[fot. Leigh Prather, Zdjęcie przedstawia klucz wiolinowy]

W kolejnych numerach Tyfloświata chciałbym pokazać miejsca, które warto odwiedzić. Miejsca, gdzie zgromadzono setki i tysiące obiektów związanych z edukacja i kulturą niewidomych. Miejsca, gdzie my, ludzie przyzwyczajeni do nowoczesnych technologii ciągle możemy się wiele nauczyć. Zapraszam do europejskich muzeów tyflologicznych, gdzie czas się zatrzymał. Z setek i tysięcy wartościowych eksponatów, by zachęcić do osobistych odwiedzin i studiów, postaram się pokazać Państwu najbardziej, moim zdaniem, interesujące obiekty. Dziś Berlin – Deutsches Blinden-Museum.
W roku 1891 założony został Królewski Zakład dla Niewidomych w Stieglitz (aktualnie dzielnica Berlina). Już 15 lat później, w 1906 roku otwarto obiekt o powierzchni 250 m2, przeznaczony na muzeum. Od 1939 roku nosi on nazwę Muzeum Niewidomych. Podczas bombardowań w 1943 i 1944 oraz wiosennych walk o miasto budynek doznał znacznych uszkodzeń, wskutek czego w roku 1945 muzeum zostało zamknięte, a zbiory przeniesiono na strychy i do pomieszczeń piwnicznych. Od tego też roku kolekcja zaczęła ubożeć, zarówno w wyniku niewłaściwego przechowywania eksponatów, jak i kradzieży.
Z okazji 150-lecia edukacji niewidomych w Niemczech, w roku 1956 zorganizowano na terenie szkoły dla niewidomych wystawę, która to funkcjonowała do 1971 roku. Ponowne jej uruchomienie nastąpiło w 1983 roku. Na Muzeum przeznaczono jedno z pięter budynku, znajdującego się obok szkoły dla niewidomych, gdzie funkcjonuje ono do dzisiaj.
Kiedy, mając świadomość ogromnej ilości zbiorów, jakie tu kiedyś przechowywano, wchodzimy po trzeszczących schodach na drugie piętro urokliwego budyneczku, spotyka nas rozczarowanie. Kilka sal o charakterze wystawienniczo-edukacyjnym z gablotami i witrynami, zawierającymi około 100 eksponatów zarówno związanych z współczesną edukacją niewidomych, jak i z tą sprzed 100 i 200 lat. Pozory jednak mogą mylić!!! Eksponatów faktycznie, w porównaniu z innymi tego typu obiektami, jest niewiele, co jest być może związane z niewielką przestrzenią wystawienniczą, ale za to JAKIE!

[fot. Marek Jakubowski, Zdjęcie przedstawia fragment ulicy z masywnym budynkiem w tle, podpis: Berlin. Rothenburgstrasse. Szkoła dla niewidomych i fragment budynku muzealnego]

PIERWSZE POMOCE DYDAKTYCZNE
Skupmy się na kilku z nich, choć i pozostałe warte są zobaczenia. W jednej z gablot uwagę przykuwa szary, gruby, zginany wpół arkusz kartonu formatu około A3, na którym znajdują się wypukłe litery alfabetu, cyfry oraz rysunek geometryczny wraz z literowymi opisami. Kiedy bierzemy eksponat do ręki i dokładnie mu się przyglądamy, widzimy, że wszystkie znaki oraz elementy grafiki dotykowej wykonano z czarnego miękkiego drutu grubości ok. 1 milimetra, pociętego na potrzebnej długości odcinki i zagiętego w celu zmocowania kartonu od spodu. Toporna, powiedzielibyśmy dzisiaj, pomoc dydaktyczna przetrwała prawie 240 lat, a wybrudzony i miejscami uszkodzony karton świadczy o tym, iż była w trakcie wieków permanentnie używana! Autorem jest nauczyciel Christian Niesen, który wykonał ją dla niewidomego ucznia Rudolfa von Weiszenburga w roku 1773. Podziwiając pomysłowość niemieckiego pedagoga, nie mogę się oprzeć prześladującemu mnie „obrazkowi” pewnej współczesnej nauczycielki rozpaczającej, że nie ma żadnych pomocy dydaktycznych, więc jak ma uczyć niewidome dzieci.
Dla tych, którym nieobce są inne niż brajlowski systemy zapisu, niewątpliwą ciekawostką będzie możliwość obejrzenia w tutejszym muzeum autentycznego, reliefowego wzornika do liter płaskich, stosowanych w piśmie Hebolda. Niemiecki tyflopedagog, Ernst Hebold opracował i postarał się o wdrożenie w 1859 roku swojej koncepcji sposobu komunikacji niewidomych z widzącymi. Opracował litery i cyfry druku płaskiego o specyficznym kształcie, łatwe do zapisywania w specjalnych tabliczkach. Młodzi tyflopedagodzy będą zapewne zaskoczeni, iż jeszcze w latach 60-tych i 70-tych zeszłego stulecia w całej Europie, również w Polsce, dość powszechnie nauczano tegoż systemu komunikowania się.

[fot. Marek Jakubowski, Zdjęcie przedstawia arkusze zapełnione literami utworzonymi z giętego drutu, podpis: Alfabet dotykowy Christiana Niesena – awers]

Muzeum berlińskie posiada również wydany przez innego niemieckiego tyflopedagoga, Ernesta Kulla, wytłoczony w grubym papierze, wzornik kształtów liter pisma Hebolda. Doskonale zachowana cieniutka, kilkukartkowa broszurka zawiera reliefowe, dostępne dotykowo kształty niemieckich liter i cyfr alfabetu łacińskiego. O ile podobne „wzorniki” autorstwa Ernesta Kulla można znaleźć w kilku innych muzeach tyflologiczych, o tyle egzemplarz berliński jest niewątpliwie egzemplarzem pochodzącym z pierwszego wydania wzornika.

EKSPONATY BIBLIOTECZNE
Muzeum berlińskie, wśród kilkunastu bardzo wiekowych pozycji książkowych, wydawanych zarówno w piśmie brajla, jak i w innych systemach zapisu i tłoczenia z okresu przedbrajlowskiego, posiada wielkiej klasy zabytek – podręcznik do geografii opracowany i wydany w 1836 roku przez znamienitego niemieckiego tyflopedagoga i założyciela pierwszej szkoły dla niewidomych w Niemczech – Augusta Zeune ( 1778 – 1853).
Biorąc do ręki ciężki, oprawiony w sztywne okładki tom nie można się oprzeć odruchowi zamknięcia oczu i położenia swoich palców na igiełkowych literach, wykonanych w technologii opracowanej przez wiedeńczyka – Wilhelma Kleina. Pismo Kleina zwane jest w Niemczech drukiem „cierniowym”. Nazwa ta chyba najlepiej oddaje istotę tego pisma, bowiem w tym systemie znaki były tłoczone, a właściwie wykłuwane przy pomocy specjalnej czcionki, gdzie kształt liter i cyfr tworzono nie poprzez kontur liniowy, ale przez szereg pojedynczych igieł. Pomijając emocje, jakie budzi wiekowa książka, jest jeszcze coś, co sprawia, że jest to pozycja szczególna: pismo cierniowe nie było nigdy drukowane dwustronnie, a, dbający o wygodę niewidomego użytkownika, wydawca skleił wszystkie arkusze pustymi stronami „do siebie”. Udało się dzięki temu uzyskać druk czytelny po dwóch stronach każdego podwójnego, dodatkowo wzmocnionego arkusza.

BIAŁY KRUK
W podtytule artykułu umieściłem zwrot „Skarb z berlińskiego muzeum”. W zasadzie każdy z opisywanych przedmiotów zasługuje na to miano, ale jest w tym Muzeum obiekt szczególny. Właściwie warto przyjechać tutaj choćby tylko po to, żeby go zobaczyć. Jest to, według mojej wiedzy, najstarsza na świecie książka wykonana dla niewidomych.

[fot. Marek Jakubowski, Zdjęcie przedstawia tył arkusza zapełnionego literami utworzonymi z giętego drutu, podpis: Alfabet dotykowy Christiana Niesena – rewers]

Od lat fascynuję się starymi książkami dla niewidomych – zarówno tymi wydawanymi w piśmie brajla, jak i tymi z okresu przedbrajlowskiego. Przerzucając sfatygowane kartki przeszło dwustuletnich, zawsze specyficznie pachnących ksiąg można przenieść się w miejsca związane z trudem nauki i pracą niewidomych nad zdobywaniem wiedzy – do dawnych „zakładów dla ciemnych”.
Literatura tyflologiczna z przełomu XVIII i XIX stulecia wspomina o istniejącej podobno książce dla niewidomych, wykonanej gdzieś w Niderlandach w XVII wieku przy zastosowaniu specyficznych, ręcznie wycinanych symboli czytelnych dotykowo. Żaden z tyflopedagogów, pracujących nad sposobami zapisu dla niewidomych w okresie przedbrajlowskim, nie opisuje jej jednak dokładnie. Ba, wspominając o niej, sugeruje się, iż istnienie tej księgi może być tylko i wyłącznie legendą ze względu na dość dużą liczbę mitów, jakie związane są z jej powstawaniem. Podobno miała być wykonana z jakichś magicznych materiałów, a jej powstanie związane było z jednym z płonących wtedy jeszcze w Europie stosów!
Od wielu lat, dopytując w przeróżnych miejscach Europy o tę księgę (przyznam, że zawsze w kategorii legendy), spotykałem się albo z zupełnym brakiem wiedzy na jej temat, albo tylko z informacjami, jakie znałem z przekazów autorów austriackich i niemieckich.
Żadne z przepastnych magazynów i depozytoriów muzealnych przy europejskich muzeach tyflologicznych, przechowujących nieeksponowane, w większości wypadków nawet nieskatalogowane i nieopisane obiekty, nie kryło w swoich zbiorach nawet kartki z tej księgi. Żadne, poza berlińskim!

[fot. Marek Jakubowski, Zdjęcie predstawia podręcznik do geografii, wykonany przez Augusta Zeune, podpis: August Zeune – podręcznik do geografii z 1836 roku]

Studiując różnego rodzaju sposoby i technologie wykonywania map dla niewidomych oraz tłoczenia książek pismem „cierniowym”, trafiłem tutaj na, odłożony przeze mnie z razu na bok, dużej grubości tom. Może nie przyciągnąłby tak bardzo mojej uwagi, gdyby nie specyficzny dla starych ksiąg, ale w tym przypadku jakby szczególnie intensywny zapach. Otworzyłem ciężką księgę mniej więcej w połowie jej grubości i w oczy uderzyły mnie dziesiątki mniej lub bardziej barwnych, nieprzypominających niczego znanego mi kształtów, nalepionych równymi rzędami na obu stronicach.
Przerzucając bardzo dobrze zachowane i solidnie zszyte arkusze, widziałem przed sobą czyjś ogromny wkład pracy w coś, czego absolutnie nie rozumiałem! Na arkuszach zachowały się wyraźne ślady liniatury, na których precyzyjnie nalepiane były rzędy znaczków.
W pierwszej chwili, mieszczące się w obszarze kwadratu o boku długości centymetra, skojarzyły mi się z drzewami o różnych koronach. Powoli przerzucałem ciężkie arkusze, podziwiając umieszczoną na każdym z nich regularną gęstwinę dziwnych znaków, jednoznacznie odznaczających się swoją gładkością i kruchością od lekkiej szorstkości, stanowiących podłoże, arkuszy bardzo grubego papieru. Kiedy dobrnąłem do ostatniej strony, znalazłem u dołu napis „Finis”, wycięty precyzyjnie z tego samego materiału, co wszystkie znaki, ale sporządzony z wykorzystaniem liter dla widzących… Zamykałem i otwierałem ciężki inkunabuł, lecz, z racji tego, że książka nie zawierała, oprócz napisu końcowego, żadnych oznaczeń, wciąż nie miałem pojęcia, czym właściwie jest.
Kiedy opukiwałem twardą, sztywną i bardzo grubą okładkę, nagle, jak w najlepszym filmie przygodowym, z cichym szelestem odkleiła się od niej pierwsza niezauważona przeze mnie kartka. Wycięte z takiego samego materiału, co napis „Finis”, litery alfabetu łacińskiego układały się w ciąg: DE, CL, PSALMEN. DAVIDS. Poniżej znajdował się tekst: Geheel op Noten uitgevonden door ANTHONY van RAAY. Organist te ARNHEM. 1736.
Niedowierzałem własnym oczom, ale najprawdopodobniej trzymałem w ręku książkę, o której pisali XVIII-wieczni tyflolodzy – najstarszą książkę przeznaczoną dla niewidomych na świecie!
Powyginane brzegi arkuszy starej księgi śniły mi się w pociągu, kiedy wracałem z aparatem pełnym fotografii poszczególnych kart. Jeszcze w nocy, wydrukowane w skali 1:1, fotokopie arkuszy zawisły na wszystkich dostępnych mi ścianach, a powiększenia ich elementów migały na monitorach komputerów. Oglądałem prawie 280-letnie stronice księgi i ciągle nie mogłem zrozumieć idei zastosowanego systemu zapisu… Jeśli to tekst, a tak podpowiada myślenie stereotypowe, to znaków na oznaczenie liter alfabetu łacińskiego jest zdecydowanie zbyt mało! Ogromny widoczny wkład pracy twórcy nie pozostawia wątpliwości, iż nie jest to zabawka, ale książka niosąca jakieś treści… Szyfr „drzewkowych” znaków nie dawał się złamać! Dopiero leżący na stole wydruk tytułowej strony ze słowem „organista” zasugerowała odpowiedź – a może to… nuty?
Pani Zuzanna Skibińska – Talukder muzyk i akustyk z Tyflolaboratorium Dźwięku, zajmującego się nagraniami przestrzeni i pocztówek dźwiękowych dla osób z dysfunkcjami wzroku nie była chyba zadowolona z rannego telefonu i potężnej paczki fotografii w skrzynce mailowej oraz prośby o pomoc w rozszyfrowaniu dziwnych znaczków. Wieczorem miałem potwierdzenie – „Panie Marku to są nuty! To jest zapis nutowy najpewniej właśnie tytułowych psalmów Dawida!” Kilka dni później znalazłem w mojej skrzynce mailowej plik dźwiękowy z melodią odtworzoną z rozszyfrowanego właśnie zapisu pierwszych kart księgi Organisty z Arnhem.
Zapraszamy do pobrania tego pliku ze strony internetowej Tyfloświata, Tyflolaboratorium Dźwięku lub Studia Tyflografiki. Posłuchajmy tego, co prawie 300 lat temu zapisał, myślący o potrzebach niewidomych, Organista z Arnhem.
Prowadzimy właśnie szczegółowe prace studyjne nad Księgą z Arnhem, nad barwną postacią jej autora oraz odszyfrowaniem wszystkich stron zapisu nutowego, uwiecznionego w jedynej w swoim rodzaju tyflograficznej notacji dla niewidomych.
A na zakończenie ciekawostka. Co z legendą o materiale, z jakiego były wykonywane reliefowe elementy księgi? Co z jego magicznymi właściwościami? Hm. Największą magią zapewne jest to, że księga istnieje i świadczy o tym że próbowano na różne sposoby pomagać niewidomym. A same znaki? Zostały wycięte z kart. Z kart, tzw. marsylskiego tarota, który podobno szczególnie upodobały sobie CZAROWNICE!

*Autor jest tyflopedagogiem w Ośrodku dla Niewidomych w Owińskach, twórcą polskiej czcionki brajlowskiej Poland Braille Fonts, autorem technologii wykonywania tyflografik oraz map i planów wypukłych. Zajmuje się przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku. Prowadzi Studio Tyflografiki. Jest wydawcą reliefowych publikacji książkowych oraz planów i map dla niewidomych. Laureat Medalu KEN, nagród MEN, i Ministra Infrastruktury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kartografii. Odznaczony srebrną odznaką PZN. Kawaler Orderu Uśmiechu. Bierze udział w projektach tyfloedukacyjnych dla niewidomych na Kaukazie.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top