Uważam, że język hiszpański jest  piękny, melodyjny, gorący i doskonale zaspokaja ludzką potrzebę ekspresji. Łatwo wpada w ucho i przyjemnie go słuchać. Ma on w sobie coś takiego, co sprawia, że wszystko we mnie skacze z radości, gdy go słyszę. To pełen emocji i energii, język z duszą i właśnie dlatego bardzo mi się podoba.
Postanowiłam więc, że nauczę się hiszpańskiego. Dla chcącego nic trudnego. Jeśli uwierzymy we własne możliwości, to na pewno nam się uda. Wystarczy jedynie wiedzieć, czego naprawdę chcemy i uparcie, małymi kroczkami dążyć do obranego celu. A materiały, sposób nauki i cała reszta wyjdzie w praniu. W pierwszej chwili pomyślałam: „Oszalałam chyba. Łatwo powiedzieć – nauczę się. Przecież tracę wzrok. Jak niby mam to zrobić? Gdzie, jak, no i przede wszystkim, za pomocą czego oraz na jakich materiałach?”
Pewnie, że nie było łatwo, ale jestem uparta i kiedy coś postanowię, to nie ma na mnie mocnych. Jeśli powiedziałam – A, to trzeba też powiedzieć – B. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Zdecydowałam, że naukę języka hiszpańskiego rozpocznę samodzielnie, korzystając z materiałów, które zdołam znaleźć. A dopiero później pomyślę o płatnej formie kształcenia. I to raczej indywidualnego. W szkołach językowych podejście do osób z dysfunkcją wzroku często pozostawia wiele do życzenia. Poza tym zajęcia w grupie, podczas których korzysta się z nieprzystosowanych do naszych potrzeb materiałów czarnodrukowych, są mało przydatne dla osoby tracącej wzrok, bądź go pozbawionej.
Jeśli, przy znacznie ograniczonym widzeniu, jestem w stanie samodzielnie zadbać o własny dom i siebie, korzystać z komputera i czytać książki, to czemu nie miałabym nauczyć się języka obcego, który od dawna za mną chodził?

Zawsze najtrudniejsze są początki

Najpierw należy pomyśleć o tym, jaki rodzaj materiałów będzie najbardziej odpowiedni dla osoby niedowidzącej. Tracąc wzrok, a więc mając go i nie mając jednocześnie, trzeba zdecydować – czarnodruk, pismo brajlowskie, czy może jedynie wersja elektroniczna. Pozwoli to na uniknięcie frustracji związanej z niemożnością swobodnego korzystania ze wzroku.
Z technicznego punktu widzenia nie ma większych przeszkód. Przeciętna osoba z problemami wzrokowymi ma w domu w miarę sprawny komputer z dostępem do Internetu i czytnikiem ekranu na pokładzie. Niekiedy mamy też dyktafon, maszynę brajlowską z kilkunastoma kartkami papieru czy też lupę i czarny, grubo piszący marker. Gdy już wiemy, co najlepiej odpowiada naszym potrzebom i możliwościom uczenia się, czas pomyśleć o tym, w oparciu o jakie źródła i materiały pomocnicze uczyć się języka, skąd wziąć to, czego potrzebujemy, w jaki sposób się uczyć (samodzielnie czy z pomocą drugiej osoby) i jakimi metodami.

Tradycyjnie – ze słownikiem

Pierwsza rzecz, jaka przyszła mi na myśl, to porządny słownik do języka hiszpańskiego i dobre rozmówki. Potrzebne jest przecież porządne źródło zawierające słownictwo. Baza, w której można sprawdzać znaczenie i pisownię. Przyda się także źródło podstawowych zwrotów obcojęzycznych. Pomyślałam, że kupię sobie w miejscowej księgarni czarnodrukowy słownik i rozmówki za niewielką cenę i korzystając z lupy elektronicznej o dosyć dużym powiększeniu spokojnie sobie poradzę. Proste, wykonalne, ale mało praktyczne. Kupiłam jedno i drugie, wzięłam lupę i okazało się, że wzrok jest za słaby, aby poradzić sobie z czytaniem przy tym powiększeniu druku, które daje lupa, a korzystanie ze słownika jest niewygodne i uciążliwe. Przeliczyłam się, oceniając na wyrost resztki mojego wzroku.
Postanowiłam poszukać słownika w wersji elektronicznej. Program udźwiękawiający posiadam, więc powinno być łatwiej. Wystarczy wybrać dobrego wydawcę, dokonać zakupu i korzystać z płyty. Tym razem okazało się, że twórcy multimedialnych słowników elektronicznych chyba nie wzięli pod uwagę użytkowników czytników ekranu. Oferta wydawnicza jest trzeba przyznać spora, ale próba dowiedzenia się w księgarni czy wybrany słownik będzie współpracował z czytnikiem ekranu zakończyła się niepowodzeniem. Sprzedawcy zwyczajnie nie mają pojęcia o istnieniu takiego oprogramowania, a jeśli nawet ktoś coś słyszał, to z pewnością informacje te nie były wystarczające, by odpowiedzieć na moje pytanie. A może dałoby się wypróbować taki słownik przed zakupem? Przyniosę laptop z moim czytnikiem ekranu, włożymy płytę i, jeśli wszystko pójdzie dobrze, kupię słownik?
Nic z tego. Otwarcie pudełka z płytą jest równoznaczne z zakupem oprogramowania.
Pozostał więc Internet. Rozmawiając z przyjacielem nadmieniłam, że zamierzam uczyć się języka hiszpańskiego i poszukuję słownika, z którego będę mogła sprawnie i w miarę swobodnie korzystać. Po rozmowie dostałam od niego linki do słowników internetowych, z których korzystają również osoby niewidome. Najbardziej obiecujący dla początkujących i bodaj najłatwiejszy w użyciu okazał się być Ling. Spróbowałam. Za pierwszym razem trzeba trochę czasu poświęcić na obejrzenie strony, ale można z niej korzystać. Koleżanka wspominała coś o słownikach na iPhone’a, ale mam ten telefon od niedawna i trochę się jeszcze boję tych wszystkich komputerowych funkcji telefonu. Nie odważyłam się więc spróbować.
Kolejnym niezbędnym krokiem było poszukanie źródła gramatyki, zawierającego także ćwiczenia pisemne. Do lokalnej biblioteki nie było najmniejszego sensu się wybierać. Choć pracownice bardzo sympatyczne i pomocne, to czarnodruk znowu okazałby się nieprzydatny. Również przeglądanie zgromadzonej w domu prenumeraty – Easy Espanol było bez sensu. Gazetki zbierałam miesiącami, ale nigdy dość czasu na ich studiowanie nie było. Teraz czasu wprawdzie jest dość, ale wzrok już nie ten, co kiedyś, nie pozwala na korzystanie z nich bez angażowania kogoś z domowników.

Więc może coś specjalnego?

Ale chwileczkę, jeśli są biblioteki ogólnodostępne, to zapewne jest też biblioteka dla osób niewidomych i niedowidzących.
No i… Bingo! Pismo brajlowskie bardzo lubię. Życie zmusiło mnie, żeby nauczyć się z niego korzystać. Nie żałuje, że na tę naukę czas poświęciłam. Obecnie używam brajla do robienia notatek. Wierzcie lub nie, ale książki brajlowskie też z przyjemnością czytam, choć alfabetu zaczęłam uczyć się dopiero po studiach. W bibliotece znalazłam interesujący mnie kurs językowy i rozmówki. Radiowy kurs języka hiszpańskiego uważam za bardzo dobry. Naukę z nagrań wspomaga wersja brajlowska. Szkoda tylko, że podręcznik brajlowski wydano jedynie do pierwszej części kursu. Dobre jednak i to, ponieważ wersja brajlowska umożliwiła mi zapoznanie się z pisownią słówek, ćwiczenie umiejętności czytania w tym języku, utrwalanie pisowni, dość dokładne zapoznanie się z gramatyką, wykonywanie i sprawdzanie ćwiczeń pisemnych oraz pogłębianie zakresu słownictwa za pomocą zamieszczonych słowniczków. Początkowo ćwiczenia pisemne wykonywałam używając papieru i flamastra, ale kiedy odczytywanie zapisanych przeze mnie kulfonów stało się prawie niemożliwe, Porzuciłam flamaster na rzecz maszyny i to właśnie za jej pomocą zaczęłam wystukiwać ćwiczenie za ćwiczeniem.
Rozmówki polsko-hiszpańskie przypadły mi do gustu. Dobrze podzielone tematycznie, bogactwo zwrotów i słownictwa. Niestety wydanie okrojone.
Mimo tego okrojenia, zachęcona wygodą przyswajania wiedzy, wpadłam w wir robienia notatek głosowych i brajlowskich. Dialogi, słówka, zagadnienia gramatyczne. Słówka wchodziły same, jakbym je już znała. Nie musiałam zbytnio się wysilać, by je zapamiętać. Chłonęłam jak gąbka. W międzyczasie w bibliotece pojawił się nowy podręcznik. Uważam, że materiał przydatny do nauki języka obcego dla osoby niewidzącej, to materiał dobrze podzielony i opisany, czy to w postaci spisu treści czy wskazówek na wstępie, a także pozbawiony różnorodnych błędów. Wówczas łatwiej jest się uczyć, szukać różnych rzeczy, zaplanować i rozłożyć naukę.
Ale to było dla mnie mało. Zaczęłam szukać nagrań i kombinować, jak jeszcze inaczej mogłabym osłuchiwać się z językiem. Od koleżanki dostałam nagrania – Blondynki na językach. Okazały się przydatne. Krótkie nagrania zawierające określoną z góry liczbę zwrotów i słówek pozwalają na ćwiczenie wymowy i poszerzanie wiadomości. Jednocześnie uczą samodyscypliny. Przejście do kolejnego nagrania warunkuje sto procent poprawnych wypowiedzi udzielonych w poprzednim nagraniu.

Język w sieci

Zasugerowano mi także telewizję i radio obcojęzyczne. Warunków na telewizję obcojęzyczną nie mam, a komputera w tym celu na razie nie zamierzam używać. Słuchanie radia internetowego na komputerze jest łatwe, a wśród tej masy stacji z pewnością znajdę coś dla siebie. Znalazłam i słucham, kiedy tylko mogę. W ten sposób utrwalam intonację, wymowę i słownictwo. Od reklam, przez audycje, po piosenki. Zaczęłam tłumaczyć teksty zasłyszanych w radiu piosenek.
Sama nie wiem, kiedy przyciągnął mnie Internet. Chodząc po nim, tu i tam, mimowolnie rozpoczęłam szukanie  stron WWW, na których mogłabym się czegoś nowego dowiedzieć, czy też coś podszlifować. Strony są przeróżne. Jedne bardziej dostępne, drugie mniej. Jedne przejrzyste i czytelne, a drugie wręcz przeładowane informacjami i różnymi rodzajami kontrolek i często bywa tak, że czytniki ekranu zwyczajnie nie radzą sobie z ich obsługą. Często bywa też tak, że dla osób niedowidzących strony są mało czytelne. Jednym słowem, wygląda na to, że jeszcze chyba musi upłynąć trochę wody w Wiśle, zanim wszyscy twórcy stron internetowych będą brali pod uwagę zasady projektowania stron internetowych, opracowane przez konsorcjum W3C.

Audiolingo

Przedzierając się przez sieciową pajęczynę, często myślałam, że świetnie byłoby, gdyby ktoś opracował stronę internetową, dzięki której niewidomi mogliby uczyć się języków obcych w prosty i intuicyjny sposób.
Okazało się, że moje marzenie się spełniło, bo oto któregoś dnia trafiłam na serwis:
www.audiolingo.pl.
Postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie powyższa strona jest dostępna dla niewidomych i niedowidzących. A także, w jakim stopniu można z niej skorzystać przy nauce języka obcego.
Otworzyłam i przyznam, że strona mnie trochę zaskoczyła. Okazało się, że wyglądem oraz funkcjonalnością znacznie odbiega od większości powszechnie dostępnych stron internetowych. Ogólnie mówiąc, jest dość uboga w różne kontrolki, w miarę przejrzysta i prosta w obsłudze. Na wstępie dowiedziałam się, że w ofercie serwisu znajduje się pięć multimedialnych kursów językowych, w tym, cóż za radość… Kurs języka hiszpańskiego! W czasie nauki będzie mi towarzyszył wirtualny lektor. Korzystanie ze strony jest możliwe dzięki specjalnemu czytnikowi ekranu, bądź opcji wersji głosowej serwisu. A nawigacja za pomocą klawiatury numerycznej ma być łatwa i przyjemna. No i tyle na wstępie. Dla mnie to trochę mało. Tyle samo można przeczytać na opakowaniach niektórych czekolad.
Z doświadczenia wiem, że pozory mogą mylić, więc zabrałam się za oglądanie owego jajka niespodzianki wszelkimi możliwymi sposobami. Używam czytnika Window-Eyes. Uważam, że jakkolwiek obsługa omawianego serwisu nie nastręcza większych trudności, to wersja głosowa, która uruchamia się w momencie wejścia na stronę, chyba nie do końca przygotowana jest z myślą o osobach niewidomych. Według mnie jest ona jeszcze niedopracowana. No i dla kogo właściwie ma być ta wersja głosowa? Przecież chyba każda osoba, potrzebująca z powodu wzroku jakichś technologii wspierających, korzystając z komputera używa darmowego lub komercyjnego czytnika ekranu. Poza tym, jeśli ktoś robi już stronę internetową specjalnie z myślą o niewidomych, to bierze pod uwagę wytyczne WCAG, czyli mówiąc ludzkim językiem, uwzględnia sposób działania czytników ekranu a tym samym sposób funkcjonowania w sieci potencjalnych użytkowników swego serwisu. mimo tych wszystkich zastrzeżeń muszę przyznać, że głos, którego użyto do udźwiękowienia serwisu, jest przyjemny dla ucha i wyrazisty, a dykcja jest w miarę dobra, zaś odszukiwanie linków za pomocą nawigacji opartej na klawiaturze numerycznej rzeczywiście jest łatwiejsze i szybsze, choć funkcja ta nie zawsze działa prawidłowo. Sądzę jednak, że dla osoby niewidomej opcja głosowa serwisu jest zwyczajnie mało praktyczna. Głos aplikacji zakłóca mowę syntezatora i bywa też, że nie towarzyszy nam tam, gdzie byśmy tego oczekiwali. Ale to już kwestia upodobań. Na szczęście głos lektora jest opcjonalny i możliwy do wyłączenia za pomocą tego samego odnośnika, którym go uaktywniamy, tj. pierwszego od góry strony. Gdyby komuś jednak bardzo spodobała się taka forma pracy ze stroną, istnieje drugi sposób, mianowicie wyłączenie czytnika ekranu, choć zdecydowanie to odradzam.
Poszukując dodatkowych informacji, zdecydowałam się „zajrzeć pod złotko” i zapoznać się z treściami zawartymi w zakładkach – regulamin i deklaracja dostępności.
No i proszę, proszę. Okazało się, że zobaczenie i korzystanie z Audiolingo jest możliwe wyłącznie po uprzednim dokonaniu rejestracji w tymże serwisie. Pocieszyła mnie informacja, że dostępna jest wersja demo. Dobrze, diabli wiedzą jak ten kurs w ogóle wygląda i czy okaże się przydatny. Jeśli bym się zdecydowała, to muszę zapisać się na dany kurs i z góry za niego zapłacić. No dobrze, ale jakie warunki muszę spełniać, żeby móc korzystać z serwisu?
Według administratora niezbędny jest dostęp do Internetu. Oczywista sprawa, inaczej nie byłoby mnie na tej stronie. Podobnie z przeglądarką stron WWW. Tutaj mam jedną dość istotną uwagę. Otóż w przypadku zainstalowanej na moim komputerze wersji MS Internet Explorera (używam wersji 9.0), na dzień ukończenia tekstu, wersja głosowa serwisu nie działa, a ponad to odtwarzanie nagrań używanych jako materiały do nauki podczas kursu nie jest możliwe. I to nie problem jedynie mojego komputera. Jeśli już podajemy od jakiej wersji przeglądarki możliwe jest korzystanie z danej strony internetowej, to rozumiem, że administrator poświęcił trochę czasu i najpierw sprawdził, jak ta dostępność wygląda w rzeczywistości. Na szczęście najnowsza wersja Mozilli Firefox (podczas pisania artykułu korzystałam z wersji 33.11) bez problemu radzi sobie ze stroną. Administratorzy serwisu zamiast zadać sobie trochę trudu i sprawdzić, co i jak działa bodaj w najczęściej spotykanych konfiguracjach po prostu schowali się za zwykle w takich sytuacjach spotykanymi formułkami prawnymi. Jeśli pewnym wymaganiom technicznym nie jesteśmy w stanie sprostać, to może należałoby o tym napisać. Tymczasem twórcy serwisu, idąc po linii najmniejszego oporu stwierdzają, że nie gwarantują poprawności funkcjonowania serwisu. To właściwie dlaczego mam za cokolwiek płacić? To jest jak kupowanie kota w worku, ale takie, że sprzedawca nie zapewnia czy kot tam jest i nie odpowiada za to, że worek może się okazać pusty. Skoro nie znam języka i chcę się go dopiero zacząć uczyć, to niby skąd mam wiedzieć o istniejących błędach. Jeśli administrator miał na myśli błędy merytoryczne, to zapowiada się ciekawie. Rozumiem, że w przypadku książek brajlowskich mogą zdarzyć się błędy w trakcie druku, ale na stronie internetowej można je przecież szybko skorygować! Chyba, że nikt nie sprawdza poprawności tego, co zamieszcza. Zajrzyjmy może do deklaracji dostępności.
Informacje tam zamieszczone są, delikatnie mówiąc, mało precyzyjne dla przeciętnego zjadacza chleba. Należałoby dodać notkę, kiedy klawisz TAB, a kiedy klawiatura numeryczna, bo akurat w tym przypadku ma duże znaczenie fakt, czy wersja głosowa jest włączona czy też nie. Wątpliwe jest, czy owa strona za każdym razem jest tak kompatybilna z czytnikami ekranu, żeby wersja głosowa mogła być dla nich alternatywą. Dla osób niedowidzących rzeczywiście jest dostępna, przejrzysta, z dobrym kontrastem tekstu względem tła. Co do reszty wymienianych zalet, to mam okazję osobiście się o nich przekonać.
No więc do dzieła.
Rejestracja w serwisie nie grozi niestrawnością. Tak przynajmniej zapewniają nas jego twórcy. Choć podobno do niczego ona nie zobowiązuje, to w regulaminie możemy znaleźć listę obowiązków użytkownika. Jeśli zdecydujemy się na logowanie wspomagane jedynie głosową wersją strony, to nie liczmy na to, że usłyszymy od aplikacji: gdzie aktualnie jest kursor, co wpisujemy i czy prawidłowo wszystko wpisaliśmy. Nie mamy tutaj żadnej kontroli nad stroną, ani możliwości sprawdzenia poprawności wpisu. Taką wygodę zapewni nam wyłącznie czytnik ekranu. Proponowany formularz rejestracyjny wyglądem nieco odbiega od zwykle spotykanych formularzy tego rodzaju. Każde z pól edycyjnych zostało umieszczone na oddzielnej podstronie. Nie wiem, w jakim celu zastosowano taki zabieg. Ale jeśli chodziło o większą przejrzystość, to muszę przyznać, że się udało. Rejestracja jest bardzo łatwa. Wystarczy wpisać adres e-mail wraz z kilkucyfrowym pinem i gotowe.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się bogatszego wnętrza. A tymczasem jest przeciętnie. O ile nie mniej niż przeciętnie. Wewnątrz serwisu znajdziemy niewiele zakładek. Poza tymi, o których już wspomniałam, kilka standardowych, dotyczących: kontaktu z administratorem i logowania. Jedynie dwie dotyczą nauki języka. Niestety korzystanie z Audiolingo jest wyłącznie intuicyjne, uczymy się go metodą prób i błędów oraz domysłów. Brak bowiem szczegółowego opisu, w jaki sposób należy korzystać z serwisu, co oznaczają poszczególne słowa czy zakładki, co do czego służy. To jak pozostawić niewidomego pośrodku nieznanego miasta, o bezludnej porze i niech sam sobie szuka wiatru w polu. To już nie wystarczy, że każdą stronę trzeba najpierw obejrzeć? To trzeba jeszcze główkować, co do czego służy i jak się tego używa? Chcąc w ogóle zobaczyć, jak wygląda propozycja kursu, udałam się do zakładki – nauka. Trochę czasu zajęło mi dotarcie do sedna. Rzecz przypomina rozkładanie drewnianej Matrioszki na czynniki pierwsze. Tak właściwie to nie ma możliwości przejścia od najgłębszej podstrony do strony startowej. Zdaje się, że czegoś takiego jak link, umożliwiający przejście do tej strony, wcale nie ma. W każdym razie ja takiego odnośnika nie zauważyłam. Nie chodzi przecież o to, żeby ponownie oglądać zewnętrzne opakowanie produktu. Ile to razy można wracać do poprzedniej strony. Zapowiedziana wersja demo oczywiście jest. Za darmo można więc poużywać do przejedzenia. Z ciekawości weszłam w zakładkę – cennik i zakup. Wszystkie kursy są w tej samej cenie, za jedyne kilkadziesiąt złotych. Czy to jest za drogo? To zależy od zasobności naszego portfela oraz od tego, co kurs ma nam do zaoferowania. W nadziei, że dowiem się, co obejmuje interesujący mnie kurs, czegokolwiek, kliknęłam link z kursem języka hiszpańskiego. Surprise!
Zamiast oczekiwanych informacji znalazłam powiadomienie, że dane do zapłaty za kurs zostały przesłane na mój adres. A gdzie wspomniana w regulaminie konieczność zapisu na wybrany kurs językowy? Gdzie niby miałam się zapisać? A czy ktoś pytał mnie, czy chcę go kupić? Ani jednego przycisku – kup teraz. Nie wiedząc, czy jestem zobligowana do zapłaty czy też nie, nawiązałam mailowy kontakt z administratorem. Na szczęście okazało się, iż fakt pojawienia się danych do zapłaty w mojej skrzynce pocztowej, do niczego nie zobowiązuje. Przy okazji dowiedziałam się, że zdarzają się promocje i że niedawno takowa była. Czy informacje o ewentualnych promocjach nie powinny być czasem zamieszczone w regulaminie? A może na stronie powitalnej? No w każdym razie gdzieś, gdzie początkujący użytkownik serwisu ma szansę je zauważyć.
Pierwsze wrażenie z samego kursu zachęca do zbadania całości. Znajdziemy tam podział na rozdziały, lekcje i zagadnienia. Są słówka, gramatyka, teksty i dialogi oraz biblioteczka. Wszystko pięknie, ale chwileczkę, momencik. O ile mi wiadomo, to naukę języka obcego rozpoczynamy od zapoznania ucznia z alfabetem i zasadami wymowy. Jak można przyswoić język obcy bez omówienia poszczególnych głosek, nie porównując ich z językiem ojczystym. To przecież podstawa poprawnego czytania, pisania i komunikowania się w danym języku.
No nic, trudno. Na szczęście te zasady już znam.
Postanowiłam najpierw zajrzeć do słówek. Muszę przyznać, że proponowane przez autorów rozwiązanie mile mnie zaskoczyło. O dziwo, wersja głosowa serwisu w miarę dobrze się tutaj sprawdza. Trzeba zamknąć czytnik ekranu i wesprzeć się wspomnianą powyżej nawigacją z użyciem klawiatury numerycznej. Przy włączonym czytniku ekranu po prostu nie działa ona zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Za pomocą samego czytnika też spokojnie damy sobie radę. Mamy tu możliwość pracy nad słówkami w dwóch kierunkach. Uważam to za zaletę, gdyż przyswajając kolejne słowa, pracujemy jednocześnie nad właściwą wymową i poprawną pisownią, zarówno z języka polskiego na język obcy, jak i odwrotnie. Dobrze dobrana sygnalizacja dźwiękowa, słyszana podczas wpisywania liter, pozwala nam na kontrolowanie poprawności naszego zapisu, a także na utrwalenie pisowni. Poza tym możemy kilkakrotnie powtórzyć dane słowo. Na samym początku jesteśmy informowani, jak wygląda nauka w tym obszarze i o czym należy pamiętać, a także co dodatkowo trzeba ustawić. W przypadku tego rozwiązania brakuje mi informacji, jaką ilość słówek zawiera każda lekcja. Nie wiem, czy przyswajanie około 20 słów jednorazowo, to nie jest zbyt dużo. Sądzę też, że wzmianka o konieczności ustawienia odpowiedniego języka klawiatury oraz o sposobie wpisywania dwuznaków w danym języku, powinna znaleźć się dużo wcześniej i być dokładniejsza. Może kurs powinno otwierać wprowadzenie zawierające informacje natury technicznej, przydatne niedysponującemu głęboką wiedzą z zakresu informatyki użytkownikowi? Niezbyt jasne jest użycie przycisku: sprawdź. Ponadto informacja o dostępnych opcjach nawigacyjnych, dotycząca wszystkich modułów, powinna znaleźć się na samym początku. Obok tych zastrzeżeń natury kosmetycznej, wskazać jednak trzeba na poważne, uprzykrzające życie użytkownika serwisu Audiolingo błędy. Zdarza się, że klawisz Enter, który ma służyć do zatwierdzania wpisanego słowa, powoduje przeskoczenie do strony startowej. To nie byłoby najgorsze. Ostatecznie wiele różnych dziwnych rzeczy można spotkać w interfejsach używanych na co dzień aplikacji. Problem jednak w tym, że zachowanie omawianej tu strony internetowej jest niestabilne. Nigdy nie wiemy, kiedy „wyrzuci” nas na pierwszą stronę. Ponad to w serwisie są chyba błędy. W niektórych miejscach poprawne wpisywanie słówka jest po prostu niemożliwe. Próba wpisywania zwyczajnie zgłasza błąd. Trudno przecież od ucznia oczekiwać, że domyśli się, co jest przyczyną takiego błędu i będzie naukę konsultował ze źródłami zewnętrznymi.
W obszarze gramatyki nie zauważyłam większych uchybień, choć i tutaj mam kilka uwag. Korzystanie z czytnika ekranu w tym miejscu nie sprawia żadnych trudności. Musimy jedynie pamiętać o uprzednim ustawieniu obcojęzycznego głosu syntezatora, aby mieć możliwość prawidłowego odczytywania wyrazów i zdań w danym języku. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby i o tym przypomnieć użytkownikowi. Zaś korzystanie z wersji głosowej w tym przypadku ma moim zdaniem poważną wadę. Wprawdzie usłyszymy sprawnie i płynnie przeczytany tekst, ale nie mamy możliwości zatrzymania nagrania. Jeśli ktoś jest w stanie na raz wszystko zapamiętać, to gratuluję. Jeśli nie, to pozostaje wyłącznie słuchanie tego samego w koło Macieju. Poza tym uważam, że wymowa zdań w języku obcym jest mało wyraźna. Zdarza się też, że nie wszystkie słowa czy zwroty są od razu przetłumaczone. A ponadto w niektórych miejscach przydałoby się więcej przykładów i precyzyjniejsze wyjaśnienia.
Propozycja nauki w zakresie tekstów i dialogów mnie rozczarowała. Wchodząc tu za pierwszym razem, nie byłam w stanie zorientować się, o co właściwie chodzi. Wersja głosowa pozwala jakoś się w tym wszystkim połapać, ale próba korzystania w tym miejscu jedynie z czytnika ekranu najprawdopodobniej zakończy się niepowodzeniem. Szczerze mówiąc, momentami zastanawiałam się, czy nagrania są dobrze skonstruowane i czy ktoś się nie pomylił, mówiąc i pisząc kilkakrotnie to samo. Także intonacja polskiego lektora jest dla mnie trochę przesadzona. Ćwiczenie owszem jest, ale brak jakiegokolwiek wyjaśnienia, w jakiej sytuacji używamy danego zwrotu. W tym miejscu spodziewałam się usłyszeć płynnie przeczytany dialog, mieć możliwość jego powtórzenia, a dopiero potem tłumaczenia i wykonywania ćwiczeń na jego podstawie. Za taką naukę to ja chyba podziękuję.
Ostatnim ogniwem kursu jest biblioteka dźwięków. Pomysł bardzo fajny, choć nie do końca przemyślany. Jest kilka niedociągnięć tak technicznych, jak i treściowych. Wybierając wersję głosową, niestety nie usłyszymy polskiej informacji o tym, czego dotyczy dany dźwięk. Owszem, usłyszymy słówko w języku obcym, ale nie dowiemy się, co ono oznacza w języku ojczystym. W danym momencie nie mamy możliwości sprawdzenia jego znaczenia. Jeśli zaś wybierzemy naukę z wykorzystaniem czytnika ekranu, to usłyszymy obcojęzyczne słówko, ale polski odpowiednik musimy sami znaleźć na stronie, korzystając z nagłówków, klawisza TAB czy strzałek. Poza tym proponowane tutaj dźwięki nie zostały zbyt dobrze dobrane. Według mnie niektóre z nich są nieprzyjemne, mało wyraziste, mylące, a nawet dwuznaczne. Często ten sam dźwięk można skojarzyć tak z przedmiotem czy osobą, jak i z wykonywaną czynnością. Ciężko też wpaść na to, że twórcom serwisu chodzi o przejściowy stan fizyczny człowieka. Mam tu na myśli takie dźwięki, jak na przykład: przyjęcie i rozmowa, zakupy w supermarkecie, dziecko i płacz, krzyk i ból, woda i kąpiel, filiżanka, przeziębienie itd. Ponadto układ dźwięków w obrębie jednej lekcji przypomina worek różności. W jednym miejscu, przykładowo: toaleta, wojna, jedzenie, zwierzęta, morze itp. Chwilami po prostu robi się niedobrze. Wydaje mi się, że dużo łatwiej jest uczyć się kategoriami. Możemy choćby porównywać pisownię i szukać podobieństw, które ułatwią zapamiętanie słówka. Brakuje też informacji, co za dźwięki znajdują się w danej lekcji, z jakiej kategorii, a także ile ich jest łącznie. Znajdziemy jedynie na wstępie króciutką instrukcję, co trzeba robić. Na koniec każdej lekcji otrzymamy gratulacje za opanowanie całości materiału.
Podsumowując, moim zdaniem na duże uznanie zasługuje sam fakt, iż ktoś w ogóle wpadł na pomysł stworzenia serwisu przeznaczonego wyłącznie do nauki kilku wybranych języków obcych, pamiętając jednocześnie o osobach niewidomych i niedowidzących. Nie mniej jednak uważam, że jego wygląd i funkcjonalność nie została dosyć dokładnie przemyślana i wymaga kilku poprawek, tak technicznych, jak i merytorycznych. Jeśli autorzy serwisu włożą w to trochę pracy, to być może w przyszłości będzie to naprawdę fajna i całkiem przystępna strona. Poprawek wymaga nie tylko sama funkcjonalność serwisu, ale i jego kompatybilność z przeglądarkami. Zdarzają się bowiem problemy z ładowaniem kolejnych podstron. Nie jestem informatykiem, a jedynie przeciętną użytkowniczką, więc nie będę rozdrabniać się na szczegóły w tym zakresie. Po to zamieszczamy na stronie regulamin korzystania z serwisu, aby wspomnieć tam nie tylko o dostępie do Internetu, ale także o systemie, typach czytników ekranu, oprogramowaniu i dodatkowych aplikacjach czy wtyczkach. Wygląd strony został maksymalnie uproszczony, ale według mnie za bardzo. Przede wszystkim brakuje mi odnośnika – jak korzystać z serwisu Audiolingo. Proponuję zerknąć, jak wygląda strona serwisu wypożyczeń on-line biblioteki dla niewidomych w Warszawie. Pozwoliłoby to na sprawniejsze korzystanie z Audiolingo i zaoszczędziło niepotrzebnego zdenerwowania.
Informacje o ustawieniach dotyczących klawiatury, a także obcojęzycznym głosie czytnika ekranu, umieściłabym w postaci odrębnych linków na stronie startowej lub w regulaminie, zaś notkę o sposobie wpisywania dwuznaków przedstawiłabym w formie tabelarycznej. Powinniśmy mieć możliwość bezpośredniego przejścia do strony startowej serwisu z każdej głębszej podstrony poprzez odpowiedni link. Jeśli nie objaśniamy sposobu użycia danego zwrotu obcojęzycznego, to zastosujmy choćby fora internetowe przeznaczone dla każdego języka oddzielnie. Dzięki moderatorowi będziemy mieli możliwość kontroli wpisów zarejestrowanych użytkowników. Byłaby to ciekawa forma wymiany doświadczeń. Można by też zaopatrzyć serwis w możliwość zadawania pytań, na które odpowie fachowiec z danej dziedziny. Przydatne byłoby także zamieszczenie linków do kilku wybranych słowników internetowych.
Większość szczegółowych uwag zamieściłam w niniejszym tekście, więc nie będę ich powielać. Obejrzałam jedynie kurs dla początkujących, gdyż uważam, że jeśli podstawy są dobrze zrobione, to dalej jest tylko lepiej. Poza tym osoba, która zna język na poziomie średnim czy zaawansowanym, względnie sobie poradzi i skorzysta nawet z tak kiepsko zrobionego kursu. Ogólnie mówiąc, z Audiolingo można korzystać po japońsku – jako tako. Jeśli uczymy się języka samodzielnie, warto czerpać wiedzę z każdego możliwego źródła. Jednakże w przypadku Audiolingo, trzeba liczyć się z tym, że nauka będzie względnie przyjemna i czasochłonna. I nie wiem czy nie skończy się na bólu brzucha. Tak więc, jeśli producent nie popracuje nad treścią i formą swej propozycji, to niech liczy się z tym, że będzie miał więcej średnio zadowolonych klientów.

Tytułem podsumowania

Poszukiwania sposobu na samodzielną naukę języka doprowadziły mnie do następujących wniosków:
1.       Jeśli można dostać kurs w postaci nagrań, którym towarzyszy podręcznik, to nawet wtedy, gdy jest to tylko kurs na poziomie podstawowym warto z niego skorzystać.
2.       Jeżeli ktoś boi się nauki w grupie z osobami widzącymi, to może warto pomyśleć o lekcjach indywidualnych, prowadzonych z użyciem komunikatorów internetowych. Niekiedy udaje się znaleźć lekcje za rozsądną cenę, a jeśli nauczyciel umie się posługiwać tą formą przekazu to możemy od niego otrzymać materiały pomocnicze w formie elektronicznej, a więc dostępnej dla nas.
3.       Ponieważ najwięcej materiałów w formie dostępnej dla osób z dysfunkcją wzroku przygotowano do nauki języka angielskiego, może warto przemyśleć nauczenie się tego języka na poziomie pozwalającym na wykorzystanie go jako medium do nauki i innych języków. To wprawdzie rozwiązanie dla upartych i cierpliwych, ale jeśli komuś zależy na osiągnięciu celu, może warto spróbować takiej drogi.
Doświadczenie z serwisem Audiolingo nauczyło mnie, by o ile to tylko możliwe unikać tego wszystkiego, co przygotowuje się specjalnie z myślą o niewidomych. W ostatecznym rachunku ważna jest przecież nie moja niepełnosprawność, lecz znalezienie sposobu na to, by w jak najmniejszym stopniu przeszkadzała mi ona w osiągnięciu tego, co dla mnie ważne.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top