Logo Tyfloświat
Fragment płyty głównej komputera, widoczne drobne przylutowane do niej elementy

Czytelnicy moich tekstów wiedzą, że nie lubię pisać o zagadnieniach technologicznych. Te wszystkie omówienia okien, przycisków, funkcji, są po prostu dla mnie nudne i dość męczące. Jednakże tym razem będzie nieco inaczej. Filozofujący zazwyczaj Przybyła będzie dziś dość technologiczny. Postaram się mianowicie poszukać odpowiedzi na pytanie o to, gdzie przebiegają rzeczywiste granice dostępności używanego przez nas sprzętu, uprawianego hobby. Tu będzie troszkę mojego filozofowania, lecz aby tekst nie wyszedł nam nieznośnie abstrakcyjny posłużę się jako przykładem moim ulubionym krótkofalarstwem. Poniżej przedstawię toczącą się w środowisku niewidomych radioamatorów dyskusję o dostępności sprzętu krótkofalarskiego, którą zilustruję porównując ze sobą kilka rozwiązań technicznych, umożliwiających nam korzystanie z urządzeń krótkofalowych.

Założenia ograniczające, czyli: uważa się, że

Jak wiemy u podstaw wielu trudności, które uważa się za niemożliwe do pokonania leży myślenie stereotypowe. Oto lista kilku takich poglądów:

  1. Radiostacja jest dostępna tylko wtedy, gdy wszystkie czynności związane z jej obsługą można wykonać mimo niepełnosprawności i gdy nie wymaga to podłączania do niej jakichkolwiek urządzeń poprawiających lub realizujących funkcje związane z dostępnością. Pogląd ten jest tyleż popularny wśród niewidomych radioamatorów, co godzien uwagi, bo myślenie takie dotyczy wszelkich urządzeń codziennego użytku, które zaopatrzono w jakiekolwiek wyświetlacze czy ekrany dotykowe.
    1. Żadne prace antenowe nie są dostępne dla osób niewidomych – w przypadku niedowidzących ograniczenie jest mniej restrykcyjne. Pogląd ten rozszerza się obejmując wszelkie dziedziny, które od osoby niewidomej lub słabowidzącej wymagają aktywności manualnych i wszystkiego, co wiąże się jakkolwiek z mobilnością. Jako przewodnik Niewidzialnej Wystawy mogę was zapewnić, że wśród tzw. normalsów pogląd, iż posługiwanie się nożem i widelcem jest dla niewidomych nieosiągalne uchodzi niemal za pewnik, a przekonanie, że największym problemem, z którym niewidomy walczy w życiu codziennym jest chodzenie po schodach, wcale nie jest czymś rzadko spotykanym.
  2. Urządzenia dla niewidomych mają wydawać dźwięki. Tu ciekawostka. Nawet wśród osób, które zajmują się aktywnie technologiami cyfrowymi często spotyka się takie, które mają problem ze zrozumieniem, że dostępny musi być tak input jak i output, że ekran, który popiskuje w odpowiedzi na dotykanie nie załatwia problemu z dostępnością.

Jak te założenia wpływają na działania, których wynikiem jest powstawanie rozwiązań dostępnościowych? Przyjrzyjmy się im po kolei.

Po pierwsze, wszystkie urządzenia mają wydawać dźwięki, mówić, dawać się obsłużyć bez korzystania z komputera, tabletu czy telefonu. Pogląd jest chyba archaiczny, ponieważ widzący coraz częściej używają zwłaszcza urządzeń mobilnych do sterowania wszystkim, co składa się na tzw. Środowisko inteligentnego domu, choć trzeba przyznać, że byłoby wygodnie, gdyby interfejsy otaczających nas rzeczy były po prostu dostępne. Efektem upierania się przy tworzeniu rozwiązań dostępnych, ale robionych dla wąskiej grupy użytkowników jest powstawanie w pełni dostępnych urządzeń, których jedyną zaletą jest to, że są dostępne, (mówiąca brzydka jak koszmar z ulicy wiązów i nieakceptowalna z tego powodu przez widzących waga, mikrofalówka czy co tam jeszcze chcecie), bardzo ograniczony wybór konsumencki i wreszcie kosmicznie wysokie ceny. Gwoli uczciwości należy w tym miejscu powiedzieć, że w świecie krótkofalarskim powstają darmowe rozwiązania dedykowane wąskiej grupie osób z niepełnosprawnościami, których autorzy tworzą je ze szlachetnych pobudek. Z drugiej jednak strony wzrost wrażliwości na potrzeby osób z niepełnosprawnościami zaowocował wysiłkiem skierowanym na rozwijanie projektowania uniwersalnego – tu dobrymi przykładami krótkofalarskimi niech będą transceivery firmy Kenwood oraz Wykorzystujące możliwość instalacji otwartego  oprogramowania, znacznie przyjaźniejsze cenowo urządzenia chińskiego producenta Xiegu (odpowiednio Kenwood TS 890 i Xiegu 6100). Zainteresowani tymi radiostacjami i ich dostępnością znajdą więcej informacji w podcaście C Q Blind Hams. W przypadku Transceivera firmy Xiegu wystarczy zapytać w sklepie ze sprzętem radioamatorskim, ponieważ oprogramowania, wyposażonego w funkcje dostępnościowe używają także pełnosprawni krótkofalowcy. Moim zdaniem, jakkolwiek rozwiązania projektowane dla wszystkich będą zawsze jakoś kompromisowe i nie spełnią do końca naszych oczekiwań, są one jednak lepsze od tych specjalistycznych, ponieważ obecność ich w przestrzeni publicznej działa na rzecz włączania, na rzecz obniżania społecznej bariery niepełnosprawności. Promowanie takich rozwiązań ma sens zwłaszcza wtedy, gdy forsuje się pogląd, że tylko te rozwiązania, które w pełni odpowiadają standardom dostępności można uznać za zadowalające.

Po drugie, niewidomy jest mówiąc potocznie, manualnie beznadziejny i zabija się o własne nogi. Z tego założenia wynikają dla nas bardzo szkodliwe konsekwencje. Rzadko bierze się pod uwagę drobiazgi, które mogą znacząco poprawiać dostępność. Chodzi np. o to, żeby ważne przyciski zwracały uwagę swoją wielkością, kształtem, gładkością czy szorstkością powierzchni, by przewody, które podłącza się do gniazdek takich jak powiedzmy plus i minus zasilacza prądu stałego różniły się od siebie w dotyku umożliwiając podłączenie ich we właściwy sposób. Kupno dostępnego miernika, skrzynki antenowej, czy anteny zaopatrzonej w oznaczenia ułatwiające niewidomemu użytkownikowi jej poskładanie, graniczy z cudem albo jest wręcz niemożliwe. Przykłady można mnożyć. Na szczęście są wśród nas tacy, którzy zamiast zatrzymywać się na przysłowiowym „tego się nie da zrobić”, stawiają pytanie o to jak rozwiązać problem wynikający z niepełnosprawności. Oto jeden z przykładów takich poszukiwań.
Osoba niewidoma najprawdopodobniej nigdy nie zostanie konstruktorem i budowniczym urządzeń elektronicznych, ale czy proste naprawy, proste zmiany konfiguracji czy elementarne zabiegi serwisowe są poza jej zasięgiem? Czy nauczenie się na poziomie elementarnym jak buduje się urządzenia elektroniczne jest w ogóle niemożliwe? Powyższy przykład pokazuje nam, że zamiast z góry uznawać jakiś stan rzeczy za niezmienny i raz na zawsze ustalony warto podejmować próby poszukiwania granic, rozszerzania pola możliwości.

Kolejnym przykładem ilustrującym dobrze próby myślenia niestereotypowego jest działalność Simona K6DXN. Ten niewidomy radioamator z USA pokazuje, że aktywność krótkofalarska w warunkach terenowych jest dla osoby z dysfunkcją wzroku możliwa, a prace antenowe mogą być dla takich osób dostępne w zakresie znacznie przekraczającym powszechne mniemanie. Jeśli chcecie zobaczyć, jak Simon rozwiązuje problemy techniczne zajrzyjcie koniecznie na jego kanał na Youtube.

Prawdziwe ograniczenia

Łączność radiowa to nie tylko radio do nawiązywania kontaktów, konstrukcja antenowa wraz ze wszelkimi uwarunkowaniami terenowymi, lecz przede wszystkim rozwiązania, które osobom z dysfunkcją wzroku pozwolą na działanie w opisanym powyżej środowisku.

Jakie są zatem prawdziwe ograniczenia, z którymi się zetkniemy?

Radio.

Choć trzymanie się poglądu, że tylko urządzenie w pełni udźwiękowione spełnia oczekiwania niewidomego użytkownika uważam za szkodliwe, to z drugiej strony popadanie w skrajność i fundowanie sobie radia takiego jak np. Icom IC 705 Także wydaje mi się nierozsądne. Urządzenie, o którym mowa wyposażone jest bowiem w ekran dotykowy, ale o zainstalowaniu w nim czytnika ekranu nikt nie pomyślał, a jedyne fizycznie dostępne elementy interfejsu tej radiostacji (pomijając oczywiście wszystkie gniazda przyłączeniowe) to pokrętło strojenia i włącznik. Co więcej, nie zanosi się na to, by Icom kiedykolwiek zamierzał wziąć pod uwagę potrzeby użytkowników z niepełnosprawnościami. Obsługa tej radiostacji jest możliwa, ale wyłącznie za pośrednictwem oprogramowania zainstalowanego na naszym komputerze. Jakkolwiek jest to rozwiązanie akceptowalne, to sądzę, że z praktycznego punktu widzenia warto mieć dostęp bodaj do niektórych funkcji naszego radia za pomocą przycisków czy pokręteł.

Ergonomia.

Kupując własną stację krótkofalową kierowałem się parametrami technicznymi urządzenia. Istotny był dla mnie odbiornik, możliwość stosowania różnorodnych filtrów, wzmacniaczy, cyfrowych algorytmów do eliminacji zakłóceń itd. Urządzenia firmy Yaesu są moim zdaniem pod tym względem najlepsze, ale, zawsze musi być jakieś „ale”, wszystko ma swoją cenę. Ceną za wybór urządzenia FT DX10 są problemy natury ergonomicznej. Panel przedni transceivera zaopatrzono w 22 przyciski i 5 pokręteł. Dziesięć przycisków rozmieszczono w dwóch pionowych kolumnach po 5 z każdej strony głównego pokrętła strojenia. Przyciski te są tak małe, że do naciśnięcia niektórych z nich trzeba używać czubka małego palca. Oddając sprawiedliwość firmie Yaesu muszę przyznać, że pokrętła urządzenia mają ze względu na sposób ich zaprojektowania spory potencjał dostępnościowy. Gdyby ktoś pomyślał o czytniku ekranu, dającym tam, gdzie trzeba informację zwrotną, mielibyśmy wygodne w użyciu urządzenie. Gdybym dziś wybierał transceiver, to byłby to prawdopodobnie jakiś model firmy Icom. Radia te mają być może tu i tam nieco gorsze parametry techniczne, ale wygoda obsługi jest znacząco większa. Ergonomia ma znaczenie nie tylko dlatego, że np. umieszczenie na panelu przednim lub na obudowie mikrofonu radiostacji klawiatury numerycznej ułatwi nam wprowadzanie częstotliwości, na której chcemy pracować, lecz także dlatego, że czy to podczas pracy w zawodach, czy w sytuacji kryzysowej, chwile poświęcone na poszukiwanie drobnego przycisku mogą mieć istotne znaczenie.

  1. Ekran dotykowy. Chyba wszystkie produkowane obecnie transceivery amatorskie mają duże wyświetlacze, które pełnią funkcję ekranów dotykowych. Ekrany te wykonywane są w technologii pojemnościowej, a co za tym idzie obsługa ich bez jakiegoś czytnika ekranu jest po prostu niemożliwa. Czy inżynierowie projektujący radiostacje amatorskie wyposażą je kiedykolwiek w czytniki ekranu? Przedstawiciele firmy Yaesu na tak postawione przez jednego z niewidomych krótkofalowców z USA pytanie odpowiedzieli, że nie zamierzają pracować nad dostępnością swoich urządzeń, ponieważ osoby z niepełnosprawnościami ich nie kupują. Mamy jak łatwo zauważyć do czynienia z klasycznym problemem jajka i kury. My nie kupujemy niedostępnych urządzeń, a urządzenia nie będą dostępne, bo my nie chcemy ich kupować. Jedyna moim zdaniem szansa na przełamanie impasu to proaktywna postawa radioamatorów z dysfunkcją wzroku, aktywne zgłaszanie producentom urządzeń naszego zainteresowania ich produktami i informowanie, że jak długo nie zrobią niczego z dostępnością, tak długo nie mogą liczyć na klientów z niepełnosprawnościami. Jednakże liczenie na pojawienie się takich działań w środowisku radioamatorów z dysfunkcją wzroku jest moim zdaniem bezcelowe. Od kilku lat subskrybuję listę dyskusyjną niewidomych krótkofalowców i na podstawie lektury przewijających się tam tematów jak i tonu wypowiedzi uczestników dyskusji mogę stwierdzić, że wolą oni narzekać na istniejący stan rzeczy, niż aktywnie go zmieniać. O ile głos środowiska krótkofalowców z niepełnosprawnościami mógłby mieć małe znaczenie, ci ostatni zresztą właśnie znikomością swych wpływów uzasadniają brak jakichkolwiek działań, mówiąc, że przecież grupa ta jest mała, o tyle ujęcie się za nimi całej społeczności krótkofalarskiej mogłoby wiele zmienić. Ale, jak już napisałem powyżej, wymagałoby to aktywności krótkofalowców z dysfunkcją wzroku. Musieliby oni podjąć akcję mającą na celu podniesienie świadomości problemów osób z niepełnosprawnościami w środowisku radioamatorskim, a póki co wiedza o tych potrzebach wśród ich widzących kolegów jest z winy bezpośrednio zainteresowanych bardzo mała.

Czy wobec powyższego w ogóle warto próbować swoich sił w krótkofalarstwie? Mimo wszystko warto. Choć bowiem realne ograniczenia są dość duże, a widoki na ich przełamanie, niewielkie, to na szczęście istnieją drogi okrężne, sposoby pozwalające wiele z tych ograniczeń ominąć.

Budujemy przyjazne środowisko

Krótkofalowiec ma w swoim zestawie radioamatorskim: komputer z dostępem do Internetu, radiostację i anteny. Oprócz tych oczywistych elementów warto mieć znajomych, z którymi dzielimy nasze zainteresowania. To może wiele ułatwić.

Jakie anteny? Takie, na jakie pozwolą warunki przestrzenne. Uwaga! Istnieją anteny, które nam będzie łatwiej zainstalować. Złożenie anteny, która zbudowana będzie z rurek i prętów i umieszczenie jej gdzieś na dachu domku jednorodzinnego albo na jakimś maszcie będzie dla osoby niewidomej łatwiejsze niż kombinacje z wieszaniem anten na drzewach. Tego ostatniego próbowałem zresztą kiedyś na ślepo bez pomocy osób widzących i to na tyle skutecznie, że powieszona przeze mnie antena posłużyła do robienia łączności na wielu pasmach i powiem tylko, że da się zrobić, ale nie polecam.

Współczesne radiostacje prawie zawsze wyposażone są w automatyczne skrzynki antenowe. Kiedyś dostrojenie anteny było poza zasięgiem osoby niewidomej. Można było wyliczyć wymiary anteny, wykonać ją (w przypadku anten drutowych często wystarczy uciąć drut na wymiar i powiesić go tak, by uzyskać oczekiwany przez nas kształt – powiedzmy pętlę). Dawniej urządzenia radiowe potrafiły wiele wybaczyć użytkownikom i choć takie anteny nie zawsze zachowywały się optymalnie, jakoś jednak działały. Dziś w dobie technologii cyfrowych, w czasach delikatnej i znacznie mniej tolerancyjnej elektroniki korzystanie z anten bez stosownych przyrządów pomiarowych jest powiedzmy ryzykowne. Lekarstwem na nasze problemy jest komputer i oprogramowanie do sterowania radiem. Widzący krótkofalowiec z pewnością pomyśli w tym momencie o dość popularnym i oferującym ogromne możliwości pakiecie Ham Radio Deluxe. Początkowo uważałem, że to oprogramowanie jest czymś wprost stworzonym dla nas. Tym bardziej, że deweloper deklaruje, iż dostępność jest dla niego bardzo ważna. Okazało się jednak, że otwartość na potrzeby osób z niepełnosprawnościami i wdrożenie rozwiązań dostępnościowych to dwie różne sprawy. Gdy skontaktowałem się z deweloperem omawianego pakietu dowiedziałem się, że Ham Radio Deluxe jest wzorcowo dostępny, a jeśli coś nie działa to jest to wina Microsoftu i deweloperów czytników ekranu w ogóle. Innymi s łowy nie chce on słyszeć o tym, że powinien cokolwiek zrobić by oprogramowanie było dla osoby niewidomej w ogóle używalne, a o wygodzie i przyjemności korzystania z tego środowiska zwyczajnie nawet myśleć nie warto.

Niedostępna dostępność

Elementy interfejsu HRD mają etykiety, ale wejście z nimi w interakcję jest w przypadku NVDA możliwe właściwie tylko wtedy, gdy używa się nawigacji obiektowej. Naciskanie klawisza „spacja” lub „enter” na przyciskach lub listach rozwijanych niezmiennie uruchamia pole edycyjne do wprowadzania częstotliwości. Nawet jednak przy stosowaniu nawigacji obiektowej otwarcie obiektów takich jak np. różne filtry, spowoduje, że znajdziemy się w obszarze, w którym przyciski nie zostały zaopatrzone w etykiety. Pola edycyjne na ekranie panelu sterowania radiem zrobiono tak, że wpisywanie w nie czegokolwiek słabo poddaje się kontroli czytnika ekranu; Już na ekranie aktywacji oprogramowania trafiamy na pozbawione etykiet pola do wprowadzenia naszego znaku amatorskiego i klucza do aktywacji programu. To tylko dwa pola, więc jeśli rejestracja nie zadziała wystarczy zmienić kolejność wpisywania informacji. Ten konkretny przykład ilustruje doskonale podejście dewelopera do problemu dostępności. Dziwi, że wobec coraz większej liczby komputerów z ekranami dotykowymi deweloper nie pomyślał o kompatybilności ze wsparciem obsługi ekranu dotykowego w czytniku ekranu jako o doskonałym i potencjalnie bardzo ułatwiającym życie rozwiązaniu. Oddając sprawiedliwość twórcom Ham Radio Deluxe trzeba powiedzieć, że pomyśleli oni o czymś w rodzaju szczątkowego udźwiękowienia środowiska. Gorące klawisze do uzyskania informacji o częstotliwości pracy czy sile sygnału, to z pewnością rozwiązania przydatne i wygodne. Dziennik aktywności amatorskiej jest dostępny lepiej niż panel kontrolny radiostacji, a pakiet wyposażono w ogromną ilość skrótów klawiszowych wraz z możliwością dostosowania ich do swoich potrzeb. HRD to bardzo rozbudowane środowisko o ogromnych możliwościach. Gdyby organizacje pełnosprawnych krótkofalowców zechciały lobbować na rzecz społeczności osób z niepełnosprawnościami naciskając jakoś na twórców omawianego oprogramowania, pokazując im, że dostępność jest ważna, oraz, że w tym wypadku jest po prostu zaniedbana, to być może wynikiem takich działań byłoby powstanie świetnego, dobrze dostępnego oprogramowania wpierającego aktywność radioamatorską.

Dostępne oprogramowanie dla radioamatorów

Do uprawiania naszego hobby potrzebujemy aplikacji do sterowania radiostacją i dziennika aktywności amatorskiej. Idealnym rozwiązaniem byłaby aplikacja łącząca w sobie te funkcje, ale, jak już powiedziano powyżej Ham Radio Deluxe jest obecnie dla użytkowników z dysfunkcją wzroku nieużywalne.

Wobec powyższego mamy do wyboru tworzone przez Iana Spencera oprogramowanie z rodziny Talk oraz tworzone przez Toma Blahovici programy z rodziny Win4.

Talk, czyli coś specjalnie dla niewidomych

W zależności od tego dla jakiej grupy urządzeń program jest przeznaczony mamy FT Talk dla urządzeń firmy Yaesu, TS Talk dla urządzeń firmy Kenwood, IC Talk dla modeli firmy Icom i KX Talk dla urządzeń Elecraft.

Zaletą programów z rodziny Talk jest ich dostępność oraz otwartość dewelopera na potrzeby użytkowników. Funkcjonalność oceniam jako zgodną z opisem zawartym w dokumentacji. Aplikacja jest darmowa i można ją pobrać na stronie autora. Ian Spencer, DJ0HF/G3ULO, w miarę czasu i możliwości systematycznie rozwija swoje oprogramowanie usuwając błędy i dodając nowe funkcje.

Moim zdaniem wadą oprogramowania jest zastosowane przez autora podejście do udźwiękowienia. Każdy komunikat programu został nagrany w postaci pliku wave, co sprawia, że wprawdzie program do nas mówi, ale o jakiejkolwiek regulacji parametrów mowy, o przerwaniu wypowiadania jakiegoś komunikatu, należy zapomnieć. Kolejną wadą omawianego pakietu jest całkowity brak interfejsu w postaci okna, po którym można by nawigować za pomocą prostych, znanych użytkownikom systemu Windows sposobów klawiaturowych. Wszystkie funkcje są dostępne, ale aby używać programu musimy nauczyć się skrótów klawiaturowych na pamięć, co sprawia, że dla początkującego użytkownika korzystanie z programów z rodziny Talk będzie trudne. Dobra wiadomość jest taka, że w folderze z naszym programem znajduje się dokumentacja, a jeśli ktoś lubi słuchać tekstu czytanego z dużą szybkością, to wystarczy w oknie programu nacisnąć literę „h” i odsłuchać informacje pomocy. Na szczególną pochwałę zasługuje stworzony przez autora element interfejsu, który pozwala na interakcję z menu transceivera. Wystarczy, że otworzymy okno, w którym wpiszemy numer pozycji w menu naszego radia, a następnie numer określający wartość parametru. To może wydawać się trudne, ale producenci transceiverów numerują elementy menu ekranowego, a stosowne tabele da się znaleźć w Internecie.

Okno dla radia, czyli coś o projektowaniu uniwersalnym

Alternatywą dla oprogramowania Iana Spncera jest program stworzony przez Toma Blahovici VA2FSQ. Tak jak w przypadku programów z rodziny Talk mamy wersje dla transceiverów różnych producentów oznaczone odpowiednio jako Win4yaesu, Win4Icom, Win4K3 i Win4K4. Aplikacje z tej rodziny są płatne. Opłata jest jednorazowa, a oprogramowanie można pobrać używając odnośników zamieszczonych powyżej. Programy z tej rodziny są dość dobrze dostępne, choć w pewnych obszarach jest jeszcze sporo do zrobienia. Na niewątpliwą pochwałę zasługuje fakt, że autor tworzący swoją aplikację z myślą o mainstreamowych użytkownikach zajął się implementacją dostępności w odpowiedzi na zainteresowanie niewidomych krótkofalowców.

Programy z rodziny Win4 tak jak omówione wcześniej programy z rodziny Talk mają wewnętrzne udźwiękowienie, ale, moim zdaniem, jest ono zrobione lepiej niż w omówionych powyżej aplikacjach Iana Spencera. Autor zamiast nagrywać pliki dźwiękowe zdecydował się na wysyłanie komunikatów programu do syntezatora mowy. Wprawdzie nie mamy możliwości przerywania mowy programu, ale przynajmniej można wybrać głos syntetyczny i regulować jego szybkość. Kolejną zaletą programów z rodziny Win4 jest łatwość obsługi. Początkujący użytkownik nie musi uczyć się wszystkich skrótów klawiszowych, ponieważ do każdego elementu interfejsu dotrzemy używając klawiatury w standardowy sposób.

Wprawdzie interfejs omawianego oprogramowania nie pozwala na wpisanie w polu edycyjnym częstotliwości, co na początku może wydawać się niewygodne, ale w polu ustawiania częstotliwości można przemieszczać się poziomo między miejscami – megaherce, setki kiloherców itd., a strzałkami pionowymi zmieniać jedności w wybranym rzędzie wielkości. Ponadto obok pola ustawiania częstotliwości mamy, tak jak w aplikacjach rodziny Talk,  suwak regulowany strzałkami góra/dół, który działa jak pokrętło strojenia. Podobnie zachowują się ustawienia wszystkich filtrów i innych elementów sterujących. Przyjemne dla użytkownika jest to, że wraz ze zmienianiem wartości w polu strojenia zmienia się częstotliwość pracy, a w przypadku zmieniania ustawień filtrów, wzmacniacza, tłumika czy trybu pracy ustawienia są zmieniane zgodnie z parametrami na ekranie naszego komputera, co daje wrażenie sterowania rzeczywistym radiem. Programy z rodziny Win4 doskonale nadają się do obsługi zdalnej. Można np. mieć radiostację gdzieś na działce poza miastem i po dokonaniu odpowiedniej konfiguracji łączyć się z nią zdalnie przez Internet z domu w mieście.

Co zasługuje na dopracowanie?

Moim zdaniem poprawki mogłyby dotyczyć dwóch obszarów. Po pierwsze kosmetyka dotycząca syntezy mowy w postaci dodania funkcji przerywania mowy za pomocą powiedzmy klawisza „ctrl”. Po drugie, to chyba ważniejsze, implementacja dostępności do obsługi menu urządzenia. Ktoś powie, że do tych ustawień zagląda się dość rzadko. To prawda, ale gdyby Ian Spencer nie stworzył swojej metody dostępnego manipulowania w menu urządzenia, to moja aktywność z użyciem emisji CW (alfabet Morse’a) byłaby możliwa tylko po interwencji osoby widzącej. Mam klucz manualny, a dziś opcja domyślna to klucz automatyczny.

Społeczność, współpraca, rywalizacja

Bardzo ważnym aspektem aktywności radioamatorskiej jest prowadzenie dziennika aktywności mojej stacji. Uzyskiwane tą drogą potwierdzenia nawiązanych łączności radiowych służą do prowadzenia różnego rodzaju rywalizacji sportowej, promocji lub upamiętnienia ważnych wydarzeń, miejsc lub osób. Powodów dla aktywności może być zresztą wiele i trudno wymieniać tutaj je wszystkie. Aby wziąć udział w zawodach, zdobyć dyplom za nawiązanie łączności powiedzmy ze wszystkimi gminami w Polsce albo ze wszystkimi wyspami, szczytami górskimi, parkami narodowymi, starymi zamkami i czym tam jeszcze chcecie, trzeba wydawcy takiego dyplomu przedstawić weryfikowalną listę łączności. Do tego potrzebujemy tzw. Logu, czyli po ludzku, dziennika aktywności naszej stacji. O ile w przypadku widzących krótkofalowców rzecz jest prosta, bo w Internecie jest wiele płatnych i darmowych aplikacji odpowiadających na nasze potrzeby, bo wystarczy połączyć radio z komputerem i uruchomić logbook, o tyle w przypadku radioamatora z dysfunkcją wzroku problem się komplikuje. Ponieważ nie spojrzymy na ekran naszego urządzenia, Aby sterować radiem potrzebujemy dedykowanej aplikacji, która wykorzystuje połączenie z użyciem USB. Logbook także potrzebuje dostępu do radia, ponieważ do potwierdzenia łączności trzeba podać informacje o parametrach naszego kontaktu, a te dziennik aktywności pobiera z urządzenia. O ile w przypadku zwykłej aktywności można taki dziennik prowadzić tradycyjną, papierową metodą lub ręcznie wpisywać potrzebne informacje odczytując je z okna naszej aplikacji sterującej transceiverem, o tyle podczas udziału w zawodach, zdobywania punktów do dyplomów czy nagród za aktywność, takie podejście zdecydowanie zmniejszy nasze szanse na uzyskanie dobrego wyniku. Inne ważne funkcje elektronicznych dzienników aktywności to integracja z portalami stworzonymi dla radioamatorów do wymiany informacji o łącznościach oraz informowanie o aktywności stacji, które są bardzo rzadko dostępne na pasmach radiowych.

Logbooki zwykle oferują możliwość kliknięcia na informację o aktywności takiej rzadkiej stacji i przestrojenia naszego urządzenia tak, abyśmy mogli się przekonać, czy stację słyszymy i podjąć decyzję o próbie nawiązania łączności. Najlepsze rozwiązanie tego problemu to użycie aplikacji oferującej sterowanie radiem i zarządzanie aktywności amatorskiej. Tak działa omówiony na początku, źle dostępny, Ham Radio Deluxe.

Jak zatem połączyć z radiostacją dwie aplikacje mając do dyspozycji jeden port USB i potrzebując sposobu na wymianę informacji między tymi aplikacjami? Zadanie jest trudne. Zarówno Ian Spencer, jak i Tom Blahovici proponują skorzystanie z aplikacji Com0com. Jest to program tworzący w naszym systemie porty wirtualne. Ponieważ jednak oprogramowanie to od jakiegoś czasu jest nieaktualizowane, a najnowsza dostępna wersja ma błędy, zaleca si e korzystanie ze starszej, ale za to wolnej od błędów wersji. Proces wirtualizacji wymaga bardzo uważnego postępowania.

  1. Instalujemy com0com. Użytkownicy windows 11 zetkną się podczas instalacji z komunikatem o błędzie. W tym miejscu wybieramy przycisk „kontynuuj” i doprowadzamy proces instalacji do końca.
  2. Po instalacji programu należy koniecznie otworzyć menedżer urządzeń, znaleźć com0com i zainstalować sterownik urządzenia. Bez tego kroku porty wirtualne nie będą widziane w systemie.
  3. Dalej postępujemy zgodnie z dokumentacją procesu, którą moim zdaniem najprościej znaleźć pobierając dowolny program z rodziny Talk i przeglądając zawartą w pakiecie dokumentację.

 

Tym, którzy zainstalują Com0com i skonfigurują parę portów wirtualnych tak, że będą one widziane jako urządzenia w systemie uda się z łatwością za pomocą tzw. Radia wirtualnego połączyć ze sobą radiostację i oba komponenty oprogramowania. Jak już napisałem, szczegółowe informacje o tym jak radio wirtualne skonfigurować zainteresowani znajdą w dokumentacji programów do kontrolowania radiostacji. Mechanizm działania jest prosty. Do jednego z pary portów wirtualnych podłącza się dziennik aktywności stacji, a do drugiego program kontrolujący parametry naszego transceivera. Logbook czyta informacje o urządzeniu oraz wysyła swoje polecenia do niego poprzez port wirtualny. Dla naszego dziennika ten port jest jakby portem radiostacji. Oprogramowanie sterujące radiem słucha na porcie wirtualnym komunikatów dziennika aktywności i przesyła komendy do radia oraz zwraca do dziennika informacje z urządzenia. W ten sposób oba ważne dla nas programy wymieniając między sobą informacje zachowują się tak, jakby „rozmawiały” z radiostacją.

Co przed nami?

Kończąc wypada zastanowić się co nas czeka. Z jednej strony wszystko wskazuje na to, że kolejne modele urządzeń radioamatorskich będą, jeśli chodzi o interfejs, coraz bardziej wizualnie zorientowane. Z drugiej jednak, trzeba przyznać, że z różnych powodów potrzeby osób z niepełnosprawnościami stają się znane, że powoli zaczyna się je dostrzegać. Odrębnym zagadnieniem są zmieniające się miejsce i rola kontaktów radioamatorskich w społeczeństwie rozumianym jako wspólnota. Z jednej strony wielość kanałów komunikacji internetowej wydaje się eliminować potrzebę istnienia aktywności radioamatorskiej, a bardzo techniczne tryby aktywności krótkofalarskiej zdają się podważać sens udziału człowieka w procesie nawiązywania łączności radiowej, z drugiej jednak okazuje się, że w czasie, gdy coraz częściej spotykają nas klęski żywiołowe, a zagrożenie konfliktami zbrojnymi jest czymś, z czym trzeba się liczyć, rola komunikacji krótkofalarskiej staje się czymś nie do przecenienia, zaś poprawiająca się mimo wszystko dostępność tego obszaru aktywności jest szansą na pozytywną zmianę statusu społecznego osób z niepełnosprawnościami, ponieważ Wiedza i umiejętności radiowe mogą po prostu okazać się bardzo użyteczne. Mówiąc zaś mniej poważnie zachęcam wszystkich do spróbowania swych sił w krótkofalarstwie, bo to bodaj jedyna dziedzina aktywności społecznej, w której technologia ma potencjał likwidacji skutków niepełnosprawności, co umożliwia osobom niewidomym branie udziału tak w ważnej społecznie aktywności o charakterze obywatelskim, jak i w zawodach sportowych na równi z widzącymi.

Damian Przybyła SP9QLO

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top