Kiedy latem 2015 roku w ręce użytkowników pecetów trafił Windows 10, po doświadczeniach z Windowsem 8 i 8.1 nie spotkał się on początkowo ze zbyt ciepłym przyjęciem. Zwłaszcza wśród użytkowników z niepełnosprawnościami system wywoływał wiele kontrowersji czy wręcz skrajnych opinii. Dziś emocje opadły i można chyba powiedzieć, że Windows 10 to już coraz bardziej dopracowany system. Nie ma jednak rozwiązań idealnych. Choć Microsoft deklaruje gotowość sprostania wszystkim potrzebom, pragnieniom czy oczekiwaniom użytkowników, to pewne rozwiązania, np. model dystrybucji, sposób aktualizacji oraz niektóre cechy nowego systemu, spowodowały, że mimo wszystkich starań ma on równie wielu zwolenników co przeciwników. Myślę jednak, że dziś, około 2 lata po premierze pierwszej wersji, gdy do nowego rozwiązania od Microsoftu nabraliśmy już nieco dystansu, można się chyba pokusić o opisanie najważniejszych zmian, jakie zaszły względem starszych systemów, głównie najpopularniejszego Windows 7. Właśnie to postaram się zrobić w publikowanej w niniejszym numerze Tyfloświata pierwszej części mojego artykułu. Poniżej opiszę najważniejsze moim zdaniem zmiany i nowości w Windows 10, zaś w drugiej części postaram się pokazać, jak najlepiej dostosować Windows 10 do wygodnego użytkowania z czytnikami ekranu. Odbędziemy wycieczkę po ustawieniach i Panelu sterowania Windows 10 (aktualizacja dla twórców z kwietnia 2017), aby, zmieniając pewne parametry pracy systemu ,uczynić korzystanie z niego możliwie wygodnym dla użytkowników czytników ekranu.
Tekst, który macie właśnie przyjemność czytać, jest skierowany głównie do użytkowników starszych systemów Microsoft, czyli Windows XP, Vista, 7, a nawet 8 lub 8.1. Dla tych ostatnich, nawet jeśli są dobrze zaznajomieni z charakterystyką nowego interfejsu, jaki wprowadziła firma Microsoft, również powinno znaleźć się coś ciekawego, chociaż podejrzewam, że znaczna część użytkowników, w tym zresztą i sam autor, przeskoczy na Windows 10 z Siódemki lub ewentualnie nawet czegoś starszego. Nie sposób oczywiście wypisać wszystkich nowości i porównać Dziesiątki z każdą starszą wersją systemu. Trzeba by napisać w tym celu książkę, a nie to jest celem mojego artykułu. Pisząc poniższe chciałbym sobie, jak i moim czytelnikom, nieco uporządkować microsoftową rzeczywistość, odpowiedzieć na pytanie, co się pojawiło, co się zmieniło na gorsze lub lepsze, ale przede wszystkim, jaki ma to wpływ na obsługę nowego systemu przez niewidomych użytkowników.

Rzecz najważniejsza, czyli o interfejsie

W 2012 roku w ręce użytkowników produktów Microsoftu trafił Windows 8. Spotkał się on z bardzo krytycznym przyjęciem, przy jedynie niewielkiej liczbie głosów pozytywnych. Zniknęło Menu Start, czyli element, który wraz z Pulpitem, paskiem zadań i Panelem sterowania był nieodłączną częścią systemu Windows, stanowiąc od około dwóch dekad swego rodzaju znak firmowy czy, jeśli wolicie, symbol – ikonę decydującą o rozpoznawalności produktu.
Dziś oczywiście w tej czy innej formie te elementy nadal są obecne w Dziesiątce, ale Panel sterowania w chwili, gdy to piszę, z wersji na wersję jest kanibalizowany na rzecz nowej uniwersalnej aplikacji o nazwie „Ustawienia” i docelowo zostanie najprawdopodobniej zastąpiony tą właśnie aplikacją.
Pulpit nie jest już czymś, co bezwzględnie musi być elementem widoku po starcie systemu, bo Dziesiątka może wystartować w trybie tabletu. Menu Start stało się natomiast hybrydą krytykowanego ekranu Start z Windows 8 oraz dawnego menu znanego z Windows 7. Mogłoby się wydawać, że to nic strasznego, bo przecież wystarczy zmienić przyzwyczajenia i… W każdym razie, w przypadku osób widzących okaże się, że mimo takich czy innych zastrzeżeń, system sprawdza się znakomicie.
Jednak, gdy weźmie się pod uwagę potrzeby specyficzne dla użytkowników czytników ekranu, okazuje się, że sprawa nie jest już tak prosta, ponieważ czytniki ekranu również muszą zostać dostosowane do nowych standardów obsługi, co trwa do dziś, tak w przypadku JAWS, jak i NVDA. Z drugiej strony przyspieszenie cyklu wydawniczego Windows, a przez to szybszy rozwój nowych rozwiązań, takich jak np. UWP, ma również negatywny wpływ na jakość dostarczanych produktów. Sam Windows ma w dziedzinie dostępności sporo do nadrobienia w kwestii aplikacji uniwersalnych, w tym przypadku producenci czytników muszą polegać na Microsofcie, że będzie poprawiać różne błędy. Firma obecnie jest jednak skupiona na wprowadzaniu wielu nowości w Windows 10. Proces innowacyjny musi objąć wiele dziedzin, uwzględniając m.in. nowe sposoby weryfikacji użytkowników, w tym metody biometryczne, nadrabianie zaległości względem innych w takich obszarach jak rzeczywistość wirtualna czy Internet rzeczy, dlatego zmiany idące w oczekiwanym kierunku wydają się z perspektywy użytkownika przebiegać zbyt powoli.
Najbardziej jaskrawym przykładem jest przeglądarka Microsoft Edge. Jej dostępność nawet teraz pozostawia naprawdę wiele do życzenia i w zasadzie nie zaleca się jej użytkowania, gdy korzystamy z czytnika ekranu. Nie jest to jakaś dodatkowa wymyślna aplikacja specjalistyczna, używana przez mały procent osób, ale podstawowy moduł systemu, przeglądarka internetowa, która, jak w starszych wersjach systemu Windows Internet Explorer, bodaj potencjalnie dociera do tylu ludzi, że zakłada się, iż powinien korzystać z niej ogół użytkowników. W starszych wersjach systemu czas na wypracowanie sensownego modus vivendi dla czytników ekranu i systemowych przeglądarek internetowych był znacznie krótszy, a współpraca tych aplikacji przebiegała co najmniej poprawnie, jeśli nie świetnie. W przypadku Edge tak nie jest. Twórcy czytników ekranu dopiero pracują nad udostępnieniem jej osobom niewidomym na poziomie porównywalnym ze starszymi przeglądarkami.
Trzeba wszakże uczciwie przyznać, iż Dziesiątka, to nie tylko złe, ale przede wszystkim sporo dobrego. Microsoft wkłada sporo wysiłku w poprawianie dostępności swego systemu, czego najlepszym przykładem jest postęp, jakiego dokonano w pracach nad Narratorem, czyli systemowym czytnikiem ekranu. Chociaż jego obsługa dla ogółu użytkowników czytników ekranu może się wydać, delikatnie rzecz ujmując, mało intuicyjna, choćby pod względem tzw. klawiszologii, a skróty klawiaturowe czy znane użytkownikom JAWS-a czy NVDA reguły interakcji czytnika z otoczeniem można w przypadku Narratora wyrzucić do kosza, to czytnik ten staje się coraz bardziej użyteczny, ale o tym później.
Dlaczego z nowymi systemami od Microsoftu jest tyle problemów? Czy tych rozwiązań nie dało się dopracować tak dobrze jak wcześniej? Przecież przejście z np. Windows XP na Windows 7 nie przysparzało takich trudności. Takie pytanie może zadać wiele osób, które zupełnie nie znają się na komputerach i używają ich do celów rozrywkowych czy też pracy, ale nie interesują się tym, co i jak dokładnie w systemie działa. Na powyższe pytanie postaram się odpowiedzieć w taki sposób, by to było zrozumiałe dla wszystkich. Do czasów Windows 7 nowości pojawiające się w systemie dobudowywano do tego, co istnieje, wprowadzając jedynie nieznaczne zmiany dotyczące sposobu obsługi. W różnych elementach, np. w Panelu sterowania czy Menu Start, pojawiały się nowe opcje i polecenia, ale przyswojenie tych zmian było bardzo proste.
Wprowadzając Windows 8, Microsoft zmienił znacząco koncepcję systemu, a ujmując rzecz ściślej, koncepcję interakcji użytkownika i środowiska z systemem. W pewnym sensie zaczął budować całkiem nowy produkt z wykorzystaniem wielu starych dobrych części, jednocześnie tworząc nowe, a przez to jeszcze nie zawsze dobre. Zamiast dokładania funkcji do obecnie istniejącego interfejsu… stworzono zupełnie nowy, chociaż zawierający oczywiście dobrze znane elementy jak Pulpit, Panel sterowania czy Eksplorator Windows, sposób obsługi. Jednak wprowadzenie wsparcia dla ekranów dotykowych wymusiło dodanie nowego, przystosowanego lepiej niż klasyczny interfejs Windows 7 do obsługi dotykiem, rodzaju interfejsu. Windows 8 nie wypalił. Nawet dla użytkowników pełnosprawnych, tak zaawansowanych, jak i niezaawansowanych, w znakomitej większości okazał się skokiem zbyt dużym. Zlikwidowano zbyt wiele elementów intuicyjnych, które sprawdzały się w starszych wersjach okienek, wprowadzając na ich miejsce wiele nowych, niezbyt przystępnych rozwiązań.
Użytkowników profesjonalnych i zaawansowanych, w tym również mnie, odrzuca infantylizm i niedostępność lub słaba dostępność aplikacji pisanych pod ten nowy standard, najpierw nazywany Metro, później Modern UI, by wreszcie ustalić, że ma się on nazywać Uniwersal Windows Platform. Podany przeze mnie powyżej przykład przeglądarki Edge znowu może doskonale posłużyć za ilustrację problemu. Chociaż czytniki ekranu mają już swoje sposoby na w miarę sensowne radzenie sobie z aplikacjami uniwersalnymi, w JAWS jest to kursor dotykowy, w NVDA przeglądanie obiektów, to jednak od momentu powstania tego interfejsu wraz z Windows 8, sytuacja nie zmieniła się w istotny sposób na lepsze. Takie apki sprawdzają się świetnie na tabletach lub telefonach czy też innych urządzeniach mobilnych, jednak na komputerach PC, przynajmniej moim zdaniem, działają trochę jak zabawki i wiele jeszcze upłynie czasu, nim my, niewidomi użytkownicy, będziemy mogli w pełni wykorzystać potencjał nowego środowiska. Nie znaczy to, że, by użyć kolokwialnego zwrotu, wszystko to jest „do chrzanu”, nic nie działa i Dziesiątka nie jest warta splunięcia, że zatem należy pozostać przy okienkach starszych niż Windows 8.
Firma Microsoft postanowiła bowiem stworzyć system, który będzie używany na wielu różnych rodzajach urządzeń, nie tylko w komputerach i laptopach, a wymagania wynikające z założenia deweloperskiego, którym jest stworzenie systemu uniwersalnego dla komputerów i urządzeń mobilnych, stały się w konsekwencji przyczyną zmian i problemów, które w wielu przypadkach trwają do dziś.
Jest wiele rzeczy, które producent systemu mógł zrobić lepiej, ale na pocieszenie można powiedzieć, że równie wiele jest takich, które można było zrobić gorzej. Windows 10 to już naprawdę kawałek dobrego systemu operacyjnego i porównywanie go z Windows 8 czy 8.1 nie ma sensu. Windows 8.1 to poprawki tego, co nie wyszło w Windows 8, w tym nareszcie uwzględnienie przez Microsoft głosów użytkowników komputerów, którzy w sposób tyleż gwałtowny, co jednoznaczny dali wyraz opinii, że uszczęśliwianie ich na siłę nowym standardem aplikacji, to zła droga.
Dziesiątka to już pełen kompromis między Microsoftem dążącym do sobie wyznaczonego celu a użytkownikami. Można wybrać sposób logowania (w trybie tabletu czy klasycznego pulpitu) i tak dalej. Zniknęły twory w rodzaju Paska zaklęć, a pojawiło się konfigurowalne Menu Start. Pod względem obsługi z klawiatury jest on bardziej złożony niż w Windows 7, ale znacznie wygodniejszy niż pierwsza koncepcja zaprezentowana w Windows 8, czyli Ekran Start. Dla tych, którzy liczą na to, że będą mogli pozostać tylko i wyłącznie przy obsłudze aplikacji klasycznych, klasycznego Panelu sterowania itd., mam niestety złą wiadomość. Nowego standardu nie da się uniknąć. Z zasady część systemowych aplikacji, takich jak Ustawienia, to już aplikacje uniwersalne. Na szczęście tak JAWS w najnowszej wersji, jak i NVDA Plus (świetny dodatek dla Windowsa 10) dają radę w tym zakresie.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby używać swoich ulubionych aplikacji, które macie na Windows 7, ponieważ w znacznej większości programy te działają z Windows 10. Dla tych bardziej niechętnych, jak ja, napiszę tutaj, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Pulpit, przycisk Start czy zasobnik systemowy, działają właściwie tak samo, jak w Windows XP. Większość ustawień zaawansowanych nadal znajduje się jeszcze w Panelu sterowania lub można do nich dotrzeć przez wyszukiwarkę Menu Start, jeśli znajdują się one już w nowej aplikacji Ustawienia. Niestety Dziesiątka, przynajmniej w obecnej wersji, nadal cierpi na to, co na swój użytek nazywam rozdwojeniem interfejsu i trzeba do tego przywyknąć. Za kilka lat problemu już prawie nie będzie, ale obecnie trzeba owo rozdwojenie brać pod uwagę. A oto przykład. W aplikacji Ustawienia można znaleźć listę zainstalowanych programów. Ta lista jest pełna, to znaczy zawiera zarówno wszystkie zainstalowane klasyczne aplikacje komputerowe, takie jak np. Winamp, CCleaner, itp., jak również aplikacje dołączane do Windowsa 10 i te pobrane ze sklepu Windows, jak np. Aparat, Mapy, Pogoda, natomiast aplet programy i funkcje, nadal dostępny w Panelu sterowania, zawiera tylko listę aplikacji klasycznych. Nie znajdziemy tutaj żadnej aplikacji uniwersalnej, zainstalowanej ze sklepu Windows lub dostarczonej z systemem. Takich niespójności w systemie jeszcze trochę jest, na szczęście Microsoft z aktualizacji na aktualizację poprawia te błędy. Z drugiej strony przyznać trzeba, że występowanie owych nieścisłości w codziennym użytkowaniu nie jest uciążliwe. To, co w Windows 8 było czymś strasznie niedopracowanym i totalnie zniechęcającym, w Dziesiątce w ogromnej większości naprawiono i mimo pewnych niedogodności ten system można dziś polecić, a w przyszłości i tak nie będzie od niego odwrotu, chyba, że przejdziemy na MacOs czy ewentualnie na jakąś dystrybucję Linuksa.
Nie da się oczywiście opisać wszystkich zmian, które zaszły w ciągu kilku ostatnich lat w interfejsie Windows. Zwróciłem jedynie uwagę na to, co dla zrozumienia kierunku rozwoju systemu i tego, czego będziemy musieli się nauczyć korzystając z niego, jest moim zdaniem najważniejsze. Przyjrzyjmy się teraz innym problemom związanym z przesiadką na najnowszy system firmy Microsoft.

Aktualizacja z Windows 7 lub 8.1, aktualizować czy nie?

Odpowiedź na to pytanie jest uzależniona od kilku istotnych czynników. Jeśli któryś z nich może spowodować problemy, osobiście radzę wstrzymać się z aktualizacją i przesiąść się na nowy system w momencie wymiany komputera lub niekompatybilnych urządzeń, o ile takie posiadamy.

Oto czynniki ryzyka aktualizacji.

Przed próbą aktualizacji trzeba się upewnić, czy wszystkie posiadane przez nas urządzenia lub programy będą działać pod kontrolą Windowsa 10. Jak napisałem wyżej, zasadnicza większość aplikacji powinna zadziałać, bo Microsoft, tworząc nowy Windows starał się zadbać o maksymalną kompatybilność. Jeśli jednak korzystacie z pewnych starych specjalistycznych aplikacji, to warto sprawdzić wcześniej lub dowiedzieć się od innych użytkowników tych programów, czy na Windows 10 będą działać. W przypadku użytkowników niewidomych ważna jest jeszcze jedna rzecz, czyli nasz screenreader. Jeśli posiadamy JAWS 15.0 i nic nowszego, to nie należy robić aktualizacji, ponieważ Windows 10 nie zadziała z tą wersją. Pierwsza wersja działająca naprawdę dobrze z Windows 10, to JAWS 17. Oczywiście wszystkie nowsze, tj. JAWS 18 i, będący w fazie publicznych beta testów JAWS 2018 działają z Windows 7, 8.1 i 10. W przypadku użytkowników NVDA nie powinno być problemu z posiadaniem najnowszej wersji. Window-.Eyes’a już w tym zestawieniu nie uwzględniam, bo chociaż działa on z pierwszymi wersjami Windows 10, to jednak nie jest już rozwijany i w nowych wersjach Dziesiątki po prostu się nie sprawdzi.
Drugi czynnik, o którym już wspomniałem, to kompatybilność urządzeń z tą wersją Windows. Sterowniki do wielu urządzeń mogą mieć problemy. Osobiście zetknąłem się z takimi przypadkami. Wewnętrzne karty dźwiękowe Creative Soundblaster x-fi, wcale przecież nie tak stare i złe, bo z roku 2008 i 2009, chociaż działają, to jednak mają problemy z ulepszeniami dźwięku, nawet gdy tych ulepszeń się nie używa. W moim przypadku system co pewien czas wyświetla komunikat o tym, że problem z ulepszeniami występuje. Karty te jednak z Dziesiątką działają. Może być jednak wiele innych urządzeń, których sterowniki w żaden sposób nie będą pasować do tego systemu. Przykładem mogą być starsze, lecz dobre drukarki czy skanery, które mimo to, że wciąż są sprawne, utraciły już wsparcie producenta.
Kolejną niemiłą niespodzianką jest fakt rozpoczynającej się fragmentacji Windows 10. Zarówno sposób wydawania Windows, jak i cykl wydawniczy systemu zmienił się. Kiedyś, gdy system był sprzedawany jako kompletny produkt, a Microsoft publikował regularnie duże aktualizacje zbiorowe w formie pakietów serwisowych (Service Pack), mieliśmy prawie stuprocentową pewność, że każda aktualizacja to plus dla naszego urządzenia i wszystko będzie działać, jeśli np. kupiliśmy komputer z systemem Windows Vista i aktualizacja przeznaczona jest dla Visty. Teraz natomiast, gdy Windows 10 jest usługą, co oznacza, że jego rozwój to proces ciągły, a aktualizacje, nawet te większe, jak rocznicowa z lipca 2016 czy kwietniowa z roku 2017 dla twórców, są wydawane znacznie częściej, możemy napotkać bardzo niemiłą niespodziankę, na przykład taką, jaka spotkała mnie. Po aktualizacji z wersji rocznicowej 2016 do aktualizacji dla twórców kwiecień 2017 nagle jakieś sterowniki do bliżej niezidentyfikowanych urządzeń przestały pasować do systemu operacyjnego. Tak stało się w przypadku mojej starej już płyty głównej, a konkretnie zintegrowanej karty Soundmax na płycie Asus p5q Deluxe. Oczywiście Microsoft może ogłosić w każdym momencie, że ostateczna wersja będzie wspierać procesory z pewnej serii. Posiadacze takich procesorów mają problem i nic się nie da z tym zrobić. Po zakończeniu wsparcia przez ostatnią wykorzystywaną przez nich wersję Dziesiątki będą korzystać z niezabezpieczonego systemu.
Dobrą ilustracją problemu może być tutaj sytuacja dotycząca procesorów Intel Atom z roku 2012, a zatem jak widać wcale nie takich starych. Nie chcę tutaj nikogo straszyć, bo zjawisko opisane powyżej należy moim zdaniem traktować raczej jako wyjątek od reguły, a moja płyta ma prawie 10 lat, została zakupiona wraz z komputerem i systemem Windows Vista. Sądzę więc , że w przypadku komputerów z procesorem Intel Core 3. generacji lub wyższym, albo równoważnym procesorem od AMD podobne problemy nie powinny mieć miejsca. Piszę to jednak jako swego rodzaju ostrzeżenie na przyszłość, ponieważ wygląda na to, że w najbliższych latach sytuacja może stać się podobna do tej, którą znają dobrze użytkownicy sytemu Android. Na Waszym, dziś względnie nowym urządzeniu, np. czteroletnim, za rok, dwa, a może trzy, nie będzie można zainstalować najnowszej w tym momencie wersji Windows 10. Moja rada jest prosta, jeśli macie kilkuletnie urządzenie z Windows 7 i potrzebujecie go do pracy, a urządzenie to działa stabilnie, to najprawdopodobniej aktualizacja do nowej wersji okienek nie jest najlepszym rozwiązaniem, chociaż oczywiście jest ona z technicznego punktu widzenia możliwa, co więcej, jest bardzo prawdopodobne, że po tej aktualizacji na komputerze będzie się dało pracować, jeśli tylko przyzwyczaicie się do nowych elementów systemu, nowego sposobu aktualizacji i innych rzeczy, które przynosi Windows 10. Nie spodziewam się też, że będziecie mieć jakieś problemy z urządzeniami czy oprogramowaniem. Aby powyższe problemy wystąpiły sprzęt musiałby być wyjątkowo stary, jak ten mój.
Jeżeli zatem wiemy, że nasz komputer nie należy do najmłodszych, to może nie warto aktualizować na nim systemu tym bardziej, że do 2020 roku Windows 7 otrzymuje aktualizacje zabezpieczeń, a Windows 8.1 do roku 2023. Decyzji nie trzeba zatem podejmować pilnie, a z pewnością nie powinno się jej natychmiast realizować. W przypadku urządzeń z Windows 8.1 aktualizacja nie jest tak znaczącym skokiem, jak aktualizacja ze starszej Siódemki i użytkownik niezaawansowany szybko przyzwyczai się do różnic między systemami. Podsumowując, jeśli, jak ja, nie macie wyjątkowo starego sprzętu lub urządzeń i oprogramowania niekompatybilnego z Windowsem 10 i jesteście posiadaczami Windowsa 7 lub 8.1 to decyzja o aktualizacji zależy wyłącznie od Was.
Aktualizacja do Windows 10 ma sporo plusów, np. wbudowany i nareszcie przyzwoity program antywirusowy Windows Defender, lepiej zabezpieczony system, często większa wydajność. Co ważne dla niewidomych użytkowników Narrator w Dziesiątce naprawdę sporo potrafi, a nowe głosy (w tym polskie Paulina i Adam), choć nie bez wad, są całkiem do przyjęcia. Dla porównania przypomnę, że Narrator w Windows XP miał tylko angielski głos Microsoft Sam i potrafił naprawdę niewiele. Dodam do tego, że Microsoft pozwala użytkownikom korzystającym z technologii dostępnościowych zaktualizować swój komputer z Windows 7 lub 8.1 zupełnie bezpłatnie, nawet mimo zakończenia promocji na darmową aktualizację w lipcu 2016 roku. Jeśli nowy system Wam się nie spodoba, po aktualizacji w ciągu 30 dni możecie przywrócić swój poprzedni system operacyjny. Jeśli jednak po upływie tego okresu chcielibyście przywrócić starą wersję systemu, to konieczne będzie użycie nośnika z wersją systemu Windows, która wcześniej była zainstalowana na komputerze i klucz produktu Windows 7 lub 8.1. Niestety wymagany będzie format partycji systemowej i instalacja poprzedniej wersji systemu od początku, ponieważ pliki odzyskiwania po 30 dniach są usuwane przez Windows 10. Przed sformatowaniem partycji należy wykonać kopię niezwiązanych z systemem plików osobistych. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że komputer raz zaktualizowany do Windows 10 przy następnej próbie instalacji Dziesiątki na czysto nie będzie wymagał już klucza produktu, lecz zostanie aktywowany przy użyciu licencji cyfrowej z serwerów Microsoft, rzecz jasna, jeśli nie przebudowano go jakoś znacząco (np. wymiana płyty głównej lub procesora). Czynności takie jak: rozbudowy o karty rozszerzeń, nowe dyski, wentylatory do obudowy, dołożenie pamięci RAM itp. nie mają znaczenia przy ponownej instalacji i aktywacja zostanie wykonana automatycznie.

Kupuję komputer lub system operacyjny. Który Windows 10 wybrać?

Kiedyś wybór był dość prosty. Jeżeli mieliśmy na oku laptop, najczęściej można było w nim znaleźć system operacyjny Windows w wersji Home, Home Edition, Home Premium itp. Windows w wersji Professional kosztuje znacznie więcej i chociażby ze względu na cenę kupowało się laptopy lub komputery domowe z Windowsem w wersji Home. W przypadku Windowsa 10 stanowczo odradzam wersję Home. Naprawdę lepiej dołożyć te kilkaset złotych do wersji Pro. Jeśli posiadacie laptop z Windowsem 7 Home Premium lub Windowsem 8.1 Home, nie aktualizujcie swojego Windowsa do wersji 10 Home.
Dlaczego? Powód jest bardzo prosty. W wersji Professional mamy zdecydowanie większą kontrolę nad tym, kiedy i częściowo na to, jakie system Windows zainstaluje nowe aktualizacje z Windows update. W wersji Home możemy jedynie określić czas, w którym… komputer będzie mógł uruchomić się ponownie po zainstalowaniu każdej nowej aktualizacji, jaka się pojawi. Tak, dobrze czytacie. W kwestii aktualizacji systemu Microsoft narzucił trudne warunki. W Windows 10 Pro można opóźnić instalację nowych funkcji nawet o… 365 dni i instalować tylko poprawki bezpieczeństwa, co w wersji Home nie jest już możliwe. W przypadku osób niewidomych, korzystających z czytników ekranu, jest to bardzo ważne. Duże aktualizacje Windows 10 wprowadzające wiele zmian, są dziś znacznie częstsze niż jeszcze 4 lub 5 lat temu. Najbliższa z nich zapowiedziana została na 17 października, obecna wersja Windows 10 jest z kwietnia. Jak wiadomo, zanim czytniki ekranu będą w stanie poprawnie obsłużyć nowe funkcje systemu, zawsze musi minąć trochę czasu od ich wprowadzenia do Windows. Opóźnienie aktualizacji pozwoli cieszyć się stabilnością wydanych i wspieranych przez nasze czytniki ekranu wersji. Jeśli zatem wydana zostanie nowsza wersja Windows, to w przypadku systemu w wersji Professional aktualizacja nie zostanie zainstalowana przy najbliższej możliwej okazji lecz wtedy, kiedy użytkownik będzie na to gotowy. Używając wersji Windows 10 Home możemy w momencie wydania nowej wersji zostać wrzuceni na głęboką wodę i mieć sporo problemów, jeśli jakieś elementy interfejsu ulegną dużej zmianie lub zostaną dodane nowe funkcje, które utrudnią lub zakłócą pracę z naszym czytnikiem ekranu. Windows 10 Pro pozwoli na instalację aktualizacji w momencie, gdy takiego ryzyka już nie będzie lub prawie na pewno nie będzie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że użytkownicy najtańszej wersji systemu, czyli Home będą służyli firmie Microsoft jako ogromna grupa doświadczalna i testowa nowo wprowadzanych funkcji. O ile w takim przypadku osobie widzącej będzie trochę łatwiej rozwiązać ewentualne problemy powstałe po aktualizacji, o tyle osoba niewidoma może napotkać problem, którego bez pomocy kogoś widzącego nie rozwiąże z powodu np. problemów z czytnikiem ekranu.

Inne ważne nowości w Windows 10

Przed zakończeniem i podsumowaniem wymienię jeszcze kilka ważnych dla użytkowania systemu nowości lub zmian.

Koniec Centrum pomocy i obsługi technicznej

Microsoft Office 2016 i/lub Office 365 w najnowszych wersjach całkowicie rezygnują z dostępnych lokalnie plików pomocy. Podobnie jest niestety w przypadku Windows 10. Po wciśnięciu Windows+F1 otworzy się przeglądarka i załaduje z Internetu stronę główną pomocy technicznej firmy Microsoft, na której można znaleźć informacje dotyczące wszystkich produktów tej firmy. Powstała też uniwersalna aplikacja będąca pewną namiastką pomocy i obsługi technicznej ze starszych wersji, ale szczerze mówiąc posługiwanie się tą apką wymaga naprawdę pokładów wielkiej cierpliwości i niezłych kombinacji, by coś przeczytać. Znacznie prościej otworzyć przeglądarkę i poszukać na stronach Microsoft informacji o napotkanym problemie lub o tym, jak coś obsłużyć.
Dlaczego tu i teraz piszę o dostępie do pomocy? Chodzi o to, że gdy nie będziemy mieć dostępu do sieci to… nie będziemy mieli żadnego dostępu nawet do lokalnej pomocy Windows, dostępnej bez łączności z siecią, gdyż takiej pomocy w Windows 10 po prostu nie ma. Wielu użytkowników, szczególnie Office’a, skrytykowało ten ruch Microsoftu, jednakże nic nie zapowiada, żeby lokalna pomoc offline miała wrócić do takich produktów jak Excel, Windows czy Word. Uważam to za naprawdę ogromny minus, dlatego wyszczególniam tutaj ten ważny fakt.

Wstążka w Eksploratorze plików

Eksplorator plików, dawniej Eksplorator Windows, obecnie zamiast paska Menu wyposażono we wstążkę podobną do tej znanej już od dawna z Office 2007, WordPada czy Painta z Windows 7. Jedni uznają to za minus, inni za plus. Osobiście wolę pasek, ale, wchodząc kursorem na wstążkę, nie rwę już włosów z głowy. Dość było czasu, by się do wstążki przyzwyczaić i nawet ktoś, tak jak ja, przywiązał się do pewnych rozwiązań, da radę znieść nieuchronne zmiany.

Narrator, czyli nareszcie instalujemy Windows 10 od początku z mową

To największy moim zdaniem plus ostatniej aktualizacji Windows 10 dla twórców z kwietnia 2017 roku. Teraz wystarczy już tylko dowiedzieć się, w jaki sposób uruchomić system w naszym komputerze z wybranego nośnika, np. płyty instalacyjnej Windows 10 lub pendrive’a z zawartością instalacyjnego nośnika Dziesiątki. Po uruchomieniu instalatora trzeba odczekać kilka minut, aż system wystartuje z nośnika instalacyjnego, a następnie nacisnąć klawisze Ctrl+Win+Enter, aby Narrator odezwał się do nas głosem Pauliny. Usłyszymy tekst znajdujący się w pierwszym oknie instalacji i będzie można ją kontynuować.
Narrator ma dużo więcej nowych funkcji, w tym bardzo pożyteczny i nareszcie ciekawy tryb skanowania, czyli coś w rodzaju odpowiednika trybu przeglądania NVDA lub wirtualnego kursora JAWS. Po więcej szczegółów odsyłam do stron pomocy Microsoft.

Windows 10 mocno zależny od łączności z siecią

Wcześniejsze wersje Windows nie miały tylu usług, których działanie zależałoby tak bardzo od tego, czy mamy dostęp do połączenia z Internetem. Z części z nich w Polsce nie da się skorzystać, np. asystent głosowy Cortana, podobnie jak Siri w systemie spod znaku nadgryzionego jabłuszka, nie jest dostępna. Ale już przechowywanie i synchronizowanie kontaktów w chmurze przy użyciu konta Microsoft jak najbardziej możliwe. Microsoft, podobnie jak Apple i Google, w celu unowocześnienia swoich systemów operacyjnych zrobił to samo, co konkurenci. Połączył Windowsa z chmurą. Pociągnęło to za sobą pojawienie się, niespotykanych wcześniej aspektów związanych z ochroną prywatności użytkownika. Najnowsza wersja wprowadza ulepszone ustawienia tak, że niezaawansowanym użytkownikom łatwiej jest określić, jakim aplikacjom udostępniają np. swoją lokalizację, co ma włączone dostęp do mikrofonu czy kamery, albo czy zgadzają się na wyświetlanie spersonalizowanych reklam. Obecna wersja Windows 10 ma bardzo przejrzyste ustawienia prywatności, a kolejna zaprezentuje rozwiązania podobne do tych znanych z Androida. Tutaj wielkie brawa dla Microsoftu.

Aplikacje uniwersalne i sklep Windows

Tyle razy do tego wcześniej nawiązałem, że trzeba wreszcie wyjaśnić użytkownikom, którzy pierwszy raz w najbliższym czasie zamierzają skorzystać z Windows 10, a nie znają niczego nowszego niż Windows 7. W wielkim uproszczeniu sklep Windows, to coś podobnego do sklepu Google Play lub App Store. Można tam pobierać darmowe aplikacje i kupować te płatne, które będą działały na Windows 10. Znajdziecie tam w dużej części to samo, co w Google Play czy App Store. Przykłady: Facebook, Twitter, Netflix, Spotify, itp. Zanim się jednak ucieszycie z takiego obrotu spraw, polecam przeczytanie mojego artykułu od początku. Ogromna większość z tych aplikacji, nawet pochodząca od takich dużych deweloperów jak Facebook, ma spore lub ogromne problemy z dostępnością. O ile ich obsługa na ekranie dotykowym byłaby zapewne prosta, o tyle pobieranie takich aplikacji uniwersalnych na komputer PC z Windows 10 bez ekranu dotykowego… przynajmniej moim zdaniem obecnie nie ma wiele sensu. Aplikacje uniwersalne mają potencjał i wierzę, że w przyszłości ich dostępność ulegnie istotnej poprawie, jednak obecnie doświadczenie pracy z nimi przy użyciu klawiatury pozostawia głęboki niesmak i konkluzję: „No, jakoś i coś się da”. Część użytkowników zapewne się ze mną nie zgodzi, ale moje odczucia są właśnie takie.

Podsumowanie, czyli co z tym Windows 10?

Podsumowując pierwszą część mojego artykułu o Windows 10 muszę powiedzieć, że najnowszy system operacyjny Microsoft, to naprawdę dobry system. Chociaż jest jeszcze sporo do nadrobienia w dziedzinie dostępności aplikacji uniwersalnych, to mimo wszystko system ten, wraz ze znanymi ze starszych wersji systemu Windows aplikacjami klasycznymi, to naprawdę świetne połączenie. Choć ze zbyt wielu aplikacji uniwersalnych nie da się obecnie wygodnie korzystać, to jednak wierzę, że będzie się to zmieniać. Jeśli zmienia się komputer lub laptop na nowy, warto użyć nowego systemu operacyjnego. Jeśli chce się dokonać aktualizacji z Windows 7 lub 8.1, trzeba tylko upewnić się, że wszystkie urządzenia i elementy komputera zadziałają z najnowszym Windowsem. Jeśli nie, warto pozostać przy obecnie używanej wersji.
Istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję o ewentualnej przesiadce na nowszy Windows są oczywiście osobiste przyzwyczajenia oraz to, czy się lubi nowości i zmiany, ale jeśli tak, to moim zdaniem nie ma żadnych ważnych powodów, by bodaj nie przetestować Windowsa 10. Będąc niewidomym użytkownikiem systemu, dobrze jest jedynie pamiętać, że dla własnego komfortu lepiej będzie zainstalować Windows 10 Pro. Wszystko to ze względu na tempo, w jakim wprowadzane są nowe funkcje i zmiany do systemu operacyjnego w kolejnych dużych aktualizacjach. W Windows 10 Pro ma się większą kontrolę nad czasem i rodzajem instalowanych aktualizacji, co pozwoli zachować stabilne środowisko pracy w przypadku, gdyby czytniki ekranu nie nadążyły z zapewnieniem obsługi najnowszego wydania Windows 10. To ostatnie zaczyna już zresztą mieć miejsce.
Dodatkowe zalety Windows 10 to instalacja z mową, w przypadku drugiej i każdej następnej instalacji na tym samym komputerze – brak konieczności wprowadzania klucza produktu, połączenie z chmurą Microsoft, synchronizacja kontaktów i ustawień, a także większa wydajność i dość przyzwoity, będący częścią systemu, program antywirusowy. Windows 10 to wielki projekt i o ile po publikacji Windows 8 myślałem, że to jest totalna porażka, o tyle w Dziesiątce Microsoft pokazuje, do czego dąży. Liczba wad tego systemu zmniejsza się, a nowości, choć zawsze będą budziły obawę, nieważne, kiedy i ile ich się pojawi, będą prawdopodobnie przynosić stałą poprawę w dziedzinie dostępności.

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top