Jednym z prężniej rozwijających się segmentów rynku IT jest rynek smartfonów. Produkcją inteligentnych telefonów zaczynają interesować się nie tylko gracze znani już od lat tacy jak Google, Apple, Samsung, HTC czy Sony, ale także firmy, które zazwyczaj działają w zupełnie innych branżach. Niejednokrotnie odnoszą one sukces, łącząc profesjonalizm w swojej dziedzinie, z tym co mogą zaoferować współczesne osiągnięcia mobilnej technologii. Wiele przykładów takich urządzeń można było podziwiać podczas tegorocznych targów IFA w Berlinie, gdzie np. firma Marshall, znana z produkcji sprzętu muzycznego, zaprezentowała swój pierwszy smartfon, Marshall London, dedykowany właśnie miłośnikom muzyki. Inną firmą, która jest już na tyle znana z własnych smartfonów i tabletów, że na IFA nie mogło jej zabraknąć, jest Huawei. Chińczycy na targach zaprezentowali swój nowy telefon Huawei Mate S z technologią Force Touch, pozwalającą na wykrywanie siły nacisku na ekran, oraz inteligentne zegarki. Kilka tygodni wcześniej w Polsce swoją premierę miał flagowiec jednej z linii produktów tej firmy, Huawei Honor 7. Zainteresowałem się tym właśnie modelem z uwagi na dobre, jak na jego cenę, parametry, a ponadto, śledząc rozwój mechanizmów dostępnościowych oraz ich implementację w urządzeniach z systemem Android, powodowany ciekawością eksperta, chciałem przyjrzeć się z bliska telefonom tego mało popularnego wśród osób z dysfunkcją wzroku producenta. Niniejszy artykuł jest recenzją tego modelu.

Specyfikacja

Parametry techniczne modelu Honor 7 przedstawiają się nad wyraz imponująco. Wymiary to 143.2 x 71.9 x 8.5 mm, a waży on 157 gram. Urządzenie wyposażono w ośmiordzeniowy procesor Hi-Silicon Kirin 935 o taktowaniu 2,2 GHz na czterech rdzeniach oraz 1,5 GHz na kolejnych czterech, 3 GB pamięci RAM, baterię o pojemności 3100 mAh i wyświetlacz o przekątnej 5,2 cali. Na rynek chiński telefon został wydany w dwóch wersjach: 16 i 64 GB. Opcjonalnie możemy także nabyć wersję wyposażoną w dwa sloty na kartę SIM, z czego jeden może być także użyty jako czytnik kart Micro SD. Ja nabyłem tę właśnie wersję o pojemności 64 GB z dystrybucji chińskiej za pomocą serwisu AliExpress, znanego z możliwości zakupu przedmiotów z Chin po obniżonych cenach. Na pokładzie Honora znajdziemy Androida 5.0 Lollipop. Cena, jaką przyszło mi zapłacić, to 500 dolarów, co jak za urządzenie o takich parametrach, nawet wziąwszy pod uwagę aktualne przeliczniki walutowe, wydaje się być dość atrakcyjne. W pudełku otrzymujemy, oprócz telefonu, który jest solidnie wykonaną aluminiową bryłą bez możliwości wymiany baterii, gumowy futerał oraz wszystko to, czego moglibyśmy się spodziewać: ładowarkę, instrukcję obsługi i inne dokumenty. Na rynek europejski trafiła jedynie wersja wyposażona w pamięć 16 GB, która kosztuje w Polsce 1700 zł, co w porównaniu do ceny, jaką można uzyskać za analogiczny, dostępny w chińskim portalu aukcyjnym telefon wyposażony w 64 GB sprawia, że staje się on mniej łakomym kąskiem dla polskiego użytkownika.

Pierwsze wrażenia

Telefon jest dość dużym prostokątem o mocno wyczuwalnych rogach. Po około dwóch miesiącach używania muszę z przykrością stwierdzić, że nie należy on do najmniejszych, a po dłuższym trzymaniu boli mnie ręka. Po prawej stronie urządzenia znajdziemy przyciski głośności i zasilania, a po lewej specjalny przycisk funkcyjny, umożliwiający uruchamianie aplikacji oraz niektórych funkcji telefonu. Głośnik został umieszczony u dołu tylnej części urządzenia, zaś po lewej stronie na dole znajduje się wysuwana ramka ze slotami na karty. Aparat (20 Mpx) umieszczony z tyłu Honora delikatnie wystaje, co zdaje się być nową modą w świecie smartfonów. Z tyłu telefonu znajdziemy także czytnik NFC, czytnik linii papilarnych oraz, tu ciekawostka, wyraźnie wyczuwalny pod palcami, grawerowany napis Honor.

Przygoda technologiczna po chińsku

Jak już wcześniej wspomniałem, telefon kupiłem poprzez portal AliExpress. Przesyłkę otrzymałem bardzo szybko, bo już w tydzień po złożeniu zamówienia. Warto wspomnieć o pewnych konsekwencjach wynikających z zakupu telefonu z Chin. Po pierwszym uruchomieniu telefonu zorientowałem się, że jedyną dostępną w urządzeniu syntezą mowy był nie Google TTS, lecz stary Pico TTS, oczywiście bez obsługi języka polskiego. Wyruszyłem więc do sklepu Play na poszukiwania Vocalizera. Jakież było moje zdziwienie, gdy nie tylko Vocalizera, e-Speaka czy Ivony nie dało się znaleźć, ale jakby tego było mało, mój komputer wyświetlał je jako niekompatybilne z moim urządzeniem. Wprowadziłem stan wyjątkowy. Jako pierwsze obwiniłem chińskie oprogramowanie, które według moich, niczym zresztą niepopartych, teorii, miałoby blokować większość aplikacji. Poszukiwania europejskiej wersji nie przyniosły rezultatu i nic w tym dziwnego, bo europejska premiera Honora 7 miała się odbyć dopiero pod koniec sierpnia. Wykonałem kilka telefonów. Najpierw do Katowic, gdzie nikt nie odbierał. Następnie do Bytomia, skąd odesłano mnie do Piaseczna. Tam zaś dotarłem do numeru polskiej infolinii Huawei, gdzie stwierdzono, że jeżeli telefon kupiłem w Chinach to powinienem też tam dzwonić po wsparcie, a trop z chińskim oprogramowaniem jest dobry. W Chinach Pani, po uprzednim zbadaniu mojej sytuacji, ustaleniu narodowości, statusu zamieszkania w Republice Chińskiej oraz próbie odesłania mnie z powrotem na polską infolinię, uprzejmie poinformowała mnie, że w Huawei China nikt nie mówi po angielsku. W każdym razie taka jest oficjalna wersja. Zostałem zatem pozostawiony sam sobie, z bezużytecznym, 5.2-calowym kawałkiem szkła i aluminium w ręku, z myślą, że pieniądze wyrzuciłem w błoto, a telefon będzie musiał wrócić do szafy i poczekać na lepsze czasy.
Wspaniałą właściwością Androida, za którą chyba lubię go najbardziej, jest fakt, że system jest rozbudowany i pozwala na wiele, a co za tym idzie, dobrze jest, gdy ma się sporą wiedzę o tym systemie lub jeżeli potrafi się odszukać odpowiednie informacje w Internecie. I tym razem internetowa społeczność nie zawiodła. Napisałem wiadomość prywatną na Twitterze jednego z interesujących się Androidem, a ostatnio w szczególności marką Huawei Polaków, których śledzę już od dłuższego czasu. Dość szybko nadeszła odpowiedź: prawdopodobnie to brakujące usługi Google Play, komponent odpowiedzialny za prawidłową pracę większości aplikacji, których używamy. To był strzał w dziesiątkę. Instalator usług Google Play znalazłem bez większego trudu na stronie portalu APK Mirror (www.apkmirror.com). Zainstalowałem i uradowany podjąłem kolejną próbę pozyskania polskiej syntezy.
Jesteśmy już o krok dalej: aplikację można znaleźć, ale próba instalacji kończy się błędem lub zapętla w nieskończoność. Znów napotykam na mur. Jedna rzecz, jakiej nie zalecam podczas zaawansowanych zabaw z Androidem lub jakąkolwiek inną technologią, to nerwy i działanie pod wpływem emocji. Wdrożenie pierwszego pomysłu, jaki przyjdzie nam do głowy, niekoniecznie musi być dobrym rozwiązaniem i może przysporzyć nam dodatkowych kłopotów. W moim przypadku było to całkowite wyzerowanie urządzenia i rozpoczęcie zabawy od nowa. Ku mojemu przerażeniu z wyczyszczonego na połysk, przynajmniej od strony softu, telefonu zniknął Sklep Play. Wiedziałem, co w tej sytuacji robić, bo na APK Mirrorze znajdował się i jego instalator. Niestety ponowna instalacja wszystkiego dała dokładnie taki sam efekt.
Pora na bezcenną poradę dnia: emocjonalne podejście do rozwiązywanego problemu może udzielić się osobie nam pomagającej, a wtedy łatwo jest przeoczyć pewne drobne, acz istotne, szczegóły, takie jak małe powiadomienie na pasku u góry, błagające bym nie wpychał na siłę wersji niezgodnej z architekturą mojego procesora. W ten sposób dowiedziałem się, że mój telefon posiada 64-bitowy procesor, a trzy różne wersje usług Play nie zostały umieszczone na stronie bez powodu. Po instalacji prawidłowego pakietu pobieranie moich ulubionych aplikacji, w tym Vocalizera, ruszyło z kopyta i mogłem przystąpić do samodzielnej konfiguracji Honora. Jak się później dowiedziałem, powód całego zajścia ma swe korzenie aż w roku 2010, kiedy to Chiny dopuściły się kontrolowania Google, szpiegowania Gmaili użytkowników oraz innych naruszeń prywatności, za co Google wycofało większość swoich usług z tamtego rynku. W odwecie z chińskich wersji oprogramowania telefonów i tabletów poznikały wszystkie usługi Google, by zostać zastąpione lokalnymi wymysłami producentów. Zaletą całego rozwiązania jest brak aplikacji Google, których nie potrzebujemy, a których na żadnym europejskim telefonie nie będziemy w stanie odinstalować. Kolejną rzeczą, której dowiedziałem się studiując kilka recenzji Honora, była informacja o obecności usług Google w Apps Center, sklepie z aplikacjami firmy Huawei. Jak więc widać cała zabawa z ręcznym ściąganiem plików była niepotrzebna. Do dziś nie wiem niestety, ilu niezbędnych komponentów mi brakuje. Ze sklepu Play ściągnąłem wszystko, co było dostępne i mi potrzebne. Pamiętam, że usługę odpowiedzialną za synchronizację kontaktów musiałem zainstalować ręcznie, wyciągając odpowiedni plik apk z paczki aplikacji Google przeznaczonej dla nieoficjalnych romów, takich jak Cyanogen Mod. Według ostatnich doniesień Google do końca roku planuje wrócić do Chin i być może już wkrótce operacje opisane powyżej nie będą konieczne.
Ale to nie koniec zabawy w zbliżanie chińskiej wersji telefonu do jej europejskiego odpowiednika. Jak się okazało, wraz z funkcjonalnym, dobrze zaprojektowanym telefonem, przypłynęła ogromna ilość preinstalowanego chińskiego oprogramowania, niepotrzebna do niczego polskiemu użytkownikowi niestudiującemu sinologii. Na szczęście sporą część można było odinstalować i w ten sposób zwiększyć ilość dostępnego miejsca. Powyższa operacja pozwala odchudzić rozmiar systemu Honora 7 do 5,5 GB, co jest niezłym wynikiem, jeśli wziąć pod uwagę ilość wewnętrznej pamięci zajmowanej przez Androida w konkurencyjnych urządzeniach. Po odinstalowaniu niemalże wszystkiego, czego polska synteza nie była w stanie wymówić, wciąż pozostało kilka aplikacji niewiadomego przeznaczenia, ale telefon jest już gotowy do normalnego używania. Ślady wskazujące na to, że pochodzi z dystrybucji innej niż europejska to: listy zmian aktualizowanego oprogramowania w języku chińskim, parę usług, które nie działają w Polsce, takich jak Huawei ID, Huawei Cloud czy asystent głosowy HiVoice oraz pojawiający się średnio raz na tydzień komunikat o należnym mi kuponie upominkowym o wartości tysiąca juanów przez tłumacza przełożonych na polski jako japońskie jeny. Poza tym wszystkie funkcje działają tak, jakbyśmy się tego mogli spodziewać.
 Niepokojące są doniesienia o chińskich producentach instalujących złośliwe oprogramowanie na swoich urządzeniach. Firma GData sporządziła raport, w którym opublikowała listę podejrzanych, ale na szczęście Honora 7 na niej nie było, znalazł się tam jednak inny model Huawei, G510. Mam jednak nadzieję, że mój telefon nie przywiózł ze sobą reklamotwórczego wirusa i nadal cieszę się jego użytkowaniem. Wątpię zresztą, że do flagowca sprzedawanego w milionach sztuk poważany producent elektroniki dokleiłby coś, co mogłoby zaszkodzić jego użytkownikom.

Wrażenia Użytkownika

Warto wspomnieć o mikrofonach telefonu oraz o jakości nagrywania, transmisji dźwięku i rozmów w ogóle. Co do kwestii pierwszej, jest naprawdę dobrze. Dwa stereofoniczne mikrofony pozwalają na nagrywanie dźwięku w wysokiej jakości, a podczas używania ich w aplikacji Teamtalk moi rozmówcy porównywali jakość słyszanego dźwięku z tą oferowaną przez rejestrator Zoom H2. Pewnym mankamentem jest delikatne pykanie słyszalne w tle oraz równie cichy, ale na tyle słyszalny, że może denerwować, pisk emitowany podczas ładowania telefonu. To drugie zjawisko może jednak być spowodowane lekko nadpsutym już kablem mojej ładowarki. Sytuacja ma się trochę gorzej, jeśli chodzi o zwykłe rozmowy telefoniczne. Co prawda obydwie strony słyszą się dobrze, ale nie działa popularna ostatnio funkcja HD Voice, pozwalająca na prowadzenie rozmów telefonicznych wysokiej jakości. Nawet zaznaczanie opcji polepszania jakości dźwięku nie przyniosło rezultatu, więc jeśli polubiliście tę nową funkcję, wprowadzoną już przez wszystkich polskich operatorów, możecie się srogo zawieść.

Kilka słów o oprogramowaniu

Nareszcie przyszedł czas na opis samego oprogramowania telefonu i nakładki Emotion UI, a jest o czym pisać, bo firma Huawei, jak udało mi się odkryć, to mistrz w stosowaniu kreatywnych rozwiązań i faszerowaniu swoich urządzeń drobnymi funkcjami, które później okazują się niezmiernie przydatne, a wszystko to działa z Talkbackiem, co nie jest takie oczywiste w przypadku niestandardowych rozwiązań stosowanych przez producentów.
Na pierwszy rzut oka można się zorientować, że Emui kopiuje wiele pomysłów znanych z iPhone’a. Bez trudu można zauważyć brak listy wszystkich aplikacji w domyślnym launcherze. Huawei postanowił umieszczać ikony aplikacji na ekranach głównych, tak jak ma to miejsce w przypadku systemu iOS. Jest to nietypowe rozwiązanie (jak na androidowe urządzenie) i z pewnością znajdzie tylu zwolenników, co przeciwników. Jakby się można było spodziewać, używając Talkbacka nie jesteśmy w stanie przemieszczać ikon tam, gdzie nam się podoba, za to u góry ekranu, najeżdżając ikoną aplikacji znajdziemy dwie opcje: Udostępnij” i „Odinstaluj”, które robią dokładnie to, na co wskazują ich nazwy. Osobiście podoba mi się pomysł z udostępnianiem linków do sklepu Play dla danej aplikacji wprost z poziomu launchera i nie spodziewałbym się, że producent telefonu wprowadzi go w swoim własnym oprogramowaniu. Kolejną modyfikacją androidowych zwyczajów jest znane również z iUrządzeń rozdzielenie górnego paska na dwie zakładki: powiadomienia i szybkie ustawienia. To rozwiązanie przypadło mi do gustu, bo jedną z rzeczy, których brakowało mi po zamianie iPhone’a 4 na Samsunga Galaxy S4, był przejrzysty widok powiadomień niewymagający przekopywania się przez olbrzymią ilość suwaków i przełączników lub uczenia się, w którym miejscu na ekranie zaczynają się powiadomienia. Jeżeli zagłębimy się w ustawienia, bez trudu znajdziemy menedżer powiadomień oraz zezwoleń, czyli odpowiedniki sekcji „Centrum powiadomień” oraz „Prywatność” znanych z iOS. Możemy tu, podobnie jak na mobilnych urządzeniach firmy Apple, zdecydować, czy aplikacje powinny wyświetlać się w centrum powiadomień, jakiego typu powiadomień powinny używać oraz czy chcemy, aby miały dostęp do mikrofonu, listy kontaktów, wiadomości lub Internetu. Każda aplikacja przy pierwszym uruchomieniu będzie powodowała wyświetlenie pytania o zgodę na dostęp do tego czego wymaga, a my możemy przyznać lub odmówić przyznania praw. Jak łatwo się zorientować po pierwszym, choćby pobieżnym przejrzeniu ustawień telefonu, Huawei menedżerami wszelkiego rodzaju stoi. Na pokładzie Emui znajdziemy także menedżer uruchamiania, za pomocą którego ustalimy, jakie aplikacje mogą być uruchamiane przy starcie telefonu. Menedżer baterii pozwoli nam zaś na zaoszczędzenie energii poprzez stosowanie planów zasilania, które podobnie jak w systemie Windows deaktywują pewne funkcje telefonu w celu wyciągnięcia jak największej mocy z akumulatora. Za pomocą menedżera zablokujemy też działanie wybranych aplikacji w tle. Warto w tę część ustawień zajrzeć choć raz, ponieważ urządzenie próbuje być mądrzejsze od nas samych i samoistnie wybiera aplikacje, które powinny być uśmiercane lub nie powinny być uruchamiane, co w moim przypadku doprowadziło już np. do zamykania syntezatora mowy, gdy tylko blokowałem ekran. Co jakiś czas w naszych powiadomieniach może też pojawiać się komunikat o dużym zużyciu energii przez konkretną aplikację z sugestią, by zakończyć jej działanie, tę opcję można jednak wyłączyć w ustawieniach. Na pulpicie w folderze narzędzi znajdziemy też Menedżer Telefonu – aplikację pozwalającą m.in. na oczyszczenie RAM-u, dostęp do akceleratora telefonu, menedżera transmisji danych. Z tego miejsca możemy także dostać się do większości omawianych wcześniej menedżerów. Huawei posunął się o kilka kroków dalej, wprowadzając rozwiązania ułatwiające naszą współpracę z telefonem, których na próżno byłoby szukać w telefonach konkurencji, a wiele z nich dotyczy szybkiego aktywowania najpotrzebniejszych funkcji. Tym, czego trudno nie zauważyć, nawet nie otwierając ustawień telefonu, jest umieszczony na lewej ściance urządzenia klawisz funkcyjny. Służy on do wykonywania określonej czynności po naciśnięciu pojedynczym, dwukrotnym lub po przytrzymaniu. Co i kiedy klawisz ma robić, możemy skonfigurować w ustawieniach. Do wyboru mamy włączanie i wstrzymywanie nagrywania, aktywację asystenta głosowego HiVoice, włączenie lub wyłączenie latarki, otwarcie aparatu lub dowolnej innej aplikacji. Ja do pojedynczego naciśnięcia, na przykład, przypisałem asystenta głosowego Polassis, a do dwukrotnego naciśnięcia aplikację DV Beep, która m.in. podaje godzinę za pomocą nagranych uprzednio sampli, co jest gadżeciarskie, ale muszę przyznać, że efektowne. Dostępna jest też opcja aktywacji nagrywania rozmowy poprzez przytrzymanie klawisza w czasie jej trwania. Nawiasem mówiąc, to niespotykane, by producent dodał w telefonie możliwość nagrywania rozmów w standardzie, a Honor taką właśnie funkcję oferuje i to jako przycisk klikalny z poziomu ekranu trwającej aktualnie rozmowy. Być może ktoś wpadnie na ten sam pomysł, co ja, i do klawisza będzie chciał przypisać tzw. działanie, czyli akcję zarejestrowaną przez inną aplikację (praktyka znana z Nova Launcher) lub skrót do szybkiego wykonania rozmowy z kontaktem lub napisania do niego SMSa. Niestety Huawei nie posunął się tak daleko, by pozwolić użytkownikowi na przypisywanie skrótów do funkcji nawigacyjnych. Na szczęście, jak to zwykle bywa z Androidem, pół dnia szukania w Google, sklepie Play i formułowania zapytań na wszelkie sposoby, jakie mogły mi przyjść do głowy, przyniosło rezultat i znalazłem aplikację Shortcut Launcher, która tworzy skróty widziane przez system jako aplikacje, kryjąc pod nimi skróty do działań, szybkiego wybierania itp. Skrótów mamy trzy, więc trochę mało, jeśli ktoś polega na tym systemie w dużej mierze, ale lepsze to niż nic. Do poprawnego działania znanych z Nova Launcher działań wymagana jest też instalacja innej darmowej aplikacji, Quick Shortcut Maker, pozwalającej na umieszczanie skrótów do tychże działań na ekranie głównym.
Huawei zadbał także o system gestów i ruchów ułatwiających wykonywanie wielu czynności. Za pomocą potrząsania, przechylania, obracania i podnoszenia telefonu możemy przesuwać ekrany główne, przetasowywać ikony, wyciszać dzwonek lub zmniejszać jego głośność czy odbierać i wykonywać połączenia. W moim przypadku funkcja odbierania telefonu przez przyłożenie do ucha nie chciała niestety działać. Na szczęście znalazłem godnego jej zamiennika, o czym za moment. Dość ciekawym rozwiązaniem, które o dziwo działa pomimo aktywnego Talkbacka są gesty na zablokowanym ekranie. Umożliwiają one pokazanie ekranu blokady poprzez dwukrotne stuknięcie w środek wyświetlacza oraz, co moim zdaniem jest ciekawszym rozwiązaniem, otwarcie wybranej aplikacji poprzez nakreślenie na ekranie kształtu litery. Do wyboru mamy cztery litery, domyślnie przypisane do czterech aplikacji: c – aparat; e – przeglądarka internetowa; m – muzyka oraz w – pogoda. Jak na razie wszystkie kształty ,oprócz litery „e”, udało mi się z powodzeniem narysować i funkcji używam niemalże każdego dnia. Czasami zdarzy się, że rysunek nie zaskoczy za pierwszym razem, należy wtedy spróbować ponownie lub w innej części ekranu. Mój opisany wcześniej trick, dotyczący działań, sprawdził się także i w tej sytuacji, tak więc do litery c przypisałem okno tworzenia nowego tweeta w Tweetings, do e aplikację Email, do m wiadomości, zaś do w telefon. Szkoda, że Huawei nie dał nam do dyspozycji większej ilości liter, ponieważ zwiększyłoby to możliwość wyboru, ale być może będzie to jedna ze zmian wprowadzonych w którejś aktualizacji oprogramowania.
Kolejnym ciekawie zastosowanym elementem telefonu jest popularny ostatnio i oferowany przez wiele flagowców czytnik odcisku palca. Z początku nie byłem tą funkcją zbytnio zainteresowany, ponieważ kojarzyła mi się ona z iPhonami, gdzie pojawiła się jako pierwsza i służyła do odblokowywania telefonu bądź płatności w AppStore, iTunes czy Apple Pay. Po przeczytaniu jednej z polskich recenzji Honora przekonałem się, że i tu chiński producent upchnął kilka funkcji umożliwiających szybki dostęp do często wykonywanych czynności. Czytnik pozwala na dodanie wielu odcisków palca i podczas moich dotychczasowych testów nie wykazał jeszcze błędów w rozpoznawaniu. Oprócz możliwości odblokowania ekranu oraz identyfikacji Huawei ID, możemy także odebrać rozmowę lub wyłączyć budzik poprzez przytrzymanie opuszka na czytniku, symulować naciśnięcie przycisku Wróć poprzez przyłożenie palca, przycisku Home poprzez przyłożenie i przytrzymanie, otworzyć pasek powiadomień poprzez przesunięcie palcem po czytniku w dół oraz ekran ostatnich aplikacji poprzez przesunięcie w górę. Nasz odcisk palca może także posłużyć jako identyfikacja przy próbie dostępu do plików lub otwarcia aplikacji. Są to funkcje przydatne, ponieważ eliminują konieczność korzystania z wielu dwuczęściowych gestów Talkback. W ten sposób z powodzeniem zastąpiłem też niedziałający u mnie ruch przyłożenia telefonu do ucha w celu odebrania rozmowy. Telefon posiada także możliwość zrobienia szybkiego zdjęcia lub nagrania filmu poprzez przytrzymanie klawisza głośności w dół oraz możliwość „wołania” go komendami w celu znalezienia go w momencie, gdy nam się zawieruszy, bądź wykonania połączenia. Ta druga funkcja niestety u mnie również nie chciała działać, a wspierane przez nią języki to angielski i chiński.

Dostępność

Dostępność wbudowanych aplikacji telefonu przedstawia się na poziomie zadowalający, aczkolwiek są rzeczy, nad którymi Huawei mógłby popracować. System nie różni się zbytnio od tych, które znajdziemy na pokładach smartfonów innych firm. Jedyną rzucającą się w oczy różnicą może być integracja aplikacji wiadomości jako kolejnej zakładki zaraz obok klawiatury, która została połączona ze spisem połączeń oraz kontaktów. Warto wiedzieć o dwóch niuansach dotyczących klawiatury i spisu połączeń. Jako, że jak już wspomniałem, producent umieścił je na jednym ekranie, klawiatura zasłania spis połączeń. Przesuwając dwoma palcami w dół możemy ją zwinąć, dając sobie tym samym dostęp do większej ilości wpisów w rejestrze. Aby zobaczyć wcześniejsze wpisy, musimy ręcznie przewijać listę dwoma palcami. Druga rzecz, która kosztowała mnie sporo nerwów, to brak przycisku „Zadzwoń”, oznaczonego w czytelny sposób. Z początku myślałem, że w ogóle go tam nie ma, dopóki nie zrozumiałem zamysłu producenta. Jako, że telefon posiada dwa sloty na kartę SIM, po wybraniu numeru możemy zdecydować, z której z nich rozmowa ma zostać wykonana. W tym celu u dołu ekranu wyświetlone są dwa, a w moim przypadku jeden przycisk (podpisany nazwą operatora). Aby więc wybrać wprowadzony wcześniej numer, musiałem nacisnąć przycisk z napisem „Orange”. Aplikacja Wiadomości to klasyczny komunikator z wątkami dla każdego kontaktu lub numeru. Jeśli ktoś prześle nam w wiadomości numer telefonu, możemy na niego bez problemu kliknąć i zadzwonić lub zapisać do Kontaktów, elementy są tu opisane, aczkolwiek czasem po angielsku. Funkcją, która może niektórych denerwować, jest wyskakujące okienko z treścią otrzymanej właśnie wiadomości, które pozwala na szybkie otwarcie wątku. Nie wiedząc o tym, możemy bezskutecznie próbować klikania w elementy na ekranie zasłonięte przez wyskakujące okienko i dziwić się, że nic nie działa. Opcję tę można wyłączyć w ustawieniach aplikacji Wiadomości. Ekran połączeń przychodzących także przypomina ten znany z iPhonów. Mamy tu nazwę kontaktu i numer dzwoniącego oraz przyciski „Odpowiedz”, służący do odbierania, „Odrzuć” oraz „Wyślij SMS”, czyli wysyłanie gotowych szablonów, np. „Jestem na spotkaniu”, zaraz po odrzuceniu. Gest przesunięcia dwoma palcami w prawo, znany np. z Nexusów, nie zawsze chciał działać, więc, aby uniknąć konieczności wyciszania dzwonka w celu znalezienia odpowiedniego przycisku, zaprzyjaźniłem się z czytnikiem linii papilarnych. Kwestia zamykania otwartych aplikacji nie przedstawia się tak prosto, jak w Samsungu, ale jest procesem logicznym, wynikającym z zastosowanych w Emui gestów. Aby zamknąć pojedynczą aplikację, należy stuknąć na niej dwukrotnie, przytrzymać, a następnie przesunąć w górę. Ważne, żeby zrobić to na tyle szybko, by nie ukazało się menu kontekstowe, pozwalające na przejście do informacji o tejże aplikacji. Aby opanować tę umiejętność, trzeba trochę poćwiczyć. Zamykanie wszystkich aplikacji naraz wymaga natomiast przyłożenia palca do suwaka u dołu ekranu, a następnie przesunięcia dwóch palców w górę. Gest ten należy wykonać dość precyzyjnie, dlatego początkującym użytkownikom zalecam uzbrojenie się w cierpliwość. Oprócz gestów Talkback oraz czytnika linii papilarnych ekran ostatnich aplikacji możemy też otwierać przyciskiem dotykowym wyświetlającym się u dołu ekranu. Ten przycisk ma także inną ciekawą właściwość. Gdy stukniemy na nim podwójnie z przytrzymaniem, przełączymy się między otwartymi aktualnie aplikacjami, zupełnie jakbyśmy użyli kombinacji klawiszy Alt i Tab na naszym komputerze.
Rozmieszczenie oraz ilość dostępnych przycisków konfigurujemy w Ustawieniach. Obok przycisków „Wróć”, „Home” oraz „Ostatnie aplikacje” możemy także dodać przycisk rozwijający pasek powiadomień.
Wbudowana w telefon przeglądarka internetowa (stworzona przez producenta) jest kompletnie niedostępna, więc bez dalszych rozważań można od razu zainteresować się Chromem lub Firefoxem. Aplikacja E-mail to prawdopodobnie przeróbka tego, co znajdziemy na innych telefonach i jest całkowicie dostępna.
Telefon posiada zarówno radio FM, którego skaner częstotliwości jest w pełni dostępny, jak i aplikację, której nie widziałem już w obiegu od czasów Symbiana, czyli uniwersalny pilot do sprzętu RTV. Taki stan rzeczy wynika z braku portu podczerwieni w nowoczesnych telefonach. Nic w tym dziwnego, przesyłanie plików tą metodą było stosunkowo wolne, a połączenia łatwo się rwały. Honor 7 został wyposażony w taki port i to zapewne właśnie w celu sterowania całym sprzętem, jaki mamy w domu za pomocą jednego urządzenia. Tej funkcji nie udało mi się jeszcze wypróbować, ale lista obsługiwanych modeli urządzeń jest dość długa.
Niestety rozczarowałem się wbudowanym dyktafonem Honora. Posiada on kilka trybów nagrywania, stosownych do sytuacji, w których z niego korzystamy, pozwala na tworzenie nagrań stereofonicznych, a nawet na aktywację i zatrzymanie nagrywania w tle za pomocą klawisza funkcyjnego. Niestety, z chwilą włączenia w nim nagrywania, milkną wszelkie dźwięki (w tym synteza), co całkowicie uniemożliwia nawet w pełni kontrolowane zatrzymanie nagrania, nie mówiąc już o kontroli nad samym telefonem. To szkoda, bo stereofoniczny dyktafon, szybko uruchamiany w każdym miejscu nieraz by się przydał, a zamiennika takiego rozwiązania jeszcze nie znalazłem.
Wbudowana aplikacja do słuchania muzyki jest dostępna i z pewnością wystarczy większości użytkowników, nie tylko na dobry początek, jednak nie przekonała mnie niczym do odejścia od mojego dotychczasowego faworyta w tej dziedzinie – Gonemad Music Player.
Budzik także zdaje się być dostępny, aczkolwiek z początku nie miałem pomysłu, jak go wyłączyć. Szybko jednak znalazłem możliwość zrobienia tego przyciskami głośności oraz czytnikiem linii papilarnych, więc już i to nie stanowi problemu.
Interfejs oceniam jako dostępny z pewnymi niedociągnięciami. Tu i ówdzie zastosowany jest jakiś śmieszny w wykonaniu gest, czasem natrafimy na niezaetykietowany element, a sam system zawiera kilka błędów w tłumaczeniu oraz opcji, które nie są przetłumaczone w ogóle. Myślę jednak, że mimo to Emui podbije serca wielu użytkowników Androida, począwszy od tych mniej wymagających, po tzw. power-userów, tak jak podbił moje.

Podsumowując

Honor 7 to telefon wart swojej ceny, zwłaszcza jeśli nabędziemy go z dystrybucji chińskiej. Parametrami prześciga wiele dostępnych flagowców, a bogata w najróżniejsze funkcje nakładka Emui sprawia, że jeśli chodzi o personalizację czystego Androida przez producentów sprawdza się stare przysłowie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Mimo, iż może się wydawać, że surowo oceniłem to urządzenie i odwiodłem od pomysłu jego zakupu mniej zaawansowanych użytkowników, telefon szczerze i gorąco polecam, po części dlatego, że sam jestem grzebaczem i poszukiwaczem technologicznych przygód, a po części dlatego, że Huawei, prawdopodobnie nieświadomie, udostępnił wiele funkcji, które ułatwiają życie osobom niewidomym. Nie jest to telefon, z którym przygodę zaczynamy od wymiany większości tego, z czym przyszedł, na bardziej dostępne. Dźwięk, zarówno wydobywający się z telefonu, jak i przez niego emitowany, reprezentuje jakość na wysokim poziomie, choć moim osobistym ideałem są dwa stereofoniczne głośniki z przodu. Niemniej jednak trudno o telefon z lepszym zestawem mikrofonów, a taką opinię usłyszałem od osób, które na dźwięku znają się o wiele lepiej niż ja. Może wkrótce, dzięki staraniom Google, proces zakupu i konfiguracji wstępnej telefonów nabytych w Chinach nie będzie już tak bolesny i czasochłonny, a może dla kogoś polska dystrybucja Honora to to, o co mu chodzi.
Jak każde rozwiązanie Honor 7 ma też swoje wady: dla mnie jest to telefon za duży i kanciasty, niektórych może też przerastać ilość decyzji, jakie na początku telefon podejmuje za nas. Jak zawsze, wybór zależy tylko i wyłącznie od indywidualnych upodobań użytkownika, a Honor z pewnością sprosta wielu z nich i mimo początkowej szorstkości łatwo jest się z nim zaprzyjaźnić i ujarzmić jego liczne funkcje.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top