Sonos to amerykańska marka tzw. głośników strefowych. Słyną one z dobrej jakości dźwięku oraz ładnego, solidnego i minimalistycznego wykonania. W zamierzeniu producenta, nasz dom może zostać zaopatrzony w szereg głośników poustawianych w różnych miejscach. Wtedy muzyka może być odtwarzana w całym domu i to w sposób, który najbardziej nam odpowiada. Możemy więc słuchać tego samego radia i płyty ze wszystkich głośników rozmieszczonych w różnych pokojach, ale możemy też sprawić, że każdy z nich będzie odtwarzał coś innego. Wszystkim steruje aplikacja. To dzięki niej: łączymy głośniki z siecią bezprzewodową, konfigurujemy i dostrajamy każdy z nich, dodajemy poszczególne serwisy i ustawiamy co gdzie i kiedy ma grać. Generalnie korzystamy potem z aplikacji Sonos i Spotify Connect. Możemy też wysyłać dźwięk poprzez AirPlay, a w niektórych przypadkach skorzystać również z Bluetootha.
Od dobrych kilku lat marka Sonos obecna jest również w Polsce. Chętni mogą kupić na stronie Sonos wybrany głośnik, a do tego mają możliwość zwrotu sprzętu przez nawet 3 miesiące. Mogą Sonosy oczywiście też kupić (już z normalnymi warunkami zwrotu), na Allegro, w innych sklepach. Jednym z czołowych polskich dystrybutorów Sonos są Salony Audio (Audio-Video Design).

Trochę historii

Czterej założyciele, John MacFarlane, Tom Cullen, Trung Mai oraz Craig Shelburne, stworzyli śmiałą wizję opartą na technologii, która w tym czasie próbowała dopiero zaistnieć. Wprowadzenie muzyki do każdego domu: bezprzewodowo, w wielu pomieszczeniach, z komputerów PC i Internetu, z rewelacyjnym dźwiękiem to marzenie – wydawałoby się nie do zrealizowania. .
Pierwszą propozycją Johna dla trzech partnerów był biznes w branży lotniczej. Wpadł na pomysł udostępnienia samolotom sieci lokalnych (lub LAN), które zapewniałyby usługi internetowe pasażerom. Ta koncepcja nie spotkała się z tak wielkim entuzjazmem, jakiego życzyłby sobie John, więc nastąpił powrót do punktu wyjścia.
Wizja była prosta: umożliwić miłośnikom muzyki odtwarzanie dowolnych utworów w dowolnym miejscu w domu.
Na drodze do osiągnięcia celu w 2002 roku stał jednak jeden problem: w tym czasie praktycznie cała potrzebna do wykonania tego zadania technologia jeszcze nie istniała
Gdy firma Napster zaliczała wzloty i upadki jako medium oferujące wyszukiwanie muzyki przez Internet i odtwarzanie jej na komputerze osobistym, muzyka cyfrowa ciągle stanowiła nowość, a koncepcja strumieniowego przesyłania muzyki bezpośrednio z Internetu wydawała się nieprawdopodobna. Konfiguracja musiała być szybka i intuicyjna dla każdego użytkownika, powinna dobrze integrować się z dowolną technologią lub usługą oraz zapewniać doskonałej jakości dźwięk w każdym pomieszczeniu
Integracja różnych technologii wymusiła wybranie jako platformy technologicznej systemu Linux, jednak w tamtym czasie do Linuxa nie było dostępnych sterowników audio, sterowników przycisków pilota i kółek przewijania, ani sterowników sieciowych. Zespół Sonos podjął się zadania ich stworzenia
Ostatecznie opracowany proces zwany delegowaniem. Umożliwiał bezprzewodowe przesyłanie muzyki do wielu pomieszczeń — do jednego głośnika lub do wszystkich głośników — bez żadnych przerw. Później rozwiązanie to stało się kluczową technologią opatentowaną przez Sonos. Wraz z nowatorskim podejściem, które polegało na dodawaniu znaczników czasu do cyfrowych fragmentów utworów odtwarzanych przez pakiety dźwiękowe, sprawiła, że muzyka odtwarzana przez system Sonos praktycznie zawsze jest zsynchronizowana. Użytkownicy mogą z łatwością łączyć i rozłączać pomieszczenia, a także przesyłać dźwięk do i z dowolnego pomieszczenia w domu.
Wreszcie, 27 stycznia 2005 roku, na rynek trafił pierwszy produkt Sonos — ZP100. Wkrótce pojawiły się branżowe pochwały, pozytywne recenzje produktów i publikacje w mediach, które utrzymały się przez pierwsze miesiące i lata od premiery na rynku. Recenzenci chwalili prostotę konfiguracji, projekt, niezawodność i wspaniały dźwięk.
Firma Sonos opracowała procesy wczesnego testowania swoich produktów i analizowania informacji zwrotnych we współpracy ze społecznością twórców, między innymi producentów, muzyków i kompozytorów. Wraz z premierą oprogramowania Trueplay w 2015 roku producent Rick Rubin stał się liderem zespołu doradców, których zadaniem było uwzględnianie opinii artystów już od samego początku procesu rozwoju produktów.
Systemy drugiej i trzeciej generacji to próba przesyłania strumieniowego bezpośrednio do odtwarzaczy, z całkowitym pominięciem komputerów

dostępne głośniki Sonos

Sonos ma w swojej ofercie różne grupy głośników i dwa Soundbary. Nie
warto już myśleć o starej serii Sonos Play, bo nie jest już wspierana, nie otrzyma żadnych nowości, a jedynie utrzymywane jest to, co technologicznie jest możliwe. Natomiast Warte uwagi są: wszystkie pozostałe: Sonos Symfonisk WiFi, Sonos Roam, Sonos One i SL, Sonos Move i – Sonos Five

Sonos i Ikea – Symfonisk.

Najtańszym z Sonosów jest Symfonisk. Tonowa mini marka, obecna od niedawna, za sprawą współpracy firm Sonos oraz Ikea. Sonos zapewnia tu niezły dźwięk, natomiast Ikea dba o design. Dzięki temu powstał głośnik w formie niewielkiej półki, lampki, a ostatnio również ramki do powieszenia na ścianę. Cena półki i lampki około 500-600 zł. Ramka kosztuje tyle samo, ile Sonos Roam, czyli 799 zł. Można sobie zadać pytanie, co z jakością audio. Jest nieźle, ale na pewno im droższy, ale też większy Sonos, tym lepiej. W sumie trudno się temu dziwić. To normalna prawidłowość. Ale też zależy, kto czego potrzebuje i na co sobie może pozwolić, uwzględniający warunki finansowe i przestrzenne.

Sonos Roam

Sonos kojarzył się zawsze nie bez racji z głośnikami stacjonarnymi i podłączanymi do prądu. Na szczęście od pewnego czasu Sonos ma coś w ofercie dla tych, którzy chcieliby się przemieszczać z urządzeniem.
Sonos Roam to zupełnie nowy głośnik w portfolio producenta. Jest dostępny w sprzedaży od kwietnia za 799 zł głośnik, to nieduże urządzenie, trochę podobne do JBL Link Portable, tylko zupełnie inny w dotyku. To głośnik, który łączy wszystkie najlepsze technologie, tzn.: bluetooth, obsługę AirPlay przez Wi-fi i oczywiście działa w systemie Sonos.
Roam Ma trójkątną podstawę, plastikowy tył, a przód to dosyć wąska i zaokrąglona bardzo sztywna maskownica, mocno wypełniająca przestrzeń. Na przeciwległym boku głośnika, znajdziemy mocno wpasowane w obudowę gniazdo USB C, a nad nim przycisk parowania, włączania i wyłączania głośnika.
Jego Wymiary przedstawiają się następująco: 168 x 62 x 60 mm. Waga 430g, stopień ochrony IP67.
Port USB USB-C, Wi-fi, BlueTootch, akumulator 18 Wh – do 10 godzin. W zestawie brak ładowarki, jedynie kabel USB C z wtyczką dopasowaną i niewystającą z głośnika. Roam Jest na tyle mały i dobrze wyprofilowany, że mimo braku specjalnego uchwytu, bez trudu weźmiemy go do ręki. można też do niego dokupić za 199 zł magnetyczną ładowarkę indukcyjną (zgodną ze standardem QI), która ułatwi ładowanie głośnika.
Sonos Roam posiada gumowe fizyczne przyciski, co akurat w Sonosach jest wyjątkiem. Bez trudu je zlokalizujemy. Nie ma też obaw o ich przypadkowe wciśnięcie. Są to: Play/Pauza-przełączanie utworów – na środku(podobnie jak w produktach Apple i innych), przyciski głośności po bokach i przycisk włączania/wyłączania mikrofonu u góry.
Do tego – jak w każdym Sonosie – ich przyciskanie, generuje charakterystyczne delikatne sygnały dźwiękowe.
Wyłączenie i w łączenie głośnika następuje poprzez długie kilkusekundowe przytrzymanie podłużnego przycisku umieszczonego z tyłu urządzenia. Przytrzymanie przycisku przez około 2 sek. Wprowadza go w tryb parowania z urządzeniami BlueTooth. Służy też do wybudzania głośnika z trybu uśpienia.
Wróćmy jeszcze na chwilę do środkowego przycisku – Play/Pauza. W przenośnych głośnikach Sonos, jego dłuższe przytrzymanie powoduje, że dołącza się on do grającej już grupy głośników i odtwarza to, co pozostałe. Natomiast jeszcze dłuższe przytrzymanie powoduje, że muzyka z innych Sonosów przełącza się jedynie na przenośny Sonos Roam. Funkcja ta nazywa się Sound Swap.
Istotną, a za razem charakterystyczną cechą przenośnych głośników sonos, jest automatyczna funkcja True play – w skrócie Auto True play. Można ją włączyć lub wyłączyć z aplikacji (zdecydowanie proponuję zostawić włączoną), która sprawia, że na podstawie badania otoczenia, głośnik dostosowuje dźwięk do swojego położenia i warunków akustycznych.
Dźwięk, jak na tak małe urządzenie, jest bardzo dobry. Urządzenie ładnie eksponuje ludzkie głosy, gra czysto, przyjemnie, nawet ma sporo basu, choć im głośniej, tym gra gorzej. Warto też posłużyć się rozbudowanymi opcjami korektora oraz włączyć wzmocnienie niskich tonów.
Warto też popróbować z ustawieniem głośnika. W pozycji poziomej (wtedy z lewej strony mamy przyciski obsługi), głośnik prezentuje troszkę szerszą scenę dźwiękową. Warto też sprawdzić, gdzie Roam gra najlepiej, na środku, czy może w rogu biurka, na półce pustej, zabudowanej itp.

Sonos One I Sonos One SL

Najbardziej reprezentatywnym i chyba też najlepszym, gdyby wziąć pod uwagę cenę, jakość i możliwości, jest Sonos One, a mówiąc precyzyjniej – Sonos One gen. 2. To ważne, bo zyskujemy nowe funkcje, rozwój,
dłuższe wsparcie i żywotność urządzenia. . Za około 900-1000 zł dostajemy stosunkowo niewielki głośnik, który gra zaskakująco dobrze, i jeżeli ktoś sobie tego życzy, też głośno. Jego wymiary: 120 cm –
Wysokość
161,45 mm – Szerokość
120 cm – Głębokość
120 cm
Waga
1,85 kg
Podstawowe sterowanie uzyskać można z poziomu głośnika ( przyciski-sensory dotykowe). To trochę minus w stosunku do dawnej serii Sonos Play, ale co zrobić. Dobrze, że da się tych przycisków w miarę używać, chociaż nie należy to do przyjemności.
AirPlay działa bardzo dobrze, ale to nie nowość. Dźwięk trudno mi opisywać. Na pewno trochę podbity, cyfrowy, ale za razem ciepły, przyjemny i na wszystkich robi bardzo dobre wrażenie. To z resztą nie tylko moja opinia. Niemal wszyscy testerzy ujmują to podobnie. Zakup kolejnego podobnego głośnika to już niezłe system mini stereo.
O obecności głosowego asystenta Google w głośniku sonos One napiszę więcej w osobnym pod punkcie. Okazuje się, że dosyć prosto można go aktywować.
Wersja Sonos One SL różni się od Sonos One One brakiem mikrofonów, a tym samym możliwości sterowania głosowego.
Dodam jeszcze, że poza łącznością Wi-fi, można tego akurat Sonosa połączyć z siecią poprzez kabel i port Ethernet.
Ciągle jednak mówimy o głośnikach podłączanych do prądu, a więc o rozwiązaniu mimo wszystko raczej stacjonarnym. A co, gdy chcielibyśmy wyjść na na zewnątrz, albo częściej przenosić głośnik? I na to Sonos znalazł w końcu pomysł.

Sonos Move

Jest to głośnik wysokiej klasy, ciekawy, , stacjonarny, a za razem mobilny. Gdy pojawił się dwa lata temu, był pozycjonowany jako pierwszy mobilny głośnik Bluetooth i Wi-fi w portfolio Sonosa. Trudno zaprzeczyć, że tak nie jest, ale też niełatwo pogodzić się z nazywaniem głośnika, który waży 3 Kg, sprzętem w pełni przenośnym. Mimo że oczywiście jest to możliwe i że wbudowany uchwyt bardzo trę sprawę ułatwia.
Sonos Move jest trochę podobny do Sonosa One. Z tyłu, co jest pewną nowością, posiada jeszcze osobny przycisk przełączający pomiędzy Wifi, a BlueToothem. Również ma dotykowe sensory tylko że trochę inaczej rozmieszczone, niż w One. Gra też od niego mocniej, dynamiczniej i ogólnie lepiej. Move posiada nieco mniejszy, niż Roam stopień ochrony IP66 przed dostępem wody i pyłu. I pewnie dlatego właśnie producent nie zaleca pozosta
wiać go na zewnątrz podczas ulewy. Jego wymiary to: 240 x 160 x 126 mm. Akumulator zapewnia 10 godz. działania bez prądu, choć oczywiście, w miarę głośniejszego słuchania, czas ten znacznie się skraca. W komplecie z Sonosem Move dostajemy stację dokującą przeznaczoną do ładowania, na której możemy postawić głośnik.

Sonos Five

Five – duży głośnik, swoim wyglądem i budową przypominający już kolumny podstawkowe jest najdroższym z głośników Sonos. . Jego wymiary: 36,4 X 20,3 X 15,4
To propozycja znowu tylko stacjonarna i skierowana raczej do kogoś, kto myśli nad zamianą, albo skompletowaniem sobie większego systemu Hi-fi i nie chce już mieć w domu
klasycznego amplitunera, wzmacniacza itp. Słyszałem i oglądałem go jedynie w sklepie, ale trudno na takiej podstawie wyrobić sobie jakieś swoje zdanie. Bez wątpienia to porządnie wykonany i dobry sprzęt, chociaż można się zastanawiać, czy w cenie 2500 zł (1 głośnik) i 5000 (dwa) nie zyskamy czegoś bardziej wszechstronnego i funkcjonalnego. Owszem, zyskujemy łatwość podłączenia i ustawienia sprzętu, dostęp do ekosystemu Sonos i świetną jakość dźwięku. Gdybyśmy jednak zdecydowali się na jakiś amplituner i kolumny głośnikowe, zyskujemy pilota, więcej portów i lepsze brzmienie. Coś za coś. Myśląc o amplitunerze, chyba nie polecałbym Sonosa Amp. Zbiera różne niekoniecznie najlepsze recenzje, nie ma pilota i obsługiwany jest tak jak pozostały Sonosy.
W tym momencie pozwolę sobie zrobić wyjątek i zacytuję producenta, jako że sam nic więcej na temat Five już nie napiszę.
• trzy głośniki średniotonowe zapewniają wierne odtwarzanie częstotliwości wokalnych oraz bogaty bas bez zniekształceń, nawet przy dużej głośności
• trzy głośniki wysokotonowe, w tym jeden środkowy i dwa boczne głośniki wysokotonowe, ustawione pod precyzyjnie dobranym kątem, zapewniają wyraźne pasmo przenoszenia wysokich częstotliwości
• układ fazowy tworzy szeroką scenę dźwiękową z brzmieniem stereofonicznym oraz dźwiękiem dobiegającym z lewej, prawej i ze środka
• analogowe wejście liniowe w formie gniazda jack 3,5 mm umożliwia podłączenie innego urządzenia
• oprogramowanie Trueplay™ dynamicznie dopasowuje głośnik do wyjątkowej akustyki pomieszczenia. Wymaga urządzenia z systemem iOS
• regulowane ustawienia korektora graficznego (EQ) w aplikacji, w tym basy, tony wysokie i głośność.

Sonos i Google Assistant

Na dzień dzisiejszy oficjalnie nie można uruchomić Asystenta Google na głośnikach Sonos. Na przeszkodzie stoją tu niestety ograniczenia samego Google’a, który już dwa lata temu obiecał rozszerzenie działania Asystenta Google na inne regiony i języki, niż te podstawowe i jak na razie z deklaracji się nie wywiązuje. Dobrą wiadomość mam taką, że bardzo prosto i bezpiecznie można to obejść.
W tym celu wystarczy przestawić region w profilu na koncie Sonos, foczym w aplikacji dodać Asystenta Google. Wielce prawdopodobne, że operacja zakończy się sukcesem, choć działa to różnie. A próbowałem kilkanaście razy. Wina chyba w aplikacji Google Assistant, bo to tym razem w niej, a nie Google Home, autoryzujemy głośnik.
Dodam jeszcze, że z poziomu Google Home, możemy dodać Sonos jako głośnik domowy, czyli taki, na którym potem coś może zostać odtworzone.
Doprecyzuję przy tej okazji, że wsparcie dla Google Assistant nie oznacza możliwości obsługi technologii Google Cast (potocznie Chromecast). Warto o tym pamiętać.
Nie próbowałem z Amazon Alexą, ale można i zapewne w podobny sposób, jak powyżej. Choć tam – zdaje się – może być konieczna zmiana języka interfejsu IOS do poprawnego wykrycia regionu i głośnika przez aplikację na Apple’owskich urządzeniach.

Aplikacja Sonos

Aplikacja Sonos S2 konieczna jest do aktywacji i konfiguracji każdego z głośników. Może się poszczycić obsługą kilkudziesięciu różnych (czasem szerzej nieznanych) serwisów – usług multimedialnych. Mamy wiec dostęp do Spotify, Tidala, Dezeera, Amazon Music, a nawet Apple Music. Ta ostatnia usługa, choć bardzo powoli się otwiera na inne systemy muzyczne, stanowi wyjątek, działając od dawna w Sonosach. Sonosa możemy też podłączyć do SoundClouda , MixClouda, BandCamp, katalogów stacji radiowych (Tunein, MyTuner, IHeartRadio) i innych.
Z całkiem dostępnego interfejsu aplikacji Sonos, możemy odtwarzać płyty ze streamingów, tworzyć playlisty dostępne w obrębie aplikacji, złożone z utworów obecnych w rozmaitych serwisach (część np. ze Spotify, druga część z Tidala itd.). Wszystko odtwarzane jest potem przy udziale serwerów Sonos, trochę podobnie, jak to ma miejsce w przypadku Spotify Connect. Zapobiega to szybkiemu rozładowywaniu się telefonu i pozostawia funkcję AirPlay na inne okazje.
Co więcej. Dzięki aplikacji dla systemów Windows i Mac, można swoje własne pliki przesłać do systemu Sonos.
Istnieje opinia, że aplikacja Sonos działa o wiele lepiej w systemie IOS, niż Android. Nie mogę tego stwierdzić z racji braku urządzenia z tym systemem. Opiszę trochę jej interfejs w systemie IOS.
Aplikacja składa się z 5 kart: Mój Sonos, Przeglądaj, System, Szukaj i Ustawienia.
Karta „Mój Sonos” zawiera powiadomienia o nie przeczytanych wiadomościach oraz (zależnie od ustawień) listę najczęściej używanych usług wraz z ich zawartością. Są to: wybrane stacje radiowe, playlisty, odtwarzane płyty itp. Nawigacja po tej liście nie jest zbyt intuicyjna, choć wydaje się dostępna. Fokus VoiceOvera czasem zmienia swoje położenie i odczytywane są nie koniecznie te informacje, których byśmy oczekiwali.
Zakładka „Przeglądaj” pokazuje dodane usługi i wyświetla ostatnio odtwarzane w ich ramach media: np. płyty ze Spotify, playlisty z SoundClouda itp.
Zakładka „System” pozwala dopasować i zmienić priorytet odtwarzania, co i gdzie ma grać w poszczególnych grupach głośników, czy każdy ma grać oddzielnie, czy wszystkie na raz. Istotna zakładka, ale wówczas, kiedy mamy do dyspozycji więcej, niż jeden głośnik. Wtedy z pewnością częściej będziemy z niej korzystać. Tam również możemy ustawić alarmy, czyli sprawić, że cyklicznie, albo jednorazowo, o określonej godzinie będzie się uaktywniał głośnik z określoną playlistą lub stacją radiową.
Wyszukiwanie działa bardzo dobrze. Jedno zapytanie zwraca wynik ze wszystkich usług podpiętych do systemu Sonos oraz zapisanych na nim plików. To znaczy, że możemy otrzymać określoną muzykę dostępną na Spotify, Apple Music, Tidalu, w naszym koncie Sonos i każdy znaleziony wynik możemy odtworzyć, dodać do kolejki, dodać do systemu Sonos, a może stworzyć playlistę.
Z kolei Ustawienia to szereg opcji związanych z konfiguracją sprzętu, dodawaniem usług, sprawdzaniem sieci i oprogramowania…
Zupełnie na dole z prawej strony, gdy przesuniemy palec za ostatnią zakładkę, wyświetlane są informacje o stane naładowania akumulatora i aktywności określonego głośnika. Pojawia się też tam źródło odtwarzania i przycisk play/—. Kliknięcie w nazwę głośnika otwiera podręczne okienko z odtwarzaczem, możliwością zmiany głośności i sprawdzeniem kolejki odtwarzania.
Muszę powiedzieć, że z aplikacji Sonos korzysta się na ogół bardzo przyjemnie. Ma ona niestety jedną dosyć dokuczliwą wadę. Mianowicie jest wrażliwa na niestabilność sieci internetowej. Objawia się to potem komunikatami o braku połączenia internetowego oraz propozycją sprawdzenia, czy jesteśmy przyłączeni do prawidłowej sieci.

Na koniec

Nie da się wyczerpująco i szczegółowo napisać o wszystkim. Zachęcam do odsłuchania podcastu na łamach serwisu Tyflopodcast, gdzie wraz z Radkiem Morawskim omawialiśmy system Sonos, który nam się podoba. Czy to jedyna taka możliwość? Pewnie nie, ale jedna z najlepszych i z najbardziej dostępnych.Inne systemy Multi-room (Bose, Yamaha) mogą, ale nie muszą mieć dobrze działającej aplikacji oraz sposobu obsługi głośnika. Z resztą sygnalizowałem te kwestie w poprzednim artykule. Na koniec skrótowe zestawienie głośników i cen, tak jak to proponuje producent na swoich stronach.

W skrócie

Sonos Roam za 799 zł
One SL za 860 pln
One za 999 PLN Do każdego pomieszczenia
Move 1.699 PLN Do dźwięku gdzie zechcesz
Five za 2.499 PLN Do wysokiej wierności odtwarzania
Port za 1.899 PLN Do tradycyjnych systemów stereo
Amp za 2990 – klasyczny wzmacniacz stereo
Beam za 1.899 PLN Do mniejszych telewizorów
Arc za 3899 Do dużych telewizorów

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top