Niewidomi vs ruch. Czy da się to jakoś połączyć?

Podpowiem jakie ćwiczenia są dostępne i wykonalne z perspektywy osoby niewidomej, jak wybrać fitness club i trenera personalnego, W co warto się zaopatrzyć przychodząc na ćwiczenia, ile takie treningi kosztują i wiele więcej interesujących i przydatnych informacji.
Zapraszam.
Żeby w ogóle móc rozmawiać o tej tematyce, przybliżę problematykę wykonywania aktywności fizycznej przez osoby z dysfunkcją wzroku.
Jako osoby niewidome, często musimy pogodzić się z wieloma ograniczeniami, które mają istotny wpływ na jakość naszego życia, a nawet zdrowia. Takim ograniczeniem może być fakt, że nie pójdziemy sobie sami do parku pobiegać dokładnie wtedy, kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota, , nie pojeździmy na rolkach, tak ostatnio modnej i porzucanej byle gdzie hulajnodze, czy rowerze. Owszem, są tandemy i możemy się w taki podwójny pojazd zaopatrzyć, ale by na nim jeździć, kierować nim, potrzebna nam jest zawsze druga, widząca osoba. Nie zawsze komfortowe jest, proszenie kogoś bliskiego, żeby się z nami przejechał, bo my akurat teraz tego potrzebujemy. Ta druga osoba może np. być zmęczona, bo właśnie wróciła z pracy, lub ma po prostu zły dzień, albo zwyczajnie inne plany. Tak samo jest z wyjściem na spacer. No chyba, że ktoś mieszka blisko lasu albo bardzo dobrze poznał swoją okolicę i ma długi odcinek prostej drogi w obrębie swojego miejsca zamieszkania.
Z moich obserwacji wynika jednak, iż osoby niewidome mieszkają najczęściej w blokach, co jest jak najbardziej zrozumiałe. Trudno by nam było zapanować nad zbyt bujną roślinnością w przydomowym ogródku, oczyścić z liści zapchaną rynnę, załatać dziurę na garażowym daszku, odmalować poszarzały płotek, czy chociażby zadbać o estetycznie wyglądające podwórko.
Nie wspominając już o napaleniu w piecu, czy kominku, choć i tacy niewidomi się zdarzają.
Oczywiście inaczej rzecz się ma, jeśli mieszkamy z osobą widzącą. Ale wiele niewidomych dąży do tego, by się usamodzielnić. Mieszkają sami, lub tworzą rodziny z drugą osobą, która również ma dysfunkcję wzroku. Wówczas najpraktyczniejszym rozwiązaniem jest posiadanie, czy wynajmowanie mieszkania w bloku. Najczęściej w dużym mieście, które jest dla nas bardziej przyjazne, dostępne. Chociażby pod względem infrastruktury.
Dlaczego ja o tym wszystkim piszę i jaki ma to związek z brakiem ruchu, lub minimalną aktywnością fizyczną? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Małe miasteczka mają to do siebie, że brak jest tam wysoko rozwiniętej struktury komunikacji miejskiej. Dużo rzadziej kursują autobusy i nie docierają w każde miejsce. Między obiektem A i B, np. Naszym osiedlem, a przychodnią, bankiem, lecznicą dla zwierząt, czy centrum handlowym, są do pokonania często duże odległości. Np. Ja, mam z mieszkania do konkretnego centrum handlowego ponad 2 kilometry krętych ulic, skrzyżowań, świateł. Mało który niewidomy byłby w stanie nauczyć się przejścia z białą laską całej drogi na pamięć. Nawet korzystanie z nawigacji bywa kłopotliwe, gdyż często przechodzi się ścieżką między blokami. Na tak długich dystansach mijamy stosunkowo mniejszą liczbę ludzi, którzy w razie czego mogli by nam pomóc, niż np. w zatłoczonym centrum miasta.
We Wrocławiu, poznaniu, Bydgoszczy, Krakowie, szczecinie, czy Łodzi rzecz ma się zupełnie inaczej, nie wspominając już o stolicy naszego kraju. Mieszkając tam, wychodzimy z bloku i po umownych trzystu metrach mamy przystanek. Autobus, czy tramwaj zawozi nas często niemal pod same drzwi konkretnej przychodni, czy innego obiektu publicznego. Do zapamiętania i pokonania mamy raptem dwa w miarę krótkie odcinki drogi. Od domu na przystanek i od przystanku do przychodni. Pozwala nam to na bycie dużo bardziej samodzielnymi i zaradnymi ludźmi, ale odbiera dużą dawkę ruchu, jaką mogą rozdysponować widzący, którzy albo wysiądą sobie 2 przystanki wcześniej, bo jest ładna pogoda, świeci słońce i woleli by się przejść, albo w ogóle nie skorzystają z autobusu i dotrą do celu pieszo.
Oczywiście od reguły są wyjątki i tak jak znajdziemy super wysportowane i bardzo aktywne osoby niewidome, które chodzą na częste spacery i pokonują długie dystanse, (ja sama znam głuchoniewidomego maratończyka), tak też często można spotkać mało ruszających się widzących, którzy do sklepu, czy na pocztę odległą o kilkaset metrów od ich miejsca zamieszkania, dojadą samochodem. Uogólnienie potrzebne mi było do zobrazowania sytuacji.
Kolejnym dowodem na to, iż osoby niewidome mają mniej ruchu na co dzień, jest tryb podjętej pracy zarobkowej. Nie rzadko wykonujemy pracę zdalną, ja sama zaliczam się do tego grona. Zalety takiego rozwiązania są oczywiste. Możemy ją wykonywać z domu, lub każdego dowolnego miejsca.
Myślę jednak, że wad home office’u jest sporo więcej. Wychodząc do pracy do biura, musimy wcześniej wstać, przygotować sobie ubrania, poświęcić więcej czasu na przygotowanie się do wyjścia i przede wszystkim właśnie wychodzimy z czterech ścian. Dotarcie do pracy pozwala nam na tę odrobinę ruchu, chociażby idąc z laską z domu na przystanek, z przystanku do pracy i odwrotnie.
Nie wspominając już o tym, że nawiązujemy rzeczywiste kontakty na żywo z innymi współpracownikami, a nie tylko wirtualnie.
Zauważyłam, że gro osób niewidomych ma znakomitą większość znajomych, z którymi komunikuje się jedynie online, co zmusza do długiego przesiadywania przed komputerem.
Absolutnie zrozumiała jest potrzeba porozmawiania z innymi ludźmi. Szkoda tylko, że mało niewidomych wychodzi z domu z koleżankami i kolegami ze swojego miejsca zamieszkania, chociażby na pizzę, czy kawę. Byłby to kolejny pretekst do zwiększenia dawki ruchu.
Jasne jest, że komputer, czy coraz częściej smartfon, to nasze okno na świat. Za pomocą internetu i wymienionych urządzeń, uczymy się, czytamy książki, czy prasę i poszerzamy swoją wiedzę. Często jednak komputer pochłania nas bez reszty. Zamykamy się w swoich pokojach, tym samym poniekąd odcinając się od dziejącej się wokół nas rzeczywistości. Zanurzeni w swoim świecie, zajęci rozmowami ze znajomymi z drugiego końca Polski, czy świata, z dnia na dzień coraz bardziej jesteśmy zasiedzeni. Nasze kości są zesztywniałe. Dla ludzkiego Kręgosłupa siedzenie, to nie jest naturalna postawa.
Dlatego warto wyjść z domu i trochę się poruszać. Doskonale wiem, jakie to trudne. Sama z tym walczę i na razie w tej walce jestem na tarczy, ale próbuję, bo wiem, jakie to ważne dla naszego organizmu. Będąc na powietrzu dotleniamy swój mózg.
Niestety sama dieta, to stanowczo za mało. Możemy wydać mnóstwo pieniędzy, (jeżeli tylko je posiadamy), na najlepszego specjalistę, na najzdrowsze jedzenie, ale nawet jeżeli dzięki diecie redukcyjnej zgubimy trochę tłuszczyku i schudniemy te umowne 2 kilo w miesiącu, to po pierwsze. Gdybyśmy do diety dołączyli aktywność fizyczną, to schudli byśmy na pewno 3 kilogramy, a może nawet i 3 i pół. Aż takie efekty daje połączenie dieta + ruch. Drugim argumentem, nie mniej istotnym jest fakt iż bez ćwiczeń, podczas chudnięcia nasza skóra nie ma jak się kurczyć, ujędrniać, więc wiszą nam w okolicy brzucha takie fałdy skórne, co bardzo nie estetycznie wygląda. A przecież schudliśmy! Jesteśmy na diecie, więc mamy ochotę iść na plaże, założyć dwuczęściowy kostium kąpielowy, czy w przypadku mężczyzn zdjąć wreszcie tą podkoszulkę. Odsłonić nasze ciało, by je opalić. Niestety. Nie wówczas, kiedy wisi nam taki sflaczały kawał skórny.
Mam pomysł na to, jak temu zapobiec, oprócz wykonywania aktywności fizycznej, którą jak najbardziej zalecam i proponuję. Tak jak pisałam wyżej sama dobrze wiem, jak trudno się zmobilizować, by choć pół godziny dziennie przeznaczyć na szybki marszowy spacer.
Żeby choć w minimalnym stopniu wymodelować swoje ciało i ujędrnić je, korzystam z maty do hydro masażu. O konkretnym urządzeniu, które ja posiadam, na stronie tyflopodcast.net, będzie umieszczony odcinek, w którym je prezentuje. Co nam daje taka mata bąbelkowa?
Przede wszystkim generator powietrza wytwarza ozon, który przez dziurki w macie dociera do naszej skóry nasycając ją sobą. Ponad to powstają bąbelki. Duża ilość bąbelków, które dość intensywnie wzburzają wodę w wannie. Woda masuje ciało, zmuszając naszą skórę i tkankę tłuszczową do ruchu, modelując w ten sposób naszą sylwetkę.
Stosowanie takiego relaksującego i bardzo przyjemnego a przy tym pożytecznego zabiegu, może wpłynąć np. na stan naszych rąk, które po pozbyciu się tkanki tłuszczowej otacza pomarszczona zwiotczała skóra. Ten sam objaw możemy zauważyć na naszych nogach. Zwłaszcza w okolicach ud, jeśli zamiast mięśni wyhodowaliśmy sobie spore stadko komórek tłuszczowych. Wracając do hydro masażu. Jeśli ktoś ma możliwość posiadania profesjonalnej wanny ze zintegrowanymi dyszami do hydromasażu, tym lepiej. Wówczas oprócz bąbelków wydobywających się z dna wanny, z dysz masujących, umieszczonych na jej ścianach będą pod ciśnieniem wypływały strumienie wody w różnym rytmie i sekwencjach, mocniej i intensywniej oddziałując na nasze ciało. Na taką wannę jednak należy mieć wygospodarowane miejsce, gdyż ma ona spore gabaryty, a przede wszystkim jest to kosztowna sprawa. Oczywiście można też wykupić sobie pakiet zabiegów w przychodni rehabilitacyjnej, lub w jakimś SPA, albo uczęszczać na basen, gdzie bardzo często zainstalowane jest jacuzzi, bicze wodne, gejzery i inne stanowiska do wodnego relaksu, ale to też są spore koszty, Dla tego pewną alternatywą mogą być właśnie maty do hydromasażu. Średnia cena lepszego urządzenia tego typu to koszt rzędu trzystu, trzystu pięćdziesięciu złotych.
No dobrze. Ja tu piszę, żeby się ruszać. Ale jakie ćwiczenia może wykonywać osoba niewidoma.
Omówiliśmy już sprawę biegania, rolek i hulajnogi, oraz stałej obecności osoby widzącej jeśli chodzi o spacery i jazdę na tandemie. Co zatem gdy z pewnych względów spacer i rower odpada?
Moim zdaniem dobrą alternatywą jest skorzystanie z oferty clubu fitness. Ostatnio roi się od takich usług na Polskim rynku i siłownie powstają jak grzyby po deszczu. To już nie są sale, gdzie ćwiczą głównie mężczyźni, dźwigający sztangi, hantle, rzeźbiąc swoje muskuły. Gama usług nawet takich osiedlowych fitness clubów często jest różnorodna. Znajdziemy np. zumbę, czyli energiczny taniec, połączony z ćwiczeniem konkretnych partii mięśni, aerobic, tabatę, czyli taki całościowy trening odbywany w rytm muzyki,. Wykonuje się różne sekwencje na przemiennie konkretnych ćwiczeń. Raz intensywnie, a raz umiarkowanie. Taki trening jest bardzo wyczerpujący. Tabata sprzyja odchudzającym się. Dzięki tak skonstruowanym ćwiczeniom pozwala ona na dość silne spalanie tkanki tłuszczowej. , ,
Podobnym treningiem jest crossfit, czy specjalne ćwiczenia wykonywane na specyficznie skonstruowanych rowerach, pozbawionych siodełka. W takt głośnej motywującej muzyki, pedałując na stojąco, wykonuje się konkretne figury i ćwiczenia. Bardzo fajne, ale niestety. Nie dla nas.
Osobom niewidomym trudno było by nadążyć za szybko upływającą rytmiczną muzyką i stale zmieniającymi się ćwiczeniami. Przede wszystkim jednak trudno było by nam wyczuć „zobaczyć”, jak powinniśmy w ogóle konkretne ćwiczenia wykonywać.
To, że raczej musimy odpuścić sobie crossfit, tabatę, czy zumbę, nie oznacza, że musimy opuścić siłownię. Są wolniejsze, spokojniejsze, ale również skuteczne ćwiczenia, które osoba niewidoma jest w stanie wykonywać, oczywiście pod nadzorem trenera przynajmniej w fazie początkowej. Później już, jeżeli mamy na tyle motywacji i silnej woli takie treningi możemy sobie przeprowadzać sami w domu. Jest to nie wątpliwie oszczędność dla naszego portfela. Takim zestawem ćwiczeń może być Pilates, joga, czy stretching.
Są to pakiety ćwiczeń rozciągających i uelastyczniających nasze ciało, uaktywniające wszystkie partie mięśni. Ich charakter jest stateczny, harmonijny. Ćwiczenia wykonuje się raczej na matach, pracuje się z ciężarem własnego ciała. Ich tempo jest wolniejsze, i robi się je dokładnie, w każdej pozie ćwiczebnej krótką chwile się pozostaje, by rozciągnąć nasze stawy. Te ćwiczenia osoba niewidoma z pewnością może spokojnie wykonywać. Nie są one bardzo skomplikowane, a nawet jeśli takie się zdarzą, jesteśmy w stanie prześledzić każdy ruch osoby, która nam je objaśnia i pokazuje.
W przypadku jogi, musimy też pamiętać, że ćwiczenia te nie koniecznie mogą podobać się osobom wierzącym, katolikom. Chodzi o sferę duchową. To pra stara, Indyjska kultura. Podczas jogi bardzo często się medytuje, zapala się kadzidełka, słucha specjalnej wyciszającej muzyki. Konkretne figury wykonywane podczas sesji jogi, oznaczają konkretne symbole, właściwości, oddając w ten sposób hołd i cześć Bogu joginów. Np. Jest taka bardzo popularna pozycja kojarzona z jogą, o nazwie kwiat lotosu, to rodzaj siadu po turecku, ale ze stopami ułożonymi na udach. Joga bardzo dobrze wpływa na nasz organizm, uczy oddechu i panowania nad stresem. Nie da się chyba ćwiczyć Jogi, nie ocierając się o filozofię, na której oparte są te ćwiczenia. Każda z osób wierzących musi sobie sama we własnym sumieniu roztrzygnąć tę kwestię, czy wybrać się na yogę, czy też nie. Przyjęłam sobie za cel, rzetelnie poinformować Państwa, że takie kontrowersje wokół jogi krążą.
Więcej o dywagacjach na temat jogi i chrześcijaństwa tutaj:
https://natemat.pl/10777,joga-nie-dla-katolikow-kaplan-joga-moze-prowadzic-do-zniewoleni
A o samej jodze, czym jest, tu:
https://trainingshowroom.com/blog/post/joga-co-to-jest-i-na-czym-polega.html
Pilates, czyli zestaw ćwiczeń, wymyślonych w XX wieku, przez Niemca o tym samym nazwisku, zdaje się być wolny od takich konotacji, choć również pewne ćwiczenia są inspirowane yogą, ale bez towarzyszącej jodze medytacji i filozofii. Ponad to Josef Humbertus Pilates wiele ćwiczeń zaczerpnął również z baletu, tai-chai, oraz gimnastyki. System ćwiczeń Pilatesa sprawia, że nasze ciało staje się gibkie.
Więcej o tym systemie ćwiczeń można poczytać tutaj:
https://myfitness.gazeta.pl/myfitness/7,166630,25068704,pilates-co-to-jest-pilates-jakie-efekty-przynosi-regularny.html
Stretching, to jak sama nazwa wskazuje najbardziej współczesny pakiet ćwiczeń rozciągających.
W Polsce w katalogach ofertowych fitness clubów ten pakiet nosi nazwę „zdrowy kręgosłup”.
W stretchingu też kładzie się duży nacisk na dbałość o spokojny głęboki oddech, podobnie jak w jodze, czy Pilatesie.
O strechingu:
https://myfitness.gazeta.pl/myfitness/7,166737,24521312,stretching-co-to-jest-stretching-najlepsze-cwiczenia-rozciagajace.html
Sporo pisałam o tym, że warto wykupić sobie pakiet ćwiczeń, które poprowadzi dla nas instruktor. Tzw. Trener personalny. Taka przyjemność niestety dużo kosztuje, w zależności od renomy fitness clubu i miejscowości, w której mieszkamy, podobnie jak z usługami dietetycznymi, ale czego się nie robi dla zdrowia i lepszego samopoczucia. Tym bardziej, że być może wystarczą 3, 5 sesji z trenerem, który nauczy nas, jak poprawnie wykonywać konkretne ćwiczenia, poda nam garść przydatnych wskazówek.
Często też trenerzy oferują sporządzenie spersonalizowanej diety. Tu jednak raczej bym uważała, bo trener personalny nie zawsze jest dietetykiem, być może ukończył tylko jakiś kurs. Sugerowałabym w przypadku dobrania konkretnego planu żywienia do naszego treningu, zapotrzebowania naszych mięśni, skorzystać z poradni dietetycznej, która dostosuje nam go do naszych konkretnych jednostek chorobowych. Wracając do indywidualnych zajęć z instruktorem. Dla czego warto. W treningach grupowych często bierze udział duża liczba osób. Nawet do trzydziestu uczestników. Osoba prowadząca tak liczną grupę, nie będzie w stanie podchodzić cały czas do nas i korygować naszą postawę podczas ćwiczeń. To jest często zmorą fitness clubów. Zbyt duża ilość ochotników na konkretną godzinę i konkretne ćwiczenia. Nawet osoby widzące kiedy jest taka duża grupa często źle wykonują swoje ćwiczenia, całkiem nie świadomie utrwalając złe nawyki. Jeśli już za coś płacimy nie małe pieniądze, to chcielibyśmy poczuć się zaopiekowani, zauważać efekty po ćwiczeniach.
Przy dużych grupach często jest to nie możliwe. Wynika to z faktu, że największe oblężenie siłowni jest po godzinie szesnastej, kiedy większość ludzi kończy pracę. Dlatego jeśli nie chcemy korzystać z indywidualnych zajęć, lub nie mamy takich środków finansowych, warto do clubu przyjść wcześniej. Z tego co zaobserwowałam przeglądając plany zajęć kilku siłowni, naj mniej ludzi jest rano, średnio od godziny dziewiątej do trzynastej. Natomiast nie wszystkie ośrodki w tych godzinach są otwarte i nie wszystkie zajęcia wówczas się odbywają, bo brakuje chętnych. Siłą rzeczy naj częściej z usług fitness korzystają ludzie pracujący, gdyż to właśnie oni zarabiając mogą sobie na to pozwolić.
Jeśli przyjdziemy do fitness clubu przed godzinami szczytu, wówczas mamy szansę poćwiczyć z bardziej doświadczonym, wykwalifikowanym trenerem, który znajdzie dla nas czas. Instruktor zadba też o nasze bezpieczeństwo podczas aktywności fizycznej, a kiedy trzeba będzie zmotywuje nas do działania. Pomoże nam zaplanować treningi i wzmocnić rezultaty naszych starań. Zwłaszcza kiedy nie mamy doświadczenia z klubami fitness, warto sięgnąć po kogoś takiego.

Jak wybrać dobrego i doświadczonego trenera personalnego??

Przede wszystkim osoba na takim stanowisku powinna nam się móc wylegitymować odpowiednim dokumentem poświadczającym, np. certyfikatem ukończenia kursu instruktora rekreacji ruchowej z różnymi specjalnościami:: fitness, taniec, kulturystyka. Na tego typu szkoleniach adepci poznają wszelkie zasady dotyczące prowadzenia swoich podopiecznych, elementy anatomii, fizjoterapii oraz rehabilitacji, a także podstawy żywienia. Taki dyplom to absolutne minimum, jakie powinien posiadać każdy trener personalny. Ponad to zawsze warto dopytać kandydata na naszego osobistego trenera, jaki sport uprawia, jakie są jego osiągnięcia, nakierujmy rozmowę tak, aby ta osoba mogła coś opowiedzieć o swoich podopiecznych, jakie cele udało im się zrealizować pod jego okiem, w jaki sposób się wypowiada o swoich klientach, czy jest zaangażowany. Pozwoli nam to zweryfikować, jakie są jego doświadczenia nie tylko w teorii, ale i w praktyce.
Tu więcej wskazówek:
https://bonavita.pl/trener-personalny-zobacz-czym-kierowac-sie-przy-jego-wyborze
Wybraliśmy już swój fitness club, mamy swojego trenera, to co należy wziąć ze sobą na sale ćwiczeń i jak się ubrać?
Chyba najważniejszym atrybutem jaki powinniśmy ze sobą mieć, to butelka z wodą. W siłowniach często są bary, bufety, ale po co przepłacać. Miło, jeżeli na korytarzach są wystawione dystrybutory z nieograniczonym dostępem do wody, ale nie wszędzie tak jest, poza tym, butelkę możemy mieć zawsze przy sobie i w każdym momencie sięgnąć po łyk napoju, no chyba, że trener doradzi inaczej. Dobrym pomysłem będzie zaopatrzenie się w butelkę z wkładem filtrującym wodę. Wówczas nawet zwykła kranówka będzie w pełni zdatna do picia i pozbawiona metali ciężkich. Pojemności takich butelek wahają się nawet do pół litra. Przetestowałam kilka rozwiązań różnych marek i niestety nie mogę polecić bardzo popularnych butelek Dafi. Nie mam nic, do filtrów, natomiast korek okazał się być nie szczelny i butelka często przeciekała. Za to butelka waterbobble
(tu je można przejżeć,
https://www.waterbobble.pl/
okazała się spełniać moje oczekiwania. Wykonana jest z miękkiego plastiku, ma dodatkowy duży, silikonowy korek i woda nie wydostaje się na zewnątrz. Filtry w takich wielorazowych butelkach, wymienia się średnio co 3 miesiące i można je oddzielnie dokupić.
Jak już pisałam, ćwiczenia rozciągające, takie jak Pilates, często wykonuje się na matach.
Dobry fitness club będzie dysponował kilkoma jakimiś matami, ale higieniczniej jest przynieść swoją prywatną, chyba, że w regulaminie siłowni, będzie zapisane inaczej.
A tu odnośnik do poradnika, jaką matę wybrać:
https://www.sklep-presto.pl/wiadomosc/mata-do-cwiczen-jaka-wybrac-ktora-bedzie-najlepsza/4430/

Jak się ubrać?

Ważne, żeby strój był luźny, elastyczny i nie krępował naszych ruchów podczas ćwiczenia. Ale też, żeby nie był zbyt szeroki, bo może nam nadmiar materiału przeszkadzać. Najlepiej jeśli to będzie lekko dopasowana funkcyjna sportowa koszulka z oddychającej tkaniny, może być termoaktywna, wówczas nie będziemy się nadmiernie pocić. Kobiety mogą ubrać legginsy funkcyjne, z siateczką odprowadzającą wilgoć. Mężczyźni często zakładają na siłownie sportowe spodnie funkcyjne, albo krótkie spodenki. Jeżeli na miejsce ćwiczeń dojechaliśmy z kimś samochodem, lub wybraliśmy obiekt osiedlowy, znajdujący się blisko naszego domu, Można przyjść już w sportowym ubraniu. Większość klientów jednak do fitness clubu przychodzi z torbą sportową, gdzie mają odzież, i przebierają się w ogólnodostępnych szatniach na terenie budynku. Ważną częścią ubioru jest sportowe obuwie. Powinno być lekkie, ale mieć stabilną, choć nie za twardą, elastyczną podeszwę. Najlepiej, jeżeli buty pokryte są mikro siateczką, która pozwala stopom na swobodną cyrkulację powietrza.
Skarpetki warto mieć z naturalnych materiałów, nie syntetyczne, mniej się będzie pocić stopa.
Potrzebną odzież możemy znaleźć w sklepach sportowych,
Na przykład tutaj,
https://4f.com.pl/dyscypliny/fitness-trening.html
ale też można ją sobie skompletować samemu w zwykłym sklepie. Na pewno wyjdzie taniej, gdyż jak wszystko, co jest dedykowane konkretnej docelowej grupie ma swoją, nie najniższą cenę.
Kobiety nie powinny zapominać o sportowym biustonoszu, bez fiszbin, drutów i koronek, który nie będzie uwierał i krempował ruchów.
Jeśli czujemy że club fitness to nie jest odpowiednie miejsce dla nas, a jednak chcielibyśmy zacząć się ruszać i mamy pod ręką chętnego przewodnika, świetną formą spędzania czasu na świeżym powietrzu jest Nordic Walking. To bardziej rodzaj rekreacji niż sportu, ale jest skuteczny i skłania do aktywności fizycznej. Nordic Walking, to nic innego jak szybki marsz, przy pomocy specjalnie skonstruowanych kijków. Nie mylić z tymi trekkingowymi.

Jak je rozpoznać?

Kije do Nordic Walkingu Do rękojeści mają doczepione takie neoprenowe rękawiczki. Opaski, ale z miejscem na kciuk. Kije trekkingowe mają same paski. Żeby móc dobrze wykonywać treningi przy pomocy kijów do Nordic Walkingu, musimy poznać tajniki tej dyscypliny. Kije trzymamy wbite w podłoże za sobą. To zupełnie inaczej, niż z laską, którą badamy, co znajduje się przed nami.
Jest to pewna bariera psychologiczna, przestawić myślenie z jednej laski z przodu, na dwa kije z tyłu. Mając w rękach kije nie czujemy się bezpiecznie. Istnieje obawa, że idąc możemy na coś wpaść, uderzyć się. Idąc za przewodnikiem możemy mu niechcący kijem wyrządzić krzywdę, wbijając w niego ostry grot, znajdujący się na końcu kija.
Stowarzyszenie „razem na szlaku”, zrzeszające osoby niepełnosprawne, głównie niewidome, które preferują sportowy styl życia, organizuje spacery z kijami Nordic walking. Dzięki wielu próbom, porażkom i doświadczeniom opracowali oni specjalną uprząż, składającą się z dwóch par szelek, połączonych elastyczną liną. Jedne szelki zakłada osoba niewidoma, a drugą parę ma na sobie przewodnik. Daje to zorientowanie się osobie niewidomej, poprzez kierunek i naprężenie liny, kiedy należy skręcić, kiedy jest zejście z krawężnika i wspomaga zachowanie marszu w linii prostej.
Stowarzyszenie swoją siedzibę ma w poznaniu, ale w swoje szeregi zaprasza ochotników z całego kraju. Można wziąć udział w specjalnie zorganizowanych zawodach, lub zabrać się z członkami stowarzyszenia na turnus rechabilitacyjno-wypoczynkowy, poświęcony właśnie dyscyplinie Nordic walkingu. Dodatkowo jest możliwość zamówienia i zakupienia takiego zestawu korygującego osobę niewidomą. Po wszelkie bardziej szczegółowe informację, zapraszam na platformę tyflopodcast.net, gdzie w archiwum znajduje się cały odcinek poświęcony tej ciekawej i coraz bardziej rozwijającej się dyscyplinie.
http://storage.tyflopodcast.net/nowe/master/6/nordic_walking.mp3
W każdym razie można, da się i warto wziąć pod uwagę taki rodzaj aktywności, zwłaszcza, że treningi można odbywać przez wszystkie pory roku, nawet zimą, kiedy jest śnieg. Jedynym warunkiem jest zwerbowanie sobie chętnego przewodnika. Nie trzeba wcale sięgać po tę uprząż. Ona jest tylko alternatywą, możliwością.

Dlaczego nie polecam treningów on-line.

Odkąd zmagamy się z epidemią koronawirusa, oraz od momentu, kiedy trzeba było na pewien czas zamknąć punkty usługowe, w tym też fitness cluby, wiele siłowni postanowiło publikować takie treningi w sieci. Czasem były one otwarte, czasem dla konkretnych grup, które powinny je mieć na żywo, według grafiku swoich zajęć. Czasem fitness cluby kazały sobie za tę usługę płacić, a czasem nie. Idea pozostawała jednak taka sama. Skoro nie można było wychodzić z domu, to ćwiczyło się przy kamerce z laptopa, czy smartfona, w swoim pokoju, w zaciszu swojego mieszkania. Z konkretną trenerką, która gdyby nie było rozporządzenia o zamknięciu punktów usługowych, przeprowadzała by nam te ćwiczenia w budynku siłowni do której uczęszczamy. Dla osób widzących może i jest to jakaś alternatywa, ale nie dla nas, niewidomych. Przez kamerkę bardzo trudno trenerowi skontrolować, czy dane ćwiczenie robimy dobrze, czy nie popełniamy błędów i nie wyuczamy się niepoprawnego nawyku, który później bardzo trudno będzie wyeliminować. Ponad to można się na bawić kontuzji nie umiejętnie wykonując dane ćwiczenie. Wiele z nich polega na napinaniu odpowiednich partii mięśni.
Pod żywym okiem trenera jesteśmy bezpieczni. On nam powie, że możemy sobie robić krzywdę i żeby nie wykonywać danego ćwiczenia w ten sposób. Ogólnie rzecz ujmując możemy sobie wyrządzić więcej szkody, niż pożytku.
To samo tyczy się ćwiczeń i treningów oferowanych w sieci przez influencerów. Często youtuberzy, czy instagramerzy, umawiają się ze swoimi widzami na konkretną godzinę na trening. Wygląda on w ten sposób, że prowadząca celebrytka wykonuje ćwiczenia, operator to filmuje i streamuje obraz na żywo. Raczej nikt nie objaśnia jak dane ćwiczenie wykonywać. Widzący patrzą na ekran i naśladują ruchy trenera. Czasem może jakaś szczątkowa wskazówka się pojawi, ale na jej podstawie nie warto wykonywać ćwiczeń. Powód? Taki sam jak powyżej.
My, osoby niewidome niestety potrzebujemy tego czasu, żeby załapać o co tak naprawdę chodzi w tych ćwiczeniach. Na filmiku możemy np. usłyszeć „a teraz robimy przysiady”, osoba niewidoma zacznie robić przysiady, a na ekranie widnieje obrazek osoby, która owszem, robi przysiady, ale z wymachem nogi do przodu i z handelkami w rękach uniesionych za głową. To tylko jeden z przykładów, dość przejaskrawiony, który może zobrazować niedoskonałość trenowania on-line.

Podsumowanie.

Zdrowy styl życia, to ciężka, żmudna praca, ale i przyjemność. Najważniejsze są początki, które bywają trudne.
Czy osoba niewidoma może skutecznie korzystać ze zdrowej diety? Może i ja jestem tego żywym przykładem. Czy może postawić na aktywność fizyczną? Okazuje się, że tak i że jest całkiem sporo alternatyw.
Ja od września będę chciała uczęszczać na pilates, basen, i może na kijki?
Więc teraz twój ruch!
Powodzenia!

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top