Biała laska.

Nikt nie ma wątpliwości, że wynalezienie białej laski było milowym krokiem w rehabilitacji osób niewidomych. Dzięki temu banalnemu w sumie pomysłowi zyskaliśmy swobodę przemieszczania się i niezależność, a pewnie każdy z nas mógłby do tej listy dodać od siebie coś jeszcze. Nikt też nie ma wątpliwości, że nie jest to rozwiązanie idealne, bo prócz niewątpliwych zalet ma jedną podstawową wadę: chroni jedynie od pasa w górę. Reszta tułowia, a w tym najbardziej newralgiczna jego część, czyli twarz, narażona jest na kontuzje wywoływane przeszkodami znajdującymi się poza zasięgiem białej laski. Od lat trwają poszukiwania złotego środka, czyli sprzętu, który oferowałby niewidomym większy komfort podczas samodzielnego poruszania się ulicami. Pomysły bywają różne: od białych lasek wyposażonych w specjalne czujniki do kompaktowych urządzeń niesprzężonych z laską lub takich, które mogą być na niej montowane, ale nie muszą. W niniejszym artykule przedstawię rozwiązania bazujące na ultradźwiękach, a szczególną uwagę poświęcę produktowi o nazwie Buzzclip kanadyjskiej firmy Imerciv.

Jak nietoperze.

Czym jest echolokacja wie z pewnością każda osoba niewidoma. Posiłkujemy się nią nierzadko w czasie wędrówek lub w domu. Jedni kląskają, inni klaszczą, jeszcze inni pstrykają palcami, ale zasada jest zawsze ta sama. Chodzi o odbicie fal dźwiękowych od przedmiotów. Najbardziej znanym przedstawicielem fauny, który wykorzystuje echolokację jest nietoperz. Wysyła on w przestrzeń ultradźwięki, a następnie, gdy odbiją się i wrócą do niego, analizuje je i wykorzystuje do namierzenia np. swej ofiary. Firmy produkujące specjalistyczny sprzęt dla niewidomych postanowiły skorzystać z dobrodziejstwa echolokacji i wyprodukować urządzenie, które pomogłoby osobom niewidomym w czasie, gdy się one samodzielnie przemieszczają. Niewielki emiter wysyła w przestrzeń bezpośrednio przed niewidomym promień ultradźwięków w postaci stożka. Gdy napotka on na przeszkodę, wraca do czujnika, który informuje, najczęściej wibracjami, o napotkanej przeszkodzie. Jeśli takowych nie ma, ultradźwięki nie mają się od czego odbić. Nie wracają więc i urządzenie nie wibruje. Koncepcja słuszna, ale czy niezawodna?

Dosyć szeroki wybór.

Czujnikom przeszkód zacząłem się przyglądać po niespodziewanym spotkaniu z tyłem zaparkowanej ciężarówki. Moja biała laska wślizgnęła się bezszelestnie pod długi nawis przestrzeni ładunkowej samochodu, a ja z impetem odbiłem się od metalowych drzwi. Niedługo potem zajrzałem do Internetu i rozpocząłem poszukiwania. Znalazłem kilka czujników przeszkód. Z pewnością nie są to wszystkie dostępne na rynku urządzenia.
Na początek trafiłem na produkowany w Indiach Smartcane. W zasadzie jest to komplet, na który składają się: czujnik przeszkód i dedykowana do niego biała laska. Smartcane umieszcza się na niej, a o napotkanych przeszkodach informują wibracje. Ich sekwencje są zależne od odległości do przeszkody. Jest to najtańsze z urządzeń, a jego koszt to ok. 700 zł. Można go kupić w sklepie firmy Altix:
http://sklep.altix.pl/pl/smartcane-laska-z-nakladka-na-raczke-wykrywajaca-zagrozenia
Odrzuciłem to rozwiązanie ze względu na temperaturę pracy. Najniższa graniczna wynosi bowiem według producenta minus 10 stopni, a więc w warunkach polskich zdecydowanie za mało. Bardzo zainteresowałem się Sunuband.
https://www.sunu.com/pl/index
1. To rodzaj opaski na nadgarstek, która prócz czujnika przeszkód ma szereg innych funkcji. Dzięki połączeniu blue tooth z aplikacją na smartfonie pozwala wyszukiwać punkty w przestrzeni i nawigować do nich. Ma także funkcję zegarka, przekazującego informacje o godzinie wibracjami. Opaska znajduje się w ofercie firmy Altix oraz Harpo. Sunuband wykluczyłem z powodu konieczności noszenia go na nadgarstku. Skontaktowałem się z jedną z dystrybuujących tę opaskę firm i dowiedziałem się, że nie da się zapiąć opaski na rękawie zimowej kurtki ze względu na zbyt krótki pasek. Do poprawnego działania czujnika przeszkód wymagane jest, aby znajdował się on na wierzchu, ale w czasie chłodów mało kto chodzi bez kurtki, której rękaw z pewnością osłaniałby emiter i odbiornik ultradźwięków. To właśnie zaważyło, iż uznałem Sunuband za nieprzydatny dla mnie. W ofercie firmy Medison znajduje się Live Braille Mini. Na stronach internetowych sklepu nie ma opisu tego urządzenia. Można je jednak zamawiać mailowo. To niewielkie, wsuwane na palec urządzenie wyposażone w akumulator. Niestety, znów nie do użytku zimą. Nie mieści się bowiem na rękawiczkę. Ponadto wymaga odpowiedniego ustawienia ręki podczas marszu, aby czujnik wykrywał przeszkody przed użytkownikiem. Nie jest to zbyt wygodne. Do zakupu nie zachęca także wysoka cena ok. 1800 zł.
Ostatecznie zdecydowałem się na Buzzclip. Na terenie Polski produkt dostępny jest w Altixie.
http://sklep.altix.pl/pl/buzzclip-klips-wspomagajacy-mobilnosc-niewidomych-i-niedowidzacych

Buzzclip.

Buzzclip jest urządzeniem o gabarytach zbliżonych do pudełka od zapałek, ale nieco większym. Jak sama nazwa wskazuje producent postanowił nadać mu formę klipsa, aby dało się go przypinać do ubrania. Składa się zatem z dwóch, połączonych zawiasem, wyposażonym w sprężynkę, części. Jedna to okrągły, wielkości mniej więcej monety pięciozłotowej, ale zdecydowanie grubszy, czujnik, a druga, prostokątna, na której czujnik leży, to komora baterii. Na jej tylnej części umieszczony jest moduł wibrujący. To dosyć gruby, ale zdecydowanie mniejszy niż komora baterii, ogumowany element. Jest on specjalnie wyprofilowany po to, by Buzzclip można było przypiąć do specjalnego uchwytu mocowanego na białej lasce. Na krawędziach okrągłego czujnika z lewej i prawej strony umieszczono dwa ukryte pod dobrze wyczuwalną gumką przyciski. Stanowi ona izolację przed wilgocią i deszczem. Perforowana gumka skrywa przycisk włącznika, a gładka pozwala na przełączanie trybów pracy Buzzclip. Czujnik odchyla się od komory baterii na zawiasie. Maksymalny kąt odchylenia jest nieco większy od dziewięćdziesięciu stopni. Na dłuższej krawędzi komory baterii, w górnej części, czyli bliżej zawiasu, znajduje się gniazdo ładowania. Jest to krawędź od strony przycisku do przełączania trybów pracy urządzenia. Celowo unikam określeń „lewa, prawa”, bo to zależy od pozycji trzymania Buzzclip w dłoni. Gniazdo ładowania jest standardowym złączem micro usb. W pudełku razem z urządzeniem znajdują się: dość sporych rozmiarów płaska, prostokątna ładowarka sieciowa, kabel usb micro usb do ładowania, uchwyt na białą laskę oraz smycz. Buzzclip można bowiem nie tylko nosić przypięty do ubrania, ale także, w zależności od upodobania, przymocować do białej laski czy nosić na szyi. Uchwyt do mocowania urządzenia do laski składa się z połączonych ze sobą dwóch części. Jest to plastikowa obejma długości około 5 cm, w którą wsuwa się białą laskę. Przypomina ona walec z usuniętymi podstawami oraz częścią bocznej powierzchni. Ma zatem przekrój niedomkniętego okręgu. W połowie jej długości, na specjalnym, kilku pozycyjnym, zatrzaskowym zawiasie, osadzono uchwyt, w który wsuwa się wyprofilowaną, gumowaną część wibrującą Buzzclip. Po umieszczeniu całości na lasce można wyregulować kąt, pod jakim czujnik ma odstawać od laski. Dzięki temu użytkownik sam ustala czy promień ultradźwięków ma penetrować wyższe czy niższe partie przestrzeni. Buzzclip nad zawiasem ma umieszczony niewielki otwór do mocowania smyczy. Przewleka się przez niego mocną, cienką linkę i zaplata. Na drugim końcu linka ma metalową obręcz wielkości mniej więcej złotówki. Obręcz ta jest idealnie spasowana z mocowaniem, które znajduje się na końcu smyczy. Dzięki temu rozwiązaniu można łatwo i szybko odpiąć urządzenie bez konieczności zdejmowania pętli smyczy z szyi. Bateria, a w zasadzie akumulator, ładuje się szybko. Wystarczy godzina, by został w pełni naładowany. Według producenta zapewnia to około 10 godzin pracy. Buzzclip został wyposażony w specjalny czujnik, który czasowo wyłącza urządzenie, gdy np. siedzimy w tramwaju lub rozmawiamy z kimś stojącym blisko. Pozwala to zaoszczędzić energię baterii, gdyż w obu wyżej wymienionych przypadkach urządzenie wibrowałoby stale, lokalizując w tramwaju fotel przed nami lub naszego rozmówcę. Gdy tylko poruszymy się, Buzzclip wraca do trybu eksploracji przestrzeni.

W terenie

Producent Buzzclip udostępnia na You Tube poglądowy filmik:

Przed zakupem skorzystałem z możliwości przesłania mailem pytania do producenta i szybko otrzymałem odpowiedź. Nurtowało mnie, czy w przypadku przypięcia Buzzclip do kurtki zimowej, sygnały wibracyjne będą wyczuwalne. Moje wątpliwości budził fakt, iż w opisach producent zwraca uwagę, że moduł wibrujący powinien przylegać do ciała, a jak to uzyskać, gdy ma się na sobie kilka warstw odzieży zimą? W zwrotnym mailu napisano mi mniej więcej tak: „Wibracje powinny być wyczuwane. Sprzedajemy ich dość sporo w Nowym Jorku”. Ostatnie zdanie miało mnie przekonać, że urządzenie jest wykorzystywane także tam, gdzie nie zawsze jest ciepło i gdzie nosi się także odzież zimową. Postanowiłem zaryzykować. Miałem po temu dwa powody: po pierwsze zakup Buzzclip finansowała zatrudniająca mnie firma, a po drugie zawsze przecież można produkt zwrócić w ciągu czternastu dni od dnia otrzymania przesyłki. Buzzclip trafił do mnie w pierwszych dniach maja. Niestety w komplecie nie ma instrukcji obsługi po polsku. Znalazłem na stronach internetowych angielską wersję i przetłumaczyłem sobie przy pomocy aplikacji na ios translatewebside.
https://imerciv.com/user-guide/index.shtml
Nie obyło się rzecz jasna bez językowych wpadek, ale nie można za dużo wymagać od maszynowego tłumacza. Poprosiłem mailowo dystrybutora, a więc wspomnianą firmę Altix o udostępnienie instrukcji w języku polskim. Gwarantuje to Kodeks Cywilny w artykule 546 z jedynką w indeksie górnym. Zamiast instrukcji otrzymałem przeklejone maszynowe tłumaczenie ww. strony internetowej. Dopiero drugi mój mail, w którym wyraziłem swoje wątpliwości co do jakości tłumaczenia, poskutkował otrzymaniem pliku txt z lepszą językowo treścią. Buzzclip jest przedstawiany jako wszechstronne urządzenie do lokalizowania przeszkód. Zwraca się uwagę na funkcjonalność jego użytkowania i możliwość wyboru sposobu noszenia. Prócz już wspomnianych możliwości przypięcia do ubrania, zawieszenia na szyi i montażu na białej lasce Buzzclip można także używać jak latarkę. Należy wówczas odchylić czujnik od komory baterii pod kątem nieco większym niż dziewięćdziesiąt stopni, aż do usłyszenia wyraźnego kliknięcia. Ramię z nadajnikiem i odbiornikiem ultradźwięków zostaje zablokowane pod kątem prostym do komory baterii. Trzymając ją w dłoni można eksplorować przestrzeń przed sobą tak samo, jakby używało się niewielkiej latarki. Buzzclip drży wówczas w ręku, zapewniając komfort w odbiorze sygnałów wibracyjnych. Ja postanowiłem jednak przypiąć klips do kurtki. Mam jedną z kieszenią umieszczoną z przodu na wysokości serca. Stwierdziłem, że nada się świetnie, bo jest zapinana na suwak, a dodatkowo usytuowana prostopadle do osi tułowia. Wsunąłem Buzzclip tak, aby czujnik zgodnie z zaleceniami wystawał na zewnątrz, a komora baterii i moduł wibrujący wsunięte były do wnętrza kieszeni. Urządzenie znajdowało się w pozycji poziomej, a nie pionowej, jak to miałoby miejsce w przypadku smyczy czy montażu na białej lasce, ale to akurat nie ma wpływu na działanie.
Buzzclip włącza się naciskając i przytrzymując przycisk na krawędzi okrągłego czujnika pod perforowaną gumką. W moim przypadku znajdował się on na spodzie krążka czujnika. Urządzenie zgłasza gotowość do działania wibrując w charakterystyczny, długi sposób, a następnie krótszymi wibracjami informuje o poziomie naładowania baterii: cztery wibracje to ponad siedemdziesiąt pięć procent energii, trzy wibracje – od siedemdziesięciu pięciu do pięćdziesięciu procent naładowania, dwie krótkie wibracje – energia między pięćdziesięcioma a dwudziestoma pięcioma procentami, zaś jedna krótka wibracja oznacza, że trzeba naładować Buzzclip, gdyż bateria ma mniej niż dwadzieścia pięć procent energii. Po włączeniu należy ustawić tryb działania drugim przyciskiem na czujniku. Buzzclip umożliwia eksplorację przestrzeni w promieniu do jednego, do dwóch i do trzech metrów. Domyślnym trybem, który uruchamia się wraz z włączeniem urządzenia jest tryb jednometrowy. Po naciśnięciu i przytrzymaniu przycisku zmiany trybu dwukrotna wibracja powiadamia nas o przejściu w tryb dwumetrowy, a po kolejnym naciśnięciu i przytrzymaniu wyczujemy trzy wibracje. To znak, że promień ultradźwięków obejmuje największy obszar. Producent zaleca stosowanie trybu jednometrowego w pomieszczeniach zamkniętych lub miejscach zatłoczonych, a pozostałych trybów podczas przemieszczania się po otwartej przestrzeni. Postanowiłem przetestować Buzzclip w drodze do pracy. Tuż po włączeniu go i ustawieniu maksymalnego zasięgu promienia poczułem wibracje. Niestety, producent nie dostarcza dokładnych opisów, co oznaczają poszczególne sekwencje, a jest ich naprawdę sporo. Od bardzo krótkich, impulsowych drgań, po długie i natarczywe. Użytkownik dowiaduje się z instrukcji obsługi tylko tego, że im są one częstsze, tym odległość od przeszkody jest mniejsza. Szybko powtarzające się, długie sygnały to znak, że powinniśmy się zatrzymać. Zaraz po wyjściu z domu na klatkę schodową przekonałem się, że moje obawy co do wyczuwalności wibracji przez warstwy odzieży były bardzo zasadne. Praktycznie ich nie czułem, a jedynie słyszałem. Moduł wibracyjny umieszczony w kieszeni nie miał szans na przylgnięcie do ciała nawet przez warstwy odzieży. Pozostawało skupić się na słuchu, ale szybko przekonałem się, że na ulicy nie jest to możliwe. Dźwięki otoczenia skutecznie zagłuszały dosyć w sumie ciche pomruki modułu wibracyjnego. Pozostało mi sprawdzić, czy inne sposoby noszenia Buzzclip pozwolą w pełni skorzystać z funkcji urządzenia. Smycz okazała się jeszcze bardziej nieprzydatna. Moim zdaniem winę za to ponosi taka, a nie inna konstrukcja. Urządzenie jest źle wyważone, a ponadto wisi na jednym punkcie, więc kołysze się podczas marszu. Dodatkowo wystający z tyłu moduł wibracyjny, który przylega do ubrania jest dużo mniejszy od komory baterii, a więc stanowi swojego rodzaju punkt podparcia dla ruchów w lewo i w prawo. Wibracji nadal nie czuć ani nie słychać. Trzymanie Buzzclip w ręku podczas przemieszczania się uznałem za totalnie niewygodne, więc pozostało mi przymocować go do laski. Niestety poległem. Plastikowa obejma nie jest regulowana i pasuje jedynie do lasek o ściśle określonej średnicy. Ja posiadam w domu trzy laski: dwie firmy Ambutech i trzecią z USA. Dwie pierwsze okazały się za grube, a ostatnia za cienka.

Werdykt.

Z mojego punktu widzenia Buzzclip okazał się niewypałem. Kosztuje niemal 1300 zł, a możliwości jego wykorzystania są bardzo ograniczone. Sygnały wibracyjne mogą być odbierane wyłącznie podczas tzw. Pracy ręcznej, gdy trzymamy urządzenie jak latarkę lub latem, gdy przypinamy je do t-shirta pod szyją. Poza tym promień ultradźwięków odbija się od zdecydowanie za dużej liczby obiektów. W znanej nam przestrzeni nie jest to dezorientujące, bo w zasadzie wiemy, gdzie znajdują się przeszkody. Gorzej, gdy znajdujemy się na obszarze nam obcym. Ilość przekazywanych wibracjami informacji dekoncentruje, spowalnia i wpływa deprymująco. Przemieszczając się np. wzdłuż budynku, blisko jego ściany, czujemy stale wibracje, gdyż ultradźwięki odbijają się od niej cały czas. Postanowiłem na potrzeby niniejszego artykułu zabawić się w matematyka i wyliczyć pole podstawy stożka promienia ultradźwięków, a więc maksymalny obszar przestrzeni eksplorowanej przez niego. Producent podaje, że kąt rozwarcia stożka promienia wysyłanego przez emiter wynosi trzydzieści stopni. Posługując się funkcjami trygonometrycznymi nietrudno wyliczyć, że jego podstawa ma średnicę ok. metra sześćdziesięciu centymetrów, a zatem promień wynosi około osiemdziesięciu centymetrów przy trzymetrowym trybie pracy. Oznacza to, że przeszkody znajdujące się do osiemdziesięciu centymetrów od środka naszego ciała w lewo i w prawo są wykrywane przez czujnik. Może i ktoś jest taki szeroki w barkach, ale moim zdaniem to zdecydowanie za dużo. Buzzclip znajduje w ten sposób przedmioty, które tak naprawdę nam nie zagrażają. Oczywiście możemy zmniejszyć promień działania do dwóch, a nawet jednego metra, ale czy wówczas będziemy mieli czas na reakcję i wyhamowanie przed przeszkodą? Ja preferuję dość stanowczy, a czasem nawet szybki marsz, więc mnie Buzzclip absolutnie nie przekonał do siebie. Różne opcje noszenia go to także nie dość silny argument. Smycz jest rozwiązaniem kiepskim ze względu na źle dobrany środek ciężkości urządzenia, a także fakt jednego tylko punktu zaczepienia, co sprzyja ruchowi wirowemu. Uchwyt na laskę powinien mim zdaniem być regulowany, bo obecnie wymusza stosowanie laski o ściśle określonej średnicy. Wolałbym jakieś zaciski, kosztem nawet nieco większych gabarytów, niż zastosowane rozwiązanie. Jedynym moim zdaniem plusem Buzzclip jest jego wykonanie. To solidna, ale nie toporna konstrukcja, w której użyto materiałów dobrej jakości. Nie jest to może elegancki sprzęt, który można zaliczyć do szeroko rozumianej biżuterii, ale nie jest także tandetnym gadżetem. Z pewnością przetrwałby długie lata użytkowania, gdyby tylko był bardziej funkcjonalny i przydatny. Może nawet wolałbym coś bardziej efemerycznego i kruchego, ale za to niezawodnego, bo czujnik przeszkód ma przecież ostrzegać, a nie zadawać szyku. Nie sądzę też, aby inne, wspomniane tu urządzenia tego typu sprawdzały się lepiej niż Buzzclip. Myślę, że na coś niezawodnego, funkcjonalnego i naprawdę poprawiającego komfort chodzenia, przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top