Podczas ubiegłorocznej edycji konferencji Reha for the Blind in Poland, a raczej podczas towarzyszącej temu wydarzeniu wystawie sprzętu, szczególną uwagę zwracałem na sprzęt dla słabowidzących. Wśród ogromu rozwiązań oferowanych przez wystawców trudno było mi zorientować się, co naprawdę jest wartą głębszego zainteresowania nowością, a co jedynie gadżetem, więc postanowiłem skupić się na dobrze mi znanych powiększalnikach.
Grafika ozdobna – lupa, autor: Shutterstock.com
Grafika ozdobna – lupa, autor: shutterstock.com
VisioBook
fot. VisioBook, autor: BAUM Retec AG
Od czasów, gdy rozpoczynałem pracę z nimi, sporo się zmieniło. Przede wszystkim jedynym oferowanym monitorem do wszystkich tego typu urządzeń jest monitor ciekłokrystaliczny. Wiele przedstawianych rozwiązań nie wzbudzało mojego zachwytu, gdyż wyglądały, na pierwszy rzut oka, jak zestaw składający się z jak największego monitora i stojącej obok kamery na własnym statywie. Urządzenia tego typu nie były wyposażone w ruchomy stolik X/Y. Te wszystkie rozwiązania sprawiały, że powiększalniki wydawały się mało ergonomiczne. Jedyna funkcja, jaka była dla mnie zupełną nowinką, to podawanie na monitorze podczas zmiany powiększenia jego wartości w postaci wyświetlanych cyfr, które pojawiają się zaraz, gdy zaczynamy manipulować pokrętłem regulacji powiększenia. Wszystkich nazw tych urządzeń nie jestem w stanie sobie przypomnieć, bo i nie wiem czy warto. Wydawało się, że tak naprawdę nic nowego i istotnego nie pojawiło się w dziedzinie powiększalników. I trwałbym w tym przekonaniu, gdybym nie zapoznał się z dwoma pozornie podobnymi do istniejących już wcześniej, ale jednak odmiennymi, czyli można powiedzieć nowatorskimi rozwiązaniami. Są nimi przenośny powiększalnik VisioBook firmy Baum oraz mówiący powiększalnik Orabis firmy KOBA Vision. Postaram się je przybliżyć i przedstawić na czym moim zdaniem polega nowatorstwo tych rozwiązań.

Przenośny powiększalnik

Obecnie praktycznie każde urządzenie elektroniczne jest przenośne. Kwestia tylko w tym, ile się trzeba nadźwigać, aby je przenieść i czy nadaje się do użytku natychmiast, czy należy poświęcić kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt minut, aby podłączyć kable zasilające oraz wszystkie niezbędne elementy. Rozumując w ten sposób, uznać trzeba, że większość stacjonarnych komputerów można przecież przenieść z pokoju do pokoju czy z jednego budynku do drugiego. I być może już po kilku minutach, jeśli nie pomylimy kabla od myszki z tym od klawiatury, co mnie zdarzało się często, i wykonamy kolejny kurs po monitor, będziemy mogli rozpocząć pracę. W ten sposób większość powiększalników można przecież przenieść i uznać za urządzenia przenośne. Trudno jednak mówić tutaj o pełnej wygodzie. Oczywiście każdy, kto próbował z różnych konieczności życiowych przenosić komputer stacjonarny, nazwie żartem stwierdzenie, że jest to urządzenie w pełni przenośne. Z pewnością dopiero w pełni przenośnymi nazwiemy laptopy, netbooki i inne bardzo zwarte, natychmiast gotowe do pracy konstrukcje. Podobnie jest z powiększalnikami. Jeśli zajdzie konieczność zmiany miejsca użytkowania, to oczywiście pewnym nakładem pracy urządzenie można przenieść. Z pewnością nie czyni go to jednak mobilnym. Funkcję taką spełniają różnego typu lupy elektroniczne. Niewielkie rozmiary umożliwiają swobodne ich przenoszenie i to nawet w kieszeni. Nie mają one jednak pełnej funkcjonalności powiększalników, szczególnie z powodu niewielkiej, z reguły zerowej, odległości roboczej między oglądanym obiektem a obiektywem kamerki. Wykonywanie drobnych prac za ich pomocą, a nawet złożenie podpisu na dokumencie bywa bardzo trudne.
VISIO Book
fot. VisioBook, autor: BAUM Retec AG
Być może pierwszym, w pełni przenośnym powiększalnikiem był MyReader, o którym pisałem w Tyfloświecie nr 2 (2) 2008. Dawał się on w dość łatwy sposób złożyć, lecz jedynie do rozmiarów sporej walizki. Konstrukcja była nawet wyposażona w rączkę do przenoszenia. Jednak spora waga urządzenia czyniła go mimo wszystko urządzeniem raczej łatwym w transporcie, aniżeli w pełni przenośnym, nadającym się do mobilnego użytkowania.
VISIO Book
fot. VisioBook, autor: BAUM Retec AG
Lekki, ważący zaledwie 3,6 kg powiększalnik VisioBook w bardzo łatwy sposób składa się do wielkości laptopa. Można go wiec przenosić w naramiennej torbie. Złożona konstrukcja zapewnia ochronę monitorowi o przekątnej 12,5 cala (32 cm) praktycznie w identyczny sposób, jak to się dzieje w laptopach. Kolorowy monitor wykonany w technologii TFT, z podświetleniem LED, o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli/60 Hz, wyświetlający obraz w formacie 16:9 jest całkowicie bezpieczny w trakcie przenoszenia urządzenia. Po bardzo łatwym rozłożeniu, uzyskujemy stojący na statywie monitor, który można ustawić pod wygodnym dla czytającego kątem. Kamera patrzy, choć nie tylko, o czym szerzej za chwile, na stoliczek, będący podstawą statywu. Odległość robocza, czyli odległość kamery do stolika to 27 centymetrów. Zapewnia ona nie tylko możliwość sprawnego manipulowania pod kamerą długopisem, np. w czasie wypełniania formularzy czy składania podpisu, ale i możliwość oglądania niewielkich przedmiotów. Niestety stoliczek, na który kładziemy czytany dokument, nie jest ruchomym stolikiem X/Y, umożliwiającym płynne przesuwanie dokumentu pod kamerą. Konieczność ręcznego przemieszczania czytanego dokumentu to jedna z wad tego urządzenia, ale wynika ona z wymogu zachowania prostej konstrukcji i niewielkich gabarytów urządzenia. Gdy okazuje się, w jaki sposób zamontowana jest, zastosowana w powiększalniku, wysokiej jakości kolorowa kamera HD, ta akurat niedogodność staje się mało istotna. Otóż w VisioBook istnieją cztery możliwości ustawienia kamery: prosto w dół, w dół pod kątem, w dal i pozycja lustra. Dwie pierwsze pozycje służą, jak w innych powiększalnikach, do oglądania drobnych przedmiotów oraz czytania dokumentów. Interesująca jest pozycja lustra, dzięki której osoba słabowidząca może, wykorzystując wszelkie zalety elektronicznego obrazu, obejrzeć siebie niczym w lustrze. Najciekawsza jednak jest możliwość patrzenia w dal. Działający w urządzeniu autofocus podczas testów wyostrzał obraz nawet na odległych przedmiotach. Funkcja patrzenia w dal pojawiała się już w kilku wcześniejszych modelach powiększalników stacjonarnych, ale przecież rozstawienie stanowiska pracy, jak to już wcześniej zauważyłem np. w sali wykładowej byłoby z pewnością uciążliwe. Również w wielu lupach elektronicznych istnieje możliwość oglądania przedmiotów w oddali. Te urządzenia należy jednak trzymać w ręce, wycelowanie w odpowiednie miejsce na tablicy, co sprawia, że jedną rękę mamy cały czas zajętą i nie możemy nią notować. Zważywszy na tę funkcję, VisioBook łączy w sobie przenośność lup elektronicznych i stabilność powiększalników stacjonarnych. Dodatkową jego zaletą jest łatwość przestawiania kamery z trybu bliży na dal, a przez to możliwość zmieniania oglądanych obrazów, dzięki czemu użytkownik czytający tekst, może szybko sprawdzić, co jest napisane np. na tablicy. Podczas patrzenia w dal istnieje konieczność nakierowania urządzenia na oglądany obiekt. Uzyskano taką możliwość dzięki temu, iż pod pulpitem na dokumenty, który jest jednocześnie podstawą całego statywu, znajduje się, w jego przedniej części, niewielka nóżka. Na tej wypukłości możemy obracać całość konstrukcji w poziomie w taki sposób, aby omieść całe pole widzenia.
VISIO Book
fot. Visio Book, autor: BAUM Retec AG
Powiększenia w Visio Book zmieniamy w zakresie od 1,9 do 30. Wyświetlany obraz może być w naturalnych kolorach, jak również w siedmiu schematach fałszywych kolorów: czarno-białym, czarnożółtym, czarno-niebieskim, czarno-zielonym, czarno-purpurowym, niebiesko-białym i niebiesko-żółtym oraz oczywiście w ich negatywach. Daje to naprawdę spore możliwości dostosowania oglądanego obrazu do różnych uszkodzeń wzroku. Powiększalnik jest wyposażony w porty: USB oraz wyjście Video HDMI, DVI.
Jako przystało na urządzenie przenośne, Visio Book ma własne zasilanie. Bateria litowo-jonowa, według zapewnień producenta, wystarczy na 5 godzin pracy. Urządzenie oczywiście posiada zewnętrzny zasilacz sieciowy. Podana już wcześniej waga urządzenia uwzględnia ciężar tego zasilacza, a jego wymiary po złożeniu: 34 x 31 x 5,4 cm, więc całość naprawdę można w łatwy sposób przenosić.
Wydaje się, że opisane tutaj urządzenie łączy w sobie zalety powiększalników stacjonarnych i przenośnych, stanowiąc, być może, nową linię rozwojową tego typu urządzeń. Być może Visio Book jest ofertą dla uczniów i studentów czy innych osób słabowidzących, dla których czytanie w różnych warunkach z łatwością przemieszczania się jest ważne. Jak się sprawdzi w działaniu i przyjmie na rynku czas pokaże.
MyReader
fot. MyReader, autor: HumanWare

Mówiący powiększalnik

Zupełnie odmienne od wcześniej przedstawionego urządzenia tendencje rozwojowe prezentuje powiększalnik Orabis. Stanowi on zupełnie nowe i unikatowe połączenie maszyny czytającej i wysokiej klasy powiększalnika w jednym urządzeniu. Jest to rozwiązanie nieco podobne do czytającego powiększalnika MYReader, który wczytywał obraz dokumentu, a następnie, po poddaniu go elektronicznej obróbce, wyświetlał w postaci jednej, przewijającej się linii czy kolumny tekstu, w zależności od tego, które rozwiązanie użytkownik uznał za odpowiadające jego potrzebom. Podobnie działa Orabis. Najpierw należy wczytać materiał, by po użyciu specjalnego przycisku, już po dwóch sekundach usłyszeć i zobaczyć na ekranie tekst czytanego dokumentu. Jak zapewnia producent, dzięki temu nowatorskiemu połączeniu funkcji nigdy nie zmęczymy wzroku podczas czytania. Wystarczy wybrać tekst, nacisnąć przycisk, a Orabis odczyta wszystko wyraźnym, naturalnym głosem. Oczywiście głośność, język oraz prędkość czytania są regulowane, a wśród 22 oferowanych języków jest również język polski. Ponadto, języki te oferowane są w 38 głosach, co zapewnia system syntezy mowy firmy Nuance Vocalizer. Zastosowane w urządzeniu oprogramowanie OCR rozpoznaje kolumny tekstu. Wygodzie użytkownika ma służyć zaznaczanie na ekranie właśnie odczytywanego wyrazu poprzez objęcie go czerwoną ramką, podobnie jak w programach powiększających (np. Lunar) czy systemach odczytu książek DAISY w pełnej wersji wraz z tekstem.
Dzięki możliwości odczytywania tekstu na głos, możliwe jest zmniejszenie powiększenia, co, jak zapewnia producent, pozwala na lepszy widok układu strony. Z pewnością jest to wielka zaleta, szczególnie w sytuacjach, gdy taka ocena widoku całej strony okazuje się być istotna dla użytkownika, a jego możliwości wzrokowe na to pozwalają. Przyjmując za pewnik deklarację producenta, wystarczy wybrać tekst i nacisnąć klawisz, żeby usłyszeć, co jest na ekranie. I tu niestety ujawnia się największa wada systemu Orabis. Mianowicie przeczytać głosem syntetyczym można tylko to, co jest właśnie widoczne na ekranie. Gdy użyjemy sporego powiększenia, a jest ono regulowane w zakresie od 2 do 20 razy, na ekranie będzie przecież widoczny mały fragment tekstu. Co więcej, może to być kilka linii powyżej i poniżej tego, co akurat jest w centrum ekranu. Linii, których widoczne są jedynie fragmenty, nie da się odczytać, więc nawet po wsparciu mową syntetyczną nijak nie będzie można uchwycić sensu takiego tekstu. Przywoływany już wcześniej powiększalnik MyReader wczytywał całą stronę dokumentu, poddawał ją obróbce oprogramowaniem OCR, a następnie wyświetlał w najdogodniejszej dla czytelnika postaci. Producenci Orabisa proponują w zamian zapamiętywanie ostatnio czytanego fragmentu i rozpoczęcie od tego miejsca po przesunięciu kartki. Jest to dość karkołomne i z pewnością mało precyzyjne rozwiązanie. Proszę sobie wyobrazić, jak wygląda wędrowanie z kartką po skanerze systemu lektorskiego. Z pewnością uzyskamy o wiele gorsze rezultaty w płynności czytania, niż podczas ręcznego przesuwania czytanego dokumentu na stoliczku X/Y pod kamerą zwykłego powiększalnika.
Orabis jest jednak również powiększalnikiem stacjonarnym w klasycznym tego słowa znaczeniu i oferuje nie tylko regulacje powiększenia czytanego tekstu, ale i możliwość wyświetlania obrazu w pełnym kolorze, w wersji czarno-białej, w kilku schematach fałszywych kolorów oraz w ich negatywach. Łącznie do dyspozycji mamy 28 trybów różnych kolorów, wyświetlanych na dużym 22-calowym ekranie panoramicznym.
W zamyśle konstruktorów, użytkownik Orabis’a nie będzie potrzebował osobnego powiększalnika i maszyny czytającej czy komputera ze skanerem. Wszystko jest zastąpione jednym, prostym w obsłudze, urządzeniem. Czyżby był to zwiastun systemów lektorskich dla słabowidzących? Niestety, moim zdaniem, nie jest to, jak twierdzi producent, nowy, rewolucyjny sposób czytania, choć może oznaczać , że z jego pomocą czytamy szybciej, więcej i bez ciągłego przesuwania tekstu, powodującego czasem zawroty głowy.

Zakończenie

W kilku miejscach tekstu odwoływałem się do funkcjonalności powiększalnika czytającego MyReader, pisząc o nim w trybie przeszłym. Niestety jest to prawda. To rozwiązanie nie jest już dostępne na rynku. I to jest chyba najboleśniejsza nowinka dziesiątej edycji konferencji Reha. Maleńki, przenośny VisioBook nie daje tak stabilnego obrazu jak MyReader. Powiększalnik Orabis z pewnością mówiłby zdecydowanie lepiej, gdyby wczytywał i poddawał wstępnej obróbce całą stronę tekstu przed jego wyświetleniem i wypowiedzeniem, tak jak czynił to MyReader. Z jakiegoś powodu, być może ze względu na wysoką cenę, MyReader zniknął z rynku. Jaki będzie los przedstawionych tu nowatorskich rozwiązań, przyszłość pokaże.
Orabis
fot. Orabis, autor: GW Micro
Na koniec należy wspomnieć również o cenach obu urządzeń u polskich dystrybutorów. Powiększalnik VisioBook w ofercie firmy E.C.E. kosztuje 16 000 PLN, natomiast Orabis, według cennika firmy Lumen, 14 400 PLN. Nowy system wspierania zakupu sprzętu dla osób niepełnosprawnych wzrokowo, jakim jest program „Aktywny Samorząd” nie przewiduje takich kwot, ani w ogóle możliwości zakupu tak szczególnego sprzętu jak powiększalnik, traktując tę klasę urządzeń jako sprzęt specjalistyczny, który może być dofinansowywany znacznie mniejszymi kwotami. Jest to jednak temat na zupełnie inny artykuł. Oby następny tekst o powiększalnikach nie musiał donosić, że urządzenia te w ogóle zniknęły z rynku, bo polscy słabowidzący przestali je kupować.
* Henryk Lubawy – samodzielny specjalista ds. sprzętu i oprogramowania wspomagającego osoby niepełnosprawne z uszkodzeniem narządu wzroku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top