W drugiej części artykułu opiszę – mam nadzieję – jeszcze ciekawsze urządzenia typu Handheld, które pojawiły się w ostatnich latach.
Zotac Gaming Zone, zróbmy to inaczej
Firma Zotac, znana głównie z wydawania kart graficznych Nvidii, także postanowiła spróbować swoich sił na rynku Handheldów. Mieli oni już doświadczenie poprzez produkcję Nettopów, małych komputerów stacjonarnych oraz podobnych konstrukcji, po za tym, zdążyli się też zapoznać z próbami konkurencji na tym polu. Efektem zostało urządzenie Zotac Gaming Zone, wydane w 2024 roku z bardzo ciekawymi wyróżnikami.
Po pierwsze, urządzenie wyposażone jest w ekran o przekątnej siedmiu cali, rozdzielczości Full HD z częstotliwością odświeżania 120 herców, lecz jest to panel AMOLED, cechujący się niskim poborem energii oraz świetnymi, głębokimi czerniami, poprawiającymi wrażenia wzrokowe. Ponad to, urządzenie wyposażone jest w kamerkę internetową, co ciekawe nie pozwalającą na logowanie się twarzą do Windowsa, choć niektóre źródła twierdzą, że taka możliwość istnieje. Sercem jest AMD Ryzen 7 8840U, czyli w zasadzie Z1 Extreme z dodaną jednostką NPU. Znajdowała się ona także w MSI Clawie, lecz temat ten pominąłem z racji na praktycznie zerową użyteczność takowego rozwiązania w tego typu sprzęcie.
Pamięć operacyjna to niezmiennie 16 gb LPDDR5X 75000 mhz, dysk, 512 gb, lecz tym razem w formacie płytki 2280 najbardziej popularnym i standardowym, łatwo dostępnym, a też i prostym w wymianie w tej konstrukcji. Urządzenie to oferuje także małą podstawkę pozwalającą postawić handheld na biurku. Triggery oraz drążki działają w oparciu o efekt Halla, same triggery działają zaś w dwóch trybach. Liniowym jak normalnie, oraz precyzyjnym, gdzie działają jak zwykłe przyciski bez regulowanego momentu aktywacji. Rodem ze Steam Decka, Gaming Zone oferuje dwa touchpady, podobne do tych w laptopach. Umieszczone są pod przyciskami pada i ułatwiają obsługę nieprzystosowanego w pełni do działania w pełni dotykowego Windowsa przez osoby widzące. Mało tego na około drążków znajdują się obracane pierścienie, które pozwalają na szybkie wprowadzanie zmian w locie np. głośność czy jasność. Urządzenie oferuje też 2 porty usb 4, czytnik kart micro SD, złącze Jack, czy podświetlany pasek z tyłu, którego efekty można zmieniać w aplikacji towarzyszącej.
Zestaw sprzedażowy jest troszkę nietypowy z racji na pudełko, które otwiera i zamyka się magnetycznie, lecz jego zawartość jest już raczej zwyczajna. Urządzenie, ładowarka, papierki. Ponownie obudowa wykonana jest z takich samych materiałów plastik, guma oraz szkło, a także metal na podstawkę.
Sprzęt trzyma się podobnie jak Ally czy MSI Clawa. Odnoszę wrażenie, że jest swego rodzaju hybrydą ww. wyżej konsol, łącząc ich najlepsze cechy. Dolna krawędź skrywa slot kart oraz jeden z portów usb, góra to przyciski głośności, wyloty wentylatora, włącznik ponownie ze skanerem odcisków palców, drugi port usb i złącze słuchawkowe, a na rantach triggery i bumpery.
Boki puste, tył natomiast to wlot chłodnego powietrza, od dołu metalowa, mała, odchylana podstawka, przy triggerach zaś przełączniki zmieniające ich pracę każdy osobno, możemy mieć jeden taki, drugi inny, albo oba takie same w zależności od potrzeby i preferencji. Uzupełnieniem są łopatki tylne. Front jak zawsze miejsce dla ekranu, nad nim po prawej stronie kamerki, na około przyciski funkcyjne, po bokach klasyczny, Xboxowy układ przycisków i gałek jak wyżej, z dodatkiem obrotowych pierścieni okalających gałki. Pierścienie poruszają się podobnie, jak bezel w zegarkach Samsunga, jeśli ktoś widział, z wyraźnym i słyszalnym przeskokiem. Pod przyciskami znajdują się dwa, kwadratowe touchpady, ułatwiające sterowanie w systemie i niektórych grach, a także maskownice głośników, które generują poprawny dźwięk.
Za łączność odpowiada układ Intela, Wifi 6E oraz bluetooth 5.3 są wspierane, i jest to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich. Układ oczywiście jest wlutowany w płytę główną, lecz nie stanowi to problemu z racji na jego wysokie osiągi. Tak samo wysokie osiągi oferuje procesor. Osiem rdzeni i szesnaście wątków oferuje i musi oferować świetną wydajność. Gdyby nie ten RAM.
Oprogramowanie towarzyszące zaś, Zotac Gaming Launcher jest, specyficzne. Z jednej strony dostępne, swoją drogą nie ma go w w języku polskim. Przy użyciu nawigacji obiektowej NVDA ekran dotykowy, klawiatura numeryczna jesteśmy w stanie zmienić dość dużo ustawień, aczkolwiek etykiety wielu przycisków znajdują się przed lub za opcjami i co prawda bezproblemowo możemy dowiedzieć się co jest czym, nie zmienia to jednak faktu, że całość wydaje się niedopracowana. Mapowanie przycisków jest totalnie niedostępne najpewniej przez obrazkowy sposób wyświetlenia planszy wyboru, lecz tego pewien nie jestem z uwagi na to, że nie miałem się kogo zapytać w tej sprawie. Jest to połowiczny problem z racji na dostępność oprogramowania firm trzecich, jedyne akcje, których sami nie zaprogramujemy to tylne łopatki oraz pierścienie. Ciekawostka, mapowanie jest czysto softwareowe, po zamknięciu aplikacji towarzyszącej wszystkie nasze akcje znikają. Jest to interesujące także dlatego, że poprzednie urządzenia miały niskopoziomowy dostęp do sterownika przechwytującego naciśnięcia, więc mapowania były dalej aktywne nawet po deinstalacji oprogramowania. Tutaj, gdy próbujemy zamknąć nakładkę jesteśmy informowani, że skutkiem tego będzie deaktywacja zmian do momentu ponownego uruchomienia programu, ciekawe.
Kolejna dziwna rzecz, to brak możliwości zmiany częstotliwości odświeżania ekranu z 120 na 60 herców. Jest to możliwe dopiero po aktualizacji sterownika wyświetlacza, co należy zrobić, w BIOSie, co może stanowić problem.
Kultura pracy i bateria zaś są bardzo przyzwoite. Wentylator potrafi zaszumieć, ale nie robi tego bez przyczyny. Jeśli mu na to pozwolimy przestawiając pobór mocy na 28 30 watów, będzie go słychać, aczkolwiek pozostaje dość cichy na co dzień. Gdy na urządzeniu nie dzieje się nic wymagającego jest to raczej cichy, statyczny szum. Bateria zaś starcza na kilka godzin zwykłego użytkowania i około dwie grania w intensywne tytuły.
Wracając jeszcze do przycisków i ich skoku jest on dość, interesujący. D-PAD zachowuje się prawie identycznie do przycisków myszy. Jest niezwykle precyzyjny i wygodny, choć komuś może nie odpowiadać dość płytki klik. Tak samo, triggery w pozycji szybkiej są bardzo podobne, w trybie liniowym zaś oferują wręcz mięsiste sprzężenie zwrotne. Celowo nie wspominałem nic o mikrofonie, który, jest. Bardzo zbiera wszelakie zakłócenia czy szumy z urządzenia i wydaje mi się, że jest, żeby po prostu był.
Podsumowując, Zotac Gaming Zone jest bardzo ciekawym urządzeniem ze względu na zastosowane technologie zmienne triggery, obrotowe pierścienie, oraz jako jedyny, wyposażony jest w podświetlenie RGB. Nie wspominałem o nim za dużo z uwagi raczej małej potrzeby takowego w naszym przypadku, aczkolwiek jest. Cenowo sprawa też wygląda bardzo ciekawie. Początkowo urządzenie kosztowało blisko czterech tysięcy złotych, natomiast obecnie, jeśli jest dostępne, to za około dwa tysiące dwieście, dwa tysiące czterysta, a to już jest propozycja godna rozważenia. Producent oferuje opcjonalne dodatki takie, jak etui oraz stacja dokująca z dodatkowym złączem M2 2280 na dysk SSD, co jest dość ciekawe i pozwala na rozszerzanie dostępnego miejsca.
One X Player Mini Pro, Mała, chińska myśl technologiczna
Przejdźmy teraz do urządzeń z państwa środka, które pojawiły się niezależnie od tego, co mamy dostępne w kraju nad Wisłą. Urządzenia, których nie kupimy normalnie na naszym, rodzimym rynku, aczkolwiek mogą zostać sprowadzone. Pierwszym z nich będzie wyprodukowany przez firmę One Netbook One X Player Mini Pro. Konsola z 2022 roku, wyposażona w ośmiordzeniowy, szesnastowątkowy procesor AMD Ryzen 7 6800U, wspierany przez układ graficzny AMD Radeon 680M, 32 gb pamięci RAM LPDDR5X 6400 mhz, 512 gb dysk SSD 2280 normalny rozmiar płytki, co ciekawe w standardzie otrzymujemy nośnik NVME na złączu PCI Express 3.0×4, nie 4.0×4. Do tego mamy moduł wifi 6E, Bluetooth 5.3 od Intela, pełen zestaw drążków i przycisków jak w padzie Xbox, siedmiocalowy, dotykowy ekran praktycznie identyczny jak panel z ROG Ally dla przykładu, dwa porty usb 4, jeden 3.2 generacji drugiej usb typu a, czyli duży, nie ma za to czytnika kart pamięci.
Urządzenie przychodzi w dość niewielkim opakowaniu, w którym właściwie znajduje się tylko handheld, ładowarka o niewielkich rozmiarach oraz papiery.
Urządzenie jest zauważalnie mniejsze i lżejsze od konkurencji głównie poprzez odchudzenie konstrukcji. Nie mamy także łopatek tylnych, jak to posiada konkurencja, ale jest port usb w zwykłym standardzie znanym z laptopów, coś za coś..
Oobudowa wykonana jest z plastiku, szkła oraz gumy. Górna krawędź to triggeri i bumpery oferujące bardzo przyjemny skok, szczególnie bumpery, są duże i bardzo przyjemne, przyciski głośności, przycisk włączający urządzenie bez czytnika linii papilarnych, wylot ciepłego powietrza, port usb c, usb a, złącze słuchawkowe. Na dole zaś widzimy samotny port usb c oraz maskownice głośników, które generują poprawny dźwięk.
Tył to w zasadzie tylko i wyłącznie wlot chłodnego powietrza.
Front w głównej mierze wypełnia siedmiocalowy ekran dotykowy z kilkoma przyciskami funkcyjnymi rozmieszczonymi po jego bokach, które pozwalają na uruchomienie oprogramowania towarzyszącego, klawiatury ekranowej czy do przejścia na pulpit. Są tam także przyciski start i select.
Po bokach wyświetlacza znajduje się klasyczny pad w układzie Xbox, jak wspomniałem wcześniej. Przyciski i gałki są przyjemnie wyprofilowane, triggery oraz drążki wykorzystują efekt Halla.
Urządzenie jest dobrze spasowane, nic tu nie skrzypi, nie trzeszczy albo się nie rusza samo z siebie. Nie musicie się obawiać, że w trakcie użytkowania coś się rozleci albo uszkodzi samo z siebie.
Działanie zaś oceniam także pozytywnie. Windows działa płynnie i reaguje na wysyłane polecenia żwawo. Pamięci operacyjnej jest dwa razy więcej, niż u konkurencji, i to widać. Co prawda procesor jest odrobinkę starszy niż w pozostałych urządzeniach, ale nie są to różnice bardzo znaczące. Oprogramowanie towarzyszące, One X Console jest przeglądarkowe. Co prawda całość dostępna jest w języku angielskim, aczkolwiek wszystko jest przejrzyste i łatwo można się w nim odnaleźć. Możemy zmieniać profile mocy, mapować przyciski, a wszystko w sposób przyjemny i dostępny dla czytnika ekranu. Nawigacja obiektowa NVDA w niektórych miejscach może się przydać, ale nie jest niezbędna do pełnego użytkowania. Co ciekawe domyślnie wszystkie przyciski handhelda identyfikują się jako klasyczny pad konsoli Xbox 360, czyli najbardziej elastyczna opcja.
Kultura i czas pracy stoją także na wysokim poziomie. Typowe użytkowanie to bezproblemowe pięć, sześć godzin na jednym naładowaniu. Zaimplementowany wentylator nie działa ciągle, raczej wtedy, kiedy jest potrzebny, a żeby załączył się na pełnych obrotach musimy uruchomić coś naprawdę wymagającego, przez większość czasu jest praktycznie niesłyszalny. Nie wypowiem się też za bardzo na temat wymiany dysku, nie otwierałem sprzętu, a i sieć nie mówi o tym zbyt wiele.
Podsumowując, jest to bardzo ciekawa alternatywa dla globalnie dostępnych urządzeń, oferująca solidną wydajność. Przez pewien czas był to mój główny, mobilny komputer, przy użyciu stacji dokującej oraz zewnętrznej klawiatury sprawdzał się bezproblemowo, oferując także mobilność. Celowo nie wspominałem nic o mikrofonie, ponieważ, on jest. Brzmi bardzo telefonicznie i pudełkowo i do komunikacji może się nadać, ale nie jest zbyt przyjemny w odbiorze.
Urządzenie można nabyć za mniej więcej dwa tysiące złotych, co jest ceną akceptowalną, aczkolwiek raczę lepiej szukać ofert używanego sprzętu w niższej cenie z racji wieku, bądź co bądź, minęły już trzy lata. Nie znaczy to oczywiście, że to konstrukcja zła.
GPD Win 4, potwór pośród handheldów
Firma Game Pad Digital, o której wspominałem na początku artykułu, sukcesywnie wydaje swoje urządzenia od roku 2016 dodzisiaj. Skutkiem są co raz to lepsze i bardziej rozbudowane konstrukcje. W serii GPD Win najnowszy przedstawiciel opatrzony jest czwórką, wydawany jest od roku 2022 do dziś ze zmianami głównie procesora. W moich rękach znajdowała się rewizja z roku 2023, to też ją omówię nieco szerzej.
Model wyposażony zostałw sześciocalowy ekran dotykowy o rozdzielczości Full HD z częstotliwością odświeżania 45 lub 60 herców. Matryca IPS, otoczona aluminiową ramą. Aluminium wzmacnia także szkielet całej konstrukcji, a wyświetlacz jest wysuwany rodem ze starych telefonów Nokii, by odsłonić pełną, fizyczną klawiaturę qwerty o czym później. Sercem urządzenia jest ośmiordzeniowy, szesnastowątkowy procesor AMD Ryzen 7 7840U występuje także wersja z sześciordzeniowym, dwunastowątkowym AMD Ryzen 5 7640U. Są to procesory bliźniacze do Z1 i Z1 Extreme, wyposażone w takie same układy graficzne, kolejno mocniejszy AMD Radeon 780M i słabszy 760M. Wszystko wspiera 32 gb pamięci RAM LPDDR5X taktującej z częstotliwością 6400 mhz, aczkolwiek możliwy do podkręcenia do poziomu 7500 mhz w BIOSie urządzenia. Na pliki przewidziano dysk SSD o pojemności od 512 gb do 2 tb w formacie płytki 2280, lecz nie wypowiem się co do tego, jak go wymieniać. Ponoć prosto, lecz ja sprzętu nie otwierałem.
Pośród dostępnych złączy mamy dostęp do dwóch portów usb 4, HDMI 2.1, Jacka na słuchawki lub mikrofon oraz, w zależności od wersji, jeśli mamy model z 2022 roku będzie tam port usb a, od 2023 roku w to miejsce GPD zastosowało złącze Oculink. Czym to jest? Jest to bezpośrednie wyprowadzenie czterech linii PCI Express 4.0 na obudowę. Za pomocą specjalnego przewodu oraz adaptera możemy do takiego urządzenia podłączyć kartę graficzną, dodatkowy dysk, lub coś, co komunikuje się poprzez magistralę PCI Express 4.0 lub niższą, przy wyższej oczywiście będą spadki wydajności.
Łączność bezprzewodową zapewnia moduł Intela, taki sam jak w One X Playerze, a więc Wifi 6E oraz bluetooth 5.3. Obudowa wykonana jest z plastiku, szkła, gumy i metalu, drążki oraz spusty wykorzystują efekt Halla, całość dopina czytnik kart pamięci micro SD.
Zestaw sprzedażowy jest typowy: sam handheld, ładowarka, europejska przejściówka i papierki, plus folia ochronna na ekran. Miłym dodatkiem jest dołączona przejściówka z portu usb c na normalny, usb a, do wpięcia pendrive’aa, czy dysku zewnętrznego.
Biorąc GPD Wina 4 w ręce od razu widzimy i czujemy, że filozofia jego wykonania jest troszkę inna. Urządzenie jest mniejsze, lżejsze, ale zauważalnie grubsze przez zastosowanie klawiatury, o której później. Tradycyjnie, pora na wycieczkę po krawędziach. Na górnej znajdują się pierwszy port usb, złącze słuchawkowe, hdmi oraz Oculink, triggery i bumpery o dość przyjemnym skoku i kliku, przyciski głośności i włącznik, oraz wylot ciepłego powietrza umiejscowiony troszkę niefortunnie, ponieważ gdy sprzęt się nagrzewa, ciepło czujemy głównie w prawej jego części.
Lewy bok zawiera w sobie przełącznik trybu pracy gamepada klawiatura i mysz lub gamepad o tym za chwilkę, oraz czytnik kart pamięci.
Prawy bok jest czysty, na dole natomiast widnieje drugi port usb. Tył jest jednym, wielkim wlotem chłodnego powietrza, aczkolwiek producent sprytnie ukrył tylne łopatki. Są one niemalże zatopione w obudowie, ale nasze palce lądują na nich bezproblemowo, gdy chwytamy konsolę. To front jest jednak najciekawszy. Nie tylko ze względu na obecność wyświetlacza oraz przycisków pada ponownie układ Xbox, bardzo przyjemny w użytkowaniu, choć przyciski mają specyficzny, krótki skok, ciekawostką jest zamontowanie przycisków start i select na rogach urządzenia. Pod każdym z ww. przycisków znajdują się głośniki stereo. Są dość małe, a ich dźwięk jest po prostu akceptowalny. Nad lewym przyciskiem znajduje się kółko, które jest tak naprawdę czytnikiem linii papilarnych. Po prawej stronie, symetrycznie umiejscowiony jest mały trackpoind czy też touchpad, który da się wcisnąć, by wykonać akcję dodatkową. Prawy dolny róg kryje ukryty w obudowie mikrofon, który jest niezwykle przeciętny, a także przycisk menu. Lewy zaś jest haczykiem, przez który można przewlec smycz albo doczepić brelok.
Wspominałem wcześniej o klawiaturze, prawda? Na pierwszy rzut oka czy też ręki albo oka nic specjalnego nie widać. Natomiast kiedy się bardziej przyjrzymy zauważymy szparę po między wyświetlaczem a resztą konstrukcji. Gdy wystarczająco mocno zaczniemy tam szperać dojrzymy, że ekran daje się wysunąć do góry. Gdy się wysunie, odsłoni się pełna klawiatura, to jest bez bloku numerycznego. Przyciski są niewielkie i mają krótki, sztywny klik, rodem z Nokii. Nie są specjalnie wygodne czy komfortowe, aczkolwiek wprowadzać teksty też się da. Robi się to raczej kciukami, jak w starych telefonach. Klawiatura wyposażona jest we wszystko co potrzebne włącznie ze strzałkami, enterem, shiftami, tabulatorem czy capslockiem. Niektóre przyciski są dłuższe jak spacja czy shifty, żeby poprawić ich ergonomię, litery f oraz j zaopatrzone są w dodatkowe, wypukłe oznaczenia. Co ciekawe, po mimo niewielkiego rozmiaru, producent umieścił tu także przycisk wywołujący menu kontekstowe. Wychodzi na to, że się da, a wiele większych laptopów go nie posiada, ciekawe.
Mechanizm slidera odsłaniającego i zasłaniającego klawisze chodzi płynnie bez zacięć. Nie jest także luźny, co zwiększa komfort jego użytkowania, a także jest po prostu bezpieczniejsze. Klawiatura posiada podświetlenie, które można wyłączyć lub włączyć kombinacją klawiszy FN oraz spacja. Gdy jest ukryta, podświetlenie automatycznie się wyłącza.
Powrócę teraz do tematu przełącznika trybu pracy pada, znajdującego się na lewym boku. W przeciwieństwie do w pełni programowych rozwiązań, stosowanych przez innych producentów tego typu urządzeń, GPD wymyśliło to tak, żeby użytkownik ręcznie ustalał, jak przyciski mają działać. Zwiększa to precyzję oraz zapewnia nas, że wszystko będzie działać tak, jak powinno.
Jeśli ustawiony jest tryb gamepada, przyciski na górnej płaszczyźnie zachowują się jak kontroler Xbox 360, jest on tak nawet wyświetlany w systemie. Gdy jednak zdecydujemy się na przełączenie przełącznika do trybu klawiatura/mysz, prawa gałka steruje kursorem myszy, natomiast reszta przycisków niestety tylko D-PAD, wciśnięcie drążków, ruch lewego, przyciski ABXY są programowalne w pełni. Wyjątkiem są dodatkowe klawisze tylne, które działają niezależnie od trybu.
GPD dołącza do swoich sprzętów dwie aplikacje towarzyszące. Motion assistant do zarządzania pracą urządzenia, a więc limitami energetycznymi, krzywymi wentylatorów, jest możliwość monitorowania temperatur czy ustalania skrótów klawiszowych i wiele, wiele więcej. Do programowania przycisków pada w trybie klawiatury oraz tylnych łopatek służy druga aplikacja, Win controls. Niestety jest ona niedostępna i pomoc osoby widzącej będzie nieodzowna w tym przypadku. Jest to dość zabawne, ponieważ główny program jest praktycznie w pełni dostępny. Gdzie nie dojdzie klawiatura dojdzie dotyk, nie ma się czym przejmować. Po za tym zawsze mamy dostęp do oprogramowania firm trzecich, o którym coś niecoś powiem na końcu artykułu.
Działanie urządzenia jest i wyśmienite, i średnie jednocześnie. Dlaczego? Wszystko zależy od ustawionego trybu poboru mocy i od tego, co w danym momencie robimy. Jeśli nie jest to nic wymagającego sprzęt działa perfekcyjnie. Programy ładują się błyskawicznie, a Windows wykonuje nasze polecenia bez zbędnej zwłoki. Gdy jednak podkręcimy tempo, wentylator także to zrobi. Skutkuje to odczuwalnym nagrzewaniem się prawej części urządzenia, dość głośnym szumem oraz czasem piskiem cewek. Czy jest to wada dyskryminująca ten sprzęt? Absolutnie nie, wspominam o niej w gwoli wyjaśnienia. Mały rozmiar musi być okupiony jakimiś konsekwencjami.
Żeby wykorzystać pełne możliwości takiego sprzętu polecam, prócz programowania przycisków gamepada w trybie klawiatury zaopatrzyć się w oprogramowanie zewnętrzne, by zrobić to samo w trybie pada. Czemu? Daje to nam kilka profili pracy, gdzie w trybie kontrolera możemy programować wszystkie przyciski z frontu, plus triggery i bumpery, ruchy gałek, etc. Pozwala to na okazjonalne sięganie do klawiatury w sytuacji normalnego użytkowania czytanie książek, słuchanie muzyki, przeglądanie maili czy granie, dopiero gdy przyjdzie konieczność pisania sięgamy do klawiatury.
Czas pracy baterii jest poprawny z dużym plusem. Sześć godzin jesteśmy w stanie wyciągnąć. Dojdzie nawet do siedmiu ośmiu, jeśli zmniejszymy częstotliwość odświeżania wyświetlacza do poziomu 45 herców, co jest do ustawienia w Motion assistancie i dla nas, osób niewidomych, jak najbardziej polecam to zrobić. Sprzęt jest przyjemny w użytkowaniu, a ze względu na kompaktowe wymiary zmieści się nawet w małej torbie.
Producent oferuje dodatki do sprzętu, takie jak etui, stacja dokująca, czy moduł sieci komórkowej 4G LTE, wpinany w górne usb c i wpinany zaczepami w tylną część konstrukcji.
Szkoda trochę braku portu usb a. W zestawie co prawda jest przejściówka, niemniej jednak niesmak gdzieś pozostaje. Reasumując i podsumowując wszystkie za i przeciw, jest to chyba najbardziej kompletny handheld z tych, które testowałem. A dość długo był moim mobilnym komputerem.
Cenowo sprawa wygląda interesująco. Jeśli zdecydujemy się na zakup sprzętu na portalu Ali Express czy przez Allegro, koszta wahają się w granicach czterech tysięcy złotych. Egzemplarze używane to czasem nawet dwa tysiące. Drogo? Oczywiście, lecz należy spojrzeć też na to, że firma GPD nie jest takim molochem, jak Asus czy Lenovo.
GPD Win Max 2, sprzęt kompletny i hybrydowy
Ostatnie urządzenie, które opiszę w tym artykule, to przy okazji sprzęt, który jak dla mnie jest praktycznie idealny. Nie jest on do końca handheldem, ale nie jest też zwyczajnym laptopem czy tabletem, a czymś po między, łącząc cechy ww. urządzeń i dodając coś od siebie.
Urządzenie sprzedawane od roku 2022, w moich rękach znajduje się po dziś dzień model z roku 2025, czyli obecny. Sprzedawany jest on w dwóch wersjach różniących się procesorem. Słabszy wariant to ośmiordzeniowy, szesnastowątkowy AMD Ryzen 7 8840U wspierany przez AMD Radeona 780M jako układ graficzny. Mocniejsza wersja obejmuje dwunastordzeniowy, dwudziestocztero wątkowy procesor AMD Ryzen AI HX 370, wspierany przez układ graficzny AMD Radeon 890M. Oba warianty mogą posiadać od 32 do 64 gb pamięci operacyjnej LPDDR5X 7500 mhz. Wszystko domyka dysk o pojemności 1, 2 lub 4 tb w formacie płytki 2280. Dysk jest dość łatwo dostępny po zdjęciu tylnego panelu. To nie jest wszystko, ponieważ sprzęt oferuje miejsce na drugi dysk SSD w formacie 2230, a także slot na opcjonalny moduł 4G LTE. Do tych dwóch ostatnich nie jest wymagane zdejmowanie tyłu, jeśli chcemy się do nich dostać, wystarczy odkręcić i usunąć metalowe klapki z tylnej części obudowy.
Za łączność ze światem odpowiada moduł bezprzewodowy Intela Wifi 6E oraz bluetooth 5.3 Pośród dostępnych złączy natomiast mamy dostęp do dwóch usb 4 typu c, dwóch 3.2 generacji drugiej typu a, portu hdmi, złącza słuchawkowego 3,5mm, czytników kart micro SD oraz dużego SD oraz Oculink. Obudowa jest w pełni aluminiowa, ekran ma przekątną 10,1 cala, odświeża się z częstotliwością 60 herców, jest dotykowy, wykonany w technologii IPS, a jego rozdzielczość to niecałe 2K.
Prócz pełnej klawiatury możemy posługiwać się gamepadem oraz touchpadem i oczywiście dotykiem, klawiatura jest podświetlana, ekran otwiera się na 180 stopni czyli na płasko, system chłodzenia natomiast wyciska z procesora tyle, ile może w dość małej obudowie.
Drążki oraz triggery wykorzystują efekt Halla, silniki wibracyjne są liniowe haptyczne. Całość posiada naprawdę pojemną baterię starczającą nawet na dziesięć godzin użytkowania, a wszystko wielkościowo nie przekracza dużego zeszytu. Na deser tylne przyciski do zaprogramowania wedle uznania, czytnik linii papilarnych, przełącznik trybu pracy gamepad klawiatura/mysz oraz kamerka.
Mamy więc do czynienia z urządzeniem będącym bardziej laptopem niż typowym handheldem, ale mogącym stać się tym drugim. Jak, powiem za chwilę, przejdę najpierw do różnic między wersjami. Oczywiście zmienia się procesor, natomiast w wersji z roku 2022 zamiast portu Oculink mamy usb 3.2 generacji pierwszej, tak samo zamiast dwóch usb 4 z tyłu, do dyspozycji producent oddaje jedno usb 4 i jedno 3.2 generacji drugiej oba pozwalające na ładowanie. W wersji 2023 odeszło tylne usb typu a na rzecz Oculinka, a w wersji 2025 oba porty usb c stały się usb 4, system chłodzenia został przeprojektowany, tak jak i silniki wibracyjne oraz moduł audio.
Zestaw sprzedażowy jest typowo laptopowi jak na dzisiejsze standardy. Urządzenie, ładowarka, europejska przejściówka i papierki.
Obudowa Win Maxa 2 wykonana jest w pełni z aluminium, jak wspomniałem wcześniej. Jest to materiał anodowany wysokiej jakości, kojarzący się z urządzeniami wysokiej klasy. Całość zaskakuje niewielkimi rozmiarami i wagą, która nie przekracza kilograma.
Tylne partie skrywają 2 porty usb 4, hdmi, Jacka, Oculinka oraz wyloty ciepłego powietrza. Jeśli się przyjrzymy, zauważymy także dwie szczelinki o których później. Nie mogło zabraknąć triggerów i bumperów bardzo podobnych do tych z Wina 4.
Prawy bok jest domem dla dwóch usb 3.2 generacji drugiej, lewy natomiast skrywa czytniki kart pamięci jeden nad drugim. Z przodu, po prawej stronie widnieje przycisk zasilania z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych.
Urządzenie posiada cztery głośniki i dwa mikrofony. Głośniki umiejscowione są po jednym na lewej i prawej krawędzi blisko przodu, pozostałe dwa na przedniej ramie. Mikrofony natomiast znajdują się przy zawiasach.
Góra urządzenia to metalowa klapa z logo GPD, na dole za to dzieje się całkiem sporo. Tędy zasysane jest chłodne powietrze. Widnieją tam także cztery, gumowe nóżki podnoszące sprzęt i poprawiające przyczepność, przyciski tylne oraz klapki na dodatkowe karty rozszeżeń M2 2230.
Całe urządzenie wykonane jest bardzo solidnie i czujemy, jakbyśmy mieli w rękach produkt klasy premium. To wrażenie wcale nie znika po otwarciu pokrywy. Klawiatura ma bardzo przyjemny skok. Co dziwne, choć mały Win 4 miał menu kontekstowe, tutaj go nie ma, nie zmienia to jednak faktu, że Win Max 2 to naprawdę wygodny sprzęt do pisania. Nie posiada tzw. Palmrestu, czyli miejsca na nadgarstki, ale ma to sens z racji na przeznaczenie, grubość obudowy oraz rozmiar. Nad klawiaturą, po środku znajduje się touchpad, po którego bokach widać dwie, metalowe pokrywy. Są one mocowane magnetycznie i początkowo może się wydawać, że to odwrócony Palmrest. Nie jest tak, gdysz po zdjęciu osłon naszym oczom i palcom ukazuje się gamepad. Klasyczny układ z przyciskami start i select po lewej stronie, jest tam także przełącznik zmiany trybu działający identycznie jak w poprzednim urządzeniu. Żeby nie zgubić osłon na joysticki, GPD przewidziało tylne otwory na nie, o których już wspominałem. Dlatego też pisałem o tym, że urządzenie typowym handheldem nie jest, ale może nim być.
Niezależnie od wersji, którą posiadamy sprzęt działa wprost błyskawicznie. Jest responsywny i cichy, zachowując się po prostu jak typowy komputer z Windowsem. Kultura pracy jest także na wysokim poziomie, wentylator załącza się tylko jeśli trzeba, a jego dźwięk to zwyczajny szum bez zbędnych pisków.
Produkowane przez laptopa audio także zaskakuje. System czterech głośników gra donośnie i czysto, słychać bas, średnie tony i wysokie, choć oczywiście nie jest to poziom Macbooków, ale jest dobrze. Mikrofony także są dobre do rozmów i komunikacji, nie powodują zmęczenia czy irytacji osób postronnych.
Kamerka znajduje się w zawiasie, gdy otworzymy pokrywę możemy ją wyczuć po środku.
Nie będę się też powtarzać nt aplikacji towarzyszących, bo są identyczne. Wspomnę jedynie, że korzystając z tego urządzenia nie miałem nigdy wrażenia, że coś tu jest niekompletne. Win Max 2 bije na głowę wiele dzisiejszych laptopów możliwościami rozbudowy i mobilnością.
Akumulator faktycznie potrafi wytrzymać około dziesięciu godzin trzy, cztery przy intensywnym użytkowaniu, dwie w najgorszym wypadku, a to i tak jest naprawdę świetnie. Urządzenie nawet jeśli się nagrzewa, to w części z kontrolerami i gamepadem, gdzie nasze ręce mają znikomy kontakt. Po za tym nawet jeśli kontrolera używamy możemy poczuć lekkie ciepło, system chłodzenia po prostu działa.
Jedyne, co troszkę boli, to czytnik linii papilarnych. Czasem nie wykrywa naszego palca i musimy wpisać hasło. Troszkę szkoda, niemniej jednak, i tak jest bardzo dobrze.
Podsumowując, uważam, że to najlepszy mini laptop i generalnie komputer przenośny, jaki widziałem pod wieloma względami. Dzielnie jeździ ze mną po Polsce, służąc tam, gdzie potrzebuję właśnie komputera, a nie mam ochoty dźwigać szesnastocalowego, ponad dwukilogramowego Asusa ROG.
Cenowo, jest, premium. Urządzenie potrafi kosztować nowe od czterech tysięcy złotych w słabszych wersjach do nawet sześciu i pół. Używane egzemplarze zwłaszcza modele z 2023 roku to koszt czasem nawet czterech, trzech tysięcy, ale trzeba mieć na uwadze ich gorszy system chłodzenia oraz tylko jedno złącze usb 4. Czy polecam? Jak najbardziej tak!
Aplikacje firm trzecich.
Przyszedł czas, bym opowiedział kilka słów o aplikacjach firm trzecich do obsługi handheldów. Czasem jest tak jak np. w przypadku Legiona GO czy częściowo urządzeń GPD, że oprogramowanie dostarczane przez producenta nie jest w pełni dostępne, albo jest używalne tylko częściowo. Wtedy, z pomocą przychodzi nam aplikacja Handheld companion. Jest to darmowa, otwartoźródłowa nakładka, która pozwala na modyfikowanie ustawień limitów mocy, makr, skrótów klawiszowych, czy przycisków pada. Mogę ją z czystym sumieniem polecić każdemu użytkownikowi tego typu sprzętu. Wspiera profile dla konkretnych aplikacji albo nawet na konkretne scenariusze użytkowania, jest bardzo dostępna i używając trochę ekranu dotykowego w pełni wszystko poustawiamy. Częściowo jej działanie pokazywałem w Tyflopodcaście przy okazji opisywania urządzeń GPD, zapraszam do odsłuchania.
Jeśli ktoś chce tylko mapować przyciski gamepada polecam program Joy to key. Prosty, funkcjonalny program robiący po prostu to, co ma w nazwie, zamienia przyciski kontrolera do gier na polecenia lub kombinacje klawiszy na klawiaturze komputera. Jest lekki i działa. Co prawda aplikacja jest płatna, aczkolwiek deweloper udostępnia darmowe klucze licencyjne osobom z niepełnosprawnościami, jeśli napisze się do niego na E-mail. Ja tak uczyniłem i klucz dostałem, więc jest to możliwe, a warto.
Ale po co nam takie coś?
Przechodzimy do bardzo ważnej kwestii. Co my, jako użytkownicy niewidomi, możemy zrobić z takim urządzeniem, które w teorii przeznaczone jest głównie do grania. Wbrew pozorom, możliwości jest bardzo dużo.
Granie – jest to raczej logiczne i nie ma się co rozpisywać. Jest to wykonalne, efekty będą więcej niż zadowalające zwłaszcza że nie potrzebne nam wysokie ustawienia graficzne, czy Ray tracing.
komputer – nic nie stoi na przeszkodzie, by taki minikomputer stał się naszym mobilnym stanowiskiem pracy. Urządzenia nie posiadające klawiatury mogą ją uzyskać po podpięciu zewnętrznego urządzenia po usb lub przez bluetooth, a wtedy, to zwykły komputer z Windowsem. Wielu ludzi tak robi, ja swego czasu takoż, mogę potwierdzić, że taki scenariusz jest realny i prosty.
Niektórzy jednak mają jeszcze ciekawsze pomysły na zastosowanie urządzenia tego typu. Idealnym wydaje się użycie jako swego rodzaju kontroler DAW z racji na możliwość remapowania przycisków, niewielkie rozmiary oraz profile dla każdej aplikacji z osobna. Reaper czy Virtual DJ mogą na czymś takim działać zaskakująco przyjemnie, a dostęp do wielu przycisków w zasięgu rąk sprawi, że praca stanie się komfortowa.
Podejść do tematu jest wiele. Należy przede wszystkim pamiętać o tym, że my, jako osoby niewidome nie jesteśmy wykluczeni z grona użytkowników takiego sprzętu, zastosowania pewnie jeszcze jakieś się znajdą. Wyobraźnia jest tutaj po części kluczem. Jestem niemal pewien, że każdy, kto będzie rozważać zakup takiego urządzenia coś dla niego znajdzie.
Podsumowanie
Pierwszym handheldem, który miałem w rękach był Asus ROG Ally. Zainteresował mnie ten typ sprzętu głównie ze względu na procesor oraz możliwości, później to była droga już z górki. Chciałem przetestować wszystko, co jest na rynku, by wyrobić sobie opinię, podzielić się nią ze światem i poznać coś nowego. Obecnie wiem, że GPD Win Max 2 wcześniej Win 4 a jeszcze wcześniej One X Player Mini pro są pod wieloma względami lepsze, niż laptop w plecaku. Zajmują o wiele mniej miejsca, posiadają komplet złącz albo możliwości podpięcia peryferiów, oferując wydajność zbliżoną albo taką samą, jak laptopy w podobnej klasie cenowej. Przy okazji gdy najdzie mnie ochota na rozgrywkę, nie muszę nosić ze sobą dodatkowego gamepada. Po prostu wyciągam handhelda z torby i gram gdziekolwiek jestem, a gdy już nie chcę, przeczytam książkę, napiszę maila, czy porozmawiam na komunikatorze. Jak najbardziej rozumiem i popieram pomysł na urządzenia tego typu. Ciekawostka, firma GPD chce oficjalnie wejść do Polski. Jest to bardzo dobra informacja dla ludzi wahających się albo chcących kupić takie urządzenia we własnym kraju, przetestować i zostawić, albo oddać, ale być bogatszym o nowe doświadczenia.
Pragnę także zauważyć, że urządzeń tego typu jest znacznie więcej. Asus ROG Ally X, Lenovo Legion Go 2S, sprzęty firm Ayaneo czy Aogzoe, miałem w rękach część urządzeń z tego rynku i chciałem się po prostu podzielić moją opinią i doświadczeniami, które nabyłem, obcując z takim sprzętem. Ciekawostka nr 2, Ayaneo Slide to urządzenie zbliżone konstrukcją do modeli GPD Win, także posiadające fizyczną klawiaturę, ale pozbawione np. złącza słuchawkowego. Z resztą, samo GPD posiada więcej modeli jak seria Win Mini, bardziej zbliżona wyglądem do konsol jak Nintendo DS., gdzie po otwarciu pokrywy mamy dostęp do klawiatury i padów, tak jakby zakryć ROG Ally wyświetlaczem na zawiasie albo modele Pocked małe, konwertowalne laptopy. Rynek się rozwija i pewnie pojawi się jeszcze więcej różnych pomysłów. Mam tylko nadzieję, że tym artykułem rozwiałem wasze wątpliwości, odpowiedziałem na Wasze pytania, albo wtajemniczyłem was w ten zupełnie nowy, ciekawy temat, o którym słyszycie pierwszy raz, albo obił się tylko o uszy gdzieś, przelotem.

