Z kim by nie rozmawiać na temat osób niewidomych, prawie każdy w sensie możliwości komunikacyjnych utożsamia ich z pismem brajla. Jeżeli w wyszukiwarki internetowe wpiszemy “niewidomy” w dowolnym języku, w odpowiedziach prawie zawsze znajdziemy treści powiązane z pismem punktowym. Podobna sytuacja ma miejsce, jeżeli dokonamy takiego wpisu w wyszukiwarki obrazów. Tysiące odpowiedzi w ogromnej większości prezentują grafiki, zdjęcia osób niewidomych z brajlowską książką, piszących na maszynie brajlowskiej, korzystającej z brajlowskich monitorów itp. Nawet zwykłe pytanie zadane na wykładzie – “Z czym Ci się kojarzy osoba niewidoma?” skutkuje prawie zawsze odpowiedzią – “Z pismem brajla”. Jest oczywiście i biała laska, ale statystycznie przeważnie na drugim miejscu..
Ale kiedyś przecież tego pisma nie było, a niewidomi – jak najbardziej korzystali z pisma.. Jak więc pisali? Jak czytali?
Weźmy pod uwagę pismo dla widzących. Niezależnie od języka na przestrzeni wieków do pisania bezpośredniego (przez tworzącego tekst) ludzie posiadali niesłychane bogactwo narzędzi i technologii. Używano rylców, piór ptasich, kredy, minerałów, metali, pędzelków, piór atramentowych, kredek, ołówków itp. Wykonywane tymi urządzeniami znaki pism miały mniejszą lub większą trwałość, ale były dostępne do znającego pismo odbiorcy. Były i są także różnego rodzaju technologie druku, pozwalające na wykonywanie powtarzalnych kopii tekstu. 
W przypadku osób niewidomych rzecz miała się inaczej. Pismo, żeby było czytelne dla niewidomego odbiorcy musiało być dostępne dotykiem… Kiedy w Europie zaczęła gościć powszechna edukacja, kiedy powstały “Zakłady dla ciemnych”, liczni powiedzieli byśmy teraz “tyflopedagodzy” próbowali opracować nie tylko systemy odpowiednich znaków, jakie byłyby czytelne dotykiem, ale także wypracować technologie, które umożliwiałyby te znaki wykonać. Technologie te były bardziej lub mniej udane, bardziej lub mniej skomplikowane. Opracowywane często na potrzeby tylko jednego ucznia – użytkownika lub niewielkiej grupy uczniów.
Gdybyśmy chcieli naprędce przeanalizować technologie, jakie na przestrzeni wieków wymyślono, aby niewidomy mógł czytać i pisać, od razu zauważymy, iż znacznie więcej było technologii i urządzeń pozwalających niewidomemu czytać niż technologii pozwalających niewidomemu samodzielnie zapisywać informacje. W przypadku druku powtarzalnego, nakładowego niewidomi mieli do dyspozycji w różnych okresach rozwoju myśli tyflotechnicznej różnego rodzaju druk wypukły, zarówno o charakterze linearnym, jak i o charakterze punktowym, igłowym oraz mieszanym – liniowo-punktowym. Jeszcze po wynalezieniu przez młodego francuza niepowtarzalnego systemu zapisu, w/w rodzaje druku były przez kilkadziesiąt lat powszechnie stosowane (a pismo Moona jest w szczątkowym zakresie używane do dzisiaj.)!
Niniejszy artykuł ma na celu jednak nie naukowe opracowanie poszczególnych rodzajów technologii zapisu i rodzajów pisma, ale przedstawienie praktycznie nieznanego sposobu pisania przez niewidomych. Pisania przy pomocy specjalnych “wiecznych piór” specjalnym szybko schnącym  atramentem o dużej tiksotropowości.
Przewrotny tytuł niniejszego artykułu ma jak najbardziej swoje uzasadnienie. W okresie rozwoju myśli tyflologicznej, jeszcze przed powstaniem pisma brajla, uważano, że skoro niewidomi mogą czytać wypukłe pismo dla widzących, tłoczone liniowo i szpilkowo, to równie dobrze mogą także pisać liniowym pismem dla widzących. A skoro kaligrafia była powszechnie nauczana, nie widziano powodu, aby i niewidomi nie uczyli się pisać, stosując zasady kaligrafii! Dziś powiedzielibyśmy – absurd. Ale wtedy? Skoro ustalono powyższe, pozostała tylko kwestia opracowania odpowiednich narzędzi i technologii pozwalających niewidomym pisać (w sposób wypukły oczywiście), ale zgodnie z zasadami kaligrafii…
Pamiętam moje zaskoczenie i niedowierzanie sprzed wielu lat, kiedy w gablocie muzealnej wiedeńskiego muzeum tyflologicznego znalazłem arkusik grubego papieru z bardzo wyraźnie dotykowo wykonanymi napisami i grafiką. Papier był gruby, sztywny i bardzo pożółkły, ale litery i linie grafiki na nim lśniące, twarde, bez ubytków (jak gdyby było wykonane nie przed dwustu laty, ale wczoraj). Zaintrygowany oglądałem arkusik. Kustosz muzeum, widząc moje zaciekawienie, dała mi pęk kluczy do depozytoryjnych szafek – “Przejrzyj te szpargały w kartonach ” powiedziała, jak gdyby nigdy nic.
Stosy kartek, arkusze kartonowych stroniczek buchnęły zapachem starych książek, pleśni i kurzu… Na kilka godzin utonąłem w szkolnych wypracowaniach, rozwiązaniach zadań, fragmentach biblijnych wersetów i zwykłych uczniowskich wprawkach w pisaniu. Wszystko w tej dziwnej technologii… Wypukłości liter były doskonale czytelne pod palcami. Niektóre z tekstów były gładkie, jakby litery wykonano jakimś cudem ze szkła. (Tym bardziej, że przełamane – pękały i odwarstwiały się w miejscu złamania.) Niektóre teksty napisane tą specyficzną technologią miały czarny lub ciemnobrązowy kolor i fakturę roztopionego laku. Jeszcze inne były delikatnie szorstkie. Najbardziej ujęła mnie jednak nie dziwna technologia w jakiej teksty były pisane, ale to, że pismo było pismem powiedzielibyśmy teraz – kaligraficznym! Pisali zaś te teksty niewidomi uczniowie wiedeńskiego Instytutu. Były teksty pisane kursywą i zwykłym pismem prostym. Wielkie litery jednoznacznie odcinały się od małych. Niemieckie znaki diakrytyczne były wyraźne i precyzyjnie postawione we właściwych miejscach.
Pamiętam, jakie problemy sam miałem strasznie dawno temu na lekcjach kaligrafii. Pamiętam anielską cierpliwość nauczycielki, która robiła wszystko, żebym “ładnie pisał”. Nie udało się szanownej Pani Marii… Całe życie, do wynalezienia komputerów bazgrałem nieczytelnie – często nawet dla siebie samego. A tutaj oglądam arkusiki zapisane wykaligrafowanymi rządkami przez niewidomych!
(Ich bin Hellen und ich bin 10 Jahre alt. Ich bin blind und habe ich keine Augen. Ich liebe sehr das Klavier und  Musik. Meine Mutter ist nicht hier. Er ist in dem Haus.)
Jestem Helena. Mam 10 lat. Jestem niewidoma i nie mam oczu. Kocham bardzo pianino
( fortepian?) i muzykę. Mojej mamy tutaj nie ma. Jest w domu.
Trzymałem w ręku kartkę, którą napisała kiedyś jakaś niewidoma dziewczynka. Dzięki dziwnej technologii tekst przetrwał do dzisiejszego dnia, chociaż jej samej od dziesiątków lat nie ma już między żywymi. Zostały jej emocje i wprawki w pisaniu, które zapewne przydało się jej w życiu…
Jak Helenka, jak jej niewidomi koledzy potrafili się nauczyć tak pisać?
W roku 1823 wiedeńska prasa rozpisywała się o człowieku, który wymyślił na potrzeby niewidomych wieczne pióro. Wypełnione specjalnym tuszem pozwalało niewidomym pisać i rysować bez konieczności maczania go w kałamarzu! ( tak, tak, niewidomi pisali też piórami na zwykły atrament, ale o tym w innym artykule). Nazywał się Karol Ludwig MÜLLER. Był jak podawano – “konstruktorem” (prasa wiedeńska pisze o nim w tamtych czasach także jako o węgierskim nauczycielu.) Istotą wynalazku był specjalny rodzaj atramentu, który bardzo szybko zasychał – tężał na powietrzu, tworząc wypukłą, gładką lub lekko szorstką linię. Wypływ atramentu był jednolity i tempo jego wypływu można było regulować. Testy przeprowadzone w wiedeńskim Zakładzie dla Ciemnych były na tyle obiecujące, iż autor zaczął produkować swoje “wieczne pióra” na skalę powiedzielibyśmy dzisiaj – masową. Uczniowie zaczęli się nimi chętnie posługiwać, tym bardziej iż powstający dzięki temu narzędziu tekst czy rysunek można było stosunkowo szybko kontrolować palcami, no i najważniejsze – był on bardzo dobrze czytelny dotykiem. Było to pierwsze w historii tyfloedukacji narzędzie dające niewidomym swobodę sprawnego i samodzielnego zarówno pisania, jak i czytania tego, co zostało napisane. Do tej pory było to albo niemożliwe, albo, przy niektórych technologiach, nieprawdopodobnie czasochłonne. Muller szybko znalazł naśladowców i pojawiły się nowe odmiany “wiecznych piór” z metalowymi korpusami, z różnego rodzaju końcówkami dla wypływu atramentu i rozlicznymi możliwościami regulacji tempa wypływu oraz rodzajami samego atramentu. To dzięki niemu i jego naśladowcom niewidomi zaczęli pisać w sposób czytelny dla siebie – na wypukło i dla widzących – jako tekst dostępny wzrokiem.
Pozostał jeszcze problem, co zrobić, aby stawiane przez niewidomych litery były zawsze takie same – u wszystkich – wszędzie! Postanowiono zastosować jako narzędzie pomocnicze Skotograph – urządzenie (vide foto) pozwalające niewidomemu pisać litery druku płaskiego. System składający się z tabliczki i zamocowanego na niej poruszającego się metalowego elementu z wyciętymi geometrycznymi kształtami pozwalał pisać bardzo precyzyjnie, stosując się do zasad kaligrafii. Innym urządzeniem, którego używano jako przyrządu pomocniczego była podobnej konstrukcji tabliczka bazaltowa z ruchomym elementem do prowadzenia rysika ( w wersji pisma dla odbiorcy widzącego) lub “wiecznego pióra” do pisma reliefowego. I trzecie z wielu wersji tego typu pomocy, kto wie czy nie najbardziej profesjonalne, trwałe i przyjazne dla użytkownika – to urządzenie wykonane przez samego Martina Kunza, twórcy pierwszych, masowo wytwarzanych tyflografik, widoczne także na załączonej fotografii.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top