie elektronicznej. Dlatego w moim przekonaniu wybór konkretnego języka powinien się ograniczyć do tych najbardziej popularnych. Takimi językami są niewątpliwie Delphi, Visual Basic, C/C++, c#, a dla aplikacji internetowych - PHP.

Przegląd języków

Język programowania Delphi jeszcze niedawno tj. kilka lat temu był bardzo ceniony przez nieprofesjonalnych programistów. Jednak z uwagi na rozwój innych konkurencyjnych języków, a także skierowanie Delphi przez firmę Borland (dewelopera tego środowiska) do dużych firm, profesjonalnych podmiotów jego popularność w zdecydowany sposób zmalała. Dla osoby z dysfunkcją wzroku, która zdecyduje się pisać w tym języku istotny będzie fakt, że składnia Delphi jest bardzo prosta. Większość tzw. słów kluczowych, a także znaków specjalnych jest wyrażana słownie, co pozwala za pomocą screenreaderów wygodnie przeanalizować napisany kod. Oczywiście słowna reprezentacja praktycznie wszystkich elementów języka w zdecydowany sposób wydłuża czas programowania i zwiększa możliwość popełnienia błędu tzw. literowego. Dodatkowo Delphi uznawany jest za język mało optymalny i powolny w wykonywaniu kodu. Z językiem programowania Delphi ściśle związane są zaprojektowane przez Borland narzędzia RAD (Rapid Application Development ? szybkie tworzenie aplikacji), które umożliwiają zaprojektowanie wizualnego interfejsu programu za pomocą myszki (metoda przeciągnij i puść). Niestety najnowsze aplikacje tj. Delphi 2010, 2006 i 2005 raczej źle współpracują z programami mówiącymi. Dlatego najlepiej, aby osoba niewidoma wymienionych przeze mnie środowisk nie pobierała. Ostatnim RAD dobrze współpracującym z screenreaderami był Delphi 7, który można np. pobrać za darmo ze strony Borlanda. Narzędzie to umożliwia, między innymi osobie niewidomej, łatwe i szybkie zaprojektowanie w pełni wizualnego interfejsu. Oczywiście na naukę tego środowiska trzeba poświęcić trochę czasu, jednak wbudowane w Delphi 7 narzędzie Object Inspektor w zdecydowany sposób ułatwia projektowanie.

Visual Basic swój początek wywodzi z języka programowania Basic. W chwili obecnej język ten rozwijany jest przez Microsoft. Od jakiegoś czasu, tj. od wersji Visual Studio 2005, Visual Basic zaliczany jest do rodziny języków platformy .net, co zostało dobrze przyjęte przez środowisko programistów. Budowa Visual Basic (VB) jest bardzo zbliżona do Delphi, tj. w składni używa się bardzo często słów zamiast znaczników znakowych typu ?{?. Łączy się to z podobnymi zagrożeniami, na jakie zwrócono uwagę przy Delphi. Jednak warto zaznaczyć, że VB od produktu Borlanda jest bardziej zoptymalizowany i efektywniejszy. Wspomniane powyżej Visual Studio jest sztandarowym środowiskiem programistycznym firmy Microsoft, które obsługuje kilka języków programowania, a co za tym idzie, posiada kilka wbudowanych kompilatorów. Rozwiązanie zastosowane w Visual Studio sprawia, że w jednym miejscu można tworzyć różne projekty, dedykowane odmiennym systemom operacyjnym i przeznaczone dla innych odbiorców. Dodatkowym atutem wbudowania kilku kompilatorów w jednym miejscu jest ułatwiona nauka interfejsu środowiska programistycznego, bowiem należy się nauczyć tylko jednego, a nie kilku, co może być kłopotliwe.

Sama praca z Visual Studio należy do przyjemnych i raczej łatwych, ponieważ środowisko to w 90% jest dostępne dla screenreaderów. Problemy z odczytem pojawiają się w opcjach VS oraz opcjach projektów, jednak po krótkim przeanalizowaniu okna za pomocą kursora myszy (w przypadku WE) okaże się, że do wszystkich niezbędnych elementów można uzyskać dostęp, a co za tym wszystko jest osiągalne. Warto podkreślić, iż tworzenie wizualne projektu w VS jest trudne, dlatego lepiej cały kod uzupełniać przez edytory wbudowane w to środowisko. Przy edycji kodu bardzo pomocne są podpowiedzi. Po wpisaniu części nazwy lub słowa, które program rozpozna jako jedno ze słów kluczowych lub nazw własnych funkcji lub zmiennych, po odczekaniu 2, 3 sekund i po naciśnięciu spacji, pozostała część komendy zostanie automatycznie uzupełniona. Warto również wiedzieć, że komunikaty, błędy wyświetlane po przeprowadzonej kompilacji można podejrzeć strzałkami, bowiem informacje kompilatora wyświetlane są w elemencie przypominającym pole edycyjne. Należy także pamiętać, że wyświetlane informacje bardzo często są zawijane przez margines i dlatego trzeba przejść na koniec linii komunikatu, aby przeczytać ukrytą część. Między plikami zawartymi w projekcie najlepiej poruszać się poprzez tzw. Solution Explorer, widoczny w górnej części okna. Dostać się tam można za pomocą kursora myszy, albo menu ?View? i Solution Explorer. Dokumentacja do Visual Basic jest bardzo rozbudowana i dostępna w języku angielskim pod adresem www.msdn.microsoft.com.

Na koniec warto dodać, że Microsoft udostępnił kilka wersji Visual Studio. Dla osoby niewidomej warta polecenia jest wersja 2005 Expres Edition, ponieważ najlepiej współpracuje z screenreaderami. Pozostałe wersje tj. Visual Studio 2008 i 2010 znacznie gorzej współpracują z programami mówiącymi, a wersja 2008 jest jeszcze możliwa do obsłużenia przez np. WE, natomiast z najnowszą wersją VS jest to praktycznie niemożliwe.

Obecnie najbardziej popularnym językiem programowania jest C++  - następca starszego C. Na popularność tego języka składa się wiele czynników, jednak do najważniejszych można zaliczyć elastyczność i ogromny potencjał. Oczywiście C++ posiada wady, które w szczególności dotykają osoby z dysfunkcją wzroku. Najważniejszą wadą języka C++, która utrudnia pracę z screenreaderami jest jego budowa składniowa. W przeciwieństwie do języków wysokiego poziomu takich, jak Visual Basic C++, zdecydowanie w mniejszy sposób używa słów kluczowych. Zastępując je znacznikami typu ?{? albo ?I++? itp. Taka składnia sprawia, że objętość napisanego kodu w zdecydowany sposób się zmniejsza, jednak należy uważać, aby nie pomylić albo zgubić któregoś ze znaczników. Jest to w szczególności uciążliwe dla osób niewidomych. Dlatego, chcąc to ominąć, trzeba w programie udźwiękawiającym ustawić poziom interpunkcji na wartość maksymalną, aby wszystko było odczytywane. Drugim rozwiązaniem, bardziej uciążliwym, jest stosowanie tuż po znaczniku tzw. komentarzy informujące o danym znaku specjalnym. Przykładem takiego zapisu jest np. ?{ // otwarcie klamry?.

Drugą istotną niedogodnością, mającą wpływ na pracę screenreaderów, jest rozróżnianie przez C++ dużych liter. Niestety, należy bardzo uważnie czytać wszelkie przykłady, dokumentację dołączoną do bibliotek, zwracając uwagę na wielkość liter, bowiem każdy programista stosuje inną nomenklaturę w nazewnictwie. Niestety, nie mają tu znaczenia próby w ujednoliceniu tego chaosu w nazywaniu, ponieważ ogólne reguły nie są stosowane powszechnie - np. system węgierski (mimo poparcia Microsoftu).

Obecnie dostępnych jest wiele środowisk, kompilatorów przeznaczonych dla C++. Jednak dla osób niewidomych mogą być warte uwagi dwa tj. Visual Studio oraz Devc. Jak to już zostało wspomniane, VS przeznaczone dla VB jest praktycznie takim samym RAD dla innych języków, w tym C++. Dlatego wszystkie uwagi przedstawione przy omawianiu VB mają odniesienie do kompilatora C++ Microsoftu. Drugim środowiskiem godnym uwagi jest wspomniany Devc. Środowisko to jest w pełni spolszczone, toteż początkujący programista będzie mógł bardzo szybko zapoznać się z Devc. Dodatkowo, na plus tego środowiska należy zaliczyć pełną dostępność dla screenreaderów. Niestety, Devc od 2005 roku nie jest rozwijany, dlatego stopniowo traci na funkcjonalności i nie jest polecany dla bardziej zaawansowanych programistów. Jednak do celów nauki programowania w C++, Devc jest bardzo dobrym środowiskiem.

W celu pogłębienia wiedzy z zakresu C++ warto oczywiście odwiedzić stronę MSDN, a także www.cplusplus.com.

Bardzo dobrym kursem programowania w C++ jest ?Od zera do gier kodera?, znajdujący się na stronie http://www.gamedev.pl/tutorials.php?x=category&id=18

Jednak w sieci dociekliwy programista znajdzie wiele innych ciekawych informacji związanych z C++.

Język C# jest bezpośrednim następcą C++. Charakteryzuje się on całkowitą obiektowością oraz powiązaniem go z platformą .net. Składnia i budowa jest bardzo zbliżona do C++, dlatego mają tutaj zastosowanie wszystkie wspomniane już wcześniej uwagi. Niestety, wybór środowiska programistycznego C#, a co za tym kompilatora jest ograniczony, jednak środowisko Visual Studio, proponowane przez Microsoft, w pełni zadowoli niewidomego użytkownika. Język C# zasługuje na uwagę niewidomego programisty ze względu na łatwość tworzenia aplikacji tzw. okienkowych, które każdy użytkownik zna z pracy w systemie operacyjnym Windows. Całą dokumentację, w tym przykłady przydatne w trakcie programowania można odszukać na stronie MSDN albo w pomocy podręcznej do programu (klawisz skrótu F1), która wydaje się bardziej przejrzysta i funkcjonalna.

Do tworzenia zaawansowanych stron, prócz HTML, przeznaczono wiele języków skryptowych. Jednym z najbardziej popularnych języków, do którego można odszukać w sieci najwięcej pomocy, jest PHP. Odróżnieniu od wcześniej wymienionych w tym artykule języków, PHP jest językiem skryptowym, co oznacza, że napisany przez programistę kod nie jest zamieniany na plik wykonywalny (z rozszerzeniem .exe), tylko jest interpretowany ?w locie? przez specjalny program (w przypadku stron WWW tym programem jest przeglądarka internetowa, a także interpreter po stronie serwera). Warto wiedzieć, że PHP można wykorzystać tylko do napisania stron internetowych albo aplikacji sieciowych opartych o strony WWW. W celu rozpoczęcia nauki programowania w PHP należy pobrać i zainstalować silnik tego języka. W mojej opinii najłatwiej zainstalować to narzędzie wraz z programem Krasnal, który jest lokalnym serwerem stron WWW i FTP, ewentualnie można zainstalować serwer Apache i obsługę PHP. Edycja kodu w PHP jest bardzo prosta, bowiem ogranicza się do otwarcia zwykłego notatnika np. systemowego, a następnie po zapisaniu pracy zamiany rozszerzenia pliku TXT na HTML albo PHP. Edycja kodu w zwykłym notatniku skutkuje tym, iż należy bardzo uważnie uzupełniać kod, bowiem lokalizacja i poprawa błędów jest w zdecydowany sposób utrudniona.

Reasumując, należy w zdecydowany sposób podkreślić, że osoba z dysfunkcją wzroku może względnie swobodnie tworzyć i modyfikować własne programy. Jednak trzeba tutaj zauważyć, że niewidomy programista jest zmuszony zachować wyższe standardy pisania kodów źródłowych w celu lepszego i szybszego poprawiania ewentualnych błędów. Niestety większość materiałów dostępnych na rynku w formie książkowej, tradycyjnej, bardzo źle się skanuje. A warto zauważyć, że umieszczone w tych podręcznikach przykłady muszą być bardzo dokładnie przeskanowane, bowiem zmiana, opuszczenie choć jednego znaku może w zdecydowany sposób uniemożliwić analizę zaprezentowanego kodu. Na szczęście do książek bardzo często są dołączane płyty CD z przykładami źródeł kodów użytymi w danym podręczniku. I na koniec należy podkreślić, że sztuka programowania nie jest łatwa, i aby napisać prawdziwy program trzeba najpierw poświęcić dużo czasu na naukę podstaw. Jednak jak już na wstępie to zostało zauważone, warto się uczyć programowania, ponieważ ukończony projekt z nawiązką zwraca wszystkie godziny ciężkiej znojnej pracy.

Jarosław Świerz

* Autor jest absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2007r. pracuje jako specjalista ds. prawa cywilnego i administracyjnego w kancelarii radców prawnych ?R. Morawski, M. Wojdyło?. Prywatnie miłośnik gier planszowych, a także dobrej literatury.

Artykuł: MUD, czyli tekstowa gra on-line

Nie da się ukryć, iż większość gier, pisanych przez widzących i przeznaczonych dla osób nieposługujących się programami udźwiękawiającymi, jest dla niewidomych niedostępna. Na szczęście od tej reguły są wyjątki. Takim ?sztandarowym?, można by powiedzieć, wyjątkiem jest tzw. gra tekstowa, czyli program, który nie posiada w ogóle grafiki i komunikuje się z użytkownikiem za pomocą wyświetlanego tekstu, co sprawia, iż taka produkcja jest w pełni dostępna dla screenreaderów. W grupie gier tekstowych na szczególną uwagę zasługują programy wykorzystujące internetowy protokół Telnet.

CZYM JEST MUD?

MUD-y, bo o nich mowa, w uproszczeniu, są tekstowymi grami sieciowymi RPG (role-playing game), osadzonymi przeważnie w świecie fantasy. Sam akronim MUD (Multi-user dungeon) wskazuje na charakter rozgrywki i jej przebieg, tzn. na konieczność posiadania  z Internetem i nawiązania połączenia z serwerem, na którym umieszczono silnik gry, założeniu postaci, która będzie odgrywana. Przed graczem staje całe ogromne uniwersum, w którym można handlować, jeść, spać, konwersować, walczyć i wiele, wiele więcej. Wszystkie światy MUD-ów podzielone są na tzw. lokacje, czyli wyodrębnione fragmenty terenu. Taką lokacją może być np. pokój, polana, plac targowy etc. Ilość lokacji wyznacza rozmiar świata, który można przemierzać. Przeważnie świat składa się z od kilkuset do kilkunastu tysięcy lokacji, toteż, aby odkryć wszystko trzeba poświęcić dużo czasu na eksplorację. Warto zaznaczyć, że w lokacjach znajdują się, sterowani przez silnik gry, przeciwnicy (od słabych do naprawdę potężnych), przedmioty, inni gracze, z którymi można rozmawiać, zakładać gildie, a nawet walczyć. Tak naprawdę rodzaj zdarzeń w grze zależy od konkretnego MUD-a, ponieważ w jednym można np. jeździć konno, natomiast w innym już nie. Jednak celem wszystkich MUD-ów jest osiągnięcie najwyższego statusu, poziomu, zabicie jak największej ilości przeciwników, najważniejszego bosa (potężnego wroga np. mrocznego króla), a także bycie najbogatszym w świecie.

JAK TO DZIAŁĄ?

Chcąc tego wszystkiego doświadczyć, należy posiadać dostęp do Internetu. W zasadzie do nawiązania połączenia wystarczy posiadanie łącza modemowego (tzw. telefonicznego), lecz dynamika gry, a co za tym duża ilość przesyłanych między serwerem a komputerem gracza danych sprawia, iż takie łącze jest niewystarczające. Warto również zaznaczyć, że połączenie modemowe, a także komórkowe, mam tu na myśli zwłaszcza usługi GPRS i EDGE, nie charakteryzują się wielką stabilnością. Ponadto łącza te bardzo często generują duże opóźnienia tzw. lagi, wynoszące do 10 - 30 sekund, co w świecie MUD-ów jest przeważnie niedopuszczalne. Z wyżej wymienionych powodów wskazane jest posiadanie stałego łącza lub usługi komórkowej co najmniej na poziome UMTS lub nawet HSDPA, jeśli oczywiście ktoś chce podjąć rękawice i aktywnie bawić się w wirtualnych światach.

Klient

Chcąc połączyć się z serwerem gry, nie trzeba posiadać specjalnego oprogramowania, zwanego przez graczy klientem, ponieważ praktycznie wszystkie systemy Windows, a także dystrybucje Linuxa posiadają program do obsługi połączeń przez port Telnet. A jeśli system operacyjny w podstawowej instalacji nie posiada takiego programu, to można go doinstalować z płyty instalacyjnej naszego OS.

Należy jednak zaznaczyć, iż gra przez tzw. ?czysty? Telnet jest pozbawiona wielu udogodnień, a dla osoby z dysfunkcją wzroku jest bardzo trudna, ale nie niemożliwa. Dlatego za wskazane uznać można zaopatrzenie się w specjalny program - klient MUD-owy. Jest wśród czego wybierać. Na rynku dostępnych mamy aktualnie wiele programów tego typu, zarówno darmowych, jak i płatnych. Przeważnie są to aplikacje angielskojęzyczne, choć kilka całkowicie spolszczono. Na uwagę osoby używającej screenreadera zasługują w szczególności takie produkcje, jak: GMud, ZMud i jego kontynuacja CMud, MushClient, a także Tinyfugue.

GMud

Moim zdaniem, dla osoby zaczynającej dopiero przygodę z MUD-em wskazany jest jednak prosty klient GMud. Produkcja ta została przeznaczona na system operacyjny Windows i jest całkowicie dostępna dla WE i Jawsa. Prócz tego GMud charakteryzuje się takimi cechami, jak: prostota, stabilność, a także status freeware.

Mimo prostoty, GMud oferuje kilka znaczących ułatwień. Wydaje mi się, że dla osoby niewidomej największym udogodnieniem będzie dźwiękowy trigger tzn. reakcja polegająca na odtworzeniu wskazanego wcześniej pliku dźwiękowego, na zdefiniowane wcześniej zdarzenie, wygenerowane i przesłane przez silnik gry. Takim zdarzeniem może być np. atak, zmiana pory dnia etc. Określona przez gracza informacja dźwiękowa sprawia, iż niewidomy nie musi ciągle sprawdzać, czy na terminalu pojawiła się nowa partia tekstu, a także pomaga wyodrębnić ważną informację z zalewu wielu komunikatów. Do innych, ważniejszych udogodnień GMuda można zaliczyć aliasy, tj. zdefiniowane skróty, komendy, po wpisaniu których do MUD-a zostanie wysłany również określony wcześniej zestaw znaków. Przykładem aliasów może być np. ?WS? po wpisaniu, której do MUD-a zostanie wysłana komenda ?wsiądź na statek?. Szczególną odmianą aliasów są tzw. Makra, czyli aliasy podpięte pod konkretne klawisze takie, jak F1, ?CTRL+r? itp. Jak już napisałem, komendy aliasów i tekst do nich przypisany jest ustalany przez gracza, natomiast zestaw klawiszy, do których można przypisać konkretne akcje jest ograniczony i każdy klient ma odrębną listę takich klawiszy. Warto zauważyć, że bywa tak, iż makra GMud-owe czasami pokrywają się z skrótami programu udźwiękawiającego. W takim przypadku zazwyczaj komenda screenreadera jest ważniejsza, a makro klienta zostaje niezrealizowane. Dlatego należy ostrożnie definiować nowe makra, ponieważ możemy zostać w czasie gry niemile zaskoczeni.

Ostatnim istotnym ułatwieniem, jakie oferuje GMud jest tworzenie logów, tj. zapisywanie sesji gry w pliku tekstowym. Usilnie namawiam do archiwizacji każdej sesji gry w osobnym pliku tekstowym. Taka praktyka sprawi, że żadna informacja nam nie umknie i będziemy mogli do niej szybko dotrzeć. W przypadku złamania przez siebie lub innego gracza zasad gry, taki plik może być ważnym materiałem dowodowym.

Niestety GMud nie jest programem idealnym. Do jego mankamentów można zaliczyć problemy z czcionkami, które sprawiają, iż przesłany tekst jest źle zawijany w oknie, a co za tym idzie ucinany w trakcie odczytywania przez screenreader. Do innych minusów można zaliczyć brak wbudowanego w program systemu skryptowego, co na dłuższą metę mocno ogranicza tego klienta. Dlatego w mojej opinii zaawansowani gracze, którzy dobrze radzą sobie z obsługą nowych programów i poznali zagadnienia związane z MUD-ami powinni jednak wybrać inny program np. MushClienta.

MushClient

W tym miejscu odradzam użytkownikom programów udźwiękawiających używanie ZMuda, a także CMuda. Niestety nowsze wersje tych programów, przeznaczone na system operacyjny Microsoftu (ZMud Windows XP i starsze, CMud Vista) nie współpracują dobrze z screenreaderami. Oczywiście zaawansowani użytkownicy będą mogli obsługiwać te aplikacje, lecz nie będzie to łatwe i przyjemne. Również fakt, że te programy są odpłatne sprawia, że jednak to oprogramowanie nie jest dobrym wyborem. I nie ma tu znaczenia okoliczność, że w Internecie jest do tych programów bardzo dużo bezpłatnych dodatków, skryptów i instrukcji w języku polskim. Co prawda jest na rynku VIP MUD, klient dedykowany dla screenreaderów, oparty o silnik ZMuda, lecz niestety również jest płatny i nie posiada wsparcia w języku polskim.

Moim zdaniem najlepszym klientem do gry w MUD-y, dedykowanym dla Windowsa, jest bezpłatny klient MushClient. Mush, bo tak go pieszczotliwie określają gracze, jest całkowicie dostępny dla wszystkich screenreaderów. Jego budowę oparto na oknach dialogowych. Bogactwo opcji może na początku przerazić i przytłoczyć, lecz z biegiem czasu wszystko stanie się zrozumiałe, a obsługa nie będzie sprawiała trudności. Mush oczywiście posiada wszystkie opcje GMuda, lecz twórcy bardzo te funkcje rozbudowali o np. wyrażenia regularne (regex). Prócz podstawowych funkcji, Mush posiada obsługę skryptów (takich jak vbscript, perl), za pomocą których doświadczony programista może napisać dosłownie wszystko. W świecie MUD-owym nie raz można usłyszeć o skryptach sprawiających, iż to nie gracz, a jego skrypt steruje odgrywaną postacią. Dla osoby z dysfunkcją wzroku pomoc oferowana przez skrypty jest w niektórych sytuacjach nieodzowna. Także możliwość pełnej konfiguracji rozmiaru okna, a także elementów znajdujących się w nim bardzo ułatwia dostosowanie tego programu do własnych upodobań.

TinyFugue

Dla osób pracujących na systemie operacyjnym Linux w zasadzie jest tylko jeden wybór i jest nim TinyFugue (TF). Klient ten, przez wielu uważany jest za najlepszy dostępny obecnie program, w którym można zaimplementować praktycznie wszystko. Niewidomych zainteresuje fakt, że wszystkie skrypty, aliasy etc. są kodowane w plikach tekstowych, które swobodnie można zmieniać w dowolnym edytorze tekstów. Co prawda istnieje wersja na Windows, lecz pozbawiona jest ona możliwości odtwarzania innych dźwięków niż beep systemowy, co sprawia, że używanie takiego TF jest niekomfortowe, dlatego też tego programu nie polecam.

Po ustaleniu odpowiedniego klienta należy wybrać MUD-a do gry. W zasadzie tutaj mamy wybór pomiędzy dwoma rodzajami MUD-ów, tzw. LPMUD-ami i pozostałymi. Można wyszczególnić dwie istotne dla osoby używającej screenreaderów elementy różniące te MUD-y.

Pierwszym z nich jest występowanie w większości nie-LPMUD-ów, tzw. Promptu, linii informacyjnej pokazującej ważne informacje. MUD-y używające tego udogodnienia wysyłają tą linię informacyjną za każdym razem, kiedy do gracza zostanie wysłana nowa partia tekstu powiadamiająca o jakimś zdarzeniu. Z pozoru jest to pomocne, lecz przy dłuższym używaniu bywa to dla programu udźwiękawiającego uciążliwe, ponieważ mnogość informacji sprawia, że gracz naraża się na przeoczenie ważnych komunikatów. W LPMUD-ach takiego problemu nie ma, ponieważ twórcy doszli do wniosku, że to gracz powinien przez odpowiednią komendę powiadomić system o chęci poznania istotnych stałych danych takich, jak zdrowie, czas itp.

Drugą różnicą pomiędzy MUD-ami jest niepełne spolszczenie nie-LPMUD-ów. Wszystkie komendy w tych grach są wydawane w mianownikach i bez zachowania składni polskiej. Przypadki, gdy wpisuje się komendę ?weź ciastko ciało?, czyli ?weź ciastko z ciała? są na porządku dziennym. W LPMUD-ach taka komenda jest niedopuszczalna, ponieważ konstrukcja polecenia nie jest poprawna gramatycznie.

Między innymi z powodów przedstawionych przeze mnie, w światach opartych na mechanice nie-LPMUD-ów nie przebywa jednocześnie wiele osób. Do rzadkości należą sytuacje, kiedy w jednej chwili w grze zalogowanych jest więcej niż pięciu graczy. Ma to swoje plusy i minusy. Do najważniejszych zalet można zaliczyć swobodne odkrywanie świata. Największym mankamentem jest to, że z powodu małej aktywności w świecie on-line nie można spotkać innego gracza.

Przeciwnie jest w LPMUD-ach, które są bardziej popularne. W Arkadię, która jest pierwszym, a co za tym najstarszym polskim LPMUD-em, średnio aktywnie gra dwieście graczy. Dlatego grając na takim MUD-zie można bez problemów spotkać się i porozmawiać z innymi graczami. Taka duża ilość użytkowników sprawia, że niewidomy użytkownik musi szybko reagować na zachodzące w świecie zdarzenia. Tak naprawdę duża dynamika rozgrywki (bywa, iż walka trwa np. 7 sekund), a także ogrom świata i jego bogactwo sprawiają, że gra jest wymagająca. Jednak przy odpowiednim skonfigurowaniu klienta i skryptów gra okazuje się być, wbrew pozorom, najbardziej możliwa i przyjemna.

Reasumując, można powiedzieć, że gra w MUD-y dla początkującego użytkownika nie jest łatwa. Niestety, nie pomaga oferowany przez MUD-y ogrom światów i ich bogactwo. Nieraz bywa, iż pomoc/instrukcja do gry liczy wiele stron. Pomimo to z biegiem czasu, w trakcie zdobywania nowego doświadczenia, wszystko staje się zrozumiałe i łatwiejsze. Sprawy, które z początku wydawały się nie do przezwyciężenia okazują się trywialnymi. Dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwa zabawa, bo przed nami stają otworem całe, nieprzemierzone światy.

Jarosław Świerz

* Autor jest absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2007r. pracuje jako specjalista ds. prawa cywilnego i administracyjnego w kancelarii radców prawnych ?R. Morawski, M. Wojdyło?. Prywatnie miłośnik gier planszowych, a także dobrej literatury.

Artykuł: Umowy zawierane przez Internet

Można powiedzieć, że każdy z nas powinien, choć powierzchownie, znać prawo regulujące zobowiązania, bowiem mnogość zawieranych każdego dnia umów, a mam tu na myśli takie transakcje, jak choćby kupno chleba, biletu etc., wymusza stosowanie norm prawa regulujących to zagadnienie. W zasadzie w większej części problematyka stosunków prawnych wynikających z zawartych lub dopiero zawieranych umów została określona w księdze trzeciej ustawy z dnia 23 kwietnia 1964r. Kodeks cywilny (Dz. U. Nr 16, poz. 93, z późniejszymi zmianami). Jednak ustawodawca, w niektórych szczególnych przypadkach, zdecydował się unormować poszczególne aspekty tego prawa w odrębnych aktach prawnych (ustawach, aktach wykonawczych). Przykładem takiego działania jest ustawa z dnia 2 marca 2000r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz. U. Nr  22, poz. 271, z późniejszymi zmianami), w której uregulowano m.in. problematykę umów zawieranych na odległość, w tym przez Internet.

Z uwagi na znikomą ilość informacji dostępnych na ten temat, w niniejszym tekście postaram się przybliżyć aspekty tego stosunku prawnego, a także wskaże wyjątki odróżniające umowy zawierane na odległość od zwykłych umów.

Dynamiczny rozwój Internetu oraz sieci telefonicznych i komórkowych wymusił konieczność wprowadzenia do systemu prawa polskiego przepisów normujących transakcje zawierane przez kontrahentów, którzy nie znajdują się w tym samym miejscu. W głównej mierze dostosowanie naszego prawa do postępujących procesów cywilizacyjnych zostało wykonane poprzez zmianę Kodeksu cywilnego, w którym dodano odpowiednie paragrafy przewidujące wykorzystanie środków komunikacji elektronicznej, np. w uregulowaniach dotyczących składania oświadczeń woli oraz uchwalenie wspomnianej już ustawy z 2 marca o ochronie niektórych praw konsumentów, przy czym ta ostatnia ustawa implementuje do systemu prawa polskiego zapisy dyrektywy nr 97/7/WE z dnia 20 maja 1997 r. w sprawie ochrony konsumentów w przypadku umów zawieranych na odległość (Dz. Urz. WE seria L 1997 r. 144 s. 19).

Rozważając problematykę zawierania umów poza siedzibą firmy należy zauważyć, iż prawo rozróżnia dwie grupy takich umów. Rozróżnienie tych umów jest przeprowadzone pod względem podmiotowym tj. stron i osób, które biorą udział w danej transakcji. I tak wyróżnia się umowy konsumenckie i pozostałe. Za umowę konsumencką uznaje się kontrakt, w którym jedną ze stron jest konsument tzn. osoba fizyczna - dokonująca transakcji na cele prywatne, a drugą ze stron jest przedsiębiorca - rozumiany jako osoba fizyczna, prowadząca działalność gospodarczą, na konto której zawiera dany kontrakt, albo osoba prawna wpisana do rejestru przedsiębiorców. Do pozostałych umów zalicza się kontrakty zawierane np. tylko pomiędzy konsumentami albo tylko przedsiębiorcami lub innymi podmiotami, takimi jak osoby prawne, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Wprowadzone rozgraniczenie na umowy konsumenckie i pozostałe, w zamyśle miało chronić tę pierwszą grupę osób przed nieprzemyślanymi krokami. Dlatego umowy konsumenckie podlegają w pierwszej kolejności reżimowi ustawy o ochronie praw konsumenckich, a później Kodeksowi cywilnemu, natomiast pozostałe kontrakty są regulowane tylko przez Kodeks cywilny.

Analizując tzw. grupę umów zawieranych przez Internet, które podlegają tylko reżimowi Kodeksu cywilnego, należy szczególnie zwrócić uwagę na przepisy regulujące składanie oświadczenia woli. Zgodnie z art. 60 Kodeksu cywilnego, z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej. Norma prawna z tego artykułu została rozwinięta w art. 61 § 2 Kodeksu cywilnego mówiącym, że oświadczenie woli wyrażone w postaci elektronicznej jest złożone innej osobie z chwilą, gdy wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej, w taki sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią. Przykładem takiej możliwości jest potwierdzenie odebrania wiadomości mailowej poprzez odesłanie wiadomości zwrotnej albo kliknięcie na link zawarty w nadesłanej wiadomości. Przy czym, w myśl art. 66[1] § 1 Kodeksu cywilnego oferta złożona w postaci elektronicznej wiąże składającego, jeżeli druga strona niezwłocznie potwierdzi jej otrzymanie. Dodatkowo, zgodnie z paragrafem 2 tego przepisu, przedsiębiorca składający ofertę w postaci elektronicznej jest obowiązany przed zawarciem umowy poinformować drugą stronę w sposób jednoznaczny i zrozumiały, między innymi o skutkach prawnych potwierdzenia przez drugą stronę otrzymania oferty, czynnościach technicznych składających się na procedurę zawarcia umowy albo językach, w których umowa może być zawarta. Zasady te nie dotyczą przedsiębiorców wysyłających ofertę na pocztę elektroniczną albo wykorzystują podobny środek do indywidualnej komunikacji lub gdy umawiający się przedsiębiorcy wykluczyli taką możliwość. W tym miejscu należy wspomnieć o podpisie elektronicznym. W zasadzie, jak to określa Kodeks cywilny w art. 78 § 2 oświadczenie woli złożone w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym, weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu, jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej. Jednak z uwagi na małą popularność tego przepisu norma ta obecnie jest niewykorzystywana w pełni. Natomiast z biegiem czasu, im więcej podmiotów będzie posiadało bezpieczny podpis elektroniczny, znaczenie tego artykułu wzrośnie. Obecnie barierą jest koszt uzyskania i utrzymania takiego podpisu, który waha się w granicach kilkuset złotych. Także w mojej opinii przepis ten może w znaczący sposób ułatwić podpisywanie wszelkich dokumentów, w tym umów osobom niewidomym.

Podobny potencjał jest zawarty w art. 384 § 4 Kodeksu cywilnego określającym, iż jeżeli jedna ze stron posługuje się wzorcem umowy w postaci elektronicznej, powinna udostępnić go drugiej stronie przed zawarciem umowy w taki sposób, aby mogła ona wzorzec ten przechowywać i odtwarzać w zwykłym toku czynności. Taki zapis sprawia, iż niewidomy przedsiębiorca może mieć dostęp do umowy w formie elektronicznej, dostarczonej mu przez kontrahenta. Przedstawione powyżej uregulowania w zupełności wystarczają podmiotom podlegającym tylko Kodeksowi cywilnemu w trakcie zawierania umów na odległość. Bowiem wskazane wyjątki wypełniają lukę w stosowaniu pozostałych przepisów Kodeksu, które mają bezpośrednie zastosowanie w każdej transakcji. Dlatego w każdej umowie stosuje się normy z księgi trzeciej, a w szczególności uregulowania poszczególnych umów, oraz prawo gwarancji i rękojmi, które najczęściej jest wykorzystywane przez kontrahentów.

Natomiast bardziej rygorystycznie unormowano umowy zawierane przez przedsiębiorców z konsumentami. W pierwszym rzędzie należy zaznaczyć, że ochroną zostały objęte praktycznie wszystkie umowy zawierane na odległość. Bowiem w myśl art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów umowy zawierane z konsumentem bez jednoczesnej obecności obu stron, przy wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość, w szczególności drukowanego lub elektronicznego formularza zamówienia niezaadresowanego lub zaadresowanego, listu seryjnego w postaci drukowanej lub elektronicznej, reklamy prasowej z wydrukowanym formularzem zamówienia, reklamy w postaci elektronicznej, katalogu, telefonu, telefaksu, radia, telewizji, automatycznego urządzenia wywołującego, wizjofonu, wideotekstu, poczty elektronicznej lub innych środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną są umowami na odległość. Z tego przepisu wynika, że umowami zawieranymi na odległość nie są tylko transakcje zawierane za pomocą środków elektronicznych, ale także zwykłe ogłoszenia w prasie i telewizji, przy czym istotne jest, aby przedsiębiorca choć w części opierał swoją działalność o te środki komunikacji. Również kontrahent nie może obciążyć konsumenta kosztami wynikającymi ze złożenia oferty oraz powinien uzyskać zgodę, przynajmniej milczącą, na formę ewentualnej transakcji. Dlatego konsument, otrzymawszy propozycję zawarcia umowy, może odmówić bez żadnych konsekwencji zawarcia proponowanego mu kontraktu. Również na przedsiębiorcy zgodnie z art. 9 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów ciąży obowiązek, najpóźniej w chwili złożenia drugiej osobie propozycji, podania takich danych, jak imię i nazwisko (nazwa), adres zamieszkania (siedziby) przedsiębiorcy oraz organ, który zarejestrował działalność gospodarczą przedsiębiorcy, a także numer i cena lub wynagrodzenie obejmujące wszystkie ich składniki, a w szczególności cła i podatki. Podaje się również wszystkie koszty transakcji, termin dostawy, zasady zapłaty ceny itp., przy czym wszystkie informacje powinny być podane jednoznacznie, w sposób zrozumiały i łatwy do odczytania (art. 9 ust. 2 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów). Także na przedsiębiorcy, po zawarciu umowy, jeżeli strony nie umówiły się inaczej, ciąży obowiązek dostarczenia towaru najpóźniej w terminie 30 dni od zawarcia umowy. Jeżeli termin 30 dni czy inny umówiony termin nie może być dochowany z uwagi na niedostępność towaru albo niemożność świadczenia przez przedsiębiorcę, osoba taka zobowiązana jest poinformować o tym fakcie konsumenta i zwrócić mu pieniądze (art. 12 ust. 2 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów). Dlatego w przypadku braku towaru, a co za tym niedostarczeniu go w zakreślonym terminie, przez przedsiębiorcę sprzedającego na portalu aukcyjnym, np. www.allegro.pl, konsument może skutecznie domagać się własnych pieniędzy.

Jednak podstawową ochroną konsumentów w takich umowach zawieranych przez Internet jest prawo zwrotu towaru. Stosownie do treści art. 7 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni, przy czym prawo to nie dotyczy wszystkich produktów. Bowiem np. towary szybko-psujące się, prasa, albo nagrania audio-video nie można zwrócić. Dokładny katalog produktów niepodlegających zwrotowi został zawarty w art. 10 ust. 3 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów. Jednak ustawodawca umożliwił kontrahentom wyłączenie stosowania tego przepisu, a co za tym możliwość zwrotu tych towarów.

Warto podkreślić, że konsumenta nie można obciążyć żadnymi sumami odstępnymi. Również należy pamiętać, że informacja o odstąpieniu od umowy musi być sporządzona na piśmie, choć należy przyznać, że ustawodawca nie przewidział dodatkowych elementów, jakie takie pismo powinno zawierać. Jednak wydaje się, iż odstąpienie musi posiadać wskazanie towaru podlegającego zwrotowi, stron, informację o odstąpieniu (nie trzeba podać powodu) oraz podpis konsumenta. Wspomniany termin 10 dniowy zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów liczony jest od chwili wydania rzeczy, czyli momentu otrzymania np. przesyłki pocztowej. Jednak jeśli przedsiębiorca nie poinformował konsumenta o danych, które miał obowiązek przekazać zgodnie z art. 9 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów, termin ten wydłuża się do trzech miesięcy od chwili wydania rzeczy.

Po zwrocie wszystkich towarów, pieniędzy i świadczeń uznaje się, iż umowa nie została zawarta. Dodatkowo, w myśl art. 13 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów przedsiębiorca jest zobowiązany potwierdzić na piśmie zwrot wszystkich świadczeń, a co za tym odstąpienie.

W przypadku pozostałych elementów stosunku prawnego wynikającego z zawartej umowy na odległość stosuje się odpowiednie przepisy z Kodeksu cywilnego albo odrębnych ustaw. W szczególności mają tutaj zastosowanie normy dotyczące składania oświadczeń woli, regulację poszczególnych umów oraz rękojmie i gwarancję. Choć w przypadku tego ostatniego prawa przy zawieraniu umów z konsumentami, pierwszeństwo ma zastosowanie ustawa z dnia 27 lipca 2002r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz. U. Nr 141, poz. 1176, z późniejszymi zmianami), jednak to odrębna kwestia, która tylko pośrednio ma wpływ na zagadnienie związane z zawieraniem umów przez nowoczesne środki komunikacji elektronicznej.

Jarosław Świerz

Artykuł: Telepraca

Podstawową metodą nawiązania stosunku prawnego, umożliwiającego wykonywanie pracy, a co za tym idzie zarobkowanie, jest tzw. stosunek pracy wynikający ze zwykłej umowy o pracę. Definicję tego stosunku, a także szereg szczegółowych uregulowań zawiera ustawa z dnia 26 czerwca 1974r. Kodeks pracy (Dz. U. z 1998r. Nr 21, poz. 94, z późniejszymi zmianami).

W kontekście stosunku pracy, stosownie do treści art. 22 § 1 Kodeksu pracy, uznaje się, iż pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. Ten ostatni zobowiązuje się natomiast do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem. Od tej ogólnej konstrukcji z zbiegiem lat wypracowano kilka odstępstw, dostosowujących to zobowiązanie do występujących przekształceń społeczno-technicznych. Taką ewolucję i zmianę charakteru stosunku pracy można zaobserwować między innymi w konstrukcji tzw. pracy nakładczej, a także telepracy, które posiadają kilka znaczących cech odróżniających te zobowiązania od standardowego stosunku pracy.

W zasadzie można powiedzieć, że powstanie telepracy było konsekwencją pojawienia się i dynamicznego rozwoju nowoczesnych technik komunikacji elektronicznej, jakimi są niewątpliwie telefony i Internet. Rozwój tych technologii stopniowo wymuszał na pracodawcach stosowanie w swoich przedsiębiorstwach nowej, rozproszonej organizacji pracy. Dlatego, w celu zaspokojenia oczekiwań rynku, nowelą z 16 października 2007 r. do Kodeksu pracy ustawodawca wprowadził, w rozdziale IIB (art. 67[5] i następne) normy prawne regulujące ten szczególny stosunek pracy. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż przepisy zawarte w tym rozdziale należy, w przypadku telepracy, stosować w pierwszej kolejności, przed uregulowaniami zawartymi w pozostałej części Kodeksu pracy.

Zgodnie z art. 67[5] § 1 Kodeksu pracy, praca może być wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Te dwa wskazane w tym przepisie elementy, tj. świadczenie pracy poza zakładem pracy i wykorzystanie nowoczesnych technologii w wykonywaniu pracy, w głównej mierze odróżniają telepracę od zwykłego stosunku pracy. Pozostałe elementy, jakie określa Kodeks pracy, np. podległość pracownika, są takie same jak w zwykłym stosunku pracy, przy czym niektóre elementy należy dostosowywać do specyfiki telepracy. Na przykład wspomniana podległość pracownika pracodawcy musi być realizowana z uwzględnieniem szczególnych, swoistych warunków tego zobowiązania prawnego, bowiem pracodawca fizycznie nie jest w stanie przeprowadzić osobistej kontroli wszystkich pracowników, którzy bardzo często wykonują swoją pracę w różnych miejscach kraju. Jednak podległość i wiążąca się z nią kontrola może być realizowana za pomocą nowoczesnych technologii np. kamery internetowej albo programów monitorujących aktywność pracownika w trakcie wykonywania pracy. Takim oprogramowaniem jest np. program ?Oko szefa?, który umożliwia  administratorowi monitorowanie aktywność na oddalonym komputerowym stanowisku pracy, przy czym prowadzony przez pracodawcę monitoring powinien zapewniać pracownikowi prywatność i komfort pracy, bowiem nadmierna inwigilacja może być uznana za naruszenie dóbr osobistych.

Wspomnianymi w definicji telepracy (art. 67[5] Kodeksu pracy) środkami  komunikacji elektronicznej są zgodnie z zapisem ustawy z dnia 18 lipca 2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204, z późniejszymi zmianami) rozwiązania techniczne, w tym urządzenia teleinformatyczne i współpracujące z nimi narzędzia programowe, umożliwiające indywidualne porozumiewanie się na odległość przy wykorzystaniu transmisji danych między systemami teleinformatycznymi, a w szczególności pocztą elektroniczną itp. programy, natomiast system teleinformatyczny zgodnie z tą ustawą to zespół współpracujących z sobą urządzeń informatycznych i oprogramowania, zapewniających przetwarzanie i przechowywanie, wysyłanie i odbieranie danych przez sieci telekomunikacyjne, jakie zostały określone w ustawie z 21 lipca 2001 r. Prawo telekomunikacyjne (Dz. U. Nr 73, poz. 852 ze zm.).

W tym miejscu warto dodać, że pracownik wykonuje swoją pracę za pomocą wskazanych powyżej środków komunikacji elektronicznej, natomiast efektów wykonanej pracy nie musi przekazywać w całości pracodawcy w formie elektronicznej. Jednak należy przyznać, że art. 67[5] § 2 Kodeksu pracy nakłada na pracownika obowiązek przekazywania swoich efektów pracy choć w minimalnej części w formie elektronicznej.

W tym miejscu warto wskazać jedną istotną cechę telepracy, na którą zdecydował się ustawodawca wprowadzając do Kodeksu tę formę zatrudnienia. Otóż telepraca została w kilku istotnych aspektach ograniczona z korzyścią dla pracownika. Takim przykładem ograniczenia stosowania telepracy przez pracodawców jest między innymi uregulowana w art. 67[6] Kodeksu pracy zgoda związków zawodowych na taką formę zatrudnienia wyrażana w formie porozumienia. U pracodawców nieposiadających związków zawodowych stosownie do paragrafu 4 tego artykułu zgodę tych organizacji pracowniczych zastępuje konsultacja z przedstawicielami załogi na wprowadzenie regulaminu telepracy. Dopiero po przyjęciu u danego pracodawcy konkretnego porozumienia albo regulaminu, może być realizowana w danym zakładzie forma telepracy. W tych aktach autonomicznych zakładu pracy w szczególności należy zawrzeć informacje, jakimi środkami komunikacji elektronicznej powinien posługiwać się pracownik, w jakich miejscach może być wykonywana telepraca, jak są zabezpieczone dane na stanowisku pracy oraz jakie są obowiązki po stronie pracodawcy względem sprzętu (określa się ubezpieczenie albo ekwiwalent za używanie sprzętu należącego do pracownika). Oczywiście pracownik powinien mieć możliwość zapoznania się z danym porozumieniem lub regulaminem przed podpisaniem, zmianą umowy o telepracę.

Zgodnie z art. 67[7] § 1 Kodeksu pracy nawiązać stosunek telepracy można na dwa sposoby, poprzez podpisanie nowej oraz zmianę dotychczasowej umowy. Jednak, jak to wskazuje paragraf 3 tego przepisu, zmiana aktualnie obowiązującej między stronami umowy o pracę na telepracę może być dokonana z inicjatywy dowolnego partnera, jednak za ogólną zgodą pracownika i pracodawcy (porozumienie). Z tego przepisu wynika, iż wykluczona jest możliwość stosowania przewidzianego w art. 42 Kodeksu pracy wypowiedzenia warunków pracy i płacy. Pracodawca w miarę możliwości powinien uwzględnić wniosek pracownika o telepracę, natomiast odmowa pracownika na zmianę dotychczasowej umowy na telepracę w świetle art. 67[9] Kodeksu pracy nie może stanowić podstawy wypowiedzenia obecnej umowy o pracę, o której mówi art. 30 4 Kodeksu pracy. Również zabronione jest jednostronne powierzanie przez pracodawców pracownikom telepracy na mocy art. 42 § 4 Kodeksu pracy. Bezwzględny zakaz takich praktyk został ustalony w art. 67[7] Kodeksu pracy.

Przy zawieraniu nowej umowy o telepracę, prócz zwykłych elementów, jakie zazwyczaj się ustala, tj. wysokość wynagrodzenia, rodzaj pracy etc. również zgodnie z art. 67[7] § 2 Kodeksu pracy powinno się uwzględnić rodzaj wykorzystywanych środków komunikacji elektronicznej, monitoringu, rozliczenia z wykonanej pracy, a także innych dodatkowych elementów uzgadnianych indywidualnie. Te elementy, mimo braku wyraźnego wskazania przez ustawodawcę, również powinny być określone w przypadku zmiany dotychczasowej umowy. Warto również zaznaczyć, że umowę oraz porozumienie zmieniające powinno się sporządzić na piśmie (art. 29 § 2 i 4 Kodeksu pracy), a w przypadku nawiązania nowego stosunku pracy w formie ustnej pracodawca zobowiązany jest dostarczyć na piśmie pracownikowi najpóźniej do dnia rozpoczęcia pracy przez tą osobę wszystkich wymaganych informacji. Dodatkowo pracownik nowozatrudniony, a także zmieniający formę zatrudnienia powinien otrzymać do dnia rozpoczęcia pracy pisemną informację określającą między innymi organizacje zakładu pracy, a w szczególności usytuowanie zajmowanego stanowiska pracy w ogólnej organizacji jednostki oraz dane osoby, która bezpośrednio będzie nadzorowała telepracownika (art. 67[10] Kodeksu pracy).

Pracodawca i telepracownik mogą zawrzeć osobną umowę, która będzie regulowała takie zagadnienia, jak ubezpieczenie sprzętu będącego własnością pracownika i ekwiwalent za jego używanie oraz sposób i tryb kontroli przeprowadzanej przez pracodawcę lub osobę do tego upoważnioną. Warto wiedzieć, iż wysokość wspomnianego ekwiwalentu określa się zgodnie z wytycznymi zawartymi w art. 67[11] § 3 Kodeksu pracy. W myśl tego przepisu telepracownikowi przysługuje ekwiwalent w wysokości określonej w porozumieniu, regulaminie albo osobnej umowie. Przy ustalaniu wysokości ekwiwalentu bierze się pod uwagę w szczególności normy zużycia sprzętu, jego udokumentowane ceny rynkowe oraz ilość wykorzystanego materiału na potrzeby pracodawcy i jego ceny rynkowe.

W tym miejscu należy dodatkowo podkreślić, iż po podpisaniu porozumienia zmieniającego i wszystkich aneksów do niego - pracownikowi na podstawie art. 67[8] § 1 Kodeksu pracy przysługuje w ciągu trzech miesięcy prawo do przywrócenia poprzednich warunków na jego wniosek. Prawo to jest bezwzględne tzn. nie można go wyłączyć, bowiem w zamyśle ustawodawcy ma ono dodatkowo chronić pracownika przed nieprzemyślanymi krokami. Wskazuje na to zapis paragrafu 2 tego artykułu, mówiącym, iż nawet złożenie wniosku przez pracownika pisma o przywrócenie poprzednich warunków pracy po upływie terminu trzymiesięcznego powinno być w miarę możliwości przez pracodawcę uwzględnione. Przywrócenie w przypadku zachowania terminu o którym mówi art. 67[8] § 1 Kodeksu pracy realizowane jest automatycznie w dacie uzgodnionej przez strony, jednak nie dłuższej niż 30 dni. Natomiast przywrócenie poprzednich warunków w przypadku niedochowania terminu przez pracownika realizowane jest za pomocą wypowiedzenia warunków pracy i płacy przez jedną ze stron uregulowane w art. 42 Kodeksu pracy.

Po podpisaniu wszystkich niezbędnych dokumentów, związanych z nawiązywaniem nowego stosunku pracy albo zmianą dotychczasowej formy zatrudnienia, na stronach, a w szczególności na pracodawcy ciążą jeszcze inne znaczne obowiązki. Takimi obligatoryjnymi obowiązkami jest między innymi: konieczność dostarczenia pracownikowi sprzętu, chyba, że strony w umowie przewidzą inaczej, o czym już była mowa. Pracodawca zobowiązany jest pokryć koszty związane z instalacją, serwisem, eksploatacją i konserwacją sprzętu oraz zapewnić telepracownikowi pomoc techniczną i niezbędne szkolenia w zakresie obsługi sprzętu (art. 67[11] § 1 Kodeksu pracy). Również zgodnie z art. 67[12] § Kodeksu pracy pracodawca zobowiązany jest do określenia zasad ochrony danych przesyłanych między stronami, a także w miarę możliwości przeprowadza potrzebne w tym zakresie szkolenia, lub instruktarze. Obowiązek ten ściśle związany jest z bezpieczeństwem przepływu danych, a także zgromadzonych baz danych osobowych, co np. reguluje szczegółowo ustawa z dnia 29 sierpnia 1997r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 Nr 101, poz. 926, z późniejszymi zmianami). Po zapoznaniu się z zasadami ochrony danych osobowych pracownik potwierdza ten fakt na piśmie i od tej chwili zobowiązany jest do stosowania się do tych wytycznych. Pracownikowi, który nie będzie stosował się do określonych przez pracodawcę standardów bezpieczeństwa mogą grozić dotkliwe sankcje, jakie przewiduje Kodeks pracy w przypadku ciężkiego złamania praw pracowniczych, toteż warto uważnie takie wytyczne przeczytać i je przestrzegać.

Oczywiście, prócz wskazanych w rozdziale IIB Kodeksu pracy na stronach przed zawarciem umowy o pracę lub porozumienia, również ciążą obowiązki wynikające z innych norm takich jak konieczność przeprowadzenia szkolenia z bezpieczeństwa i higieny pracy, przeprowadzenia badań okresowych etc. Także dodatkowe wymagania mogą być nałożone na którąś ze stron ze względu na otrzymanie dofinansowania do tworzonego stanowiska pracy albo z uwagi na rejestrację przedsiębiorcy w rejestrze podmiotów otrzymujących dofinansowanie do wynagrodzenia osoby niepełnosprawnej, prowadzonym przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż ustawodawca zdecydował się na obniżenie standardów bezpieczeństwa i higieny pracy. Bowiem w myśl art. 67[17] Kodeksu pracy wyłączono część uregulowań odpowiedzialnych za bhp określonych w dziale 10 Kodeksu pracy. Jednak w zamian pracodawcę uprawniono do przeprowadzania kontroli nawet w domu pracownika, za wcześniejszą jego pisemną zgodą (art. 67[14] Kodeksu pracy. Również nowy telepracownik przed podjęciem pracy zobowiązany jest zwrócić się z wnioskiem do pracodawcy o przeprowadzenie kontroli pod względem bezpieczeństwa i higieny pracy stanowiska znajdującego się w domu, a pracodawca musi taką kontrolę przeprowadzić.

Na koniec trzeba zauważyć, że pozostałe elementy stosunku telepracy nie różnią się w żadnym stopniu od zwykłego zobowiązania wynikającego z Kodeksu pracy. Dlatego do telepracownika mają zastosowania wszystkie uregulowania związane z urlopami, w tym urlopami wynikającymi z ustawy o rehabilitacji zawodowej (10 dni dodatkowych), systemy pracy, prawa wynikające z macierzyństwa i niepełnosprawności itp. Również telepracownik może należeć do organizacji związkowej działającej u danego pracodawcy, a także może mieć wstęp na teren zakładu pracy i kontaktu z innymi pracownikami, co gwarantuje art. 67[16] Kodeksu pracy. Telepracownik w żadnym wypadku nie może być dyskryminowany ze względu na formę wykonywanej pracy, o czym wyraźnie mówi art. 67[15] Kodeksu pracy. Dlatego odmienne traktowanie telepracownika w stosunku do innych pracowników jest niedopuszczalne i może stanowić podstawę podniesienia  zarzutu przed sądem pracy i odszkodowania od pracodawcy prowadzącego tę formę zatrudnienia.

Wydaje się, że konstrukcja telepracy, a zwłaszcza szeroka ochrona takich pracowników jest wystarczająca i sprawia, że ta forma pracy jest atrakcyjna. Jednak należy pamiętać, iż ta instytucja funkcjonuje w polskim systemie prawa niedługo i dorobek judykatury i doktryny nie jest imponujący. A przecież to opinia sądów i cenionych autorów prawa w ostateczności kształtują wszelkie instytucje prawne, dlatego należy uważnie śledzić wszelkie zmiany i opinie związane z telepracą.

Jarosław Świerz

Artykuł: Przyjazne narzędzia - WebbIE

Ilu niewidomych, tyle poglądów na tzw. aplikacje self-voicing, czyli programy, które bezpośrednio komunikują się z syntezatorem mowy, pomijając program odczytu ekranu i jego możliwości. Plusem bez wątpienia jest to, że programy takie są zawsze w 100% dostępne dla użytkownika, bez względu na to, jakim czytnikiem ekranu dysponuje. Minusem jest brak uniwersalności takiego narzędzia i fakt, że nie zainteresuje widzącego użytkownika komputera, który raczej woli patrzeć na monitor niż słuchać syntetycznej mowy przez wiele godzin pracy. Osobiście preferuję programy, które są dla nas dostępne, ale pisane w sposób standardowy. Już od jakiegoś czasu niewidomi dysponują zestawem interesujących narzędzi, ukrywającym się pod kryptonimem WebbIE.

Screener strony WWW projektu_fot. FIRRWebbIE w dużej mierze jest specjalną, dedykowaną nam przeglądarką, której jeszcze kilka lat temu poświęciłbym większą część niniejszego artykułu. Obecnie, rola tego elementu pakietu, ze względu na prężny rozwój wiodących czytników ekranu, została zmarginalizowana. Pozwolę ją sobie zatem pominąć, napiszę natomiast o innych, przydatnych niewidomym narzędziach tego pakietu.

WebbIE znajdziemy na polskiej stronie projektu pod adresem: http://webbie.org.uk/pl/index.htm pod linkiem ?Pobierz WebbIE?.

Instalacja programu jest bardzo prosta, po kliknięciu na przycisk ?Dalej? wybieramy składniki, które mają zostać zainstalowane. Jeśli nie życzymy sobie, by któryś element pojawił się na naszym twardym dysku, wystarczy nacisnąć na nim Spację i wybrać ?Cała funkcja będzie niedostępna?. Osobiście w ten sposób pozbyłem się do niczego mi niepotrzebnej przeglądarki. W kolejnym kroku wybieramy lokalizację instalacji, a na końcu klikamy ?Instaluj?.

Do zestawu aplikacji WebbIE dostaniemy się rozwijając menu ?Accessible and WebbIE? w programach Menu Start. Zanim jednak zapoznam czytelników z ciekawymi funkcjami tych pomocniczych programów, czeka nas jeszcze jedna, prosta operacja.

Z niewyjaśnionych przyczyn WebbIE, mimo posiadania instalatora w języku polskim, nie jest w stanie załadować od razu odpowiednich lokalizacji, które zostały przygotowane na potrzeby tych programów. Dodatkowo zdarza się, że po polonizacji program odezwie się do nas angielskim słowem, a niektóre aplikacje w ogóle nie przemówią po polsku, bo nie zostały jeszcze spolszczone. Lepszy jednak rydz, niż nic? By WebbIE komunikowała się z nami w ojczystym języku, z menu programów wybieramy ?Tools?, a następnie ?Language Selector?. Kolejnym krokiem jest wskazanie języka polskiego na rozwijanej liście i zaakceptowanie wyboru klawiszem Enter.

Na pierwszy ogień podcasty

WebbIE dysponuje przyjemnym w obsłudze programem do odtwarzania podcastów, o nazwie Podcatcher.

Zdjęcie przedstawia ikonę czytnika RSS_fot. ivan_petrovPo uruchomieniu programu widzimy listę piętnastu wgranych fabrycznie podcastów, wśród których niestety nie ma ani jednego w języku polskim. Aby dodać nowy element wchodzimy do menu ?Podcasty? (kombinacja ?ALT+d?) i wybieramy ?Dodaj Podcast?. W kolejnym kroku wpisujemy nazwę podcastu i naciskamy Enter. Następnie wprowadzamy adres kanału RSS dla danego podcastu i ponownie wciskamy Enter.

Aby dostać się do nowo dodanego podcastu musimy wybrać go z listy, a wybór zatwierdzić klawiszem Enter. Po wykonaniu tej operacji, zostaniemy przeniesieni na listę odcinków, po której możemy poruszać się za pomocą klawiszy kursora. Jeśli zainteresuje nas jakaś pozycja i chcielibyśmy rozpocząć jej odsłuchiwanie, naciskamy Enter. Audycja zostanie odtworzona, a my znajdujemy się domyślnie na przycisku ?Pause?, który jak sama nazwa wskazuje, dokona zatrzymania odtwarzania w aktualnej pozycji. Ponowne wciśnięcie

Po odcinku możemy poruszać się za pomocą klawiszy ?Do przodu? i ?Do tyłu?, dostępnych w głównym oknie programu. Oprócz nich, znajdują się tam dwa suwaki, opisane jako ?Głośność? i ?Gdzie?. O ile znaczenia pierwszego nie trzeba chyba wyjaśniać, o tyle drugi suwak wymaga komentarza. Zastępuje on opisywane przed momentem przyciski i umożliwia szybsze poruszanie się po zawartości odcinka.

Oprócz przycisków, do dyspozycji użytkownika zostały oddane różnego rodzaju skróty klawiszowe, najpotrzebniejsze z nich to: Odtwarzaj (CTRL+p), Stop (Escape), Pauza (CTRL +u), Przeskocz do przodu (CTRL +f), Przeskocz do tyłu (CTRL +b), Głośniej (CTRL +i), Ciszej (CTRL +d)

Podcatcher umożliwia także import i eksport listy podcastów z plików OPML, wszystko dostępne jest w menu ?Plik? programu.

Prosty kalendarz

Jeśli dużo czasu spędzamy przed komputerem, a pamięć nasza zawodną jest, może się przydać kolejne, proste i użyteczne narzędzie, oferowane przez WebbIE.

Zdjęcie przedstawia stronę z kalendarza ściennego_fot. Paweł KryjKalendarz, bo o nim mowa, wywołamy z menu aplikacji używając ikony Calendar. Program wyświetli okno składające się z listy i przycisku ?Add?, za pomocą którego dodamy pierwsze zadanie do naszego kalendarza. Po wciśnięciu ?Add? należy wybrać datę z rozwijanego pola, program proponuje nam daty z zakresu najbliższych dwóch lat. Po wybraniu daty i wciśnięciu klawisza TAB znajdziemy się w polu edycyjnym, w którym umieścimy opis naszego przypomnienia. Lista zadań sprawdzana jest przy każdym starcie komputera, jeśli w okresie najbliższych dni czeka nas coś do zrobienia, program powiadomi nas odpowiednim, czytelnym dla screenreadera okienkiem.

Szczęśliwi czasu nie liczą

Tym, którzy są mniej szczęśliwi lub po prostu chcą mieć świadomość upływających sekund, minut czy godzin, przedstawiam kolejne, proste narzędzie WebbIE, o nazwie Clock.

Program w głównym oknie (pole tylko do odczytu, umożliwiające łatwe kopiowanie zawartości) wyświetla aktualny czas i datę systemową. Tak, jak większość narzędzi WebbIE, posługując się kombinacją ?CTRL+h?, możemy ukryć program w zasobniku systemowym. Jak na zegarek z prawdziwego zdarzenia przystało, Clock może powiadamiać nas o upływającym czasie za pomocą sygnału dźwiękowego. Opcję tę konfigurujemy w menu ?Chimes?, a do dyspozycji mamy następujące wartości: ?Every hour? (co godzinę ? wartość domyślnie aktywna), ?Every thirty minutes? (co pół godziny), ?Every fifteen minutes? (co 15 minut), ?No chimes? (brak sygnalizacji).

Kolejną przydatną funkcją zegarka są alarmy. Powiadomienia tego typu definiujemy za pomocą menu ?Reminders? (przypomnienia) i pozycji ?Add reminder? (dodaj przypomnienie).

Po wybraniu tej opcji pojawia się proste okienko, w którym wybieramy za pomocą klawiszy strzałek godzinę i minutę, o której ma uaktywnić się alarm, wartości możemy także wpisać z klawiatury w postaci hh:mm (hh ? godzina, mm - minuta). Kolejnym elementem, dostępnym po wciśnięciu klawisza TAB jest pole edycyjne, w którym wpisujemy tekst przypomnienia, jaki ma zostać wyświetlony, gdy nadejdzie jego pora, a całość zatwierdzamy za pomocą klawisza Enter. W odpowiednim czasie na pierwszy plan systemu Windows zostanie wysunięte okienko zawierające jeden przycisk, którego etykietą będzie treść wpisanego przez nas komunikatu. Wciśnięcie tego guzika zamyka okno alarmu i jest on uaktywniany za 24 godziny. Rzecz jasna alarmu możemy się w każdej chwili pozbyć lub dokonać jego modyfikacji, korzystając z menu ?Reminders?. Po zdefiniowaniu alarmu, pojawia się on w tym menu, po jego aktywacji za pomocą klawisza Enter, możemy zmienić godzinę, wyświetlany tekst lub zupełnie pozbyć się przypomnienia, naciskając przycisk ?Delete this reminder? (skasuj to przypomnienie).

Czytnik kanałów RSS

Kanały RSS to bardzo przydatne narzędzia, szczególnie, gdy korzystamy z wielu źródeł informacji. Większość nowoczesnych stron internetowych, na których nowe treści pojawiają się z dużą częstotliwością, umożliwia zaprenumerowanie interesujących nas kategorii przez kanały RSS. Mechanizmy te dostępne są w dwóch współpracujących ze screenreaderami przeglądarkach Internet Explorer i Mozilla Firefox. Oprócz tego na rynku istnieje kilka programów, będących samodzielnymi czytnikami RSS. Niestety, z ich dostępnością bywa różnie, zatem warto zapoznać się bliżej z kolejnym narzędziem WebbIE, o nazwie R.S.S. News Reader.

Interfejs programu, jak wszystkie narzędzia WebbIE, jest niezwykle prosty. Po uruchomieniu aplikacji pojawia się fabrycznie wgrana lista z zaproponowanymi przez autora kanałami. Niestety, mimo polskiego tłumaczenia, nie znajdziemy tu nic, co możnaby poczytać w naszym języku. Spróbujmy zatem zmienić ten stan rzeczy i dodajmy kanał informacyjny portalu Tyfloświat.

Można to uczynić na dwa sposoby:

1: Wpisujemy dane ręcznie ? w tym celu korzystamy z menu ?Adresy Kanałów?, a następnie wybieramy opcję ?Dodaj Kanał?. Teraz musimy wyszukać dokładny adres kanału i wkleić go w wyświetlone pole. W przypadku Tyfloświata adres będzie następujący: http://www.new.tyfloswiat.pl/rss.xml. Całość zatwierdzamy klawiszem Enter. Kolejnym krokiem, jest podanie nazwy kanału, jaka będzie wyświetlana w czytniku. Program domyślnie proponuje nazwę Tyfloświat, jednak wartość tę można swobodnie zmienić. Po wybraniu właściwej nazwy dla nowosubskrybowanego kanału, nie pozostaje nic innego, jak ponownie nacisnąć klawisz Enter.

2: Metoda automatyczna. Wprawdzie portal Tyfloświat umożliwia bezproblemowe dotarcie do adresu swojego kanału i skopiowanie go do schowka, jednak ta dobra praktyka nie cechuje wszystkich stron internetowych. Często jest tak, że informacja o kanałach RSS umieszczona jest w źródle strony i najwygodniej w takim przypadku jest subskrybować zawartość kanału za pomocą przeglądarki. Na szczęście, WebbIE posiada narzędzie, które umożliwia wyłuskiwanie adresów kanałów RSS z każdej strony internetowej. Aby skorzystać z tej funkcji, wchodzimy w menu ?Adresy kanałów? i korzystamy, z jeszcze nieprzetłumaczonej pozycji ?Search webpage for RSS feed? (wyszukaj kanały RSS na stronie).

W wyświetlonym okienku wpisujemy adres strony internetowej, jaką chcemy przeszukać. Tu ważna uwaga, adres musi kończyć się znaczkiem ?/? (symbol ten zlokalizowany jest obok prawego klawisza Shift). Jeśli zabraknie slasha, program nie wyszuka żadnego kanału nawet, jeśli będzie on tam widoczny. Ostatnio głośno o mówiących produktach spod znaku nadgryzionego jabłuszka, spróbujmy zatem zasubskrybować bloga Makowisko. Wybieramy opisane wcześniej opcje, w polu do wpisania adresu wstukujemy www.makowisko.klangoblog.net/ i wciskamy Enter.

W kolejnym kroku wybieramy z listy o nazwie ?RSS feeds found? (Znalezione kanały RSS) interesujący nas kanał (UWAGA! czytnik niekiedy dubluje treść i wyświetla kilka tych samych kanałów obok siebie, warto więc wtedy sugerować się nazwą). Następnie należy wcisnąć TAB, by przejść do przycisku ?Add selected? (dodaj zaznaczony), co spowoduje przeniesienie kanału do drugiej listy, tym razem o nazwie ?Rss feeds to add? (kanały RSS do dodania) ? przypominam, że po okienku poruszamy się standardowo klawiszem TAB. Jeśli zainteresuje nas kilka kanałów, możemy ponownie poszukać pierwszej listy i operację powtarzać aż do skutku. Jeśli zasubskrybujemy już wszystko, co chcemy, szukamy guzika ?OK? i wciskamy go.

Jak czytać?

Po pierwsze, musimy wybrać z listy interesujący nas kanał i wcisnąć Enter. Po wykonaniu tej operacji przejdziemy do wpisów, jakie zawarte są w danym kanale. Teraz wszystko zależy od tego, w jaki sposób webmaster skonstruował dany kanał. Czasem wystarczy ustawić kursor na interesującym nas wpisie i po prostu nie przeszkadzać Screenreaderowi, a przeczyta nam całość. Niestety, często bywa i tak, że webmaster chce przyciągnąć użytkowników do swojej strony, stąd w RSS pojawiają się tylko zajawki artykułów (zwykle jest to kilka pierwszych zdań). W takim przypadku musimy niestety skorzystać z przeglądarki. W tym celu wystarczy ustawić kursor na interesującym wpisie i wcisnąć Enter. Strona, którą chcemy wyświetlić, otworzy się w naszej domyślnej przeglądarce. Jeśli zainstalowaliśmy przeglądarkę WebbIE, strona otworzy się właśnie w niej, można to jednak wyłączyć, odznaczając pozycję ?Open in WebbIE? (otwieraj w WebbIE) z menu ?Opcje?.

Z czasem w poszczególnych kanałach zaroi się od wiadomości, dobrym zatem zwyczajem jest kasowanie przeczytanych notek za pomocą klawisza Delete. Gdyby kiedyś stało się tak, że do skasowanych informacji chcielibyśmy powrócić, możemy uczynić to w dowolnym momencie, wciskając kombinację klawiszy ?CTRL+d?.

RSS News Reader posiada jeszcze kilka przydatnych funkcji, są to m.in.:

? możliwość importu / eksportu z i do OPML ? funkcje dostępne w menu plik,

? możliwość kasowania, zmieniania nazwy czy sortowania kanałów ? funkcje dostępne z menu ?Kanały?,

? możliwość automatycznego odświeżania zawartości kanałów, definiowania częstotliwości odświeżania, sygnalizacji dźwiękowej wykonywanych czynności ? funkcje dostępne z menu ?Opcje?.

Gutenberg Library - zbiór elektronicznych książek

Niestety, większość pozycji jest w języku angielskim, gdyby ktoś jednak miał ochotę podnieść swoją znajomość języków obcych, zapewniam, że materiału wystarczy na długie lata.

Zdjęcie przedstawia ludzika siedzącego na napisie eBook i czytającego książkę_fot. PlingW głównym oknie programu wybieramy spośród dwóch sposobów sortowania: ?Books by title? (sortowanie wg tytułu) lub ?Books by author? (sortowanie wg autora), a decyzję zatwierdzamy Enterem. Wybrana pozycja zostanie rozwinięta w listę liter alfabetu, po której poruszamy się strzałkami, wybór tradycyjnie potwierdzając Enterem. Kolejnym krokiem jest wskazanie autora, a następnie interesującej nas książki. Po wykonaniu tych operacji, książka pobierana jest na dysk twardy ? z uwagi na to, że książki gromadzone są w postaci czystego tekstu, trwa to maksymalnie kilkanaście sekund. By rozpocząć lekturę, wciskamy klawisz TAB, który przeniesie nas do listy pobranych książek. Kolejnym, ostatnim już, krokiem, jest wybranie interesującej nas pozycji i zatwierdzenie wyboru za pomocą Entera. Całość książki zostanie wyświetlona w polu tekstowym, po którym możemy poruszać się nie tylko standardowo za pomocą kursora, ale także używać wszystkich, dostępnych dla tego obiektu komend naszego Screenreadera. Gdy będziemy chcieli zakończyć lekturę, wystarczy po prostu nacisnąć Escape.

W niniejszym artykule opisałem narzędzia WebbIE, które mogą okazać się najbardziej przydatne polskiemu użytkownikowi. W menu programów widzimy jeszcze programy takie, jak BBC I Radio Player, BBC I TV Player, mamy też dostęp do zagranicznego katalogu stron, nie są to jednak aplikacje używane na co dzień. WebbIE dysponuje także czytnikiem plików PDF, jednak zdecydowanie polecam korzystanie z programu Adobe Reader, radzi on sobie bowiem zdecydowanie lepiej z polskimi znakami.

Żywię nadzieję, że opisane powyżej narzędzia okażą się przydatne, trzymam także kciuki za autorów polskiego tłumaczenia, by wystarczyło im sił na dokonanie pełnej translacji wszystkich programów, a także dołączonych do nich podręczników. WebbIE nieustannie się rozwija, w związku z czym przewidywane są usprawnienia, zarówno pod względem funkcjonalności, jak i stabilności działania pracy poszczególnych programów.

Michał Dziwisz

Artykuł: Odszumiamy

Jeszcze do niedawna żyłem w przeświadczeniu, że odszumianie zapisów ścieżek dźwiękowych programami kosztującymi mniej niż 1000 zł, zwłaszcza bez odpowiedniej wprawy, nie ma najmniejszego sensu. Moje przekonanie wzięło się chyba stąd, że do tej pory, moje doświadczenie w tej materii opierało się jedynie na narzędziu WaveEditor, dostarczanym z pakietem Nero. O programie tym można powiedzieć wszystko, lecz z pewnością nie to, że efekt odszumiania jest zadowalający. Słyszałem kilkukrotnie od różnych osób, że dobre rezultaty w odszumianiu daje stosunkowo niedrogi, a przy tym, dzięki skryptom iplikom konfiguracyjnym, dostępny dla nas, edytor Goldwave. Początkowo nie chciałem wierzyć, bo kto przy zdrowych zmysłach umieszczałby zaawansowany technicznie algorytm w programie za tak niewielką cenę? Postanowiłem to sprawdzić!

Zdjecie przedstawia Audacity pod Windowsem_fot. ProducentUruchomiłem Goldwave?a, zapoznałem się z dostępnymi opcjami, wcisnąłem ?F4?, czyli ?preview? (podgląd), i... siła moich argumentów nieco osłabła? Goldwave okazał się być wyposażony w całkiem przyzwoity algorytm.

Odszumianie zaczyna się od tzw. bramki szumów. Pewnie niejeden czytelnik pamięta magnetofony z takimi funkcjami, jak Dolby b/c czy s, ewentualnie DBX. Funkcja ta polegała na tym, że dźwięk, jeśli jego głośność była niższa niż zadana wartość, był całkowicie wyciszany. Istnienie takiej procedury opierano na założeniu, że na tym poziomie głośności, na którym występuje szum, nie ma wielu użytecznych sygnałów, więc można te elementy wyciszyć. Oczywiście nie jest to takie proste, jak by się wydawało, gdyż nie tak łatwo oddzielić dwa dźwięki, nagrane w różnej głośności, kiedy odtwarzane są równocześnie.

Potem ktoś wpadł na pomysł, że przecież można ten sygnał podzielić na kilka pasm tak, jak to robią korektory graficzne, których ubogie wersje znajdują się w niemal każdym magnetofonie średniej klasy. W ten sposób da się już nieco dokładniej oddzielić szum od sygnału, ponieważ mają one różną głośność na różnych częstotliwościach. Zdarza się, że, z różnych przyczyn, przez jakiś czas w nagraniu nie występują wysokie tony. Czasem jest to spowodowane uszkodzeniem kasety, a czasem nagranymi odgłosami typu ?pod wodą?.

Okno główne programu Goldwave_fot. ProducentStopniowo zwiększano ilość tych pasm, ale i tak najbardziej zaawansowane Dolby A, które miało cztery takie pasma zostało już dość dawno wycofane. Rozpoczęła się era techniki cyfrowej i niemal wszystkie programy odszumiające wyposażono w FFT - Fast Fourier Transform. Na FFT oparta jest większość kodeków kompresji stratnej, czyli MP3, WMA itd. Najprościej zasadę działania FFT można opisać w następujący sposób: sygnał dzielony jest, nie jak w korektorze na pięć, piętnaście albo trzydzieści pasm, ale np. na tysiąc pasm. Dzięki temu istnieje możliwość operowania na bardzo wąskich pasmach częstotliwości i dokładnego ustawienia pasma szumu (o ile decybeli szumy mają być wyciszane, przy jakim poziomie głośności itd.) Duże możliwości, prawda? Chciałbym jednak zobaczyć kogoś, kto ustawi wszystkie te tysiąc pasm, sprawdzając równocześnie, gdzie słychać szum, o ile należy go wyciszyć, jak ustawić bramkę... Skoro człowiek nie dałby sobie z tym rady, zrzucono całą odpowiedzialność na komputery.

Tu jednak pojawił się kolejny problem. Skąd komputer ma wiedzieć, co jest szumem, co zaś muzyką? Na początku, zwłaszcza w tanich, bądź darmowych algorytmach, ustalało się głośność, przy której wszystkie pasma miały być wyciszane. Teoretycznie pomysł nie głupi, bo szum to szum, jednakże na przykładzie algorytmu z Nero doskonale widać, że jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

Technologia cały czas się rozwija i to, co jeszcze kilka lat temu było dostępne jedynie w bardzo drogich programach, wyposażonych w funkcje o bardzo dziwnie brzmiących nazwach i jeszcze dziwniejszym wyglądzie, stało się dostępne dla zwykłych, szarych obywateli.

Po pierwsze, można przy pomocy myszki narysować krzywą takiego szumu, co nie wydaje się być złym pomysłem, zwłaszcza gdy mamy do dyspozycji wykresy, spektrogramy i inne narzędzia wizualizujące sygnał audio. Metoda ta dla niewidomych jest jednak raczej mało przydatna.

Redukcja szumów w programie Audacity_fot. ProducentPo drugie, upowszechnił się dostęp do narzędzia, wykorzystywanego z powodzeniem w komunikatorach głosowych, analizującego przez cały czas pochodzący z karty sygnał i eliminującego stale pojawiający się dźwięk jako szum. Zaletą tego algorytmu jest łatwość obsługi, ponieważ komputer sam jest w stanie zanalizować wchodzący sygnał i automatycznie oddzielić szum od muzyki i głosu. Użytkownik, który chce uzyskać zadowalające rezultaty nie musi zagłębiać się w gąszczu ustawień i opcji, wystarczy zdać się na maszynę.

Trzecia metoda, na której chciałbym się skupić, polega na wykorzystaniu próbki szumu. Chodzi o to, aby dostarczyć programowi taki fragment nagrania, w którym jest tylko i wyłącznie szum. Taka próbka jest analizowana, dzięki czemu nie zdarza się później sytuacja, w której użyteczny dźwięk, trwający na tyle długo, że program potraktuje go jako element niepożądany, zostanie usunięty.

Jak to się robi?

Na warsztat wziąłem dwa tanie i dostępne dla screenreaderów programy: kosztujący 30 dolarów Goldwave w wersji 5.23 oraz całkowicie darmowy Audacity v 1.37 beta.

Oba nieco różnią się koncepcją przetrzymywania próbki i algorytmem.

W Goldwave?ie próbkę szumu należy skopiować do schowka, co oczywiście powoduje, że jest on w czasie trwania pracy z programem niedostępny dla innych operacji. Z drugiej strony zarządzanie znacznikami jest bardzo intuicyjne i można je bardzo precyzyjnie ustawić w pożądanym miejscu nawet na kilka sposobów: nawiasami kwadratowymi, kombinacją ?SHIFT+e? i ręcznym ustawieniem punktu początkowego i końcowego w formacie hh:mm:ss (hh ? godziny, mm ? minuty, ss - sekundy). Dodatkowo program pozwala na korektę punktu ustawienia znaczników przy pomocy kombinacji ?STRZAŁKI+SHIFT+CTRL? oraz umożliwia regulację szybkości odtwarzania, dzięki czemu możemy, przesłuchując nagranie w zwolnionym kilkunastokrotnie tempie, sprawdzić, czy prawidłowo wstawiliśmy znaczniki.

Okno, w którym ustawiamy opcje redukcji szumów, jest dosyć funkcjonalne. Mamy tu dostęp do kilku proponowanych konfiguracji. Preset ?Clipboard noise print? oferuje odpowiednie dla większości nagrań parametry, za wyjątkiem parametru Scale, który odpowiada za ilość usuniętego szumu. Standardowo jest ustawiony na 100%, czyli odszumienie permanentne. Wydawać by się mogło, że to wartość idealna, należy jednak pamiętać o tym, że im więcej usunie się szumu, tym większe ryzyko zniszczenia dźwięku użytecznego, co nie pozostanie niezauważone przez słuchającego. Osobiście ustawiam Scale w przedziale 40 - 60%. Takie ustawienie powoduje wyczuwalną redukcję szumu przy znikomym ubytku dla materiału. Oczywiście, jeżeli efekt będzie dla nas niezadowalający, zawsze możemy zastosować w stosunku do fragmentów, w których nie ma wartościowych treści, dodatkową bramkę.

Redukcja szumów w programie Goldwave_fot. ProducentDziałanie Audacity nieco odbiega od algorytmu Goldwave?a. Przede wszystkim próbka szumu nie jest przechowywana w schowku. Aby Audacity przetworzył próbkę, trzeba ją, podobnie jak w Goldwave?ie, zaznaczyć, co w przypadku tego oprogramowania jest trochę trudniejsze, gdyż w spolszczeniu ktoś przetłumaczył również informację przeznaczoną dla programu, mówiącą o tym, jaki skrót klawiszowy ma być przypisany do ustawiania markerów, wobec czego należy samodzielnie ustawić działające skróty.

Precyzja ustawiania znaczników, w porównaniu z Goldwavem, wypada niezbyt dobrze. Duży wpływ na to ma brak funkcji regulacji prędkości odtwarzania nagrania.

Niewątpliwą zaletą Audacity jest całkowicie spolszczony interfejs.

Po otwarciu okna ?Odszumianie?, wciskamy przycisk "pobierz próbkę szumu", po czym zaznaczamy całość. Gdy to zrobimy, jeszcze raz wchodzimy do odszumiacza, ustawiamy wszystkie parametry i wciskamy przycisk ?OK?.

Jeżeli chodzi o oferowane suwaki i konfiguracje odszumiania, Audacity przedstawia się nieco ciekawiej niż Goldwave. Przede wszystkim warto przetestować suwak do tzw. wygładzania częstotliwości. Na uwagę zasługuje również suwak do ustawiania ataku bramki ? czegoś w rodzaju bezwładności efektu. Im wyższa wartość, tym więcej czasu musi upłynąć od ściszenia sygnału do wyciszenia częstotliwości.

Sposób podglądu korygowanego materiału, przed zapisaniem zmian do pliku, różni się w przypadku omawianych aplikacji. W Goldwave można w każdym oknie efektu wcisnąć F4 i program na bieżąco przetwarza plik i odtwarza go. W Audacity mamy do czynienia z przyciskiem "Podgląd", który nie ma swojego skrótu klawiszowego. Poza tym program najpierw przetwarza zdefiniowany w preferencjach fragment nagrania i dopiero potem go odtwarza, co przedłuża czas dokładnego ustawienia parametrów, gdyż nie jest możliwa ich zmiana w czasie odsłuchu. Kolejnym mankamentem jest to, że niezależnie, jaki fragment chcemy przesłuchać, przetwarzana jest całość.

Z pewnością niewątpliwą zaletą Audacity jest możliwość wygładzania częstotliwości, ponieważ Goldwave przy odszumianiu powoduje przydźwięk, jaki można określić mianem ?ćwierkania?, które jest na dłuższą metę nieco uciążliwe. Wygładzanie częstotliwości dość skutecznie to eliminuje, jednak dzieje się to kosztem selektywności i wycinane jest nieco więcej użytecznego materiału niż powinno. Wygładzanie częstotliwości bardzo dobrze sprawdza sie przy odszumianiu np. książek, a ogólniej mowy.

Kolejna różnica to jednostki. Goldwave, nie wiem dlaczego, posiada wskaźnik procentowy. W Audacity zastosowano bardziej profesjonalny wskaźnik decybelowy. Taka rozbieżność powoduje trudności przy porównywaniu obu algorytmów, bo jak tu porównać decybele z procentami?

Podsumowując, opisane algorytmy dość dobrze się uzupełniają i warto posiadać oba programy, co, zważywszy na to, że jeden z nich jest bezpłatny, nie powinno być problemem.

Czy efekt pracy przedstawionych przeze mnie programów jest satysfakcjonujący? Czy znacząco odbiega jakością od brzmienia dźwięków poddanych obróbce w zaawansowanych i drogich programach do redukcji szumów? Oceńcie to sami, wysłuchując załączonych materiałów.

Tomasz Bilecki

ZałącznikRozmiar
mowa_oryginal.ogg797.92 KB
muzyka_oryginał.ogg754.87 KB
szum_mowa.ogg13.08 KB
szum_muzyka.ogg37.02 KB
mowa_audacity_12db.ogg816.59 KB
mowa_audacity_18db.ogg830.41 KB
mowa_goldwave_40.ogg792.62 KB
muzyka_goldwave_100.ogg770.23 KB
muzyka_goldwave_40.ogg746.58 KB
muzyka_audacity_12db.ogg755.29 KB
muzyka_audacity_18db.ogg757.19 KB
 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków