Logo Tyfloświat

Motyw niepokoju cywilizacyjnego towarzyszy nam nieustannie od co najmniej stu lat. W latach dwudziestych ubiegłego wieku Oswald Spengler pisząc „Zmierzch Zachodu” wieszczył koniec cywilizacji europejskiej. Po drugiej wojnie światowej Tomasz Jastrun w swoim „Micie Śródziemnomorskim” postawił przed nami wielką wizję duchowego rachunku sumienia oraz pytanie o sens przemian cywilizacyjnych. Rewolucja kulturalna końca lat sześćdziesiątych w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych, a potem przemiany w Europie Wschodniej, których ukoronowaniem był upadek komunizmu oraz towarzyszący tym procesom wciąż przyspieszający postęp technologiczny przyczyniły się do tego, że przed osobami z niepełnosprawnością otworzyły się zupełnie nowe możliwości. Stopniowo następująca zmiana świadomości społecznej i będąca, jak sądzę, jej wynikiem redefinicja miejsca osób z niepełnosprawnościami w społeczeństwie, wraz z jednoczesnym rodzeniem się świata cyfrowego, każe nam zastanowić się na nowo nad tym co dla osoby z dysfunkcją wzroku jest możliwe, jak ma ona określać swoje miejsce w kulturze, w świecie, jak ma odnajdywać się pośród całej pełnosprawnej reszty. W tym miejscu czytelnik może zapytać: w jaki sposób ten wysoce teoretyczny problem przekłada się na codzienność przysłowiowych zjadaczy chleba, a ja odpowiadając na powyższe pytanie opowiem o niewidomych programistach i informatykach, ponieważ uważam, że te grupy zawodowe w sposób bardzo widoczny doświadczyły dobroczynnych skutków zachodzących zmian cywilizacyjnych.

Czasy pionierów

Jakieś sto lat temu środowisko osób z dysfunkcją wzroku przeżyło prawdziwą rewolucję. Wraz z upowszechnieniem wynalazku Louisa Braille’a w świadomości społecznej pojawił się niewidomy jako obywatel, pracownik, uczestnik kultury. Początkowo uważano, że niewidomy zdolny jest jedynie do wykonywania prostych prac manualnych. Nieliczne wyjątki to zawód masażysty czy muzyka. Wydawało się, że nic tego nie zdoła zmienić. Henryk Ruszczyc w swoich eksperymentach z przystosowywaniem różnych stanowisk pracy do możliwości osób z dysfunkcją wzroku nie brał pod uwagę, bo zresztą nie mógł, prac innych niż te, które można było wykonywać w warunkach zakładu przemysłowego czy pracowni rzemieślniczej. Zmiany, których świadkami wciąż jesteśmy, przyniosła ze sobą rewolucja cyfrowa.

Początki były bardzo trudne. W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych niewidomi i słabowidzący eksperymentatorzy podjęli próby pisania programów komputerowych. O ile osoby niedowidzące mogły za pomocą przyrządów powiększających odczytywać komunikaty z ekranu komputera, o tyle niewidomym było dużo trudniej. Optacon wprawdzie potrafił przetwarzać grafikę na bodziec dotykowy, ale praca z tym przyrządem wymagała wielkiego wysiłku, była bardzo powolna i przez to mało efektywna. To wtedy, wraz z pojawieniem się początkowo nielicznych i dostępnych tylko w przestrzeni biurowej komputerów osobistych, poznaliśmy pierwszych informatyków. Informatykiem mógł być każdy kto komputera się nie bał, kto wiedział, dlaczego i do czego tej maszyny można użyć, ktoś, kto podjął studia zawieszone gdzieś między matematyką, fizyką a wykształceniem inżynierskim. Już na tym etapie w środowisku osób z dysfunkcją wzroku znalazły się takie, które w cyfryzacji zobaczyły szansę rozszerzenia naszych możliwości poznawczych czy zawodowych.

Szukając materiałów do niniejszego artykułu natknąłem się na zawierający bardzo interesujące informacje tekst Stanisława Jakubowskiego zamieszczony w trzecim numerze Tyfloświata z roku 2010. Czytamy tam m.in., że już w początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku pierwsze osoby niewidome i słabowidzące pracowały nad zagadnieniami, które dziś wchodzą w zakres informatyki, a prototypowy kalkulator z brajlowskim wyświetlaczem został skonstruowany przez niewidomego inżyniera Józefa Pęksę pod koniec tamtej dekady.

Warto zdawać sobie sprawę, że wtedy nawet osobom widzącym i w pełni sprawnym nie było łatwo zajmować się technologiami cyfrowymi, a osoba niepełnosprawna, która chciała pracować w tym obszarze, musiała być naprawdę kimś wyjątkowym.

Rewolucja cyfrowa

Wynalazek komputera osobistego, a nieco później stworzenie syntezatora mowy (nie mam tu na myśli konkretnego syntezatora, gdyż takich opracowano u początków ery cyfrowej wiele, przy czym rozwiązania te miały charakter prac niezależnych i wdrażanych, by tak to ująć, równolegle), otworzyły przed osobami z dysfunkcją wzroku nowe możliwości. Studiowanie informatyki w tamtych czasach było zajęciem dla ludzi wybitnie uzdolnionych i cechujących się wielkim zaangażowaniem w to, co robią. Brakowało podręczników, brakowało wyobrażalnych perspektyw pracy w zawodach związanych z technologiami cyfrowymi, ale nie brakowało pasjonatów.

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych komputer osobisty pojawił się w Polsce jako urządzenie, które przy pewnym wysiłku można było mieć na własnym biurku. Komputery przemówiły. Wprawdzie najpierw tylko po angielsku, a jakość mowy pozostawiała wiele do życzenia, ale już wtedy zobaczyliśmy, że komputery niosą ze sobą nowe, wielkie możliwości.  To wtedy podjęto prace, których wynikiem było powstanie syntezatora mowy Speak oraz ReadBoarda, czytnika ekranu dla systemu DOS. Wtedy narodził się syntezator sprzętowy SMP i czytnik SCR. Rozpoczęła się era książek, skryptów, czasopism i wszelkich materiałów drukowanych, które po zeskanowaniu i przetworzeniu programem do rozpoznawania pisma, dawały się czytać mową syntetyczną. Skanery były drogie, oprogramowanie jeszcze droższe, zaś świadomość tego, że z technicznego punktu widzenia dostanie do ręki tych materiałów i samodzielne korzystanie z nich jest możliwe, powodowała, że brak podręczników i wszelkich materiałów potrzebnych uczniom, czy studentom uczelni wyższych którzy w tamtych czasach w coraz większej liczbie zaczynali trafiać do szkół masowych, że wreszcie głód równoprawnego uczestnictwa w kulturze, głód książki, odczuwaliśmy bardziej dotkliwie, niż kiedykolwiek wcześniej. W tej atmosferze na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pojawiła się idea pracowni, centrów wspierających osoby z dysfunkcją wzroku, które przygotowywałyby potrzebne materiały w dostępnej postaci cyfrowej. Tam znaleźli pracę niewidomi i niedowidzący. Niezależnie od posiadania przez te osoby formalnego wykształcenia informatycznego zwykliśmy wówczas myśleć o nich jako o informatykach, ekspertach od komputerów. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych zainteresowanie informatyką zaczęło być coraz bardziej powszechne. Mieliśmy nadzieję, że cyfryzacja rozwiąże większość problemów wynikających z naszej niepełnosprawności, że dysfunkcja wzroku w wyniku postępu technologicznego stanie się raczej utrudniającą życie niedogodnością, niż poważną niepełnosprawnością. Nikt tak naprawdę nie wiedział wtedy co to znaczy, że materiał jest dostępny cyfrowo, jakie są możliwości i gdzie przebiegają ich granice, ale wszyscy chcieliśmy to wiedzieć, wszyscy chcieliśmy czytać to, co nasi widzący znajomi, rówieśnicy. Czas pokazał wprawdzie, że nadzieje były zbyt optymistyczne, ale wiatr zmian powiał. Niewidomi i słabowidzący chcieli programować, chcieli pracować w nowych zawodach. Próby studiowania informatyki często kończyły się wówczas niepowodzeniem. Wielu entuzjastów rezygnowało, bo nie umiało znaleźć kogoś, kto przeczyta książkę, kto będzie się razem uczył albo pomoże w ćwiczeniach laboratoryjnych.

Wykładowcy albo stawiali wymagania w sposób nie liczący się z ograniczeniami wynikającymi z niepełnosprawności albo wręcz przeciwnie, litowali się nad biednymi niepełnosprawnymi. O ile osoby widzące mogły studiować korzystając ze skryptów tworzonych na potrzeby uczelni, o tyle w przypadku studentów z dysfunkcją wzroku dostęp do takich materiałów zależał jedynie od dobrej woli wykładowców. Zdarzało się, że nie chcieli oni udostępniać swoich materiałów. Widzący dostawał tworzone metodami chałupniczymi na uczelniach skrypty czy inne quasi podręczniki, ponieważ wykładana wiedza była niekiedy tak nowa, że książek dostępnych do kupienia w normalny sposób zwyczajnie nie było, a udostępnienie osobie z niepełnosprawnością wersji cyfrowej napotykało czasami na poważne trudności. Odmawiano pomocy twierdząc, że plik przecież można łatwo skopiować i w niekontrolowany sposób rozpowszechnić. W tej sytuacji ważnym czynnikiem sprzyjającym sukcesowi były dobre kompetencje społeczne. O ile jednak studiowanie samo w sobie było bardzo trudne, o tyle znalezienie pracy po studiach było prawie niemożliwe.

Specjaliści od niepełnosprawności.

Już w czasach, gdy hasło „niewidomy użyteczny” zaczęło nabierać praktycznego znaczenia, a było to po zakończeniu pierwszej wojny światowej, pojawiły się dwa komplementarne, choć często postrzegane jako wykluczające się wzajemnie, pomysły zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. Dotyczyło to przede wszystkim niewidomych, bo ta niepełnosprawność uważana była za bodaj najcięższą ze wszystkich. Jedni, jak Henryk Ruszczyc, chcieli włączającego modelu zatrudnienia. Inni, jak np. Modest Sękowski, uważali, że osobom niepełnosprawnym należy zapewnić bezpieczne środowisko pracy, które zostanie stworzone z uwzględnieniem potrzeb wynikających z powodowanych niepełnosprawnością ograniczeń, że takie chronione warunki pracy zapewnią im możliwość uzyskania lepszego statusu społecznego, sprawią, że niepełnosprawny będzie zdolny do konkurowania na rynku. Róża Czacka chcąc kompensować skutki wiążącej się z niepełnosprawnością stygmatyzacji twierdziła, że jest rzeczą słuszną, by niepełnosprawni, zwłaszcza ci co bardziej zdolni, obdarzeni większą niż przeciętna przedsiębiorczością, pracowali na rzecz środowiska osób takich jak oni. Niech im pomagają, bo kto lepiej zna potrzeby, ograniczenia, problemy niż ktoś, kto sam ich doświadczył. W tym duchu utarł się stereotyp, że najlepszym specjalistą od dostępności cyfrowej będzie osoba niepełnosprawna. Wiązało się z tym oczekiwanie, że niewidomi informatycy skupią się na działaniach na rzecz swojego środowiska.  Zapytałem o to moich rozmówców. O sytuacji zawodowej niewidomych informatyków rozmawiałem z ludźmi z różnych grup wiekowych. Moimi rozmówcami byli pionierzy, jak Stanisław Jakubowski, osoby, których obecność pozwoliła mi nieco zrozumieć przebieg przemian społecznych i technologicznych w czasie, jak np. Grzegorz Złotowicz i wreszcie całkiem młodzi programiści jak Michał Zegan, czy Tomasz Kowalik. Wszyscy oni zdają się podzielać pogląd, że o ile osoba niepełnosprawna z pewnością będzie mieć lepsze niż inni zrozumienie potrzeb, problemów wynikających z niepełnosprawności, o tyle niepełnosprawność może niekiedy być wręcz utrudnieniem w pracy nad dobrą dostępnością jakiegoś produktu, strony internetowej, usługi czy urządzenia.  Procedury, z których korzysta się do kontrolowania dostępności mogą być same w sobie trudne np. dla osoby niewidomej. Niepełnosprawni specjaliści zgodnie twierdzą, że jakkolwiek chętnie pomogą rozwiązać takie czy inne problemy osób z niepełnosprawnościami, to przeszkadza im, że podlegają czemuś w rodzaju społecznego przymusu wyrażanego w często niewypowiedzianych, ale jakoś obecnych w dyskursie oczekiwaniach sprowadzających działania na rzecz zaspokajania potrzeb grupy społecznej, z którą chcąc nie chcąc są identyfikowani, do czegoś w rodzaju obowiązku moralnego. Oni chcą być fachowcami w swojej dziedzinie, a nie niepełnosprawnymi fachowcami, chcą działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami mieć w sferze wyboru tak, jak ich pełnosprawni koledzy.

A jak przebiega różnica pokoleniowa?

Wygląda na to, że im rozmówca młodszy tym społeczne obciążenie niepełnosprawnością jest mniejsze. O ile wśród starszych panuje przekonanie, że niepełnosprawny, żeby nie wiem co zrobił i tak nie dostanie za swoją pracę takiego wynagrodzenia jak pełnosprawny, że niepełnosprawność powoduje przez moc stereotypu podważanie kompetencji zawodowych i nic na to poradzić nie można, o tyle młodzi uważają, że wprawdzie niepełnosprawność jest obciążająca, ponieważ ma wpływ na efektywność, wydajność pracy, co w praktyce przekłada się na konieczność poświęcania na pracę większej ilości czasu, ale z drugiej strony mówią oni, że niewidomy może zarabiać równie dobrze jak pracujący na analogicznym stanowisku widzący, że ich zarobki są porównywalne do tych, które uzyskują pełnosprawni koledzy, czy koleżanki. Zgadzają się co do tego, że jeśli dobrze rozpozna się swoje możliwości i ograniczenia i w oparciu o to rozpoznanie określi się swoje miejsce w zespole, to wpływ niepełnosprawności na rozwój kariery zawodowej można uznać za malejący, o ile nie wręcz możliwy do pominięcia.

Jak to się robi

Termin „informatyk” jest bardzo pojemny, a co najciekawsze, sami bezpośrednio zainteresowani nie do końca zgadzają się co do jego definicji. Jedni mówią, że informatykiem jest ten, kto zajmuje się sprzętem komputerowym, tym samym wykluczając ze zbioru informatyków programistów, twórców stron czy usług internetowych. Inni twierdzą, że każdy kto jest zawodowo aktywny w przestrzeni cyfrowej czy to poprzez tworzenie treści, produktów lub usług, czy modyfikując w jakiś sposób jej funkcjonowanie (ten obszar obejmuje działalność od programowania do tworzenia nowego sprzętu czy utrzymywania sprawności istniejących urządzeń), może być uważany za informatyka. Zwróćmy uwagę, że w tym ujęciu informatykiem staje się także twórca interaktywnych treści internetowych takich jak np. formularze czy ankiety dostępne w sieci. Oba ujęcia wydają się być jakoś skrajne albo może pojęcie informatyka jest już wobec gwałtownie zmieniającego się świata cyfrowego zwyczajnie archaiczne.

Rozmawiając z Michałem Dziwiszem dowiedziałem się, że wprawdzie nie jest on programistą, ale jeśli koniecznie trzeba z jakiegoś powodu kawałek kodu napisać, to Michał da radę. W swojej pracy informatyka (administratora sieci komputerowej), zajmował się utrzymaniem sprawności sporej liczby komputerów dużego przedsiębiorstwa, ale pracę tę wykonywał w większości wypadków zdalnie, czyli zajmował się bardziej oprogramowaniem urządzeń, niż sprzętem, na którym oprogramowanie to uruchamiał. Wygląda więc na to, że termin „informatyk” jest tyleż pojemny, co nieostry. Może zatem lepiej mówić nie tyle o informatykach, ile raczej o pracownikach sektora IT. Ta kategoria obejmie zarówno programistów, jak specjalistów od administrowania sieciami komputerowymi, zasobami czy szeroko rozumianymi produktami i usługami cyfrowymi i wreszcie specjalistów od fizycznie rozumianego środowiska, w którym oprogramowanie zostanie uruchomione.

Z jednej strony moi rozmówcy twierdzą, że prace typowo sprzętowe takie jak wymiana podzespołów w komputerach czy innych urządzeniach są raczej poza zasięgiem osób niewidomych, z drugiej jednak dodają, że w niektórych wypadkach mimo braku wzroku przeprowadzenie takich prac jest możliwe, a ponad to granica tego co możliwe przebiega bardzo indywidualnie i czynnik dysfunkcji wzroku jest tutaj jednym z wielu, które należy wziąć pod uwagę.

Wydaje się, że administrowanie serwerami, zarządzanie dużymi sieciami komputerowymi, powinno być dla osób z dysfunkcją wzroku dobrze dostępne. Okazuje się jednak, że jakkolwiek dostępne rozwiązania pozwalające na wykonywanie takich zadań istnieją, to ich stosowanie nie jest oczywistym wyborem. Wspomniany powyżej Michał Dziwisz musiał z pracy zrezygnować, ponieważ w firmie wdrożono oprogramowanie nie spełniające wymogów dostępności. W praktyce środowiska pracy często jest tak, że mimo wielu kampanii na rzecz projektowania uniwersalnego, kampanii na rzecz implementacji rozwiązań dostępnościowych już na etapie deweloperskim, nowoczesność nie oznacza dostępności. Tomek Kowalik pytany o wpływ programistów na dostępność tworzonego oprogramowania powiedział, że działania na rzecz dostępności są jak przysłowiowa orka na ugorze. Nawet jeśli ktoś opracuje powiedzmy interfejs aplikacji z myślą o użytkownikach z niepełnosprawnościami, to osoby przygotowujące aktualizację takiego produktu zrobią ją tak, jak im wygodnie. Dostępność nie jest tym, co deweloperzy mają w głowach tworząc cyfrową rzeczywistość. Granica zatrudnialności dla niewidomych administratorów sieci przebiega zatem gdzieś pomiędzy kreatywnością, możliwościami technologicznymi konkretnej firmy a dobrą wolą ewentualnego pracodawcy. Michał Zegan, pytany o przykłady takich kreatywnych poszukiwań technologicznych, opowiada o będącym w sferze teoretycznych rozważań, choć jak się wydaje znajdującym się w zakresie tego co możliwe i wykonalne, pomyśle na przechwytywanie zawartości BIOSu komputera za pomocą jakiejś karty wideo i przekierowywaniu tak przechwyconej zawartości do jakiejś aplikacji OCR. Takie rozwiązanie teoretycznie dawałoby niewidomemu użytkownikowi możliwość przejęcia kontroli nad BIOSem komputera. Tu warto nadmienić, że choć dostęp do BIOSu często bywa podnoszony do swego rodzaju symbolu dostępności komputerowej, to, jak mówi Michał Dziwisz, sytuacje, w których dostęp taki byłby potrzebny, nawet osobom pełnosprawnym i pracującym z komputerami nie przytrafiają się jakoś bardzo często.

W przebiegu rozmów z informatykami i programistami doszedłem do wniosku, że aby być niewidomym programistą, czy szerzej, specjalistą od technologii cyfrowych, trzeba być otwartym na rozwiązywanie problemów, trzeba poszukiwać swoich, bezwzrokowych rozwiązań.

Zwykło się uważać, że poważnym ograniczeniem dla programisty z dysfunkcją wzroku jest dostępność środowiska pracy. O ile jednak starsi przedstawiciele interesującej nas grupy twierdzą, że dostępność ta stanowi poważny problem i jest wiele ważącym ograniczeniem, o tyle młodzi uważają, że wszystko zależy od tego jak osoba z niepełnosprawnością wpasuje się w swoje środowisko pracy, na ile będzie umiała być dobrym członkiem zespołu. Wiele środowisk programistycznych zaprojektowano tak, że ostatnią rzeczą, którą można by o nich powiedzieć jest, iż są przyjazne osobom z niepełnosprawnościami. Bogdan Rozborski, opowiadając o korzystaniu przez osobę niedowidzącą z pakietu Visual Studio mówi, że jakkolwiek środowisko to daje się używać, że co więcej, Microsoft wykonał ogromną pracę w kierunku uczynienia go dostępnym, to warunkiem efektywnego korzystania z tej platformy programistycznej jest wyłączenie bardzo wielu elementów interfejsu, ponieważ z perspektywy użytkownika z dysfunkcją wzroku jest on zwyczajnie przeładowany. Żeby więc wygodnie napisać kawałek kodu robi się to używając np. edytora Notepad Plus plus, a następnie gotowy kawałek kodu wrzuca się do środowiska programistycznego celem dalszej obróbki.

Młodzi niewidomi programiści mówią, że większość zadań, które wykonują, osoba niewidoma może zrealizować za pomocą dostępnych narzędzi, a więc można uniknąć korzystania z niedostępnych aplikacji i tak długo, jak długo osoba niepełnosprawna potrafi znaleźć alternatywny, zapewniający efektywne wykonanie powierzonego zadania sposób pracy, tak długo, jak długo wynik pracy można dzielić z członkami zespołu, w którym się pracuje, problem środowisk programistycznych nie stanowi już istotnej przeszkody. Pewne zadania, których wykonanie w aplikacjach działających w systemie Windows jest niedostępne dają się wykonać w środowisku Linuxowym. Praca w obszarze IT to praca z natury swej zespołowa i to właśnie ten fakt jest dla niewidomych pracowników sektora IT bardzo korzystny. Cyfrowe środowisko pracy ma zdaniem młodych ogromny potencjał włączający.

– Ja w swojej pracy nigdy nie zająłbym się projektowaniem interfejsu aplikacji – mówi Tomek Kowalik. Do tego trzeba widzieć. Tutaj wielkie znaczenie ma jaki jest krój czcionki, kolor, wygląd, jak rozmieszczono na ekranie poszczególne elementy. Czytnik ekranu powoduje, że nasza interakcja z treściami cyfrowymi jest zupełnie inna, niż ma to miejsce w przypadku osób widzących. Zapytany o to, czy posługiwanie się czytnikiem ekranu może mieć w pracy jakieś mocne strony Tomek odpowiada, że być może robiąc korektę kodu łatwiej niż osoba widząca wyłapie literówki, bo przecież podczas czytania wzrokiem mózg w naturalny sposób, niejako automatycznie wyrazy z błędami przekształca nieświadomie na postać prawidłową, a podczas słuchania syntezatora mowy taki proces, jeśli nawet występuje, to jest o niego znacznie trudniej. Reguła ogólna dla niewidomych programistów da się wyrazić za pomocą formuły: im niższy poziom programowania, tym więcej miejsca dla osoby niepełnosprawnej.

Tu uwaga dla osób, które nigdy z programowaniem nie miały do czynienia. Termin „programowanie niskopoziomowe” nie oznacza programowania robionego byle jak, bo poziom intelektualny wykonawcy jest niski, ale programowanie robione z użyciem języka, który kod programu komputerowego rozkłada na coraz bardziej podstawowe elementy. Pomyślmy o tym w taki sposób, że im coś jest na niższym poziomie, tym prostsze, mniej złożone elementy są używane do tworzenia struktur bardziej złożonych.

A jak powyższa reguła przekłada się na praktykę zawodową?

Grzegorz Złotowicz wskazuje, że dobrym polem pracy dla niewidomego specjalisty jest np. pisanie kodu dla mikroprocesorów. Jan Gawlik pytany o programowanie niskopoziomowe mówi, że to pole ma duży potencjał dla niewidomych specjalistów. Wiele urządzeń wykorzystywanych w tzw. inteligentnym domu ma procesory, które mogą być programowane przez osoby niewidome.

Michał Zegan pytany o pracę mówi, że najważniejsze jest znalezienie sobie miejsca, gdzie nasza praca będzie efektywna, a ograniczenia stosunkowo łatwe do pokonania lub mało dotkliwe. – Pracuję jako devops – mówi. Gdy pytam, co to takiego, odpowiada, że moje pytanie jest bardzo dobrym pytaniem rekrutera. Devops to jeden z nowych zawodów świata cyfrowego. Aby wykonywać tę pracę trzeba być kompetentnym programistą, ale jednocześnie dociekliwym testerem, kimś, kto bardzo dobrze zna środowisko, z którym aplikacja będąca przedmiotem jego zainteresowania wejdzie w interakcję. Praca na tym stanowisku wymaga z jednej strony rozumienia zagadnień programistycznych, a z drugiej dobrej orientacji w całym środowisku, na które aplikacja wpływa. Na potrzeby rozmowy podsumowuję opis tego nowego zawodu mówiąc: to coś pomiędzy ekologiem a pilotem oblatywaczem. Michał śmieje się, ale stwierdza, że coś w tym rzeczywiście jest. Gdy pytam go o jakieś mocne strony, które uzyskuje się niejako przy okazji bycia osobą niepełnosprawną mówi, że niewidomy chcąc nie chcąc często zostaje wynalazcą. Często musimy robić rzeczy, za które nie wzięlibyśmy się mogąc zrobić je tak jak wszyscy (czytaj: tak jak pełnosprawni). Sytuacja, w której rozwiązania wymyślone przez nas przydadzą się ogółowi (o ile o nerdach pracujących w IT można mówić, że są jakimś ogółem), wydaje się więc być całkiem możliwa. Można zatem przy odrobinie dobrej woli mówić, że niepełnosprawność może w pewnych okolicznościach być dla zespołu wartością dodaną.

Dariusz Mikułowski, wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, mówi, że osoba niewidoma może z powodzeniem prowadzić zajęcia dydaktyczne obejmujące zagadnienia z dziedziny programowania czy dziedzin wymagających stosowania zaawansowanego aparatu matematycznego. Przygotowanie takich zajęć wymaga wprawdzie w pewnych sytuacjach wsparcia widzących współpracowników, ale dotyczy ono raczej elementów wizualnych przygotowywanego materiału takich jak np. skomponowanie slajdów niż strony merytorycznej. Konieczność korzystania ze wsparcia współpracowników nie może zresztą być traktowana jako zarzut, ponieważ każdy, kto pisał jakiś artykuł naukowy, prasowy, czy tym bardziej każdy, kto napisał książkę wie, że powstanie takiej publikacji w formie poprawnej tak merytorycznie jak estetycznie, wymaga współpracy korektora czy redaktora. Badania naukowe, aktywność akademicka, to dla matematyka czy informatyka z dysfunkcją wzroku obszary, na których może on współpracować czy konkurować transcendując swoją niepełnosprawność.

Studiować czy nie studiować

Panuje powszechne przekonanie, że informatyka to dla niewidomego bardzo trudne studia. Mówi się, że konieczne jest dobre opanowanie zagadnień z różnych dziedzin logiki, matematyki, oraz zagadnień technologicznych, które wymagają ze swej natury korzystania ze wzroku.

Pytani o to moi rozmówcy twierdzą, że po pierwsze, aby być kompetentnym programistą, niekoniecznie trzeba skończyć jakieś studia w tym kierunku. Programowania można przecież nauczyć się tak, jak ma to miejsce w przypadku nauki dowolnego języka albo powiedzmy gry na instrumencie muzycznym. Tomek Kowalik przerwał po krótkim czasie swoje studia informatyczne i przynajmniej na razie nie zamierza wracać na uczelnię. Mówi, że informatyka daje zapewne wiedzę teoretyczną, ale do zwykłej pracy wystarcza technologiczna ciekawość, kreatywność i samodzielność myślenia. Bardzo często jest tak, że pracodawca w ogóle nie zapyta o dyplom ukończenia studiów wyższych. Bycie informatykiem czy programistą to rodzaj stylu życia. Moi młodzi rozmówcy opowiadają, że częstym doświadczeniem w życiu informatyka jest spotkanie z komputerem we wczesnym dzieciństwie. Dla niektórych to pierwsza wyraźnie pamiętana zabawka. Michał Dziwisz wspomina jak to w dzieciństwie mając do czynienia z komputerem, który ani nie miał czytnika ekranu, ani nie był w jakikolwiek sposób dostępny, był w stanie na podstawie dźwięków wydawanych przez urządzenie stwierdzić, że jakiś proces właśnie się zakończył, rozpoczął, że coś się z komputerem dzieje. Te pierwsze dziecięce kroki kształtowały ciekawość, gotowość wejścia z maszynami w interakcję.

Ale jak się tego wszystkiego nauczyć?

Tu odpowiedzi nie są jednoznaczne. Wygląda na to, że każdy musi znaleźć jakąś własną drogę. Niektórzy, jak np. Sylwester Piekarski z Centrum Informatycznego dla Osób z Niepełnosprawnościami przy Uniwersytecie Warszawskim, nie wyobrażają sobie nauki tych wszystkich zagadnień bez korzystania z monitora brajlowskiego. Jednakże wśród moich rozmówców przeważa opinia, że korzystanie z brajla przydaje się informatykom stosunkowo rzadko. Pytany o to niewidomy inżynier pracujący w Red Hat Soft Corporation Vojtěch Polášek mówi, że z monitora brajlowskiego korzysta, ale przy programowaniu urządzenie to przydaje się o tyle, że podczas pisania kodu w Pythonie ważną rolę odgrywa używanie wcięć w tekście. Wcięcia łatwiej jest kontrolować monitorem brajlowskim niż syntezatorem mowy.

Miejsce brajla w pracy czy nauce, to z punktu widzenia informatyka problem wtórny wobec faktu, że, jak mówi Dariusz Mikułowski, niewidomy student matematyki czy informatyki musi uporać się z brakiem jednolitego, światowego systemu brajlowskiej notacji matematycznej. Skutek jest taki, że różne osoby używają różnych systemów często modyfikowanych na własne potrzeby. Jeżeli jednak ktoś ma zdolności, ma pasję, jest kreatywny, to powinien informatykę studiować. Perspektywy są tyleż rozległe, co bardzo interesujące. Ten stan niestabilnych standardów pozwala na robienie rzeczy interesujących, rzeczy, które robi się, bo nikt jeszcze nie wie, że to niemożliwe, że robić tego nie wolno.

Informatyka, programowanie, rozszerzanie granic tego, co dla osób z niepełnosprawnościami możliwe, to dziedziny, w których osoba niepełnosprawna może liczyć na spełniającą oczekiwania nawet bardzo wymagających, realizację siebie.

Perspektywy?

Jak już powiedzieliśmy powyżej, praca w obszarze IT jest z natury swej zespołowa, a zespoły badawcze, które w tej dziedzinie chcą coś godnego uwagi osiągnąć muszą być zespołami multidyscyplinarnymi. To dobra wiadomość dla osób z niepełnosprawnościami. W wywiadzie udzielonym Tyfloświatowi profesor Wanda Diaz Merced opowiadała o swoim systemie sonifikacji obrazów widma elektromagnetycznego radioźródeł. Grzegorz Złotowicz chciałby stworzenia cyfrowych map dla osób niewidomych, które dawałyby możliwość oglądania mapy jako obszaru, a nie jako zestawu dróg prowadzonych pomiędzy punktami. Wciąż pojawiają się nowe, opracowywane z udziałem osób niewidomych i słabowidzących rozwiązania poprawiające możliwości nawigacyjne niewidomych w oparciu o mechanizmy rozszerzonej rzeczywistości. Jednym z najnowszych prób tego rodzaju jest dostępna na platformach mobilnych aplikacja WaveOut. Ten nowatorski system nawigacji próbuje łączyć zdjęcia robione za pomocą aparatu w naszym telefonie komórkowym z danymi uzyskiwanymi za pomocą GPS. W samym zaś procesie nawigacji próbuje się wykorzystywać sztucznie generowane dźwięki, które mają stymulować naszą reakcję na otoczenie i w ten sposób ułatwiać proces poruszania się w terenie bazując na naturalnych odruchach człowieka. Niewidomi współpracują przy tworzeniu rozwiązań wykorzystujących rzeczywistość wirtualną. To wszystko wprawdzie marzenia, wizjonerskie idee, pomysły, które być może nigdy nie doczekają się upowszechnienia, ale kreatywność, nie-wzrokowe istnienie i działanie w świecie są czymś niepowtarzalnym, czymś, z czego mogą skorzystać wszyscy.

Można zatem tytułem podsumowania powiedzieć, że jakkolwiek studia informatyczne są trudne, programowania z pewnością nie nauczą się wszyscy, a wyobraźnia techniczna i wynalazczość są darem, który dano nielicznym, to dziedziny te są obecnie dla osób z dysfunkcją wzroku otwarte bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dotyczy to tak możliwości uczenia się tego wszystkiego, jak i możliwości satysfakcjonującego rozwoju zawodowego.

Damian Przybyła

 

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top