[fot. Zdjęcie przedstawia arkusze mapy Afryki]
W poprzednich numerach poznaliśmy „od kuchni”, stosowane dość powszechnie, technologie: papieru „puchnącego” i termoformowania. Przed nami jeszcze sitodruk wypukły, flock, haft, farby puchnące i kilka innych technik w mniejszym lub większym stopniu użytkowanych współcześnie. Dzisiejszy artykuł (część I), z papierem w roli głównej, byłby pierwszym w serii materiałów, poświęconych sposobom wykonywania tyflografik, gdyby nie to, że jest właściwie technologią …„martwą”.
Możemy spotkać w naszym „reliefowym świecie”, wydane niedawno w technologii tłoczenia w papierze, bibliofilskie, rzec by można, wydawnictwa typu „Elementy architektury” czy „Banknoty i monety Unii Europejskiej”, ale są to niskonakładowe efemerydy – nie docierające do szerszego grona odbiorców.
A to przecież od papieru i różnych jego odmian wszystko się właściwie zaczęło…
To na papierze tłoczono pierwsze wypukłe litery łacińskiego alfabetu, o takiej wielkości, która była dostosowana do możliwości rozpoznawania dotykiem przez niewidomego. Na papierze, według koncepcji Wilhelma Kleina, powstawały książki drukowane perełkowymi literami. William Moon na arkuszach papieru drukował książki swoim alfabetem. Dzięki papierowi rozpowszechniła się w świecie idea niewidomego Francuza.
[fot. Zdjęcie przedstawia fragment arkusza zapisanego za pomocą druku systemem Kleina, podpis: Druk systemem Kleina]
[fot. Zdjęcie arkusza zapisanego pismem Moona, podpis: Kartka zapisana pismem Moona]
Na papierze i przeróżnych odmianach kartonu powstawały pierwsze tyflografiki. Zarówno te wydawane w „masowych”, jak na ówczesne czasy nakładach, jak i te pojedyncze, których autorem bywał rozumiejący ideę tyflografiki (wcale tak wtedy zresztą nie nazywanej) – nauczyciel.
Przeszło trzydzieści lat temu, jako młody i bardzo niedoświadczony tyflopedagog, spędziłem w Leningradzie długie godziny na rozmowach z niewidomą nauczycielką matematyki. Była któraś z „niekończących” się białych nocy, a my siedzieliśmy na znajdującym się przy szkole cokole pomnika i Maria Andriejewna co jakiś czas donosiła ze szkolnego budynku różne dziwne i solidnie nadgryzione zębem czasu przedmioty, cierpliwie wyjaśniając mi do czego służyły one niewidomym.
Dłutka, kubarytmy, dziwne rylce, szklane „długopisy” do pisania klejem, druciane modele figur geometrycznych… Na niektórych przedmiotach były podane miejsca wytworzenia – Viena, Berlin, Paris. Na moje pytanie, jak to wszystko udało się ochronić podczas strasznej blokady Leningradu w czasie wojny, opowiedziała historię, jak zakopywano na początku blokady w Ogrodach Letnich zabytkowe rzeźby oraz księgozbiór i pomoce naukowe Leningradzkiej Szkoły dla Ślepych.
[fot. Zdjęcie przedstawia maszynę do druku systemem Kleina, podpis: Drukarenka Kleina]
Potem, widząc moje zainteresowanie objuczyła mnie przyniesionymi wcześniej rzeczami i widocznie nabrawszy zaufania poprowadziła krętymi korytarzykami piwnic do zagraconego pomieszczenia. Posadziła na zdezelowanym krzesełku i z jakiegoś zakurzonego kartonu wyjęła arkusz grubego papieru zapisanego, z wykorzystaniem wypukłej metody Kleina, cyrylicą wraz z grafiką trójkąta, wykonanego tym samym sposobem.
Podawała mi tę kartkę nie tak, jak inne przedmioty. Trzymała ją położoną na wewnętrznych stronach dłoni, chroniła znaki przed dotknięciem. Podawała ją z szacunkiem należnym czemuś niezmiernie ważnemu. Po chwili milczenia powiedziała: „Wiecie, młody człowieku, to jeszcze robił Skriebickij…”
[fot. Zdjęcie przedstawia druk w systemie Kleina, podpis: Kartka tłoczona, drukowana systemem Kleina]
[fot. Strony książki, podpis: Książka tłoczona pismem płaskim – Instytut Perkinsa]
Później, z równym szacunkiem, zaczęła układać przede mną (natychmiast pieczołowicie chowając poprzedni) duże kartonowe arkusze z tyflografikami przedstawiającymi mapy, postacie zwierząt, ilustracje zjawisk fizycznych, obrazki przedmiotów. Oglądaliśmy wspólnie, pachnące kurzem i tym czymś, czego nie da się nazwać, stare arkusze, a Maria Andriejewna znowu stała się nauczycielem karcącym mnie za próbę dotknięcia reliefowego obrazka „Nie trogaj (nie dotykaj) – eta staryje – tiepier takich uże niet”.
Co jakiś czas rzucała nazwisko autora tyflografiki i miejsce jej wykonania. Padały nazwiska Kunza, Kleina, Skriebickiego…
Nie ma stareńkiej Marii Andriejewny i wielu jej podobnych ludzi, którzy uczyli się jako niewidomi na papierowych tyflografikach, a później uczyli innych. Pozostały w wielu miejscach Europy unikalne, często zapomniane kolekcje grafik reliefowych, wykonanych na tak nietrwałym materiale jak papier…
PREKURSOR I MISTRZ
Można śmiało powiedzieć, że papierowe tyflografiki łączą się z osobą Martina Kunza – szwajcarskiego tyflopedagoga, dyrektora Zakładu dla Ciemnych w Illzach, postacią godną osobnej publikacji książkowej. To prekursor światowej tyflografiki i autor przeszło dziewięćdziesięciu opracowań tyflokartograficznych i nieskatalogowanej, wielkiej ilości innego rodzaju reliefowych przedstawień.
Jako pierwszy na świecie podjął, w celu masowego wydawania grafik reliefowych, trud eksperymentów. Jego tyflomapy i tyflografiki służyły jako pomoce dydaktyczne w większości Zakładów dla Ciemnych w Europie. Na wielu jego wydawnictwach (sygnowanych reliefowym napisem literami łacińskimi KUNZ – ILLZACH) znajdziemy czarnodrukowe nagłówki jednocześnie po niemiecku, francusku, angielsku i włosku.
Skromnie opisane brajlem, którego to sposobu pisma na początku nie był wielkim zwolennikiem, w większości wypadków doskonale opracowane tyflograficznie, przedstawienia reliefowe niosły wiedzę niewidomym w Europie. Od wystawy berlińskiej i paryskiej w 1870 roku jego tyflografiki i sposób ich wykonywania stał się standardem w Europie.
Kunz stosował do tłoczenia swoich grafik reliefowych zarówno gruby papier i karton, jak i w późniejszym okresie swojej działalności – preszpan (specjalny rodzaj „utwardzanej, silnie sprasowanej i gładzonej tektury”).
[fot. Zdjęcie przedstawia mapę Danii i kolonii duńskich, podpis: Mapa M. Kunza z 1889 – tłoczenie w grubym papierze]
Korzystał w procesie tłoczenia zarówno ze zwykłych (jak na ówczesne czasy) drukarskich maszyn tłoczących, jak i (w późniejszym okresie) z pras balansowych. Te pierwsze, przy dość prymitywnym sposobie wykonywania matryc, nie zawsze pozwalały na dokładne i precyzyjne wykonanie kopii reliefowej. Korzystanie z prasy balansowej, w której nacisk stopniowo przenosi się na poszczególne partie wytłaczanej tyflografiki, pozwalało na znacznie dokładniejsze wykonywanie odbitek.
[fot. Mapa Azji, podpis: Azja M. Kunza, 1889, tłoczenie na grubym papierze]
Studiując kolejne etapy jego działalności wydawniczej, widzimy, jak zmieniały się sposoby wykonywania matryc, bez których wytłoczenie tyflografiki jest niemożliwe.
Mapa Hiszpanii, uznawana za pierwszą masowo wydaną tyflografikę, wytłoczona była z arkusza grubego papieru, znajdujący się w procesie tłoczenia pomiędzy dwoma płatami blachy miedzianej, w których wykonano (m.in. metodą „czekanki”) przedstawienie reliefowe tematu. Metoda takiego wykonywania matryc została zarzucona ze względu na koszty oraz małą ich trwałość.
[fot. Barwiona mapa M. Kunza]
[fot. Zdjęcie przedstawia arkusz z wizerunkiem ośmiornicy, podpis: Ośmiornica – M. Kunz]
Następne matryce wykonywane były z gliny i gipsu oraz mieszanek tych materiałów specjalnie utwardzanych.
Tak powstały mapy Włoch i Lotaryngii. Metoda ta także została zarzucona ze względu na zbyt małą trwałość i uszkodzenia w trakcie tłoczeń – powstające ubytki uniemożliwiały powtarzalność.
Kolejne rodzaje matryc wykonywane były z drewna gruszkowego metodą rzeźbienia oraz uzupełniania wklejanymi tkaninami o jednoznacznych strukturach. Ta technologia wykonywania matryc zaowocowała powstaniem kolejnych map Włoch.
Następnym etapem poszukiwań sposobu przygotowania idealnych matryc przez „ojca tyflografiki” były próby stosowania elementów kauczukowych na drewnianej płaskorzeźbie.
Dbając o maksymalną wierność w oddawaniu szczegółów dostępnych dotykowo eksperymentował także z galwanoplastyką.
Lata prób zaowocowały stworzeniem mieszanej technologii wykonywania matryc do tłoczeń reliefowych opartej na elementach (m.in. metal, drewno, utwardzany gips, włóknina) stosowanych w pierwotnych technologiach wykonywania matryc. W tejże technologii powstała zdecydowana większość jego tyflografik.
[fot. Zdjęcie przedstawia tłoczoną mapę Afryki, podpis: K. Przyrembel – mapa Afryki – tłoczenie w preszpanie]
Wszystkie tyflografiki – przeznaczone tylko dla niewidomych – były wyłącznie reliefowymi przedstawieniami z nielicznymi nadrukami dla widzących. Kunz stosował taki poddruk jedynie w przypadku niektórych tyflomap, a i to nie ze względu na osoby słabowidzące, ale ze względu na „wygodę” nauczyciela.
Rzadko stosowany był przez niego do tłoczeń preszpan. Materiał ten używany był przede wszystkim do wykonywania prostych przedstawień tyflograficznych typu „Układ Słoneczny”. Urządzenia tłoczące, jakie stosował, oraz stosunkowo mało wytrzymałe matryce nie pozwalały na pełne wykorzystanie tego doskonałego do wykonywania głębokich tłoczeń tworzywa.
W tamtych czasach nikt specjalnie nie interesował się grupą osób określaną aktualnie jako „słabowidzące”. Nie próbowano wykonywać przestawień tyflograficznych dla tych odbiorców. Tyflografiki Kunza nie miały barwy – niosły informację dzięki reliefowi. Natomiast w wielu miejscach Europy spotykałem jego pojedyncze obrazki z naniesionym kolorem!
Ze względu na swoją trwałość były używane przez pedagogów w szkołach i ośrodkach dla niewidomych jeszcze w latach 60-tych i 70-tych, gdzie coraz częściej pojawiały się osoby z resztkami wzroku. To dla nich nauczyciele często dokonywali kontrastowych barwnych uzupełnień w dziełach mistrza z Illzach.
Wielki, zapomniany tyflolog i tyflopedagog pozostawił po sobie, oprócz potężnej spuścizny w zakresie wielkiej ilości map tyflologicznych i tyflografik, dzieła pedagogiczne miedzy innymi obalające mity o szczególnych zdolnościach osób niewidomych w zakresie słuchu czy dotyku.
KONTYNUATOR
To co nie udało się Kunzowi, poszukującemu technologii użytecznych dla niewidomych, zrealizował jego znamienity następca, pracujący w Blindenstudienanstallt Breslau (Wrocław), K. Przyrembel.
Opracował do perfekcji metodę wykonywania lutowanych matryc metalowych i tłoczenia z nich map tyflologicznych tylko na trwałym i odpornym zarówno na warunki atmosferyczne, jak i ręczne uszkodzenia – preszpanie. Zaletą tego – stworzonego ze specjalnie prasowanego papieru – materiału była możliwość wykonywania nawet bardzo głębokich tłoczeń. Atlas świata wydany przez K. Przyrembla w 1932 roku był doskonałym wydawnictwem tyflokartograficznym. Na tyle dobrym, że kilka lat temu w Niemczech wydano reprint tego dzieła, opierając się między innymi na uratowanych z wojennej pożogi oryginalnych matrycach.
[fot. K. Przyrembel – Atlas Świata 1932, podpis: Zagadka dla Czytelników – co to jest?]
Tłoczone na preszpanie tyflografiki zawsze miały tylko i wyłącznie jeden kolor – jasny bądź ciemny brąz lub jasną bądź ciemną zieleń – naturalne kolory tego tworzywa. Nie posiadały opisów czarnodrukowych. Prawidłowo zgeneralizowane tematy map, unikanie zbędnych szczegółów, jednoznaczny opis brajlowski, przyjazny oglądowi format arkuszy i głębokie (niekiedy do centymetra) jednoznaczne tłoczenia stanowiły o wartości tych dzieł.
W następnym numerze Tyfloświata w dalszym ciągu będziemy mówić o technologiach wykonywania tyflografik w papierze. Specjalnie na potrzeby publikacji, w naszym Studiu Tyflografiki wykonane zostanie i załączone do następnego numeru przykładowe tłoczenie i druk w papierze i preszpanie, według dokładnie skopiowanych technologii, stosowanych przez Kunza, Przyrembla i Kleina. Niecierpliwych, chcących wcześniej zobaczyć oryginały, możemy skierować do zbiorów Ośrodka w Laskach i Owińskach oraz oczywiście do muzeum tyflologicznego w Brnie i Wiedniu!
*Autor jest tyflopedagogiem w Ośrodku dla Niewidomych w Owińskach, twórca polskiej czcionki brajlowskiej Poland Braille Fonts, autorem technologii wykonywania tyflografik oraz map i planów wypukłych. Zajmuje się przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku. Prowadzi Studio Tyflografiki. Jest wydawcą reliefowych publikacji książkowych oraz planów i map dla niewidomych. Laureat Medalu KEN, nagród MEN, i Ministra Infrastruktury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kartografii. Odznaczony srebrną odznaką PZN. Kawaler Orderu Uśmiechu.

Ognisko do rana na Otrycie, spacer w deszczu po Ustroniu, nocne debaty i dyskusje w Bydgoszczy czy rajd w Puszczy Zielonce… Ile było miejsc, gdzie do świtu trwały opowiadania, wspomnienia, dyskusje związane z tym, jak to jest „być niewidomym”. Ile razy zgadzaliśmy się podczas tych wspominków, że dobrze by było spisać te nasze opowieści. Niech i inni pośmieją się, wzruszą… Zróbmy to!
Studio Tyflografiki z Owińsk ogłasza konkurs na krótką formę literacką (opowiadanie, wspomnienie, wiersz) pod tytułem: „No to co, że nie widzę”
Jedynym warunkiem uczestnictwa w konkursie jest wysłanie do dnia 15 stycznia 2010 roku maila na adres biuro@niewidomi.com.pl lub listu na adres Studio Tyflografiki TYFLOGRAF, Marek Jakubowski, 62-005 Owińska, Plac Przemysława 3/11 z informacją, że chcesz wziąć udział w konkursie.
List może być przygotowany w brajlu lub czarnodruku. Wszystkie osoby, które zgłoszą akces oraz podadzą swój adres pocztowy, otrzymają od razu po otrzymaniu przez nas zgłoszenia pięknie wydany kalendarz brajlowski na rok 2010. Materiały literackie można nadsyłać do 30 kwietnia 2010 roku. 30 maja Jury konkursu nagrodzi najlepsze prace (I nagroda 3.000 zł, II nagroda 2.000 i III miejsce – 1000 zł). Najciekawsze prace zostaną zakwalifikowane do wydania w antologii książkowej. Przewidziane są także wyróżnienia w postaci reliefowych wydawnictw Studia Tyflografiki.
Czekamy z niecierpliwością na Wasze deklaracje.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top