Kobieta spacerująca po mieście z białą laską.

Dziś mamy Międzynarodowy Dzień Niewidomych. To doskonała okazja do łamania barier pomiędzy światem osób niewidomych i światem osób widzących. Mało to polityczne sformułowanie – dwa światy. Tak, niestety, jest i trudno tu zaklinać rzeczywistość. Chciałbym, aby było inaczej. Aby widzący i niewidomi tworzyli jeden wspólny świat. Jednak aby się tak stało, potrzeba wzajemnego zrozumienia i szacunku.

W ostatnich latach dokonała się istna rewolucja w podejściu do osób niepełnosprawnych, czy też w ujęciu nieco węższym – do osób niewidomych. W wielu dziedzinach życia powstały doskonale funkcjonujące  rozwiązania, o których niewidomi kiedyś mogli tylko marzyć. Pięknym przykładem niech będzie funkcjonująca od kilku lat asysta dla osób niepełnosprawnych w pociągach. Działa to tak: osoba niepełnosprawna wymagająca pomocy kolejarzy dzwoni pod specjalny numer telefonu i zapowiada chęć podróży. Pracownik PKP czeka na nią przy wejściu na dworzec. Potem wspólnie kupują bilet i wędrują na peron. Pracownik pomaga niepełnosprawnemu wejść do przedziału i przekazuje opiekę nad nim ekipie konduktorskiej. Na stacji docelowej osobę niepełnosprawną przejmuje ekipa dworcowa. Sam wielokrotnie wypróbowałem takie rozwiązanie – działa bez zarzutu.

Zauważcie, że w tym przypadku niewielką rolę odgrywają dodatkowe koszty. W zasadzie takich kosztów nie ma. Pracownicy dworca, czy ekipa konduktorska są przecież w pracy. Poświęcają kilka minut osobie niepełnosprawnej i dzięki temu niemożliwe staje się możliwe. Ktoś z władz naszych kolei pomyślał, że warto zadbać o tych, którym jest w życiu trochę trudniej. Wczuł się w sposób funkcjonowania osób niepełnosprawnych. Stworzył system, który daje niepełnosprawnym poczucie bezpieczeństwa i zwiększa ich komfort życia. Genialnie proste, a jak potrzebne!!!

Marzyłbym o tym, aby tak empatyczny sposób myślenia jak kolejarze przejęli architekci naszych przestrzeni. Latarnia, czy znak drogowy nie muszą przecież wyrastać na środku chodnika. Mogą być zlokalizowane na chodniku tuż przy jezdni. Niewidomy z białą laską, idąc chodnikiem, trzyma się zawsze tej odległej od ulicy strony chodnika. Byłoby pięknie, gdyby na jego drodze nie wyrastały kosze, reklamy, znaki drogowe, czy inne niespodzianki. Zapraszam architekta miejskiego i osoby związane z organizacją naszej przestrzeni na wspólny spacer po Bydgoszczy. Oczywiście, z zawiązanymi oczami. Wtedy może te osoby zrozumieją, o czym mówię. Zauważcie, że inna lokalizacja latarni, znaków drogowych, czy innych przeszkód na drodze niewidomego kosztuje tyle samo, co obecne rozwiązania. Zabrakło jedynie wczucia się w potrzeby osób niewidomych.

Od kilku lat każda nowa inwestycja musi uzyskać certyfikat dostępności. Często wykonawcy robót podchodzą do tego obowiązku jak do jeża. Trzeba to odfajkować i sprawa załatwiona. Potem powstają dziwolągi, które w niewielkim stopniu służą osobom niewidomym. Przykładem niech będą rowki prowadzące dla niewidomych, które powstają przy okazji przebudowy chodników. Zasada jest prosta: niewidomy umieszcza koniec laski w rowku i jak po szynie podąża w określonym kierunku. Cóż jednak zrobić, kiedy część rowków  urywa się nagle z niezrozumiałych powodów, albo kończy się na trawniku, czy ścianie budynku. Świadczy to o kompletnym niezrozumieniu roli takiego rowka prowadzącego przez architektów przestrzeni miejskiej. Zgodnie z prawem rowek musi być i jest. Cóż z tego, że jest mało funkcjonalny. To nie nasz problem. Tu znowu zabrakło empatii i wzajemnego szacunku.

Raz na pięć lat niewidomy może wystąpić o dotację na zakup sprzętu elektronicznego. Pięć lat w kwestiach cyfrowych to niemal wieczność, pomińmy jednak te kwestie. Miejmy nadzieję, że wraz z rozwojem gospodarki naszego kraju ten okres oczekiwania będzie się skracał. Dużo ważniejszą kwestią jest wszechwładza urzędników w określeniu tego, co jest, a co nie jest potrzebne niewidomym. Przepisy określają, że niewidomy raz na pięć lat może kupić sprzęt elektroniczny za 24 000 zł. Kolejne zdanie tego przepisu ogranicza wydatki na sprzęt brailowski do kwoty 15 000 zł. Tu zaczynają się schody. Zrobiłem mały sondaż wśród niewidomych, pytając jak urzędnicy interpretują te przepisy w ich miejscowościach. Okazuje się, że bardzo różnie i często ze szkodą dla niewidomych. W Olsztynie, czy w Warszawie niewidomy może kupić doskonały sprzęt elektroniczny za całe 24 000 zł. W Bydgoszczy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie uważa, że niewidomy musi kupić sprzęt brailowski  za 15 000 zł, a za resztę, czyli za 9000 zł, dokupić niezbędne dla siebie laptop i komórkę. Do urzędników nie dotarło, że przy obecnym rozwoju technologii cyfrowej pismo Braille’a staje się przeżytkiem. Po co opisywać lek znakami Braille’a, jeżeli odpowiednia aplikacja iPhona bez problemu odczyta nazwę tego leku. Po co tworzyć dokumenty w piśmie punktowym, skoro inna aplikacja telefoniczna może zeskanować I odczytać każdy maszynopis. Przymuszanie niewidomych do zakupu urządzeń brailowskich jest zwykłym marnotrawieniem publicznych pieniędzy. Czy nie byłoby lepiej dla niewidomego, aby za dotacje kupił najlepszego na świecie iPhone’a i najlepszego na świecie MacBooka. Celowo podaję nazwy sprzętów, to nie jest kryptoreklama. Te sprzęty są najbardziej przyjazne niewidomym.

Ich cena i wysoka jakość to powód pojawienia się kolejnej bariery pomiędzy światem osób widzących i niewidomych. Pamiętam moją rozmowę z doświadczonym tyflopedagogiem na co dzień pracującym z niewidomymi dziećmi. Z nieukrywaną zazdrością w głosie powiedział: Ja za swoją pensję nigdy nie będę miał takiego sprzętu, jak moi uczniowie. Ja wtedy opisałem mu różnice pomiędzy sprzętami. W MacBookach czytnik ekranowy, czyli gadaczka jest częścią systemu operacyjnego. Włączenie gadaczki nie powoduje zawieszenia komputera. W laptopach typu PC trzeba dołożyć gadający program typu Jaws, czy NVDA. Taka gadaczka często powoduje zawieszenie się całego systemu operacyjnego komputera PC i wtedy niewidomy musi prosić o pomoc osoby widzące. Podobnie rzecz się ma z funkcjonalnością telefonów typu iPhone. Każda aplikacja na każdym modelu iPhone’a działa identycznie. Są to w większości darmowe aplikacje. W smartfonach różnych producentów część funkcji konkretnych aplikacji może nie działać. I znowu ten niewidomy nie wie, co stało się z jego telefonem. Musi prosić o pomoc osoby widzące.

W obecnych czasach dobry iPhone i dobry MacBook zapewniają niewidomemu normalne funkcjonowanie w otaczającej go rzeczywistości i w świecie cyfrowym. Zastępuje dotychczasowe pismo Braille’a. Dlaczego urzędnicy nadal uparcie trzymają się pisma punktowego? Odpowiedź jest prosta – istnieje potężne lobby, które promuje funkcjonowanie tego alfabetu. Są to producenci niezwykle drogich sprzętów brailowskich, cała armia nauczycieli alfabetu Braille’a i setki firm, umieszczających kropeczki w instytucjach państwowych w ramach tak zwanej dostępności. Kogo może obchodzić, że coraz więcej niewidomych nie zna alfabetu Braille’a? Kropeczki sprawiają, że urzędnik może określić swoje biuro, jako pomieszczenie dostępne dla niewidomych. Może odfajkować problem.

W tym miejscu powrócę do mojej rozmowy ze znajomym tyflopedagogiem. Tu pojawiła się kolejna bariera pomiędzy naszymi światami. Wielu z czytelników tego felietonu pomyśli: tym niewidomym zupełnie przewróciło się w głowie. Domagają się 24 000 zł na iPhone’a i MacBooka, a niby dlaczego? Otóż dlatego, że jest to działanie w imię solidaryzmu społecznego. Jeżeli chcemy nazywać nasz kraj cywilizowanym, to musimy dbać o potrzeby tych słabszych i wyrównywać im szansę na normalne funkcjonowanie. Wiele lat temu widziałem. Byłem wtedy wziętym dziennikarzem prasy ogólnopolskiej, zawsze pracowałem na etacie. Zarabiałem wielokrotność średniej krajowej. Możliwość takiego dostatniego życia straciłem wraz ze wzrokiem. Przez cały czas mojej pracy zawodowej odprowadzałem potężne podatki do budżetu państwa. Teraz mam prawo liczyć na rewanż ze strony urzędników mojego kochanego kraju. Zazdrośnikom powiem jedno: każdy z niewidomych chętnie odda ci ulgowe przejazdy, dotowane sprzęty, czy inne przywileje, jeżeli oddasz mu swój wzrok. Jeżeli mój felieton pomógł ci w zrozumieniu niektórych barier pomiędzy światem osób widzących, a światem osób niewidomych, to jesteśmy o krok bliżej do zjednoczenia się tych dwóch światów…
Grzegorz Dudziński
Dziennikarz z dwudziestoletnim stażem pracy w gazetach ogólnopolskich, absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za „wybitne osiągnięcia dziennikarskie”.
Źródło: https://tygodnikbydgoski.pl/felietony/z-cyklu-slepym-trafem-otworz-oczy-i-zobacz

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top