[fot. Pedro Miguel Nunes, Zdjęcie przedstawia fotele w sali kinowej.]
Audiodeskrypcja jest specjalną techniką narracyjną, która przy pomocy dodatkowych, werbalnych opisów, pozwala na odbiór treści wizualnych osobom, dla których w zwykłych warunkach są one niedostępne, czyli ludziom niewidomym i słabowidzącym. Brzmi to dość prosto, ale czy na pewno takie jest?
POCZĄTKI AUDIODESKRYPCJI
Jako rok narodzin audiodeskrypcji przyjmuje się rok 1981. W tym właśnie roku, po raz pierwszy, niewidoma amerykanka Margaret Pfanstiehl, wraz ze swym mężem Cody’m, opracowała, a następnie zastosowała w waszyngtońskim teatrze Arena Stage system narracji opisowej. Wykorzystali dla potrzeb swojego projektu funkcjonujący w Arena Stage, system słuchawek, przygotowany dla osób niedosłyszących. W tym samym roku małżeństwo to założyło organizację o nazwie Audio Description Service, której zadaniem było promowanie narracji opisowej w całej Ameryce. Pod koniec lat osiemdziesiątych już w pięćdziesięciu amerykańskich teatrach wystawiano sztuki z audiodeskrypcją. W krótkim czasie nowa technika pokonała ocean i dotarła do Wielkiej Brytanii, do małego teatru „Roobin Hood” w Averham. Aktualnie, ponad siedemdziesiąt placówek kulturalnych na wyspach brytyjskich ma do zaoferowania w swoich repertuarach programy z audiodeskrypcją. Nowa technika, dostrzeżona i doceniona, zaczęła być propagowana w całej Europie. Obecnie gości już w Austrii, Niemczech, Francji, Włoszech, Portugalii, Hiszpanii, Belgii, Holandii, Czechach, Finlandii, Szwecji, Litwie i od dwóch lat także w Polsce. Ciągle wzrastający popyt na narrację opisową sprawił, iż zaczęto ją stosować także poza teatrem. Obecnie audiodeskrypcja funkcjonuje również w kinematografii, muzeach, Internecie oraz widowiskach sportowych.
[fot. Donna Smillie, Zdjęcie przedstawia budynek RNIB. Podpis: RNIB już w 1994 r. wydawał filmy z audio deskrypcją na kasetach wideo]
Kinową narrację opisową zapoczątkował ośrodek kulturalny Chapter Arts Centre w Cardiff. Brytyjczycy, a dokładnie RNIB, czyli tamtejszy związek niewidomych, wydał w 1994 roku pierwsze kasety video, a później DVD z audiodeskrypcją. Obecnie takie DVD dostępne są w USA, Kanadzie, Francji, Anglii, Szwecji, Niemczech, Hiszpanii, Australii i od 2008 roku także w Polsce. Również instytucje prywatne dostrzegają potrzebę stosowania narracji opisowej. Osoby niewidome, wybierające się do Sztokholmu i zatrzymujące się w hotelu „Scandic Anglais”, mogą liczyć na dodatkową, nietypową usługę. Specjalnie wyszkoleni pracownicy hotelu przeprowadzają dla zainteresowanych audiodeskrypcję budynku, szczególną uwagę przykładając do wywieszonych w holu dzieł sztuki, będących chlubą tej instytucji. Także w Szwecji niektóre, cieszące się największą oglądalnością, wydarzenia sportowe są audiodeskrybowane. Przykładem niech będą finałowe rozgrywki Bandy, tradycyjnie odbywające się w Upsali.
POLSKI DOROBEK AUDIDESKRYPCYJNY
Bezapelacyjnie kolebką polskiej audiodeskrypcji jest Białystok. To właśnie w tym mieście, Tomasz Strzymiński wraz ze swoją przyjaciółką Barbarą Szymańską, także niewidomą, doprowadzili do powstania pierwszego w Polsce seansu kinowego z audiodeskrypcją. 27 listopada 2006 roku, w kinie „Pokój”, kilkadziesiąt osób niewidomych mogło po raz pierwszy „obejrzeć” film „Statyści” w reżyserii Michała Kwiecińskiego. Pomysłodawcy, widząc sukces przedsięwzięcia i reagując na zapotrzebowanie społeczne, poszli za ciosem i zwrócili się do Telewizji Polskiej ze swoim pomysłem. Efektem ich starań było pojawienie się 14 czerwca 2007 pierwszych trzynastu audiodeskrybowanych odcinków popularnego serialu „Ranczo”.
[fot. FIRR, Zdjęcie przestawia stronę www TVP, na której dostępne są audiodeskrybowane materiały. Podpis: TVP, jako pierwsza telewizja w Polsce, przygotowała audiodeskrybowane wersje swoich programów]
W chwili obecnej na stronie internetowej Telewizji Polskiej, ww.audiodeskrypcja.itvp.pl można znaleźć ponad sześćdziesiąt godzin audiodeskrybowanych programów i seriali, takich jak „Determinator” czy „Londyńczycy”. Jednak chyba największym sukcesem Tomasza Strzymińskiego i jego przyjaciółki było doprowadzenie do prezentacji audiodeskrybowanego filmu na największej tego typu imprezie filmowej w Polsce – XXXII Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. 17 września 2007 roku, w kompleksie kinowym Silver Screen, zaprezentowano „Świadka koronnego”. Było to pierwsze na świecie zastosowanie audiodeskrypcji w filmie długometrażowym prezentowanym na festiwalu filmowym. Rok później, na tym samym festiwalu przedstawiono już cztery produkcje z narracją opisową, w tym dwa filmy dla dzieci. Kolejnym sukcesem białostoczan było przekonanie producentów do wydania płyty DVD z audiodeskrypcją. Wybór padł na „Katyń” Andrzeja Wajdy, efektem czego było ukazanie się, 21 lutego 2008 roku, pierwszego w Polsce filmu na płyty DVD z audiodeskrypcją ,a także dodatkowo z głosowym opisem menu płyty.
Pomimo tego, że największe sukcesy polska audiodeskrypcja święci w kinematografii, Tomasz Strzymiński nie zapomniał o formie sztuki, która była pierwowzorem dla narracji opisowej. 14 listopada 2007 roku, w Białostockim Teatrze Lalek odbyła się premiera audiodeskrybowanego spektaklu dla dzieci pt. „Jest królik na księżycu”. W Białymstoku, tak jak dwadzieścia sześć lat wcześniej w Waszyngtonie, aby roztoczyć przed niewidomymi dziećmi nieznany im świat, wykorzystano system słuchawek dla osób niedosłyszących. Idea, jaką zaczął promować Tomasz Strzymiński, zaczyna powoli żyć własnym życiem. Ludzie kultury zaczynają zauważać, że osoba niewidoma czy słabowidząca jest takim samym odbiorcą, jak zdrowi ludzie. Najlepszym tego przykładem jest niezależna inicjatywa podjęta przez artystów Teatru Praskiego w Warszawie, którzy to 9 listopada 2008 roku wystawili audiodeskrybowaną sztukę Antoniego Czechowa „Niedźwiedź”. Została ona gorąco przyjęta przez warszawską, niewidomą publiczność.
Kolejnym ruchem Tomasza Strzymińskiego było założenie w listopadzie 2008 fundacji „Audiodeskrypcja”, której zadaniem ma być promowanie w naszym kraju narracji opisowej. Fundacja posiada swoją witrynę internetową pod adresem http://www.audiodeskrypcja.pl/, na której można znaleźć informację na temat aktualnych wydarzeń kulturalnych wzbogaconych o oprawę audiodeskrypcyjną oraz materiały wprowadzające w zagadnienie audiodeskrypcji, na przykład ogólne zasady jej tworzenia.

Audiodeskrypcja widziana z perspektywy głównego animatora
Z Tomaszem Strzymińskim rozmawia Piotr Witek
PW: Tomku, w Internecie znaleźć można wiele informacji na temat audiodeskrypcji i Twojego zaangażowania w sprawę, ale nigdzie nie ma ani słowa o tym, jak sam zainteresowałeś się tą ideą.
TS: To jest dość banalna kwestia. Po utracie wzroku, kilka lat spędziłem w domu, nie mając żadnego specjalnego zajęcia. Z nudów dzwoniłem do radia i w konkursach, organizowanych przez rozgłośnie, wygrywałem bilety do kina. W kinie wsłuchiwałem się w akcję i nie rzadko spotykał mnie zawód, gdy w kulminacyjnym momencie nie padało ani jedno słowo, co sprawiało, że nie mogłem zorientować się, co dzieje się na ekranie. Wtedy zły opuszczałem kino, nie mając pojęcia, jak zakończył się film. W 2005 roku, po którymś z kolejnych zawodów, podzieliłem się wrażeniami z moją koleżanką Basią Szymańską i to ona, jako pierwsza, wspomniała mi o audiodeskrypcji. Dalej było już z górki.
PW: Audiodeskrypcja to coś bardziej złożonego niż wynika z samej definicji?
TS: To zdecydowanie o wiele bardziej złożony proces. U jego podstaw leżą trzy zasady, sformułowane przez Joel’a Snyder’a, jednego z najbardziej aktywnych propagatorów audiodeskrypcji na świecie. Po pierwsze: opisz, co widzisz; po drugie: nie podawaj subiektywnej opinii o tym, co widzisz; po trzecie: nigdy nie opisuj znanych dźwięków, dialogu albo komentarza. Te trzy zasady wprowadza w życie deskryptor, który także musi mieć to „coś”, czyli cechować się umiejętnością świadomej i uważnej obserwacji. Sformułowania w narracji opisowej muszą być zwięzłe, precyzyjne i obiektywne a jednocześnie barwne i pobudzające wyobraźnię. Deskryptor musi mieć wyczucie, pozwalające mu na zawarcie tego wszystkiego, co chce przekazać, w kilku słowach i to w taki sposób, aby nie przeciążyć odbiorcy zbędną informacją.
PW: Muszę przyznać, że najbardziej zastanawia mnie, jak udało Ci się przekonać do swoich pomysłów tak sztywną instytucję, jaką jest TVP.
TS: W tej kwestii mieliśmy dużo szczęścia. Na premierowym pokazie filmu „Statyści” zjawiła się pani Izabela Kinsler, pracująca w TVP, w dziale przygotowującym materiały dla osób niesłyszących. Była pod dużym wrażeniem tego, co zrobiliśmy i obiecała spróbować zwrócić uwagę TVP na tę nową ideę. Pół roku później powstawały już pierwsze audiodyskrybowane odcinki „Rancza”.
[fot. FPFF, Zdjęcie przedstawia plakat Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Podpis: Organizatorzy Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni przychylili się do pomysłu Tomasza Strzymińskiego i pokaz audiodeskrybowanego filmu stał się integralną częścią Festiwalu]
PW: A skąd pomysł z Festiwalem?
TS: Zastanawiałem się nad najlepszą formą promocji i doszedłem do wniosku, że dla filmowej audiodeskrypcji nie znajdę lepszego miejsca niż największa kinematograficzna impreza w kraju, jaką jest Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Po prostu sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Zapytałem o formę promocji narracji opisowej, a oni odesłali mnie do organizatorów Festiwalu. W Gdyni spotkałem się z pełnym zrozumieniem i pozostało nam już tylko dopracować szczegóły techniczne.
PW: Z tego, co mówisz, wydaje się, że audiodeskrypcja w teatrze jest o wiele bardziej skomplikowana.
TS: Teatr sam w sobie jest bardziej dynamiczny. Sztuki żyją własnym życiem i nie ma dwóch takich samych przedstawień. Czasem aktor nieumyślnie zmieni jakiś gest, co wywoła zmianę kontekstu danej sceny. Deskryptor musi umieć na to zareagować. W teatrze, tak jak w filmie, nie wystarczy raz obejrzeć przedstawienie i później przygotować idealny skrypt, którym bez obaw może się posłużyć deskryptor. Dzięki wcześniejszym kontaktom Basi Szymańskiej udało nam się zwerbować do współpracy Dariusza Jakubaszka. Darek sam jest aktorem kilku teatrów i dzięki temu doskonale wyczuwa atmosferę, zarówno na scenie, jak i na widowni. Audiodeskrypcja w jego wykonaniu jest bardzo sugestywna, o czym mogły się przekonać niewidome dzieci, oglądające przedstawienie „Jest królik na księżycu”.
[fot. Pavel Losevsky, Zdjęcie przedstawia scenę teatralną z dekoracjami do spektaklu dla dzieci. Podpis: Audiodeskrypcja w teatrze, ze względu na specyfikę sztuki teatralnej, jest znacznie bardziej skomplikowana niż w przypadku kina lub filmu na nośniku DVD]
PW: A jak wygląda strona techniczna audiodeskrypcji?
TS: W Polsce, zarówno w kinach, jak i w teatrze, stosowaliśmy dotychczas audiodeskrypcję na żywo. Lektor, korzystając ze specjalnego skryptu, deskrybował widowisko, a osoby niewidome mogły słuchać komentarza dzięki bezprzewodowym zestawom słuchawkowym. Seriale przygotowane przez TVP posiadają audiodeskrypcję nagraną razem ze ścieżką dźwiękową. Nie były emitowane w telewizji. Można je bezpłatnie pobrać ze strony internetowej audiodeskrypcja.itvp.pl. Na świecie, np. w Niemczech, rozwiązano tę kwestię nieco inaczej. Widzowie telewizji cyfrowych mogą sobie włączyć specjalny, dodatkowy kanał audio, na którym, równolegle z danym filmem, odtwarzana jest ścieżka audiodeskrypcyjna. W telewizjach kablowych, dodatkowy sygnał przesyłany jest na prawy kanał audio. Odbiornik telewizyjny otrzymuje od dostawcy sygnał o dodatkowej usłudze i widz może wybrać równoczesne odtwarzanie ścieżki filmowe i audiodeskrypcji. Płyty DVD posiadają w menu dodatkową opcję, którą można włączyć w razie potrzeby.
PW: Czy po wydaniu „Katynia”, planowane są kolejne produkcje na DVD dostępne dla niewidomych?
TS: Już są takie pozycje. Niedawno audiodeskrybcji doczekały się filmy „Dziś w Nocy Umrze Miasto” i „Miasto Nieujarzmione”. Liczymy na więcej. My przetarliśmy szlak. Pokazaliśmy producentom, że istnieje takie zapotrzebowanie społeczne. Samą audiodeskrypcję udało nam się przygotować bardzo szybko. Od chwili otrzymania filmu do zakończenia projektu zajęło nam to dwa tygodnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Wielkiej Brytanii, co roku pojawia się czternaście nowych DVD z audiodeskrypcją, nasze tempo było błyskawiczne.
Problemem jest tylko promowanie samego pomysłu. Producenci są przychylni, nie mają jednak na to czasu. Musi więc być ktoś taki jak ja, kto będzie ciągle wszędzie wydzwaniał, przypominał i starał się pilnować terminów. My, niestety, nie możemy zrobić wszystkiego. Pokazaliśmy, że to jest do zrobienia i czekamy teraz na ludzi, którzy podejmą nasze działania, korzystając z naszych kontaktów i doświadczeń.
PW: Było już kino, teatr i film na DVD. Czym teraz nas zaskoczysz?
TS: Ostatnio Basia Szymańska zainspirowała nas pomysłem, aby zwrócić się w stronę tych najbardziej niedostępnych dla niewidomych dziedzin sztuki. Najtrudniejsze w odbiorze jest bez wątpienia malarstwo. W tym przypadku narracja opisowa także stanowi ogromne wyzwanie. Audiodeskryptor, oprócz przymiotów wymaganych dla dobrego lektora, musi posiadać dużą wiedzę z zakresu samego malarstwa, jego stylów i historii sztuki. Przy tych nowych pomysłach, współpracujemy z historykiem sztuki, Martą Golik-Gryglas z Krakowa. Mam więc nadzieję, że naszym kolejnym osiągnięciem będzie umożliwienie osobom z dysfunkcją wzroku korzystania z galerii i muzeów w Polsce.
PW: Czy audiodeskrypcja jest w jakiś sposób uregulowana prawnie?
TS: Oczywiście. W Wielkiej Brytanii, już w 1996 roku w ustawie o radiofonii i telewizji uwzględniono przepisy, dotyczące wprowadzenia audiodeskrypcji do naziemnej telewizji. Docelowo w Wielkiej Brytanii, audiodeskrybowane programy mają stanowić 10% całego czasu antenowego. W końcu i Unia Europejska w 2007 roku uregulowała tę kwestię dyrektywą Parlamentu Europejskiego 2007/65/WE. Poprawka 65(64), dotycząca praw osób niepełnosprawnych i osób starszych do integracji i uczestnictwa w życiu społecznym i kulturalnym, zachęca telewizję do stosowania audiodeskrypcji. My także doprowadziliśmy już do pierwszych konsultacji poprawek do odpowiednich ustaw w polskim prawie. Między innymi z tego powodu, wraz z Basią Szymańską i jej siostrą Anetą Szymańską, założyliśmy fundację „Audiodeskrypcja”.
[fot. FIRR, Zdjęcie przedstawia stronę www Fundacji Audiodeskrypcja. Podpis: Strona Fundacji „Audiodeskrypcja]
PW: Jak udaje ci się to wszystko pogodzić? Wiem że za swoje lokalne działania w Białymstoku otrzymałeś już między innymi „Złote Klucze” Kuriera Porannego, „Nike” Stowarzyszenia na Rzecz Twórców Niepełnosprawnych. Jesteś laureatem „Przystanku Młodzi” Gazety Wyborczej.
TS: Z pogodzeniem wszystkich obowiązków mam największy kłopot. Moje wcześniejsze inicjatywy zostały zdominowane przez audiodeskrypcję. Ciągle mam jeszcze kilka pomysłów na jej zastosowanie i tylko brak czasu nie pozwala mi się nimi zająć. Mam nadzieję, że praca fundacji „Audiodeskrypcja” pozwoli mi wycofać się z pierwszej linii na pozycję koordynatora działań. Obecnie potrzebujemy więcej osób skłonnych zająć się promowaniem audiodeskrypcji w całym kraju. Naszym marzeniem jest doprowadzenie do sytuacji, w której w każdym mieście będzie chociaż jedna osoba mogąca deskrybować widowiska kulturalne. Fundacja ma za zadanie informować, szkolić i pomagać zrobić pierwszy krok w tym kierunku. Chcemy także zmieniać świadomość dyrektorów i właścicieli placówek kulturalnych tak, by chętniej skłaniali się ku narracji opisowej.
PW: Rozmawialiśmy o Twoich osiągnięciach, planach. Na koniec naszej rozmowy powiedz, jakie masz oczekiwania względem audiodeskrypcji i jej odbiorców.
TS: Chciałbym, aby audiodeskrypcja na stałe zagościła w naszej telewizji, kinach i teatrach, by była obecna w muzeach, galeriach i w trakcie widowisk sportowych. Moim marzeniem jest, aby osoba niewidoma, idąc do kina, mogła przy sprawdzaniu biletu zgłosić chęć skorzystania z audiodeskrypcji, a w odpowiedzi otrzymała słuchawkę, która pozwoli jej pełniej odbierać widowisko. Chciałbym, aby większość produkcji na DVD była deskrybowana. Będę zabiegał o to, by audiodeskrypcja była serwisem normalnym, a nie, jak jest teraz często przedstawiana, wydarzeniem specjalnym. Zależy mi na pełnej integracji osób niepełnosprawnych z osobami pełnosprawnymi w placówkach kulturalnych. Interesuje mnie podejście indywidualne do człowieka niepełnosprawnego. Tłumaczę dyrektorom kin, teatrów, aby nie patrzyli na frekwencję na filmie czy spektaklu, gdyż tak jak osoby widzące mają wybór, gdzie będą obcować z kulturą, tak i osoby niewidzące powinny mieć taki komfort. Pragnę, aby ludzie niewidomi sami zaczęli zgłaszać w kinach i teatrach chęć uczestniczenia w życiu kulturalnym, dzięki czemu te, bądź co bądź marzenia, będą miały szansę na realizację.

*Piotr Witek urodził się w 1979 roku, wzrok stracił mając piętnaście lat. Z wykształcenia i zamiłowania jest masażystą i terapeutą manualnym. Obecnie pracuje w firmie teleinformatycznej, łącząc swoją drugą pasję – komputery z pracą zarobkową. Po utracie wzroku, nie chcąc zaakceptować własnych, fizycznych ograniczeń, nieustannie wyszukuje i promuje w środowisku osób niewidomych nowatorskie rozwiązania technologiczne mogące usprawnić funkcjonowanie w społeczeństwie osób z dysfunkcją wzroku.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top