„Muzyka, podobnie jak miłość, jest dla mnie potrzebą, ale także przede wszystkim nieuchronnym przeznaczeniem podobnie jak upływ czasu.”
Andrea Boccelli – „Muzyka ciszy”
Choć nie wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach człowiek nauczył się rozumnie i celowo wykorzystywać dźwięk, możemy mieć pewność, że muzyka towarzyszy nam od zawsze, można by rzec, odkąd istnieje świat. W samym terminie słychać melodyjność, a gdy przyjrzeć się greckim korzeniom słowa, gdy poszukać szeroko skojarzeń poetyckich, okaże się, że w jego wnętrzu ukryte jest niezmierzone bogactwo. Piękno muzyki otacza nas i przenika całe nasze życie. Mówimy o muzyce duszy, o pięknym lub brzydkim głosie, zachwycając się pięknem śpiewu ptaków czy szumem fal morskich mówimy o muzyce przyrody, przeżycie piękna odnajdujemy wreszcie w koncercie wysłuchanym w filharmonii. Muzyka, jak dobry anioł, towarzyszy nam w codziennym życiu. Śpiewamy pod prysznicem, przy goleniu, słuchamy przed snem, tańczymy, a wspólne śpiewy przy ognisku czy u cioci na imieninach dostarczają nam wiele radości. Muzyka towarzyszy podniosłym uroczystościom, rytuałom wszystkich chyba znanych człowiekowi religii. Jest wszechobecna.
O jej leczniczym działaniu i dobrym lub szkodliwym wpływie wiadomo było już w starożytności. Platon, na przykład, mówił o muzyce octu. „Muzyka i hałaśliwe tańce powodują ekstazę i znieczulenie.” Rozróżniał szkodliwe i zbawienne działanie muzyki. Przestrzegał przed łamaniem praw nią rządzących. W starożytnej Grecji pieśni o zdrowiu – epole – miały leczyć padaczkę, eliminować bóle porodowe.
Pitagoras twierdził, że muzyka zbudowana jest zgodnie z prawami matematyki.
Harmonia w człowieku daje zdrowie i piękno, a jej zaburzenia są powodem choroby. W biblijnej Księdze Samuela znajdujemy wzmiankę o leczniczym działaniu harfy. Dzięki wielogodzinnej grze Dawida na tym instrumencie król Saul został wyleczony z depresji. W XVIII wieku śpiewak operowy Farinelli wyleczył króla Filipa V, śpiewając jego ulubione arie. Jerzy Fryderyk Haendel stawiał sobie cel, by niektóre z jego utworów miały moc terapeutyczną. W ubiegłym i obecnym stuleciu docenia się wartość leczniczą muzyki, chociaż trzeba powiedzieć, że w Polsce ta dziedzina oddziaływań terapeutycznych jest stosunkowo młoda.
Powszechnie wiadomo, że słuchanie muzyki powoduje zmiany fizjologiczne w naszym organizmie. Pod jej wpływem wzrasta lub obniża się ciśnienie krwi, zwalnia lub przyspiesza tętno, uspokaja się oddech. Z zastosowaniem nowoczesnych technik badawczych prowadzi się badania nad wpływem muzyki na różne obszary mózgu oraz narządy wewnętrzne. Są tacy, którzy tę dziedzinę sztuki traktują jak swoiste panaceum. Inni znów uważają, że muzykoterapia to leżenie na kanapie i słuchanie spokojnych, relaksujących utworów. Temat jest bardzo szeroki. Nie chcę niczego udowadniać. Będąc sama arteterapeutką, pragnę tylko zaciekawić czytelnika, podzielić się swoimi doświadczeniami oraz informacjami, jakie zdobyłam.

Jak to się dzieje, że dźwięk ma tak wielki wpływ na naszą psychikę i organizm?

Dźwięk to fala akustyczna. Powstaje w wyniku drgań. Im więcej drgań na sekundę, tym dźwięk jest wyższy, im mniej, tym niższy. Ilość drgań na sekundę nazywamy częstotliwością i mierzymy w hercach. Infradźwięki mają bardzo niskie częstotliwości i nie są słyszalne dla ucha. Mogą być szkodliwe tak dla ludzi, jak i dla środowiska. Natomiast ultradźwięki to fale akustyczne o wysokich częstotliwościach, które także nie są słyszalne dla ucha ludzkiego, ich działanie również może być bardzo szkodliwe. Dźwięki te wykorzystywane są w leczeniu, jak i diagnostyce różnych schorzeń. Za pomocą ultradźwięków usuwa się kamień nazębny, rozbija kamienie nerkowe, a w przemyśle czyści się powierzchnie metalowe.
Barbara Romanowska, twórczyni niekonwencjonalnej metody leczenia dźwiękiem, w swej książce o duchowym uzdrawianiu dźwiękiem, proponuje stosowanie oddziaływania za pomocą kamertonów w sposób analogiczny, jak ma to miejsce w przypadku akupunktury. Twierdzi ona, że fale dźwiękowe przenikają ciało, wywołując w żywych komórkach wibracje, mogące mieć pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Woda, podstawowy składnik tkanek rozprowadza dźwięk, który jak gdyby masuje ciało na poziomie atomowym i komórkowym. Nasze komórki poprzez rezonans dostrajają się do częstotliwości danego dźwięku. Muzyka wpływa na nasze napięcie mięśniowe, przemianę materii, wpływa na nasz stan emocjonalny, psychikę i powiązane z nią emocje. Którzy z nas nie doświadczył radości, słuchając jakiejś ulubionej piosenki? Czasem mamy łzy w oczach, albo ciarki na plecach. Bywają jednak i takie utwory, których, jak to potocznie twierdzimy, nie da się słuchać. Jest to sprawa bardzo indywidualna. Ten sam utwór może być bardzo różnie odbierany. Dla jednych „Tren ofiarom Hiroszimy” Pendereckiego będzie utworem o pięknej harmonii, inna osoba powie, że dzieło to ją przygnębia, jeszcze inna stwierdzi, że muzyka współczesna jest nie do słuchania.
Muzykoterapię często kojarzymy z leżeniem na kanapie i słuchaniem spokojnych utworów. Tymczasem jest to wspaniała paleta różnorakich połączeń. Muzykoterapia to także ruch, taniec, śpiew, wspólne muzykowanie i nie trzeba odebrać wykształcenia muzycznego, by korzystać z jej dobrodziejstw.
Sami dla siebie możemy być muzycznymi „lekarzami”. W warunkach leczenia szpitalnego, na oddziałach kardiologicznych, położniczych czy w szpitalach psychiatrycznych prowadzenie muzykoterapii wymaga ogromnego doświadczenia i sporej wiedzy muzycznej oraz psychologicznej. To samo dotyczy zresztą prowadzenia terapii będącej np. elementem wspomagającym proces rehabilitacyjny osób z niepełnosprawnościami.
O sile oddziaływania muzyki mogłam przekonać się na początku mojej drogi i chyba właśnie to sprawiło, że stałam się pasjonatką tej, jeszcze nie zbadanej, dziedziny.
Będąc młodą, zapaloną melomanką, całe stypendium przeznaczałam na płyty winylowe. Pod koniec lat osiemdziesiątych ferie spędzałam w Rabce. Była tam kiedyś filia laskowskiego przedszkola. Być może jeszcze tam jest, ale to nie ma większego znaczenia dla mej opowieści.
Dzieciaki miały swoje ferie w innym niż ja terminie, dlatego, będąc w Rabce, mogłam odbywać praktykę, spędzając czas z nimi. Grupka była nieduża, siedmioosobowa. Niektóre z dzieci miały niepełnosprawność sprzężoną, była wśród nich także dziewczynka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.
Podczas tych ferii zwiedzałam Kraków. Kupiłam płytę Bacha z utworami na flet. Nie pamiętam tytułów. Po powrocie z udanej wycieczki postanowiłam przesłuchać mój nowy nabytek. Nadarzyła się okazja. Wychowawczyni poprosiła mnie, bym została z maluchami na pół godziny. W sali był adapter. Po wyjściu wychowawczyni zapanował gwarek. Maluchy bawiły się klockami, chłopiec udawał pociąg, któreś z dzieci bawiło się bączkiem. Zastanawiałam się, co bym mogła z nimi robić. Puściłam płytę. Nagle osłupiałam. Dzieci posiadały tam, gdzie każde się w danym momencie znajdowało. Zapanowała absolutna cisza. Podchodziłam do każdego dziecka, siedziały takie małe słupki soli, zasłuchane. Nawet autystyczna Jola nie wydawała żadnych odgłosów, nie prowadziła dialogu z sobą, a co najważniejsze nie uciekała z pokoju. Nie chciałam przerywać tej pięknej chwili. Dźwięki fletu płynęły łagodnie. Tak sobie trwaliśmy w tym bajkowym świecie. Z zasłuchania wyrwało mnie skrzypienie otwieranych drzwi, a potem głos wychowawczyni: „Nasza praktykantka udała się na medal. Co zrobiłaś, że dzieciaki takie grzeczne?” Nie mniej zaskoczona odpowiedziałam: „To nie ja, to Jan Sebastian Bach, flet orkiestra i klawesyn.” Wyłączyłam płytę. Dzieci jakby obudziły się ze snu. Wrócił do swoich zabaw.
A o to inny przykład. Zafascynowana kamertonami– widełkami stroikowymi często wykorzystuję je jako jedno z narzędzi muzykoterapeutycznych. Posiadam kilka zestawów składających się z różnych dźwięków. Każdy kamerton wydaje tylko jeden dźwięk np.: c, d, e, f, g, a, h, c. itd. Doskonale spełniają one funkcję terapeutyczną. Kamertony terapeutyczne robi się ze stopów najwyższej jakości aluminium, magnezu i innych zastrzeżonych minerałów. Są produkowane na wyłączność autorki tej metody – Barbary Romanowskiej. Mają opatentowany kształt, opracowany z myślą o przeznaczeniu  do używania ich w sposób zgodny z technikami stworzonymi przez autorkę metody. Zadaniem kamertonów jest wspomaganie powrotu pacjenta do zdrowia psychicznego i fizycznego.
Istnieje kilka zestawów kamertonów o różnych częstotliwościach, między innymi kamertony anielskie, odpowiadające mniej więcej c, cis, d czterokreślnemu. Dźwięki ich są wysokie, bardzo piękne i przenikliwe, stąd ich nazwa – anielskie. Kamertony można wszędzie zabrać. Nie rozstrajają się pod wpływem wilgotności czy temperatury.
Na terapię trafiła do mnie niewidoma, siedemnastoletnia dziewczyna, po bardzo traumatycznych przejściach. Była zachwycona kamertonami, dopóki nie zastosowałam zestawu anielskiego. Mając już spore doświadczenie z tą metodą pracy, po pierwszych trzech dźwiękach poczułam w ciele dziewczyny ogromne napięcie. Przerwałam terapię, pytając, co się dzieje. Powiedziała mi, że dźwięki te wywołują u niej jakieś przykre wspomnienie z dzieciństwa. Próbowałyśmy je odtworzyć, ale się nie udało. Wspomnienie tkwiło gdzieś głęboko w podświadomości i było bardzo nieprzyjemne. Pacjentka nie potrafiła jednak wyrazić konkretnie swojego lęku. Rozładowałam napięcie, korzystając z innej techniki. Dziewczyna na początku bliska płaczu po chwili uspokoiła się, a nawet, pod wpływem różnych działań, roześmiała. Na kolejnych zajęciach próbowałyśmy odtworzyć to przykre wspomnienie, by uruchomić proces uzdrawiania emocji, tym razem już bez udziału kamertonów anielskich. Nie udało się. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może wspomnienie było zbyt bolesne i ukryte zostało bardzo głęboko, a potem silnie wyparte, może użycie podczas wcześniejszej sesji terapeutycznej niewłaściwej techniki zamknęło bodaj na jakiś czas możliwość pomocy. W tej chwili nie jest to istotne.
Przedstawiony przykład pokazuje, jak bardzo indywidualnie trzeba podchodzić do pacjenta, jak ważna jest rozmowa o odczuciach po sesji terapeutycznej, czy to indywidualnie, czy w grupie.
O znaczeniu muzyki w procesie terapeutycznym opowiadała swojego czasu matka Andrea Boccellego. Chłopiec już jako noworodek cierpiał na jaskrę. Objawiało się to bardzo silnymi bólami głowy i oczu. Maleństwo często przebywało w szpitalu, a rodzice byli bezsilni wobec jego krzyku. Można sobie tylko wyobrazić, co czuli, nie mogąc pomóc. Mama opowiadała: „Pewnego ranka, po wyjątkowo ciężkiej nocy, którą spędziliśmy na daremnym szukaniu środka zaradczego, dziecko niespodziewanie się uspokoiło. Trudno mi wytłumaczyć, co się odczuwa w takiej chwili. To rodzaj głębokiej wdzięczności dla wszystkich i nikogo w szczególności. Radość z nieoczekiwanego spokoju, który zapanował po środku groźnej burzy. Próbowałam zrozumieć jego powód i miałam szczerą nadzieję, że istnieje, że go poczuję i że z nim się oswoję. Nagle synek obrócił się na bok i zaczął przyciskać rączki do ściany, przy której stało łóżko. Minęło trochę czasu, nie pamiętam ile, w sali zapanowała cisza, na którą wcześniej nie zwróciłam uwagi. A potem dziecko rozpłakało się znowu. Po chwili synek uspokoił się i znów zaczął przyciskać rączki do ściany w stanie najwyższego napięcia, które trudno opisać. Nastawiłam ucha i usłyszałam muzykę dobiegającą z sali o bok. Podeszłam bliżej, zaczęłam nasłuchiwać i rozpoznałam znaną mi muzykę klasyczną. Zauważyłam, że to pod jej wpływem dziecko się uspokoiło. Poczułam błysk nadziei, która wypełniła mnie radością równie wielką jak moje cierpienie, radością, jakiej dotąd nie doświadczyłam i jaką osiąga się prawdopodobnie dopiero w chwili, gdy płaci się cenę za ogromny ból. Pobiegłam do sali obok i zapukałam do drzwi. Na łóżku ujrzałam pacjenta leżącego na trzech poduszkach. Był to rosyjski robotnik, który na skutek wypadku stracił wzrok. Niewielki gramofon wystarczył, by zachował pogodę ducha. Zaczęłam opowiadać temu poczciwemu człowiekowi, o tym, co przed chwilą zrobił mój syn i zapytałam, czy zgodziłby się, bym czasem synka mogła przyprowadzić.” (Andrea Boccelii – „Muzyka ciszy”). Matka opowiadała dalej, że wizyty te były dość częste i chłopiec, słysząc muzykę, za każdym razem bodaj na chwilę przestawał płakać. 

Szkodliwe oddziaływanie muzyki

Wokół oddziaływania muzyki na człowieka toczy się wiele sporów. Na wielu stronach internetowych, zwłaszcza tych, których twórcy deklarują zaangażowanie religijne, czy w jakiś sposób ideologiczne, (np. http://www.zbawienie.com/rock.htm), znajdujemy stwierdzenia, że muzyka stosowana nieumiejętnie czy wręcz bezmyślnie, może mieć szkodliwy wpływ na psychikę i organizm człowieka. Nie chodzi mi jednak o straszenie diabłem, albo inne zabiegi wywołujące dreszczyk niezdrowej emocji. Pozwólcie drodzy czytelnicy, że posłużę się przykładami z życia.
Czasem, jak chyba każda gospodyni domowa, spędzam długie godziny w markecie. Oprócz gwaru ludzkich głosów, słychać tam głośną muzykę. Często z kilku miejsc odtwarzane są różne utwory, których dźwięki przekrzykując się, zdają się walczyć o naszą uwagę. Mniej więcej po godzinie chce mi się spać, czuję się jakbym przekopała ogródek. Kakofonia wdziera się w mózg. Boli mnie głowa, a myśli i cały organizm krzyczą: „Wyjść, wyjść, wyjść!” Po trzech godzinach jestem tak otępiała, że najchętniej zostawiłabym wszystkie zakupy, myśli płyną w zwolnionym tempie. Kiedy wreszcie wychodzę, gwar uliczny, w porównaniu z tym, co słyszałam wcześniej, jest bajką.
Moja córka była uczennicą szkoły muzycznej pierwszego stopnia w klasie skrzypiec. Od czwartej klasy grała w małej orkiestrze dziecięcej. Zafascynowana tym rodzajem muzykowania, ukończywszy podstawową szkołę muzyczną, postanowiła nadal pozostać w zespole i wytrwała w tym postanowieniu jeszcze przez półtora roku. Mimo, że w gimnazjum nie kontynuowała już nauki gry na skrzypcach, chodziła na zajęcia dobrowolnie, dla własnej przyjemności. W pewnym momencie do orkiestry przyjęto bardzo malutkie dzieci. Grały nieczysto, często za nisko lub za wysoko. Akordy brzmiały fałszywie. Iga wracała z zajęć z bólem głowy. Miała dobrą wolę, żeby jakoś przetrwać, ale po kilku tygodniach po każdej próbie stres związany z przykrymi doznaniami muzycznymi zaczął wywoływać krwawienie z nosa. Musiała zrezygnować. Bóle głowy i krwotoki ustały tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawiły.
Zbyt głośno słuchana muzyka powoduje uszkodzenia słuchu, rozregulowanie organizmu. Infradźwięki, generowane przez wiele maszyn, zwane też poddźwiękami, to dźwięki o bardzo niskich częstotliwościach. Są niesłyszalne dla ludzkiego ucha. Poddźwięki mogą powodować bóle, a nawet uszkodzenia narządów wewnętrznych, mogą wywołać objawy choroby morskiej, rozstrój żołądka, a nawet uszkodzenia mózgu. W środowiskach osób uprawiających medycynę niekonwencjonalną twierdzi się, że najniebezpieczniejsza jest częstotliwość 7 Hz, gdyż pokrywa się ona z częstotliwościami fal mózgowych. Gwoli uczciwości należy jednak w tym miejscu powiedzieć, że żadne badania naukowe nie dowiodły tej tezy, ponieważ prowadzenie takich badań na ludziach, ze względu na możliwe ryzyko, jest trudne, o ile nie niebezpieczne. Osoba wrażliwa na ekspozycję na infradźwięki po kilku chwilach słuchania ich ma wrażenie, jakby głowa miała rozpaść się na kawałki.

Wpływ muzyki na osoby z dysfunkcją wzroku

Dla niewidomych i słabowidzących odbiorców muzyka stanowi najbardziej przystępną ze wszystkich sztuk pięknych. Jej szczególność i wyjątkowość polega na tym, że jest w pełni odbierana przez analizator słuchowy, nie angażując przy tym innych zmysłów. Dzięki swojej strukturze dźwiękowej muzyka nie stwarza przeszkód i ograniczeń w odbieraniu, tworzeniu oraz odtwarzaniu. Oddziałując bezpośrednio na uczucia, muzyka wpływa na reakcje fizjologiczne i psychomotoryczne, porządkując je i harmonizując.
Zabawy ruchowe[i] wspierają proces integracji osoby niepełnosprawnej ze społeczeństwem. Śpiew uspokaja emocje lub pozwala w pełni wyrazić to, co czujemy, a ćwiczenia muzyczno-ruchowe zmniejszają zahamowania psychoruchowe, mając tym samym pozytywny wpływ na skierowaną ku ludziom i otaczającemu światu aktywność, ułatwiają kontakty międzyludzkie i rozwój umysłowy, wreszcie przełamują bariery w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych. Ćwiczenia rytmiczne wzmagają wyczucie ruchu i zwiększają radość z aktywności ruchowej, co sprzyja wyzwalaniu się niewidomego dziecka  z różnych zahamowani. Ponadto kształtują one charakter i budują poczucie własnej wartości oraz usprawniają manualnie. Ruch w połączeniu z muzyką jest kluczem do rehabilitacji i niezależności. Ćwiczenia takie, stosowane u dzieci w wieku przedszkolnym, wyrabiają samodzielność, wspomagają naukę samoobsługi, samowystarczalność, przeciwdziałają blindyzmom, a także uczą koordynacji ruchów, systematyczności i współdziałania w zespole. Ćwiczą również orientację przestrzenną. Dzięki rytmice możliwe jest wykształcenie najlepszych i najistotniejszych cech osobowości oraz uzyskanie optymalnego rozwoju psychoruchowego. Wykazano także pozytywny wpływ muzykoterapii, a ściślej poruszania się w przestrzeni w rytm akompaniamentu, na koncentrację uwagi i koordynację słuchowo-ruchową. Ważne też jest, że podczas takich zajęć dzieci angażują się emocjonalnie, manifestują radość. K. Mazur[ii] wykazała, że terapia śpiewem ma pozytywny wpływ na ogólną aktywność ruchową, aktywizuje ręce i nogi oraz koryguje mimikę u niewidomych i słabowidzących dzieci. Zdaniem U Olszewskiej-Koziarskiej[iii] połączenie słowa, muzyki i ruchu jest uniwersalną metodą terapeutyczną. Ćwiczenia wizualizacyjne z muzyką relaksującą nie tylko odprężają, ale rozwijają wyobraźnię. Wpływają także korzystnie na ekspresję twórczą oraz komunikację werbalną. Prowadzono także badania nad wpływem muzyki jako bodźca wspomagającego przyjmowanie lepszej postawy ciała u niewidomych dorosłych na wózku. Do tego celu wykorzystano technikę biofeedback – urządzenie elektroniczne, zawierające tzw. przełącznik rtęciowy, przyczepione do czapki pacjenta, które powodowało rozpoczęcie odtwarzania muzyki lubianej przez osobę badaną, gdy uczestnik sesji terapeutycznej siedział prosto minimum piętnaście sekund. W wyniku tych działań stwierdzono, że u osób poddawanych takiej terapii znacznie poprawiła się postawa ciała oraz wzrosła siła mięśni i wytrzymałość pacjenta.
Ogromne znaczenie w wypadku osób niewidomych ma terapia tańcem. Dzięki niemu wzrasta świadomość usytuowania własnego ciała w przestrzeni. Taniec dobrze spełnia rolę środka przełamującego barierę niepełnosprawności; integruje osoby niewidome z widzącymi. Taniec rozwija orientację przestrzenną, usprawnia, a jednocześnie jest przyjemną formą spędzania wolnego czasu.
Wacław Wróblewski, uznany pedagog i choreoterapeuta, w celu rehabilitacji osób niewidomych opracował metodę zbiorowego nauczania tańców towarzyskich za pomocą przestrzennych tablic poglądowych opartych na brajlowskim sześciopunkcie.
O zbawiennym działaniu muzyki na osoby niewidome mogłabym jeszcze wiele napisać. Przytoczę więc kilka wypowiedzi tych, którzy tego dobrodziejstwa doświadczyli:
·        „Ćwiczenia z muzyką relaksacyjną wnosiły w moje życie element odprężenia.”
·        „Myślę, że dzięki ćwiczeniom łatwiej jest stawić czoło przeciwnościom, których nam nie brakuje.”
·        „Wprowadzają poczucie radości. W ogóle w muzyko terapii ważnym czynnikiem jest uwrażliwienie na piękno. Osoby widzące mają bogate doznania Chociażby po przez to, że mogą podziwiać widoki, barwy, piękno przyrody.”
Muzyka jest nam w pełni dostępna. Dlatego wskazane jest słuchanie utworów ilustracyjno-programowych, np.: „W Grocie króla gór” e’ Griega, „Lot trzmiela” – Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, „Motyle” Roberta Schumana, „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego, „Poematy symfoniczne” Franciszka Liszta, „Cztery pory roku” Antonio Vivaldiego. Ważnym elementem terapeutycznym jest włączanie do ćwiczeń wizualizacji. Przy spokojnych łagodnych dźwiękach daje to poczucie bezpieczeństwa i uruchamia wyobraźnię. Podczas zajęć z osobami niewidomymi tekst podawany podczas relaksu powinien być dostosowany do naszych realiów, naszego postrzegania świata. Np.: szum morza, ciepło słońca, łąka, trawa, śpiew ptaków. W przypadku niewidomych, a zwłaszcza dzieci, bezzasadnym będzie użycie takiego tekstu jak: błękit nieba czy widoki.
Ucząc się pracy terapeutycznej, lubiłam ćwiczenia muzyczno-ruchowe w parach. Dawało to poczucie bezpieczeństwa, wyzwalało zaufanie do osoby prowadzącej, będącej ze mną w parze, eliminowało niepokoje i lęki. Rytmika wprowadzała pewien rodzaj ładu, integrowała mnie z grupą. Wyzwalała zaciekawienie, bo przecież nie widząc, nie miałam pojęcia, co zrobi osoba będąca ze mną w parze lub osoba prowadząca w grupie. Tego rodzaju ćwiczenia uwrażliwiały także moje koleżanki i kolegów. Chętnie mi pomagano. W grupie czułam się bardzo dobrze. Czasem musiałam zasygnalizować potrzebę pomocy, poprosić o tę pomoc, a więc mogę powiedzieć, że w pewnym sensie cała ta sytuacja sprzyjała kształtowaniu się we mnie odwagi.
Bardzo rozwijające były dla mnie dialogi instrumentalne. Za pomocą instrumentarium Orfa mieliśmy za zadanie wyrazić swoje emocje. Nie widząc osoby dialogującej ze mną, musiałam rozpoznać, co chce wyrazić i to było fascynujące. Niewidomi, zwłaszcza dzieci, mają mniejsze możliwości, jeśli chodzi o odreagowanie emocji, czy spożytkowanie drzemiącej w nich energii. Dlatego wskazane są dla nich ćwiczenia aktywizujące, żeby mogły się na przykład wykrzyczeć. Wskazane są podskoki, bieg, choćby w miejscu, klaskanie, tupanie itd.
Z pewnością muzykoterapia jest dobrodziejstwem zarówno dla niewidomych dzieci, jak i dorosłych. – Monika Malinowska – absolwentka wydziału muzykoterapii Akademii Muzycznej w Łodzi przez trzy tygodnie prowadziła zajęcia terapeutyczne w Laskach. Oto kilka wypowiedzi jej młodych pacjentek:
·        „Zajęcia dały mi bardzo dużo: relaksowałam się, bardzo mi się podobały różne scenki, dzięki którym wiele się nauczyłam. Te zajęcia były jak terapia i bardzo mi przykro, że muszę je kończyć. Z zajęć zawsze wychodziłam wesoła i uśmiechnięta, myślę, że te zajęcia zostaną mi jak najdłużej w pamięci.” – E., 11 lat.
·        „Dzięki zajęciom z muzykoterapii nauczyłam się rozładowywać emocje. Dialogi śpiewane na zasadzie improwizacji uświadomiły mi, że potrafię tworzyć wiele rzeczy i robię je dobrze. To mnie bardzo dowartościowało. Zdziwiło mnie, że można rozładowywać emocje na wiele sposobów. Kilku z nich nawet używałam, nie wiedząc, że sobie pomagam. W czasie terapii bywały też trudności np. praca z kamertonami Anielskie wywoływały u mnie dziwne lęki, niepokój. Jednak, ogólnie rzecz ujmując, funkcjonuję lepiej i mam lepsze samopoczucie. Czuję się bardziej pewna siebie. Zdaję sobie sprawę, że mam szansę na wyzbycie się poczucia winy oraz tkwiących we mnie od lat pokładów negatywnych emocji. Poza tym dowiedziałam się o sobie wielu nowych rzeczy. Odkrywam siebie na nowo.” – B, 17 lat.
A oto fragment pamiętnika ociemniałej Ireny Łowińskiej:
„Dźwięki mają dla mnie konkretną, zdecydowaną barwę. Skrzypce są srebrzyste, trąbka ma też odcień srebrzysty. Ale wpadający w seledyn, jak gdyby księżycowy. Wiolonczela ma bardzo ładny, czerwony kolor. Fortepian? Zielone kulki widzę, to różne zielenie, od ciemnych do najjaśniejszych. Organy są bardziej zielone. Bardzo piękny kolor, soczysty taki, jak gdyby zielona woda się poruszała. Jak słucham organów, to mam wrażenie, jak gdybym oglądała bardzo kolorowy świat, ale zanurzony w zielonkawą mgłę.
Tonacje molowe są w różnych odcieniach niebieskich, a durowe czerwonych i różowych. Chór czterogłosowy kojarzy mi się z górami. Soprany to śnieżne szczyty. Alty wysokie jodły. Tenory to hale. A basy rozległe podnóże gór. Śpiewy gregoriańskie utożsamiam z drobniutko falującym morzem. Czarna jest po prostu cisza i to jest bardzo ładne.”
Wychowawczyni z ośrodka szkolno-wychowawczego w Laskach opowiada:
„Dla dzieci niewidomych wiele odgłosów stanowi zagadkę i wywołuje lęk. Pewna dziewczynka bała się odgłosu syreny ochotniczej straży pożarnej w Laskach. Jednakże podczas muzykoterapii odkryła, że odgłos syreny jest dźwiękiem tak na wysokości „a” razkreślnego. Według tego dźwięku muzycy stroją instrumenty przed koncertem. Jej odkrycie było przełomowe, wywołało płynącą z rozpoznania i zrozumienia rzeczy niemal euforyczną radość, zlikwidowało uporczywy lęk…”

Jak stosować muzykę w terapii na własnym podwórku

Maciej Kierył – lekarz, anestezjolog, muzykoterapeuta z wieloletnim doświadczeniem, w swojej książce pt. „Muzyczna apteczka” podaje zestaw prostych ćwiczeń muzyczno-ruchowych. Wyjaśnia też ich właściwości lecznicze. Dosłownie przytoczę kilka z nich. Zachęcam do korzystania z tej prostej, przeznaczonej dla każdego „terapii”.
Ćwiczenia poranne
Poranne tempo to częstość akcji serca 70-90 uderzeń na minutę. Fizjologiczną muzyką budzącą jest ciepły dźwięk instrumentu lub głosu, cicho odtwarzana pogodna muzyka. Jest to tempo marszowe. Wskazana jest muzyka instrumentalna. Jeśli mamy wybór, wybierajmy pojedyncze instrumenty: fortepian, gitarę lub małe zespoły. Jeszcze w łóżku wykonajmy kilka ćwiczeń:
1.      Oddychamy wolno przez nos, usta zamknięte. Powoli przeciągnijmy się. Zaciśnijmy na jedną sekundę pięści i rozluźnijmy napięcie.
2.      Włączamy nasze ulubione, spokojne nagranie. Powtarzamy kilkakrotnie coraz głębsze oddechy i dłuższe: trzy- sześciosekundowe rozluźnianie i napinanie mięśni.
3.      Układamy się w pozycji embrionalnej – siadamy na piętach, pochylamy klatkę piersiową na uda, czoło układamy na pościeli, a ręce rozluźniamy wzdłuż ciała. W tej pozycji zostajemy przez kilka oddechów.
4.      Podnosimy wygięty kręgosłup do góry, opuszczamy głowę między ramionami, prostujemy ręce w łokciach, przyjmując pozycję kota, wydech. Wraz z wdechem unosimy głowę do góry, równocześnie obniżając kręgosłup do dołu w kształcie siodła.
5.      Ćwiczenie z punktu 4 powtarzamy trzy razy na zmianę: kot, siodło.
6.      Odpoczywamy chwilę na brzuchu.
7.      Odwracamy się na grzbiet. Przez kilka sekund przeciągamy się i stopniowo siadamy. Przez chwilę siedzimy, po czym wstajemy (po kilkukrotnym treningu wstawanie będzie zajmowało trzydzieści sekund).
8.      Przy dość szybkiej muzyce marszowej wykonujemy kilka wymachów ramionami, ruchy taneczne, znane ćwiczenia gimnastyczne lub aerobik.
9.      Wykonujemy trzy podparte przysiady.
W celu skuteczniejszej terapii można przygotować dwie płyty. Jedną z muzyką spokojną, relaksującą, drugą z muzyką dynamiczną: disco, techno, rap (według uznania).
Ćwiczenia muzycznej gimnastyki funkcjonalnej
Ćwiczenia te prostują sylwetkę, pogłębiają oddech, zmniejszają bóle kręgosłupa, odwracają uwagę od nużącej pracy i dają satysfakcję rytmicznego ruchu. Po ćwiczeniach wykonajmy kilka spokojnych, głębokich oddechów.
1.      Przy dynamicznej melodii:
a)       w szybkim tempie (disco, rap, techno) wykonajmy w miejscu trucht i podskoki.
b)     w pozycji siedzącej zaciśnijmy i rozluźnijmy pięści lub wciągnijmy i wypnijmy brzuch.
Ćwiczenia te zredukują nasze napięcie psychiczne, złość, niepokój i agresję. Stanowią przerywnik w pracy. Wykonujemy je krótko – jedną – dwie minuty.
2.       Przy melodiach w wolnym tempie o spokojnym klimacie, cicho odtwarzanej muzyce, wykonujemy różnorodne ćwiczenia, spokojny przerywnik ruchowy, mniej więcej trzydzieści sekund. Mogą to być miękkie krążenia barkami do przodu i do tyłu oraz wolne krążenia głową. To ćwiczenie zmniejsza stan napięcia szyi, barku i pasa barkowego.
Po wykonaniu tych ćwiczeń następuje poprawa sprawności umysłowej, ustąpienie bólów kręgosłupa, polepszenie samopoczucia.
Zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpałam tematu. Mam jednak nadzieję, że przeczytawszy ten tekst zaprzyjaźnicie się jeszcze bardziej z muzyką. Myślę, że warto. Na koniec przytoczę garść ciekawostek. Można w nie wierzyć, albo nie. Powszechnie jednak wiadomo, że muzyka łączy ludzi i łagodzi obyczaje. Dlatego warto z nią być tak na co dzień za pan brat. Nućmy przy goleniu, pod prysznicem, słuchajmy ulubionych utworów, a trochę gimnastyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Ciekawostki

Na zakończenie pozwalam sobie przytoczyć za Leszkiem Matelą i Otylią Sakowską garść muzykoterapeutycznych ciekawostek. Źródło pochodzi z tzw. kręgów ezoterycznych, dlatego do stwierdzeń w rodzaju „dowiedziono naukowo”, „udowodniono” itp. należy w tym wypadku odnosić się ze znaczną rezerwą. Niemniej jednak już samo to, że ludzie w taki sposób prowadzą poszukiwania dotyczące oddziaływania muzyki na nasze ciała i umysły, może być czymś interesującym.
1.      Naukowcy z Kanady ustalili częstotliwości drobnoustrojów, np.: częstotliwość drgań dla pleśni wynosi 80 000 – 140 000 drgań na sekundę, dla bakterii wirusów, robaków i glizd 300 -430 kHz. Częstotliwości, na których pracuje organizm ludzki to: 1 520 kHz – 97 460 kHz.
2.      W ZSRR przed defiladami państwowymi, a szczególnie w dniu rocznicy rewolucji bolszewickiej, przypadającym na dzień 7 listopada, trasę defilady zabezpieczał pojazd terenowy o nietypowej zawartości. Znajdował się w nim dużej mocy ukryty nadajnik dźwiękowy nadający infradźwięki niesłyszalne dla ludzkich uszu. Miały one wpływać uspokajająco na zebrany tłum i wyciszać jego negatywne emocje. Podobno efekt tego oddziaływania utrzymywał się do dwóch godzin od zaprzestania emisji infradźwięków.
3.      Oddziaływaniem dźwięku na otoczenie zainteresowało się także wojsko. Pierwsze eksperymenty z wykorzystaniem dźwięku przeprowadzono już w okresie pierwszej wojny światowej. Już wtedy pracowano nad bronią akustyczną. Amerykanie już w latach 40-tych XX wieku wykorzystywali poddźwięki do lokalizacji różnych wojskowych urządzeń wroga, emitujących fale o niskiej częstotliwości. Stwierdzono, że w miarę obniżania częstotliwości dźwięku można oddziaływać na coraz większe przedmioty, wręcz na całe budynki. Zbudowano laboratoryjny generator poddźwiękowy i okazało się, że przy określonych bardzo niskich częstotliwościach ściany laboratorium zaczęły drgać i niebezpiecznie pękać, mimo, że dźwięk nie był słyszalny dla ucha. Dokonano także rewolucyjnego odkrycia, że pewien rodzaj muzyki tworzonej w XVII i XVIII wieku przez takich kompozytorów jak: Antonio Vivaldi, Jan Sebastian Bach czy Filip Teleman silnie pobudza umysł i pamięć.
4.      Według niektórych naukowców pewne dźwięki można zastosować do niszczenia np. komórek nowotworowych. Zwolennicy tej teorii głoszą, że dzieje się tak dlatego, iż częstotliwości nut mogą być zbliżone do częstotliwości rezonansowych pewnych typów komórek. W takim wypadku dźwięki mogą wprowadzać komórki w rezonans. Jest duże prawdopodobieństwo, że tak wywołane wibracje wzmacniają zdrowe komórki i tkanki, natomiast chore niszczą. W pewnym badaniu komórki rakowe poddano oddziaływaniu sekwencji sygnałów o rosnących częstotliwościach. Przy częstotliwości 400  – 480 Hz a, b, powyżej środkowego c, komórki rakowe, w miarę oddziaływania na nie, rozrywały się i rozpadały.
5.      W 1972 roku skonstruowano pierwszy laser chromasonowy, który automatycznie tłumaczył dźwięki na barwy i kształty. Próbowano połączyć muzykę z plastyką. Muzycy grali na różnych instrumentach, do których podłączono przetworniki i urządzenia optyczne. Dzięki temu słuchacze mogli oglądać na ekranie wygrywane kolory i kształty.
6.      Doświadczenia z muzyką pokazują, że do zapobiegania bólowi i uspokojenia nadają się bardziej koncerty solowe, niż utwory orkiestrowe.
7.      Za tonacje odprężające uważa się: C dur, D dur, B dur, F dur.
8.      Do relaksacji i likwidacji bólu stosujemy utwory o tempach: andante – tempo umiarkowane, adagio, largo, tempa wolne.
9.      Instrumenty odprężające to: obój, pianino, wiolonczela, skrzypce, klarnet, organy. Wiele osób uzyskuje odprężenie przy śpiewie chóralnym, gitarze, harfie czy saksofonie.
10.   Oddziaływanie instrumentów na organizm człowieka: flet uspokaja usuwa lęk, skrzypce pomagają przy migrenie. Ksylofon łagodzi agresję. Fortepian wytwarza poczucie bezpieczeństwa.
11.   Muzyka działa leczniczo na organizmy żywe – rośliny i zwierzęta. Na fermach australijskich prowadzono badania, podczas których wykazano, że krowy słuchające walców Straussa dawały więcej mleka. W Niemczech i USA udowodniono, że pod wpływem utworów Mozarta kury znosiły większe i lepszej jakości jajka.
12.   Badania prowadzone na roślinach na Uniwersytecie w Ottawie, wykazały, że pod wpływem muzyki klasycznej i barokowej plony zbóż wzrastają o 60 procent. Znaleziono też najwłaściwszy utwór do stymulacji pszenicy okazał się nim koncert E-dur na skrzypce J. S. Bacha.
13.   Śpiew wpływa na nastrój i emocje. Reguluje i harmonizuje pracę organizmu. Śpiewanie pełni funkcję oczyszczającą psychikę i regulującą funkcjonowanie organizmu. Podczas śpiewania sprawność organizmu wzrasta o 60 procent. Poprzez śpiew pokonujemy negatywne uczucia i uruchamiamy siły samo naprawcze organizmu. Wibracje śpiewu pomocne są przy usuwaniu substancji toksycznych z organizmu, poprawiają ukrwienie organów oraz usprawniają ich pracę. Podczas śpiewu zostają neutralizowane bolesne uczucia i doświadczenia.
14.   Przeprowadzone eksperymenty z samogłoskami i harmoniami – współbrzmieniami wykazały ich pobudzający wpływ na mózg oraz gruczoły regulujący proces wydzielania wewnętrznego. Badano także oddziaływanie kamertonem na krwinki. Zaobserwowano, że przy określonych częstotliwościach zmieniały one zabarwienie i kształt.
15.   Badano także wpływ poszczególnych dźwięków na organizm i emocje. I tak twierdzi się, że:
a)      C – oddziałuje na: kości, mięśnie dolnej części pleców, biodra, pośladki, nogi, jelita, gruczoł krokowy. Skuteczna działa w terapii: anemii, słabego krążenia krwi, paraliżu, lumbago, sztywnych stawów, zimnych stóp, zaparć, biegunek problemów z oddawaniem moczu. Leczy wątrobę trzustkę, przeciw działa depresji, wspomaga działanie afirmacji.
b)     Cis – odpręża, uspokaja, rozluźnia, łagodzi, oczyszcza emocje.
c)      D – ma korzystny wpływ na gospodarkę wodnoelektrolitową, nerki, pęcherz, układ limfatyczny, rozrodczy, skórę, tkankę tłuszczową. Pomaga leczyć podagrę, bronchit, astmę, kamienie żółciowe, otyłość, wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn. Pomocny jest także w leczeniu apatii i letargu. Wspomaga terapię wad wymowy, tarczycy, trudności z wyrażaniem siebie. Łagodzi agresje.
d)     E – poprawia funkcjonowanie wątroby, jelit, śledziony, nerek, układu nerwowego, regeneruje komórki. Wspomaga leczenie zaburzeń wątrobowych, jelitowych, problemów skórnych. Jest także skuteczny przy bólach głowy, migrenach. Stymuluje aktywność intelektualną, dobry na ospałość, znudzenie.
e)     F – działa pozytywnie na płuca, serce, barki, ramiona, dłonie, gruczoły hormonalne i układ odpornościowy. Ma pozytywne oddziaływanie na procesy wegetatywne, skuteczny przy bezsenności, wyczerpaniu, nadciśnieniu. Dźwięk F to doskonała terapia w stanie irytacji. Usuwa depresję.
f)       G – na ten dźwięk wrażliwe są: gardło, szyja, uszy, kręgosłup, układ odpornościowy, układ nerwowy. Poprawia przemianę materii, uspokaja, pomaga w koncentracji.
g)      Gis – wspomaga komunikatywność.
h)     A – wpływa na koordynację i reakcje mięśni, oddziałuje na wszystkie narządy zmysłów. Uspokaja, działa na centralny układ nerwowy.
i)       B jest skuteczny przy nerwobólach, pomaga szanować i polubić siebie.
Dźwięki te możemy śpiewać, najlepiej w oktawie razkreślnej. Pamiętajmy jednak, że dźwięk to nie tabletka. Działa wspomagająco. Wszystkie przytoczone powyżej twierdzenia o oddziaływaniu poszczególnych dźwięków na ciało i psychikę człowieka można oczywiście włożyć między bajki. Ja jednak przeżyłam dość dziwne doświadczenie.
Któregoś dnia bardzo niespodziewanie dostałam bardzo silnego ataku bólu woreczka żółciowego. Byłam sama, nie miałam nic przeciwbólowego. Czułam, że krew odpływa mi z głowy, coraz trudniej było oddychać. W przypływie desperacji wzięłam dwa kamertony, interwał kwinty czystej, dźwięki C i G. Aktywizowałam kamertony, wykonując nad bolącym miejscem faliste nuty. Po pięciu minutach poczułam, że ból mija. Być może zadziałał efekt placebo, może silne pragnienie, żeby przestało boleć, co w połączeniu z czynnością i bodźcem odwracającym uwagę zrobiło swoje. Trudno powiedzieć.
Cokolwiek jednak bym tu nie napisała myślę, że warto, by muzyka stała się naszym towarzyszem, takim dobrym aniołem.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top