Epoka pary, epoka elektryczności, epoka atomu, to nazwy okresów w dziejach cywilizacji, odnoszące się wprost do, nomen omen, epokowych wynalazków, które zrewolucjonizowały rzeczywistość. Czy w przyszłości obecny czas będzie nazywany epoką sztucznej inteligencji? Tego nie wiem, ale są na to duże szanse. Rewolucyjne wynalazki zawsze prowokowały do stawiania sobie pytań o ich wpływ na ludzkie życie. W tym kontekście sztuczna inteligencja nie jest wyjątkiem. Dla niektórych wypełzła z informatycznych czeluści niczym apokaliptyczna bestia, a innym zdaje się, że to dar niebios, bliższy prometejskiemu ogniowi niż ohydzie.
Kto ma rację?
Dziś jest jeszcze za wcześnie, aby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej nie da się bezkrytycznie i bezrefleksyjnie podchodzić do tematu sztucznej inteligencji. Niektórzy nawet twierdzą, że pierwsza encyklika nowego papieża będzie poświęcona właśnie temu zagadnieniu.
Niewidomi są beneficjentami tego wynalazku i tezy tej nie ma sensu podważać. Sztuczna inteligencja zmieniła nasze życie i pewnie zmieniać będzie nadal. Gdyby nie ona, nie byłoby aplikacji do opisu zdjęć, krótkich filmów czy jeszcze bardziej zaawansowanych modeli, dzięki którym można w czasie rzeczywistym zapytać o otoczenie lub poprosić o pomoc w znalezieniu jakiegoś przedmiotu. Działa to czasami lepiej, a czasami gorzej, ale jednak działa. Widać wyraźnie, jak bardzo użyteczną może być sztuczna inteligencja. Z tym akurat nikt nie ma problemu. Ten zaczyna się wówczas, gdy umieszczamy ją w obszarze szeroko pojętej kultury i sztuki. Generator muzyki tworzy piosenki, których nie powstydziłby się zawodowy muzyk. Nieco gorzej wygląda to w kontekście prozy czy wierszy, choć i tu pewnie dałoby się znaleźć jakieś perełki.
Wygląda na to, że dopóty dopóki sztuczna inteligencja służy człowiekowi, a więc na przykład opisuje niewidomym zdjęcia, to jest w porządku, lecz jeśli zaczyna coś tworzyć, oczywiście to skrót myślowy, bo tak czy inaczej człowiek musi ją do tego zaprząc, zaczyna generować pytania. Ich natura jest różna, ale najczęściej mają one kontekst moralny lub etyczny. Wygląda zatem na to, że muzyka lub książka napisana przez człowieka jest czymś moralnie lub etycznie akceptowalnym, zaś dzieła autorstwa sztucznej inteligencji budzą pewien niesmak. Dlaczego? Czyżby dlatego, że odbierają coś samym dziełom? A może dlatego, że są zagrożeniem dla żywych twórców? Odpowiedź na pytanie pierwsze musi być negatywna. Muzyka, książka, wiersz, obraz, to wszystko samo w sobie nie posiada żadnej warstwy duchowej. Jakiekolwiek dzieła wywołują poczucie piękna, zachwytu czy wstrętu lub odrazy, to prawda, ale same w sobie są tylko zbiorem słów, nut, barw i kształtów. Czasem kryje się za nimi to, co przeżywał lub co chciał przekazać autor, lecz do wyrażenia tego użył istniejących komponentów w postaci fali dźwiękowej o odpowiedniej częstotliwości, zbioru liter lub elementów o stosownym widmie. Tak naprawdę to układanka. Kompozytor rozwiesza na pięciolinii nuty w pewien określony sposób, pisarz używa słów o konkretnym znaczeniu, umieszczając je obok siebie jedno za drugim, a malarz nanosi pędzlem kolorowe plamy, nadając im kształt. Jakie ma znaczenie dla odbiorcy fakt, czy robi to inny człowiek, czy też sztuczna inteligencja?
Pewnego dnia na podstawie opowiedzianej mi przez znajomego księdza historii napisałem poetycki tekst, a potem użyłem generatora muzyki i stworzyłem z niego piosenkę. Zrobiła na znajomym księdzu wrażenie w dwojaki sposób: po pierwsze wzruszyła, bo aranżacja okazała się przejmująca i współbrzmiąca ze słowami, a po drugie przeraziła, gdy dowiedział się, że jest to wytwór sztucznej inteligencji. Przesłał tę piosenkę pewnej zakonnej siostrze, lecz nie poinformował jej, że jest to wytwór generatora muzyki. Jego zdaniem odarłoby to piosenkę z… No właśnie, z czego? Z autentyczności?
Wydaje się, że źle zadałem jedno z wcześniejszych pytań. Nie powinno ono brzmieć: czy dla odbiorcy ma znaczenie, że dzieło zostało stworzone przez sztuczną inteligencję, ale: dlaczego dla odbiorcy ma to znaczenie?
Myślę, że jedna z możliwych odpowiedzi brzmi: bo zagraża ona żywym twórcom. To fakt, że generator muzyki potrafi wyprodukować gotową piosenkę w kilkadziesiąt sekund. Utwór kompletny, z aranżacją, harmonizacją, dobranymi instrumentami, partiami solowymi, nałożonymi efektami i tak dalej. To samo zajęłoby człowiekowi dużo więcej czasu. Zresztą jest jeszcze coś. Generator to w sumie nie jeden człowiek grający na konkretnym instrumencie, a cały zespół, więc w tym kontekście sprawa wygląda jeszcze inaczej.
A teraz wrócę do tego, co pisałem wcześniej w kontekście niewidomych. Oto bowiem sprawa rysuje się następująco: sztuczna inteligencja jest be, gdy tworzy piosenki lub książki, ale ta sama sztuczna inteligencja jest cacy, gdy opisuje zdjęcia lub na żywo opowiada o otoczeniu.
Dlaczego?
Przecież i w jednym, i w drugim przypadku można mówić o jej służebnej roli. Piękna muzyka wywołuje w słuchaczu emocje, a opis zdjęcia pozwala niewidomemu lepiej zrozumieć rzeczywistość, a czasami po prostu lepiej ją ogarnąć. Tyle, że jeśli powie się słuchaczowi, że piosenka jest efektem działania sztucznej inteligencji, to zaczyna on zastanawiać się nad sensem takiego stanu rzeczy, zaczyna stawiać pytania etyczne lub moralne, a żaden niewidomy po wysłuchaniu opisu zdjęcia lub otoczenia tego nie robi. Czy dlatego, że piosenka jest stworzona, czyli jest w pewnym sensie dziełem, a opis to tylko odzwierciedlenie rzeczywistości, a nie kreacja? Czyżbyśmy zatem obawiali się tego, że sztuczna inteligencja ma potencjał twórczy?
Stawiam te wszystkie pytania i nie znajduję na nie odpowiedzi. Osobiście nie mam takich dylematów. Słucham piosenki wygenerowanej przez sztuczną inteligencję i albo mi się podoba, albo nie. Przecież piosenki są po to, aby umilały czas i jak dotąd nikt nie zastanawiał się nad procesem ich powstawania. Wystarczy powiedzieć, że niektóre z nich z pewnością powstały w niezbyt moralnie akceptowalnych okolicznościach, gdy autor był pod wpływem narkotyków czy dużej ilości alkoholu, ale tym nikt się nie przejmuje. Inaczej jest, gdy mamy do czynienia z utworem wygenerowanym przez SI.
Mamy zatem do czynienia z puszką Pandory czy Arką Przymierza?
Wynalazki budziły, budzą i budzić będą pytania. W końcu człowiek jest istotą myślącą. Sokratejskie cogito ergo sum podobno najpełniej oddaje tłumaczenie: wątpię, więc jestem. Wątpliwości zatem to domena homo sapiens.
Czasami jednak trafia się na trudne pytania. To chyba dobrze. W końcu czy nie po to jesteśmy, aby stawiać czoła wyzwaniom?
Tomasz Matczak


