TYFLOŚWIAT

KWARTALNIK

NR 3 (36) 2017

 

WYDAWCA

Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego

ul. Wybickiego 3a, 31-261 Kraków

Cześć!

tel.: (+48) 12 629 85 14; faks: (+48) 12 629 85 15

e-mail: biuro@firr.org.pl

Organizacja Pożytku Publicznego

Nr konta 77 2130 0004 2001 0255 9953 0005

 

Utilitia sp. z o.o.

ul. Jana Pawła II 64

32-091 Michałowice

Strona główna

tel.: (+48) 663 883 600

e-mail: biuro@utilitia.pl

 

Podmiotem odpowiedzialnym za publikację treści merytorycznych jest Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego

Podmiotem odpowiedzialnym za działalność reklamową jest Utilitia sp. z o.o.

 

REDAKTOR NACZELNY

Joanna Piwowońska

tel. kom. (+48) 663 883 332

e-mail: joanna.piwowonska@firr.org.pl

 

INTERNET

www.tyfloswiat.pl

 

SKŁAD KOMPUTEROWY

ITGraf

FOTOGRAFIA NA OKŁADCE

Herkese Açık Alan Adı

DRUK

K&K

 

DZIAŁ REKLAMY

e-mail: reklama@utilitia.pl

 

Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych reklam, ogłoszeń, materiałów sponsorowanych i informacyjnych.

 

Nakład dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do druku. Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

 

Wszystkie teksty zawarte w tym numerze czasopisma Tyfloświat dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Ponownie rozpowszechniany utwór, dostępny na tej licencji, musi zawierać następujące informacje: imię i nazwisko autora tekstu, nazwę czasopisma oraz jego numer. Zdjęcia zawarte w czasopiśmie chronione są prawem autorskim i ich przedruk wymaga zgody autora.

Spis treści

Nie śmiej się z nietoperzy, czyli kilka słów o badaniach nad ludzką echolokacją

Anna Mazur prezentuje badania nad ludzką echolokacją prowadzone w ramach projektu „EchoVis – Rozwój zdolności echolokacji osób z dysfunkcją wzroku poprzez grę wykorzystującą dźwięki binauralne”, współfinansowanego ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Sprytny dom i sprytne urządzenia

Jacek Zadrożny zastanawia się, czy posiadanie inteligentnego czajnika, mikrofalówki czy mówiącego domu to jeszcze gadżeciarstwo czy dbałość o komfort życia osoby z niepełnosprawnością.

„Nadgryziona” dostępność 2017

Mikołaj Rotnicki prezentuje nowości z zakresu dostępności dla osób z niepełnosprawnościami w produktach spod znaku nadgryzionego jabłuszka.

Lecznicze działanie muzyki

Wiesława Stolarczyk prezentuje zaskakujące właściwości dźwięków wykorzystywanych w psychoterapii, medycynie i rehabilitacji.

Magnetofony nie tylko do muzeum

Kamil Kaczyński przenosi czytelników w świat analogicznych urządzeń do odtwarzania muzyki i stara się odpowiedzieć na pytanie, czy w dobie cyfrowego brzmienia mają jeszcze szansę na powrót do łask melomanów.

 

Nie śmiej się z nietoperzy, czyli kilka słów o badaniach nad ludzką echolokacją

Anna Mazur

Echolokacja jest definiowana jako zdolność ludzi do wykrywania, odróżniania i lokalizowania przeszkody poprzez przetwarzanie informacji akustycznej zawartej w echu wytworzonym przez odbicie od otaczających obiektów samodzielnie wygenerowanych dźwięków (Arias, Ramos, 1997). Pod pojęciem „samodzielne generowanie dźwięków” rozumie się m.in. tzw. kląskanie czy też pstrykanie palcami, a także różne odgłosy generowane językiem w jamie ustnej (Johnson, 2012). Echolokator jest w stanie określić: występowanie przeszkody, jej lokalizację, rozmiar, kształt, a czasem nawet strukturę powierzchni oraz tworzywo, z jakiego została wykonana. Jest to możliwe dzięki porównaniu charakterystyki wygenerowanego dźwięku z echem odbitym od przeszkody.

Wyróżnione zostały dwa rodzaje ludzkiej echolokacji: aktywny oraz pasywny (Kish, 2013). Echolokacja aktywna opiera się na dźwiękach świadomie wytwarzanych przez echolokatora. Generowane dźwięki są adekwatnie dobrane do danej sytuacji i miejsca oraz wysłane w wybranym kierunku. Echolokacja pasywna bazuje na dźwiękach pochodzących z otoczenia echolokatora oraz dźwiękach, które wytworzył on zupełnie przypadkowo, np. odgłos kroków, szelest ubrań, stuknięcia laski. Na ich podstawie echolokator może określić obecność dużych przeszkód, takich jak zaparkowany samochód, lub uzyskać informacje na temat wymiarów pomieszczenia, w którym się znajduje. Z odmiany pasywnej echolokacji nieświadomie korzysta wiele osób niewidomych. U dzieci niewidomych od urodzenia, bądź tych, które utraciły wzrok we wczesnym dzieciństwie, obserwuje się intuicyjne wykorzystanie echolokacji aktywnej, poprzez spontaniczne wytwarzanie dźwięków np. pstrykanie palcami, kląskanie lub wydawanie innych odgłosów ustami (Johnson, 2012). Niestety rozwój tych naturalnych umiejętności u osób, które utraciły wzrok w wieku późniejszym nie zachodzi w sposób samoistny. Umiejętności te, jeśli nie są ćwiczone, nie rozwijają się w sposób samoistny także u dzieci.

Echolokacja jest znana i kojarzona głównie jako zjawisko występujące w naturze, szczególnie u delfinów czy nietoperzy. Zwierzęta te wykorzystują echolokację do lokalizacji obiektów, a nawet do identyfikacji ofiar poprzez analizę wytwarzanych przez siebie dźwięków i ich echa odbitego od obiektów w otoczeniu. Echolokację wykorzystuje się również w urządzeniach takich jak sonary czy sądy akustyczne.

Pionierzy echolokacji

Znanymi pionierami echolokacji są Ben Underwood oraz Daniel Kish. W wieku dwóch lat Ben Underwood stracił wzrok na skutek złośliwego nowotworu siatkówki. Zupełnie samodzielnie zaczął wykorzystywać echolokację w życiu codziennym. Już w wieku trzech lat potrafił poprawnie zidentyfikować obiekty oraz znaleźć alternatywną ścieżkę, która umożliwiłaby mu ominięcie przeszkody. Permanentnie rozwijana oraz doskonalona umiejętność echolokowania sprawiła, że Ben funkcjonował w sposób porównywalny do swoich rówieśników. Pomimo braku wzroku, Ben był bardzo aktywny: biegał, jeździł na deskorolce i rolkach, grał w piłkę nożną i koszykówkę, również jeździł na rowerze. Niestety z powodu choroby nowotworowej zmarł w wieku szesnastu lat.

Drugi znany echolokator to Daniel Kish. Historia utraty wzroku Daniela Kisha rozpoczęła się już po jego pierwszych urodzinach. Już jako roczne dziecko , jeszcze nieświadomie, starał się rozwijać umiejętności echolokacyjne. Daniel Kish jest pierwszą w Stanach Zjednoczonych osobą niewidomą, , która zdobyła kwalifikacje instruktora nauki orientacji przestrzennej, a także założycielem organizacji World Access for the Blind, której misja to rozpowszechnianie wiedzy oraz prowadzenie szkoleń z zakresu ludzkiej echolokacji. Daniel Kish to także prekursor i uczestnik badań nad ludzką echolokacją.

Echolokować każdy może

Umiejętność echolokacji posiada każdy z nas, z wyłączeniem osób ze znaczną dysfunkcją słuchu. Uzasadnieniem tego twierdzenia jest przykład związany z jazdą samochodem. Gdy w trakcie jazdy w samochodzie zostanie otwarte okno, pasażerowie będą w stanie usłyszeć mijane obiekty takie jak: drzewa rosnące przy drodze, zadaszone przystanki, uliczne latarnie i inne. Obiekty te, usytułowane wzdłuż drogi, nie wytwarzają własnych dźwięków. Szansa „usłyszenia” ich pojawia się dzięki wytworzonym przez silnik samochodu dźwiękom, które, odbite od mijanych obiektów, wracają przez otwarte okno do osób znajdujących się w samochodzie.

Fakt, że zdolność do echolokacji posiadają zarówno osoby niewidome, jak i widzące, potwierdzają badania przeprowadzone w 2010 roku. Dziesięciu studentów bez dysfunkcji wzroku wzięło udział w eksperymencie polegającym na systematycznej nauce ludzkiej echolokacji. Po kilku tygodniach, w trakcie których codziennie odbywali dwugodzinny trening, wykształcili umiejętność odnajdywania obiektów w przestrzeni za pomocą echolokacji. Potrafili wykonywać takie zadania z zasłoniętymi oczami (Rojas i in., 2010).

Wyniki badań, w których uczestniczył m.in. Daniel Kish, pozwalają wnioskować, że w przypadku ludzkiej echolokacji dochodzi do przesunięcia funkcji interpretowania echa akustycznego i percepcji przestrzennej, z kory słuchowej do kory wzrokowej, czyli obszaru mózgu zazwyczaj wykorzystywanego przez zmysł wzroku (Thler L., Arnott SR., Goodale MA., 2011). Procesy widzenia i słyszenia są bardzo zbliżone w swym przebiegu. W ich mechanice dochodzi do przetworzenia przez mózg odbitych i przechwyconych fal energii. W procesie widzenia są to fale światła wysłane z jego źródła, które odbite od powierzchni docierają do oczu. W procesie słyszenia są to fale dźwiękowe odbite od obiektów, które następnie docierają do uszu człowieka. Stąd też wniosek, że zdolności echolokacyjne posiada każdy człowiek (Wallmeier L., Geßele N., Wiegrebe L., 2013).

Najbardziej kompleksowe i jedne z największych badań w zakresie ludzkiej echolokacji zostały przeprowadzone w roku 1960. W badaniu przeprowadzanym przez C.E. Ricea wzięły udział zarówno osoby z niepełnosprawnością wzroku, jak i osoby nieposiadające dysfunkcji wzroku (Rice, 1967). W wyniku badania dowiedziono m.in., że najbardziej odpowiednim dźwiękiem dla ludzkiej echolokacji jest tzw. kląskanie językiem (Rojas i in., 2010). Badania te są jedynymi kompleksowymi badaniami w tym zakresie. Choć literatura naukowa, prace badawcze oraz próby usystematyzowania wiedzy na temat ludzkiej echolokacji są wciąż dosyć ubogie i niepełne, na podstawie dotychczasowych badań z pewnością można powiedzieć, że echolokacja jest jedną z naturalnych zdolności człowieka, a posługiwanie się tą umiejętnością można wyćwiczyć. Umiejętności echolokacyjne najprawdopodobniej nie zależą od dysfunkcji wzroku, a w każdym razie nie można tu mówić o prostej zależności.

Echolokacja przyniesie korzyści osobom z dysfunkcją wzroku

Dwie polskie firmy – Utilitia sp. z o.o. oraz Transition Technologies, w ramach projektu „EchoVis – Rozwój zdolności echolokacji osób z dysfunkcją wzroku poprzez grę wykorzystującą dźwięki binauralne”, współfinansowanego ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, podjęły próbę uporządkowania wiedzy o ludzkiej echolokacji. W realizowanych w ramach projektu badaniach uczestniczą nie tylko osoby niewidome, ale również osoby bez niepełnosprawności wzroku. Celem projektu jest stworzenie innowacyjnego narzędzia umożliwiającego rozwój zdolności echolokacji u osób z dysfunkcją wzroku. Wykształcenie tej umiejętności pozwoli osobom niewidomym i słabowidzącym na większą niezależność, pewność w poruszaniu się oraz poprawę funkcjonowania w życiu codziennym. Stworzenie, w ramach projektu „EchoVis”, rozwiązania informatycznego może w znacznym stopniu przyczynić się do zwiększenia zdolności postrzegania świata przez osoby z dysfunkcją wzroku. Powyższe rozwiązanie przybierze formę trzech aplikacji, w tym także mobilnej gry, skierowanych również do osób niemających problemów ze wzrokiem. Będą one zawierać wirtualne środowisko szkoleniowe, co tym samym umożliwi skuteczne i efektywne nabywanie umiejętności w zakresie korzystania z echolokacji.

Prowadzone badania mają na celu stworzenie oraz uzupełnienie metodologii nauczania ludzkiej echolokacji. W kolejnym etapie powstaną aplikacje mobilne wspierające rozwijanie omawianej tutaj umiejętności. Każda z aplikacji będzie poświęcona innemu zagadnieniu w zakresie wiedzy o echolokacji. Pierwsza będzie narzędziem do nauki rozróżniania dźwięków na poziomie podstawowym. Druga stanowić będzie pomoc w nauce pasywnej i aktywnej echolokacji. Planowo będzie ona dostosowana do nauki na zróżnicowanym poziomie zaawansowania tak, aby umożliwić korzystanie z tego narzędzia zarówno osobom początkującym, jak i zaawansowanym. Docelowo ma ona stanowić pomoc w samodzielnej nauce echolokacji oraz wsparcie dla nauczycieli orientacji przestrzennej. Trzecią aplikacją będzie gra audio, w której wykorzystane zostanie zjawisko echolokacji.

 

Dotychczasowe wyniki prowadzonych w ramach projektu badań zostały zaprezentowane 4 października 2017 r. na konferencji prasowej „Game Inn”, zorganizowanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój. W konferencji wziął udział Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin.

Podczas konferencji zaproszone organizacje, w tym Utilitia sp. z o.o., miały możliwość zaprezentowania aktualnie realizowanych projektów, które wygrały pierwszą edycję konkurs Game Inn. Pracownicy Utilitii zaprezentowali obecnym dotychczasowe wyniki prowadzonych w ramach projektu badań oraz przybliżyli temat ludzkiej echolokacji.

 

A co na to sami zainteresowani?

 

Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego w sierpniu 2016 roku przeprowadziła ankietę telefoniczną, podczas której beneficjenci Fundacji, osoby niewidome i słabowidzące, pytani byli o echolokację. 100 % ankietowanych słyszało o echolokacji, a 85% wyraziło chęć nauki oraz doskonalenia tej umiejętności, która bezpośrednio przyczyniłaby się do zwiększenia niezależności w ich codziennym życiu. Odpowiedzi udzielone podczas przeprowadzanego badania potwierdziły potrzebę rozwoju wiedzy oraz prowadzenia dalszych badań i analiz w zakresie echolokacji ludzkiej. Zagadnienie to jest tym ważniejsze, że echolokacja, to, jak się wydaje, bardzo obiecujący sposób na poprawę jakości życia osób z dysfunkcją wzroku.

 

Bibliografia:

„Echolokacja – Mit, czy istotny element rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku?”

Piotr Witek, Anna Rozborska, Aleksander Waszkielewicz, Mikołaj Rotnicki, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego (Kraków), dr Luca Brayda, Istituto Italiano di Tecnologia (Genova)

 

Sprytny dom i sprytne urządzenia

Jacek Zadrożny

Kilkanaście lat temu, gdy pracowałem w Polskim Związku Niewidomych, odbyło się spotkanie z dwoma inżynierami. Opisywali oni swój pomysł na scentralizowane udźwiękowienie sprzętu AGD i RTV. Chodziło o to, by pojedyncze urządzenia, na przykład waga lub pralka, nie mówiły same, a jedynie wysyłały komunikaty do centralki, która byłaby wyposażona w syntezator mowy. Uważali bowiem, że łatwiej będzie namówić producentów do dołączenia prostego modułu do urządzenia, niż dodawania do niego całego systemu komunikacji głosowej. Wtedy brzmiało to przekonująco i teraz wreszcie zaczęło stawać się rzeczywistością.

Urządzenia użytku domowego i ich dostępność

Rok temu przeprowadziłem się z Warszawy do Andrychowa w Małopolsce. Całe mieszkanie należało wyposażyć w meble i sprzęt AGD, bo prawie niczego nie zabraliśmy ze starego mieszkania. Chodziliśmy zatem z żoną po sklepach i sprawdzaliśmy, czy pralka, mikrofalówka, płyta indukcyjna będą możliwe do obsłużenia przeze mnie. To był główny wyznacznik wyboru i prawie się udało. Polegliśmy na zakupie płyty indukcyjnej, bo nie znaleźliśmy żadnej, którą byłaby w stanie obsłużyć bez problemu osoba niewidoma. Kupiliśmy więc najzwyklejszą płytę, a żona nakleiła mi silikonowe kropki na krańcach suwaków sterujących i pod włącznikiem. Chyba rzeczywiście 20 lat temu sprzęty były bardziej przyjazne niewidomym.

Pozostałe urządzenia też nie były dostępne, a zaledwie używalne. Na mikrofali mogę włączyć grzanie na czas będący wielokrotnością 30 sekund i to pod warunkiem, że nikt z domowników nie przestawi programu. W zmywarce mogę włączyć podstawowy program. Inne też bym obsłużył, ale musiałbym sobie to zapisać lub bardzo obciążyć pamięć. W żadnym z urządzeń nie jestem w stanie skorzystać z bardziej zaawansowanych funkcji, jak ustawienie zegara i automatyczne wyłączenie urządzenia. Dobrze że szwagier włączył piskanie na koniec procesu zmywania, bo też bym nie wiedział, kiedy wyciągać naczynia.

Urządzenia obsługiwane zdalnie

Z drugiej strony mam kilka urządzeń, którymi zarządzam w sposób dosyć wygodny. Na nadgarstku mam opaskę Mi Band 2, która liczy kroki, budzi mnie wibracjami, mierzy tętno. Niby ma ekran, ale dla mnie bezużyteczny. Ma za to aplikację na iPhone’a, gdzie mogę wszystko poustawiać i odczytać dane. Dlatego teraz rozważam zakup wagi tej samej firmy – Mi Smart Scale, aby cieszyć się z efektów wdrażanej diety. Poprzednia waga, zakupiona w Lidlu, trafiła na warsztat mojej córki i zamieniła się w stertę bezużytecznych części. Bardzo ładnie mówiła, za to słabo ważyła.

Wśród niewidomych użytkowników dużym zainteresowaniem cieszy się też waga kuchenna GoClever Smart Kitchen Scale z dokładnie tego samego powodu, co omawiane powyżej urządzenie – pomiary wagi można odczytać w iPhonie, bo jest połączona przez BlueTooth. I pewnie obaj producenci nie mają pojęcia, dlaczego akurat te produkty cieszą się popularnością w środowisku osób niewidomych. Dostępność w tych urządzeniach jest przypadkowa. Urządzenia firmy Xiaomi korzystają z aplikacji do zbierania danych i synchronizowania ich z aplikacją systemową Zdrowie. Waga od GoClever wyświetla wagę produktów w aplikacji, ponieważ przelicza je na zawartości składników i kalorie. Jednak te uboczne funkcje okazują się bardzo przydatne dla osób niewidomych.

Coraz częściej korzystam z różnych urządzeń za pośrednictwem smartfona. Na przykład obsługuję za jego pomocą mój smart TV Sony Bravia. Sam telewizor nie jest dostępny, a rzekłbym, że interfejs użytkownika jest wręcz nieprzyjazny. Jednak z poziomu iPhone’a mogę uruchamiać filmy na YouTube, a do pewnego momentu także w portalu Netflix. Po prostu w aplikacji wskazuję, że mają się odtwarzać na telewizorze i urządzenie uruchamia odpowiednią aplikację w smart TV, a potem film. Niestety – od pewnego czasu aplikacja Netflix nie działa już w taki sposób, chociaż nie wiem dlaczego. Oba urządzenia, czyli smartfon i telewizor, muszą znajdować się w tej samej sieci lokalnej. Smartfon oczywiście poprzez łącze Wi-Fi, a telewizor także przez łącze Ethernet. Na obu trzeba też zalogować się na to samo konto, do czego potrzebna jest osoba widząca.

Podobnie korzystam z ChromeCast Audio otrzymanego od żony na urodziny. Podłączam go do głośnika SB Roar (także prezent, ale od przyjaciół) i włączam muzykę za pomocą iPhone’a. Istnieje także urządzenie o nazwie ChromeCast podłączane do telewizora przez złącze HDMI. Za jego pomocą można zamienić każdy telewizor w smart TV za naprawdę niewygórowane pieniądze. Konfiguracja obu urządzeń odbywa się za pomocą aplikacji Google Home, dostępnej zarówno dla platformy Android, jak i iOS. Co więcej – można sterować urządzeniem także z poziomu przeglądarki Chrome na komputerze.

Powoli smartfon staje się centrum zarządzania wszystkim. Coraz częściej zaglądam na strony oferujące urządzenia zgodne z Apple Home Kit, chociaż na razie zniechęcają mnie ceny. Są tam już zamki do drzwi, włączniki światła. Sprawdzam też czujniki zapylenia i stacje pogodowe, rolety i filtry. To oczywiście jest gadżeciarstwo, wynika ono jednak z wciąż niezaspokojonych potrzeb samodzielności. Wśród rzeczy kupionych przeze mnie do nowego mieszkania smart głowice do grzejników. Można je zaprogramować tak, by kaloryfery w nocy grzały mniej, a w dzień bardziej. Głowice wyposażono w termostaty, co pozwala ustawić optymalną temperaturę. I… są dla mnie całkowicie niedostępne. To mnie frustruje.

Komu może się przydać czajnik podpięty do Internetu?

Kilka miesięcy temu na liście osób niewidomych obśmiewano pomysł inteligentnego czajnika. Czajnik jest podpięty do Internetu, a specjalna aplikacja pozwala nim zarządzać, to znaczy głównie włączać i wyłączać. Wydaje się, że to klasyczny przypadek przerostu formy nad treścią. Przyznaję, że sam w pierwszej chwili podzielałem pogląd o nieprzydatności takiego gadżetu. Potem jednak spróbowałem wcielić się w ludzi z innymi rodzajami niepełnosprawności niż moja i znalazłem sensowne zastosowania. Osoba głucha nie usłyszy gwizdania czajnika lub bulgotu wody. Może jednak wyczuć wibracje smartfona lub zobaczyć powiadomienie na ekranie. Osoba niesprawna ruchowo może ograniczyć konieczność przemieszczania się pomiędzy kuchnią i pokojem do niezbędnego minimum. Czajnik może włączyć i wyłączyć zdalnie, a pozostaje tylko nalanie wody i przelanie wrzątku do szklanki. Z takich drobnych ułatwień składa się bardziej komfortowe życie osób z niepełnosprawnościami.

Sądzę, że o ile dla osób bez niepełnosprawności inteligentny dom to raczej fanaberia i gadżeciarstwo, o tyle dla osób z niepełnosprawnościami te wszystkie „zabawki” to kolejne narzędzia ułatwiające codzienne życie. Przez wiele lat można było kupić automatycznie zamykane i otwierane okna, automatyczne rolety, włączniki i wyłączniki światła. Były to jednak rozwiązania bardzo kosztowne, bo produkowane w niewielkich ilościach. Teraz takie rozwiązania wchodzą do głównego nurtu technologii, głównie dzięki implementacji w systemach Android oraz iOS. Urządzenia tego rodzaju, gdy zostaną właściwie dobrane, mogą efektywnie służyć osobom niewidomym, głuchym, z niesprawnością ruchową. Dzięki odpowiednim interfejsom można zarządzać coraz większą liczbą urządzeń domowych, a co jeszcze istotniejsze, w pełni je kontrolować.

Interfejs smartfona może prezentować informacje użytkownikowi w sposób dostępny dla jego zmysłów. Osoba niewidoma lub słabowidząca dowie się, że światło w łazience jest zapalone i będzie mogła je zgasić nawet z drugiego końca świata. Osoba głucha poczuje wibracje w smartfonie lub smartwatchu, gdy ktoś zadzwoni do drzwi albo, co jeszcze ważniejsze, gdy włączy się alarm przeciwpożarowy. To nie są rozwiązania nieobecne wcześniej na rynku, ale dopiero od niedawna ich ceny zaczynają spadać na tyle, by znalazło się dla nich miejsce w każdym domu.

Osoby jeżdżące na wózkach lub posiadające inne trudności w poruszaniu się mogą, co prawda, odbierać informacje zmysłowe, ale mogą mieć również poważne problemy, by zarządzać urządzeniami AGD i RTV obecnymi we własnym domu. Sterowanie nimi za pomocą głosu lub dotykania ekranu to prawdziwa rewolucja.

Asystent w domu

Coraz popularniejszymi urządzeniami są głośniki, którym można wydawać polecenia głosowo. Zaczęło się od urządzenia Echo firmy Amazon, potem pojawił się Google Home, by we wrześniu 2017 roku dołączył do nich HomePod. Ogromną wadą wszystkich tych urządzeń jest to, że na razie nie da się z nimi porozmawiać po polsku, chociaż jeżeli ktoś pokombinuje, to z Google Home da się coś wycisnąć. Wszystkie te urządzenia łączy jednak sposób działania. Przez cały czas nasłuchują, by wychwycić polecenie właściciela, a potem spróbować je wykonać. Urządzenia potrafią odpowiadać na pytania związane z pogodą, wiadomościami, odtworzyć muzykę lub film, ale także obsłużyć inne urządzenia, które są z nimi spięte. A spięte muszą być zazwyczaj za pośrednictwem jakiegoś interfejsu, jak Home Kit od Apple. Chociaż powoli, to jednak zbliżamy się do wizji z filmów science-fiction, gdy to mieszkaniec rozmawiał ze swoim domem, a ten wykonywał jego polecenia.

Ponownie warto wskazać, jaki postęp zapewniają takie automaty. Osoba niesprawna ruchowo lub niewidoma, korzystająca z tych udogodnień, nie musi już szukać sterownika, na przykład pilota lub smartfona, lecz po prostu wydaje polecenie zgaszenia światła, otwarcia okna lub odtworzenia filmu “Terminator”. Interfejs głosowy jest najbardziej naturalnym dla człowieka i wreszcie technologia pozwala na jego wykorzystanie. Interfejs głosowy może być wykorzystywany także w drugą stronę, to znaczy do informowania użytkownika. Taką możliwość daje choćby automatyczny odkurzacz iRobot firmy Roomba, który nie tylko sam odkurzy całe mieszkanie, sam się naładuje, ale poinformuje o tym swojego właściciela.

W tym miejscu można zapytać, a co z osobami głuchymi? Dla nich interfejs głosowy nie jest dostępny, podobnie jak dla osób niewidomych wyświetlacz lub świecące diody. Problem został już dostrzeżony przez inżynierów, którzy pracują nad jego rozwiązaniem. Asystenci głosowi mogą przecież przyjmować polecenia przesłane tekstem, a nie wypowiedziane głosem. Tak działa Siri od Apple, ale to wciąż za mało. Dlatego urządzenia zazwyczaj posiadają nie tylko mikrofony i głośniki, ale także wyświetlacze wizualne, by nikt nie był wykluczony z obsługi sprytnych urządzeń.

Inteligentniejsze urządzenia

Kolejne urządzenia domowe wyposażane są w łączność bezprzewodową, a nawet podłączają się do Internetu. W ten sposób tworzona jest kolejna sieć, tzw. “Internet rzeczy” i ponownie można zapytać – jaki to ma sens? Po co podłączać do Internetu oczyszczacz powietrza? Ja niedawno kupiłem takie urządzenie firmy Xiaomi. Nie trzeba koniecznie podłączać go do Internetu, ale jeżeli się to zrobi, to można włączać go z dowolnego miejsca na świecie, a także, co może jeszcze istotniejsze, sprawdzić stan powietrza i temperaturę w domu. Jeżeli okaże się, że powietrze jest mocno zanieczyszczone, to można włączyć oczyszczacz na godzinę lub dwie przed powrotem, by cieszyć się dobrą atmosferą. Można bez tego żyć, ale można się tym też cieszyć i korzystać.

Kilkukrotnie wspominana już firma Xiaomi wypuściła na rynek podpinaną do Internetu… lampkę nocną. Ma ona też łączność BlueTooth i na początku zastanawiałem się nad tym, po co to komu. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to zdalne wyłączenie lampki, na przykład z łóżka lub wręcz z podwórka, gdy ktoś zauważy, że o tym zapomniał. Jednak producent wpadł na jeszcze jeden pomysł i pozwolił na spięcie lampki z opaską Mi Band. Dzięki temu lampka zgaśnie sama, gdy właściciel opaski zaśnie.

Użytkownik nie musi się ograniczać tylko do rozwiązań, które proponuje producent. Powstają już interfejsy pozwalające na skryptowanie zachowań smart urządzeń. Jednym z nich jest IFTTT – dostępny pod adresem https://ifttt.com/, znany z różnych rozwiązań skryptowych. Smart urządzenia mogą być obsługiwane poprzez interfejsy Google Home lub Home Kit, asystentów głosowych (Alexa, Google Home), jak i bezpośrednio przez system IFTTT. To jest już pewnego rodzaju wyzwanie dla przeciętnego użytkownika, bo do łatwych nie należy. Mówi się jednak, że potrzeba matką wynalazku, w związku z tym oferowane są już gotowe skrypty pozwalające na proste skonfigurowanie i używanie tego rozwiązania.

Zagrożenia związane ze sprytnymi urządzeniami w domu

Każda technologia ma ciemną stronę i smart home też ją posiada. Wpuszczając tak dużo elektroniki do domu i podpinając ją beztrosko do Internetu ponosimy ryzyko, że ktoś skorzysta z tego w złym celu. Podłączając mój oczyszczacz do routera, pomyślałem sobie, że teraz jest on swego rodzaju wtyczką w moim mieszkaniu. Pewnie niegroźną, ale skąd to można wiedzieć? Niektóre modele automatycznych odkurzaczy mapowały mieszkanie swoich właścicieli i wysyłały plany na serwery producenta. Może dla udoskonalania algorytmów, a może w innym celu. Być może urządzenie ma zainstalowany mikrofon i stale mnie podsłuchuje lub kamerę, przez którą ktoś stale mnie podgląda. Nie wiem tego i nie dowiem się, dopóki nie wybuchnie jakaś głośna afera.

Tego rodzaju obawy wcale nie są objawem paranoi, a wynikają z przeszłych wydarzeń. Drukarki zapisujące w pamięci i przesyłające gdzieś dokumenty skierowane do wydruku. Drukarki sprzedane Saddamowi Husajnowi, które naprowadzały amerykańskie rakiety podczas wojny z USA. Systemy operacyjne z furtkami zamówionymi przez rządy chcące lepiej inwigilować swoich obywateli. Chińskie smartfony i przeglądarka internetowa przesyłające tajemnicze dane na serwery w Pekinie. To są wszystko udokumentowane zdarzenia, które warto mieć w głowie korzystając z zaawansowanych technologii.

Trzeba też pamiętać o zawodności technologii. Bardzo nowocześnie zaprojektowany i wyposażony dom może się po prostu zawiesić, jak komputer lub smartfon. Taką dykteryjkę opowiedział mi pewien znajomy zajmujący się wykańczaniem i wyposażaniem domów. Ta technologia jest wciąż nowa i nie do końca przetestowana. A od jej pewności zależy nie tylko komfort życia, ale czasem nawet bezpieczeństwo.

Przyszłość jest teraz.

Sceny oglądane w filmie “Powrót do przyszłości 2”, “Uciekinier”, czy “Star Trek” są możliwe do realizacji w tym momencie. To kwestia kosztów i znajomości języka angielskiego. No i odwagi w korzystaniu z technologii.

 

“Nadgryziona” dostępność 2017

Mikołaj Rotnicki

 

Firma Apple przyzwyczaiła już swoich wielbicieli do corocznego odświeżania swoich produktów. Równolegle wprowadzane są aktualizacje do oprogramowania, czyli systemów operacyjnych oferowanych w urządzeniach z logo nadgryzionego jabłka. Co ważne, nowości i zmiany dotyczą również funkcji ułatwień dostępu, z których korzystają m.in. osoby niewidome i słabowidzące. W niniejszym artykule postaram się przedstawić najważniejsze usprawnienia, a także odpowiedzieć na pytanie, czy warto aktualizować swoje iUrządzenia, aby móc z nich skorzystać już dziś.

Pierwsze informacje o nowościach, które znajdą się w najnowszych wersjach interesujących nas systemów operacyjnych pojawiają się oficjalnie najczęściej podczas czerwcowej konferencji WWDC, organizowanej przez Apple dla programistów (developerów).  To podczas otwierającego konferencję wydarzenia, tzw. Keynote, szefowie firmy odkrywają karty i oficjalnie pokazują światu, jakie nowe funkcje zostaną wprowadzone w kolejnych wersjach systemów operacyjnych: iOS (dla urządzeń mobilnych iPhone i iPad), MacOS (dla komputerów stacjonarnych iMac i laptopów MacBook), WatchOS (dla zegarka Apple Watch) oraz TvOS (dla przystawki do telewizora Apple TV). Podczas trwającej cały tydzień konferencji odbywa się też najczęściej kilka sesji poświęconych dostępności (accessibility). To na nich właśnie przedstawiane są nowości w funkcjach dostępności, jakie trafią na iUrządzenia wraz z jesiennymi aktualizacjami systemów operacyjnych.

Nie inaczej było i tym razem – w 2017 roku. Inżynierowie Apple przedstawili kilka istotnych nowości, które mają jeszcze bardziej ułatwić osobom z różnymi niepełnosprawnościami korzystanie z komputerów i urządzeń mobilnych tej firmy.

Nowości dostępnościowe w systemie iOS

Wprowadzone funkcje zostały przygotowane z myślą o użytkownikach iPhone’ów oraz iPadów. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Wykrywanie tekstu na zdjęciach

Można zapytać, po co osobie niewidomej aparat fotograficzny w smartfonie. Przecież i tak sama nie zrobi nim zdjęcia, a już na pewno nie będzie mogła go potem obejrzeć. Wbrew pozorom osoba niewidoma używająca iPhone’a czy iPada nie dość, że może samodzielnie wykonać zdjęcie, to jeszcze będzie w stanie je “obejrzeć”. Od samego początku, gdy tylko czytnik ekranu VoiceOver pojawił się w systemie iOS, bezwzrokowe robienie zdjęć stało się możliwe, ponieważ VoiceOver odczytuje kontrolki ustawień aparatu włącznie z przyciskiem robienia zdjęć. W kolejnych wersjach systemu dodawano informacje o wykrywaniu twarzy w kadrze podczas robienia zdjęć, a także informacje o jakości zrobionego zdjęcia (ostre, rozmazane itp.). Od pewnego czasu rozpoznawane są również sceny oraz obiekty na zdjęciach, np. plaża, ocean, trzy osoby, jedna uśmiechnięta.

W najnowszej wersji systemu iOS 11 wprowadzona została funkcja wykrywania tekstu na zdjęciach. Jeśli tylko na zrobionej fotografii znajduje się drukowany tekst, wówczas będzie możliwe odczytanie go za pomocą czytnika ekranu. Funkcja ta może okazać się bardzo przydatna, choćby w sytuacji, gdy zrobimy zdjęcie tablicy informacyjnej czy opakowania jakiegoś produktu. Jako że technologia ta jest nowością, trudno stwierdzić, jak będzie wyglądała sprawa dokładności rozpoznawania tekstu. A co za tym idzie, czy można już powiedzieć, że pozwala ona zamienić naszego iPhone’a w podręczny skaner dokumentów z funkcją OCR. Dlatego należy poczekać jakiś czas na rozpowszechnienie się jej wśród użytkowników.

Ulepszone opisy zdjęć

Jak wspomniałem powyżej, od jakiegoś czasu w iUrządzenia wbudowana jest funkcja rozpoznawania obiektów oraz scen na zrobionych zdjęciach. W najnowszej wersji systemu została ona ulepszona. Według zapewnień firmy Apple, mechanizmy sztucznej inteligencji oraz tzw. uczenia maszynowego mają teraz jeszcze dokładniej wykrywać i opisywać to, co znajduje się na zdjęciu. Funkcja może się przydać, gdy zrobimy kilka zdjęć podczas wakacyjnych wojaży, a potem będziemy chcieli, bez użycia wzroku, wybrać fotografię przedstawiającą interesującą nas scenę i udostępnić ją znajomym.

Większy tekst

Ta funkcja jest już dostępna w urządzeniach mobilnych Apple od kilku lat. Jednak tym razem inżynierowie postanowili rozszerzyć jej działanie. Zastosowanie opcji większego tekstu działa teraz także m.in. w Ustawieniach, Kontaktach, Telefonie, Pogodzie itp., a ponadto zostało ono poprawione w wielu innych aplikacjach systemowych. Także developerzy aplikacji zewnętrznych uzyskali dostęp do funkcji większego tekstu poprzez tzw. API. Dzięki temu systemowe ustawienia dużej czcionki zostaną zastosowane również w programach pobieranych z App Store, jeśli ich twórcy zastosują w nich tę funkcję. Większy tekst w nowej wersji ucieszy zatem osoby słabowidzące oraz seniorów, sprawiając, że informacje ekranowe będą bardziej czytelne.

Inteligentne odwrócenie kolorów

Opcja odwrócenia kolorów obecna jest w systemie iOS już od pierwszych jego wersji. Po jej włączeniu kolory ekranu zostają odwrócone – a prezentowany widok wyświetla tzw. negatyw. Oznacza to, że wszystkie elementy, które są białe, stają się czarne, te które są czarne, stają się białe, czerwony zmienia się w błękit, błękit zmienia się w czerwony itd. zgodnie z tzw. kołem kolorów. Dzięki temu np. wcześniej jasno świecące tło strony internetowej staje się ciemne i nie oślepia, a dotychczas ciemny tekst staje się jasny i jest bardziej czytelny.  Minusem tego rozwiązania jest to, że odwróceniu ulegają wszystkie kolory wszystkich obiektów. Dotyczy to również fotografii, które w negatywie stają się nienaturalne w wyglądzie.

 

Aby rozwiązać ten problem, w najnowszej wersji systemu iOS wbudowano funkcję odwracania inteligentnego. Odwraca ona kolory jedynie elementów będących tekstem i tłem, pozostawiając kolorystykę np. zdjęć bez zmian.

Nowości dostępnościowe w systemie MacOS

Komputery stacjonarne iMac oraz laptopy MacBook również zostały zaopatrzone w nowe funkcje ułatwień dostępu dla osób z niepełnosprawnościami. Sprawdźmy, jakie udogodnienia wprowadza najnowsza wersja systemu MacOS (10.13) High Sierra.

 

Klawiatura dostępności

Inżynierowie firmy Apple wprowadzili to udogodnienie przede wszystkim z myślą o osobach z niepełnosprawnością ruchową. Dzięki wyświetlanej na ekranie komputera klawiaturze dostępności możliwa jest jego obsługa bez użycia klawiatury sprzętowej (fizycznej). Działa ona najlepiej np. w połączeniu z technologiami analizy ruchów głowy lub gałek ocznych. Osoba z niesprawnymi kończynami górnymi może w ten sposób pisać e-maile, surfować po stronach internetowych i korzystać z różnych aplikacji, wykorzystujących właśnie klawiaturę dostępności. Udogodnienie to przyda się również w przypadku, gdy awarii ulegnie klawiatura sprzętowa. W takiej sytuacji, klikając kursorem myszy na przyciskach jej ekranowego odpowiednika, będziemy mogli poradzić sobie z wykonaniem naszej pracy.

Napisz do Siri

 

Siri to inteligentny asystent głosowy wprowadzony początkowo do mobilnych urządzeń Apple jesienią 2011 roku. Mówi i rozumie już w kilkunastu językach. Niestety w dalszym ciągu nie jest dostępny w języku polskim. Od ponad roku Siri obecna jest też na komputerach Mac. W najnowszej odsłonie MacOS High Sierra wprowadzono nowy sposób komunikacji z asystentem – funkcję „Napisz do Siri”. Pozwala ona wpisywać polecenia do Siri, zamiast je wypowiadać. Funkcja ta może okazać się użyteczna, jeśli mówienie sprawia problem (np. osoby głuchonieme) lub gdy użytkownik nie chce, aby inni słyszeli, jakie polecenia wydaje Siri. Udogodnienie to dostępne jest także na urządzeniach mobilnych. Aby jednak użytkownicy znad Wisły mogli z niego skorzystać w swoim języku ojczystym, należy poczekać aż firma Apple uruchomi obsługę języka polskiego dla swojego asystenta głosowego.

Automatyczna zmiana języka i głosu VoiceOver

 

Na tę funkcję czekało wielu użytkowników komputerów Mac. Oczekiwania ich były tym bardziej niecierpliwe, tym bardziej uzasadnione, że omawiana funkcja w lepszy czy gorszy sposób została już wcześniej zaimplementowana w wielu czytnikach ekranu dla innych systemów operacyjnych. Doczekaliśmy się i automatyczna zmiana języka trafiła wreszcie na komputery z logo nadgryzionego jabłka. Działa ona w następujący sposób: jeśli VoiceOver wykryje język powiązany z czytanym tekstem, automatycznie przełączy się na inny głos i przeczyta ten tekst w odpowiednim języku. Dodatkowo głos używany przez VoiceOver dla określonego języka można wybrać i dostosować w Narzędziu VoiceOver. Np. jeśli zostanie dodany język francuski i dostosuje się dla niego głos, VoiceOver będzie używać tego francuskiego głosu podczas czytania każdego tekstu, który został oznaczony dla czytników ekranowych jako tekst w języku francuskim.

Opisy obrazów

/

Podobnie jak w najnowszej wersji iOS, również w MacOS wprowadzona została funkcja rozpoznawania tekstu oraz obiektów na obrazach. Po naciśnięciu odpowiedniego skrótu klawiszowego, VoiceOver przeczyta tekst znajdujący się na obrazie, nawet jeśli obraz ten nie zawiera adnotacji. VoiceOver może również powiedzieć użytkownikowi, czy na zdjęciu znajduje się drzewo, pies, czy też może są to cztery uśmiechnięte twarze.

 

Ulepszona obsługa dostępności w plikach PDF

Użytkownicy systemu MacOS w końcu doczekali się obsługi plików PDF z zaprogramowaną strukturą. VoiceOver zapewnia teraz lepsze odczytywanie tabel, list i formularzy w dokumentach PDF ze znacznikami (tzw. tagami ułatwień dostępu).

 

Usprawnienia funkcji powiększania ekranu Zoom

Słabowidzący użytkownicy komputerów stacjonarnych iMac oraz laptopów MacBook powinni docenić ulepszenia funkcji Zoom wprowadzone w najnowszej wersji systemu MacOS High Sierra. Jedną z nowości jest możliwość tymczasowego wyłączenia Zoomu oraz tymczasowego odłączenia widoku powiększenia od wskaźnika myszy lub klawiatury. Obie te funkcje realizowane są za pomocą przytrzymania odpowiednich skrótów klawiaturowych. Dodatkową nowością jest możliwość włączenia migania ekranu, gdy banner powiadomienia wyświetlany jest poza widokiem powiększenia.

Czy warto instalować nowe wersje systemów iOS oraz MacOS?

Opisane powyżej nowości we wprowadzonych jesienią wersjach systemów dla iUrządzeń mobilnych i stacjonarnych to kolejny krok naprzód w rozwoju funkcji ułatwień dostępu. Należy jednak zwrócić uwagę, że każdy nowy system operacyjny przeżywa tzw. “choroby wieku dziecięcego” i może zawierać błędy, również w obszarze dostępności. Dlatego użytkownicy mniej doświadczeni i przyzwyczajeni do poprawnego działania swoich jabłkowych urządzeń z dotychczasowymi wersjami systemów powinni rozważyć odłożenie w czasie ich aktualizacji do najnowszej wersji. Zwykle po kilku miesiącach, w następstwie zgłaszania przez bardziej doświadczonych użytkowników błędów, pojawiają się kolejne aktualizacje z poprawkami, które już śmielej mogą instalować mniej doświadczeni wielbiciele Maców. Jeśli natomiast liczymy się z możliwością występowania błędów i mimo to chcemy skorzystać z nowych funkcji ułatwień dostępu, zachęcam do instalowania nowych wersji już dziś.

 

Lecznicze działanie muzyki

Wiesława Stolarczyk

„Muzyka, podobnie jak miłość, jest dla mnie potrzebą, ale także przede wszystkim nieuchronnym przeznaczeniem podobnie jak upływ czasu.”

Andrea Boccelli – „Muzyka ciszy”

Choć nie wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach człowiek nauczył się rozumnie i celowo wykorzystywać dźwięk, możemy mieć pewność, że muzyka towarzyszy nam od zawsze, można by rzec, odkąd istnieje świat. W samym terminie słychać melodyjność, a gdy przyjrzeć się greckim korzeniom słowa, gdy poszukać szeroko skojarzeń poetyckich, okaże się, że w jego wnętrzu ukryte jest niezmierzone bogactwo. Piękno muzyki otacza nas i przenika całe nasze życie. Mówimy o muzyce duszy, o pięknym lub brzydkim głosie, zachwycając się pięknem śpiewu ptaków czy szumem fal morskich mówimy o muzyce przyrody, przeżycie piękna odnajdujemy wreszcie w koncercie wysłuchanym w filharmonii. Muzyka, jak dobry anioł, towarzyszy nam w codziennym życiu. Śpiewamy pod prysznicem, przy goleniu, słuchamy przed snem, tańczymy, a wspólne śpiewy przy ognisku czy u cioci na imieninach dostarczają nam wiele radości. Muzyka towarzyszy podniosłym uroczystościom, rytuałom wszystkich chyba znanych człowiekowi religii. Jest wszechobecna.

O jej leczniczym działaniu i dobrym lub szkodliwym wpływie wiadomo było już w starożytności. Platon, na przykład, mówił o muzyce octu. „Muzyka i hałaśliwe tańce powodują ekstazę i znieczulenie.” Rozróżniał szkodliwe i zbawienne działanie muzyki. Przestrzegał przed łamaniem praw nią rządzących. W starożytnej Grecji pieśni o zdrowiu – epole – miały leczyć padaczkę, eliminować bóle porodowe.

Pitagoras twierdził, że muzyka zbudowana jest zgodnie z prawami matematyki.

Harmonia w człowieku daje zdrowie i piękno, a jej zaburzenia są powodem choroby. W biblijnej Księdze Samuela znajdujemy wzmiankę o leczniczym działaniu harfy. Dzięki wielogodzinnej grze Dawida na tym instrumencie król Saul został wyleczony z depresji. W XVIII wieku śpiewak operowy Farinelli wyleczył króla Filipa V, śpiewając jego ulubione arie. Jerzy Fryderyk Haendel stawiał sobie cel, by niektóre z jego utworów miały moc terapeutyczną. W ubiegłym i obecnym stuleciu docenia się wartość leczniczą muzyki, chociaż trzeba powiedzieć, że w Polsce ta dziedzina oddziaływań terapeutycznych jest stosunkowo młoda.

Powszechnie wiadomo, że słuchanie muzyki powoduje zmiany fizjologiczne w naszym organizmie. Pod jej wpływem wzrasta lub obniża się ciśnienie krwi, zwalnia lub przyspiesza tętno, uspokaja się oddech. Z zastosowaniem nowoczesnych technik badawczych prowadzi się badania nad wpływem muzyki na różne obszary mózgu oraz narządy wewnętrzne. Są tacy, którzy tę dziedzinę sztuki traktują jak swoiste panaceum. Inni znów uważają, że muzykoterapia to leżenie na kanapie i słuchanie spokojnych, relaksujących utworów. Temat jest bardzo szeroki. Nie chcę niczego udowadniać. Będąc sama arteterapeutką, pragnę tylko zaciekawić czytelnika, podzielić się swoimi doświadczeniami oraz informacjami, jakie zdobyłam.

Jak to się dzieje, że dźwięk ma tak wielki wpływ na naszą psychikę i organizm?

Dźwięk to fala akustyczna. Powstaje w wyniku drgań. Im więcej drgań na sekundę, tym dźwięk jest wyższy, im mniej, tym niższy. Ilość drgań na sekundę nazywamy częstotliwością i mierzymy w hercach. Infradźwięki mają bardzo niskie częstotliwości i nie są słyszalne dla ucha. Mogą być szkodliwe tak dla ludzi, jak i dla środowiska. Natomiast ultradźwięki to fale akustyczne o wysokich częstotliwościach, które także nie są słyszalne dla ucha ludzkiego, ich działanie również może być bardzo szkodliwe. Dźwięki te wykorzystywane są w leczeniu, jak i diagnostyce różnych schorzeń. Za pomocą ultradźwięków usuwa się kamień nazębny, rozbija kamienie nerkowe, a w przemyśle czyści się powierzchnie metalowe.

Barbara Romanowska, twórczyni niekonwencjonalnej metody leczenia dźwiękiem, w swej książce o duchowym uzdrawianiu dźwiękiem, proponuje stosowanie oddziaływania za pomocą kamertonów w sposób analogiczny, jak ma to miejsce w przypadku akupunktury. Twierdzi ona, że fale dźwiękowe przenikają ciało, wywołując w żywych komórkach wibracje, mogące mieć pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Woda, podstawowy składnik tkanek rozprowadza dźwięk, który jak gdyby masuje ciało na poziomie atomowym i komórkowym. Nasze komórki poprzez rezonans dostrajają się do częstotliwości danego dźwięku. Muzyka wpływa na nasze napięcie mięśniowe, przemianę materii, wpływa na nasz stan emocjonalny, psychikę i powiązane z nią emocje. Którzy z nas nie doświadczył radości, słuchając jakiejś ulubionej piosenki? Czasem mamy łzy w oczach, albo ciarki na plecach. Bywają jednak i takie utwory, których, jak to potocznie twierdzimy, nie da się słuchać. Jest to sprawa bardzo indywidualna. Ten sam utwór może być bardzo różnie odbierany. Dla jednych „Tren ofiarom Hiroszimy” Pendereckiego będzie utworem o pięknej harmonii, inna osoba powie, że dzieło to ją przygnębia, jeszcze inna stwierdzi, że muzyka współczesna jest nie do słuchania.

Muzykoterapię często kojarzymy z leżeniem na kanapie i słuchaniem spokojnych utworów. Tymczasem jest to wspaniała paleta różnorakich połączeń. Muzykoterapia to także ruch, taniec, śpiew, wspólne muzykowanie i nie trzeba odebrać wykształcenia muzycznego, by korzystać z jej dobrodziejstw.

Sami dla siebie możemy być muzycznymi „lekarzami”. W warunkach leczenia szpitalnego, na oddziałach kardiologicznych, położniczych czy w szpitalach psychiatrycznych prowadzenie muzykoterapii wymaga ogromnego doświadczenia i sporej wiedzy muzycznej oraz psychologicznej. To samo dotyczy zresztą prowadzenia terapii będącej np. elementem wspomagającym proces rehabilitacyjny osób z niepełnosprawnościami.

O sile oddziaływania muzyki mogłam przekonać się na początku mojej drogi i chyba właśnie to sprawiło, że stałam się pasjonatką tej, jeszcze nie zbadanej, dziedziny.

Będąc młodą, zapaloną melomanką, całe stypendium przeznaczałam na płyty winylowe. Pod koniec lat osiemdziesiątych ferie spędzałam w Rabce. Była tam kiedyś filia laskowskiego przedszkola. Być może jeszcze tam jest, ale to nie ma większego znaczenia dla mej opowieści.

Dzieciaki miały swoje ferie w innym niż ja terminie, dlatego, będąc w Rabce, mogłam odbywać praktykę, spędzając czas z nimi. Grupka była nieduża, siedmioosobowa. Niektóre z dzieci miały niepełnosprawność sprzężoną, była wśród nich także dziewczynka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Podczas tych ferii zwiedzałam Kraków. Kupiłam płytę Bacha z utworami na flet. Nie pamiętam tytułów. Po powrocie z udanej wycieczki postanowiłam przesłuchać mój nowy nabytek. Nadarzyła się okazja. Wychowawczyni poprosiła mnie, bym została z maluchami na pół godziny. W sali był adapter. Po wyjściu wychowawczyni zapanował gwarek. Maluchy bawiły się klockami, chłopiec udawał pociąg, któreś z dzieci bawiło się bączkiem. Zastanawiałam się, co bym mogła z nimi robić. Puściłam płytę. Nagle osłupiałam. Dzieci posiadały tam, gdzie każde się w danym momencie znajdowało. Zapanowała absolutna cisza. Podchodziłam do każdego dziecka, siedziały takie małe słupki soli, zasłuchane. Nawet autystyczna Jola nie wydawała żadnych odgłosów, nie prowadziła dialogu z sobą, a co najważniejsze nie uciekała z pokoju. Nie chciałam przerywać tej pięknej chwili. Dźwięki fletu płynęły łagodnie. Tak sobie trwaliśmy w tym bajkowym świecie. Z zasłuchania wyrwało mnie skrzypienie otwieranych drzwi, a potem głos wychowawczyni: „Nasza praktykantka udała się na medal. Co zrobiłaś, że dzieciaki takie grzeczne?” Nie mniej zaskoczona odpowiedziałam: „To nie ja, to Jan Sebastian Bach, flet orkiestra i klawesyn.” Wyłączyłam płytę. Dzieci jakby obudziły się ze snu. Wrócił do swoich zabaw.

  1. A o to inny przykład. Zafascynowana kamertonami– widełkami stroikowymi często wykorzystuję je jako jedno z narzędzi muzykoterapeutycznych. Posiadam kilka zestawów składających się z różnych dźwięków. Każdy kamerton wydaje tylko jeden dźwięk np.: c, d, e, f, g, a, h, c. itd. Doskonale spełniają one funkcję terapeutyczną. Kamertony terapeutyczne robi się ze stopów najwyższej jakości aluminium, magnezu i innych zastrzeżonych minerałów. Są produkowane na wyłączność autorki tej metody – Barbary Romanowskiej. Mają opatentowany kształt, opracowany z myślą o przeznaczeniu  do używania ich w sposób zgodny z technikami stworzonymi przez autorkę metody. Zadaniem kamertonów jest wspomaganie powrotu pacjenta do zdrowia psychicznego i fizycznego.

Istnieje kilka zestawów kamertonów o różnych częstotliwościach, między innymi kamertony anielskie, odpowiadające mniej więcej c, cis, d czterokreślnemu. Dźwięki ich są wysokie, bardzo piękne i przenikliwe, stąd ich nazwa – anielskie. Kamertony można wszędzie zabrać. Nie rozstrajają się pod wpływem wilgotności czy temperatury.

Na terapię trafiła do mnie niewidoma, siedemnastoletnia dziewczyna, po bardzo traumatycznych przejściach. Była zachwycona kamertonami, dopóki nie zastosowałam zestawu anielskiego. Mając już spore doświadczenie z tą metodą pracy, po pierwszych trzech dźwiękach poczułam w ciele dziewczyny ogromne napięcie. Przerwałam terapię, pytając, co się dzieje. Powiedziała mi, że dźwięki te wywołują u niej jakieś przykre wspomnienie z dzieciństwa. Próbowałyśmy je odtworzyć, ale się nie udało. Wspomnienie tkwiło gdzieś głęboko w podświadomości i było bardzo nieprzyjemne. Pacjentka nie potrafiła jednak wyrazić konkretnie swojego lęku. Rozładowałam napięcie, korzystając z innej techniki. Dziewczyna na początku bliska płaczu po chwili uspokoiła się, a nawet, pod wpływem różnych działań, roześmiała. Na kolejnych zajęciach próbowałyśmy odtworzyć to przykre wspomnienie, by uruchomić proces uzdrawiania emocji, tym razem już bez udziału kamertonów anielskich. Nie udało się. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może wspomnienie było zbyt bolesne i ukryte zostało bardzo głęboko, a potem silnie wyparte, może użycie podczas wcześniejszej sesji terapeutycznej niewłaściwej techniki zamknęło bodaj na jakiś czas możliwość pomocy. W tej chwili nie jest to istotne.

Przedstawiony przykład pokazuje, jak bardzo indywidualnie trzeba podchodzić do pacjenta, jak ważna jest rozmowa o odczuciach po sesji terapeutycznej, czy to indywidualnie, czy w grupie.

O znaczeniu muzyki w procesie terapeutycznym opowiadała swojego czasu matka Andrea Boccellego. Chłopiec już jako noworodek cierpiał na jaskrę. Objawiało się to bardzo silnymi bólami głowy i oczu. Maleństwo często przebywało w szpitalu, a rodzice byli bezsilni wobec jego krzyku. Można sobie tylko wyobrazić, co czuli, nie mogąc pomóc. Mama opowiadała: „Pewnego ranka, po wyjątkowo ciężkiej nocy, którą spędziliśmy na daremnym szukaniu środka zaradczego, dziecko niespodziewanie się uspokoiło. Trudno mi wytłumaczyć, co się odczuwa w takiej chwili. To rodzaj głębokiej wdzięczności dla wszystkich i nikogo w szczególności. Radość z nieoczekiwanego spokoju, który zapanował po środku groźnej burzy. Próbowałam zrozumieć jego powód i miałam szczerą nadzieję, że istnieje, że go poczuję i że z nim się oswoję. Nagle synek obrócił się na bok i zaczął przyciskać rączki do ściany, przy której stało łóżko. Minęło trochę czasu, nie pamiętam ile, w sali zapanowała cisza, na którą wcześniej nie zwróciłam uwagi. A potem dziecko rozpłakało się znowu. Po chwili synek uspokoił się i znów zaczął przyciskać rączki do ściany w stanie najwyższego napięcia, które trudno opisać. Nastawiłam ucha i usłyszałam muzykę dobiegającą z sali o bok. Podeszłam bliżej, zaczęłam nasłuchiwać i rozpoznałam znaną mi muzykę klasyczną. Zauważyłam, że to pod jej wpływem dziecko się uspokoiło. Poczułam błysk nadziei, która wypełniła mnie radością równie wielką jak moje cierpienie, radością, jakiej dotąd nie doświadczyłam i jaką osiąga się prawdopodobnie dopiero w chwili, gdy płaci się cenę za ogromny ból. Pobiegłam do sali obok i zapukałam do drzwi. Na łóżku ujrzałam pacjenta leżącego na trzech poduszkach. Był to rosyjski robotnik, który na skutek wypadku stracił wzrok. Niewielki gramofon wystarczył, by zachował pogodę ducha. Zaczęłam opowiadać temu poczciwemu człowiekowi, o tym, co przed chwilą zrobił mój syn i zapytałam, czy zgodziłby się, bym czasem synka mogła przyprowadzić.” (Andrea Boccelii – „Muzyka ciszy”). Matka opowiadała dalej, że wizyty te były dość częste i chłopiec, słysząc muzykę, za każdym razem bodaj na chwilę przestawał płakać.

Szkodliwe oddziaływanie muzyki

Wokół oddziaływania muzyki na człowieka toczy się wiele sporów. Na wielu stronach internetowych, zwłaszcza tych, których twórcy deklarują zaangażowanie religijne, czy w jakiś sposób ideologiczne, (np. http://www.zbawienie.com/rock.htm), znajdujemy stwierdzenia, że muzyka stosowana nieumiejętnie czy wręcz bezmyślnie, może mieć szkodliwy wpływ na psychikę i organizm człowieka. Nie chodzi mi jednak o straszenie diabłem, albo inne zabiegi wywołujące dreszczyk niezdrowej emocji. Pozwólcie drodzy czytelnicy, że posłużę się przykładami z życia.

Czasem, jak chyba każda gospodyni domowa, spędzam długie godziny w markecie. Oprócz gwaru ludzkich głosów, słychać tam głośną muzykę. Często z kilku miejsc odtwarzane są różne utwory, których dźwięki przekrzykując się, zdają się walczyć o naszą uwagę. Mniej więcej po godzinie chce mi się spać, czuję się jakbym przekopała ogródek. Kakofonia wdziera się w mózg. Boli mnie głowa, a myśli i cały organizm krzyczą: „Wyjść, wyjść, wyjść!” Po trzech godzinach jestem tak otępiała, że najchętniej zostawiłabym wszystkie zakupy, myśli płyną w zwolnionym tempie. Kiedy wreszcie wychodzę, gwar uliczny, w porównaniu z tym, co słyszałam wcześniej, jest bajką.

Moja córka była uczennicą szkoły muzycznej pierwszego stopnia w klasie skrzypiec. Od czwartej klasy grała w małej orkiestrze dziecięcej. Zafascynowana tym rodzajem muzykowania, ukończywszy podstawową szkołę muzyczną, postanowiła nadal pozostać w zespole i wytrwała w tym postanowieniu jeszcze przez półtora roku. Mimo, że w gimnazjum nie kontynuowała już nauki gry na skrzypcach, chodziła na zajęcia dobrowolnie, dla własnej przyjemności. W pewnym momencie do orkiestry przyjęto bardzo malutkie dzieci. Grały nieczysto, często za nisko lub za wysoko. Akordy brzmiały fałszywie. Iga wracała z zajęć z bólem głowy. Miała dobrą wolę, żeby jakoś przetrwać, ale po kilku tygodniach po każdej próbie stres związany z przykrymi doznaniami muzycznymi zaczął wywoływać krwawienie z nosa. Musiała zrezygnować. Bóle głowy i krwotoki ustały tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawiły.

Zbyt głośno słuchana muzyka powoduje uszkodzenia słuchu, rozregulowanie organizmu. Infradźwięki, generowane przez wiele maszyn, zwane też poddźwiękami, to dźwięki o bardzo niskich częstotliwościach. Są niesłyszalne dla ludzkiego ucha. Poddźwięki mogą powodować bóle, a nawet uszkodzenia narządów wewnętrznych, mogą wywołać objawy choroby morskiej, rozstrój żołądka, a nawet uszkodzenia mózgu. W środowiskach osób uprawiających medycynę niekonwencjonalną twierdzi się, że najniebezpieczniejsza jest częstotliwość 7 Hz, gdyż pokrywa się ona z częstotliwościami fal mózgowych. Gwoli uczciwości należy jednak w tym miejscu powiedzieć, że żadne badania naukowe nie dowiodły tej tezy, ponieważ prowadzenie takich badań na ludziach, ze względu na możliwe ryzyko, jest trudne, o ile nie niebezpieczne. Osoba wrażliwa na ekspozycję na infradźwięki po kilku chwilach słuchania ich ma wrażenie, jakby głowa miała rozpaść się na kawałki.

Wpływ muzyki na osoby z dysfunkcją wzroku

Dla niewidomych i słabowidzących odbiorców muzyka stanowi najbardziej przystępną ze wszystkich sztuk pięknych. Jej szczególność i wyjątkowość polega na tym, że jest w pełni odbierana przez analizator słuchowy, nie angażując przy tym innych zmysłów. Dzięki swojej strukturze dźwiękowej muzyka nie stwarza przeszkód i ograniczeń w odbieraniu, tworzeniu oraz odtwarzaniu. Oddziałując bezpośrednio na uczucia, muzyka wpływa na reakcje fizjologiczne i psychomotoryczne, porządkując je i harmonizując.

Zabawy ruchowe[i] wspierają proces integracji osoby niepełnosprawnej ze społeczeństwem. Śpiew uspokaja emocje lub pozwala w pełni wyrazić to, co czujemy, a ćwiczenia muzyczno-ruchowe zmniejszają zahamowania psychoruchowe, mając tym samym pozytywny wpływ na skierowaną ku ludziom i otaczającemu światu aktywność, ułatwiają kontakty międzyludzkie i rozwój umysłowy, wreszcie przełamują bariery w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych. Ćwiczenia rytmiczne wzmagają wyczucie ruchu i zwiększają radość z aktywności ruchowej, co sprzyja wyzwalaniu się niewidomego dziecka  z różnych zahamowani. Ponadto kształtują one charakter i budują poczucie własnej wartości oraz usprawniają manualnie. Ruch w połączeniu z muzyką jest kluczem do rehabilitacji i niezależności. Ćwiczenia takie, stosowane u dzieci w wieku przedszkolnym, wyrabiają samodzielność, wspomagają naukę samoobsługi, samowystarczalność, przeciwdziałają blindyzmom, a także uczą koordynacji ruchów, systematyczności i współdziałania w zespole. Ćwiczą również orientację przestrzenną. Dzięki rytmice możliwe jest wykształcenie najlepszych i najistotniejszych cech osobowości oraz uzyskanie optymalnego rozwoju psychoruchowego. Wykazano także pozytywny wpływ muzykoterapii, a ściślej poruszania się w przestrzeni w rytm akompaniamentu, na koncentrację uwagi i koordynację słuchowo-ruchową. Ważne też jest, że podczas takich zajęć dzieci angażują się emocjonalnie, manifestują radość. K. Mazur[ii] wykazała, że terapia śpiewem ma pozytywny wpływ na ogólną aktywność ruchową, aktywizuje ręce i nogi oraz koryguje mimikę u niewidomych i słabowidzących dzieci. Zdaniem U Olszewskiej-Koziarskiej[iii] połączenie słowa, muzyki i ruchu jest uniwersalną metodą terapeutyczną. Ćwiczenia wizualizacyjne z muzyką relaksującą nie tylko odprężają, ale rozwijają wyobraźnię. Wpływają także korzystnie na ekspresję twórczą oraz komunikację werbalną. Prowadzono także badania nad wpływem muzyki jako bodźca wspomagającego przyjmowanie lepszej postawy ciała u niewidomych dorosłych na wózku. Do tego celu wykorzystano technikę biofeedback – urządzenie elektroniczne, zawierające tzw. przełącznik rtęciowy, przyczepione do czapki pacjenta, które powodowało rozpoczęcie odtwarzania muzyki lubianej przez osobę badaną, gdy uczestnik sesji terapeutycznej siedział prosto minimum piętnaście sekund. W wyniku tych działań stwierdzono, że u osób poddawanych takiej terapii znacznie poprawiła się postawa ciała oraz wzrosła siła mięśni i wytrzymałość pacjenta.

Ogromne znaczenie w wypadku osób niewidomych ma terapia tańcem. Dzięki niemu wzrasta świadomość usytuowania własnego ciała w przestrzeni. Taniec dobrze spełnia rolę środka przełamującego barierę niepełnosprawności; integruje osoby niewidome z widzącymi. Taniec rozwija orientację przestrzenną, usprawnia, a jednocześnie jest przyjemną formą spędzania wolnego czasu.

Wacław Wróblewski, uznany pedagog i choreoterapeuta, w celu rehabilitacji osób niewidomych opracował metodę zbiorowego nauczania tańców towarzyskich za pomocą przestrzennych tablic poglądowych opartych na brajlowskim sześciopunkcie.

O zbawiennym działaniu muzyki na osoby niewidome mogłabym jeszcze wiele napisać. Przytoczę więc kilka wypowiedzi tych, którzy tego dobrodziejstwa doświadczyli:

  • „Ćwiczenia z muzyką relaksacyjną wnosiły w moje życie element odprężenia.”
  • „Myślę, że dzięki ćwiczeniom łatwiej jest stawić czoło przeciwnościom, których nam nie brakuje.”
  • „Wprowadzają poczucie radości. W ogóle w muzyko terapii ważnym czynnikiem jest uwrażliwienie na piękno. Osoby widzące mają bogate doznania Chociażby po przez to, że mogą podziwiać widoki, barwy, piękno przyrody.”

Muzyka jest nam w pełni dostępna. Dlatego wskazane jest słuchanie utworów ilustracyjno-programowych, np.: „W Grocie króla gór” e’ Griega, „Lot trzmiela” – Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, „Motyle” Roberta Schumana, „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego, „Poematy symfoniczne” Franciszka Liszta, „Cztery pory roku” Antonio Vivaldiego. Ważnym elementem terapeutycznym jest włączanie do ćwiczeń wizualizacji. Przy spokojnych łagodnych dźwiękach daje to poczucie bezpieczeństwa i uruchamia wyobraźnię. Podczas zajęć z osobami niewidomymi tekst podawany podczas relaksu powinien być dostosowany do naszych realiów, naszego postrzegania świata. Np.: szum morza, ciepło słońca, łąka, trawa, śpiew ptaków. W przypadku niewidomych, a zwłaszcza dzieci, bezzasadnym będzie użycie takiego tekstu jak: błękit nieba czy widoki.

Ucząc się pracy terapeutycznej, lubiłam ćwiczenia muzyczno-ruchowe w parach. Dawało to poczucie bezpieczeństwa, wyzwalało zaufanie do osoby prowadzącej, będącej ze mną w parze, eliminowało niepokoje i lęki. Rytmika wprowadzała pewien rodzaj ładu, integrowała mnie z grupą. Wyzwalała zaciekawienie, bo przecież nie widząc, nie miałam pojęcia, co zrobi osoba będąca ze mną w parze lub osoba prowadząca w grupie. Tego rodzaju ćwiczenia uwrażliwiały także moje koleżanki i kolegów. Chętnie mi pomagano. W grupie czułam się bardzo dobrze. Czasem musiałam zasygnalizować potrzebę pomocy, poprosić o tę pomoc, a więc mogę powiedzieć, że w pewnym sensie cała ta sytuacja sprzyjała kształtowaniu się we mnie odwagi.

Bardzo rozwijające były dla mnie dialogi instrumentalne. Za pomocą instrumentarium Orfa mieliśmy za zadanie wyrazić swoje emocje. Nie widząc osoby dialogującej ze mną, musiałam rozpoznać, co chce wyrazić i to było fascynujące. Niewidomi, zwłaszcza dzieci, mają mniejsze możliwości, jeśli chodzi o odreagowanie emocji, czy spożytkowanie drzemiącej w nich energii. Dlatego wskazane są dla nich ćwiczenia aktywizujące, żeby mogły się na przykład wykrzyczeć. Wskazane są podskoki, bieg, choćby w miejscu, klaskanie, tupanie itd.

Z pewnością muzykoterapia jest dobrodziejstwem zarówno dla niewidomych dzieci, jak i dorosłych. – Monika Malinowska – absolwentka wydziału muzykoterapii Akademii Muzycznej w Łodzi przez trzy tygodnie prowadziła zajęcia terapeutyczne w Laskach. Oto kilka wypowiedzi jej młodych pacjentek:

  • „Zajęcia dały mi bardzo dużo: relaksowałam się, bardzo mi się podobały różne scenki, dzięki którym wiele się nauczyłam. Te zajęcia były jak terapia i bardzo mi przykro, że muszę je kończyć. Z zajęć zawsze wychodziłam wesoła i uśmiechnięta, myślę, że te zajęcia zostaną mi jak najdłużej w pamięci.” – E., 11 lat.
  • „Dzięki zajęciom z muzykoterapii nauczyłam się rozładowywać emocje. Dialogi śpiewane na zasadzie improwizacji uświadomiły mi, że potrafię tworzyć wiele rzeczy i robię je dobrze. To mnie bardzo dowartościowało. Zdziwiło mnie, że można rozładowywać emocje na wiele sposobów. Kilku z nich nawet używałam, nie wiedząc, że sobie pomagam. W czasie terapii bywały też trudności np. praca z kamertonami Anielskie wywoływały u mnie dziwne lęki, niepokój. Jednak, ogólnie rzecz ujmując, funkcjonuję lepiej i mam lepsze samopoczucie. Czuję się bardziej pewna siebie. Zdaję sobie sprawę, że mam szansę na wyzbycie się poczucia winy oraz tkwiących we mnie od lat pokładów negatywnych emocji. Poza tym dowiedziałam się o sobie wielu nowych rzeczy. Odkrywam siebie na nowo.” – B, 17 lat.

A oto fragment pamiętnika ociemniałej Ireny Łowińskiej:

„Dźwięki mają dla mnie konkretną, zdecydowaną barwę. Skrzypce są srebrzyste, trąbka ma też odcień srebrzysty. Ale wpadający w seledyn, jak gdyby księżycowy. Wiolonczela ma bardzo ładny, czerwony kolor. Fortepian? Zielone kulki widzę, to różne zielenie, od ciemnych do najjaśniejszych. Organy są bardziej zielone. Bardzo piękny kolor, soczysty taki, jak gdyby zielona woda się poruszała. Jak słucham organów, to mam wrażenie, jak gdybym oglądała bardzo kolorowy świat, ale zanurzony w zielonkawą mgłę.

Tonacje molowe są w różnych odcieniach niebieskich, a durowe czerwonych i różowych. Chór czterogłosowy kojarzy mi się z górami. Soprany to śnieżne szczyty. Alty wysokie jodły. Tenory to hale. A basy rozległe podnóże gór. Śpiewy gregoriańskie utożsamiam z drobniutko falującym morzem. Czarna jest po prostu cisza i to jest bardzo ładne.”

Wychowawczyni z ośrodka szkolno-wychowawczego w Laskach opowiada:

„Dla dzieci niewidomych wiele odgłosów stanowi zagadkę i wywołuje lęk. Pewna dziewczynka bała się odgłosu syreny ochotniczej straży pożarnej w Laskach. Jednakże podczas muzykoterapii odkryła, że odgłos syreny jest dźwiękiem tak na wysokości „a” razkreślnego. Według tego dźwięku muzycy stroją instrumenty przed koncertem. Jej odkrycie było przełomowe, wywołało płynącą z rozpoznania i zrozumienia rzeczy niemal euforyczną radość, zlikwidowało uporczywy lęk…”

Jak stosować muzykę w terapii na własnym podwórku

Maciej Kierył – lekarz, anestezjolog, muzykoterapeuta z wieloletnim doświadczeniem, w swojej książce pt. „Muzyczna apteczka” podaje zestaw prostych ćwiczeń muzyczno-ruchowych. Wyjaśnia też ich właściwości lecznicze. Dosłownie przytoczę kilka z nich. Zachęcam do korzystania z tej prostej, przeznaczonej dla każdego „terapii”.

Ćwiczenia poranne

Poranne tempo to częstość akcji serca 70-90 uderzeń na minutę. Fizjologiczną muzyką budzącą jest ciepły dźwięk instrumentu lub głosu, cicho odtwarzana pogodna muzyka. Jest to tempo marszowe. Wskazana jest muzyka instrumentalna. Jeśli mamy wybór, wybierajmy pojedyncze instrumenty: fortepian, gitarę lub małe zespoły. Jeszcze w łóżku wykonajmy kilka ćwiczeń:

  1. Oddychamy wolno przez nos, usta zamknięte. Powoli przeciągnijmy się. Zaciśnijmy na jedną sekundę pięści i rozluźnijmy napięcie.
  2. Włączamy nasze ulubione, spokojne nagranie. Powtarzamy kilkakrotnie coraz głębsze oddechy i dłuższe: trzy- sześciosekundowe rozluźnianie i napinanie mięśni.
  3. Układamy się w pozycji embrionalnej – siadamy na piętach, pochylamy klatkę piersiową na uda, czoło układamy na pościeli, a ręce rozluźniamy wzdłuż ciała. W tej pozycji zostajemy przez kilka oddechów.
  4. Podnosimy wygięty kręgosłup do góry, opuszczamy głowę między ramionami, prostujemy ręce w łokciach, przyjmując pozycję kota, wydech. Wraz z wdechem unosimy głowę do góry, równocześnie obniżając kręgosłup do dołu w kształcie siodła.
  5. Ćwiczenie z punktu 4 powtarzamy trzy razy na zmianę: kot, siodło.
  6. Odpoczywamy chwilę na brzuchu.
  7. Odwracamy się na grzbiet. Przez kilka sekund przeciągamy się i stopniowo siadamy. Przez chwilę siedzimy, po czym wstajemy (po kilkukrotnym treningu wstawanie będzie zajmowało trzydzieści sekund).
  8. Przy dość szybkiej muzyce marszowej wykonujemy kilka wymachów ramionami, ruchy taneczne, znane ćwiczenia gimnastyczne lub aerobik.
  9. Wykonujemy trzy podparte przysiady.

W celu skuteczniejszej terapii można przygotować dwie płyty. Jedną z muzyką spokojną, relaksującą, drugą z muzyką dynamiczną: disco, techno, rap (według uznania).

Ćwiczenia muzycznej gimnastyki funkcjonalnej

Ćwiczenia te prostują sylwetkę, pogłębiają oddech, zmniejszają bóle kręgosłupa, odwracają uwagę od nużącej pracy i dają satysfakcję rytmicznego ruchu. Po ćwiczeniach wykonajmy kilka spokojnych, głębokich oddechów.

  1. Przy dynamicznej melodii:

a)       w szybkim tempie (disco, rap, techno) wykonajmy w miejscu trucht i podskoki.

b)     w pozycji siedzącej zaciśnijmy i rozluźnijmy pięści lub wciągnijmy i wypnijmy brzuch.

Ćwiczenia te zredukują nasze napięcie psychiczne, złość, niepokój i agresję. Stanowią przerywnik w pracy. Wykonujemy je krótko – jedną – dwie minuty.

  1. Przy melodiach w wolnym tempie o spokojnym klimacie, cicho odtwarzanej muzyce, wykonujemy różnorodne ćwiczenia, spokojny przerywnik ruchowy, mniej więcej trzydzieści sekund. Mogą to być miękkie krążenia barkami do przodu i do tyłu oraz wolne krążenia głową. To ćwiczenie zmniejsza stan napięcia szyi, barku i pasa barkowego.

Po wykonaniu tych ćwiczeń następuje poprawa sprawności umysłowej, ustąpienie bólów kręgosłupa, polepszenie samopoczucia.

Zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpałam tematu. Mam jednak nadzieję, że przeczytawszy ten tekst zaprzyjaźnicie się jeszcze bardziej z muzyką. Myślę, że warto. Na koniec przytoczę garść ciekawostek. Można w nie wierzyć, albo nie. Powszechnie jednak wiadomo, że muzyka łączy ludzi i łagodzi obyczaje. Dlatego warto z nią być tak na co dzień za pan brat. Nućmy przy goleniu, pod prysznicem, słuchajmy ulubionych utworów, a trochę gimnastyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Ciekawostki

Na zakończenie pozwalam sobie przytoczyć za Leszkiem Matelą i Otylią Sakowską garść muzykoterapeutycznych ciekawostek. Źródło pochodzi z tzw. kręgów ezoterycznych, dlatego do stwierdzeń w rodzaju „dowiedziono naukowo”, „udowodniono” itp. należy w tym wypadku odnosić się ze znaczną rezerwą. Niemniej jednak już samo to, że ludzie w taki sposób prowadzą poszukiwania dotyczące oddziaływania muzyki na nasze ciała i umysły, może być czymś interesującym.

  1. Naukowcy z Kanady ustalili częstotliwości drobnoustrojów, np.: częstotliwość drgań dla pleśni wynosi 80 000 – 140 000 drgań na sekundę, dla bakterii wirusów, robaków i glizd 300 -430 kHz. Częstotliwości, na których pracuje organizm ludzki to: 1 520 kHz – 97 460 kHz.
  2. W ZSRR przed defiladami państwowymi, a szczególnie w dniu rocznicy rewolucji bolszewickiej, przypadającym na dzień 7 listopada, trasę defilady zabezpieczał pojazd terenowy o nietypowej zawartości. Znajdował się w nim dużej mocy ukryty nadajnik dźwiękowy nadający infradźwięki niesłyszalne dla ludzkich uszu. Miały one wpływać uspokajająco na zebrany tłum i wyciszać jego negatywne emocje. Podobno efekt tego oddziaływania utrzymywał się do dwóch godzin od zaprzestania emisji infradźwięków.
  3. Oddziaływaniem dźwięku na otoczenie zainteresowało się także wojsko. Pierwsze eksperymenty z wykorzystaniem dźwięku przeprowadzono już w okresie pierwszej wojny światowej. Już wtedy pracowano nad bronią akustyczną. Amerykanie już w latach 40-tych XX wieku wykorzystywali poddźwięki do lokalizacji różnych wojskowych urządzeń wroga, emitujących fale o niskiej częstotliwości. Stwierdzono, że w miarę obniżania częstotliwości dźwięku można oddziaływać na coraz większe przedmioty, wręcz na całe budynki. Zbudowano laboratoryjny generator poddźwiękowy i okazało się, że przy określonych bardzo niskich częstotliwościach ściany laboratorium zaczęły drgać i niebezpiecznie pękać, mimo, że dźwięk nie był słyszalny dla ucha. Dokonano także rewolucyjnego odkrycia, że pewien rodzaj muzyki tworzonej w XVII i XVIII wieku przez takich kompozytorów jak: Antonio Vivaldi, Jan Sebastian Bach czy Filip Teleman silnie pobudza umysł i pamięć.
  4. Według niektórych naukowców pewne dźwięki można zastosować do niszczenia np. komórek nowotworowych. Zwolennicy tej teorii głoszą, że dzieje się tak dlatego, iż częstotliwości nut mogą być zbliżone do częstotliwości rezonansowych pewnych typów komórek. W takim wypadku dźwięki mogą wprowadzać komórki w rezonans. Jest duże prawdopodobieństwo, że tak wywołane wibracje wzmacniają zdrowe komórki i tkanki, natomiast chore niszczą. W pewnym badaniu komórki rakowe poddano oddziaływaniu sekwencji sygnałów o rosnących częstotliwościach. Przy częstotliwości 400  – 480 Hz a, b, powyżej środkowego c, komórki rakowe, w miarę oddziaływania na nie, rozrywały się i rozpadały.
  5. W 1972 roku skonstruowano pierwszy laser chromasonowy, który automatycznie tłumaczył dźwięki na barwy i kształty. Próbowano połączyć muzykę z plastyką. Muzycy grali na różnych instrumentach, do których podłączono przetworniki i urządzenia optyczne. Dzięki temu słuchacze mogli oglądać na ekranie wygrywane kolory i kształty.
  6. Doświadczenia z muzyką pokazują, że do zapobiegania bólowi i uspokojenia nadają się bardziej koncerty solowe, niż utwory orkiestrowe.
  7. Za tonacje odprężające uważa się: C dur, D dur, B dur, F dur.
  8. Do relaksacji i likwidacji bólu stosujemy utwory o tempach: andante – tempo umiarkowane, adagio, largo, tempa wolne.
  9. Instrumenty odprężające to: obój, pianino, wiolonczela, skrzypce, klarnet, organy. Wiele osób uzyskuje odprężenie przy śpiewie chóralnym, gitarze, harfie czy saksofonie.
  10. Oddziaływanie instrumentów na organizm człowieka: flet uspokaja usuwa lęk, skrzypce pomagają przy migrenie. Ksylofon łagodzi agresję. Fortepian wytwarza poczucie bezpieczeństwa.
  11. Muzyka działa leczniczo na organizmy żywe – rośliny i zwierzęta. Na fermach australijskich prowadzono badania, podczas których wykazano, że krowy słuchające walców Straussa dawały więcej mleka. W Niemczech i USA udowodniono, że pod wpływem utworów Mozarta kury znosiły większe i lepszej jakości jajka.
  12. Badania prowadzone na roślinach na Uniwersytecie w Ottawie, wykazały, że pod wpływem muzyki klasycznej i barokowej plony zbóż wzrastają o 60 procent. Znaleziono też najwłaściwszy utwór do stymulacji pszenicy okazał się nim koncert E-dur na skrzypce J. S. Bacha.
  13. Śpiew wpływa na nastrój i emocje. Reguluje i harmonizuje pracę organizmu. Śpiewanie pełni funkcję oczyszczającą psychikę i regulującą funkcjonowanie organizmu. Podczas śpiewania sprawność organizmu wzrasta o 60 procent. Poprzez śpiew pokonujemy negatywne uczucia i uruchamiamy siły samo naprawcze organizmu. Wibracje śpiewu pomocne są przy usuwaniu substancji toksycznych z organizmu, poprawiają ukrwienie organów oraz usprawniają ich pracę. Podczas śpiewu zostają neutralizowane bolesne uczucia i doświadczenia.
  14. Przeprowadzone eksperymenty z samogłoskami i harmoniami – współbrzmieniami wykazały ich pobudzający wpływ na mózg oraz gruczoły regulujący proces wydzielania wewnętrznego. Badano także oddziaływanie kamertonem na krwinki. Zaobserwowano, że przy określonych częstotliwościach zmieniały one zabarwienie i kształt.
  15. Badano także wpływ poszczególnych dźwięków na organizm i emocje. I tak twierdzi się, że:

a)      C – oddziałuje na: kości, mięśnie dolnej części pleców, biodra, pośladki, nogi, jelita, gruczoł krokowy. Skuteczna działa w terapii: anemii, słabego krążenia krwi, paraliżu, lumbago, sztywnych stawów, zimnych stóp, zaparć, biegunek problemów z oddawaniem moczu. Leczy wątrobę trzustkę, przeciw działa depresji, wspomaga działanie afirmacji.

b)     Cis – odpręża, uspokaja, rozluźnia, łagodzi, oczyszcza emocje.

c)      D – ma korzystny wpływ na gospodarkę wodnoelektrolitową, nerki, pęcherz, układ limfatyczny, rozrodczy, skórę, tkankę tłuszczową. Pomaga leczyć podagrę, bronchit, astmę, kamienie żółciowe, otyłość, wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn. Pomocny jest także w leczeniu apatii i letargu. Wspomaga terapię wad wymowy, tarczycy, trudności z wyrażaniem siebie. Łagodzi agresje.

d)     E – poprawia funkcjonowanie wątroby, jelit, śledziony, nerek, układu nerwowego, regeneruje komórki. Wspomaga leczenie zaburzeń wątrobowych, jelitowych, problemów skórnych. Jest także skuteczny przy bólach głowy, migrenach. Stymuluje aktywność intelektualną, dobry na ospałość, znudzenie.

e)     F – działa pozytywnie na płuca, serce, barki, ramiona, dłonie, gruczoły hormonalne i układ odpornościowy. Ma pozytywne oddziaływanie na procesy wegetatywne, skuteczny przy bezsenności, wyczerpaniu, nadciśnieniu. Dźwięk F to doskonała terapia w stanie irytacji. Usuwa depresję.

f)       G – na ten dźwięk wrażliwe są: gardło, szyja, uszy, kręgosłup, układ odpornościowy, układ nerwowy. Poprawia przemianę materii, uspokaja, pomaga w koncentracji.

g)      Gis – wspomaga komunikatywność.

h)     A – wpływa na koordynację i reakcje mięśni, oddziałuje na wszystkie narządy zmysłów. Uspokaja, działa na centralny układ nerwowy.

i)       B jest skuteczny przy nerwobólach, pomaga szanować i polubić siebie.

Dźwięki te możemy śpiewać, najlepiej w oktawie razkreślnej. Pamiętajmy jednak, że dźwięk to nie tabletka. Działa wspomagająco. Wszystkie przytoczone powyżej twierdzenia o oddziaływaniu poszczególnych dźwięków na ciało i psychikę człowieka można oczywiście włożyć między bajki. Ja jednak przeżyłam dość dziwne doświadczenie.

Któregoś dnia bardzo niespodziewanie dostałam bardzo silnego ataku bólu woreczka żółciowego. Byłam sama, nie miałam nic przeciwbólowego. Czułam, że krew odpływa mi z głowy, coraz trudniej było oddychać. W przypływie desperacji wzięłam dwa kamertony, interwał kwinty czystej, dźwięki C i G. Aktywizowałam kamertony, wykonując nad bolącym miejscem faliste nuty. Po pięciu minutach poczułam, że ból mija. Być może zadziałał efekt placebo, może silne pragnienie, żeby przestało boleć, co w połączeniu z czynnością i bodźcem odwracającym uwagę zrobiło swoje. Trudno powiedzieć.

Cokolwiek jednak bym tu nie napisała myślę, że warto, by muzyka stała się naszym towarzyszem, takim dobrym aniołem.

 

Magnetofony nie tylko do muzeum

Kamil Kaczyński

W ostatnich latach obserwuje się stopniowo powracającą modę na płyty winylowe. Obok różnych targów i aukcji internetowych, na których można nabyć wprawdzie stare i używane, ale utrzymane w dobrym stanie winyle, w sklepach dostępne są wydane ponownie na czarnym krążku wznowienia starych albumów.

Z kupnem gramofonu też nie ma większego problemu. Każdy z pewnością znajdzie coś odpowiedniego dla swojej kieszeni i gustów muzycznych.

Stare, unikalne, zadbane płyty można kupić za kilkadziesiąt złotych, lecz jeśli ktoś szuka czegoś nadzwyczajnego, będzie się musiał liczyć z wydatkiem sięgającym nawet kilkuset złotych.

Widoczny jest również powrót kasety magnetofonowej. Twórcy ponownie zaczynają wydawać swoją muzykę na kasetach, co do niedawna wydawałoby się prawie niemożliwe, szczególnie dla ludzi wychowanych na brzmieniu cyfrowym. Osoby nieco starsze obserwują jednak ten proces z niemałym rozrzewnieniem. Kasety powoli wracają do sklepów. Wprawdzie na razie oferta jest uboga, ale trend wydaje się być zauważalny.

Co ciekawe, szwajcarska firma Revox, specjalizująca się niegdyś w sprzęcie studyjnym, ale także produkująca domowe magnetofony szpulowe powszechnego użytku, które nie tylko w Polsce, ale i na zachodzie są bardzo drogie, w ubiegłym roku znów rozpoczęła pracę nad konstrukcją nowego magnetofonu szpulowego, a przecież taśma na szpulach wyszła z powszechnego użytku w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych.

Czytelnik mógłby sobie zadać pytanie, po co to wszystko. Po co trzymać w domu wielkie i ciężkie urządzenia do odtwarzania muzyki i męczyć się z ich obsługą, jeśli na wyciągnięcie ręki mamy przecież serwisy streamingowe, gdzie można posłuchać muzyki za darmo o każdej porze dnia i nocy, nawet w podróży z kieszonkowego telefonu komórkowego, smartfona czy laptopa? Na co komu te przestarzałe, nieporęczne płyty czy rozwijające się w rękach taśmy? Przecież korzystając z nowoczesnych usług i programów streamingowych, nie trzeba nawet gromadzić muzyki na dyskach komputera czy kartach pamięci.

Sądzę, że powodem powracającej popularności urządzeń analogowych jest spowodowany powszechnością dostępu do źródeł cyfrowych wzrost wymagań co do jakości słuchanego materiału. Melomani zaczynają tęsknić za ciepłym, analogowym brzmieniem.

Coraz częściej można usłyszeć, że brzmienie analogowe ze wszystkimi jego niedoskonałościami miało swój urok, miało duszę, miało coś więcej, czego niestety cyfrowe medium jest pozbawione. Nagrania cyfrowe są tylko powierzchownie doskonałe. Tylko z zewnątrz brzmią ładnie, ale brakuje im duszy, brakuje im serca.

Dźwięk analogowy, jakkolwiek skażony szumami i zakłóceniami, miał o wiele bogatsze spektrum, co jest bardzo słyszalne na płycie gramofonowej oraz odtwarzanej na dobrym sprzęcie przyzwoicie nagranej kasecie magnetofonowej z taśmą o dobrych parametrach.

Nagranie cyfrowe nie szumi i nie trzeszczy, ale dźwięk nagrany tą techniką, przez pozbawienie go pewnych dyskretnych zakłóceń, przez jego sterylną czystość, jest znacznie uboższy. Dotyczy to szczególnie chyba najpopularniejszego w Polsce formatu rejestrowanego dźwięku dostępnych w Internecie materiałów, jakim jest format MP3.

Kompresja, a tym z technicznego punktu widzenia jest format MP3, z natury rzeczy usuwa z nagrania to, co z technicznego punktu widzenia nie ma istotnego znaczenia dla rejestrowanej treści.

Technika zapisu stosowana w przypadku taśm nie była wprawdzie tak doskonała, jak w przypadku płyt winylowych, ale nagrania te były wciąż analogowe, a co za tym idzie niezubożone przez obróbkę cyfrową.

Kolejnym ważnym w tym kontekście argumentem jest fakt, iż sam sposób cyfrowej rejestracji dźwięku jest inny, gdyż nie jest to zapis bezpośredni, jak było to w przypadku dawnego zapisu analogowego, tylko zapis analogowego dźwięku uprzednio przetworzonego jeszcze przez odpowiednie przetworniki na dźwięk cyfrowy, Co oznacza,, że podczas procesu rejestracji cyfrowej dźwięk podlega obróbce, która ze swej natury go zubaża.

Wiele nagrań dostępnych w sieci trafiło na serwery po uprzednim przygotowaniu ich przez amatorów. Często z braku miejsca lub z powodu problemów z szerokością pasma na serwerze dokonuje się kompresji tak wielkiej, że, mimo najlepszej wiedzy, jakość materiału musi na tym ucierpieć. Zwróciłem na to uwagę, ponieważ, tak jak widzący robią zdjęcia, tak ja, będąc osobą niewidomą, często nagrywam dźwięk.

Pragnąc, by tekst mój nie okazał się zbyt obszerny, pozostawię rozważania o płytach i kasetach z nagraniami wideo czy cyfrowymi, skupiając się na nagraniach dokonywanych na nośnikach magnetycznych domowego użytku, czyli głównie na, zapewne dobrze każdemu znanych, kasetach magnetofonowych oraz szpulach.

Historia

Prototyp dzisiejszego magnetofonu pojawił się u schyłku XIX wieku, kiedy to duński inżynier Valdemar Poulsen stworzył w 1898 roku urządzenie zwane telegrafonem. Nie wykorzystywało ono jeszcze do rejestracji dźwięku tradycyjnej taśmy, ale stalowy drut. W użyciu było mało praktyczne. Po niedługim czasie zamiast drutu zaczęto do zapisu wykorzystywać cienką, ale ostrą jak brzytwa stalową taśmę.

W 1929 lub w 1930 roku przedsiębiorstwo Ludwig Blattner Picture Corporation skonstruowało pierwszy magnetofon z takim właśnie nośnikiem, był to Blattnerphone.

25 grudnia 1932 brytyjska rozgłośnia BBC po raz pierwszy wyemitowała program nagrany właśnie na takiej taśmie. Nagranie odtworzono na ogromnych rozmiarów magnetofonie Marconi-Stille, który, aby odtworzyć dźwięki o wysokiej częstotliwości, przesuwał taśmę z prędkością 90 m na minutę. Ze względu na bezpieczeństwo ludzi obsługujących urządzenie magnetofon musiał pracować w zamkniętym pomieszczeniu i obsługiwano go zdalnie ze względu na możliwość zerwania się ostrej jak brzytwa, bardzo szybko obracającej się taśmy.

W latach 20. austriacki inżynier Fritz Pfleumer eksperymentował z pokrywaniem różnych materiałów drobinami żelaza, co w 1927 roku zaowocowało skonstruowaniem w ten sposób bezpiecznej i taniej papierowej taśmy magnetofonowej. Pfleumerotrzymał patent na swój wynalazek w 1928 roku. W 1932 odsprzedał swój patent niemieckiemu przedsiębiorstwu AEG, które stworzyło we współpracy z niemieckim koncernem chemicznym IG Farben pierwszy na świecie praktyczny magnetofon o nazwie Magnetophon K1. Urządzenie zostało zademonstrowane w 1935 roku na Wystawie Radiotechnicznej w Berlinie (Internationale Funkausstellung Berlin), jednak słaba jakość rejestrowanego na nim dźwięku nie przyniosła temu urządzeniu większej popularności. Jakość poprawiono w 1939 roku za sprawą niemieckiego inżyniera Waltera Webera, który przekonstruował magnetofon, budując pierwszy magnetofon odtwarzający dźwięk w wysokiej jakości, czyli urządzenie, które używane jest do dzisiaj. Poprawienie jakości dźwięku spowodowało gwałtowne upowszechnienie się magnetofonów w Niemczech, a po II Wojnie Światowej, po zdobyciu Niemiec i wywiezieniu w 1945 dokumentacji i kilku magnetofonów, od 1946 roku także w USA.

Wkrótce prace nad kolejnymi konstrukcjami rozpoczęły się na całym świecie.

Godne uwagi w kontekście znaczących dokonań w procesie udoskonalania omawianego tutaj sprzętu  są trzy ważne dla rozwoju tej branży firmy: holenderski Philips, będący wynalazcą wielu nośników, w tym popularnej kasety magnetofonowej, szwajcarski Revox Studer, produkujący przede wszystkim, choć nie tylko, sprzęt studyjny i oczywiście nieistniejąca już, ale bardzo ważna w naszym kraju polska Unitra.

Tu mała, choć istotna, dygresja

Ogólna zasada działania każdego magnetofonu polega na tym, że podczas nagrywania głowica przekształca dochodzące do wzmacniacza sygnały akustyczne na zmienne pole elektromagnetyczne, a następnie odwzorowuje te zmiany pola na nośniku – taśmie magnetycznej.

Podczas odtwarzania zachodzi proces odwrotny. Głowica pod wpływem przesuwającego się po niej namagnesowanego nośnika generuje prąd o zmiennych częstotliwościach i zamienia go na sygnał akustyczny.

Głowica to przetwornik magnetoelektryczny, składający się z obudowy wykonanej z nieferromagnetyka, by się nie magnesował sam z siebie oraz umieszczonej wewnątrz cewki, w której indukują się napięcia powstałe w wyniku przesuwu namagnesowanej taśmy, które w kolejnej fazie zostają zamienione na sygnał akustyczny. Szczelinka głowicy jest rdzeniem cewki. Taśma przesuwa się przed głowicą za pomocą odpowiedniego mechanizmu.

Po scharakteryzowaniu kluczowego elementu, jakim jest głowica, należy opisać napęd, którym jest mechaniczny układ odpowiadający z jednej strony za prowadzenie taśmy w ogóle, z drugiej za odpowiednią i równomierną prędkość przesuwu przed głowicą; zwykle umożliwia także szybkie przewijanie taśmy w przód i wstecz. Istnieje wiele rodzajów napędów, najczęściej są to układy kół (zębatych i ciernych), dźwigni, pasków klinowych lub płaskich, współpracujących z przełącznikami elektrycznymi. Charakterystycznym elementem takiego układu jest pojedynczy silnik napędzający koło zamachowe, którego bezwładność zapewnia dostateczną równomierność obrotów. W nowszych i bardziej rozbudowanych konstrukcjach w skład takiego napędu może wchodzić nie jeden, a więcej silników, realizujących poszczególne funkcje (napęd, dowijanie, przewijanie wstecz), a także elektroniczna stabilizacja prędkości przesuwu taśmy.

Niezbędnym elementem każdego magnetofonu jest metalowy wałek, będący osią obrotu koła zamachowego, do którego taśma przyciskana jest sprężyną za pośrednictwem gumowej rolki. Wałek ten pełni funkcję napędu taśmy. Zwany jest on z ang. capstan.

Kolejnym elementem toru prowadzenia taśmy jest sprzęgło cierne, zamontowane przy napędzie szpuli odbierającej – siła sprzęgnięcia jest tak dobrana, że zapewnione jest nawijanie na szpulkę, ale nie jest zakłócona równomierność przesuwu taśmy. W droższych magnetofonach sprzęgło cierne zastępuje się sprzężeniem magnetycznym.

Opisana wcześniej głowica to tzw. głowica uniwersalna, zwana także roboczą. Oprócz niej, elementem konstrukcji magnetofonu jest tzw. głowica kasująca, która usuwa z taśmy uprzednio zapisany dźwięk, przygotowując ją jednocześnie do zapisu nowego sygnału. W starszych, prostszych konstrukcjach rolę głowicy kasującej pełnił zwykły magnes, w droższych i bardziej rozbudowanych modelach, przede wszystkim w magnetofonach ze zdublowanym mechanizmem i głowicą obrotową, czyli w magnetofonach umożliwiających odtwarzanie kasety w obie strony bez konieczności przewracania jej na drugą stronę, głowice uniwersalna i kasująca były zespolone.

Ostatnim z podstawowych elementów konstrukcyjnych magnetofonu jest wzmacniacz, który zapewnia odpowiednie parametry zapisywanego i odczytywanego sygnału.

Do dodatkowych elementów, które powstawały na drodze ewolucji i pojawiały się w magnetofonach z biegiem lat należą:

1)     Układ autostop odpowiedzialny za zatrzymanie taśmy po odtworzeniu strony, którym jest najczęściej przełącznik zamontowany na wale jednej ze szpul, zwierany i rozwierany cyklicznie. W droższych magnetofonach może współpracować z układem elektronicznym wykrywającym brak zmian sygnału, umożliwiając tym samym wykrywanie przerw pomiędzy nagranymi na kasecie utworami i zatrzymywanie ruchu taśmy, dzięki czemu łatwo odnajduje się początki utworów.

2)     Układ autoreverse, umożliwiający samoczynne przełączanie taśmy na drugą stronę, w takich konstrukcjach mechanizm napędu jest zdwojony, a głowica uniwersalna jest obracana.

3)     Układ automatycznej regulacji poziomu zapisu (ALC, ARN), zapewniający rejestrację materiału dźwiękowego z optymalną głośnością, który dostosowuje poziom głośności nagrywania do poziomu głośności podawanego sygnału, dzięki czemu nagranie jest możliwie jak najgłośniejsze, ale nie przesterowane. W bardziej profesjonalnych magnetofonach, przede wszystkim typu Deck, o których poniżej, stosuje się ręczne ustawianie poziomu zapisu lub rzadziej, opcjonalnie, zarówno ręczne, jak i automatyczne.

4)     Układy redukcji szumów, zazwyczaj Dolby B i Dolby C, dawniej w polskim sprzęcie DNL lub CNRS, opcja znacznie eliminująca szumy, wynikające z samych parametrów taśmy w kasecie, ale jednocześnie pogarszająca dynamikę odtwarzanego nagrania.

5)     Licznik taśmy, umożliwiający sprawdzenie czasu odtworzonego do danej chwili fragmentu lub długości odcinka taśmy. Bardziej rozbudowane magnetofony posiadają opcjonalnie wybór funkcji licznika, tj. czy ma wyświetlać czas, czy długość taśmy w metrach. W droższych modelach licznik może współpracować z dodatkowymi funkcjami, np. memory stop, która umożliwia zapis bieżącej pozycji licznika i później automatyczne zatrzymanie magnetofonu w tym miejscu podczas przewijania lub odtwarzania. W urządzeniach profesjonalnych możemy ponadto zetknąć się z funkcją ciągłego powtarzania wybranego fragmentu taśmy. Dwie powyższe funkcje były bardzo przydatne np. w zastosowaniach edukacyjnych, gdzie często zachodziła potrzeba wielokrotnego odtwarzania tego samego zwrotu, słowa, zdania, innymi słowy bardzo krótkich np. kilkusekundowych fragmentów.

6)     Gniazda przyłączeniowe, umożliwiające opcjonalne połączenie magnetofonu z jakimś zewnętrznym wzmacniaczem, a następnie odtwarzanie dźwięku np. bezpośrednio przez nagłośnienie lub umożliwiające podłączenie słuchawek.

7)     Gniazda przyłączeniowe do nagrywania z różnych źródeł.

8)     Funkcja auto spacer lub auto rec mute, umożliwiająca łatwe robienie przerw pomiędzy nagrywanymi utworami. Po wciśnięciu jednego przycisku magnetofon, zanim przeszedł w tryb pauzy i gotowości do kolejnego nagrywania, niezależnie od głośności podawanego w danym momencie sygnału, nagrywał kilka sekund przerwy.

9)     W droższych modelach automatyczne ustawianie odpowiedniego prądu podkładu dobrane do rodzaju nośnika lub możliwość ręcznej regulacji tego parametru. Jest to funkcja polepszająca dynamikę nagrywanego materiału.

10)  Filtr MPX, pomocny przy nagrywaniu programów radiowych nadawanych na falach ultra krótkich.

Era magnetofonów szpulowych, czyli od monofonicznego ZK-120 do stereofonicznej Arii, Opusa i Koncerta

 

Wróćmy zatem do historii magnetofonu.

Od lat 50-tych do końca lat 80-tych, można było spotkać w Polskich domach tzw. magnetofony szpulowe. Podstawowa zasada ich działania była jednaka z późniejszymi kasetowymi, ale odróżniał je sam nośnik i gabaryty. Nie wkładało się do takiego magnetofonu małej prostokątnej kasety z wbudowanymi w nią dwiema szpulkami z nawiniętą i zabezpieczoną taśmą, która przewijała się z jednej szpulki na drugą, ale zakładało się znacznie grubszą i szerszą taśmę nawijaną na odsłonięte szpule.

Stosowanie szpul wymagało zachowania ostrożności, ponieważ odsłonięta taśma mogła zostać łatwo uszkodzona. Podatność taśmy na uszkodzenia oraz niewygody związane z jej stosowaniem sprawiły, że wraz z pojawieniem się kaset magnetofonowych i magnetofonów umożliwiających dokonywanie na kasecie nagrań dobrej jakości, ze stosowania szpul stopniowo się wycofano. Tak naprawdę o odejściu szpuli magnetofonowej do historii przesądziło wprowadzenie do powszechnego użytku nowoczesnych nośników oraz elektronicznych układów redukcji szumu.

Nie należy jednak zapominać o tym, że o ile taśma szpulowa, ze względu na swe wady i gigantyczne gabaryty sprzętu do jej odtwarzania, została stosunkowo szybko wyparta z użytku domowego przez kasetę, o tyle w rozgłośniach radiowych oraz studiach nagrań, mimo powszechnego stosowania technologii cyfrowych, używa się jej do dziś. Szpule studyjne były większe od tych stosowanych do użytku domowego, a taśma, której używano w warunkach profesjonalnych miała znacznie lepsze parametry techniczne.

Dla wszelkich instytucji nagraniowych oraz rozgłośni było to po II Wojnie Światowej wręcz rewolucyjne medium, umożliwiające archiwizację materiałów. Taśma na szpuli szybko się upowszechniła i stała się podstawowym wyposażeniem każdego studia nagraniowego i rozgłośni na całym świecie. W przeciwieństwie bowiem do płyt gramofonowych, na taśmie można było wielokrotnie nagrywać nowy materiał w miejsce starego.

Magnetofony studyjne pozwalały zazwyczaj na nagrywanie wielu ścieżek na jednej taśmie, a często wyposażano je w proste mechanizmy ułatwiające tzw. montaż nagrania, czyli odpowiednie cięcie i klejenie taśmy.

Zanim przejdziemy do omawiania różnych rozwiązań konstrukcyjnych trzeba, by czytelnicy zdawali sobie sprawę, że magnetofony szpulowe w odróżnieniu od swych kasetowych następców, posiadały możliwość rejestrowania dźwięku z wykorzystaniem różnej prędkości przesuwu taśmy oraz dawały możliwość stosowania różnych sposobów zapisu. Dla kaset magnetofonowych przyjęto stałą prędkość zapisu, jaką jest 4,75 cm/s, a jako standardowy sposób zapisu nagranie czterościeżkowe, po dwie ścieżki na jednej stronie, odpowiedzialne za lewy i prawy kanał nagrania stereofonicznego. W magnetofonach monofonicznych zazwyczaj stosowano zapis dwuścieżkowy.

Magnetofony szpulowe, oprócz stereofonicznego zapisu czterościeżkowego, pozwalały na niezależne wykorzystanie ścieżek. Był to tzw. czterościeżkowy standard monofoniczny. Ponadto użytkownik miał do dyspozycji cztery prędkości przesuwu taśmy: 4,75 cm/s, 9,5 cm/s, 19 cm/s, a w studyjnych szpulowych 38 cm/s. Regulacja prędkości zapisu nie była dostępna we wszystkich magnetofonach, lecz tam, gdzie konstruktorzy przewidzieli taką możliwość, użytkownik mógł za pomocą używanej prędkości zapisu wpływać na jakość nagrania.

O ile w magnetofonach kasetowych standardowa prędkość przesuwu taśmy to 4,75cm/s, o tyle w szpulowych wynosiła ona 9,5 cm/s.

Magnetofony czterościeżkowe mogły pracować w trybie monofonicznym i stereofonicznym, miały przełącznik umożliwiający włączenie jednej lub drugiej ścieżki na odtwarzanej stronie taśmy, albo włączenie obu ścieżek jednocześnie. W przypadku odtwarzania jednej ścieżki słyszało się ją w obu kanałach.

Tu ciekawostka. W latach 70-tych i 80-tych kompozytorzy tworzyli muzykę nieco inaczej, niż robi się to obecnie. Istotnym elementem aranżacji był tzw. plan przestrzenny. Instrumenty nagrywano tak, że w zależności od zamysłu twórcy, były one wyraźnie słyszalne w prawym lub lewym kanale.

Prędkość przesuwu taśmy jest ważna, bo im jest większa, tym lepsza jakość nagrania. Podobnie rzecz ma się z szerokością ścieżki, dlatego w konstrukcjach studyjnych stosowano nagrywanie na całej szerokości taśmy. Takie taśmy nagrywano jako jednostronne. Rozwiązanie powyższe praktycznie nie było stosowane w sprzęcie do użytku amatorskiego. Osobiście znam tylko dwa modele posiadające tę opcję.

Magnetofony szpulowe produkowało bardzo wiele firm, dlatego m.in. trudno powiedzieć, kto i kiedy wyprodukował pierwszy magnetofon szpulowy do użytku domowego, a jeszcze trudniej stwierdzić, która z tych konstrukcji była najlepsza czy najbardziej popularna.

Szpule miały pięć podstawowych średnic: 7 cm, 10 cm, 13 cm, 15 cm i 18 cm. Taśma mogła mieć różną grubość, im była cieńsza, tym więcej jej można było nawinąć na szpuli. Najczęściej używane szpule miały średnicę 15 cm. Pozwalało to na nagranie z prędkością 19 cm/s w trybie stereo zapisu jednej godziny materiału. Odpowiednio szpule o średnicy 18 cm/s przy takich samych parametrach pracy mieściły 90 minut nagrania. Były to standardowe długości późniejszych kaset magnetofonowych.

Do innych ważnych funkcji, niewystępujących już w magnetofonach kasetowych, należało nagrywanie synchroniczne, zapis trickowy oraz kopiowanie ze ścieżki na ścieżkę z możliwością dogrywania kolejnego materiału w tle przegrywanego.

Nagrywanie synchroniczne  to rejestrowanie dźwięku na pierwszej ścieżce z jednoczesnym odsłuchiwaniem ścieżki drugiej. Taka technika pozwala np. pojedynczemu wokaliście nagrywać kompozycje wielogłosowe. Magnetofony profesjonalne miały możliwość nagrywania znacznie większej ilości ścieżek na jednej taśmie.

Kolejną ciekawą opcją był tzw. zapis trickowy. Polegał on na tym, że można było dograć do istniejącego nagrania dodatkowy materiał w taki sposób, że to, co nagrano wcześniej, łączyło się w jedno nagranie z tym, co dogrywano. Uzyskiwany efekt był podobny do tego, który słyszymy, gdy prezenter stacji radiowej, mówiąc coś, wycisza nieco muzykę. Nie mięliśmy jednak podczas takiego nagrywania kontroli nad nagraniem, w tle którego nagrywaliśmy.

Inna godna uwagi funkcją to tzw. przepisywanie nagrania ze ścieżki na ścieżkę. Dawała ona ciekawe możliwości aranżacyjne w warunkach amatorskich. Wyobraźmy sobie, że gramy na kilku instrumentach: np. perkusja, gitara, fortepian, skrzypce i akordeon. Najpierw gramy na perkusji i nagrywamy na jednej ścieżce partię perkusyjną. Później cofamy taśmę, ustawiamy drugą ścieżkę, uruchamiamy opcję przegrywania w tle nagrania z uprzednio nagranej ścieżki, czyli w naszym przypadku perkusji, następnie, słysząc w słuchawkach perkusję, w odpowiednich miejscach gramy partie gitarowe. W konsekwencji takiej rejestracji, na pierwszej ścieżce mamy nagraną samą perkusję, a na drugiej perkusję wraz z gitarą. Następnie chcemy nagrać fortepian, więc znowu cofamy taśmę. Teraz ustawiamy nagrywanie na ścieżce pierwszej, czyli tej z perkusją, na której nagrywaliśmy na początku. Włączamy kopiowanie ze ścieżki drugiej, czyli z tej, na której nagraliśmy uprzednio perkusję razem z gitarą. Słysząc w słuchawkach kopiowaną muzykę, czyli perkusję i gitarę, dogrywamy w odpowiednich momentach partię fortepianową. Straciliśmy wprawdzie ścieżkę z samą perkusją, ale w zamian mamy na niej wieloślad z trzema instrumentami. Z dograniem skrzypiec i akordeonu postępujemy analogicznie.

Jak widać, omówiona opcja w erze przedcyfrowej była bardzo przydatna, choć potencjalną bolączką dla niektórych użytkowników mógłby być fakt, iż z technicznego punktu widzenia dało się nagrywać w ten sposób tylko nagrania monofoniczne, ale przypominam, że w magnetofonach szpulowych każdy kanał dźwięku stereo miał swoją ścieżkę.

Omówione powyżej opcje były dostępne w obecnych na polskim rynku magnetofonach takich jak: Koncert, wszystkie modele magnetofonu Aria, tj. m 2407, m 2408, m 2011 oraz m 2412, oraz magnetofonie Opus m 2425.

A jakie były początki magnetofonu w Polsce?

Jako pierwsze na polskim rynku, jeszcze przed pojawieniem się urządzeń, które dziś nazywamy magnetofonami, pojawiły się tzw. przystawki magnetofonowe. Można je określić mianem brakującego ogniwa pomiędzy gramofonem, a magnetofonem, gdyż do ich obsługi wykorzystywało się gramofon. Przystawkę taką kładziono na talerz gramofonu, wykorzystując jego napęd. W Polsce tego typu przystawka nosiła nazwę Viola.

Pierwszy polski magnetofon powstał w Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka w Warszawie, w 1959 roku i nosił nazwę Melodia. Było to autorskie dzieło zespołu konstruktorów, którym dowodził mgr inż. R. Patyra.

Konstrukcja tego magnetofonu była bardzo ciekawa. Urządzenie wyposażono bowiem w mechanizm autoreverse, czyli układ pozwalający na przełączanie taśmy na drugą stronę bez konieczności wyjmowania jej z magnetofonu. Magnetofon był dwuścieżkowy, monofoniczny i oczywiście lampowy, a jego obudowa, podobnie jak wszystkie obudowy tamtych czasów, wykonana była z drewna tapicerowanego dermą.

Magnetofon ten uchodził za produkt luksusowy, a jego cena wynosiła w roku 1961 6 000 złotych, co stanowiło równowartość około trzech przeciętnych pensji.

Kolejnym polskim magnetofonem był wypuszczony w 1961 roku, znacznie tańszy i mniejszy gabarytowo od Melodii magnetofon o nazwie Piosenka. Jego cena wynosiła 2100 złotych.

W tym samym, 1961 roku, Zakłady Wytwórcze Głośników Tonsil we Wrześni zaczęły produkować magnetofon własnej konstrukcji o nazwie Wilga. Magnetofon zaprojektował zespół pod kierunkiem inż. M. Słabego. O Wildze, podobnie jak o Piosence, wiadomo niewiele. Można jednak z pewnością powiedzieć, że obie konstrukcje były monofoniczne, dwuścieżkowe i lampowe.

Trzy omówione powyżej magnetofony oferowały dwie prędkości przesuwu taśmy: 9 oraz 19 cm/s.

Wilga, podobnie jak Piosenka, nie była zbyt długo produkowana, dlatego też magnetofony te stanowią dzisiaj kolekcjonerską rzadkość.

Wszystkie opisane powyżej magnetofony zastąpiła w 1962 roku nowa konstrukcja o nazwie Tonette. Magnetofon posiadał już plastikową obudowę i miał ciekawy design.

Ponieważ, podobnie jak Wilga i Piosenka, nie mieścił on, ze względu na swoją wielkość, szpul o średnicy 18 cm, zdecydowano się na wydłużenie czasu nagrania przez obniżenie prędkości przesuwu taśmy. Pozostała najczęściej używana prędkość 9,5 cm/s, a prędkość 19 cm/s zastąpiono prędkością 4,75 cm/s. Odznaczająca się nowoczesnym na swoje czasy wyglądem tzw. „Tonetka” nadal była magnetofonem monofonicznym, dwuścieżkowym i lampowym.

Kilka lat później, tj. w roku 1968, zakupiono licencję na magnetofon od niemieckiego Grundiga. Magnetofony licencyjne produkowano w dalszym ciągu w ZRK im Marcina Kasprzaka w Warszawie. Magnetofony na licencji Grundiga, czyli tzw. Zetki, zdobyły w Polsce ogromną popularność. Do września 1969 roku wyprodukowano 100 000 sztuk, a w 1970 aż 184 000.

A oto lista modeli tych magnetofonów:

  • – ZK 120 dwuścieżkowy, lampowy,
  • – ZK 140 czterościeżkowy, lampowy,
  • – ZK 125 dwuścieżkowy, lampowy, z automatycznym poziomem zapisu,
  • – ZK 145 czterościeżkowy, lampowy, z automatycznym poziomem zapisu,
  • – ZK 120 T dwuścieżkowy, tranzystorowy,
  • – ZK 140 T czterościeżkowy, tranzystorowy.

Na początku lat siedemdziesiątych pojawiły się w Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka ZRK dwie nowości: wyprodukowano na licencji francuskiego Thomsona magnetofon kasetowy MK125 oraz pierwszy polski magnetofon stereofoniczny o symbolu ZK 246.

Z tego ostatniego wyewoluowało wiele bardzo solidnych konstrukcji, dorównujących jakością zachodnim produktom w swej klasie. Były one sprzedawane pod innymi markami również na zachodzie. Urządzenia z tej rodziny produkowano aż do zmierzchu ery magnetofonów szpulowych.

ZK-246 to aparat wyposażony w dwie prędkości przesuwu taśmy: 9,5 cm/s i 19 cm/s. Magnetofon był czterościeżkowy, mógł nagrywać i odtwarzać zarówno na czterech niezależnych ścieżkach monofonicznych, jak i w trybie stereofonicznym.

Urządzenie wyposażono we wbudowany wzmacniacz (2×5 W) i głośniki oraz możliwość podłączenia kolumn głośnikowych, a wejścia przeznaczone do nagrywania z urządzeń zewnętrznych pozwalały na wykorzystywanie magnetofonu jako wzmacniacza. Monofonicznym odpowiednikiem tego modelu był magnetofon ZK-240.

W tym samym czasie, obok produkcji magnetofonów z serii ZK-246, powstawały konstrukcje oparte na mechanizmach licencyjnych Grundigów serii ZK-120 itd. W ten sposób powstały magnetofony m.in.: monofoniczny czterościeżkowy ZK-147 oraz stereofoniczny ZK-146.

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych ZK-246 otrzymała nową nazwę: M 2404 i M 2405.

Nieco później rozpoczęto produkcję magnetofonu bez wzmacniacza, czyli tzw. „Tape Deck”, o nazwie Dama Pik i modelu M 2403. Znana jest także jego kwadrofoniczna, uchodząca dzisiaj podobnie jak Piosenka i Wilga za kolekcjonerską perełkę, wersja o nazwie M 2406.

Kolejnym etapem rozwoju tej rodziny była linia magnetofonów o nazwie Aria; modele: M 2407 S, M 2408, M 2411, M 2412. Na uwagę zasługuje ewolucyjny model Arii (opus – model M 2025), różniący się wizualnie jedynie kolorem, a technicznie lepszy, bo wyposażony we wzmacniacz o parametrach lepszych od tego, który stosowano w Ariach.

W tym samym czasie ewoluowała również seria magnetofonów z mechanizmami opartymi na licencji Grundiga, w wyniku czego pojawiły się dwie konstrukcje, o nazwach Uwertura i symbolach: M 1416S oraz M 1417S.

Magnetofony Uwertura były wprawdzie stereofoniczne, jednak na korzyść Arii przemawiało to, że Uwertury nie pozwalały na korzystanie ze szpul o średnicy 18 cm, co z konieczności oznaczało krótsze nagrania, posiadały tylko jedna prędkość przesuwu taśmy – 9 cm/s, a ponadto tylko model M 2417 dopuszczał dwie pozycje pracy – poziomą i pionową.

W magnetofonach z rodziny ZK-246 takich problemów nie było.

Na koniec należy wreszcie napisać parę słów o najlepszym, a zarazem ostatnim, profesjonalnym, pod względem jakości i funkcji dorównującym ówczesnym zachodnim szpulowcom z wyższej półki, stereofonicznym magnetofonie powszechnego użytku, czyli o Koncercie. Nigdy nie było mi dane go używać, a szczęśliwców, którym się to udało, było niewielu, o czym decydowała zarówno zaporowa cena, jak i znikoma dostępność.

Koncert kosztował w swoich czasach znacznie więcej, aniżeli wszystkie omówione przeze mnie powyżej polskie magnetofony. Obecnie dla miłośników historii techniki ma on wartość kolekcjonerską, a jego cena na aukcjach przekracza kilka tysięcy złotych.

Magnetofon ten miał dwie odmiany: czterościeżkową M 3401 oraz dwuścieżkową M 3201, trzy prędkości przesuwu taśmy: 4,75 cm/s, 9,5 cm/s oraz 19 cm/s.

Czasy kaset

W 1963 roku holenderska firma Philips opatentowała znacznie wygodniejszą w użyciu kasetę magnetofonową Compact Cassette.

Dlaczego więc jeszcze przez prawie 30 lat korzystano z magnetofonów szpulowych? Powodem był fakt, iż pierwsze magnetofony kasetowe nie oferowały tak dobrych parametrów pracy, jak szpulowe.

Znajdująca się w kasecie taśma była znacznie cieńsza i węższa od taśmy szpulowej, a mechanizmy pierwszych magnetofonów tak mało precyzyjne, że podczas pracy niejednokrotnie wkręcały taśmę w tor prowadzenia. Magnetofony szpulowe czyniły to niezwykle rzadko. Ponadto taśma używana w magnetofonach szpulowych była mechanicznie wytrzymalsza, a konstrukcja toru prowadzenia taśmy mniej zwarta, co pozwalało na łatwiejsze wyplątanie taśmy z urządzenia. Szerokość taśmy magnetycznej w kasecie wynosiła 3,81 mm (0,15 cala), a prędkość przesuwu to 4,75 cm/s. Wymiary kasety miały odpowiednio: długość 102 mm, szerokość 64 mm i grubość 12 mm.

Długość taśmy w kasetach zawierających materiał nagrany przez wytwórnie (np. muzykę) była dostosowywana do długości nagrania, podczas gdy kasety tzw. puste lub czyste – przeznaczone do samodzielnego nagrywania – miały najczęściej długość: 60 lub 90 minut, tj. 2 razy 30 i 2 razy 45 minut na każdej stronie. Rzadsze były czyste kasety o długości 46 minut. Taką długość bardzo często stosowano w kasetach z muzyką, ponieważ odpowiadało to czasowi trwania utworów z płyty winylowej. Produkowano też kasety 120-minutowe, ale ze względu na bardzo cienką, a przez to nieustannie narażoną na uszkodzenia oraz wkręcenie w mechanizm magnetofonu taśmę, producenci magnetofonów odradzali używanie takich kaset.

Kasety produkowało wiele znanych i dzisiaj firm. Wśród nich byli tacy giganci jak: Grundig, Hitachi, JVC, Panasonic czy Philips. W Polsce produkowały je Zakłady Włókien Chemicznych Chemitex Stilon w Gorzowie Wielkopolskim, czyli ta sama fabryka, o której wspomniałem już w kontekście produkcji polskich taśm szpulowych oraz Zakłady Włókien Chemicznych Chemitex Wiskord w Szczecinie.

Kasety mogły zawierać jeden z czterech typów nośnika:

  • Typ I (normal position, IEC-I, normalna, żelazowa) – „Fe”, tlenek żelaza(III), Fe2O3,
  • Typ II (high position, IEC-II, chromowa) – „Cr”, tlenek chromu(IV), CrO2,
  • Typ III (IEC-III, mieszana, chromowo-żelazowa) – „FeCr”, standard używany bardzo krótko w latach 70-tych XX wieku,
  • Typ IV (metal position, IEC-IV, metalowa) – „Me”, drobiny metalu, a nie tlenku.

Typ I

Jest to typ najbardziej popularny i możliwy do stosowania we wszystkich magnetofonach. Zawiera on warstwę o koercji 24–28 kA/m (300–350 Oe). Zasadniczą cechą taśmy jest, w tym przypadku, stosowanie niezmienionego podkładu i korekcji, co umożliwia użycie jej we wszystkich magnetofonach kasetowych. W ramach typu I istnieją jednak duże różnice jakościowe. Wynikają one z trzech powodów: proszek magnetyczny może być standardowy LN lub udoskonalony (bez Co i z domieszką Co); technologia taśmy (oblew, cięcie, nawinięcie) może odpowiadać mniej lub więcej współczesnemu stanowi wiedzy technicznej; jakość obudowy (wypraski) w dużym stopniu może wpływać na prawidłowość zapisu i odczytu. Wielcy producenci taśm oferują 4 odmiany typu I, różniące się dynamiką (55–60 dB) oraz szerokością pasma (10–16 kHz). W tańszych kasetach wysterowalność przy dużych częstotliwościach może być mniejsza niż 10 dB względem poziomu odniesienia 250 nWb/m. Ostatnio typ I wzbogacił się o odmianę dwuwarstwową z wybitnie dużą dynamiką (60 dB i więcej).

Typ II

Uchodzi obecnie za właściwy do nagrań hi-fi. Koercja warstwy wynosi 40–48 kA/m (500–650 Oe), co oznacza konieczność stosowania zwiększonego podkładu, a więc magnetofonu z przełącznikiem podkładu i stałej czasowej. Pierwotnie wytwarzany z CrO2, potem równolegle z tlenkiem żelazowym z domieszką kobaltu. Preferowanie jednego lub drugiego rodzaju zależy od kontynentu: japońskie kasety są oparte wyłącznie na kobalcie. Kasety typu II mają zwykle dynamikę nieco większą niż najlepsze żelazowe i spełniają bez trudu wymagania hi-fi według IEC lub DIN. Również w tym typie istnieją liczne odmiany: niektóre firmy oferują 3 odmiany typu II. Wysterowalność przy 10 kHz wynosi -10 do -5 dB.

Typ III

Mimo teoretycznych zalet typ ten, którego cechą jest podwójna warstwa, jest produkowany jedynie przez nieliczne firmy i nie zdołał się upowszechnić. Podaje się, że osiąga dynamikę 65 dB, przy średniej wysterowalności górnych częstotliwości.

Typ IV

Stanowi on szczytowe osiągnięcie w dziedzinie taśmowych nośników magnetycznych, które wymagało pokonania wielu barier technologicznych, szczególnie wobec ryzyka utleniania bardzo aktywnych, gdyż niezmiernie drobnych cząstek metalu i sprowadzenia ich do niemagnetycznej postaci. Zasadniczą zaletą jest skok o +10 dB wysterowalności przy 10 kHz tak, że najbardziej „ostre” nagranie można rejestrować bez potrzeby obniżania poziomu zapisu. Zastosowanie kaset metalowych z warstwą o koercji większej niż 80 kA/m (1000 Oe) jest ograniczone do urządzeń zaopatrzonych w układy do przełączenia podkładu do wymaganych dużych wartości, jak również kasowania tak twardych magnetycznie warstw.

Pojawienie się w produkcji kaset z taśmą typu IV wraz z upowszechnieniem się w magnetofonach kasetowych systemów redukcji szumów Dolby B i C, spowodowało odejście z naszych domów magnetofonów szpulowych. Pierwsze polskie magnetofony w ogóle nie umożliwiały stosowania kaset z tym typem nośnika, a nawet kaset chromowych, czyli typu II. O ile polskie magnetofony szpulowe do domowego użytku były właściwie tylko urządzeniami stacjonarnymi, nie licząc tzw. przenośnego magnetofonu do zadań specjalnych dla milicji, o tyle magnetofony kasetowe, z uwagi na o wiele mniejsze gabarytowo nośniki, a co za tym idzie możliwość produkcji nawet miniaturowych urządzeń, przyjęły się na świecie pod wieloma różnymi postaciami. Były m. in.: magnetofony przenośne, magnetofony stacjonarne ze wzmacniaczem, umożliwiającym podłączenia kolumn głośnikowych, stacjonarne magnetofony typu deck, czyli magnetofony bez wzmacniacza, przystosowane do pracy w domowym zestawie wieżowym, radiomagnetofony w jednej obudowie, wieże w jednej obudowie, mini wieże w jednej obudowie, walkmany, dyktafony, magnetofony 2-kasetowe, umożliwiające kopiowanie kaset itp.

Jedne z pierwszych produkowanych w Polsce magnetofonów kasetowych to, produkowane przez wyżej wspomnianego producenta magnetofonów szpulowych ZRK, licencyjne wyroby francuskiej firmy Thomson. Ich produkcja ruszyła w Polsce już na początku lat 70-tych. Na uwagę zasługują takie modele, jak np.: MK 121, MK 125, MK 122, B303 oraz Kapral. Magnetofon taki już nie musiał być koniecznie stosowany tylko w domu. Miał też możliwość zasilania z baterii, co umożliwiało mu pracę w terenie. Pojawiła się możliwość słuchania muzyki na spacerze, pikniku czy biwaku, a magnetofon MK 125 mógł pobierać prąd także z akumulatora samochodowego i był wyposażony w dodatkowe mocowanie, umożliwiające montaż w samochodzie, co dawało możliwość słuchania kaset w czasie jazdy. Wszystkie te magnetofony wyposażono w futerały z paskami do łatwego noszenia oraz wygodne rączki transportowe. Elementem wyposażenia tych magnetofonów był również specjalny zewnętrzny mikrofon z uchwytem, pozwalającym na przypięcie go do ubrania, oraz włącznikiem, który pozwalał na zdalne włączanie i wyłączanie zasilania w magnetofonie. Można by więc śmiało uznać te magnetofony za prototypy dyktafonów i tak też było, gdyż bardzo często używano ich do takich zastosowań, choć nie należy zapominać, że służyły również jako magnetofony domowe powszechnego użytku.

Wprowadzenie na polski rynek magnetofonów przenośnych sprawiło, że pojawiła się możliwość nagrywania koncertów na żywo, co z uwagi na ówczesne ograniczenia w obiegu kultury stało się istotnym czynnikiem kulturę tę kształtującym. Kopie przygotowywanych w ten sposób amatorskich nagrań rozchodziły się w niewyobrażalnych ilościach. Ludzie spotykali się, łączyli magnetofony przeważnie za pośrednictwem tradycyjnych w tamtych czasach kabli z wtyczkami typu DIN i przegrywali w czasie rzeczywistym materiał z jednego magnetofonu na drugi. Wymiana nagrań była wtedy okazją do spotkań, formą aktywności towarzyskiej. Na skutek powielania nagrań, kopiowania z już istniejących kopii lub kopii kolejnego rzędu, znacznie pogarszała się jakość materiału do słuchania, ale nikt z tego powodu nie wybrzydzał.

Ponieważ modeli ewolucyjnych i wariantów pokrewnych magnetofonów kasetowych Polacy wyprodukowali znacznie więcej od szpulowych, nie byłbym w stanie przedstawić wyczerpującego merytorycznie i nie nadużywającego cierpliwości mych czytelników zarysu historii magnetofonów kasetowych w taki sposób, jak zrobiłem to z magnetofonami szpulowymi. Zadanie jest zresztą tym trudniejsze, że w przeciwieństwie do magnetofonów szpulowych, magnetofony kasetowe były wytwarzane przez wielu producentów. Obok zakładów Kacprzaka był to m.in. oddział Unitry, Eltra z siedzibą w Bydgoszczy i Dzierżoniowska Diora. Ta ostatnia znana była przede wszystkim z produkcji radioodbiorników, a później wież. Ale wróćmy do magnetofonów przenośnych…

W drugiej połowie lat 70-tych ZRK zmieniło licencjodawcę, co zaowocowało pojawieniem się na polskim rynku innych magnetofonów kasetowych, będących częściowo czysto licencyjnymi konstrukcjami urządzeń marki Grundig, o tej marce już była mowa wcześniej w kontekście szpulowych Zetek, a częściowo polskimi konstrukcjami z mechanizmami opartymi właśnie na tej licencji.

Najpierw jeszcze w Warszawie, a później w Lubartowie powstawało w ciągu wielu kolejnych lat w oparciu o te mechanizmy bardzo wiele modeli, które obecnie są poszukiwane przez kolekcjonerów. Na szczególną uwagę zasługuje ówczesny przebój i skarb PRL-u, jakim był niewątpliwie powstały w drugiej połowie lat 70-tych, produkowany na licencji Grundiga, model magnetofonu MK 235. Popularność jego była tak duża, że doczekał się dwóch odmian i produkowano go aż do schyłku lat 80-tych.

Różnice pomiędzy licencjonowanym Grundigiem MK 232 oraz MK 232 P, dotyczyły przede wszystkim zastąpienia niemieckich podzespołów elektronicznych ich odpowiednikami produkowanymi w Polsce.

W odróżnieniu od magnetofonów produkowanych na licencji Thomsona, omawiane tutaj modele były magnetofonami walizkowymi i jako takie sprzedawano je bez futerałów do przenoszenia. Wyposażono je we wbudowany mikrofon wewnętrzny oraz możliwość podłączania mikrofonów zewnętrznych, co dawało użytkownikom większą elastyczność w korzystaniu z tych urządzeń. Grundig miał już ponadto możliwość podłączenia słuchawek z tradycyjną, stosowaną do dzisiaj wtyczką typu jack 3.5 mm. Właśnie z takimi magnetofonami przenośnymi chodziło się na koncerty, a o zakazie nagrywania podczas imprez masowych nikt chyba wtedy nie słyszał.

Zastosowany w Grundigu układ automatycznej regulacji poziomu zapisu wykrywał rodzaj podłączonego źródła dźwięku i odpowiednio do podawanego z wejścia sygnału ustawiał głośność zapisu. Wcześniejsze magnetofony miały tylko ręczną regulację poziomu zapisu, a jedynym sposobem kontroli jakości nagrania w przypadku niewidomego użytkownika było odsłuchanie nagranego fragmentu. O ile jednak w magnetofonach szpulowych ręczna regulacja poziomu zapisu pozostała właściwie jedyną dostępną opcją, o tyle w wyższej klasy stacjonarnych magnetofonach kasetowych także ją stosowano, dając użytkownikowi wybór między ręcznym a automatycznym trybem nagrywania, o tyle w magnetofonach przenośnych stosowano zawsze automatyczną kontrolę poziomu zapisu.

Współczesnego czytelnika mogą zdziwić opowieści o braku podstawowych akcesoriów – kabli, przejściówek itp. Jednakże w czasach, o których mówimy stan niedoboru był normą.

Kolejnym krokiem w ewolucji magnetofonu były tzw. radiomagnetofony – urządzenia przenośne, które zawierały w jednej obudowie magnetofon i radio. Umożliwiało to nagrywanie na kasetę sygnału bezpośrednio z wbudowanego radia. Wystarczyło włożyć kasetę, włączyć radio i wcisnąć nagrywanie.

Rozwiązaniem tego rodzaju, pochodzącym z lat 70-tych, był produkowany na licencji Thomsona radiomagnetofon o nazwie Jola, ale bardziej upowszechniły się produkowane w latach 80-tych na licencji Grundiga tzw. Kasprzaki. Do najważniejszych modeli należą: RM 121, RM 122, RM 221, RM 222, później stereofoniczny RMS 451.

Ze względu na wielkość magnetofony RM z liczbą 100 określano mianem małych Kasprzaków, a RM z liczbą 200 określane były mianem dużych Kasprzaków. Wszystkie modele z tej rodziny sprzedawano pod nazwą Kasprzak, podobnie, jak niektóre wcześniej opisane magnetofony szpulowe, odpowiednio pod nazwami Uwertura, Aria, Opus, Koncert, itd. Kto z pamiętających tamte czasy nie zna pralki Frania, radia Stolica, czy telewizora Neptun? Nazwy określały rodziny urządzeń, a symbole poszczególnych modeli służyły, tak jak to ma miejsce i dziś, do różnicowania wewnątrz rodziny. I tak pośród magnetofonów szpulowych mieliśmy odpowiednio: cztery Arie, dwie Uwertury, itd. Wśród kasetowych: 3 Grundigi bez radia, 5 Kasprzaków, itd.

Polskie modele, będące pochodnymi licencjonowanych Grundigów, to przede wszystkim bardzo popularna niegdyś Wilga i nieciesząca się dobrą opinią ze względu na słabą specyfikację techniczną Marta.

Oprócz małych przenośnych magnetofonów i radiomagnetofonów, w latach 80-tych zaczęto produkować bardziej rozbudowane, stereofoniczne radiomagnetofony oraz stereofoniczne magnetofony stołowe, przystosowane do współpracy z domowym odbiornikiem radiowym lub nawet zestawem wieżowym, które już też powoli zaczęły się w Polsce pojawiać. Wśród audiofilów i melomanów tamtych czasów sporą popularnością cieszyły się odbiorniki z wyższej półki, jak wcześniej wspomniany Radmorlub gorsze jakościowo, powstałe w Dzierżoniowie: Amator i Zodiak.

Z myślą o współpracy z tym dobrej klasy sprzętem audio w Lubartowie powstały: stereofoniczny magnetofon bez wzmacniacza M-532 oraz M-531, który miał wbudowany wzmacniacz. Wkrótce potem ukazał się o niebo lepszy jakościowo i ładniejszy wizualnie magnetofon o modelu M-536SD i nadanej mu ze względu na bardzo charakterystyczny wygląd nazwie Finezja, a dokładniej Finezja 1. Magnetofon przyciągał uwagę bardzo atrakcyjnym wyglądem. Rogi miał zaokrąglone, w tylnej części obudowy wzniesienie, z prawej strony, rozmieszczone obok siebie suwaki sterujące, co miało nasuwać skojarzenia z małym mikserem, a w lewym dolnym rogu przypominające klawisze fortepianu przyciski służące do obsługi podstawowych funkcji. Sam kształt obudowy przypominał w pomniejszeniu przednią część fortepianu. Urządzenie to uważane było za sprzęt wysokiej klasy. Górowało wówczas nad innymi jakością dźwięku i wyglądem. Mechanizm był taki sam, jak we wcześniej omówionych Grundigach bez radia, np. MK 232 itp. Finezja, podobnie jak szpulowa Aria, doczekała się kilku odmian. Najbardziej popularne to Finezja 1 oraz wyposażona w wewnętrzny wzmacniacz Finezja 3. Pozostałe dwa, tj. Finezja 2 i Finezja 4, były modelami zdecydowanie rzadziej spotykanymi. Magnetofony Finezja przystosowano do pracy z kasetami chromowymi, miały możliwość ustawienia zarówno ręcznie, jak i automatycznie poziomu zapisu, a ponadto wyposażono je w dwa systemy redukcji szumów: Dolby B oraz DNL.

W polskich domach zaczęły się wówczas pojawiać zestawy sprzętu grającego, na które składały się np.: jakieś radio stereofoniczne, (Radmor, Amator, Mercury lub Zodjak), kolumny z Tonsilu, gramofon produkowany w oddziale Unitry Fonica w Łodzi oraz właśnie np. Finezja lub jakiś inny magnetofon typu deck, o jakich będzie jeszcze wzmianka. Urządzenia te stały na przeznaczonych do tego celu odpowiednich meblach, tworząc tzw. radiolę. Obok nich zaczęły powstawać również stereofoniczne zestawy wieżowe w stylu jedno na drugim, jak miało to miejsce na zachodzie, chociażby w przypadku marki Technics. Omawiane przeze mnie w audycjach na łamach tyflopodcastu magnetofony z Technicsa stanowią właśnie elementy tego typu wieży. Polacy też takie wieże mieli, przy czym poszczególne segmenty do nich były produkowane czasami przez jeden oddział firmy Unitra, a czasami w różnych oddziałach firmy.

Na uwagę zasługują zestawy wieżowe zarówno z Kasprzaka, jak i Diory, składane w różnych wariantach z opcjonalnymi segmentami o modelach ZM 7000 – duża wieża i ZM 8000 – mała wieża oraz późniejszy, wyprodukowany w całości przez Diorę u schyłku lat 80-tych, SSL 042.

Zestaw Muzyczny 7000 (ZM 7000) typu Slim Line o szerokości 440 mm produkowany w kooperacji przez kilka firm ze zjednoczenia Unitra złożony był standardowo z trzech elementów:

  • wzmacniacza stereofonicznego PW-7010, PW-7011 lub PW-7020,
  • stereofonicznego tunera AM-FM T-7010 (ZRK) lub AS-207 (Diora),
  • magnetofonu kasetowego M-7008, M-7010, M-7011, M-7012, M7013 lub M 7020 (cała seria).

Zestaw Muzyczny 8000 (ZM 8000)- wieża Mini Line o szerokości 300 mm, wyposażona w metalową obudowę oraz gniazda wejścia/wyjścia DIN, opracowana została w COBRESPU (Centralnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Elektronicznego Sprzętu Powszechnego Użytku). Znane są dwie wersje prototypowe:

  • Zestaw ZM-8000 (OBRESPU),
  • Zestaw ZM-8000 (MTP 83).

Produkowana była we współpracy Zakładów Radiowych Eltra w Bydgoszczy (tunery), Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka w Warszawie (magnetofony), Łódzkich Zakładów Radiowych Fonica (wzmacniacze).

Produkowano ją w dwóch odmianach:

  • ZM-8010 – z płytą czołowa z aluminium,
  • ZM-8040 – z płytą czołowa z tworzywa sztucznego.

Standardowo złożona była z 3 elementów:

  • Wzmacniacza produkcji Łódzkich Zakładów Radiowych Fonica: PW-8010, PW-8010A lub PW-8040

lub

  • Amplitunera produkcji Zakładów Radiowych Eltra w Bydgoszczy R-8010 lub R-8040,
  • Magnetofonu rodziny M-8000 produkcji Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka w Warszawie: M-8010 / MDS-561, M-8040, M-8011, M-8041, M-8012 SOFT TOUCH, M-8013 SOFT TOUCH, M-8043 SOFT TOUCH, M-8015 SOFT TOUCH, M-8016 SOFT TOUCH, M-8046 SOFT TOUCH, M-8017, M-8047, M-8018, M-8048, M-8030 / MDS-565,
  • Tunera rodziny T-8000 produkcji Zakładów Radiowych Eltra w Bydgoszczy: T-8010, T-8040, T-8015, T-8045.

Dodatkowo zestaw ten mogły uzupełniać:

  • Gramofony produkcji Łódzkich Zakładów Radiowych Fonica: G-8010, GS-460, GS-470.
  • Korektor: ZDZ EQ-8000.
  • Timer produkcji Zakładów Radiowych Eltra w Bydgoszczy: TI-8010.

Przy opcji R-8010/R-8040 dodatkowy tuner jest oczywiście niepotrzebny. Zalecane do tego zestawu przez producenta kolumny to ZG30C22.

Wieże spotykane są w dwóch kolorach czarnym oraz srebrnym.

SSL 044 to sprzedawany pod nazwą Diora cztereelementowy zestaw muzyczny, wyprodukowany w całości przez oddział Unitry, mieszczący się w Dzierżoniowie. W tej konstrukcji występował bardzo popularny wówczas magnetofon MDS-044, mający jako kieszeń kasety – wysuwaną szufladę. Był to jeden z najlepszych polskich magnetofonów kasetowych.

Posiadał on:

  • 3-silnikowy mechanizm,
  • miękką mechanikę,
  • wysokiej jakości głowice z firmy Alps,
  • systemy redukcji szumów Dolby B oraz Dolby C,
  • możliwość pracy z taśmą żelazową, chromową oraz metalową.

Warto zaznaczyć, że wtedy nie każdy magnetofon radził sobie ze wszystkimi modelami kaset.

Głowica w magnetofonach przenośnych w ogóle nie była przystosowana do pracy z kasetami chromowymi i o ile z ich odtwarzaniem nie było większego problemu, o tyle nagrywanie było po prostu niemożliwe. Zarówno Finezja, jak i niektóre magnetofony do wieży ZM 700 i ZM 800 potrafiły obsługiwać tylko kasety żelazowe i chromowe. W warunkach gospodarki niedoboru zestawy audio konstruowane w sposób modułowy dobrze się sprawdzały. Można było kupić elementy z różnych zestawów i używać ich, łącząc dość dowolnie np. magnetofon Finezję, któryś z wymienionych wzmacniaczy i tuner od jeszcze innego zestawu.

Tańszy i zajmujący mniej miejsca wariant sprzętu grającego to tzw. radiomagnetofony stereofoniczne, które również miały niezłe wzmacniacze i wbudowane głośniki. Do takich należały, produkowane w ZWM w Lubartowie: Klaudia, Daria oraz Condor. Daria i Condor powstały przy współpracy ZWM z czechosłowacką Teslą. Także te konstrukcje miały swoje odpowiedniki eksportowe.

Condor był duży, posiadał system Dolby B oraz możliwość współpracy z kasetą chromową, a nawet – chyba jako jedyny w tych czasach przenośny polski magnetofon – miękką mechanikę. Model ten, ze względu na wady konstrukcyjne, był jednak dość awaryjny.

Pod koniec lat 80-tych trafiły do sprzedaży urządzenia, które dobrze świadczą o polskim przemyśle elektronicznym. Do takich ciekawostek można zaliczyć pierwszy polski walkman Kajtek. Również wtedy zaczęto w Polsce produkować magnetofony dwukasetowe (np. Manuela 2 oraz Manuela 3).

Dużą popularnością cieszył się sprowadzany często przez turystów dwukasetowy radiomagnetofon International. Urządzenie to było relatywnie tanie, a posiadało pewne funkcje, które bardzo skutecznie przyciągały uwagę amatorów. Już sama możliwość przegrywania z kasety na kasetę za pośrednictwem tylko jednego magnetofonu zachwycała potencjalnych odbiorców. Ponadto bardzo wygodną cechą urządzenia była możliwość przegrywania z podwójną prędkością oraz tzw. odtwarzanie szeregowe, co polegało na tym, że po odtworzeniu jednej kasety magnetofon automatycznie rozpoczynał odtwarzanie drugiej.

W okresie transformacji gospodarczej z początku lat 90-tych polski przemysł elektroniczny, podobnie jak i inne gałęzie przemysłu, przeżył poważne załamanie, a obecność produkowanych w kraju urządzeń radiotechnicznych na rodzimym rynku zmalała w sposób drastyczny.

Po dostosowaniu z początkiem lat 90-tych standardów prawnych do europejskiej normy skończyły się w polskich rozgłośniach radiowych piosenki grane w sposób umożliwiający przyjemne nagrywanie. Zniknęły także z anten płyty odtwarzane w całości. Natomiast zarówno upowszechnienie się w polskich domach 2-kasetowych magnetofonów, jak i stopniowe powstanie w Polsce licznych bazarów i oczywiście otwarcie w Warszawie największego w Europie Stadionu Handlowego, przyczyniło się do bardzo dynamicznego rozwoju w Polsce tzw. piractwa fonograficznego.

Kopiowano i sprzedawano po dość niskich cenach kasety z muzyką każdego rodzaju, od klasyki rocka i popu począwszy, po polskie piosenki ludowe wykonywane przez mniej znane zespoły. Na przełomie pierwszej i drugiej połowy lat 90-tych w milionowych nakładach rozchodziły się pirackie kopie kaset z muzyką Disco Polo. Kasety pirackie można było kupić niemalże wszędzie, od bazarów po małe sklepiki. Niektóre firmy, np. Tact, nagrywały bardzo przyzwoicie, ale zdarzały się wytwórnie, których jakość nagrań była tak kiepska, jakby kopia była wykonana za pośrednictwem amatorskiego 2-kasetowego radiomagnetofonu typu jamnik, nazywanego tak ze względu na charakterystyczny wygląd radiomagnetofonu kiepskiej jakości. Jamniki były to długie, niskie, wąskie i bardzo plastikowe urządzenia. Na uwagę zasługuje fakt, że ówczesne pirackie wytwórnie muzyczne w świetle prawa europejskiego były nielegalne, ale w świetle prawa polskiego, działalność tych instytucji była w pełni legalna. Warto w tym miejscu wspomnieć o wytwórni Tact, która z ówczesnej pirackiej firmy, przekształciła się z biegiem lat w pełni legalną, działającą do dzisiaj i bardzo znaną polską wytwórnię płytową.

W latach 90-tych coraz częściej zaczęły pojawiać się w polskich domach odtwarzacze płyt kompaktowych, w tym także takie, które produkowano w Polsce. Jednym z producentów takich odtwarzaczy była np. Unitra. Na początku instalowano je tylko w dużych zestawach wieżowych, przeważnie zachodnich, np. Philips, Sony, Panasonic, Sharp, ale z roku na rok pojawiało się ich coraz więcej również w wersjach przenośnych. Obiektem marzeń młodych ludzi był wówczas tzw. Diskman – przenośny odtwarzacz płyt niewiele większy od kasetowego walkmana. Te ostatnie występowały zresztą na rynku w wielu wersjach, od tanich, prostych z przewijaniem jedynie do przodu, do dających dużą wygodę korzystania modeli wyposażonych w radio – tańsze z analogową, a droższe z cyfrową syntezą częstotliwości. Niektóre miały funkcję nagrywania, a modele z przełomu tysiąclecia posiadały, obok funkcji wymienionych powyżej, także miękką mechanikę, pilot i zasilane były z akumulatora wielokrotnego użytku. Wraz z pojawieniem się na rynku coraz tańszych z roku na rok odtwarzaczy płyt kompaktowych i upowszechnieniem się Internetu oraz formatu MP3, era kaset zaczęła dobiegać końca.

Wraz ze wprowadzeniem na rynek domowych nagrywarek płyt CD kolekcjonerzy nagrań zyskali możliwość stworzenia cyfrowych kopii nagrań z ulubionych dotychczas kaset. Nagrania takie można było przegrać na płytę, a stosując odpowiednie oprogramowanie, także poprawić ich jakość.

Już w latach 90-tych próbowano umożliwić użytkownikowi utrwalanie informacji w sposób cyfrowy, co zaowocowało pojawieniem się tzw. cyfrowych kaset magnetofonowych.

Należy w tym kontekście napisać o dwóch ważnych patentach, tj. wynalezionym przez Philipsa standardzie DCC Digital Compact Cassette oraz opracowanym przez Sony standardzie DAT Digita Audio Tape. Magnetofony standardu DCC potrafiły odtwarzać również kasety analogowe. Niedługo potem Sony wprowadziło standard MiniDisc. Była to tzw. dyskietka magnetooptyczna, gdzie dźwięk był zapisywany częściowo w sposób analogowy, a częściowo w cyfrowy. Standard DCC w ogóle się w Polsce nie przyjął, dłużej stosowany był DAT oraz Minidisc. Nośników wykorzystujących powyższe standardy używano przede wszystkim w rozgłośniach radiowych i studiach nagrań.

Na koniec kilka uwag przydatnych dla hobbystów, pasjonatów czy miłośników staroci

Każda kaseta ma od spodu dwie kwadratowe fiszki, które należy po nagraniu czegoś ważnego wyłamać.

Unikniemy w ten sposób możliwości przypadkowego naciśnięcia przycisku nagrywania i dzięki temu nie skasujemy ważnych dla nas, zapisanych uprzednio informacji.

Niebezpieczeństwo takie dotyczyło przede wszystkim magnetofonów przenośnych lub radio-magnetofonów z twardą mechaniką, w których przycisk uruchamiający nagrywanie sąsiadował z przyciskiem uruchamiającym odtwarzanie. Często wciśnięcie przycisku nagrywania, powodowało w takich konstrukcjach automatyczne wciśnięcie przycisku odtwarzania i uruchamiało nagrywanie.

W magnetofonach wyższej klasy, np. w magnetofonach typu Deck, lub wieżach, było to rozwiązane bezpieczniej, gdyż tam często naciśnięcie samego nagrywania niczego nie powodowało. Aby rozpocząć nagrywanie należało po chwili od wciśnięcia zapisu nacisnąć start. Urządzenia projektowano w ten sposób, że stosowne przyciski nie znajdowały się blisko siebie.

Mechanizm każdego magnetofonu zawiera element, który musi być przesunięty, aby można było nacisnąć przycisk nagrywania. Domyślnie nagrywanie jest zablokowane i nawet w magnetofonie z twardą mechaniką nie da się, bez kasety, tego przycisku nacisnąć. Fiszka w kasecie przesuwa odpowiednio to zabezpieczenie do pozycji umożliwiającej wciśnięcie zapisu. Jeżeli tego elementu w kasecie nie będzie, lub zostanie od przez nas wyłamany, zabezpieczenie pozostanie w pozycji domyślnej. Jeżeli chcemy ponownie nagrać na uprzednio zabezpieczonej przez nas kasecie, możemy powstały otwór czymś zatkać lub zakleić taśmą.

Warto zwrócić uwagę na otwory technologiczne. Kaseta typu I nie posiada na spodzie obudowy żadnych otworów, poza ewentualnie powstałymi w wyniku usunięcia fiszek. Kaseta chromowa typu II, obok wspomnianych fiszek, ma sąsiadujące z nimi, identycznie wyglądające otwory, dlatego po wyłamaniu fiszek otwory na spodzie kasety będą dwukrotnie dłuższe. Należy uważać, aby podczas usuwania zabezpieczenia przed zapisem nie zakleić tych dodatkowych otworów. Kaseta typu IV, oprócz otworów detekcyjnych przy ząbkach blokujących zapis, analogicznych do tych, które znajdziemy w kasetach chromowych, posiada jeszcze dodatkowe dwa otwory pośrodku obudowy.

Kasety należy przechowywać w odpowiednich dla nich przeznaczonych plastikowych pudełkach i pod żadnym pozorem nie narażać ich na wilgoć, zbyt wysoką lub zbyt niską temperaturę oraz pole elektromagnetyczne, obecne w pobliżu głośników, ekranów telewizyjnych, monitorów komputerowych lub kontaktów elektrycznych. Nieprzestrzeganie któregoś z powyższych zaleceń może spowodować skasowanie nagrania. Wilgoć, kurz i niekorzystne temperatury przyczynią się do rozkładu chemicznego nośnika, co spowoduje złuszczenie taśmy i stopniowe odrywanie się od niej proszku magnetycznego. Łuszczenie taśmy niszczy bezpowrotnie zapisane na niej informacje, a przy każdorazowym odtwarzaniu powstający w tym procesie proszek zalepia mechanizm magnetofonu, przede wszystkim głowice i wałek, oraz powoduje szybsze zużycie gumowej rolki dociskowej, aż do momentu jej zniszczenia, które w konsekwencji powoduje nieprawidłową pracę mechanizmu magnetofonu i może spowodować uszkodzenie taśmy.

Bardzo ważna jest konserwacja mechanizmu magnetofonu, którą należy przeprowadzać najlepiej co kilkanaście godzin pracy. Można użyć do tego celu spirytusu salicylowego lub preparatów zawierających alkohol w wysokim stężeniu. Należy wówczas posłużyć się watą, ewentualnie miękką chusteczką higieniczną i bardzo dokładnie wyczyścić głowice, wałki napędowe oraz rolki dociskowe, uważając przy tym bardzo, aby płyn czyszczący nie dostał się głębiej do innych elementów mechanicznych urządzenia.

Odrywanie się z taśmy proszku magnetycznego i osiadanie go na mechanizmie i głowicy może spowodować namagnesowanie głowicy. Wyczyścimy ją, ale mimo to odtwarzanie będzie nieprawidłowe. Korzystanie z takiej głowicy może także uszkadzać nagrania. W takiej sytuacji należy posłużyć się tzw. kasetą demagnetyzującą. Kaseta taka jest w kształcie zwykłej kasety i wkłada się ją w miejsce kasety, po czym uruchamia na kilka sekund klawisz startu. W miejscu taśmy znajduje się układ demagnetyzujący, który zasilany jest z dodatkowej baterii.

Mam nadzieję, że, zainspirowana renesansem urządzeń analogowych, podróż historyczna w świat starych magnetofonów skłoni czytelników do poszukiwań starych urządzeń, rewitalizacji starych brzmień, przywracania muzyce duszy. Magnetofony i sprzęt do odtwarzania dźwięku w ogóle zawsze były moją pasją. Równie długi i jak mi się wydaje równie naładowany informacjami tekst, można by napisać o radioodbiornikach czy gramofonach. Przywołanie tutaj wiedzy, która wobec gwałtownych zmian technologicznych szybko odchodzi w przeszłość, uznałem za pożyteczne dla ludzi ciekawych historii, muzyki i technologii.

Poniżej spis stron internetowych, które mogą być przydatne dla osób zainteresowanych tematyką mego artykułu.

 

Zobacz nas w Internecie

www.tyfloswiat.pl

W portalu:

  • informacje o producentach i dystrybutorach,
  • testy i opinie o produktach,
  • informacje prawne,
  • baza szkoleń dostosowanych do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku,
  • wydarzenia, konferencje, imprezy

… i wiele wiele innych informacji!

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

 

 


[i] Kilian M., M. Cichocka, Muzykoterapia w rehabilitacji dzieci niewidomych i słabowidzących – założenia teoretyczne (część 1), Szkoła Specjalna, wrzesień-październik (4):245-257, rok 2011

 

[ii] Paweł Cylulko, Muzykoterapia niewidomych i słabowidzących dzieci, Zeszyty Tyflologiczne, nr 16, rok 1999

[iii] Kilian M., M. Cichocka, Muzykoterapia w rehabilitacji dzieci niewidomych i słabowidzących – założenia teoretyczne (część 1), Szkoła Specjalna, wrzesień-październik (4):245-257, rok 2011

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top