[fot.Mossyfence, Zdjęcie przedstawia płot]
Odnoszę wrażenie, że wśród rozmaitych urządzeń elektronicznych, wspomagających codzienne funkcjonowanie niewidomego, detektory przeszkód wciąż nie cieszą się nadmierną popularnością. Jestem gorącym zwolennikiem i użytkownikiem tego typu urządzeń, dlatego zdecydowałem się poświęcić tej problematyce niniejszy artykuł.

Rafał Charłampowicz*

Zdjęcia: Anna Kozłowska

Okazja jest dobra, bo w październiku minęły dwa lata od przeprowadzenia dość innowacyjnego szkolenia z wykorzystania francuskiego detektora o nazwie Minitact, które odbyło się na Uniwersytecie Gdańskim i w którym miałem przyjemność brać udział. Dwa lata to wystarczający czas na podsumowanie doświadczeń. Inaczej niż w artykule traktującym o elektronicznych pomocach w orientacji przestrzennej (Tyfloświat nr 1 (3) 2009), w którym przedstawiłem listę czasem bardzo odmiennych od siebie rozwiązań, tym razem będę pisał głównie o jednym urządzeniu, mianowicie o detektorze Minitact. Minitact, choć wciąż ma status prototypu, jest świetnym przykładem dobrze zaprojektowanego urządzenia. W używaniu tego detektora mam też największe doświadczenie, dlatego na jego przykładzie postaram się pokazać, do czego i w jakich sytuacjach mogą lub nie mogą przydać się detektory oraz na co zwracać uwagę, kupując takie urządzenie.

Detektory przeszkód można rozróżniać m.in. ze względu na sposób noszenia. Niektóre są zintegrowane z białą laską, inne nosi się na sobie, np. na głowie lub na szyi, a inne po prostu trzyma się w dłoni. Do tej ostatniej grupy należy Minitact i o takich urządzeniach traktuje mój artykuł.

MINITACT
Detektor przeszkód to swoiste przedłużenie zmysłu dotyku. Korzystamy z niego trochę jak z laski, tyle, że możemy badać przestrzeń w dowolnym kierunku i na większą odległość oraz że niczego i, co ważniejsze, nikogo nie dotykamy. Detektor trzymamy w dłoni. Kierujemy go w stronę, która nas interesuje. Urządzenie skanuje przestrzeń (najczęściej z zastosowaniem ultradźwięków, rzadziej podczerwieni lub światła widzialnego) i wibrowaniem informuje nas, czy coś wykryło. Alternatywą dla wibracji często bywa dźwięk, ale funkcję tę należy traktować jako dodatek, a nie podstawę korzystania z detektora.

[fot. Minitact – wersja 1]

Minitact ma wymiary 90 x 30 x 15 mm. Ścianki są płaskie, bez żadnych wypukłości. Dobrze leży w dłoni i w kieszeni. Na jednej z krótkich, wąskich ścianek można wyczuć dwa prostokątne otwory, w których umieszczono diody detektora. Jest to oczywiście przód urządzenia. Na jednej z długich, wąskich ścianek, mniej więcej po środku, znajduje się metalowy bolec trzypozycyjnego przełącznika. Do tylnej ścianki urządzenia zamocowana jest pętla, przez którą możemy przełożyć nadgarstek.

Minitact bada przestrzeń za pomocą podczerwieni. Ma cztery zakresy odległości: długi, krótki, średni długi i średni krótki. Producent unika podawania dokładnych długości zakresów, gdyż w przypadku światła sporo zależy od warunków zewnętrznych. Z uwagi na prototypowy charakter Minitacta, parametry urządzenia mogą być też inne w różnych egzemplarzach. Bardzo uogólniając, można jednak powiedzieć, że maksymalne zakresy w przypadku wersji, której używam najczęściej, to około: 8 m, 30 cm, 3 m i 120 cm.

Osobom, które nie wiedzą nic o detektorach przeszkód, należy się wyjaśnienie, że zakres oznacza odległość, z jakiej urządzenie wykrywa przeszkodę. Możliwość zmiany zakresu jest bardzo ważna, gdyż o ile na niemal pustej drodze będziemy chcieli zauważać różne obiekty z jak największej odległości, to już w budynku, wśród poruszających się ludzi, maksymalny zakres na nic się nie przyda, w przeciwieństwie do krótkiego zakresu., pozwalającego w takich okolicznościach np. na odnalezienie wolnej drogi. Z tego właśnie powodu większość detektorów ma kilka zakresów pracy, tak by użytkownik mógł wybrać taki, który w danej chwili będzie dla niego optymalny.

Zakresy pracy Minitacta celowo przedstawiłem niezgodnie z konwencją, nakazującą podawać odległości rosnąco lub malejąco. Otóż w tym detektorze zastosowano unikatowy i bardzo ergonomiczny sposób zmiany zakresu. Zwykle do tego celu używa się przycisku lub przycisków. Technicznie nie jest to skomplikowane, ale trzeba pamiętać kolejność przełączanych trybów pracy. Minitact, jak wspomniałem, ma jeden trzypozycyjny przełącznik. Gdy trzymamy urządzenie przełącznikiem do góry, pozycja środkowa to wyłączenie, pozycja „od siebie” (do przodu) to zakres długi, a pozycja „do siebie” to zakres krótki. Zatem najdłuższy i najkrótszy zakres mamy u góry. Sam przełącznik znajduje się pod kciukiem, więc zmiana zakresu nie wymaga zachodu. Aby przejść do średnich zakresów, po prostu obracamy urządzenie do góry nogami, tak by przełącznik znalazł się na dole. Teraz pozycja środkowa to wyłączenie, pozycja „od siebie” (do przodu) to zakres średni długi, a pozycja „do siebie” to zakres średni krótki. Obrócenie urządzenia w dłoni zajmuje zaledwie chwilę.

[fot. Minitact – wersja 1 – widok z boku]

[fot. Minitact – wersja 2 – widok z góry]

Pętla smyczy dobrze zabezpiecza przed przypadkowym upuszczeniem detektora. Warto jej zresztą poświęcić kilka słów. Zaczyna się zaraz za detektorem, a jej szerokość idealnie pasuje do nadgarstka i choć przekładając dłoń, trochę ją naciągamy, to leży dobrze, nie uciska i nie spada. To istotne, ponieważ gdy potrzebujemy ręki, by coś chwycić lub np. wyjąć laskę, przechodząc z psem przez jezdnię, możemy po prostu puścić Minitacta i zwiesić go luźno na nadgarstku. Gdy ponownie potrzebujemy detektora, jest on dosłownie pod ręką.

[fot. Minitact – wersja 2 – widok z boku]

Minitact sygnalizuje wykrycie obiektu wibracją. Wibracja jest jednostajna, tzn. zbliżaniu się do obiektu nie towarzyszy narastanie wibracji. W nowszej wersji detektora wibracja jest dwustopniowa i bliskie obiekty czuje się mocniej, ale generalnie użytkownik nie jest informowany o odległości do przeszkody. Z doświadczeń producenta wynika (moje własne to potwierdzają), że – z wyjątkiem krótkich odległości – zmienna wibracja rzadko ma praktyczne zastosowanie, gdyż wymaga koncentracji, trudnej do uzyskania podczas chodzenia.

Minitact jest zasilany dwiema bateriami AAA. Wystarczają na co najmniej kilkanaście godzin stałej pracy. Dużo zależy od tego, jak często urządzenie wibruje. Detektora używam codziennie, ale nie bez przerwy. Baterie zmieniam raz na kilka miesięcy. Im słabsze baterie, tym krótsze odległości, z których Minitact wykrywa przeszkody.

SZKOLENIE
Twórcą i producentem Minitacta jest prof. René Farcy i jego współpracownicy w Université de Paris-Sud 11. Prof. Farcy od ponad dwunastu lat zajmuje się projektowaniem i testowaniem elektronicznych rozwiązań wspomagających orientację przestrzenną niewidomych. Oprócz Minitacta jest m.in. autorem takich urządzeń, jak Tom Pouce i Téletact.

Przekazaniu każdego urządzenia towarzyszy proces badawczy. Przyszły użytkownik podaje pewne podstawowe, związane z dysfunkcją wzroku, informacje o sobie. Następnie przechodzi szkolenie, które zwykle trwa około tygodnia i otrzymuje urządzenie, z którego może swobodnie korzystać. Ograniczenie jest jedno – jeśli nie używamy danego urządzenia, należy je zwrócić. Trafi ono do następnej osoby.

Źródła finansowania takiego projektu są różne. Największy koszt to zwykle samo szkolenie, dlatego oprócz Francji, uczeni chętnie współpracują z krajami Ameryki Południowej, gdzie koszty generalnie są niższe.

[fot. Autor artykuły z psem przewodnikiem i Minitactem w przejściu podziemnym, podpis: Szkolenie z obsługi Minitacta obejmowało osoby na co dzień korzystające z pomocy psów przewodników]

Pomysł szkolenia na Uniwersytecie Gdańskim pojawił się podczas mojej wizyty u prof. Farcy’ego w Paryżu. Minitact spodobał mi się bardzo ze względu na ergonomiczność zastosowanych w nim rozwiązań. Do tej pory było to jednak urządzenie przeznaczone dla osób, które po znanym sobie terenie, np. miejscu pracy, poruszają się bez laski i chciałyby mieć po prostu dodatkowe źródło informacji o przeszkodach. Nie myślano o właścicielach psów przewodników i chodzeniu po mieście. Naświetliłem prof. Farcy’emu problemy niewidomych chodzących z psem, a są to głównie trudności z orientacją w tym, co znajduje się dookoła oraz opisałem swoje doświadczenia z detektorem Miniguide, którego z powodzeniem używałem zarówno chodząc z psem, jak i w sytuacjach, gdy byłem bez psa. Prof. Farcy zgodził się poprowadzić eksperymentalne szkolenie dla właścicieli psów.

[fot. Miniguide]

Ze swojej strony mógł przekazać sześć urządzeń, natomiast polskiego instruktora orientacji, który będzie otwarty na nowe technologie. Rozmowa z prof. Farcy’m miała miejsce w maju 2009. Już w październiku, dzięki staraniom dr Juranda Czermińskiego, udało się zorganizować szkolenie. Naszą polską instruktorką została pani Justyna Kranc ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 dla Dzieci i Młodzieży Słabo Widzącej i Niewidomej im. Louisa Braille’a w Bydgoszczy. Pani Justyna została zaproszona do współpracy nie tylko ze względu na jej otwartość na nowoczesne rozwiązania i duże doświadczenie w nauczaniu orientacji przestrzennej, ale również dlatego, że w owym czasie z ramienia PZN egzaminowała psy przewodniki, a zatem świetnie orientowała się w możliwościach i ograniczeniach psów. Potrzebny był instruktor, który nie będzie się dziwił, że pies coś potrafi lub że czegoś nie potrafi. Stroną czysto organizacyjną oraz przygotowaniem nagrania video ze szkolenia zajmowała się firma Medison. Pewnym kłopotem okazało się skompletowanie uczestników szkolenia. Na Uniwersytecie było wtedy pięć osób z psami, z czego cztery chciały wziąć udział w szkoleniu. Pojawiły się więc trudności ze znalezieniem dwóch chętnych, którzy spełnialiby podstawowy warunek dopuszczający do szkolenia, a była nim wolna prawa ręka. Wciąż wielu niewidomych chodzi i z psem i z laską, co oznacza praktyczny brak rąk. Wreszcie jednak dwie osoby się znalazły.

KURS Z MINITACTEM
Szkolenie trwało pięć dni. Z każdym kursantem pracowano mniej więcej przez godzinę dziennie. Pierwszego dnia zajęcia prowadził głównie prof. Farcy, wspomagany i obserwowany przez Justynę Kranc, od drugiego dnia instruktorzy dzielili się obowiązkami. Co ciekawe, większość zajęć wcale nie dotyczyła samego Minitacta, ale koncentrowała się na technikach orientowania się w przestrzeni. Prof. Farcy uważa, że urządzenie to tylko dodatkowe narzędzie wspomagające orientację. Najważniejsze jest używanie słuchu, tworzenie sobie w głowie właściwej mapy terenu i oczywiście techniki poruszania się. Urządzenie elektroniczne wspomaga i uzupełnia klasyczne metody orientowania się w przestrzeni.

Pierwszego dnia zajęcia prowadzono bez udziału psów przewodników. Ćwiczyliśmy wyczucie poruszania się po linii prostej. Minitact bardzo ułatwiał ćwiczenie. Ustawiony na najdłuższy zakres od razu wibrował, gdy idąc korytarzem, wtedy bez laski, odchylaliśmy się od właściwego kursu. Działo się tak dlatego, gdyż wiązka światła, wysyłana z Minitacta na tak dużą odległość, przy każdym odchyleniu trafiała na ścianę po lewej lub po prawej. To tak, jakbyśmy szli, trzymając sześciometrową tyczkę. Trzeba iść rzeczywiście prosto.

[fot. Detektor trzymany w dłoni]

Tego samego i w kolejne dni ćwiczyliśmy też tworzenie w głowie poprawnej mapy przestrzeni. Nasi instruktorzy zwracali nam na to szczególną uwagę. Przy okazji okazało się, że moja mentalna mapa piętra, na którym pracuję, jest w wielu miejscach fałszywa. Cały czas przypominano nam też o właściwym słuchaniu, jako o podstawowej technice orientacji. Używam słowa „nam” i „my”, ale powinienem dodać, że samo szkolenie w sporej części było dostosowywane do indywidualnych potrzeb każdego kursanta. Ja miałem pewien problem ze skrzyżowaniami, więc sporo na nich ćwiczyliśmy. Dopiero podczas tego szkolenia dowiedziałem się, że należy słuchać samochodów jadących z boku, a nie przede mną oraz zwrócono moją uwagę na to, że sygnalizator stoi zawsze po lewej. Przy okazji ćwiczeń, nauczyłem się drogi na najbliższą stację kolejki. Droga ta była dla mnie bardzo ważna, a wcześniej wydawała mi się okropnie trudna.

[fot. Miniguide]

W zakresie technik ściśle związanych z Minitactem, uczyliśmy się właściwego ustawienia ręki. Najmniej problemów mieli ci, którzy prawidłowo poruszali się z laską, gdyż zasada jest podobna. Ręka wyprostowana od łokcia ma wyznaczać środek ciała. Później uczyliśmy się pracy z odległościami większymi niż długość laski. Tutaj problem polega na tym, że jesteśmy przyzwyczajeni do natychmiastowego reagowania na bodźce dotykowe. Gdy trafimy laską na przeszkodę, natychmiast skręcamy. Na początku pracy z detektorem przeszkód ma się ten sam nawyk. Tyle, że jeśli od przeszkody mamy jeszcze dwa, trzy lub sześć metrów, skręcać nie ma potrzeby. Trzeba się nauczyć o tym pamiętać i wypracować w sobie umiejętność omijania przeszkód przez lekkie odchylenie kursu tak, jak to jest w przypadku poruszania się z użyciem wzroku. Ćwiczyliśmy więc omijanie człowieka stojącego w korytarzu (nie można było się zatrzymać) oraz podchodzenie do obiektu beż żadnych dodatkowych pomocy, tzn. Minitacta odkładało się, gdy obiekt został wykryty. Te ćwiczenia odbywały się bez laski, gdyż chodziło o oswojenie się z odległościami i reakcją urządzenia. Ciekawym epizodem tych ćwiczeń był slalom między kolumnami na jednym z wydziałów, który należało wykonać posiłkując się Minitactem.

Zajęcia czysto praktyczne z Minitactem polegały na pokazywaniu nam, w jakich kłopotliwych dla nas sytuacjach urządzenie to może nam pomóc. W moim przypadku było to np. wykrywanie sygnalizatora, dzięki czemu wiedziałem, że stoję przed przejściem, czy też wykrywanie obiektów stojących przy drodze, np. przystanku i tym sposobem poprawianie własnej orientacji w przestrzeni. Podaję te przykłady, aby oddać charakter szkolenia. O samych – fascynujących moim zdaniem –możliwościach, jakie dają detektory przeszkód, napiszę więcej za chwilę.

Szkolenie ukończyło pięć osób. Jedna osoba zrezygnowała po pierwszych zajęciach, gdyż, jak się zdaje, inaczej wyobrażała sobie samo urządzenie. Niestety, nie mieliśmy możliwości pokazania detektora kandydatom na kursantów. Jedna osoba zdecydowała, że nie będzie używać Minitacta. Pozostali uczestnicy szkolenia zdecydowali się zachować detektor, jednak w ciągu kilku następnych miesięcy (okres ten był inny dla każdej osoby) dwójka kursantów zdecydowała się zwrócić Minitacta. Oddający detektor mówili, że mają duże problemy z jednoczesnym koncentrowaniem się na pracy psa i wibrowaniu detektora. Pozostałe dwie osoby są zadowolone z Minitacta i z powodzeniem używają go do dziś. Prof. Farcy uznał, że, jak na pierwsze tego typu szkolenie, efekt jest całkiem zadowalający. Podaję powyższe dane, gdyż świetnie pokazują, że nawet dobrze zaprojektowane, przemyślane urządzenie nie musi odpowiadać wszystkim i projektanci specjalistycznych pomocy powinni być na to przygotowani.

MOŻLIWOŚCI I OGRANICZENIA
Umiejętnie wykorzystywany, dobry detektor przeszkód pozwala na bardzo dużo. Przedstawiam te zastosowania, które są dla mnie najważniejsze i które, moim zdaniem, najlepiej obrazują, jak wygląda praca z detektorem przeszkód.

ZNAJDOWANIE WOLNEGO MIEJSCA
Gdy wsiadam do pociągu osobowego, ustawiam Minitacta na najkrótszy zakres. Gdy znajduję się w wagonie, kieruję detektor niemal prostopadle do oparć siedzeń. Gdy urządzenie nie wibruje, wiem, że siedzenie jest wolne. Z tej samej funkcji korzystam w tramwajach i autobusach, jednak tam, ze względu na to, że pojazd porusza się i często panuje ścisk, rzecz jest trochę bardziej skomplikowana. Najczęściej trzymając się uchwytu przy siedzeniu, dyskretnie sprawdzam Minitactem, czy miejsce jest wolne.

STANIE W KOLEJCE
Tutaj znów przydaje się najkrótszy zakres Minitacta. Gdy już zlokalizuję kolejkę, np. do kasy biletowej, za pomocą Minitacta mogę wyczuć, czy osoba stojąca przede mną przesunęła się do przodu. Podobnie jak w przypadku wolnych siedzeń, sygnałem będzie koniec wibrowania.

ZBLIŻANIE SIĘ DO POCIĄGÓW
Na dworcu, gdy zapowiadany jest pociąg, ustawiam Minitacta na jeden z dłuższych zakresów i kieruję go w stronę toru. Jeśli jednocześnie z moim pociągiem na stację zacznie wjeżdżać inny, uniemożliwiając mi usłyszenie czegokolwiek, dzięki wibrowaniu detektora będę wiedział, że przede mną coś się pojawiło. To, rzecz jasna, może to być przechodzący człowiek, ale wtedy sygnał będzie chwilowy. W normalnych warunkach, tj. gdy słyszę zbliżający się pociąg, detektor przydaje się do oceny odległości. Staram się stać dalej od krawędzi peronu. Dłuższym zakresem wykrywam wjeżdżający pociąg. Skracam zakres. Nic nie wibruje, więc wiem, że mogę bezpiecznie zbliżać się do pociągu mimo, że ten jeszcze się nie zatrzymał. Na koniec, gdy pociąg już stoi, ustawiam najkrótszy zakres i z lekko wyciągniętą ręką podchodzę do wagonu. Na tym ostatnim etapie Minitact częściowo zastępuje mi laskę, uprzedzając mnie, że jestem tuż przy wagonie, więc powinienem uważać na szczelinę między peronem a pociągiem. Teoretycznie, najkrótszego zakresu mógłbym też użyć do odnalezienia wejścia do wagonu, jednak sprawdza się to tylko, gdy w drzwiach nikt nie stoi, co w przypadku pociągów jest dość rzadkie. Niestety Minitacta, ani innego znanego mi detektora nie da się skutecznie użyć do wykrycia krawędzi peronu. Czasem to się udaje, ale rzecz jest na tyle niepewna, że nie warto ryzykować.

SZYBKIE CHODZENIE
Gdy bardzo mi się spieszy i pędzę gdzieś co sił w nogach, ustawiam Minitacta na najdłuższy zakres i wiem, że na te sześć do ośmiu metrów niczego przede mną nie ma. Mogę wtedy iść szybko, nie martwiąc się, że mój pies nie zdąży zareagować i ominąć kogoś, kto zastąpił nam drogę.

[fot. Detektor przeszkód trzymany w dłoni]

TRZYMANIE SIĘ GRUPY
Mając detektor przeszkód, można łatwiej trzymać się kogoś, kto idzie przed nami. Wystarczy ustawić urządzenie na pożądaną odległość i kierować go do przodu. Jeśli detektor nie wibruje, wiemy, że trzeba przyśpieszyć. Analogicznie, wibrowanie ostrzega nas, że możemy na kogoś wpaść i należy zwolnić. Wszystko zależy od ustawionego dystansu i potrzeb.

[fot. Autor artykułu w trakcie korzystania z Minitacta w przejściu podziemnym, podpis: Autor artykułu często wspomaga się Minitactem podczas szukania odpowiedniego wejścia na peron na dworcu kolejowym]

WYKRYWANIE PRZEJŚĆ
To jedna z podstawowych funkcji detektora. Korzystając z różnych zakresów, możemy wykrywać odchodzące w bok korytarze, drzwi, a nawet wolną przestrzeń w zatłoczonym miejscu lub między zaparkowanymi wzdłuż chodnika samochodami. Często wspomagam się Minitactem podczas liczenia wyjść z tunelu prowadzących na przystanki tramwajowe lub perony. Wystarczy skierować detektor w stronę ściany i zwracać uwagę na przerwy w wibrowaniu. Oczywiście, idąc tuż przy murze, przejścia można wyczuć i wysłyszeć, nie wspominając o wykryciu laską, ale nie zawsze da się iść tak blisko ściany. Detektor ma większy zasięg.

OCHRONA GŁOWY
Ręczny detektor nie jest do tego celu aż tak dobry, jak urządzenie instalowane na lasce, ale może również spełniać funkcję ochronną. Gdy spodziewamy się przeszkód na wysokości głowy, kierujemy detektor ukośnie w górę. Urządzenie zawibruje, gdy coś pojawi się przed nami.

Te istotne dla mnie zastosowania detektora nie wyczerpują listy możliwości, jakie dają te urządzenia. Jak to bywa w przypadku wielu urządzeń, dużo zależy od pomysłowości i potrzeb użytkownika. Wiele też zależy od samego urządzenia.

JAKI DETEKTOR WYBRAĆ?
Minitact jest detektorem trudno dostępnym, jednak jeśli ktoś ma taką możliwość, zachęcam do zainteresowania się nim. Służy mi bardzo dobrze. Drugi prototyp, który jakiś czas temu dostałem, pracuje bardziej dynamicznie (przechodząc do szybkiego wibrowania, gdy przeszkoda jest blisko) i mniej zwraca uwagę ze względu na swój czarny kolor (wcześniejsza wersja jest metalicznosrebrna). Ma jednak niestety znacznie wydłużony najkrótszy zakres, co powoduje, że np. jest mało przydatny do wykrywania wolnych miejsc. Liczę, że da się skonstruować model łączący cechy obu prototypów.

Urządzeniem dostępnym na rynku, które w wielu sytuacjach może zastąpić Minitacta, jest Miniguide, produkowany przez firmę GDP-Research z Australii. Zwykle staram się unikać polecania konkretnych urządzeń, jednak tym razem zdecydowałem się zrobić wyjątek. Miniguide’a używałem długo. Detektor działa stabilnie i dobrze sprawdza się w codziennym użyciu. Sposób działania Miniguide’a różni się bardzo od Minitacta. Australijskie urządzenie, jak większość detektorów, wykorzystuje ultradźwięki, a nie światło.

Oba rozwiązania mają ograniczenia i nie da się jednoznacznie powiedzieć, które jest lepsze. Detektor wykorzystujący podczerwień jest wrażliwy na warunki świetlne, w związku z tym, zależnie od oświetlenia, ten sam obiekt może być wykryty wcześniej lub później. W praktyce nie jest to specjalnie odczuwalne, ale warto mieć tego świadomość. Mogą też pojawiać się fałszywe sygnały, gdy np. nocą detektor z dużej odległości zauważy drogowskaz lub znak pomalowany bardzo odbijającą światło farbą. Detektor może przypadkiem uchwycić błysk takiego znaku i wtedy krótko zawibruje. Inny, trochę większy problem, to szkło i bardzo czarne powierzchnie. Szkło przepuszcza światło, a czerń je pochłania. Szklane obiekty będą więc wykrywane z bliższej odległości. Z jednej strony możemy więc śledzić, gdzie zaczyna się i kończy szklana fasada sklepu, a z drugiej, idąc wprost na taką fasadę, jeśli za szybą nic nie ma, możemy wykryć ją zbyt późno, szczególnie, gdy idziemy szybko.

Z kolei ultradźwięki są pochłaniane przez obiekty miękkie, np. wyściełane meble, kotary, itp., więc tego rodzaju przeszkody wykryjemy później. Z dużym opóźnieniem mogą też być wykrywane cienkie obiekty. Detektor ultradźwiękowy może również nie zauważyć przeszkody, na którą wejdziemy pod bardzo ostrym kątem. Jednak głównym ograniczeniem jest szerokość wiązki ultradźwięków, wysyłanej przez detektor, gdyż im dłuższa, tym szersza. W efekcie, o ile krótkie zakresy sprawdzają się dobrze (najkrótszy zakres Miniguide’a wynosi 50 cm), to już przy dwumetrowym zakresie możemy mieć problem z lokalizacją otwartych drzwi. Wiązka będzie na tyle szeroka, że złapie obie framugi. Praktyczny zakres w budynkach to 1 m, a zakresy dłuższe niż 2 m nadają się tylko do zastosowania na zewnątrz. Z kolei, jeśli chcemy używać ręcznego detektora głównie do ochrony głowy, ultradźwięki, mogą być lepsze, gdyż pokryją większy obszar. Jednak do celów czysto ochronnych najlepiej nadają się dedykowane detektory, jak np. Laserowa laska czy Ultra Body Guard.

NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ?
Na koniec kilka praktycznych rad dla kupujących detektor przeszkód. O ile nie myślimy o urządzeniu, które będzie nam wyłącznie pokazywać wolną drogę, warto zwrócić uwagę, czy detektor może pracować w krótkim zakresie odległości. Jeśli najkrótszy zakres wynosi więcej niż 50 cm, trudno nam będzie odnaleźć wolne miejsce w pociągu lub dyskretnie sprawdzić, czy ktoś obok nas siedzi. Dotyczy to szczególnie detektorów ultradźwiękowych, w których wiązka jest szeroka.

Warto sprawdzić, jak szybko detektor reaguje na wykryty obiekt. Każdy ma swoje własne tempo chodzenia. Możliwe, że przy tym najszybszym żaden detektor nie zdąży zasygnalizować przeszkody. Jednak, gdy zbliżamy się naszym typowym krokiem do ściany, detektor powinien zacząć wibrować wystarczająco wcześnie, byśmy zdążyli się zatrzymać.

Ostatnią ważną rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę, jest to, czy urządzenie wykrywa obiekty, na których zauważaniu nam zależy. Jeśli boimy się przeszkód na wysokości, wystarczy poprosić kogoś, by stanął przed nami trzymając prostopadle laskę na wysokości naszej twarzy. Jeśli nie wpadniemy na laskę, idąc w jego stronę, jest OK.

*Autor jest pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego i współpracownikiem firmy IVONA Software. Zajmuje się tyflotechniczną obsługą studentów z dysfunkcją wzroku. Od pewnego czasu do jego szczególnych zainteresowań należą urządzenia wspomagające orientację przestrzenną niewidomych.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top