Do napisania poniższego tekstu przygotowywałem się przez kilka miesięcy. Dyskusje, lektury, wędrówki po terenach znanych i nieznanych, ze wspomaganiem aplikacji nawigacyjnych oraz z użyciem staroświeckich metod nawigowania, złożyły się na te kilka refleksji, którymi zamierzam podzielić się z czytelnikami Tyfloświata.
Jestem niewidomy, a ściśle mówiąc mam poczucie światła. Mówię o tym dlatego, że, zdaniem moich instruktorów orientacji przestrzennej, poczucie światła ma istotny wpływ na to, w jaki sposób się poruszam. Mój instruktor orientacji był osobą całkowicie niewidomą. Uważam, że dla niewidomego właśnie taki instruktor jest najlepszy. Nauka z niewidomym instruktorem to być może nauka trudniejsza, obciążona większym stresem, ale, w moim mniemaniu, po przejściu takiego szkolenia z pewnością będziemy mieć więcej wiary w siebie, a nasza umiejętność rozwiązywania problemów nawigacyjnych wprost wynikających z ograniczeń związanych z niepełnosprawnością będzie większa niż po przejściu kursu z widzącym instruktorem.
Nigdy nie chodziłem z psem asystującym. O poruszaniu się z białą laską wiem sporo, ale zainteresowanym tą tematyką polecam doskonale zrobiony podcast (http://blindabilities.com/bateencast/raqi-g-on-canes-techniques-and-size-matters/) z udziałem eksperta, który wypróbował chyba wszystko, co w dziedzinie lasek dla niewidomych było do wypróbowania. Wiem także sporo o korzystaniu z aplikacji nawigacyjnych oraz zwykłych map przez osoby widzące.

Orientacja przestrzenna

Istnieje mit, jakoby osoby niewidome z powodu braku wzroku mają mieć gorszą orientację niż widzący. Jest on równie uzasadniony, co twierdzenie o lepszym dotyku czy słuchu niewidomych. Znam osoby niewidome, które mają fenomenalną wprost orientację i osoby widzące, które gubią się zawsze, o ile tylko istnieje bodaj najmniejsza możliwość, by to zrobić. Dobra wiadomość dla wszystkich jest zresztą taka, że tak jak słuchu absolutnego, tak i dobrej orientacji w większości przypadków można się po prostu nauczyć. Sam jestem dobrym przykładem ilustrującym to ostatnie twierdzenie. Przez wiele lat trafienie z przysłowiowego punktu A do punktu B było dla mnie zatruwającym życie koszmarem.
Pierwszego samodzielnego przejścia przez ulicę dokonałem – słowo jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę wysiłek, który musiałem w to włożyć – będąc osobą pełnoletnią. Obecnie bardzo rzadko korzystam z pomocy przewodnika, nawet w sytuacjach, które ze swej natury wskazywałyby na wybranie pomocy jako opcji wygodniejszej, lepszej i wreszcie dającej szansę na wykonanie stojącego przed nami zadania. To nie kwestia ideologii, masochizmu czy jakiegoś niezdrowego pociągu do przeżyć ekstremalnych, lecz raczej układ niezależnych ode mnie okoliczności życiowych.
Kolejny mit dotyczący orientacji przestrzennej głosi, że osoba niewidoma potrzebuje do nawigacji informacji specjalnego rodzaju, informacji przygotowanych w języku zrozumiałym dla osoby z dysfunkcją wzroku. Nawet jeśli to nie mit, lecz konsekwencja naszego bezwzrokowego interfejsu, to i tak należy się zastanowić, czy na to ograniczenie powinniśmy się zgadzać, czy też, co wydaje się ze zdroworozsądkowego punktu widzenia słuszne, kompensować je na wszelkie dostępne sposoby. Osobiście jestem zwolennikiem tego drugiego podejścia.
Często instruktorzy orientacji przestrzennej uczą osoby niewidome, podając im wskazówki nawigacyjne w postaci np. takiej: idź prosto, następnie skręć 45 stopni na zachód… Niby dobre, niby precyzyjne, ale jakże to nieżyciowe.
Gdy już bowiem nasz niewidomy nauczy się wszystkiego jak należy, będzie musiał spotkać się z szarą rzeczywistością. Przechodzień na ulicy nie posłuży się kierunkami świata, nie poda odległości w metrach w sposób tak dokładny, jak chcieliby wszyscy zwolennicy wspomagania orientacji, a już z pewnością nie udzieli informacji o kącie skrętu w wybranym miejscu ani z użyciem tzw. kierunków zegarowych ani geograficznych. Kwestia korzystania z zegarowego systemu orientacji nastręcza zresztą obecnie zupełnie inny problem. Zegary tarczowe coraz częściej są wypierane przez zegary cyfrowe, a skutkiem tego jest, że ten sposób podawania informacji staje się już raczej ciekawostką historyczną lub w najlepszym razie przechodzi on w dziedzinę wiedzy specjalistycznej, właściwej tym, którzy jak piloci czy marynarze mają specjalne potrzeby nawigacyjne. Lepsze zatem z praktycznego punktu widzenia wydaje się korzystanie z tego, co powszechnie dostępne.

Aplikacje

Czemu zatem mają służyć narzędzia wspomagające nawigację, dla kogo mają być tworzone i czy osoby niewidome mają w tej dziedzinie jakieś specjalne, wynikające z niepełnosprawności potrzeby.
Uważam, że wprawdzie potrzeby specjalne istnieją, ale nie tam, gdzie zwykle się je próbuje umieszczać, a, co więcej, sądzę, że widzący użytkownicy przestrzeni mogą odnieść korzyści ze stworzenia dobrej, zaprojektowanej uniwersalnie aplikacji do nawigacji pieszej. Znam osoby widzące, które do poruszania się po nieznanym mieście wykorzystują aplikację stworzoną z myślą o niewidomych, ale o tym poniżej. Dla mnie użytkownik aplikacji wspomagającej orientację przestrzenną to osoba dobrze zrehabilitowana, osoba, która tak czy inaczej dobrze radzi sobie z poruszaniem się w terenie znanym i nieznanym, a aplikacji wspomagającej używa jako narzędzia wspierającego nawigację, czyli robi to, co zrobiłaby osoba w pełni sprawna, a dopiero w drugiej kolejności korzysta z tej aplikacji jako ze swego rodzaju protezy wzroku.

Nawigacja w przestrzeni otwartej

Wydaje się, że tak widzący, jak i niewidomi w otwartej przestrzeni miejskiej mają podobne potrzeby nawigacyjne. Każdy chce wiedzieć, gdzie skręcić, jak daleko jest do miejsca, do którego się udaje. W nieznanym mieście dobrze jest wiedzieć, jak nazywa się ulica, którą idziemy i gdzie jest przystanek komunikacji miejskiej, z którego chcemy skorzystać. Informacja o osiągnięciu celu, do którego zmierzamy przyda się tak widzącym, jak i niewidomym. Czy zatem niewidomi mają jakieś specjalne potrzeby? O ile, przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się, że w zwartej zabudowie mówienie o specjalnych, wynikających z dysfunkcji wzroku potrzebach nawigacyjnych jest nieporozumieniem (nie mam tu na myśli potrzeb związanych z pozyskiwaniem informacji o otoczeniu, lecz te, które wynikają z realizacji zadania zdefiniowanego jako „pokonaj trasę od A do B”), o tyle w terenie otwartym, bez punktów orientacyjnych potrzeby takie rzeczywiście się pojawiają. Osoba widząca bez problemu przejdzie przez duży pusty plac kierując się obiektami widocznymi po drugiej stronie. Niewidomy będzie w takiej sytuacji miał problemy z utrzymaniem kierunku. Kwestią otwartą jest jak niedogodność tę kompensować. Wydaje się, że najlepsze rozwiązanie to jakaś forma kompasu czy busoli informująca o najmniejszej odchyłce od optymalnego kursu. W rzeczywistości okazuje się jednak, że wprawdzie w ten sposób być może pokonamy nasz odcinek korzystając z linii najkrótszej, ale wysiłek włożony w dobre utrzymanie kursu spowoduje, że zrobimy to bardzo powoli. Być może lepsze rozwiązanie polegałoby na wyznaczeniu czegoś w rodzaju toru dopuszczalnego odchylenia o zadanej szerokości. W takiej sytuacji niewidomy pójdzie wprawdzie do celu przysłowiowym wężykiem, ale być może osiągnie cel szybciej. Przeciwnicy powiedzą, że takie podejście naraża naszego użytkownika na niebezpieczeństwa związane z możliwością wejścia np. na ścieżkę rowerową, jezdnię lub w obszary, w których znajdują się różnego rodzaju przeszkody terenowe. To oczywiście prawda, ale w takim razie zadajmy sobie pytanie: jaki ma być zakres wspomagania procesu nawigacji realizowany przez interesujące nas aplikacje. Zapytajmy zatem, do czego niewidomemu te aplikacje mają służyć. Zakładamy przecież, że niewidomy korzysta z białej laski lub psa asystującego i potrafi używać stosownych do sytuacji technik służących mu do unikania przeszkód.
Wydaje się, że pierwszym (pod względem na hierarchię potrzeb) celem tworzenia omawianych aplikacji jest wspomaganie zadania „przejdź od A do B”. Wykonanie go wymaga określenia punktu początkowego, punktu końcowego oraz naniesienia na mapę terenu trasy zgodnej z dostępnymi ciągami komunikacyjnymi. Z perspektywy użytkownika zadanie wygląda następująco:
1.      Gdzie jestem – program pobiera informacje z odbiornika GPS i przyjmuje ten punkt jako początkowy.
2.      Dokąd – tu niewidomy ma gorzej, bo niestety nie może wskazać palcem punktu na mapie, lecz musi podać opis miejsca w postaci adresu lub nazwy.
3.      Teraz pozostaje wygenerowanie trasy i poprowadzenie użytkownika.
Kierując się powyższym, można zatem przypuszczać, że na ekranie głównym szanującej się aplikacji z pewnością znajdzie się prosty obiekt otwierający okienko „nawiguj do:”. Tymczasem żadna z testowanych przeze mnie aplikacji nie posiada takiego prostego elementu. Dotwalker proponuje nam wyznaczanie tras, rozglądanie się po okolicy i wiele jeszcze innych, skądinąd bardzo przydatnych opcji, ale uruchomienie nawigacji wymaga wielu kroków, a sukces można osiągnąć dopiero wtedy, gdy uzyska się sporą wiedzę o programie. Getthere pozwala uruchomić nawigację w stosunkowo prosty sposób. Już w czwartym kroku od uruchomienia programu możemy wyruszyć w zadaną trasę. Wadą programu jest jednak konieczność dodawania miejsca do listy zapisanych miejsc po to tylko, by tam dojść. To tak, jakby w przeglądarce internetowej istniała konieczność dodawania do ulubionych każdej strony, którą odwiedzamy. Seeing Assistant Move proponuje nam wprawdzie nawigację w porównywalnej ilości kroków, ale sposób, w jaki otrzymujemy wskazówki nawigacyjne, sprawia, że przynajmniej dla mnie dojście od A do B okazało się zwyczajnie niemożliwe.

A inne potrzeby?

Moi rozmówcy zwrócili mi uwagę na, ich zdaniem, równorzędne, jeśli niekiedy nie ważniejsze, potrzeby związane z korzystaniem z aplikacji wspomagających nawigację. Są to np.:
·        powrót do punktu wyjścia – funkcja ważna, dla osób, które, będąc w podróży, muszą wyprowadzić swojego psa na spacer,
·        integracja punktów na mapie z przypomnieniami w kalendarzu – przydatne dla osób roztargnionych, które chcą pamiętać o zrobieniu zakupów czy załatwieniu jakiejś sprawy po drodze,
·        łatwe tworzenie własnych punktów na mapie – w przypadku osób niewidomych przydatne np. w sytuacjach, gdy chcemy przejść przez ulicę, korzystając z przejścia, które jest bliższe naszego celu niż to proponowane przez aplikację nawigacyjną w trybie automatycznego generowania trasy.
Zwrócono ponadto uwagę, że funkcja „Gdzie jestem” – tak jak rozumie ją aplikacja Getthere – jest czymś zdecydowanie różnym od funkcji „Najbliższy adres” znanej z Seeing Assistant Move. Okazuje się, że obie te funkcje są równie przydatne, a dla każdej z nich użytkownicy widzą inne zastosowanie. Czy jednak opisane powyżej potrzeby są specyficzne dla osób z dysfunkcją wzroku? Sądzę, że osoby pełnosprawne, które nie mają zbyt dobrej orientacji w terenie równie chętnie skorzystałyby z takich funkcji.
Czymś zupełnie innym jest oczywiście nawigacja w obiektach zamkniętych. W tej dziedzinie próbuje się wdrażać różne rozwiązania. Nikt jak do tej pory nie wymyślił niczego doskonałego, ale prace zmierzające do wdrożenia rozwiązań wykorzystujących beacony czy rozwiązania polegające na umieszczaniu w przestrzeni informacji i oznaczeń tyflograficznych, każą mieć nadzieję na powstanie w dającej się przewidzieć przyszłości jakiegoś standardu nawigacyjnego.

O użytecznych informacjach

O tym, jakich użytecznych informacji o otoczeniu brakuje osobie niewidomej, łatwo się przekonamy, wykonując proste ćwiczenie:
Uwaga! Osobie widzącej zaleca się założenie opaski na oczy lub inne wyłączenie wzrokowej kontroli otoczenia. Dla zapewnienia komfortu dobrze będzie, jeśli skorzysta ona podczas wykonywania poniższego ćwiczenia z pomocy przewodnika.
1.      Udaj się w miejsce (najlepiej miasto lub miejscowość), które jest ci nieznane.
2.      Przejdź pieszo trasę o długości kilkuset metrów.
3.      Opisz, jakie obiekty mijałeś/mijałaś po drodze.
Efekt powyższego ćwiczenia będzie bardziej czytelny, gdy posłużymy się przy jego wykonywaniu dowolnym środkiem transportu publicznego.
Wydaje się, że dysfunkcja wzroku zostanie skompensowana, gdy uzyskamy informacje o mijanych obiektach, o ich adresach oraz o naszym położeniu w przestrzeni, po której się poruszamy. Czy informacje takie są w jakiś sposób różne od tych, których potrzebuje osoba w pełni sprawna? Na tak postawione pytanie nie będziemy tutaj odpowiadać, choć wydaje się, że z punktu widzenia twórców aplikacji, którzy chcą kierować się zasadami projektowania uniwersalnego odpowiedź na nie mogłaby być dość istotna.
Wiemy już więc, że idealna aplikacja nawigacyjna powinna odpowiedzieć na pytania:
1.      Gdzie jestem?
2.      Jaki jest najbliższy adres?
3.      Co znajduje się w pobliżu?
Powinna także umożliwić użytkownikowi kontrolę nad otoczeniem, w którym się znajduje.
Funkcja „Gdzie jestem” została dobrze zrealizowana w aplikacji Getthere. Umieszczenie użytkownika na siatce ulic, zwłaszcza w warunkach miejskich, daje dość precyzyjną informację o położeniu.
Informacja wyrażona jako „najbliższy adres”, jakkolwiek wydaje się być bardzo przydatna, w praktyce jest niezwykle trudna do uzyskania. Dokładność odbiornika GPS, brak możliwości uzyskania dokładnych informacji geodezyjnych oraz możliwości zarządzania taką ilością danych w trybie offline sprawiają, że realizacja tej funkcji na poziomie stosownym do oczekiwań użytkowników jest prawie niemożliwa. Nawet mapy oferowane przez Google nie są pod tym względem bez zarzutu. Wydaje się zatem, że przynajmniej na razie lepiej będzie, gdy z niej zrezygnujemy lub potraktujemy jako narzędzie drugiego rzutu albo przynajmniej udostępnimy, informując użytkowników o wszystkich ograniczeniach i niedoskonałościach. Być może w przyszłości, dzięki stosowaniu beaconów, problem adresów uda się rozwiązać.

Jak się komunikować?

Osoby niewidome posługują się językiem uniwersalnym, co więcej, żyją w otoczeniu, w którym taki język po prostu obowiązuje. Wydaje się zatem, że sposób przekazywania informacji użytkownikowi winien być realizowany z użyciem takiego języka.
Dźwięk jest dla osoby niewidomej kanałem komunikacyjnym, przez który z konieczności trzeba przesłać więcej informacji niż u osoby bez dysfunkcji wzroku. Powyższe przesłanki skłaniają nas do postulowania takiego modelu, zgodnie z którym aplikacja wspomagająca nawigację będzie przekazywać maksimum istotnych informacji z wykorzystaniem minimalnej ilości dostępnego w kanale pasma. Model taki zastosowano, tworząc aplikacje nawigacyjne dla kierowców. Twórcy tych aplikacji przyjęli założenie, że kierowca podczas prowadzenia pojazdu kontroluje wzrokiem przestrzeń, po której się porusza. W konsekwencji, o ile to tylko możliwe, nie powinien on korzystać ze wzroku podczas uzyskiwania informacji od urządzenia czy aplikacji wspierającej nawigację. Wynik? Użytkownik aplikacji nawigacyjnej otrzymuje minimum precyzyjnych i dobranych pod kątem ich niezbędności w procesie nawigacyjnym komunikatów głosowych.
Ciekawe rozwiązanie z naszego podwórka to współpraca Seeing Assistant Move z mapami Google. Omawiana aplikacja informuje nas sygnałem dźwiękowym o tym, że na ekranie z opisem trasy w mapach Google treść uległa zmianie. Dzięki temu, jakkolwiek nie informowani przez mapy Google w sposób automatyczny o wskazówkach dotyczących trasy, jesteśmy w stanie za trasą podążać, czytając z ekranu kolejne fragmenty opisu trasy.
Nawigacja dla osoby niewidomej to, obok komunikatów wyrażonych werbalnie, także inne postacie informacji dźwiękowej, a ponadto wszelkie informacje dostępne na innych drogach zmysłowych. Aby zminimalizować ilość przekazywanych komunikatów, a jednocześnie osiągnąć cel, który postawiliśmy sobie, uruchamiając proces wspomagania nawigacji, odpowiedzmy teraz na kolejne pytanie: „Po co uruchamiać aplikację wspomagającą nawigację?”
Wydaje się rzeczą oczywistą, że aplikację taką uruchamiamy po to, by przemieścić się z punktu A do punktu B. Wszyscy, tak widzący, jak i niewidomi znani mi użytkownicy aplikacji nawigacyjnych, chcą otworzyć swoją aplikację, wpisać adres do którego mają zamiar dotrzeć, a następnie wykonać polecenie „prowadź do”. Czy i w jaki sposób można wspierać proces wyboru adresu to już zupełnie inny temat. Tak czy inaczej, optymalizacja protokołu komunikacyjnego ze względu na zdefiniowany cel wydaje się być czymś oczywistym. Wąskie i dość zatłoczone pasmo dostępnego kanału komunikacyjnego każe nam minimalizować ilość wskazówek. Przykładem całkowitej niezgodności z tą zasadą jest domyślny profil ustawień aplikacji Seeing Assistant Move. Po pierwsze brak na ekranie głównym prostej możliwości nawigowania do wybranego miejsca. Okienko „wyszukaj adres” daje nam oczywiście możliwość wprowadzenia dowolnego adresu, ale po uzyskaniu listy dostępnych miejsc i wybraniu z niej interesującej nas lokalizacji otrzymujemy wszelkie możliwe opcje z wyjątkiem, zdaniem autorów chyba najmniej ważnej, czyli opcji „nawiguj do miejsca”. Zarzut ten nie przesądza oczywiście o niczym, ponieważ funkcja nawigacyjna w tej aplikacji dopiero powstaje. Można więc mieć nadzieję, że jeśli autorzy uznają tę funkcję za gotową do użytku, to stosowna opcja zostanie umieszczona w menu obsługującym listę wyników zwracanych przez funkcję „znajdź adres”. Na obecnym etapie prac funkcja „nawigacja zakręt po zakręcie” jest moim zdaniem bezużyteczna. Domyślnie aplikacja, zamiast ograniczyć swoje działanie do niezbędnego skutecznego minimum, strzela w nas wynikami monitorowania wszystkiego, co tylko można monitorować. Gdyby jeszcze tego było mało, dodam, że udzielane przez nią wskazówki nawigacyjne mają formę komunikatów całkowicie dla normalnego Kowalskiego niezrozumiałych. Gadatliwość aplikacji da się oczywiście ograniczyć, a monitorowanie i śledzenie różnych rzeczy wyłączyć, ale skąd użytkownik ma mieć pewność, że wyłączenie tych informacji nie spowoduje braku możliwości nawigowania gdziekolwiek? Może autorzy aplikacji mogliby, znając różne potrzeby użytkowników, stworzyć szybkie i łatwe do przełączania profile do nawigacji, do eksploracji, do monitorowania znanego terenu i ewentualnie innych potrzeb, które po zbadaniu populacji potencjalnych użytkowników uznają za stosowne. Takie podejście oczywiście nie wyklucza możliwości indywidualnego dostosowania ustawień, lecz pozwala niezaawansowanemu technicznie użytkownikowi na efektywne korzystanie z aplikacji.
Przykładem innego przetestowanego przeze mnie rozwiązania jest aplikacja Getthere. Autorom tego rozwiązania udało się uzyskać cel dla aplikacji nawigacyjnych podstawowy. Użytkownik stosunkowo szybko może uruchomić procedurę prowadzenia z punktu A do punktu B, a wskazówki nawigacyjne, których udziela aplikacja, są zrozumiałe równie dobrze dla osoby widzącej, jak i dla osoby niewidomej. To ostatnie właśnie sprawia, że są osoby widzące, które podczas pieszego poruszania się zwłaszcza w nieznanej sobie przestrzeni miejskiej korzystają z tego rozwiązania. A wady? Seeing Assistant Move oferuje nam doskonały mechanizm wspomagający znalezienie punktu, do którego chcemy dotrzeć. Zaawansowany użytkownik potrafi oczywiście zapisać informacje o takim punkcie do pliku, a następnie wczytać je do Getthere i w ten sposób rozwiąże swój problem. Takie postępowanie wymaga jednak sporej wiedzy, a względnie dobrze zrobiona funkcja nawigowania przy całkowitym braku wsparcia dla przeszukiwania mapy to poważna wada.

Nadzieje i perspektywy

Getthere to aplikacja, po której nie należy spodziewać się dalszego istotnego rozwoju. Autor prace nad darmową aplikacją zakończył i zapowiedział, że aktywność swoją zamierza ograniczyć do udostępniania aktualizacji map. Być może twórcy Seeing Assistant Move mogliby „podpatrzeć” zastosowane w Getthere rozwiązania i wykorzystać je jako swego rodzaju inspirację w swej pracy. Wynik w taki sposób dokonanej syntezy mógłby być naprawdę interesujący.
A co od Google’a? Wiemy, że Google traktuje zagadnienia dostępności bardzo poważnie. Sądzę, że oczekiwanie na przyjazne użytkownikom z dysfunkcją wzroku mapy od Google jest jak najbardziej zasadne. Czy nie przeceniam zaangażowania potentata z Mountain View? Czas pokaże.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top