Czy samochody autonomiczne spełnią oczekiwania niewidomych użytkowników?

 

W roku 2012 obiegł sieć film z niewidomym za kierownicą samochodu autonomicznego. Google komentował rzecz bardzo optymistycznie. Po kilku latach od tamtej premiery organizacje działające w Stanach Zjednoczonych na rzecz osób z dysfunkcją wzroku – w tym najbardziej wpływowy Narodowy Związek Niewidomych NFB – zorganizowały badania dostępności tych pojazdów.

Wyniki nie okazały się być zadowalające. Samochody autonomiczne, które reklamuje się jako rozwiązanie problemów mobilności osób z niepełnosprawnościami, są niedostępne, a przy ich projektowaniu nie uwzględniono potrzeb osób niewidomych.

Na usprawiedliwienie projektantów wypada powiedzieć, że zagadnienie dostępności pojazdów jest bardzo złożone. Nie wystarczy stworzenie interfejsu, który zapewni nam komunikację z pojazdem. To ostatnie zresztą zrobiono. Problem leży w tym, że gdy już samochód dowiezie nas na miejsce, będzie trzeba z niego wysiąść i w bezpieczny sposób dotrzeć do interesującego nas budynku. Aby zrealizować to zadanie, nie wystarczy nam zespół czujników w pojeździe. Konieczne jest stworzenie całej infrastruktury, która umożliwi nawigację z pojazdu do miejsca docelowego, odnalezienie pojazdu, gdy chcemy kontynuować podróż itd. O problemach z tzw. mikronawigacją czy nawigacją wewnątrz budynków pisaliśmy na łamach Tyfloświata wielokrotnie.

Nikt nie twierdzi, że zagadnienie mobilności osób z dysfunkcją wzroku jest łatwe do rozwiązania. Wygląda jednak na to, że podczas prac nad pojazdami autonomicznymi twórcy koncepcji, którzy reklamują takie pojazdy jako remedium na problemy, jakie mają z mobilnością osoby z niepełnosprawnościami, nie rozpoznali dobrze potrzeb tej grupy użytkowników, co w efekcie najprawdopodobniej przełoży się na znacznie wyższe koszty związane z zaspokojeniem tych potrzeb.

Źródło: https://coolblindtech.com/are-autonomous-vehicles-ready-to-help-the-blin...

Bierność nieusprawiedliwiona

 

16 marca odbyły się w katowickim hotelu Diament warsztaty, podczas których uczestnicy mieli możność zapoznania się z zasadami udzielania pierwszej pomocy, a mówiąc ściślej, ze schematem postępowania podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Dzięki życzliwości Doktora Wojciecha Rychlika z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach miałem możliwość przyjrzenia się z bliska temu tak przecież ważnemu społecznie tematowi.

W sytuacjach kryzysowych osoby z niepełnosprawnością zwykle słyszą: „Odsuń się, stań z boku, usiądź sobie gdzieś, nie przeszkadzaj, nic tu przecież nie pomożesz.” Przyzwyczajeni do patrzenia na siebie przez pryzmat ograniczeń wiążących się z niepełnosprawnością, nie protestujemy przeciwko rozstawianiu nas po kątach. Ale czy aby słusznie oddajemy bez walki swą podmiotowość? Czy nie należy przypadkiem sprawdzać, gdzie przebiegają granice naszych możliwości?

Kierując się tak określonym „sprawdzam” i nadarzającą się okazją, wybrałem się na warsztaty, by dowiedzieć się, co na ten temat mają do powiedzenia profesjonaliści. Zarówno ja, jak i oni, zastanawialiśmy się, czy niepełnosprawność nie będzie tutaj przeszkodą nie do pokonania. Ja bałem się, że użycie urządzenia AED, czyli automatycznego defibrylatora, przeznaczonego do publicznego użytku, będzie dla niewidomego niemożliwe, bo przecież jakieś lampki, wskaźniki, podłączenia elektrod, przyciski…

Oni obawiali się, że przecież pokazanie niewidomemu czynności potrzebnych podczas reanimacji może być trudne. Co ciekawe, żadna ze stron nie zastanawiała się nad sensownością przeszkolenia osoby z niepełnosprawnością. Dla mnie nabycie takich umiejętności to proste rozszerzenie własnego pola sprawczości, proste działanie na rzecz utwierdzenia się w przekonaniu, że jestem częścią wspólnoty ludzkiej, że mogę, gdy przyjdzie taka potrzeba, zrobić coś dobrego.

Dla nich możność przeszkolenia osoby z niepełnosprawnością, to możność propagowania tej tak ważnej wiedzy w szerszym niż się wcześniej wydawało kręgu ludzi.

A jak rzecz wygląda w praktyce?

Przez wiele lat wykonywałem zawód masażysty, a więc opanowanie manualne potrzebnych czynności nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. O uciskaniu klatki piersiowej, udrażnianiu dróg oddechowych i sztucznym oddychaniu metodą usta-usta słyszeli chyba wszyscy. Po co zatem mielibyśmy się tego uczyć? Rzecz w tym, że żaden opis nie zastąpi możliwości przećwiczenia omawianych czynności pod okiem instruktora. Chodzi o drobiazgi: sposób odchylania głowy, ułożenie rąk na klatce piersiowej, wykonywanie ruchu tak, by był najbardziej efektywny i kosztował nas zarazem jak najmniej wysiłku itd. Chodzi wreszcie o to, że podczas ćwiczeń błędy nasze mogą zostać skorygowane już na samym początku, dzięki czemu nie będziemy utrwalać złych nawyków.

A co z tą aparaturą?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że osoba całkowicie niewidoma w razie konieczności będzie umiała obsłużyć urządzenie AED. Urządzenia te z założenia projektuje się tak, by nawet osoba, która zobaczyła defibrylator pierwszy raz w życiu poradziła sobie z jego obsługą. Urządzenie zwykle wyposażone jest w jeden lub dwa przyciski, z których jeden jest włącznikiem, drugi zaś, o ile w ogóle znajduje się w urządzeniu, służy do uruchomienia samego impulsu defibrylującego. W tym miejscu nasuwa się uwaga, którą być może można by przekazać producentom urządzeń AED. Aby uczynić urządzenia AED dostępnymi dla osób z dysfunkcją wzroku, należałoby projektować je w taki sposób, że włącznik pełniłby w nich funkcję przycisku wyzwalającego defibrylację lub, jeśli pozostawia się osobny przycisk uruchamiający defibrylację, oznaczać go dowolnym, byle łatwo rozpoznawalnym przez osoby niewidome znakiem.

Inne modyfikacje dostępnościowe nie są w ogóle konieczne, ponieważ urządzenia AED prowadzą nas przez proces ich użycia za pomocą komunikatów głosowych, a miganiu lampki, które wskazuje, że aparat jest gotów do defibrylacji, towarzyszy zwykle sygnał dźwiękowy.

Kończąc wypada zatem powiedzieć, że nawet będąc osobą niewidomą, należy nauczyć się udzielania pierwszej pomocy tak dalece, jak to tylko możliwe, że wszystko wskazuje na to, iż w sytuacji kryzysowej posiadanie tych umiejętności może sprawić, że przyczynimy się do uratowania czyjegoś życia i wobec powyższego nasza bierność jest po prostu nieusprawiedliwiona.

Damian Przybyła

Muzyka wszechświata

 

Przeglądając różne portale internetowe w poszukiwaniu treści, które mogłyby zainteresować czytelników Tyfloświata, natrafiłem w kilku miejscach na wpisy dotyczące astrofizyka z Kanady, który, zainspirowany odkrytym niedawno układem siedmiu planet krążących wokół tzw. gwiazdy karła, znajdującej się w odległości około 40 lat świetlnych od Ziemi, stworzył coś, co można by nazwać dźwiękowym, albo wręcz muzycznym obrazem tego układu.

Matt Russo, astrofizyk z planetarium w Instytucie Astronomii i Astrofizyki na Uniwersytecie w Toronto, jest także muzykiem. Skomponował muzykę, która będzie towarzyszyć pokazowi w planetarium. Rytmy i dźwięki wykorzystane w kompozycji odwzorowują przebiegi i wzajemne relacje planet układu gwiazdy Trappist-1.

Układ, o którym mowa, jest zdaniem naukowców miejscem potencjalnie nadającym się do zaistnienia tam jakichś form życia. Podczas badań Russo zauważył, że ruch planet układu, dynamika ich przebiegów, układa się w coś, co można przedstawić w formie muzycznej. Stąd droga do przybliżenia cudów wszechświata niewidomym była już krótka. Choć nie udało mi się ustalić, czy Matt Russo studiował kiedykolwiek historię filozofii, analogie do powstałych bardzo dawno w szkole Pitagorejczyków koncepcji muzyki sfer są tak interesujące, że pytanie o to, czy układy zdolne do zaistnienia w nich życia mają jakiś wzór strukturalny – czym bowiem jak nie formą matematyki jest muzyka – nasuwa się samo. Russo w swojej niedawno opublikowanej pracy wykazał, że zachodzi korelacja między czymś, co potocznie moglibyśmy nazwać własnościami muzycznymi układu planetarnego, a stabilnością tego układu. W pokazie, który można oglądać w planetarium w Toronto od początku roku, wykorzystuje się, obok kompozycji inspirowanej układem Trappist-1, także utwory muzyczne ilustrujące w analogiczny sposób gwiazdy o zmiennej jasności oraz ruch księżyców krążących wokół Jowisza.

Damian Przybyła

Źródło: https://www.thespec.com/news-story/8094538-toronto-astrophysicist-offers-a-musical-guide-through-the-universe/?platform=hootsuite

Drobiazg dla gadżeciarzy

 

Choć tegoroczna konferencja CSUN nie zachwyciła przełomowymi wynalazkami czy nowościami w dziedzinie technologii wspierających i tym razem można było tam znaleźć coś interesującego. Wprawdzie Tomasz Koźmiński napisał w umieszczonym na łamach naszego kwartalnika tekście, że wszelkiego rodzaju roboty, przyrządy czy wspomagające pracę w kuchni gadżety mają znaczenie drugorzędne dla tych, którzy z gotowania chcą czerpać radość, że istotna jest odwaga artysty i twórcze podejście do tego, co się gotuje, ale są przecież wśród nas i tacy, którzy chcą zjeść szybko, łatwo i smacznie, a gotowaniem nie chcą zawracać sobie głowy. Dla nich skonstruowano InstantPot.

Ubogi krewny Termomiksa

Gdy czytamy opis garnka, który umożliwia nam gotowanie w kilku różnych trybach – w tym także w trybie szybkowarowym, czyli pod szczelnym zamknięciem, a więc w warunkach wysokiego ciśnienia, to drogą skojarzeń wielu z nas z pewnością pomyśli o Termomiksie, bo przecież podobieństwa między urządzeniami znaleźć łatwo i choć InstantPot z pewnością Termomiksem nie jest i Termomiksu nie zastąpi, to do gotowania nawet dość złożonych dań jednogarnkowych nadaje się doskonale, a co ważniejsze, dzięki dedykowanym do jego obsługi aplikacjom dla systemu iOS i Android, obsługa tego urządzenia jest bezpieczna i w pełni dostępna dla osób z dysfunkcją wzroku.

Przeglądając stronę poświęconą gotowaniu za pomocą tego urządzenia, możemy stwierdzić, że jego możliwości są dość duże, a gotowanie z InstantPotem jest banalnie łatwe. Urządzenie sprzedawane jest w wielu różnych konfiguracjach. Najbardziej rozbudowana wersja kosztuje 150 USD, a można je kupić w sklepie internetowym http://www.amazon.de. Na koniec wypada dodać, że panel sterujący InstantPota jest na tyle duży, że umożliwia umieszczenie na przyciskach etykiet brajlowskich lub głosowych, co pozwala na korzystanie z niego nawet bez pomocy smartphone’a.

Niewidomi poznają tajemnice zderzacza hadronów

 

Brytyjscy naukowcy wraz z nauczycielami stworzyli dostępną dla osób niewidomych prezentację, która pozwala uczniom z dysfunkcją wzroku zapoznać się z działaniem wielkiego zderzacza hadronów w Cernie. Zadanie było trudne tak ze względu na przedmiot, ponieważ fizyka cząstek elementarnych nie jest dziedziną ani powszechnie znaną ani łatwo zrozumiałą, jak i na formę maszyny, którą chciano pokazać osobom z dysfunkcją wzroku.

Zderzacz hadronów (LHC z angielskiego: large hadron colider) to największa maszyna świata. Główną częścią urządzenia jest, znajdujący się na głębokości około 100 metrów pod ziemią, liczący sobie 27 kilometrów długości tunel w kształcie zamkniętej pętli, w której za pomocą potężnych elektromagnesów rozpędza się wiązki cząstek do wielkich prędkości. W tunelu następuje zderzenie dwóch przeciwbieżnych wiązek, a naukowcy za pomocą specjalnie do tego celu skonstruowanej aparatury badawczej obserwują zderzenia i dzięki temu poznają budowę materii na poziomie cząstek elementarnych. Jedną z klas takich cząstek są hadrony.

Prezentacja modelu zderzacza wraz z niezbędnymi objaśnieniami teoretycznymi trwa 90 minut. Nauczyciele osób niewidomych we współpracy z fizykami stworzyli pomniejszone modele wyjaśniające budowę atomu, dające możliwość zapoznania się z budową aparatury badawczej, jak i poznania praw i mechanizmów rządzących procesem przyspieszania ruchu protonów. Stworzenie prezentacji jest częścią większego projektu, którego celem jest zachęcenie uczniów z dysfunkcją wzroku do zainteresowania się naukami ścisłymi i wzięcia pod uwagę tego obszaru wiedzy podczas wyboru przyszłej kariery zawodowej.

Źródło:

http://www.theboltonnews.co.uk/news/15815492.scientists-to-unravel-large-hadron-collider-mysteries-for-blind-students/

Braille Me laureatem nagrody Genius of Touch

 

Od dziesięciu lat National Braille Press przyznaje nagrodę Genius of Touch. Laureatami są twórcy aplikacji, urządzeń lub rozwiązań, które przyczyniają się do promocji alfabetu Braille’a, a także do zwiększania efektywności wykorzystania dotyku jako kanału komunikacyjnego i poznawczego osób z dysfunkcją wzroku.

Jako że z roku na rok presja w kierunku zwiększenia dostępności monitorów brajlowskich poprzez obniżanie cen tych urządzeń jest coraz większa, nie powinno nikogo dziwić, że tegorocznym laureatem nagrody została indyjska firma Innovision. Braille Me to kosztujący około 300 dolarów dwudziestoznakowy monitor brajlowski. Członkowie komitetu nagrody byli pod wrażeniem innowacyjnego rozwiązania zastosowanego w monitorze brajlowskim. Do wysuwania lub chowania punktów brajlowskich użyto magnesów, co pozwoliło uprościć mechanizmy urządzenia, a tym samym obniżyć koszt jego wytwarzania i zwiększyć niezawodność poprzez wyeliminowanie wielu łatwo podatnych na awarie elementów stosowanych w klasycznych urządzeniach tego rodzaju. Monitor Braille Me testowano w ekstremalnych warunkach. Urządzenie było poddawane oddziaływaniu kurzu i wilgoci, co, biorąc pod uwagę tropikalny klimat Indii, wydaje się być jak najbardziej uzasadnione, a wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne testowano zrzucając je na ziemię z wysokości odpowiadającej wzrostowi dorosłego człowieka. Twórcy monitora chwalą się na swojej stronie, że monitor zapewnia użytkownikom odczucia podobne jak przy czytaniu tekstu wydrukowanego na dobrej jakości papierze, czas odświeżania komórek brajlowskich jest krótki, a design monitora brajlowskiego powinien zadowolić nawet osoby o dużych wymaganiach co do ergonomii i estetyki używanego sprzętu. Monitor BrailleMe wyposażono w sześciopunktowe komórki brajlowskie i takąż klawiaturę w układzie Perkinsa. Ci, którzy wprowadzonemu niedawno na rynek przez APH OrbitReaderowii zarzucają, że pozbawienie terminala brajlowskiego klawiszy sprowadzania kursora stanowi dużą niedogodność, z pewnością spojrzą przychylnym okiem na konkurencyjny produkt, bo brajl jest wprawdzie sześciopunktowy, ale klawisze sprowadzania kursora nagrodzony monitor brajlowski posiada.

BrailleMe, podobnie jak OrbitReader, obok trybu terminalowego, może pracować także jako niezależny notatnik i czytnik dokumentów. W odróżnieniu jednak od OrbitReadera urządzenie wspiera pracę w środowisku wielojęzycznym i pozwala na korzystanie z pięciu języków roboczych. Obecnie języki robocze do indywidualnej konfiguracji można dobierać z palety pięćdziesięciu języków. Jakkolwiek oba urządzenia mają w trybie pracy samodzielnej bardzo ubogie, by nie powiedzieć mocno niewystarczające nawet średnio wymagającym użytkownikom możliwości, wygląda na to, że perspektywa relatywnie tanich rozwiązań brajlowskich powoli się przybliża, a zastosowanie tanich komórek brajlowskich w urządzeniach wyposażonych w bogatsze oprogramowanie może przynieść tak długo oczekiwany przez użytkowników pisma brajla kompromis. 20 tysięcy dolarów nagrody dla twórców monitora Braille Me to z pewnością dobry impuls dla firmy Innovision do pracy nad rozwijaniem swego, obdarzonego tak wielkim potencjałem rozwiązania.

Źródło: https://coolblindtech.com/brailleme-wins-touch-genius-prize/

Specjalistyczna pomoc w Be My Eyes

 

Jeśli, korzystając z aplikacji Be My Eyes, zastanawialiście się, do czego służy tajemniczy przycisk opisany jako "Specjalistyczna pomoc", który pojawił się w najnowszej wersji programu, spieszymy z wyjaśnieniem. Specjalistyczna pomoc to najnowsze rozwiązanie oferowane przez Be My Eyes, mające na celu łączenie niewidomych użytkowników z przedstawicielami firm i instytucji oferujących swoje usługi, celem uzyskania wyspecjalizowanej pomocy. Do tej pory, korzystając z Be My Eyes, mogliśmy liczyć na pomoc życzliwych wolontariuszy, którzy, mimo najlepszych chęci, nie zawsze mogli odpowiedzieć na nasze pytania. Działo się tak zwłaszcza wtedy, gdy problem, z którym się zmagaliśmy dotyczył wysoce specjalistycznych zagadnień technicznych. Wolontariusze oczywiście nadal będą mogli pomagać użytkownikom Be My Eyes. Jeśli jednak napotkamy na problemy typowe dla niewidomych, takie jak np. kłopoty z naszą technologią asystującą, będziemy mogli skorzystać z nowego rozwiązania, czyli pomocy wykwalifikowanej, technicznie zorientowanej osoby, reprezentującej np. dystrybutora danej technologii na nasz kraj. Do tej pory najczęściej wykorzystywanym przez dystrybutorów i producentów rozwiązań asystujących kanałem komunikacji z niewidomymi użytkownikami był po prostu telefon. Ta metoda nie zawsze jest najlepsza, choćby dlatego, że nie wszystko przez telefon da się precyzyjnie wytłumaczyć, wartość dodana w postaci transmisji wideo, jaką oferuje aplikacja Be My Eyes, pomoże z pewnością rozwiązywać większą ilość problemów w znacznie krótszym czasie.

Są już pierwsi chętni

I to, co ciekawe, wcale nie z rynku wyspecjalizowanych, dedykowanych niewidomym technologii. Pierwszą firmą, świadczącą wsparcie na rzecz niewidomych użytkowników przez aplikację Be My Eyes, jest Microsoft. Gigant z Redmond uruchomił kanał wsparcia poprzez Be My Eyes w ramach programu "Microsoft Disability Answer Desk", czyli świadczenia nieodpłatnej pomocy technicznej osobom z niepełnosprawnościami. Zdaniem Neila Barnetta, dyrektora odpowiedzialnego za Disability Answer Desk. Be My Eyes oferuje zupełnie nową jakość w kontakcie niepełnosprawnego użytkownika z pomocą techniczną - "Wystarczy tylko jedno, proste stuknięcie w ekran, a użytkownik łączy się z naszym działem wsparcia, dzięki któremu uzyska pomoc dotyczącą wszelkich produktów i usług Microsoftu”.

A jak to wygląda w Polsce?

Niestety, źle. Po kliknięciu w przycisk "Specjalistyczna pomoc" otrzymujemy informację, że w naszym regionie brak jeszcze instytucji, oferujących ten rodzaj wsparcia. Możemy zasugerować twórcom Be My Eyes firmy, które powinny się tu znaleźć i moim zdaniem warto to robić, bo jest to bardzo interesujący kanał komunikacyjny, który może znacznie ułatwić kontakt niewidomych z instytucjami dla nich najważniejszymi. Przypomnijmy, że Be My Eyes dostępne jest za darmo w wersji dla systemów iOS i Android. Aplikację pobrać możemy ze sklepów Google Play i AppStore.

Źródło: CoolBlindTech

Michał Dziwisz

Biblioteka DZdN prosi o udział w głosowaniu

W związku z planowanym przez DZdN nagraniem w tym roku kolejnych książek, Biblioteka prosi czytelników o zgłoszenie propozycji, a tym samym pomoc w odpowiedzi na pytanie, jakie tytuły warto w ten sposób przygotować. Redakcja Tyfloświata ze swej strony gorąco zachęca wszystkie osoby posiadające konto w Bibliotece DZdN do udziału w poniższym głosowaniu.

A oto informacja o głosowaniu przesłana przez bibliotekę:

Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przesłali swoje sugestie - na forum i pocztą e-mail. Lista, z której wybierzemy książki do nagrania liczy 350 pozycji. Nie pojawiły się na niej tytuły znajdujące się już w zbiorach książki mówionej DZdN, takie, które wkrótce zostaną zakupione, albo są nagrywane przez wydawnictwa. Zgłoszenia, które są w księgozbiorze w wersji tekstowej (Skanowisko lub Tekst cyfrowy) zostały oznaczone odpowiednim dopiskiem w nawiasie. Spośród setek przesłanych zgłoszeń, chcielibyśmy wytypować pozycje najbardziej interesujące dla możliwie dużej liczby użytkowników. Zapraszamy więc do udziału w poniższym głosowaniu.

Wiele z propozycji zostało zgłoszonych do poprzedniej edycji głosowania w roku 2016 i zdobyło w niej pewną ilość głosów, jednak aby wyrównać szanse nowych zgłoszeń z istniejącymi dawniej, oraz mając na uwadze zmieniające się gusta czytelnicze - wszystkie propozycje startują z zerową liczbą głosów.

Będziemy realizować kolejno zgłoszenia wg liczby głosów od największej, a ilość opcji wygrywających (które zostaną nagrane), zależy od długości książki i kosztu jej przygotowania. Na ogół proponowane były konkretne tytuły, ale też autorzy, cykle, lub ogólna tematyka książek. Jeżeli opcją wygrywającą będzie tytuł, to zostanie on przygotowany. Jeżeli cykl, to nagrana zostanie pierwsza część tego cyklu, albo pierwsza część brakująca w księgozbiorze. Jeżeli zagłosują państwo na autora lub temat, to nagrany zostanie  wybrany przez bibliotekę tytuł tego autora, albo książka na dany temat.

Głosować można na dowolnie wiele opcji. Głos można zmieniać do zakończenia głosowania.

Głosy na opcje wyświetlone na pojedynczej stronie głosowania, zostaną zapisane po kliknięciu przycisków na dole strony. Przycisk "Dokończ później" zapisuje wyświetlone głosy i umożliwia powrót do głosowania w późniejszym terminie. Link umożliwiający dokończenie głosowania, będzie wyświetlany na stronie głównej serwisu. Po kliknięciu tego linku - wyświetlone zostanie głosowanie od następnej strony. Okno głosowania jest wyposażone w mechanizm potwierdzenia opuszczenia strony, dla uniknięcia sytuacji, że ktoś spędzi trochę czasu zaznaczając opcje na wyświetlonej stronie, a następnie przez przypadek zamknie okno przeglądarki.

Głosowanie jest dostępne pod nagłówkiem "Aktywne głosowania" na głównej stronie serwisu po zalogowaniu, albo bezpośrednio - poprzez poniższy link:

https://wypozycz.dzdn.pl/wol/voting.php?id=2

Z telefonu stacjonarnego zadzwonisz bez dotykania klawiatury

 

Trudno w to uwierzyć, ale obecnie na rynku po prostu nie ma telefonów, które miałyby wbudowaną funkcję dzwonienia uruchamianego głosem.

Komu właściwie to potrzebne? Przecież telefony stacjonarne mają klawiaturę. Osoby z porażeniami, niedowładami czy po amputacjach rąk, albo wreszcie osoby, które utraciły wzrok w podeszłym wieku, mają poważne trudności w skorzystaniu z telefonu nawet wtedy, gdy klawiatura jest na swoim miejscu, a przyciski są duże, dobrze widoczne i łatwo rozpoznawalne dotykiem. Potrzeby osób z niepełnosprawnościami dostrzegł Mike Wood z firmy Jolly Good Idea. Ten wynalazca ma na swoim koncie wiele dobrze nam znanych i powszechnie wykorzystywanych rozwiązań technologicznych. To on w latach osiemdziesiątych stworzył koncepcję komputera przenośnego na baterie, wymyślił wyświetlacz ciekłokrystaliczny i wiele innych rozwiązań. Pech jedynie w tym, że inni wielcy gracze na rynku opracowali mniej więcej w tym samym czasie te rozwiązania niezależnie od niego. Do wynalazcy uśmiechnęło się szczęście, gdy natrafił na człowieka, który stworzył firmę zajmującą się recyklingiem odpadów elektronicznych. Okazało się, że właściciel firmy bardzo ceni sobie „naprawdę świetne pomysły”, zbiera je i lubi ciekawych, myślących niekonwencjonalnie wynalazców.

Firma Jolly Good Idea, bo o niej tutaj mowa, wprowadziła na rynek opracowane przez Mike’a Wooda urządzenie, które pozwala osobom z niepełnosprawnościami obsługiwać telefony stacjonarne za pomocą komend głosowych. Voice Activated Telephone Dialer to nazwa urządzenia, które ma formę małego pudełka wpinanego na kablu łączącym telefon z gniazdkiem linii telefonicznej. W środku znajduje się system do rozpoznawania mowy, pamięć, w której można przechowywać do sześćdziesięciu najczęściej używanych kontaktów, oraz cała reszta, dzięki której urządzenie współpracuje z telefonem i centralami telefonicznymi. W krajach anglojęzycznych wynalazek cieszy się sporą popularnością.

Źródło: https://coolblindtech.com/say-hello-to-the-voice-activated-telephone-dia...

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków