• Strona główna
  • Zdrowie
  • Przewodnik po bieganiu – Mgła, ciemność, zamazane kontury. Nauczyłem się czytać podłoże
Grupa osób gimnastykująca się na świeżym powietrzu

Całkowita ciemność lub poświata otoczenia towarzyszy im w biegu. Niewidomi i niedowidzący biegacze, to promil wśród tysięcy.
Minąłem kilka razy Pawła Petelskiego na treningu w gdańskim Parku Reagana. Absolutna pewność biegu. Sylwetka — marzenie każdego biegacza. W ruchach widać trening i spójność funkcjonalną. Umówiliśmy się telefonicznie na spotkanie. Kiedy go zobaczyłem w drzwiach nie mogłem uwierzyć, że to on. Że nie widzi. Przecież tak pewnie porusza się na trasach w naszym parku…
Wymieniliśmy wcześniej kilka zdań. Nic nie zauważyłem. Szukając kontaktu z niewidomym biegaczem znalazłem właśnie jego przez Polski Związek Niewidomych. Miałem go na wyciągnięcie ręki nie wiedząc o tym. To, że potraktowałem go jak wielu przypadkowych biegaczy świadczy o tym, że nie obnosi się ze swoim problemem.
Paweł ogląda świat jednym okiem i nie jest to widok jaki otacza większość z nas. Mgła, ciemność, zamazane kontury z powodu rozwarstwienia siatkówki. Minimalny komfort przy minus 22 dioptrii. Coś tam ogarnia z ekranu komputera wkładając głowę prawie do jego wnętrza. Tylko kilka dni dzieli nas w dacie urodzenia. Dzięki niemu poznałem świat niewidomych biegaczy.

Opowiada Paweł Petelski
— T-11 to całkowita ciemność. T-13 to słabowidzący. Ja mam certyfikat T-12 nadawany co dwa lata przez międzynarodową federację. To wymóg dopuszczający do oficjalnej rywalizacji. Także w mojej M 60+.

Mimo, że nie widzę podłoża, a wszystko co biegnie przede mną jest mgłą za którą podążam, to czasami w biegu sięgam gwiazd. Tak jak Joanna Mazur w 2017 r. podczas MŚ w Londynie ze swoim przewodnikiem Michałem Stawickim. Nie da się tego obejrzeć bez mokrych oczu.
Aśka to grupa T-11.
Wszystko w moim życiu rozjechało się jak posypał się wzrok. Szkolne lata to ławka na w-fie. Nikt się nade mną nie pochylił w sprawności. Byłem obok. Kiedy teraz o tym myślę, wiem, że splot wielu zdarzeń wprowadził mnie na maratońskie trasy. W szkole masażu przy ośrodku PZN w kształceniu pomaturalnym w Bydgoszczy Jan Remplewicz odmienił mój świat: “Masaż to ciężka fizyczna praca, musisz się zmienić, nie dasz sobie rady w życiu zawodowym bez sprawności i wytrzymałości…”. Słyszałem to wiele razy.

Coś drgnęło we mnie. Szutrowa kilometrowa ścieżka dziesiątki razy przytulała mnie do siebie. Sala gimnastyczna odbijała od ścian. Obrailowałem w bólach podłoże, aby nauczyć się czytać drogę. Tłumiona potrzeba poruszania się samodzielnie w przestrzeni wybuchła we mnie. Wiedziałem, że muszę podyktować życiu warunki, bo inaczej, to ono określi mi swoje.

Pierwszy start, to piątka Wieczoru Wybrzeża na plaży ponad 30 lat temu. Po nim truchtana za tłumem dycha na Westerplatte. Podążałem za chmurą wskazującą kierunek. Maraton Solidarności w 2000 roku w Gdańsku — to inne wyzwanie. Byłem 80-ty na 350 biegnących. Wynik 4.12 w trzydziestostopniowym skwarze, to jedyny powyżej 4 godzin z ponad setki maratonów. Dziesiątki połówek, dyszek i piątek. Trochę się tego uzbierało przez lata. Warszawski Orlen Maraton z życiówką 3.09,02, półmaraton w moim Gdańsku w 1.25 już chyba zostaną najszybsze. Lata lecą, coraz trudniej o rekordy. Poznańskie maratony poza jednym mam zaliczone w komplecie.

Na początku mnóstwo różnych obaw łączyło się ze stresem przedstartowym. Teraz jest łatwiej. Doświadczenie zrobiło swoje. Rozpoznają mnie. To pomaga.

Najgorzej jest w tunelach i w pochmurne ciemne dni. Słońce rzucające cienie zwodzi po drodze. Nierówności, szyny tramwajowe, studzienki, zwalniające progi – zaskakują bólem. Boję się krawężników. Nigdy nie ścinam zakrętów.

Ruszając z tłumem szukam swobody. Muszę ją mieć, aby czuć się bezpiecznie. Pytam się czasami: “w którą stronę?” jak gubię tupot biegaczy. Zdarzało mi się pomylić trasę. Śmieszą mnie już pomocne uwagi kibiców w powrocie na nią. “Nie widzisz – nie tam”.

Ambasador Fundacji Achilles International Halina Koralewski zaprosiła nas na maraton w Nowym Jorku. Ta wyjątkowa postać z radością pomocy sportowcom w różnorakiej niepełnosprawności, spełniła nie tylko moje marzenie. Wsparcie klubu postawi mnie na starcie tego wyjątkowego biegu.
Satysfakcja z udziału w ME Grosetto 2016 roku z IV m na 5000 w kategorii wiekowej. Zwycięstwo w międzynarodowej rywalizacji w 2018 w Berlinie na tym samym dystansie dopinguje do trwania w biegowej sprawności. Maraton w Atenach w 3.25, to cząstka radości w odczuwaniu historii otoczenia.

Przynależność do ogólnopolskiego stowarzyszenia osób niewidomych i słabowidzących Cross W-wa umożliwia mi kontakty na poziomie międzynarodowym i trenerskie wsparcie Wiesława Miecha (brązowy medalista z Seulu w maratonie w T-11). Pozwala bezpieczniej istnieć w niepełnosprawnym świecie sportu.

Kontuzja to przekleństwo. To cierpienie, że nie mogę być sobą. Codziennie poświęcam 40 minut na trening funkcjonalny. Czuję się czasami jak zwierzę biegające w nocy. Ogólna sprawność to jeden z kluczy do czucia przestrzeni. Mam w Parku Reagana dwie pętle 5 i 8 km. Biegając na miękkich podeszwach znam je na pamięć. Szarość krótkiego dnia z uwagi na pracę wyklucza samodzielny trening.

Moje życie w części jest w moich nogach. To od nich zależy nastawienie do dnia codziennego. Tak jest dzisiaj. Jak będzie jutro, nie wiem. Wiem, że nie mogę zwolnić i ograniczyć się do ścian własnego mieszkania. Bieg to wolność, która jest mi potrzebna jak powietrze. Czasami trenuję z synem. Jest mocnym triathlonistą. Dziękuję żonie i wszystkim za wsparcie tam, gdzie sam nie mogę podążać.
Źródło: http://ilawa.wm.pl/687442,PRZEWODNIK-PO-BIEGANIU-Mgla-ciemnosc-zamazane-kontury-Nauczylem-sie-czytac-podloze.html

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top