Logo Tyfloświat

Świat dźwięków to rzeczywistość, w której osoby niewidome funkcjonują przez całe życie. Powszechnie uważa się, że brak wzroku wpływa pozytywnie na receptory słuchu, dzięki czemu wszyscy niewidzący słyszą lepiej i wyraźniej niż przeciętny człowiek. Czy zatem akustyk, nagłośnieniowiec lub reżyser dźwięku to zajęcia, do których specjalnie predystynowane są osoby z dysfunkcją wzroku? Czy niewidomy muzyk zawsze będzie zdecydowanie lepszy od widzącego? Rozmawiam dziś z osobą, która od dziecka, ale nie tylko ze względu na swoją niepełnosprawność, fascynuje się dźwiękiem w każdej postaci. To, co słyszymy inspiruje ją, zachwyca, zastanawia i wreszcie pozwala zaspokajać materialne potrzeby.

TM: – Cześć, Tomku. Na początek powiedz proszę coś o sobie.

TB: – Cześć, nazywam się Tomasz Bilecki, jestem niewidomy od urodzenia, obecnie mieszkam w Warszawie. Odkąd pamiętam interesował mnie dźwięk. Nie tylko muzyka, ale po prostu różne odgłosy. Już w dzieciństwie chodziłem z moim tatą do tzw. sali prób. Mój tata był zawodowym muzykiem, grał na trąbce i zabierał mnie ze sobą. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z instrumentami muzycznymi. Mogłem je poznać, dotknąć, obejrzeć.

TM: Znam Cię trochę i mam wrażenie, że to nie było takie, nazwijmy to, zwyczajne zainteresowanie, ale pewien rodzaj fascynacji, żeby nie powiedzieć zafiksowania.

TB: – Chyba tak, bo nie znam siedmiolatka, który na dyskotece, na której był podczas zimowisk najbardziej ze wszystkiego pragnąłby zobaczyć mikser, przez który była puszczana muzyka, a ja tak właśnie miałem.

TM: – Pamiętasz coś jeszcze z dzieciństwa, co kojarzy się z odgłosami lub ich rejestrowaniem?

TB: – Oczywiście! Na początku eksperymentowałem z magnetofonami kasetowymi.

TM: – Eksperymentowałeś? Ja też miałem magnetofon kasetowy, ale używałem go po prostu do nagrywania ulubionych piosenek.

TB: – Moje eksperymenty były dosyć proste, bo na tyle pozwalała ówczesna technika, ale starałem się wydobyć z magnetofonów, nazwijmy to, nieoczywiste dźwięki, np. tzw. przewijanie na podglądzie. Nagrywałem coś i przewijałem ten dźwięk na podglądzie, sprawdzając jak będzie brzmiał. Druga rzecz to nagrywanie z lekko naciśniętym klawiszem pauzy w taki sposób, żeby rolka dociskowa nie działała i taśma obracała się szybciej. Przy odtwarzaniu dźwięk ma mniejszą prędkość, więc znowu można testować różne rzeczy. W niektórych magnetofonach można było wciskać na raz nagrywanie i przewijanie. Nagranie realizowane było wówczas z prędkością dużo większą niż normalnie i potem odtwarzało się to wszystko z prędkością kilkakrotnie mniejszą od oryginału. Brałem na przykład monety, wysypywałem je na podłogę podczas takiego nagrywania i sprawdzałem, jak brzmi ich dźwięk.

Gdy później pojawiły się programy do obróbki dźwięku, to prawie zemdlałem z wrażenia, bo przy ich pomocy można było robić cuda! Dało się dźwięk odwracać, odtwarzać trochę wolniej, trochę szybciej, dodawać pogłos, echo, bawić się głośnością, sumować dwa dźwięki, to znaczy odtwarzać je równocześnie i jeszcze inne rzeczy.

TM: – Rozwój technologii przeniósł Twoją fascynację dźwiękiem na wyższy poziom.

TB: – Zdecydowanie tak, bo miałem coraz większe możliwości w kontekście nagrywania dźwięku. Zamiast kaset pojawiły się minidyski, na których można było zapisać o wiele więcej materiału. Era komputerów to totalnie nowa jakość. Nie tylko w kontekście pojemności twardych dysków, ale też nagrywarek cd i dvd.

TM: – Można zatem powiedzieć, że ukończenie Policealnego Studium Zawodowego przy ul. Tynieckiej w Krakowie było Twoim przeznaczeniem.

TB: – Biorąc pod uwagę moje zafiksowanie dźwiękiem to tak. Gdy ja kończyłem to studium, absolwenci dostawali dokument, w którym widniała informacja, że jest się wykształconym asystentem operatora dźwięku, a takiego zawodu, o ile mi wiadomo nie ma. Dziś to się zmieniło. Mury opuszcza się z tytułem realizatora dźwięku.

TM: – O ile wiem pracujesz w zawodzie. Powiedz proszę co i gdzie robisz?

TB: – Pracuję w wydawnictwie Storybox i tam zajmuję się nagrywaniem audiobooków. Innymi słowy i z przymrużeniem oka w pracy czytam książki. Jest lektor w kabinie, ja go słucham, po czym obrabiam te książki, żeby były podzielone na rozdziały. Najlepiej jeden rozdział w jednym pliku, a jeżeli nie ma rozdziałów, to tak, aby ten podział był jak najbardziej sensowny. Do tego obróbka audio, żeby nie było sytuacji, że co chwilę trzeba przyciszać lub zgłaśniać książkę.

TM: – Myślę, że część Czytelników morze Cię także kojarzyć z Tyflopodcastu.

TB: – Tak, w Tyflopodcaście odpowiadam m. in. Za montowanie podcastów. to znaczy dostaję podcast od kogoś, kto go nagrywał. Są tam zatem dźwięki niepotrzebne, jakieś momenty, gdy człowiek się zastanawia, powtarza zdanie po raz drugi albo trzeci, więc to wszystko trzeba wyciąć i na końcu znowu poddać obróbce dźwiękowej, która sprawia, że ten podcast nie jest za cichy, nie ma w nim jakichś przesadnych szumów i ogólnie dobrze się go słucha. Przy czym tak jak lektorów czytających audiobooki w Storybox nagrywa się w studiu, więc ten dźwięk jest jakościowo dobry, tak tyflopodcasty nagrywają ludzie na bardzo różnych sprzętach. To może być telefon, może być jakiś… czytnik książek dla niewidomych z wbudowanym dyktafonem, więc to nigdy nie będzie miało jakości studyjnej. Ja staram się nadać nagraniu jakość na tyle przyzwoitą, żeby dało się tego słuchać. Jest to moim zdaniem nieco bardziej kreatywne zajęcie niż nagrywanie audiobooków, gdzie praca jest bardzo powtarzalna.

TM: – Przejdźmy do szczegółów technicznych. Z jakich narzędzi korzysta realizator przy rejestracji i obróbce dźwięku?

TB: – Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Wspominałem wcześniej, że rozwój nowoczesnych technologii towarzyszył mi od dzieciństwa, ale przecież to się nie zatrzymało. Gdy pierwszy raz pojawiłem się w pracy, były tam komputery Apple i program Audacity. Z tym ostatnim, jak i z systemami operacyjnymi Apple nigdy nie było mi po drodze. Audacity jest darmowy i jest dość prosty, czyli mało funkcjonalny. Brakuje mi w nim wielu rzeczy. Na dzień dobry też powiedziano mi, że mogą mi włączyć voiceovera, ale w związku z tym, że pracują tam osoby słabowidzące, które nie posługują się voiceoverem, nikt nie będzie mi w stanie podpowiedzieć, jak z nim działać w Audacity i muszę to sobie rozpracować sam.

Obecnie w studiu od dłuższego czasu, zresztą za moją namową, jest Reaper i rzeczywiście okazał się na tyle funkcjonalny i intuicyjny, że również ludzie, którzy tam przede mną pracowali, przekonali się do niego. Reaper jest chwalony i o ile mi wiadomo, nikt nie używa innego w tej chwili. Przynajmniej do nagrywania, bo jak jest potem z obróbką w domu, tego nie wiem.

TM: – Jak to „w domu”?

TB: – Po pandemii koronawirusa organizacja pracy w Storybox uległa zmianie. Wcześniej byłem z lektorem w studiu i nagrywaliśmy książki, a gdy lektor wychodził, ja mogłem iść do domu i w domu tę książkę obrobić. Obecnie niemal wszyscy nagrywamy zdalnie. Dzięki temu nie tylko osoby z Warszawy mogą pracować w StoryBoxie. Wielu realizatorów siedzi w domu i obsługuje komputer zdalny przez NVDA Remote. Dźwięk jest przesyłany przez kilka różnych programów w zależności od tego kto co lubi. Jest program o nazwie Sonobus, jest Jamulus, to są programy, których zadaniem jest przesyłanie dźwięku z najmniejszym możliwym opóźnieniem. W stratnej co prawda jakości, ale można słyszeć lektora niemal w czasie rzeczywistym. Natomiast dźwięk nagrywa się nie u nas, tylko na komputerze w studiu, z którym łączymy się za pomocą NVDA Remote. Wygląda to tak, że ja mam swój komputer w domu, on łączy się przez NVDA Remote z komputerem, który stoi w studiu i do tego komputera podłączona jest karta dźwiękowa oraz mikrofon. Na komputerze w studiu zainstalowany jest Reaper. Ja się tam właśnie loguję. Ustawiam sobie Sonobusa czy Jamulusa W taki sposób, abym słyszał to co mówi lektor i aby on słyszał mnie, a potem zaczynamy nagrywać przez nvda Remote.

Natomiast jeżeli chodzi o Tyflopodcast, to w związku z tym, że dostaję gotowy materiał od ludzi, którzy nagrywają podcasty, to od czasu do czasu kupuję sobie jakąś nową wtyczkę efektową i mogę jej używać w trakcie montowania podcastu. Wtyczek mam dość dużo i trudno byłoby wszystkie wymienić. Na pewno używam takiego pakietu Izotope RX. To jest pakiet wtyczek, którego zadaniem jest poprawa jakości audio, odrestaurowanie starych nagrań albo podcastów, praca z dźwiękiem w filmie itd. Oprócz tego szereg korektorów, kompresorów, tego typu rzeczy, których jest bardzo dużo na rynku. Co jakiś czas zmieniam sobie te wtyczki, z których korzystam, więc nie mam jednego zestawu, którego się trzymam zawsze. Choć jest kilka takich wtyczek, które lubię. Np. Loudmax, To jest wtyczka, której zadaniem jest wyrównywanie głośności. Często korzystam też z wtyczek wbudowanych w Reapera. Jakieś korektory, trochę kompresory, chociaż mniej, ale korektor wbudowany w Reapera dość często jest przeze mnie wykorzystywany.

Jest jeszcze trzecia rzecz, którą robię, o której do tej pory nie powiedziałem. To jest tworzenie muzyki na zamówienie. Czyli podkładu do piosenki, podkładu do radia (dżingle radiowe), jakiejś muzyki do filmiku na YouTube. W tym wypadku podstawowym narzędziem, które chyba najczęściej jest przeze mnie wykorzystywane, jest coś co nazywa się Native Instruments Komplete. To jest pakiet oprogramowania plus tak zwana klawiatura sterująca, czyli coś co wygląda jak keyboard. Tyle, że ten keyboard nie ma wbudowanych żadnych brzmień. Trzeba go podłączyć do komputera i można nim sterować przynajmniej niektórymi instrumentami wirtualnymi, które są zainstalowane na komputerze. Oprogramowanie Komplete jest o tyle ciekawe, że integracja z fizycznymi kontrolerami, czyli wspomnianymi już klawiaturami sterującymi, jest bardzo duża. Do tego stopnia, że z poziomu klawiatury sterującej mogę załadować brzmienie, zmienić jego parametry i w zależności od tego, jaki ma załadowany instrument, wszystkie jej pokrętła, przyciski i kontrolery mają inne funkcje. Są również rozszerzenia, które pozwalają przynajmniej częściowo sterować programem typu REAPER z poziomu Komplete, to znaczy przemieszczać się po ścieżkach, włączać PLAY, stop, nagrywanie, czyli mogę przynajmniej częściowo tworzyć projekt w Reaperze używając klawiatury Komplete,  a klawiatury komputerowej dotykać tylko czasem. Bardzo ciekawe rozwiązanie.

TM: – Nic nie powiedziałeś o dosyć popularnym wśród osób niewidomych programie GoldWave. Czy to znaczy, że nie cenisz go zbyt wysoko?

TB: – Nie, nie, oczywiście GoldWave’a mam. Generalnie  Do rejestrowania dźwięku używam głównie Reapera. I w pracy, i w domu, i niemal wszędzie. Jest ostatnio program, który dostał dostępność. Nazywa się Ableton Live. Służy głównie do tworzenia muzyki. Na Maca z kolei jest dostępny Logic Pro,  Logic zwykły i GarageBand, które też służą do tworzenia muzyki, ale również i do rejestracji dźwięku.

są takie zadania, w których GoldWave radzi sobie na tyle dobrze, że go kupiłem. Mimo tego, że używam Reapera już od piętnastu lat, to autentycznie kupiłem GoldWave’a i czasami zdarza mi się używać go na przykład do konwersji niektórych formatów. albo do wycinania ciszy. Moim zdaniem Goldwave robi to lepiej niż Reaper. Jest jeszcze kilka innych rzeczy, które Goldwave robi lepiej,. Np. jeżeli mam długi plik, z którego trzeba tylko wyciąć początek i koniec. W Reaperze oczywiście da się to zrobić, ale Reaper tworzy swój plik projektu. Trzeba załadować na ścieżkę plik dźwiękowy, potem wyrenderować to wszystko, przy renderowaniu wpisać ścieżkę docelową pliku, więc z tym jest dużo roboty. Natomiast plik WAV czy MP3 można z dysku otworzyć bezpośrednio w GoldWavie. wyciąć początek, wyciąć koniec, nacisnąć skrót CTRL-S czyli zapisz i plik się zapisuje pod tą samą nazwą, ale skrócony o wycięte fragmenty. GoldWave’a na przykład wykorzystuję w Tyflopodcaście do obróbki wiadomości od słuchaczy. Gdy słuchacze się nagrywają do Tyflopodcastu, często robią przerwy, często się mylą, czasami coś powtarzają i Goldwave’em robię taką bardzo szybką obróbkę, która nie jest może idealna, ale zajmuje stosunkowo mało czasu. W reaperze trwałoby to dłużej, choć samo cięcie dźwięku jest w nim dużo szybsze, ale w wiadomościach, które trwają 40 sekund, pół minuty, gdy czasami trzeba wyciąć tylko końcówkę, bo nagrał się iPhone’owy voiceover, który mówi „wyślij przycisk”, to można to spokojnie zrobić GoldWave’em i to trwa krócej niż zrobienie tego samego Reaper’em.

TM: – Wspomniałeś o jakimś nowym programie, który otrzymał wsparcie dostępnościowe. Co to takiego?

TB: – Tak, program nosi nazwę Ableton Live, a ja Przymierzam się do jego testowania. Jest to narzędzie do tworzenia muzyki głównie elektronicznej. Ma bardzo dużo funkcji, które pomagają tworzyć muzykę tego rodzaju. Cały utwór czy cały projekt jest w nim podzielony na, to się chyba nazywa sceny, czyli fragmenty. Ableton Live umożliwia bardzo łatwą edycję tych klipów i tworzenie muzyki elektronicznej. Reaper nie ma takich narzędzi. Ma inne, do innych rzeczy, na przykład do miksowania, albo do klasycznego podejścia do muzyki, gdy po prostu nagrywam sobie jednym ciągiem partię fortepianu, partię basu, partię gitary, albo wrzucam sobie gdzieś solo, ale to nie jest zabawa scenami, które przerzucam, albo coś wydłużam. Ableton Live rzeczywiście dysponuje takimi narzędziami i to być może ułatwiłoby mi pewne rzeczy, ale nie mogę póki co zebrać się, aby potestować wersję demo tego programu.

TM: – Myślę, że sporo osób niewidomych korzysta z Reapera dzięki jego dostępności. Czy uważasz, że zgodnie z obiegową opinią widzących, każdy z nas poradziłby sobie zatem jako realizator dźwięku?

TB: – Tu się chyba rozwinę. Uważam, że nie każdy niewidomy może być realizatorem dźwięku. Zacznę od powodów moim zdaniem dość podstawowych. Nie każdy ma dobry słuch, nie każdy niewidomy ma słuch muzyczny, nie każdy niewidomy ma słuch analityczny, bo oczywiście nam słuch jest potrzebny do tego, żeby nie wpaść pod samochód na ulicy. Nie każdy musi jednak świadomie zastanawiać się nad takimi dźwiękowymi zjawiskami, które nas otaczają: aha, tu jest echo, aha, tu jest pogłos, duży pogłos. Ile on trwa? Niecałą sekundę. Pamiętam na przykład, gdy byłem dzieckiem, dostałem kasetę z nagraniem organów ze Świętej Lipki chyba i drugą też z jakiejś katedry, o której mówiło się, że jest to największa albo prawie największa katedra w Polsce. Miałem taką fazę, że sprawdzałem sobie jak długo będę słyszał pogłos, który wybrzmiewa po zakończeniu tych organów i liczyłem te sekundy. Myślę, że nie każdy coś takiego robił, gdy dostał kasetę czy płytę z jakimiś nagraniami. Nie każdy od razu musi mieć takie dźwiękowe rozkminy, ale im bardziej się człowiek będzie zastanawiał nad tym, dlaczego coś brzmi tak jak brzmi, dlaczego, dajmy na to, brzmienie klarnetu jest inne od brzmienia oboju, czym to się różni dźwiękowo, tym lepiej dla kogoś, kto chce zawodowo pracować z dźwiękiem.

Jest jeszcze druga rzecz. W realizacji dźwięku bardzo mało jest takich rozwiązań, których można się nauczyć i one będą się zawsze sprawdzały. W 2010 roku powstało udźwiękowienie do programu Reaper. Było rozwijane przez jakieś dwa lata, po czym rozwój się zatrzymał. Kilka lat później zupełnie inny deweloper zaczął rozwijać swoje udźwiękowienie do tego programu. Różniło się ono dość mocno koncepcyjnie od pierwszego udźwiękowienia, No i trzeba było się uczyć czegoś nowego. Narzędzi, które ułatwiają czy zmieniają sposób zajmowania się dźwiękiem pojawia się coraz więcej. Rok temu kupiłem mikser cyfrowy, który obsługuje się zupełnie inaczej niż mikser analogowy. Duża część z rzeczy, których się nauczyłem w studium jest wykonywana w zupełnie inny sposób. Musiałem sam dojść do tego, jak sobie z tym radzić. W kontekście sprzętu dla realizatorów dźwięku bardzo potrzebna jest inicjatywa, dzięki której uczulałoby się producentów, aby dbali o użytkowników niewidomych, a tymczasem w większości przypadków musimy radzić sobie sami. Pojawiają się nowe wtyczki do programów udźwiękowiających, jakieś efekty, różne procesory dźwięku, które jakoś tam poprawiają dźwięk. Zmieniają się też standardy. Coś, co kiedyś było normą, teraz jest błędem, a narzędzia do jego eliminacji nie są dostępne dla niewidomych, bo o to nikt nie dba. Poza tym jest wiele firm, które mają swoją jakąś specyfikę działania i nie zawsze można znaleźć tam kogoś, kto będzie mógł pomóc w jakimś konkretnym zadaniu.

TM: – Skoro nie realizatorzy dźwięku, to może muzycy? W dobie social mediów wielu niewidomych ma swoje kanały, gdzie prezentuje własne umiejętności czy utwory. Słuchasz ich czasem, komentujesz, oceniasz?

TB: – Tak, na pewno słucham z ciekawości profesjonalisty. Czy oceniam lub krytykuję? Trudno powiedzieć. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi być mistrzem w dziedzinie tworzenia muzyki i nie oczekuje od człowieka, który co jakiś czas ma styczność z gitarą i gra absolutnie hobbystycznie,, żeby prezentował poziom mistrza świata. Jest jednak coś takiego, że tak jak  Wcześniej wspomniałem, nie jestem w stanie wyłączyć takiego analitycznego recenzenta, który podpowiada, że tu bym dał inny akord, tu bym dał inny instrument, tu jest fajnie, o ten ozdobnik mi się podoba, tutaj jest trochę nierówno, i tak dalej, i tak dalej. To jest u mnie nie do wyłączenia, to się po prostu samo dzieje. Natomiast lubię słuchać innych ludzi, bo trafiałem na takie produkcje, których nie podejrzewałem, że będą fajne, a jednak bardzo mnie pozytywnie zaskoczyły.

Choć niestety, tu muszę z wielką przykrością powiedzieć i mnie to boli, dosłownie mnie to boli, że poziom techniczny u nas, u niewidomych, jest niestety bardzo słaby. Byłem zaproszony w 2017 roku na Święto Ośrodka w Laskach, które było połączone z chyba dwudziestoleciem Szkoły Muzycznej. I podczas tego wydarzenia odbył się m.in. koncert absolwentów tej właśnie szkoły. Poziom przygotowania większości utworów był niestety bardzo słaby. Nie wiem dlaczego, ale wiele osób niewidomych, które uważają, że grają jakoś w miarę dobrze, gra technicznie bardzo źle, a w dodatku większość ich znajomych nie widzi w tym żadnego problemu. Wystarczy, że zagrasz cokolwiek, żeby to było przez większość ludzi uznane jako coś fajnego. Efekt jest taki, niestety, że trudno o dobrą pod kątem technicznym produkcję muzyki wśród polskich niewidomych. Jakoś tak jest, nie wiem z czego to wynika, że na zachodzie, przynajmniej w niektórych krajach, można znaleźć więcej osób, które naprawdę bardzo dobrze technicznie grają na instrumentach i słucha się tej muzyki z ciekawością. Można tam znaleźć coś nowatorskiego, ciekawego, bardzo dobrze technicznie zrobionego. U nas jest tego dużo mniej i mam wrażenie, że poprzeczka jest zawieszona bardzo nisko. Bardzo mnie to martwi, dlatego że to powoduje, że jesteśmy niezbyt konkurencyjni. Nie mówię, że wszyscy, bo są oczywiście osoby, które naprawdę bardzo dobrze na czymś grają. Jeżeli ktoś chciałby rzeczywiście tworzyć coś z taką myślą, żeby było to grane przez większą liczbę ludzi i niekoniecznie oceniane przez pryzmat tego, że tworzy to osoba niewidoma, tylko po prostu, że to jest muzyka fajna do słuchania, to spróbujcie sobie odtworzyć kilka nagrań referencyjnych w jakimś gatunku, w którym tworzycie, między innymi piosenkami wrzucić te swoją i zobaczyć jak się słucha tej waszej piosenki w porównaniu do piosenek innych. no i dobrze jest być takim dość surowym recenzentem własnym.

TM: – Skoro było o zawodowym zboczeniu przy słuchaniu muzyki, to spytam, czy i ewentualnie jak objawia się ono w zwykłych okolicznościach. Włącza Ci się na przykład na ulicy?

TB:- Bywa, bywa! Często myślę o tym, żeby użyć jakiegoś zasłyszanego dźwięku w projektach. Rzadko to robię, bo mi się zwyczajnie nie chce. Natomiast zboczenie takie zawodowe mam. Wiele razy zdarzyło się, że idę na przykład przez jakąś przestrzeń i mówię: „wow, ale tu jest piękny pogłos”. Są takie narzędzia, które pozwalają, jak to się mówi, zdjąć pogłos pomieszczenia, czyli jakby pogłos jakiegoś pomieszczenia użyć potem w programie. Na przykład taki bardzo ciekawy pogłos jest w tunelu, którym się przechodzi między peronami w Bochni na stacji kolejowej. Piękny pogłos. Mimo tego, że byłem tam już kilka ładnych lat temu, to ten pogłos jakoś mi zapadł w pamięć. Takich rzeczy jest bardzo dużo. Byłem kiedyś na weselu w górach, przygrywała kapela, ale nie grali typowej góralszczyzny, grali różne rzeczy, disco polo, jakąś biesiadę. Mieli różne instrumenty: Perkusję, gitarę basową, gitarę elektryczną, skrzypce i syntezator.

Słucham sobie tej muzyki i tak myślę, że ten syntezator nie pcha się na pierwszy plan. Brzmienia są, owszem, sztuczne, ale niekoniecznie plastikowe. Nie słychać w nich, że to jest taka zabawka dla dzieci, tylko to fajnie brzmi. Aż się zapytałem w pewnym momencie, czy widać nazwę marki syntezatora. Okazało się, że to był KORG, no i to by się zgadzało, bo KORG ma takie brzmienia, które są dosyć adekwatne, to znaczy one, jak to się mówi, robią robotę, nie są jakieś bardzo efektowne, Ale to, co mają robić, to robią i rzeczywiście kork jakoś ładnie brzmi, ładnie się miksuje z innymi instrumentami. To są takie rzeczy, które potrafią mi przychodzić do głowy, gdy jestem na imprezie. Generalnie rzecz biorąc, jeżeli słucham muzyki, to często słucham jej pod kątem technicznym. To jest chyba u mnie nieuleczalne. Ja chyba nawet nie potrafię słuchać muzyki w taki sposób, żeby nie słyszeć różnych technicznych rzeczy, .np: o, perkusja jest nagrana w bardzo małej przestrzeni lub tu jest bardzo dużo kompresji. Nieważne czy ten utwór mi się podoba. Po prostu takie rzeczy rejestruje mimo woli.

TM: – A sam coś robisz? Jakieś piosenki, słuchowiska? Może jest coś z czego jesteś dumny?

TB: – Ojej, tak, tworzę troszkę, ale to są hobbystyczne rzeczy. Kiedyś zacząłem tworzyć słuchowisko na podstawie jednego z opowiadań o Jakubie Wędrowyczu, ale po dwóch minutach jakoś się znudziłem i od kilku lat obiecuję sobie solennie, że wrócę do tego tematu i to dokończę.

Czasami jakiś sound design mnie interesuje, czyli tworzenie dźwięków z mniejszych cegiełek, czyli na przykład jak stworzyć dźwięk lasera, startującej rakiety kosmicznej, jak mógłby brzmieć dinozaur, albo co można zrobić z dźwięku, który mi ktoś prześle. Rzeczywiście czasami lubię się bawić w takie rzeczy. Podejrzewam, że to się właśnie zaczęło od eksperymentów z magnetofonem w dzieciństwie. Od początku miałem takie dziwne zajawki. Z czego jestem najbardziej dumny? Nie wiem, bo najczęściej wygląda to tak, że jestem dumny z czegoś, co zrobię, po czym mija miesiąc, dwa, słucham tego imyślę sobie: „nie, tu nie ma z czego być dumnym, bo to jest przeciętne, nic w tym nie ma specjalnego”.

TM: – Na koniec spytam Cię o marzenia. Masz jakieś? Są związane z dźwiękami?

TB: – Takich dźwiękowych marzeń, czy ogólnie marzeń związanych z muzyką, mam bardzo dużo, na przykład chciałbym odwiedzić największy sklep muzyczny w Europie, który jest w Niemczech. Ma podobno pięć tysięcy metrów kwadratowych powierzchni, jeśli się nie mylę. Powoli przymierzam się do organizacji takiego wyjazdu w kilka osób. Chciałbym też odwiedzić Muzeum Instrumentów Elektronicznych, gdzie można zobaczyć syntezatory z lat czterdziestych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, te wszystkie słynne syntezatory Mooga, organy Hammonda, piano Fendera, ale również syntezatory, o których mniej się mówi, a zostały wynalezione jeszcze daleko przed tymi bardziej znanymi syntezatorami właśnie w latach czterdziestych, trzydziestych, być może i dwudziestych. Niestety nie ma nigdzie syntezatora, który został stworzony tylko w jednym egzemplarzu w roku 1899 zdaje się. Nazywało się to Telharmonium, ważyło 200 ton, zajmowało osobną halę i było syntezatorem, którego słuchało się przez telefon. Działał on przez kilkanaście lat, po czym okazał się jednak nierentowny, ponieważ pochłaniał ogromne ilości prądu i zakłócał inne rozmowy telefoniczne. Podobno nawet doszło przez niego do zawahań na giełdzie, bo zakłócał rozmowy telefoniczne inwestorów.

Chciałbym zobaczyć najbardziej ikoniczne syntezatory. Chciałbym na przykład, co jest raczej mało prawdopodobne, posłuchać swoich ulubionych utworów, wczesnej muzyki elektronicznej z lat siedemdziesiątych, w formie wielościeżkowych nagrań. Ciekawi mnie, Jaki tam był użyty syntezator, jakie grał partie, co grały bębny, jakie tam efekty zostały użyte i tak dalej i tak dalej. Jeżeli chodzi o marzenia związane z pracą, to chciałbym pracować przy słuchowiskach, chciałbym pracować tam, gdzie się dużo jeździ. Chciałbym tworzyć biblioteki dźwięków. Chciałbym na przykład kiedyś spróbować stworzyć jakiś utwór w taki sposób, jak się to robiło kilkadziesiąt lat temu, czyli taśma analogowa, bez żadnej cyfrowej obróbki. Jak się to zagra, to już takie jest i nie da się tego za bardzo poprawić, po prostu trzeba zagrać w razie czego drugi raz. Czegoś takiego rzeczywiście chciałbym spróbować. Zobaczyć syntezatory z epoki analogowej, które czasami się rozstrajały, które pod wpływem wilgoci zmieniały parametry brzmienia i tak dalej i tak dalej.

To muszą być ciekawe rzeczy i po prostu chciałbym zobaczyć jak sobie kiedyś z tym wszystkim radzono, jakie to było trudne i tak naprawdę ile my mamy ułatwień w porównaniu właśnie z tamtymi czasami, kiedy przecież powstawały utwory, piosenki, hity, przeboje, których słuchamy do dziś dnia i ich techniczna doskonałość jest czasem niedościgniona mimo tak dużych ograniczeń, które wtedy jednak były, a mimo to udało się coś fajnego zrobić.

TM: – Niech się zatem spełnią przynajmniej te możliwe do spełnienia marzenia. Wielkie dzięki Tomku za fascynującą opowieść.

 

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top