Logo Tyfloświat
Fragment płyty głównej komputera, widoczne drobne przylutowane do niej elementy

Od pewnego czasu, na rynku komputerów i konsol spotyka się urządzenia zaliczane do kategorii handheld. Co to takiego? Co łączy te urządzenia? Aby zrozumieć zjawisko, o którym mowa, musimy cofnąć się nieco w czasie.

Za pewne pamiętacie konsole przenośne, takie jak Game Boy, Nintendo DS., czy PSP. Były to kompaktowe konsole do gier, cechujące się dużą łatwością przenoszenia, która pozwalała grać praktycznie wszędzie. Czy to szkoła, czy autobus, czy plaża, konsole miały zapewniać dostęp do rozrywki w każdym możliwym miejscu i czasie.

Popularność tych urządzeń sprawiła, że deweloperzy zaczęli tworzyć nowe modele o coraz większych możliwościach. W 2017 roku Nintendo zaprezentowało Switcha, hybrydową konsolę, której po podpięciu do specjalnej stacji można było używać jako urządzenia stacjonarnego. Urządzenie to, dzięki wbudowanemu akumulatorowi oraz odpinanym kontrolerom, doskonale sprawdzało się również jako przenośne. Mniej więcej w tym właśnie czasie, choć jednak nieco  wcześniej, firma GPD (Game Pad Digital) wypuściła pierwsze urządzenie z tworzącej się właśnie rodziny Handheld. Mały komputer, zamknięty w konsolowej obudowie oferował wprawdzie dość mierne parametry nawet jak na tamte czasy, rok 2016. Czterordzeniowy procesor Intel Atom, 4 GB pamięci RAM, 64 GB dysk EMMC, co nawet wtedy nie było zawrotną pojemnością, czy 5,5 calowy ekran dotykowy, ale urządzenie było wyposażone w kontrolery do gier, fizyczną klawiaturę i, co najważniejsze, pełną obsługę systemu Windows. Co to dawało użytkownikom? Można było na nim uruchamiać gry, czy programy stworzone dla systemu Windows, z tym tylko ograniczeniem, że musiały one być skalowane do wydajności procesora. Niemniej jednak urządzenie, choć niszowe i od niszowego producenta, zdobyło rozgłos nawet w środowisku osób niewidomych.

Ceniono je zwłaszcza za kompaktowe wymiary oraz możliwość uruchomienia praktycznie każdej gry audio, otwierając możliwość ogrywania ulubionych tytułów w każdych warunkach, ale także przeglądanie Internetu czy też rozmowy przez komunikatory internetowe. Co prawda mniej wydajny, ale był to dalej komputer w małej obudowie.

Handheldy stają się popularne

Rok 2019 był swego rodzaju przełomem w kategorii handheld. Co prawda GPD dalej wypuszczało nowe modele swoich urządzeń, ale nie oznaczało to zmiany jakościowej, ponieważ były to nadal produkty niszowe i raczej dla wąskiej grupy użytkowników. W końcu jednak firma Valve, ta sama, która wydała Steama zaanonsowała, że zajmuje się nowym urządzeniem, Steam Deckiem. Miała być to swego rodzaju konsola przenośna, pozwalająca na uruchamianie i granie w gry z tej właśnie platformy. Jak na tamte czasy brzmiało to dość niewiarygodnie, ale faktycznie, po jakimś czasie producent dotrzymał obietnic, a jego produkt zdobył światową sławę.

Oczywiście konkurencja nie śpi, więc w roku 2023 Asus wydał swojego ROG Ally, urządzenie podobne, lecz działające w środowisku Windows. Pojawił się Lenovo Legion GO, pojawił się MSI Claw.

W poniższym artykule omówię kilka urządzeń, z którymi miałem do czynienia, na koniec zaś mam bonus, który może was wszystkich zaskoczyć. Bez zbędnego przedłużania, zaczynamy.

Asus ROG Ally, pierwszy i świetny, ale nie bez wad.

Rogalik, jak jest on nazywany pieszczotliwie w Polsce, był pierwszym urządzeniem typu handheld z preinstalowanym systemem Windows, które zostało wypuszczone przez większego producenta i było globalnie dostępne. Ten wyposażony w 7 calowy, dotykowy ekran IPS Full HD, 120 Hz maksymalnej częstotliwości odświeżania potworek napędzany jest dwoma procesorami, w zależności od tego, jaką wersję kupi użytkownik.

Dostępne są więc wersje z sześciordzeniowym, dwunastowątkowym procesorem AMD Ryzen Z1, oraz mocniejszy wariant z ośmiordzeniowym, szesnastordzeniowym procesorem AMD Ryzen Z1 Extreme. Słabszy układ za towarzysza ma zintegrowany układ graficzny AMD Radeon 760M, natomiast mocniejszy wariant wspiera AMD Radeon 780M.

Ciekawostka, te procesory to specjalnie przystosowane warianty procesorów laptopowych odpowiednio AMD Ryzen 5 7640U oraz AMD Ryzen 7 7840U.

Dodatkowo, naszego Rogala wyposażono w 16 GB pamięci RAM LPDDR5X o przepustowości 6400MHZ, a wszystko domyka dysk SSD 512 GB w standardzie NVME PCIE 4.0×4 w małym formacie płytki 2230 drogiej i trudnej do kupienia, choć trzeba powiedzieć, że dysk jest wymienny.

Urządzenie posiada 1 port USB 3.2 generacji drugiej typu C, pozwalający na ładowanie, przesyłanie danych, czy przekazywanie obrazu, interfejs XG Mobile, specjalne złącze Asusa do podpinania zewnętrznych kart graficznych, czytnik kart microSD, który niestety jest wadliwie umieszczony i zdarzały się przypadki dosłownego smażenia kart w nim się znajdujących ze względu na bliską obecność radiatora procesora, który to układ, uwaga, chłodzony jest aktywnie dwoma wentylatorami.

Ponadto, urządzenie uzbrojone jest w wyjście słuchawkowe Jack 3.5 mm, do którego wpiąć można też mikrofon. Prócz tego, mamy pod ręką przyciski standardowego gamepada, plus przyciski dodatkowe tzw. łopatki. Tylne przyciski, które możemy dowolnie programować lub wykorzystywać do wykonywania kolejnych akcji.

Zestaw sprzedażowy nie jest zbyt obfity, zawiera jedynie urządzenie, 65-watową ładowarkę ze złączem USB C, co ważne, wtyczka jest zintegrowana z kostką, tak jak ma to miejsce w przypadku ładowarek Asusa z laptopów. Opakowanie zawiera poza tym mało stabilną, kartonową podstawkę oraz komplet zwykłych w tym przypadku dokumentów papierowych.

Biorąc urządzenie do ręki mamy wrażenie jakbyśmy trzymali przerośniętego pada do konsoli, i w zasadzie tak jest. ROG Ally to w zasadzie tablet z doczepionymi na stałe częściami standardowego kontrolera. Urządzenie wykonane jest z wysokiej jakości plastiku, gumy na drążkach analogowych oraz szkła na ekranie, ale po kolei.

Front to głównie 7-calowy ekran dotykowy oraz kilka przycisków systemowych do otwierania aplikacji Armoury Crate SE, do wywoływania szybkiego menu podręcznego z ustawieniami Wi-Fi, Bluetootha czy sterowania jasnością ekranu, oraz maskownice głośników stereo i mikrofonów.

Po bokach wyświetlacza znajdują się także elementy pada, czyli tzw. D-Pad strzałki, dwa drążki analogowe w układzie Xbox czyli asymetrycznie lewy na górze, prawy na dole, przyciski: ABXY, start, select i menu, czyli wszystko to, co znajduje się na każdym kontrolerze. Kontrolery mają przyjemny skok, i choć nie jest on idealny, to nie sprawia dyskomfortu.

Górna krawędź urządzenia w tylnych partiach skrywa maskownice wentylatorów chłodzących procesor oraz resztę komponentów, natomiast bliżej użytkownika znajdują się bumpery, przyciski głośności, przycisk włącznika z wbudowanym weń czytnikiem linii papilarnych, złącze słuchawkowe, wspomniane wcześniej USB C, XG mobile, czy felerny czytnik kart pamięci. Bliżej tyłu osadzone są triggery z przyjemnym, głębokim skokiem.

Tylne partie skrywają znajdujące się centralnie po środku tylnej płyty logo ROG, dość duże łopatki dodatkowe, przyjemnie układające się pod palcami przyciski, oraz wlot chłodnego powietrza poprowadzony niemal przez całą szerokość panelu.

Pierwsze uruchomienie czy też konfiguracja nie odbiega od tego, co znamy z laptopów, gdyż Windows na każdym sprzęcie jest w zasadzie taki sam. To, co wyróżnia to urządzenie to dedykowane oprogramowanie Armoury Crate SE, któremu poświęcę teraz nieco uwagi.

To, co zauważamy od razu po uruchomieniu aplikacji, to dbałość o szczegóły i bardzo dobra dostępność. Nie dość, że program działa płynnie, to jest też bardzo dobrze zorganizowany, a co najważniejsze – dostępny. Wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami przy użyciu ekranu dotykowego, zewnętrznej klawiatury lub zaprogramowanych przycisków, które możemy w sytuacji używania Rogala bardziej jako komputera, niż konsoli do gier, zmapować w bardziej „standardowy” sposób, przypisując im funkcje strzałek kursora, klawiszy Enter, Escape, Tab, itd.

Nakładka pozwala nam na pełną personalizację przycisków z uwzględnieniem tylnych łopatek, możemy tworzyć odrębne profile przycisków dla poszczególnych aplikacji, np. w przeglądarce internetowej prawa gałka będzie nam służyć  do nawigacji po listach, linkach, nagłówkach i tabelach po przez przypisanie jej odpowiednich skrótów czytnika ekranu, podczas gdy w Wordzie będzie obsługiwać nawigację po tabeli. Wszystko jest wysoce przystosowywalne i myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Po za mapowaniem przycisków możemy sterować mocą procesora, oraz przydzielać pamięć VRAM dla karty graficznej z dostępnej puli (pamiętajmy, że jest ona współdzielona z systemową, co oznacza, że łącznie mamy do dyspozycji 16 GB. Mamy także możliwość personalizacji szybkiego menu, o którym już wspominałem. Tak naprawdę sama aplikacja zasługiwałaby na osobny tekst. Ujmując rzecz skrótowo powiedzmy, że jest to potężny kombajn, który, co najważniejsze, jest w pełni dostępny. Na przykład podczas mapowania przycisków, nie musimy zastanawiać się co gdzie jest. Gdy jesteśmy w widoku klawiatury, przemieszczamy się po niej strzałkami. I tak jak naprawdę pod literą q jest litera a, to po wciśnięciu strzałki w dół stojąc na q, wylądujemy na a. Świetna sprawa, a przy okazji bardzo przejrzysta.

Dzięki tylnym łopatkom każdy przycisk może mieć więcej akcji, ponieważ jest akcja na wciśnięcie oraz przytrzymanie, dodając łopatki, może być to wciśnięcie z łopatką i przytrzymanie z łopatką. Same łopatki, jak też wspominałem, mogą być niezależnymi przyciskami akcji. Ponadto, jeden przycisk może działać jako makro, albo kombinacja klawiszy np. Alt F4 do szybkiego zamykania otwartego okna. Dodając do tego obecnie bardzo dobrą, choć nieidealną obsługę ekranów dotykowych w NVDA, otrzymujemy solidny zestaw funkcji.

Urządzenie dzięki stosunkowo niskiej wadze przyjemnie się trzyma w dłoniach przez dłuższy czas, zwłaszcza, że my, jako użytkownicy niewidomi nie musimy trzymać go na wysokości oczu, dzięki czemu ręce mogą spoczywać swobodnie na kolanach albo biurku, co redukuje ich zmęczenie. A propos ekranu polecam zmniejszyć odświeżanie do stałych 60 Hz, co poprawi żywotność akumulatora. Głośniki i mikrofony brzmią bardzo przyjemnie, a cała kultura pracy jest na wysokim poziomie.

Jednak, jak mówią, nie ma róży bez kolców. Po pierwsze, czytnik kart pamięci. Osobiście tego problemu nie doświadczyłem, aczkolwiek Internet niemal pęka w szwach od informacji o spalonych kartach pamięci, a w najlepszym przypadku samych czytnikach. Ponad to 16 GB pamięci operacyjnej to co prawda akceptowalna ilość, ale gdy dochodzi do tego współdzielenie jej z pamięcią graficzną robi się ciasno. Tylko jeden port USB to stanowczo za mało, bez huba podczas ładowania nic już nie wepniemy, a port XG mobile jest bardzo sytuacyjny. Dysk w małym formacie 2230 można wybaczyć zwłaszcza, że jego wymiana jest dość prosta, niemniej jednak przy takim rozmiarze urządzenia większa płytka spokojnie się zmieści, co udowadniają niektóre inne handheldy. No i oczywiście bateria. O ile normalne użytkowanie Internetu, lekkie gry, muzyka itp. nie pochłaniają jej w zawrotnym tempie, o tyle wystarczy uruchomić bardziej wymagającą grę, by akumulator wydrenował się w nieco ponad godzinę. Niestety nie wymienny moduł Wi-Fi i Bluetooth dostarczany jest przez firmę MediaTek. Niby działa, niby oferuje dostęp do Wi-Fi 6E i Bluetootha 5.3, ale jest to MediaTek, a to oznacza, wiele złego. Używać się da, ale z dziennikarskiego obowiązku wolę wspomnieć o wynikających z tej konkretnie konfiguracji problemach. Na deser gamepad. Choć bardzo dobry, to zastosowanie potencjometrów w drążkach i zwykłych, nieliniowych triggerów przyspiesza ich starzenie się.

Podsumowując, ROG Ally, w swojej mocniejszej wersji, kupiony za dobre pieniądze może być bardzo solidnym minikomputerem nie tylko do gier, oferując przyjemną wydajność, dobrą kulturę pracy, oraz co najważniejsze, świetne oprogramowanie, które spina nam sprzęt z tym, co oferuje Windows. Premierowa cena tego urządzenia wynosiła nieco ponad 3000 złotych, aczkolwiek obecnie cena 2000, a nawet 1500 złotych za używany, a czasem nawet nowy egzemplarz, jest całkiem realna. Mowa oczywiście o wersji mocniejszej, bo słabsza jest często kilkaset złotych tańsza. Polecam dokupić obowiązkowo jakiś dock, hub na USB C. Jeśli chcecie przenosić sprzęt ze sobą to etui też może być przydatne, albo chociaż gumowa osłona tzw. grip, co nie kosztuje wiele, a zapewnia bezpieczeństwo. Jeśli jesteście mną, to szkło na ekran też kupicie.

Lenovo Legion GO, lepsze nie znaczy, lepsze?

Lenovo weszło na rynek handheldów mniej więcej pół roku po Asusie. Ich pomysł był dość interesujący. Zaprojektować urządzenie, które będzie miało wszystko, co się da upchnąć w obudowie urządzenia przenośnego, starając się  przy okazji zachować sensowny czas pracy na akumulatorze, oraz maksymalną modułowość. Co otrzymaliśmy?

Efektem pracy inżynierów jest 8,8-calowe urządzenie o rozdzielczości wyższej od Full HD, wyposażone w dotykową matrycę także z możliwością odświeżania do 120 herców, także IPS, aczkolwiek o nieco wyższej jasności. Serce to dalej AMD Ryzen Z1 Extreme, ale w tym przypadku tylko on, bez słabszej wersji. RAMu jest nadal 16 GB, LPDDR5X, natomiast taktowanie to już 7500 MHz, a to ma duże znaczenie w przypadku zintegrowanego układu graficznego, powtórzę, AMD Radeon 780M.

Dysk, jak u konkurenta ma pojemność 512 GB, jest w jeszcze innym standardzie płytki 2242 troszkę większy od Rogala, ale o wiele trudniejszy do wymiany. Urządzenie jest większe i cięższe nie tylko przez zwiększony rozmiar matrycy, ale także dodatkowe elementy na jego obudowie. Dwa porty USB4 (oba typu C), złącze Jack, dobrze działający czytnik kart microSD, odpinane kontrolery rodem z Nintendo Switcha, aczkolwiek wyglądające dość prymitywnie poprzez zestawy pinów, które pozwalają im się łączyć z bazą. Prawy kontroler wyposażony w dodatkowy touchpad, sensor myszy, rolkę oraz przyciski do jej obsługi. Kontrolerów można używać bezprzewodowo, mają one własne akumulatory i ładują się po wpięciu do bazy, jak w Switchu.

Dalej są dwa wentylatory, jednak kultura pracy nie jest już na tak wysokim poziomie jak w Ally. Gamepad, a raczej kontrolery ich gałki, tak jak i triggery oparte są na zasadzie efektu Halla, a więc magnetycznie, co zwiększa ich żywotność i precyzję. Wi-Fi 6E i Bluetooth 5.3 odpowiadają za łączność ze światem a ponieważ jest to ten sam układ sieciowy co u Asusa, to ma on dokładnie te same wady.

Zestaw sprzedażowy jest bogatszy, już na pierwszy rzut oka widać, że Lenovo poszło bardziej w akcesoria. Opakowanie co prawda jest bardziej kartonowe i zwyczajne, natomiast w środku, po otwarciu wieka, otrzymujemy urządzenie fabrycznie umieszczone w dużym etui, w którym zadbano o możliwość ładowania konsoli dzięki odchylanej, magnetycznej klapce odsłaniającej dolne złącze USB. Etui wyposażono także w miejsce na specjalną podstawkę, pozwalającą na przekształcenie prawego kontrolera w mysz. Szkoda, że nie pomyślano o miejscu na zasilacz, który także jest częścią zestawu. Malutki, 65-watowy z przewodem wychodzącym od dołu jest po prostu świetny. Całość domyka „papierologia”.

Gdy weźmiemy urządzenie w ręce od razu poczujemy jego wagę i rozmiar. Nie znaczy to, że jest nieprzyjemne do trzymania, ale jest po prostu większe i masywniejsze. Obudowa jest wykonana także z plastiku, gumy i szkła, aczkolwiek zaprojektowana jest inaczej. Górna krawędź skrywa czytnik kart pamięci, jedno złącze USB, złącze słuchawkowe, przyciski głośności i przycisk zasilania, bez czytnika linii papilarnych. Wymusza to albo wpisywanie hasła, albo brak zabezpieczenia urządzenia. Maskownice wentylatorów są tutaj na tej samej płaszczyźnie, co inne kontrolery, w przeciwieństwie do ROGa. Celowo nie mówię nic o przyciskach pada – ze względu na jego modułowość, opiszę go na końcu.

Boki urządzenia, jednostki centralnej, tabletu, bo tym w zasadzie jest bez joysticków, skrywają piny połączeniowe do połówek gamepada. Dolna krawędź zaś to drugie złącze USB oraz odchylana, metalowa podstawka rodem z Microsoft Surface tzw. Kickstand, idealna jeśli chcemy urządzenie ustawić na stoliku, czy to do oglądania filmów, czy po prostu, żeby wziąć w ręce samego pada. Gdzieś tam znajdują się także maskownice głośników i mikrofonów, ale nie umiem powiedzieć gdzie dokładnie. Głośniki są poprawne, mikrofony zaś odrobinkę przyjemniejsze, niż u konkurenta.

Przejdźmy teraz do gamepada, swego rodzaju wyróżnika tego urządzenia. Obie części mogą działać niezależnie od siebie, a prawa, jak pisałem wcześniej potrafi zastąpić mysz optyczną. Lewa połówka zawiera D-pad, lewą gałkę, lewy trigger oraz bumper, a także przyciski dodatkowe umieszczone na tylnej części. Przyciski mają przyjemny klik, aczkolwiek ich ustawienie, głównie z racji na ilość, jest już średnio wygodne.

Prawy kontroler jest tutaj gwiazdą i zawiera jeszcze więcej elementów. Prócz prawej gałki i przycisków ABXY, start i select, posiada dodatkowo rolkę, scroll od myszki, prawy trigger oraz bumper, przełącznik trybu pracy, touchpad oraz sensor optyczny na spodzie. Tutaj upakowanie jest już bardzo gęste i trzeba się bardzo starać, żeby czegoś przypadkowo nie wcisnąć. Co do przełącznika jako niewidomy użytkownik ograniczę się do stwierdzenia, że działa. Po przełączeniu przełącznika sensor zaczyna działać, po umieszczeniu w podstawce robi się z całości coś na kształt myszki. Tylne przyciski przyjmują wtedy funkcję lewego i prawego przycisku myszy, kółko to scroll, a prawa gałka przejmuje funkcję kursora.

Sam tablet od frontu wypełniony jest praktycznie w całości 8,8-calowym, dotykowym ekranem. Jedynie na rogach znajdują się przyciski funkcyjne pełniące podobną rolę, jak u konkurenta. Sama jednostka centralna nie jest nawet specjalnie duża i przyjemnie się ją trzyma, choć trzymać powinniśmy albo całość, albo kontrolery. Dodam, że chłodne powietrze jest zasysane także od tyłu urządzenia.

Działanie sprzętu jest w zupełności poprawne, jeśli mowa o responsywności i płynności, tutaj jest jak najbardziej ok, wszak procesor jest solidną jednostką. Problemem jest jednak dedykowane oprogramowanie Legion Space, które jest po prostu niedostępne. OCR coś próbuje, ale na dłuższą metę to nic nie daje. Nawet jeśli uda się nam coś zaznaczyć, to to za chwilę się odznacza, więc niestety jest to duży problem. Ponad to samo działanie nakładki jest ślimacze nawet dla widzących. Widać, że choć Lenovo przyłożyło się do części sprzętowej, programowo jest o wiele, wiele gorzej. Absurdu dodaje fakt, że Lenovo generalnie promuje się jako dostępna firma, a tutaj otrzymujemy totalnie niedostępny zbitek kodu.

Można posiłkować się zewnętrznymi rozwiązaniami o czym powiem później, choć uważam, że nie jest to optymalne podejście. Nie do wszystkiego mają dostęp np. aktualizacje sterowników i generalnie nie przemapujemy nimi np. przycisków tylnych tylko gamepad. Wniosek jest taki, że miało być świetnie, a wyszło jak zwykle.

Akumulator jest większy, ale nie znaczy to, że wystarcza na dłużej. Pamiętajmy o tym, że ładuje on też kontrolery, po za tym ma większy ekran do „wykarmienia”, więc czasy pracy są bardzo podobne, a kultura pracy niższa ze względu na nieprzyjemnie hałasujące wentylatory.

Nie mogę jednak nie docenić tego, że kontrolery wykorzystują efekt Halla, co zwiększa ich żywotność. Na pozytywne odnotowanie zasługuje to, że ze względu na ich modularną konstrukcję można je wymienić, ale ten pozytywny efekt psuje bardzo utrudniony dostęp do dysku.

Podsumowując.

Urządzenie kosztowało cztery, teraz kosztuje trzy tysiące złotych. Za tę cenę stanowczo nie mogę polecić go nikomu, zwłaszcza niewidomym, bo ma zbyt wiele wad, niedociągnięć albo funkcji, których i tak nigdy nie wykorzystamy. Poniżej dwóch tysięcy jeśli znajdziecie można pomyśleć, ale niedosyt pewnie gdzieś pozostanie pomimo kilku przewag nad Allym, ma więcej wad.

MSI Claw, czarny baran pośród stada białych owiec

Firma MSI Micro Star International także postanowiła ukroić kawałek tego nowego tortu dla siebie, tworząc pazur. Urządzenie jednocześnie bardzo podobne do konkurencji, ale z drugiej strony istotnie różniące się od niej dzięki zastosowaniu procesorów od Intela, nie AMD, co dało bardzo ciekawe rezultaty.

Sprzęt najbardziej przypomina Rogalika. Ma taki sam 7 calowy ekran dotykowy o niemal identycznych parametrach. Do dyspozycji, tak jak w przypadku Rogala, mamy dwa modele procesorów, ale są to Intel Core Ultra 5 125H, lub Core Ultra 7 155H, różniące się głównie liczbą rdzeni. Wszystko spina 16 GB pamięci operacyjnej LPDDR5X 7500mhz jak w Legionie, dysk 512 GB, ponownie 2230, niezwykle trudny do wymiany, wymaga to praktycznie wywrócenia urządzenia na drugą stronę. Wi-Fi 7 oraz Bluetooth 5.4 są wspierane dzięki modułowi Intela, co jest świetną wiadomością, ponieważ te karty są stabilne jak skały. Ponad to jest to karta z serii Killer, a więc najwyższej, dedykowanej graczom i profesjonalistom.

Port USB jest znów tylko jeden, za to USB4 z obsługą Thunderbold 4, do tego jest Jack na słuchawki i slot na karty microSD. Brak jakiegokolwiek dodatkowego złącza komunikacyjnego czy to własnościowego od MSI czy uniwersalnego, a szkoda.

Pad wspiera efekt Halla, co jest bardzo dobrą wiadomością dla użytkowników, ale uwaga! jest to konstrukcja zintegrowana, jak w Ally. Bateria delikatnie większa niż w Asusie, ale jak to wygląda w praktyce, o tym poniżej.

Procesor chłodzony jest aktywnie dwoma wentylatorami, chłodne powietrze zasysa tył, a obudowa, jak zawsze zrobiona jest z plastiku, gumy i szkła.

Zestaw sprzedażowy jeszcze skromniejszy od Asusa, gdyż zawiera jedynie urządzenie, mały zasilacz, choć nieco większych rozmiarów niż te od konkurencji, oraz papierki. Żadnych podstawek czy etui, po prostu żadnych dodatkowych akcesoriów.

Urządzenie wielkością zbliżone jest bardzo do propozycji tajwańskiego producenta, choć gamepad wyprofilowany jest inaczej, w opinii wielu, w tym mojej, przyjemniej. Po za tym cały korpus wydaje się smuklejszy, co nadaje mu nieco elegantszy wygląd.

Górna krawędź skrywa triggery i bumpery od kontrolera. Triggery mają specyficzny klik, do którego trzeba się przyzwyczaić. Znajdziemy tam także port USB4, slot kart microSD, Jacka, przyciski głośności oraz power, ponownie z czytnikiem linii papilarnych. Jest bardzo dobrze.

Boki są czyste, spód także, z wyjątkiem maskownic mikrofonów. Głośniki na froncie, po lewej i prawej stronie od ekranu, który tak jak w innych omawianych tu urządzeniach, otaczają przyciski funkcyjne.

Lewa część pada zawiera D-pad, mówiąc szczerze tragiczny, niewygodny i nieprzyjemny, lewą gałkę oraz przycisk start, prawa przyciski ABXY, prawą gałkę oraz select. Tylni panel to wielkie, smocze logo producenta, tylne łopatki podobne jak w Asusie, oraz wloty chłodnego powietrza. Wyloty ciągną się prawie przez całą długość górnej ramki z przerwami na inne kontrolery.

Jeśli miałbym wskazać z opisywanej trójki, które z urządzeń trzyma się najwygodniej, będzie toMSI . Jego wyważenie oraz konstrukcja po prostu sprzyja dłuższym sesjom czy to rozgrywek, czy to pracy, ergonomia jest tutaj po prostu bardzo, bardzo dobrze przemyślana.

Wszystkie przyciski mają ogólnie przyjemny, wyważony skok, aczkolwiek problem, duży problem stanowi tutaj krzyżak, który, jak wspominałem, jest nieprecyzyjny. Jest to nie tylko moja opinia, ale podziela ją wielu użytkowników, którzy mieli kontakt z tym urządzeniem. szpon jest używalny, ale nic poza tym. Triggery wymagają przyzwyczajenia, ale oferują wysoką precyzję dzięki efektowi Halla tak jak i joysticki, które, co ciekawe, mogą mieć nadlewy gumowej osłony, co zdarzyło się w urządzeniu testowanym przeze mnie.

Samo działanie sprzętu mogę ocenić jako pozytywne i przyjemne. Windows jest responsywny, nic nie przycina ani nie zamula, można odnieść wrażenie korzystania z laptopa wyższej klasy, i tak jest, ponieważ procesor, dysk, czy moduł łączności bezprzewodowej właśnie takie są, a system chłodzenia wyciska z procesora tyle, ile może.

Fizyki jednak nie oszukamy i wentylatory potrafią się rozkręcać. Nie jest to jednak bardzo irytujący dźwięk, raczej szum, do którego można przywyknąć. Samo audio zaś jest przyjemne w odbiorze, głośniki oferują całkiem donośny dźwięk z dobrą dawką basu, mikrofony zaś choć brzmią trochę telefonicznie nadadzą się w zupełności do komunikacji ze znajomymi, czy do sporządzania nagrań.

Oprogramowanie towarzyszące, MSI Center M samo w sobie jest dostępne. Dzięki zastosowaniu częściowo interfejsu UWP, który rozszerza swoje działanie interfejs jest dla nasużywalny, ale dostępność ta nie jest pozbawiona niedociągnięć. Mapowanie przycisków ze względu na obrazkowy sposób wyświetlania przycisków wymaga pomocy osoby widzącej. Możemy rozpocząć proces mapowania, lecz ze względu na użycie graficznej prezentacji przycisków nawet OCR nie pomoże. Czy jest to problem? Tak, ale nie tak poważny, jak w Legionie, ponieważ jedynymi niestandardowymi przyciskami są tylne łopatki, zaś reszta to klasyczny gamepad, a więc oprogramowanie zewnętrzne da sobie z nim radę. Przyciski łopatek możemy zostawić w spokoju i po prostu z nich nie korzystać, lub zaprogramować z pomocą osoby widzącej.

Oprogramowanie producenta, jak w każdym z ww. urządzeń oferuje możliwość personalizacji poboru mocy, wyboru profilu zasilania etc.

Czas pracy na baterii jest jednym z powofdów skłaniających mnie do twierdzenia, że Intel to nie był najlepszy pomysł. Z zasady procesory tej firmy wymagają więcej mocy, by uzyskać wydajność równą Ryzenom. Skutek jest taki, że bateria leci w oczach, zwłaszcza podczas grania. Po za tym, na baterii, sprzęt ma czasem drobne przycięcia, wynikające najpewniej z próby stabilizacji poboru mocy, i jest to minus. Tak samo, jak minusem jest tylko jeden port. Nie ratuje sytuacji nawet to, że to port USB4. Jest to miłe, ale bez huba ani rusz. No i ten D-pad, który jest, powtórzę, tragiczny.

Jest jednak jedna rzecz, która rekompensuje większość z tych wad, a mianowicie, cena. O ile na premierze urządzenie kosztowało ponad 3000 złotych, o tyle obecnie nowe z procesorem 125H można kupić za mniej więcej 1500 złotych, a wersję mocniejszą za 2000 złotych, często taniej. Biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości trzeba więc powiedzieć, że jest to propozycja godna rozważenia.

 

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top