Moja krótka kariera na Fejsie

 

Jestem autorem strony internetowej www.zlotowicz.pl, na której od wielu lat udostępniam przydatne programy dla niewidomych (najciekawszy to GRmapa), inną własną twórczość (np. poemacik satyryczny na trzeci sektor) oraz bazy punktów dla programów wspomagających orientację przestrzenną osób z dysfunkcją wzroku.

Efekty hobbystycznych poszukiwań w archiwalnej prasie artykułów dotyczących niewidomych, publikowałem do niedawna tylko na e-mailowej liście dyskusyjnej Typhlos, a wiele osób proponowało, żebym umieszczał je na stronie, dzięki czemu byłyby mniej ulotne.

Zabierałem się do tego kilka miesięcy, podobnie jak zwlekałem z założeniem konta na Facebooku, z którego korzystało regularnie wielu moich znajomych, choćby do ustalania czasu i miejsca wspólnych spotkań, traktując tradycyjną pocztę e-mail jako archaizm dla technologicznych dinozaurów. Aby oszczędzić im konieczności pisania maila z wynikiem wspólnych ustaleń specjalnie do mnie, postanowiłem dołączyć do wesołej gromadki na FB, co zresztą dawało możliwość rozsyłania wspomnianych ciekawostek prasowych na tematycznych grupach dyskusyjnych dotyczących niewidomych i słabowidzących, które tam też istnieją.

Od konieczności uruchomienia mechanizmu blogowego na stronie, nie miałem już odwrotu, ale warto było wykonać te dwa kroki, bo zaowocowało to ciekawymi materiałami historycznymi od kilku znajomych, odnowieniem kontaktu z kilkoma innymi, a wreszcie – last but not least – propozycją współpracy od Tyfloświata.

Na początek proponuję czytelnikom portalu opowieść z serii „kilka słów ku rozwadze”.

To pewnie czysty przypadek, że chwilę po umieszczeniu na Facebooku linka do wpisu o braku postępów w temacie Virtualnej Warszawy, który przesłałem również do dwóch grup, do których jestem zapisany, portal przysłał wygenerowaną automatycznie wiadomość, że mój wpis został uznany za spam. Po kliknięciu linka „To nie jest spam”, równie błyskawicznie portal zmienił zdanie i się ze mną zgodził. Wydawało się zatem, że sprawa została załatwiona, ale już następnego dnia otrzymałem enigmatyczną informację, że wykryto podejrzaną aktywność na moim koncie i dla potwierdzenia tożsamości, Facebook wymaga przesłania zdjęcia twarzy, które zostanie usunięte z serwerów po sprawdzeniu. Fotkę przesłałem wczoraj, pojawił się komunikat, że portal skontaktuje się ze mną po jej weryfikacji, a ze względów bezpieczeństwa nastąpi teraz wylogowanie. Stan ten trwa już ponad 24 godziny i kto wie – może już tak zostanie. Każda kolejna próba zalogowania się generuje bowiem takie samo jak za pierwszym razem powiadomienie o konieczności wylogowania.
Konto założyłem niedawno, więc mi go nie bardzo szkoda, ale jednak przypadek ciekawy. Podejrzana aktywność, bez podania na czym jakoby miała polegać, brzmi mało wiarygodnie, tym bardziej, że mam włączone dwuskładnikowe uwierzytelnianie (hasło i kod SMS na numer telefonu) przy logowaniu.
Według informacji w sieci, mniej więcej od kwietnia 2017, jest wdrożony na FB opisany wyżej mechanizm uwiarygodnienia użytkowników. Na forach można znaleźć wpisy o podobnych działaniach portalu, które po około 12 godzinach powodowały komunikat, że zdjęcie jest nieprawidłowe, albo odblokowywanie konta (czasem tylko na pół godziny). Czy wydłużenie tego czasu w moim przypadku oznacza, że automaty i/lub zespoły ludzkie zajmujące się tą weryfikacją, są przeciążone?
Piszę o tym zdarzeniu, bo skłania ono do ciekawych wniosków:

  1. Jeśli ktoś przeniósł swoją komunikację ze znajomymi z emaila na FB, bo tak jest szybciej i pewniej, może się zdziwić, jeśli pilna wiadomość do adresata nie dotrze, gdyż akurat będzie on weryfikowany. O ile rozumiałbym czasową blokadę niepewnych użytkowników w zakresie generowania wiadomości do grup, albo osób z poza listy znajomych, to utrudnianie komuś kontaktu wśród znajomych, wydaje się mało racjonalne.
  2. Jeśli ktoś generuje na FB jakieś treści, nie zostawiając ich kopii na dysku, albo zapisuje w profilu interesujące znaleziska i polubienia, to również zostanie od nich odcięty na bliżej nieokreślony czas weryfikacji.
  3. Facebook udostępnia funkcję eksportu wszystkich danych konta do pliku zip, który można zapisać na dysku. Jest to dobre i rzadko stosowane rozwiązanie, pozwala użytkownikowi łatwo zrobić kopię zapasową wszystkich swoich informacji. Osobnikom podejrzanym, choć nie wiadomo nawet o co – jak w „Procesie” Kafki, takie prawo nie przysługuje, bo prócz opcji wylogowania się od razu po zalogowaniu, nie mają dostępu do tego mechanizmu.
  4. Nie obrażam się na Fejsa – jeśli mi kiedyś odblokują konto, to nadal będę z niego korzystać, podobnie jak dotychczas. Trudno byłoby jednak w zaistniałej sytuacji traktować to narzędzie zbyt poważnie. Nawiasem mówiąc, nigdy go tak nie traktowałem. Jeżeli jednak ktoś nawiązał jakieś istotne znajomości, albo prowadzi mniej lub bardziej poważne działania tylko w obrębie portalu, warto, aby przemyślał plan B. na wypadek, gdy zostanie od niego odcięty z powodu niejasnego kaprysu jakichś automatów.
  5. Nie wierzę, że to nerwowy dyrektor Tomek, o którym pisałem w zakwestionowanym wpisie, miał jakiś wpływ na tę sprawę. Gdyby był tak skuteczny – mielibyśmy już przynajmniej kilka Virtualnych Warszaw uruchomionych i wzorcowo działających.

Na koniec, prośba do życzliwych o udostępnienie odnośnika do tego wpisu wśród naszych wspólnych znajomych i na grupach, do których byliśmy zapisani. Nie lubię znikać bez pożegnania, a nie wiadomo, kiedy system sobie przypomni o zbadaniu mojej fotki… A kto wie, może po przeczytaniu powyższego wpisu, ktoś zrobi kopię zapasową swoich danych, albo postara się o zapasowy kontakt do jakichś ważnych dla niej/niego osób, które zna tylko na Fejsie?

Grzegorz Złotowicz

Krakowskie restauracje przyjazne niewidomym

 

Wkrótce w około trzydziestu krakowskich restauracjach będziemy mogli poczuć się normalnie. W jednym z lokalnych serwisów informacyjnych można było przeczytać, że dzięki wspólnemu projektowi władz miasta i Ośrodka dla Niewidomych przy ulicy Tynieckiej w Krakowie osoby niewidome będą mogły otrzymać kartę dań w brajlu. W pierwszej fazie projektu brajlowskie menu pojawi się w sześciu lokalach. Malkontenci mogliby powiedzieć, że to mało, że o co tyle hałasu, ale nie mieliby racji. Brajlowskie menu w restauracji to nie pokazowy gadżet bez znaczenia. Zawsze, gdy tylko mam taką możliwość w Polsce czy poza granicami naszego kraju z karty brajlowskiej korzystam, powoli namyślam się nad wyborem dania i nie szkoda mi czasu na przedłużanie płynącej z wybierania potraw przyjemności. Dokonywanie zaś wyboru w ciszy i skupieniu jeszcze przyjemność tę pogłębia. Wypada na koniec dodać, że opinie restauracji, w których brajlowskie menu pojawi się w pierwszej kolejności są tak dobre, że chyba wybiorę się do Krakowa tylko po to, by w jednej z nich zjeść smaczny posiłek.

A oto pełna lista lokali, w których będzie można skorzystać z brajlowskiego menu.

Uwaga! W kolumnie adres nie podajemy przy każdym obiekcie nazwy miasta, ponieważ wszystkie restauracje znajdują się w Krakowie.

Brajlowskie menu na początek pojawi się w następujących restauracjach:

Nazwa

Adres

Strona www

• Pod Aniołami

ul. Grodzka 35 +48 12 421 39 99

http://www.podaniolami.pl

• Plac nowy 1

Plac Nowy 1 +48 12 442 77 00

http://www.placnowy1.pl

• Vanilla Sky

ul. Flisacka 3 | Hotel Niebieski +48 12 297 40 05

http://www.niebieski.com.pl

• Pizza Fresco

ul. Flisacka 3 +48 12 297 40 40

http://www.pizzafresco.com.pl

• Biała Róża

ul. Floriana Straszewskiego 16 +48 12 421 51 90

http://www.restauracjabialaroza.pl

• restauracja hotelu Hilton Garden Inn

ul. Marii Konopnickiej 33 +48-12-3999000

http://www.hiltonhotels.com/pl_PL/polska/hilton-garden-inn-krakow

 

W terminie późniejszym brajlowskie menu pojawi się w następujących restauracjach:

Nazwa

Adres

Strona www

• Miodova

Szeroka 3, +48 12 432 50 83

http://miodova.pl

• Pod Baranem

ul. świętej Gertrudy 21, +48 12 429 40 22

http://podbaranem.com

• Cyrano de Bergerac

ul. Sławkowska 26, +48 12 411 72 88

http://cyranodebergerac.com.pl

• Leonardo

Ul. Szpitalna 20/22, +48 12 429 68 50

http://leonardo.com.pl

 

• 3 Rybki

ul. Szczepańska 5, +48 12 384 08 06

https://stary.hotel.com.pl/restauracje/

• Edo Sushi Bar

Bożego Ciała 3, +48 12 422 24 24

http://www.edosushi.pl

• Edo Fusion Asian Cusine

ul. Miodowa 8, +48 12 426 24 24

http://www.edofusion.pl

 

• Dobra Kasza Nasza

ul. Rynek Główny 28, +48 534 998 306

http://www.dobrakaszanasza.pl

• Da Pietro

Rynek Główny 19, +48 12 422 32 79

http://dapietro.pl

• Gospoda CK Dezerter

ul. Bracka 6, +48 12 422 7931

Lokal nie posiada własnej strony www

• Winoman

Ulica Bracka 15, +48 12 660 99 17

http://winoman.pl

• Kiełbasa i Sznurek (Dawniej Cudawianki Food & Wine)

ul. Pijarska 5, +48 12 426 49 48

Lokal nie posiada własnej strony www

• CK Browar

Ul. Podwale 6/7, +48 12 429-25-05

http://ckbrowar.pl

• Rynek 44

Ul. Rynek Główny 44, +48 531 609 331

http://www.rynek44.pl

• Szara Gęś

ul. Rynek Glowny 17, +48 12 430 63 11

http://www.szarages.com

• La Grande Mamma

ul. Rynek Główny 26, +48 12 430 64 58

http://lagrandemamma.pl

• Kogel Mogel

ul. Sienna 12, +48 12 426 49 68

http://kogel-mogel.pl

• Boscaiola

ul. Szewska 10, +48 12 426 41 27

http://boscaiola.eu

• Trattoria La Campana

ul. Kanonicza 7, +48 12 430 22 32

http://lacampana.pl

• Bianca

pl. Mariacki 2 +48 782 297 715

http://biancaristorante.pl

• Boccanera

św. Tomasza 15 +48 12 422 17 08

http://boccanera.pl

• Trattoria Mamma Mia

ul. Karmelicka 14 +48 12 430 04 92

http://mammamia.net.pl

• The Spaghetti

ul. Rynek Główny 17 +48 12 430 63 11

Lokal nie posiada własnej strony www

• Wesele

Ul. Rynek Główny 10 +48 12 422 74 60

http://weselerestauracja.pl

• Fiorentina

Ul. Grodzka 63 +48 12 426 46 08

http://fiorentina.com.pl

Damian Przybyła

A może Chrome?

 

Przez wiele lat w kontekście systemu Windows jako przykłady przeglądarek dostępnych dla niewidomych podawano ciągle dwie aplikacje: Internet Explorer i Firefox. Sam przez wiele lat korzystałem z tego drugiego rozwiązania, nie ukrywam jednak, że ostatnie zmiany w silniku przeglądarki Fundacji Mozilla, a co za tym idzie jej znaczne spowolnienie oraz pozbycie się części rozszerzeń, skłoniło mnie do poszukiwania alternatywnych rozwiązań. W tym miejscu muszę przyznać, że już od wielu lat miałem na „celowniku” jako swoją domyślną przeglądarkę tę, której, według wszelkich statystyk, na komputerach stacjonarnych i laptopach ufa obecnie najwięcej internautów, czyli Chrome. Okazuje się, że to już właśnie ten czas, czas na zmiany.

Co takiego ma Chrome?

Przede wszystkim ta przeglądarka jest po prostu szybka i lekka. Korzystam z Internetu w sposób, który z pewnością część z czytelników może przyprawić o zawrót głowy. U mnie standard to 50 otwartych w jednym oknie przeglądarki kart, a bywa, że samych okien jest kilkanaście. Wszystko to powinno oczywiście działać szybko, responsywnie i zwyczajnie pozwalać mi wygodnie pracować. Podstawowym zarzutem, jaki Internauci mają wobec przeglądarki Google, jest duża konsumpcja pamięci operacyjnej. To prawda, Chrome ma ogromny apetyt na nasz RAM, ale to wszystko jest po coś. Umieszczając dane w pamięci operacyjnej naszego komputera, przeglądarka zapewnia sobie najszybszy możliwy dostęp do nich. Gdyby Chrome korzystał z pamięci tymczasowej, odczytywanej z naszego twardego dysku, z pewnością część operacji działałaby znacznie wolniej. Dzięki „pożeraniu” naszego RAM’u, strony, w porównaniu z Firefoxem, wczytują się szybko, a my w nawigacji nie czujemy zbyt dużego opóźnienia, nawet wtedy, gdy witryna, którą oglądamy, jest mocno rozbudowana. Jako przykład proponuję pewien eksperyment: otwórzmy stronę www.facebook.com w przeglądarce Mozilla Firefox i tę samą, dla czystości testu zawierającą te same treści stronę w przeglądarce Chrome. Gwarantuję, różnica będzie bardzo zauważalna.

Kolejnym plusem Chrome jest konto Google jako narzędzie synchronizacji naszych urządzeń. Dawno już minęły czasy, kiedy korzystaliśmy tylko z jednego komputera, dziś komputer w domu, komputer w pracy, służbowy laptop i telefon, taki zestaw obecnie nikogo nie dziwi. Dzięki synchronizacji z kontem Google wszystkie nasze zakładki, otwarte karty czy dane logowania powędrują z nami, gdzie tylko chcemy i na jakie tylko chcemy urządzenie. Wprawdzie Mozilla Firefox ma również stworzoną w tym celu usługę o nazwie Sync, jednak wymaga ona od nas odrębnej rejestracji, a umówmy się, konto Google posiada zasadnicza większość z nas.

Co istotne, jeśli tylko jest to możliwe, Chrome, oprócz naszych danych, synchronizuje także nasze rozszerzenia, o ile tylko instalujemy je z zaufanego źródła, jakim jest sklep Google.

Jeśli często korzystamy ze stron obcojęzycznych, z pewnością docenimy fakt integracji Chrome z tłumaczem Google. Dzięki temu, z użyciem zaledwie jednej opcji, dostępnej w menu kontekstowym, możemy przetłumaczyć aktualnie odwiedzaną witrynę na język polski. Myślę, że nikogo nie zdziwi fakt, że najlepsze wyniki uzyskujemy dokonując przekładu z j. angielskiego, ale ostatnio udało mi się również bez większych problemów skorzystać ze strony w języku japońskim.

Jaką wersję wybrać?

Ja korzystam z aktualizowanej na bieżąco, rozwojowej wersji Chrome o kodowej nazwie Canary. Jest to w prawdzie edycja testowa, która może być mniej stabilna, jednak na podstawie moich obserwacji mogę stwierdzić, że dostępność jej jest nieco lepsza niż wersji tradycyjnej. Zarówno stabilną, jak i rozwojową wersję Chrome wydaje Google. Nie jest to zatem żadna modyfikacja tej przeglądarki, tylko po prostu wersja dla wszystkich chętnych, którzy nie boją się testów. A czy faktycznie Chrome Canary jest mniej stabilne? Raczej nie, przeglądarka z reguły nie zgłasza błędów, a nawet jeśli jakieś się pojawią, to są bardzo szybko usuwane, bo program aktualizowany jest w cyklu dziennym.

Różnice między Chrome a Firefoxem

Jeśli zdecydujemy się na korzystanie z przeglądarki Google, warto zdawać sobie sprawę, że interfejs tego programu wygląda nieco inaczej od tego, który już znamy. Jeśli przyzwyczailiśmy się do menu wywoływanego spod klawisza ALT, to owszem, również i tu je odnajdziemy, jednak będzie ono znacznie uboższe i ułożone w nieco inny sposób. Zamiast standardowych pozycji: Plik, Edycja, Widok itp. odnajdziemy przycisk opisany jako Chrome. To nieco mylna informacja, bo przycisk ten to nic innego, jak wejście do menu przeglądarki. Możemy go wcisnąć, ale równie dobrze po prostu użyć strzałki w dół, aby menu to rozwinąć. Jeśli zdarzy się tak, że po naciśnięciu lewego klawisza ALT nie pojawi się menu, wystarczy użyć kombinacji ALT+S, aby je wywołać.

Menu przeglądarki Chrome jest pionowe, z kilkoma rozgałęzieniami w prawą stronę. Te rozgałęzienia to: Historia, Zakładki, Więcej Narzędzi i Pomoc. Pozostałe opcje dostępne są w głównym menu.

Nie wiem jak szanownych czytelników, ale mnie w przypadku Firefoxa zawsze bardzo irytowała kwestia dostępu do wszelkiego rodzaju rozszerzeń. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że od pewnego czasu ta sytuacja uległa poprawie, ale kiedyś każde rozszerzenie umieszczało swoje ikony gdzie chciało, łącznie z różnego rodzaju specjalnymi paskami, które były pozbawione dostępu z klawiatury. W Google Chrome wygląda to zupełnie inaczej. Kiedy naciśniemy ALT i wywołamy przycisk Chrome, wystarczy, że naciśniemy strzałkę w lewo, a od razu przejdziemy do paska rozszerzeń, o ile oczywiście jakieś będą zainstalowane w naszej przeglądarce. Sama dostępność paneli konfiguracyjnych różnego rodzaju dodatków też bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. To prawda, że niekiedy trzeba zmierzyć się z mało dostępnie wykonaną stroną WWW, stanowiącą rdzeń takiego panelu, ale większość czynności da się wykonać szybko i sprawnie.

W tym miejscu ważna uwaga. Większość elementów konfiguracyjnych Chroma to okna w postaci stron internetowych. Wiem dobrze, że nie wszyscy lubią tego typu rozwiązania, ale niestety, tak obecnie tworzy się nowoczesne interfejsy użytkownika. Stare, dobre okna z wieloma zakładkami odchodzą już powoli do lamusa.

Ale tu jest tak mało do skonfigurowania!

To, że menu przeglądarki zawiera tylko najistotniejsze opcje nie oznacza wcale, że Chrome nie jest przeglądarką konfigurowalną. Po pierwsze, posiada bardzo wiele ciekawych, aktywnie rozwijanych rozszerzeń, zarówno dostępnych w oficjalnym repozytorium Google, jak i do pobrania po prostu z sieci, w tej drugiej sytuacji zalecam jednak bardzo dużą ostrożność, bowiem dodatki tego typu mogą być z gatunku tych złośliwych, których głównym celem jest kradzież naszych prywatnych danych, z hasłami włącznie. Po drugie, miejscem, gdzie możemy skonfigurować bardzo wiele parametrów Chrome jest strona chrome:flags, którą wystarczy po prostu otworzyć w jednej z kart przeglądarki. Wszyscy, którzy znają about:config w przeglądarce Firefox, będą się tu czuli jak u siebie w domu. Warto jednak zwrócić uwagę, że programiści Google inaczej niż ma to miejsce w przypadku deweloperów z Mozilli, zdecydowanie zadbali o to, aby użytkownik wiedział, jakich zmian dokonuje. Każda opcja wyposażona jest w opis, czasem nieco zbyt lakoniczny, ale zawsze.

Jeśli komuś mało i ma ochotę przejrzeć wszystkie miejsca, gdzie dostępne są różnego rodzaju raporty i ustawienia Chrome, wystarczy odwiedzić stronę about:about.

A z czym możemy mieć jakieś problemy?

Przede wszystkim należy pamiętać, że przeglądarka Google jest stosunkowo nowym graczem na rynku tego typu aplikacji, jej pierwsza wersja światło dzienne ujrzała w 2008 r. Efektem takiej sytuacji mogą być problemy z interpretacją starszych stron WWW, np. sprzed kilkunastu lat. Z własnych obserwacji zauważam również, że w porównaniu do Firefoxa czy Internet Explorera źródło strony wczytuje się nieco wolniej, dla odmiany zawartość stron ładuje się znacznie żwawiej. Nie znalazłem również dobrej wtyczki do śledzenia nagłówków http, nie ustaję jednak w poszukiwaniach.

Skąd pobrać i co dodać?

Google Chrome w wersji stabilnej dostępny jest na oficjalnej stronie projektu, zainteresowani wersją Canary powinni pobrać ją z tego miejsca. Przeglądarka w wersjach mobilnych dostępna jest również dla systemów Android i iOS, można ją wyszukać w odpowiednich sklepach dedykowanych tym systemom operacyjnym.

Czytelnikom zainteresowanym uzbrojeniem swojej przeglądarki w zestaw interesujących rozszerzeń proponuję moją subiektywną listę:

AdBlock - narzędzie do blokowania uciążliwych reklam

AddToAny – udostępnianie treści w mediach społecznościowych

CAPTCHA Be Gone – kliencka wtyczka płatnego serwisu do rozwiązywanie graficznych kodów CAPTCHA

disable-HTML – możliwość wyłączania różnych elementów stron internetowych takich jak obrazki, arkusze CSS, czy JavaScript

Mute Tab Shortcuts – wyciszanie odtwarzających muzykę kart przy użyciu skrótów klawiszowych

User-Agent Switcher for Chrome – możliwość podawania się za inną przeglądarkę

Na koniec życzę przyjemnego korzystania z przeglądarki Google. Bardzo się cieszę, że mamy coraz większy wybór, dzięki temu wszyscy, którym nie podoba się jedno rozwiązanie, mogą śmiało skorzystać z innego. Co ważne, przeglądarka od Google staje się także coraz bardziej użyteczna w systemie MacOS i może w niektórych przypadkach z powodzeniem zastępować Safari.

Michał Dziwisz

Czy samochody autonomiczne spełnią oczekiwania niewidomych użytkowników?

 

W roku 2012 obiegł sieć film z niewidomym za kierownicą samochodu autonomicznego. Google komentował rzecz bardzo optymistycznie. Po kilku latach od tamtej premiery organizacje działające w Stanach Zjednoczonych na rzecz osób z dysfunkcją wzroku – w tym najbardziej wpływowy Narodowy Związek Niewidomych NFB – zorganizowały badania dostępności tych pojazdów.

Wyniki nie okazały się być zadowalające. Samochody autonomiczne, które reklamuje się jako rozwiązanie problemów mobilności osób z niepełnosprawnościami, są niedostępne, a przy ich projektowaniu nie uwzględniono potrzeb osób niewidomych.

Na usprawiedliwienie projektantów wypada powiedzieć, że zagadnienie dostępności pojazdów jest bardzo złożone. Nie wystarczy stworzenie interfejsu, który zapewni nam komunikację z pojazdem. To ostatnie zresztą zrobiono. Problem leży w tym, że gdy już samochód dowiezie nas na miejsce, będzie trzeba z niego wysiąść i w bezpieczny sposób dotrzeć do interesującego nas budynku. Aby zrealizować to zadanie, nie wystarczy nam zespół czujników w pojeździe. Konieczne jest stworzenie całej infrastruktury, która umożliwi nawigację z pojazdu do miejsca docelowego, odnalezienie pojazdu, gdy chcemy kontynuować podróż itd. O problemach z tzw. mikronawigacją czy nawigacją wewnątrz budynków pisaliśmy na łamach Tyfloświata wielokrotnie.

Nikt nie twierdzi, że zagadnienie mobilności osób z dysfunkcją wzroku jest łatwe do rozwiązania. Wygląda jednak na to, że podczas prac nad pojazdami autonomicznymi twórcy koncepcji, którzy reklamują takie pojazdy jako remedium na problemy, jakie mają z mobilnością osoby z niepełnosprawnościami, nie rozpoznali dobrze potrzeb tej grupy użytkowników, co w efekcie najprawdopodobniej przełoży się na znacznie wyższe koszty związane z zaspokojeniem tych potrzeb.

Źródło: https://coolblindtech.com/are-autonomous-vehicles-ready-to-help-the-blin...

Bierność nieusprawiedliwiona

 

16 marca odbyły się w katowickim hotelu Diament warsztaty, podczas których uczestnicy mieli możność zapoznania się z zasadami udzielania pierwszej pomocy, a mówiąc ściślej, ze schematem postępowania podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Dzięki życzliwości Doktora Wojciecha Rychlika z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach miałem możliwość przyjrzenia się z bliska temu tak przecież ważnemu społecznie tematowi.

W sytuacjach kryzysowych osoby z niepełnosprawnością zwykle słyszą: „Odsuń się, stań z boku, usiądź sobie gdzieś, nie przeszkadzaj, nic tu przecież nie pomożesz.” Przyzwyczajeni do patrzenia na siebie przez pryzmat ograniczeń wiążących się z niepełnosprawnością, nie protestujemy przeciwko rozstawianiu nas po kątach. Ale czy aby słusznie oddajemy bez walki swą podmiotowość? Czy nie należy przypadkiem sprawdzać, gdzie przebiegają granice naszych możliwości?

Kierując się tak określonym „sprawdzam” i nadarzającą się okazją, wybrałem się na warsztaty, by dowiedzieć się, co na ten temat mają do powiedzenia profesjonaliści. Zarówno ja, jak i oni, zastanawialiśmy się, czy niepełnosprawność nie będzie tutaj przeszkodą nie do pokonania. Ja bałem się, że użycie urządzenia AED, czyli automatycznego defibrylatora, przeznaczonego do publicznego użytku, będzie dla niewidomego niemożliwe, bo przecież jakieś lampki, wskaźniki, podłączenia elektrod, przyciski…

Oni obawiali się, że przecież pokazanie niewidomemu czynności potrzebnych podczas reanimacji może być trudne. Co ciekawe, żadna ze stron nie zastanawiała się nad sensownością przeszkolenia osoby z niepełnosprawnością. Dla mnie nabycie takich umiejętności to proste rozszerzenie własnego pola sprawczości, proste działanie na rzecz utwierdzenia się w przekonaniu, że jestem częścią wspólnoty ludzkiej, że mogę, gdy przyjdzie taka potrzeba, zrobić coś dobrego.

Dla nich możność przeszkolenia osoby z niepełnosprawnością, to możność propagowania tej tak ważnej wiedzy w szerszym niż się wcześniej wydawało kręgu ludzi.

A jak rzecz wygląda w praktyce?

Przez wiele lat wykonywałem zawód masażysty, a więc opanowanie manualne potrzebnych czynności nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. O uciskaniu klatki piersiowej, udrażnianiu dróg oddechowych i sztucznym oddychaniu metodą usta-usta słyszeli chyba wszyscy. Po co zatem mielibyśmy się tego uczyć? Rzecz w tym, że żaden opis nie zastąpi możliwości przećwiczenia omawianych czynności pod okiem instruktora. Chodzi o drobiazgi: sposób odchylania głowy, ułożenie rąk na klatce piersiowej, wykonywanie ruchu tak, by był najbardziej efektywny i kosztował nas zarazem jak najmniej wysiłku itd. Chodzi wreszcie o to, że podczas ćwiczeń błędy nasze mogą zostać skorygowane już na samym początku, dzięki czemu nie będziemy utrwalać złych nawyków.

A co z tą aparaturą?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że osoba całkowicie niewidoma w razie konieczności będzie umiała obsłużyć urządzenie AED. Urządzenia te z założenia projektuje się tak, by nawet osoba, która zobaczyła defibrylator pierwszy raz w życiu poradziła sobie z jego obsługą. Urządzenie zwykle wyposażone jest w jeden lub dwa przyciski, z których jeden jest włącznikiem, drugi zaś, o ile w ogóle znajduje się w urządzeniu, służy do uruchomienia samego impulsu defibrylującego. W tym miejscu nasuwa się uwaga, którą być może można by przekazać producentom urządzeń AED. Aby uczynić urządzenia AED dostępnymi dla osób z dysfunkcją wzroku, należałoby projektować je w taki sposób, że włącznik pełniłby w nich funkcję przycisku wyzwalającego defibrylację lub, jeśli pozostawia się osobny przycisk uruchamiający defibrylację, oznaczać go dowolnym, byle łatwo rozpoznawalnym przez osoby niewidome znakiem.

Inne modyfikacje dostępnościowe nie są w ogóle konieczne, ponieważ urządzenia AED prowadzą nas przez proces ich użycia za pomocą komunikatów głosowych, a miganiu lampki, które wskazuje, że aparat jest gotów do defibrylacji, towarzyszy zwykle sygnał dźwiękowy.

Kończąc wypada zatem powiedzieć, że nawet będąc osobą niewidomą, należy nauczyć się udzielania pierwszej pomocy tak dalece, jak to tylko możliwe, że wszystko wskazuje na to, iż w sytuacji kryzysowej posiadanie tych umiejętności może sprawić, że przyczynimy się do uratowania czyjegoś życia i wobec powyższego nasza bierność jest po prostu nieusprawiedliwiona.

Damian Przybyła

Muzyka wszechświata

 

Przeglądając różne portale internetowe w poszukiwaniu treści, które mogłyby zainteresować czytelników Tyfloświata, natrafiłem w kilku miejscach na wpisy dotyczące astrofizyka z Kanady, który, zainspirowany odkrytym niedawno układem siedmiu planet krążących wokół tzw. gwiazdy karła, znajdującej się w odległości około 40 lat świetlnych od Ziemi, stworzył coś, co można by nazwać dźwiękowym, albo wręcz muzycznym obrazem tego układu.

Matt Russo, astrofizyk z planetarium w Instytucie Astronomii i Astrofizyki na Uniwersytecie w Toronto, jest także muzykiem. Skomponował muzykę, która będzie towarzyszyć pokazowi w planetarium. Rytmy i dźwięki wykorzystane w kompozycji odwzorowują przebiegi i wzajemne relacje planet układu gwiazdy Trappist-1.

Układ, o którym mowa, jest zdaniem naukowców miejscem potencjalnie nadającym się do zaistnienia tam jakichś form życia. Podczas badań Russo zauważył, że ruch planet układu, dynamika ich przebiegów, układa się w coś, co można przedstawić w formie muzycznej. Stąd droga do przybliżenia cudów wszechświata niewidomym była już krótka. Choć nie udało mi się ustalić, czy Matt Russo studiował kiedykolwiek historię filozofii, analogie do powstałych bardzo dawno w szkole Pitagorejczyków koncepcji muzyki sfer są tak interesujące, że pytanie o to, czy układy zdolne do zaistnienia w nich życia mają jakiś wzór strukturalny – czym bowiem jak nie formą matematyki jest muzyka – nasuwa się samo. Russo w swojej niedawno opublikowanej pracy wykazał, że zachodzi korelacja między czymś, co potocznie moglibyśmy nazwać własnościami muzycznymi układu planetarnego, a stabilnością tego układu. W pokazie, który można oglądać w planetarium w Toronto od początku roku, wykorzystuje się, obok kompozycji inspirowanej układem Trappist-1, także utwory muzyczne ilustrujące w analogiczny sposób gwiazdy o zmiennej jasności oraz ruch księżyców krążących wokół Jowisza.

Damian Przybyła

Źródło: https://www.thespec.com/news-story/8094538-toronto-astrophysicist-offers-a-musical-guide-through-the-universe/?platform=hootsuite

Drobiazg dla gadżeciarzy

 

Choć tegoroczna konferencja CSUN nie zachwyciła przełomowymi wynalazkami czy nowościami w dziedzinie technologii wspierających i tym razem można było tam znaleźć coś interesującego. Wprawdzie Tomasz Koźmiński napisał w umieszczonym na łamach naszego kwartalnika tekście, że wszelkiego rodzaju roboty, przyrządy czy wspomagające pracę w kuchni gadżety mają znaczenie drugorzędne dla tych, którzy z gotowania chcą czerpać radość, że istotna jest odwaga artysty i twórcze podejście do tego, co się gotuje, ale są przecież wśród nas i tacy, którzy chcą zjeść szybko, łatwo i smacznie, a gotowaniem nie chcą zawracać sobie głowy. Dla nich skonstruowano InstantPot.

Ubogi krewny Termomiksa

Gdy czytamy opis garnka, który umożliwia nam gotowanie w kilku różnych trybach – w tym także w trybie szybkowarowym, czyli pod szczelnym zamknięciem, a więc w warunkach wysokiego ciśnienia, to drogą skojarzeń wielu z nas z pewnością pomyśli o Termomiksie, bo przecież podobieństwa między urządzeniami znaleźć łatwo i choć InstantPot z pewnością Termomiksem nie jest i Termomiksu nie zastąpi, to do gotowania nawet dość złożonych dań jednogarnkowych nadaje się doskonale, a co ważniejsze, dzięki dedykowanym do jego obsługi aplikacjom dla systemu iOS i Android, obsługa tego urządzenia jest bezpieczna i w pełni dostępna dla osób z dysfunkcją wzroku.

Przeglądając stronę poświęconą gotowaniu za pomocą tego urządzenia, możemy stwierdzić, że jego możliwości są dość duże, a gotowanie z InstantPotem jest banalnie łatwe. Urządzenie sprzedawane jest w wielu różnych konfiguracjach. Najbardziej rozbudowana wersja kosztuje 150 USD, a można je kupić w sklepie internetowym http://www.amazon.de. Na koniec wypada dodać, że panel sterujący InstantPota jest na tyle duży, że umożliwia umieszczenie na przyciskach etykiet brajlowskich lub głosowych, co pozwala na korzystanie z niego nawet bez pomocy smartphone’a.

Niewidomi poznają tajemnice zderzacza hadronów

 

Brytyjscy naukowcy wraz z nauczycielami stworzyli dostępną dla osób niewidomych prezentację, która pozwala uczniom z dysfunkcją wzroku zapoznać się z działaniem wielkiego zderzacza hadronów w Cernie. Zadanie było trudne tak ze względu na przedmiot, ponieważ fizyka cząstek elementarnych nie jest dziedziną ani powszechnie znaną ani łatwo zrozumiałą, jak i na formę maszyny, którą chciano pokazać osobom z dysfunkcją wzroku.

Zderzacz hadronów (LHC z angielskiego: large hadron colider) to największa maszyna świata. Główną częścią urządzenia jest, znajdujący się na głębokości około 100 metrów pod ziemią, liczący sobie 27 kilometrów długości tunel w kształcie zamkniętej pętli, w której za pomocą potężnych elektromagnesów rozpędza się wiązki cząstek do wielkich prędkości. W tunelu następuje zderzenie dwóch przeciwbieżnych wiązek, a naukowcy za pomocą specjalnie do tego celu skonstruowanej aparatury badawczej obserwują zderzenia i dzięki temu poznają budowę materii na poziomie cząstek elementarnych. Jedną z klas takich cząstek są hadrony.

Prezentacja modelu zderzacza wraz z niezbędnymi objaśnieniami teoretycznymi trwa 90 minut. Nauczyciele osób niewidomych we współpracy z fizykami stworzyli pomniejszone modele wyjaśniające budowę atomu, dające możliwość zapoznania się z budową aparatury badawczej, jak i poznania praw i mechanizmów rządzących procesem przyspieszania ruchu protonów. Stworzenie prezentacji jest częścią większego projektu, którego celem jest zachęcenie uczniów z dysfunkcją wzroku do zainteresowania się naukami ścisłymi i wzięcia pod uwagę tego obszaru wiedzy podczas wyboru przyszłej kariery zawodowej.

Źródło:

http://www.theboltonnews.co.uk/news/15815492.scientists-to-unravel-large-hadron-collider-mysteries-for-blind-students/

Braille Me laureatem nagrody Genius of Touch

 

Od dziesięciu lat National Braille Press przyznaje nagrodę Genius of Touch. Laureatami są twórcy aplikacji, urządzeń lub rozwiązań, które przyczyniają się do promocji alfabetu Braille’a, a także do zwiększania efektywności wykorzystania dotyku jako kanału komunikacyjnego i poznawczego osób z dysfunkcją wzroku.

Jako że z roku na rok presja w kierunku zwiększenia dostępności monitorów brajlowskich poprzez obniżanie cen tych urządzeń jest coraz większa, nie powinno nikogo dziwić, że tegorocznym laureatem nagrody została indyjska firma Innovision. Braille Me to kosztujący około 300 dolarów dwudziestoznakowy monitor brajlowski. Członkowie komitetu nagrody byli pod wrażeniem innowacyjnego rozwiązania zastosowanego w monitorze brajlowskim. Do wysuwania lub chowania punktów brajlowskich użyto magnesów, co pozwoliło uprościć mechanizmy urządzenia, a tym samym obniżyć koszt jego wytwarzania i zwiększyć niezawodność poprzez wyeliminowanie wielu łatwo podatnych na awarie elementów stosowanych w klasycznych urządzeniach tego rodzaju. Monitor Braille Me testowano w ekstremalnych warunkach. Urządzenie było poddawane oddziaływaniu kurzu i wilgoci, co, biorąc pod uwagę tropikalny klimat Indii, wydaje się być jak najbardziej uzasadnione, a wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne testowano zrzucając je na ziemię z wysokości odpowiadającej wzrostowi dorosłego człowieka. Twórcy monitora chwalą się na swojej stronie, że monitor zapewnia użytkownikom odczucia podobne jak przy czytaniu tekstu wydrukowanego na dobrej jakości papierze, czas odświeżania komórek brajlowskich jest krótki, a design monitora brajlowskiego powinien zadowolić nawet osoby o dużych wymaganiach co do ergonomii i estetyki używanego sprzętu. Monitor BrailleMe wyposażono w sześciopunktowe komórki brajlowskie i takąż klawiaturę w układzie Perkinsa. Ci, którzy wprowadzonemu niedawno na rynek przez APH OrbitReaderowii zarzucają, że pozbawienie terminala brajlowskiego klawiszy sprowadzania kursora stanowi dużą niedogodność, z pewnością spojrzą przychylnym okiem na konkurencyjny produkt, bo brajl jest wprawdzie sześciopunktowy, ale klawisze sprowadzania kursora nagrodzony monitor brajlowski posiada.

BrailleMe, podobnie jak OrbitReader, obok trybu terminalowego, może pracować także jako niezależny notatnik i czytnik dokumentów. W odróżnieniu jednak od OrbitReadera urządzenie wspiera pracę w środowisku wielojęzycznym i pozwala na korzystanie z pięciu języków roboczych. Obecnie języki robocze do indywidualnej konfiguracji można dobierać z palety pięćdziesięciu języków. Jakkolwiek oba urządzenia mają w trybie pracy samodzielnej bardzo ubogie, by nie powiedzieć mocno niewystarczające nawet średnio wymagającym użytkownikom możliwości, wygląda na to, że perspektywa relatywnie tanich rozwiązań brajlowskich powoli się przybliża, a zastosowanie tanich komórek brajlowskich w urządzeniach wyposażonych w bogatsze oprogramowanie może przynieść tak długo oczekiwany przez użytkowników pisma brajla kompromis. 20 tysięcy dolarów nagrody dla twórców monitora Braille Me to z pewnością dobry impuls dla firmy Innovision do pracy nad rozwijaniem swego, obdarzonego tak wielkim potencjałem rozwiązania.

Źródło: https://coolblindtech.com/brailleme-wins-touch-genius-prize/

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków