Jeśli on może…

Damian z gitarą w trakcie  festiwaluGodzina 20:00. Zbiera się kadra obozu XIII Szczepu Harcerskiego „Zośka” z Katowic. Brakuje jeszcze tylko Dominika i Damiana. Dominik się znalazł, jeszcze tylko Damian.

Nie pomyśleliśmy, mógł ktoś po niego iść. Chociaż, właściwie przecież sam się porusza po mieście, to wie, gdzie mamy zbiórkę. Trafi.

Stoję tyłem do schodów, po których właśnie wchodzi Damian. Przyszedł z żoną. Zdenerwowany. Z gitarą. Będzie naszym instruktorem muzycznym i gawędziarzem. Nikt nie potrafi tak opowiadać jak nasz niewidomy kolega.

Znamy się od 2 lat, ale to w tym roku szkolnym okazało się, że kiedyś działał w Drużynie Nieprzetartego Szlaku w Laskach koło Warszawy i tak opowiadał, że poprosiłam go o gawędę z okazji Święta Narodowego 11 listopada. Tak się zaczęło z gawędami, bo wcześniej już przychodził na zbiórki z gitarą i uczył harcerzy śpiewać. Ale to opowieść na inny artykuł. Wróćmy do tegorocznego obozu.

Już jesteśmy wszyscy, dzielimy się szczegółowo zadaniami. Każdy musi dokładnie wiedzieć, co ma robić i za co odpowiada. Nagle Damian mówi, że nie jest nam do niczego potrzebny. Ależ jest, przecież umie mówić, zna wszystkie ustalenia, więc chyba może odpowiadać rodzicom na pytania? O 21:00 na zbiórce komendant odczytuje rozkaz, podając kto jedzie z kadry szczepu na obóz i kim będzie na tym obozie. Widzę malująca się dumę na twarzy Marcina, syna Damiana i zdenerwowanie żony. Damian już jest spokojny, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Podczas obozu będzie spał w namiocie z Robertem – naszym kwatermistrzem. Ale Robert już wczuwa się w rolę „oczu Damiana”. Wprawdzie już wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że niewidomy od urodzenia człowiek mówi: „muszę zobaczyć”, „odczytam SMS-a”, „kiedy widziałem...”, ale wiemy że nie widzi jak osoby widome i potrzebuje widzieć czyimiś oczyma to, co nowe i nieznane. Potem już jakoś będzie. Pewnie wystarczy pokazać mu ze dwa razy drogę do „toy toy-a”, pod prysznice i do stołówki i będzie chodził sam. W końcu w Katowicach sam chodzi do sklepu, gotuje, pierze, prasuje i opiekuje się dziećmi.

Jesteśmy na miejscu. Damian zostaje w autobusie, nie mamy czasu nawet na myślenie o nim. Poczeka, najpierw dzieci. Nawet nie wiem, kto i kiedy zaprowadził go na teren obozu. Wszyscy już tam są. Nie podoba mi się układ namiotów i teren dla nas jest za mały. Mówię o tym Damianowi. Nie będę go teraz wprowadzać w szczegóły. Nasz „muzyczny gawędziarz” dostaje miejsce do siedzenia. Musi czekać. Wszyscy się krzątają, noszą, układają, Damian nagle wstaje i stoi. Obserwuję go ukradkiem, co jakiś czas. Pytam, czy coś potrzebuje? Nic. Nic, to nic. Robię swoje. Mój namiot już stoi i … zbiera się na deszcz. Już kropi. Nagle słyszę pytanie: „Czy może mi ktoś pokazać, gdzie tu jest WC?” No, tak. Każdy, kto chciał, już tam dotarł, a Damian nie. No i nic nie potrzebował. Jestem zła i mówię mu o tym. Musi mówić, co potrzebuje, bo nikt się nie będzie domyślał.

Nie, nie będę opisywać całego obozu dzień po dniu, może innym razem. Możemy się przenieść do wycieczki na „ruchome wydmy” do Łeby.

Damian na Górze ŁąckiejMinął już tydzień obozu. Nasz „muzyczny” jedzie z nami na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego. Po przepłynięciu tramwajem wodnym czekała nas dość długa droga do przejścia pieszo. Damian szedł z Pawłem (drużynowym)  i Robertem. Gdy wreszcie osiągnęliśmy cel i pozwoliliśmy dzieciom turlać się po piasku, mogłam chwilę porozmawiać z naszym „muzycznym”. Nie wiem, mimo skończonej podyplomówki  z tyflopedagogiki, jak przedstawić ogrom piasku ciągnący się wzdłuż i wszerz, na lewo i na prawo, za nami i przed nami, że gdzieniegdzie widać kikuty drzew, a w oddali las… Przed nami jest stok. My stoimy na górze, górze Wydmy Łąckiej. Damian wdycha powietrze. Mówi, że czuje przestrzeń. Wieje silny wiatr. Ktoś z harcerzy pyta: „A czy druh Damian wie, ile tu jest piasku?” Po kilkunastu minutach robimy wspólne zdjęcie.

Z wydm docieramy do Rąbki, do wyrzutni rakiet (kto chce, to doczyta). Damian wie dużo. Zwiedza z Robertem, prawie zawsze chodzi z Robertem. Słucha i dopowiada po cichu. To, co można dosięgnąć „ogląda” rękoma. Wracamy do obozu.

Niedługo Festiwal Piosenki Obozowej. Kolejne przygotowania. Harcerze w ciągu roku już się przyzwyczaili, że trzeba druha podprowadzić do krzesła, podać gitarę. Po przeszło tygodniu na terenie obozu w namiotowej świetlicy już nie musi z nimi być nikt inny z kadry. Ktoś z młodych ludzi dyktuje słowa piosenki, dużo pomaga syn „muzycznego”, uspokajają się nawzajem, śpiewają. Ktoś z harcerzy zaprowadza druha do „toy toy”-a. Przy okazji nauki piosenek Damian zawsze musi coś mówić: jakaś forma gawędy, pouczeń, wykładu, czy czegoś w tym stylu. Dzieci słuchają, a ja jednak ingeruję – mają śpiewać, na gawędę będzie czas później.

Na festiwalu zajęli drugie miejsce, a Damian jeszcze śpiewał w czasie przerwy.

Obóz trwał 2 tygodnie, a na nim niewidomy druh instruktorem. Zawada, czy błogosławieństwo? Niepotrzebny balast, czy potrzebny wzbogacający duchowo i moralnie KTOŚ?

W naszym środowisku mamy do czynienia z osobami z niepełnosprawnością od 2003 roku. Wtedy na zbiórki harcerskie przychodził jeden chłopiec z niedosłuchem odbiorczym. Potem było tych dzieci więcej. Większość dzieciaków jest lub było uczniami Szkoły Podstawowej nr 37 w Katowicach, w której od wielu lat uczą się równolegle dzieci z niedosłuchem, a teraz również z różnymi sprzężeniami i innymi niepełnosprawnościami. W szczepie jest między innymi 15 Drużyna Nieprzetartego Szlaku „Mali Powstańcy”, druh Damian jest członkiem tej drużyny. A na obozie pełnił doskonale funkcje mu przydzielone. Dobrze, że z nami pojechał. Za rok musimy to powtórzyć.

Dzieci są, można to tak powiedzieć, przyzwyczajone do niepełnosprawności. Dziwią się jednak, jak można tyle wiedzieć i umieć jak się jest „ślepym jak kret”, jak zwykł mówić druh Damian. Jak można obsługiwać radiostację i pisać na komputerze? Skąd ta wiedza i znajomość języków? Jak można mieć taki porządek w plecaku i obok łóżka? Owszem, trzeba czasem zwolnić i bardziej uważać na wystające konary i leżące kamienie. Nie przebiegać pod nogami i nie mówić: „tutaj”, trzeba używać słów określających położenie i coś opisać. Coś podać, zaprowadzić… Balast? Nie. Powód do samodoskonalenia, samodyscypliny, do bycia lepszym. Skoro niewidomy może to ja też. Taki obraz został w harcerskich duszach po obozie.

Małgorzata Langosz

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków