Logo Tyfloświat

W listopadzie 2025 roku zakończyła się moja ponad pięcioletnia przygoda z robotami sprzątającymi od firmy iRobot. Mogliście, drodzy czytelnicy, przeczytać o moich wrażeniach z korzystania z modelu Roomba 505 Combo. Był on jednym z nowych produktów, który został wprowadzony do sprzedaży wiosną 2025 roku i zastąpił mój poprzedni odkurzacz Roomba i7+. Serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z tamtą opinią, zwłaszcza że artykuł o dzisiejszym bohaterze jest poniekąd drugim epizodem tej historii.

Na rynku odkurzaczy automatycznych postęp jest tak szybki, że można śmiało określić go mianem najbardziej dynamicznie rozwijającej się i zmiennej kategorii produktowej. Producenci nawet kilka razy w roku wprowadzają nowe modele w różnorakich seriach, dostarczając klientom nie tylko zupełnie nowe funkcje, ale także ewolucję stosowanych dotychczas parametrów technicznych. Od listopada 2025 roku, kiedy to zrezygnowałem z mojej Roomby ze względu na bardzo niską dostępność aplikacji mobilnej, szukałem nowego urządzenia. Zależało mi na tym, aby sprzęt nie tylko sprzątał moje mieszkanie na miarę standardów 2026 roku, ale również chciał ze mną współpracować na dobrych i w pełni dostępnych dla mnie warunkach.

W ten oto sposób w moim mieszkaniu pojawił się w pierwszej kolejności nowy model oferowany przez zdobywającą szturmem polski rynek firmę Dreame. Nasza wspólna droga zakończyła się właściwie już po trzech godzinach testów. Okazało się, że aplikacja na system iOS została napisana w taki sposób, że nawet największe czary-mary w połączeniu z czytnikiem VoiceOver nie pozwalały mi na korzystanie z podstawowych funkcji tego odkurzacza. Ponieważ zależało mi nie tylko na zwykłym włączeniu maszyny, ale na zaawansowanym sterowaniu całym urządzeniem, praktycznie od razu trafiło ono z powrotem do pudła i wyruszyło w drogę powrotną do sklepu.

To był również moment, który uświadomił mi, że moje poszukiwania muszę zacząć przeprowadzać w nieco inny sposób. Kupowanie kolejnych modeli, sprawdzanie ich i odsyłanie w przypadku cyfrowej niedostępności byłoby procesem niezwykle żmudnym i bardzo skomplikowanym. Po pierwsze roboty wyposażone w stację czyszczącą są gabarytowo całkiem spore oraz ciężkie. Po drugie w przypadku testowania ich z perspektywy osoby niewidomej rozpakowywanie, składanie, pierwsze uruchomienie i poznawanie aplikacji znacznie się wydłuża, a także zmusza do angażowania osób trzecich. Dlatego w pierwszej kolejności postanowiłem porównać konstrukcje aplikacji sterujących na podstawowym poziomie w momencie, gdy jeszcze samego robota nie posiadałem. Drugim krokiem było napisanie bezpośrednich wiadomości do producentów z pytaniem o to, jak dokładnie wygląda kwestia dostępności w ich produktach. Przewertowałem także polskie i zagraniczne fora internetowe w poszukiwaniu opinii innych niewidomych użytkowników. Na tej solidnej podstawie podjąłem decyzję, aby w kolejnym kroku kupić sprzęt od firmy Roborock.

Ponieważ bardzo zależało mi na rolkach mopujących, moje plany musiały zostać odłożone w czasie, gdyż ten producent nie miał jeszcze w swojej europejskiej ofercie takiego urządzenia. Dotarłem jednak do informacji, że na rynku chińskim odpowiedni model został już zaprezentowany, więc postanowiłem na niego cierpliwie poczekać. W ten oto sposób docieramy do marca 2026 roku, kiedy to wymarzony model został ostatecznie wydany pod nazwą Roborock Qrevo Curv 2 Flow. Życie lubi być jednak przewrotne, a ja w szczególności. Po dokładnym zapoznaniu się z ostatecznymi parametrami technicznymi, a co ważniejsze po lekturze opinii oraz recenzji z zagranicznych portali technologicznych, postanowiłem zrezygnować z zakupu tego sprzętu. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że w tym samym momencie oficjalnie zapowiedziano premierę urządzeń z serii Roborock Saros 20. Po analizie możliwości nowej wersji robotów w tej linii mój wybór ostatecznie padł na model Saros 20 Sonic. To właśnie do lektury obszernej recenzji możliwości tego robota serdecznie Was dzisiaj zapraszam.

Parametry techniczne i budowa zestawu

Ponieważ jak to w poprzednim tekście powiedziałem, dla każdego technoentuzjasty cyferki i informacje o budowie sprzętu są równie smakowite jak wiedza o jego działaniu, omówmy sobie tą kwestię, zanim

przejdziemy do faktycznego działania urządzenia w praktyce oraz współpracy z aplikacją mobilną i czytnika ekranu. W przypadku modelu Roborock Saros 20 Sonic specyfikacja na papierze robi ogromne wrażenie, a producent zdecydował się na rozwiązania konstrukcyjne, które deklasują możliwości, do jakich byłem przyzwyczajony. Mamy tu do czynienia z maszyną o potężnej sile, która w założeniu ma być jeszcze bardziej samodzielna.

Oto co kryje się wewnątrz robota i jego rozbudowanej stacji RockDock:

System nawigacji, który na papierze brzmi bardzo skomplikowanie: system RetractSense™ z chowanym laserem LiDAR, wspierany przez kamery RGB i boczne lasery (Reactive AI 3.0). Mówiąc jednak po ludzku: pod tymi nazwami kryje się rozwiązanie jednego z największych problemów robotów sprzątających. Pamiętacie wystającą z obudowy wieżyczkę lasera w Roombie? Tutaj laser został całkowicie schowany i wysuwa się tylko wtedy, gdy jest to potrzebne. Dzięki temu robot jest niezwykle płaski (ma zaledwie 7,98 cm wysokości) i z łatwością wjeżdża pod meble, pod którymi standardowe odkurzacze po prostu by utknęły. Z kolei zestaw zaawansowanych kamer i dodatkowych bocznych wiązek światła oznacza w praktyce tyle, że maszyna doskonale “widzi” w całkowitej ciemności, precyzyjnie omija przeszkody leżące na podłodze (np. kable czy buty) i potrafi bardzo dokładnie sprzątać wzdłuż ścian, nie obijając naszych mebli. Wbudowana kamera pozwala nawet na zdalne połączenie się z robotem i podgląd mieszkania czy naszych zwierzaków z poziomu telefonu.

Moc ssąca: Imponujące 36 000 Pa generowane przez silnik HyperForce®. Dla przypomnienia, opisywana przeze mnie wcześniej Roomba 505 oferowała 7000 Pa. Warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że robot nie pracuje z tak potężną mocą przez cały czas. Maksymalne obroty są inteligentnie dawkowane i wykorzystywane tylko w konkretnych sytuacjach – na przykład podczas głębokiego czyszczenia dywanów lub wyciągania kurzu z głębokich szczelin. Pomaga w tym również technologia DirTect™, która za pomocą kamery identyfikuje na podłodze silne zabrudzenia oraz plamy i automatycznie uruchamia intensywniejsze czyszczenie dokładnie tam, gdzie jest to wymagane. Podczas rutynowego sprzątania urządzenie operuje „zrównoważoną” mocą ssania, co pozwala mu na optymalne osiągnięcie czasu sprzątania. na jednym ładowaniu.

Pokonywanie progów: Prawdziwy przełom to podwozie AdaptiLift™ 3.0. Robot potrafi automatycznie unosić się i płynnie pokonywać pojedyncze progi do 4,5 cm. Aby lepiej zobrazować sobie tę wysokość pod palcami – to dystans odpowiadający mniej więcej długości standardowej zapałki. A to nie wszystko, bo urządzenie radzi sobie nawet z progami dwuwarstwowymi o łącznej wysokości do 8,8 cm. To już prawdziwa “ściana” dla robota! Wyobraźcie sobie barierę wielkości standardowej karty płatniczej postawionej pionowo (karta ma w pionie nieco ponad 8,5 cm, więc robot wjeżdża na przeszkodę wyższą o jeszcze kilka milimetrów). Dla odkurzacza pokonanie takiej wysokości bez naszego udziału to całkowicie nowa jakość.

System mopowania: Pamiętacie obracające się, okrągłe pady myjące z Roomby, o których pisałem w poprzednim tekście? W modelu Saros 20 Sonic inżynierowie podeszli do tematu zupełnie inaczej. Zastosowano tu moduł o nazwie VibraRise® 5.0. Zamiast się kręcić, pojedyncza, płaska ściereczka mopa wibruje z zawrotną prędkością aż 4000 drgań na minutę. Wyobraźcie sobie szybkie, bardzo energiczne pocieranie zaschniętej plamy dłonią z wilgotną szmatką. Co więcej, maszyna nie tylko powierzchownie “głaszcze” podłogę – mop jest stale dociskany do paneli czy płytek z siłą 14 N. W praktyce oznacza to, że robot naciska na plamy z siłą odpowiadającą ciężarowi blisko półtora kilograma! Podobnie jak u konkurenta, zastosowano tu mechanizm wysuwanego mopa, który potrafi “wyjechać” poza okrągły obrys robota, by dokładnie umyć podłogę przy samych listwach przypodłogowych i w kątach. Ogromnym plusem dla naszych uszu jest kultura pracy tego systemu. Podczas samego mycia podłóg maszyna generuje zaledwie 55 dB, co jest bardzo cichym i dyskretnym szumem. Nawet gdy włączymy jednoczesne odkurzanie i mopowanie na zrównoważonej mocy, hałas rośnie do 63 dB. Odpowiada to dźwiękowi normalnej rozmowy. Warto też uspokoić posiadaczy dywanów: gdy robot za pomocą inteligentnego podwozia AdaptiLift 3.0 wykryje miękkie podłoże, automatycznie i bez naszego udziału uniesie mopa do góry, chroniąc włosie przed zamoczeniem.

Akumulator i czas pracy: Ogniwo litowo-jonowe o pojemności 6400 mAh to potężny skok w porównaniu do baterii 5000 mAh znanej mi z Roomby. Zgodnie z zapewnieniami producenta taka pojemność pozwala na 180 minut ciągłego odkurzania i mopowania przy optymalnych ustawieniach mocy. Podczas codziennego sprzątania mojego 34 metrowego mieszkania poziom naładowania robota spada zaledwie do około 90 procent, co jest dla mnie świetnym wynikiem. To zużycie na poziomie zaledwie dziesięciu procent robi ogromne wrażenie. Będzie to dla Was jeszcze bardziej obrazowe, gdy przypomnę sobie testy poprzedniego urządzenia. Roomba po posprzątaniu dokładnie tej samej przestrzeni meldowała zapas energii na poziomie około 65 procent. Różnica w zarządzaniu zasilaniem jest więc kolosalna. Dodatkowo model Saros 20 Sonic został wyposażony w technologię szybkiego ładowania. Uzupełnienie energii od 15 do 100 procent zajmuje mu około dwie i pół godziny, co gwarantuje bardzo szybki powrót do pracy nawet w ogromnych domach.

Wymiary i elastyczność robota: Średnica urządzenia to klasyczne 35 centymetrów, ale prawdziwą nowością jest jego smukła sylwetka o standardowej wysokości zaledwie 7,98 centymetra. Co bardzo ciekawe, przednie elementy konstrukcyjne maszyny posiadają niewielką pionową elastyczność. Oznacza to, że podczas wjazdu w przestrzenie o bardzo niskim prześwicie obudowa robota ulega kontrolowanej, pasywnej kompresji. Maszyna potrafi się minimalnie ugiąć, wślizgując się w szczeliny o wysokości zaledwie 7,95 centymetra. Producent jednak uczciwie ostrzega w swoich materiałach, że przy tak ekstremalnym wciskaniu się pod meble może dojść do ocierania się górnej części obudowy o ich spód. Ponieważ bardzo lubię dbać o swoje sprzęty i utrzymywać ich powierzchnię w gładkim, nienagannym stanie, u mnie ta funkcja raczej by się nie przydała. Dodatkowo moje meble mają listwy maskujące lub są po prostu zbyt niskie na jakiekolwiek manewry. Jest to jednak doskonała wiadomość dla wszystkich użytkowników, którzy walczą o każdy milimetr przestrzeni pod swoimi kanapami i zależy im na bezkompromisowym dotarciu do każdego zakamarka.

Stacja RockDock®: Posiada system niezależnego prania mopa w gorącej wodzie (do 100°C) oraz moduł suszący ciepłym powietrzem o temperaturze 55°C, który dba nie tylko o wilgotne mopy, ale i o worki na kurz. Wymiary stacji to 40,9 cm szerokości, 44 cm głębokości i 47 cm wysokości.

Dwa modele, jeden wybór: Saros 20 Sonic a „zwykły” Saros 20

W tym miejscu warto na chwilę się zatrzymać, ponieważ producent wypuścił ten model w dwóch wariantach. Różnice między modelem Saros 20 Sonic a wariantem bez dopisku “Sonic” poczujemy, badając przede wszystkim spód urządzenia.

Bazowy model Saros 20 zrezygnował z wibrującego systemu VibraRise na rzecz podwójnego, obrotowego modułu mopującego. Wyposażono go w dwie szybko obracające się ściereczki, które po prostu symulują tradycyjne, ręczne szorowanie.

Z kolei wersja Sonic, na którą ostatecznie padł mój wybór, wykorzystuje płaską podkładkę wibrującą z ogromną częstotliwością, wywierającą na podłoże stały nacisk o sile czternastu niutonów.

Z oficjalnych materiałów producenta wynika, że system wibracyjny jest dedykowany użytkownikom preferującym bardzo intensywne i dociskowe mycie podłóg. Na tej właśnie podstawie podjąłem moją decyzję zakupową. Ponieważ w moim mieszkaniu mam wyłącznie twarde powierzchnie, czyli panele oraz płytki, uznałem, że wibrująca nakładka mocno dociskana do podłoża sprawdzi się u mnie znacznie lepiej w usuwaniu przyschniętych plam.

Druga istotna różnica między tymi urządzeniami tkwi w nawigacji. Wariant bazowy nie posiada zaawansowanego systemu omijania przeszkód Reactive AI 3.0 z kamerą RGB, korzystając zamiast tego z wizyjnego systemu o nazwie StarSight. Co to oznacza w praktyce. Zwykły Saros 20 precyzyjnie wykrywa typowe przeszkody, jednak to wariant Sonic oferuje znacznie bogatszy zestaw czujników. Technologia Reactive AI 3.0 łączy trójliniowe światło strukturalne, kamerę RGB oraz dodatkowy boczny laser VertiBeam. W praktyce powinno sie to przekładać na stereoskopowe postrzeganie otoczenia i znacznie szybszą reakcję na drobne przedmioty porzucone na podłodze. Robot z systemem Reactive AI potrafi również zapamiętywać pozycję często napotykanych obiektów, co pozwala mu na inteligentniejsze planowanie tras. Dla osoby niewidomej ma to duże znaczenie. Oznacza to spokój ducha i brak obaw, że maszyna nagle wciągnie leżącą na środku pokoju skarpetkę, zaplącze się w rzucony kabel od ładowarki, czy z impetem wjedzie w nasze buty. Przez ponad miesiąc testów mogę powiedzieć, że mój robot faktycznie w nic nie wjechał, jednak ponieważ staram się dbać o porządek nacodzień, za dużych wyzwań w tym zakresie nie miał. Zaawansowana kamera służy tu robotowi jako jego własne oczy do identyfikacji zagrożeń, a boczne lasery pozwalają na bezpieczne i bardzo ciasne manewrowanie wzdłuż ścian i mebli. Obie wersje zachowują jednak tę samą morderczą siłę ssania, chowany laser, podwozie AdaptiLift 3.0 oraz stację piorącą mopy w stu stopniach Celsjusza. Wybór zależy więc wyłącznie od tego, na jakim systemie mycia podłóg bardziej nam zależy i jak precyzyjnego omijania domowych niespodzianek oczekujemy.

Wrażenia dotykowe i fizyczna dostępność

Robot składa się z dwóch kluczowych elementów. Przejdźmy najpierw do samego odkurzacza. Biorąc go do rąk, natychmiast wyczujemy różnicę konstrukcyjną w stosunku do mojego poprzedniego sprzętu. Na górnej obudowie nie ma już wystającej wieżyczki lasera. Dzięki technologii RetractSense laser jest chowany i wysuwa się z obudowy tylko wtedy, kiedy robot faktycznie tego potrzebuje. To sprawia, że górny panel jest płaski. Właśnie dzięki temu robot bez trudu wjeżdża pod meble o prześwicie poniżej ośmiu centymetrów, pod którymi Roomba z pewnością by utknęła lub po prostu mocno by się zaklinowała.

Na górze urządzenia z przodu znajdziemy dwa fizyczne i dobrze wyczuwalne pod palcami przyciski. Posiadają one wyraźny skok i pozwalają osobie niewidomej na zaawansowaną obsługę bez udziału smartfona, co jest ważnym ułatwieniem. Aby ułatwić Wam orientację, opiszę je z perspektywy patrzenia na robota od przodu, gdy stoi on zadokowany w stacji. Przycisk po lewej stronie odpowiada za dokowanie. Kiedy robot sprząta nasz dom, krótkie kliknięcie tego klawisza odsyła maszynę z powrotem do bazy, natomiast dłuższe przytrzymanie aktywuje przydatny tryb czyszczenia punktowego na niewielkim obszarze. Co ciekawe, ten sam przycisk zmienia swoje funkcje, gdy odkurzacz stoi zadokowany. Wtedy jego krótkie kliknięcie wymusza ręczne odessanie kurzu do stacji, a długie przytrzymanie inicjuje proces prania ściereczki mopującej. Z kolei przycisk po prawej stronie to włącznik zasilania. Jego krótkie wciśnięcie uruchamia proces sprzątania, a dłuższe przytrzymanie pozwala włączyć lub wyłączyć całe urządzenie.

Badając spód maszyny, natrafimy na szczotkę główną, która wykorzystuje technologię o nazwie DuoDivide. Słowo „podwójna” nie oznacza tutaj dwóch przeciwstawnych wałków, z jakimi miałem do czynienia w dawnych modelach Roomby. Są to po prostu dwie nieduże szczotki ułożone w jednej linii obok siebie. Wygląda to tak, jakby jeden długi wałek został przecięty na pół na samym środku robota. Pod palcami wyczujemy, że jest to gumowa szczotka uzupełniona rzędami delikatnego włosia. Taka dzielona konstrukcja skutecznie zapobiega plątaniu się długich włosów. Mechanizm działania jest prosty, ale sprytny. Zamiast owijać się wokół wałka, włosy są na bieżąco spychane do środkowej szczeliny między dwiema połówkami szczotki, skąd trafiają prosto do pojemnika na kurz. To ogranicza konieczność żmudnego, ręcznego rozplątywania elementów czyszczących.

Warto również wspomnieć o samych wrażeniach z obcowania z obudową. Robot wykonany jest z elementów ze szczotkowanego metalu, co sprawia, że w dotyku jest on przyjemnie matowy i nie ślizga się w dłoniach. Zgodnie z informacjami producenta model Saros 20 Sonic występuje w dwóch wersjach kolorystycznych, to znaczy czarnej oraz białej. Osobiście zdecydowałem się na zakup wariantu białego. Jak wielokrotnie słyszałem od osób widzących, na jasnej obudowie słabiej widać osiadający kurz w stosunku do popularnej czerni.

Prawdziwym sercem całego zestawu jest stacja RockDock. To masywna i zintegrowana bryła, z którą cały sprzęt waży blisko 15,8 kg. Gdy podniesiemy jej górną pokrywę, znajdziemy pod nią dwa osobne pojemniki na wodę, które mieszczą po około 4 litry płynów. Po lewej stronie umieszczono zbiornik na wodę czystą, natomiast po prawej na brudną. Wyposażono je w szczelne klapki z zatrzaskami, co ułatwia bezpieczne przenoszenie ich do zlewu. Z przodu stacji znajduje się opuszczany, magnetyczny panel. Pod nim kryją się dwa ważne elementy eksploatacyjne. Z lewej strony jest miejsce na worek na kurz. Przydatną cechą tego worka jest to, że przy wysuwaniu automatycznie uszczelnia się on przy pomocy specjalnej zasuwki. Z prawej strony znajduje się natomiast wysuwana kaseta na detergent. Jak sprawdziłem w praktyce, po wlaniu do niej całej dołączonej do zestawu butelki oryginalnego płynu o pojemności 480 mililitrów wewnątrz zostaje jeszcze trochę wolnego miejsca. Świadczy to o tym, że pojemność samego zbiorniczka wynosi ponad pół litra.

W kontekście kultury pracy nowa stacja wyraźnie różni się od rozwiązania znanego mi z Roomby. Choć proces automatycznego odsysania kurzu z robota jest przez chwilę głośny i osiąga poziom około 74 decybeli, to jego dźwięk ma nieco inny profil. Jest on mniej świszczący i przyjemniejszy dla ucha. Przez to wydaje się dużo lepiej przyswajalny w codziennym funkcjonowaniu, a może nawet nieco cichszy. Z kolei proces prania mopa i późniejszego, długiego suszenia ciepłym powietrzem generuje jedynie cichy szum o natężeniu zaledwie 43 decybeli. Warto w tym miejscu zauważyć jeszcze jeden sprytny detal. Komunikaty głosowe robota wypowiadane są dziwnym trafem zawsze wtedy, gdy głośne mechanizmy stacji nie pracują. Nie ma tu zatem mowy o irytującym zagłuszaniu powiadomień przez pracujące pompy, z czym borykałem się podczas używania poprzedniego odkurzacza.

Na koniec muszę wspomnieć o tym, co dzieje się w samym wnętrzu stacji podczas mycia. Mechanizm piorący to nie jest zwykła statyczna taca z wodą. Wewnątrz pracuje specjalna, zmotoryzowana rolka czyszcząca. Porusza się ona w poziomie od lewej do prawej strony. Przesuwając się wzdłuż materiału, rolka aktywnie czyści i wyczesuje brud z odczepionego pada mopującego. Z mojej perspektywy jest to bardzo ciekawe rozwiązanie techniczne. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tym, aby stacja posiadała tak zaawansowany i ruchomy element do mechanicznego prania szmatek.

A jak z tą dostępnością aplikacji?

Niestety z aplikacją nie jest tak kolorowo, jak można by się spodziewać. Po zasięgnięciu języka w środowisku osób niewidomych spotkałem się z opinią, że jest to naprawdę dobrze dostępna aplikacja. Sam Roborock w odpowiedzi na mojego maila napisał wprost:

„Dzień dobry Panie Adrianie, tak, aplikacja Roborock na system iOS współpracuje z czytnikiem ekranu VoiceOver. Jedyny krok, który wymaga wsparcia innej osoby, to pierwsze sparowanie robota z aplikacją. Przy pierwszym połączeniu prosimy poprosić członka rodziny lub przyjaciela o pomoc.”.

Nie za bardzo wiem, co stoi za entuzjastyczną opinią innych osób niewidomych. Robota bez problemu można obsłużyć tylko w podstawowym zakresie, a korzystanie z masy dodatkowych opcji wymaga zapamiętania procedur ustawiania oraz sztuczek do zmiany parametrów. Paradoksalnie, choć w odpowiedzi od firmy Roborock dostałem informację, że samo sparowanie wymaga osoby widzącej, to właśnie ten proces przebiegł z najmniejszą ilością problemów. Przejdźmy jednak przez współpracę aplikacji z czytnikiem VoiceOver od początku.

Pierwsze starcie i parowanie

Do pobrania aplikacji i przeprowadzenia parowania możemy użyć kodu QR z robota oraz funkcji skanowania kodów, która jest dostępna na każdym smartfonie. Kod ten mieści się pod magnetyczną, półokrągłą pokrywką na górze odkurzacza. Znajdują się tam dwie nalepki. Jedna z nich jest większa, dobrze wyczuwalna pod palcami i umiejscowiona na pojemniku na kurz. Zawiera ona obrazkową instrukcję czyszczenia. Nasz kod QR to ta druga, mniejsza naklejka, która w moim robocie znajdowała się w pobliżu chowanej wieżyczki lasera. Po skierowaniu aparatu na ten kod wyświetlił się sklep App Store z możliwością pobrania odpowiedniego programu.

Po zainstalowaniu oprogramowania wystarczyło aktywować przycisk odpowiadający za dodanie nowego urządzenia. Aby możliwe było sparowanie, musiałem najpierw włączyć robota. Gdy to się dzieje, słyszymy uroczą muzyczkę startową. Następnie mój robot od razu wszedł w tryb parowania. Warto jednak wiedzieć, że jeśli tak się nie stanie, można ten tryb wymusić ręcznie. Wystarczy jednocześnie wcisnąć i przytrzymać oba fizyczne przyciski na górze obudowy, aż usłyszymy komunikat głosowy o resetowaniu połączenia sieciowego.

Wszystko, co nas potem czeka, to przejście przez kolejne ekrany kreatora dodawania sprzętu. Nastraszony przez firmę Roborock spodziewałem się wszystkiego co najgorsze. Całość okazała się jednak dość intuicyjna, a najwięcej czasu zajęło mi zaktualizowanie robota do najnowszej wersji oprogramowania. Ponieważ samo dodawanie nie jest procesem skomplikowanym i nie ma tam zbyt wielu przełączników do zaznaczania, myślę, że większość użytkowników nie powinna mieć z nim problemu. Całość udało mi się przejść całkowicie bez pomocy osoby widzącej. Prawdziwa zabawa w zgadywanie i rozpoznawanie elementów zaczyna się dopiero w ustawieniach, podczas dostosowywania robota do naszych potrzeb i przygotowywania go do sprzątania.

Główny ekran i etykiety

Zanim przejdziemy do szczegółowych ustawień, zapoznajmy się z samą aplikacją i jej głównym ekranem. Po uruchomieniu programu wita nas dość prosty i nieźle dostępny interfejs. W dolnej części ekranu znajdziemy pasek z trzema kartami. Są to „Oficjalny sklep”, „Urządzenie” oraz „Profil”. Karta „Urządzenie” jest aktywowana domyślnie. Ponieważ moim celem nie jest stworzenie instrukcji obsługi aplikacji, a jedynie przekazanie ogólnego odczucia i zaprezentowanie rozwiązań zastosowanych w elementach do zarządzania sprzątaniem, skupimy się wyłącznie na karcie z naszym odkurzaczem oraz wybranych rozwiązaniach na kolejnych ekranach.

Główny trzon aplikacji, składający się z podstawowych elementów takich jak wspomniane karty czy przyciski, jest naprawdę dobrze zoptymalizowany pod kątem czytnika ekranu. Mamy tutaj jasne informacje o nazwach, na przykład „Porady od Rocky’ego” czy „Dodaj urządzenie”. Czytnik poprawnie informuje nas również, że dany element jest faktycznie przyciskiem. Otrzymujemy więc wszystko to, co użytkownik na tym etapie powinien dostać, aby sprawnie zorientować się w obsłudze.

Sytuacja zmienia się jednak po dodaniu robota. Sekcje z nim związane niestety pozbawiają użytkownika intuicyjności i zaczyna się zgadywanie, co do czego służy. W ten sposób trafiamy na przycisk, który czytnik anonsuje niezrozumiałą nazwą „ally_device_edit”. Napotykamy obszary, na których VoiceOver milczy całkowicie. Znajdziemy tam również informacje z nazwą robota, poziomem baterii czy dodanymi przez nas przepływami pracy, jednak czytnik ekranu oznajmia to wszystko tak, jakby były to zwykłe akapity tekstowe. Użytkownik musi więc przy pierwszym kontakcie stukać w każdy taki napis i na własnych błędach zapamiętać, który aktywuje mu którą opcję. Niektóre napisy przenoszą nas na kolejne ekrany, niektóre od razu szybko uruchamiają stworzony wcześniej plan sprzątania, a jeszcze inne wyświetlają na ekranie dodatkowe okna lub menu kontekstowe. Te nowe elementy musimy jednak samodzielnie odnaleźć na ekranie dotykiem. Jest to o tyle trudne, że wcześniejsze, nieaktywne już opcje są nadal odczytywane przez VoiceOver, jak gdyby nigdy nic się nie zmieniło.

Zarządzanie mapą i wybór pomieszczeń

W robotach Roomba dużym problemem było zarządzanie strefami, pokojami i dostosowywaniem parametrów sprzątania do wybranych przestrzeni. Najbardziej przeszkadzało mi tam zgrupowanie dla czytnika ekranu kilku przycisków pod jednym elementem. Przez to wybranie konkretnego pokoju oraz jego edycja była praktycznie niemożliwa. W aplikacji Roborock po wybraniu naszego robota trafiamy na ekran z całkiem rozbudowaną sekcją ustawień. Niestety błędy dostępności, które powitały nas na ekranie głównym, są tutaj ciągle powielane, więc wcale nie jest dużo lepiej.

Robot przy pierwszym sprzątaniu tworzy mapę i całkiem zgrabnie nazywa pomieszczenia. Jednak w moim mieszkaniu mała garderoba połączona jest z przedpokojem. Saros nie wydzielił mi osobnej przestrzeni. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że oba te pomieszczenia mają różny typ i kolor podłóg, a aplikacja posiada przecież funkcje przypisywania rodzaju nawierzchni. Robot stoi właśnie w garderobie, przez co ta strefa jest naprawdę mała. Aby odkurzacz mógł wyjechać, drzwi muszą być zawsze rozsunięte, więc dla maszyny wraz z przedpokojem jest to jedna, spójna przestrzeń. Oczywiście osoba niewidoma nie jest w stanie samodzielnie rozrysować mapy i dokonać podziału pomieszczeń. Nawet gdy odpowiednie poprawki naniosła mi osoba widząca, robot po jakimś czasie ponownie zaktualizował mapę i usunął wydzieloną garderobę.

Piszę o tym dlatego, że ma to znaczenie w dwóch przypadkach. Po pierwsze po wejściu w robota czytnik zawsze oznajmia nazwy pomieszczeń u samej góry ekranu. Po drugie to właśnie z tych nazw wybieramy miejsca do sprzątania. Dalej na tym ekranie występuje mnóstwo nazw i fraz, które informują nas o różnych możliwościach dostosowywania. Nie mamy jednak możliwości rozpoznania, co jest zwykłą informacją, co przyciskiem, a co zmienia nam widok.

Wyobraźcie sobie, że na samym dole ekranu mamy trzy napisy. Eksplorując ekran od lewej do prawej, VoiceOver czyta „Dostosuj”, „Sprzątaj” oraz „Stacja dokująca”. Jeśli jednak chcielibyśmy przy pomocy machnięcia palcem w lewo wrócić do poprzednich elementów, są one odczytywane w innej kolejności, to znaczy „Stacja dokująca”, „Dostosuj” i „Sprzątaj”. Oczywiście czytnik nie podaje informacji, że są to przyciski. Wystarczy teraz machnąć palcem jeszcze raz w lewo, aby trafić na karty zmieniające widok. Przesuwając się od prawej w stronę początku ekranu, mamy tu pozycje „Przepływ pracy”, „Strefa”, „Pokój” i „Wszystko”. Znowu nie dowiemy się, że są to karty. Nie wiemy również, która z nich jest aktualnie zaznaczona.

Gdy dołożymy do tego fakt, że część widoku nad tymi przyciskami wygląda praktycznie identycznie, można dostać przysłowiowego pomieszania z poplątaniem. Zmienia się jedynie działanie wykonywane na wspomnianych wcześniej pomieszczeniach. Dla przykładu, jeśli mamy wybraną kartę „Wszystkie” i stukniemy w napis „Salon”, możemy dostosować ustawienia pomieszczenia, takie jak typ podłogi, lub edytować ten obszar. Natomiast jeśli aktywujemy kartę „Pokoje” i znowu stukniemy w „Salon”, dodajemy to pomieszczenie do kolejności sprzątania i możemy ustawić parametry pracy dla tego konkretnego miejsca. Bez wzroku i odpowiednich komunikatów czytnika ekranu trzeba to wszystko po prostu zapamiętać i obsługiwać na wyczucie.

Parametry sprzątania i tryb SmartPlan

Aplikacja na ekranie głównym daje nam możliwość szybkiego uruchamiania przepływów pracy, które znacznie przyspieszają sprzątanie mieszkania. Aby jednak wszystko działało tak, jak chcemy, wypadałoby takie przepływy edytować. Mamy na to dwa sposoby. Jeden z nich działa tak źle, że bez włączonej funkcji rozpoznawania ekranu się nie obejdzie. Po wybraniu naszego przepływu, ale tylko na ekranie po wejściu w robota, pojawia się przycisk odczytywany jako „command item more”. Po jego aktywowaniu VoiceOver odczytuje jednym ciągiem opcje „Edytuj Zmień nazwę Sortowanie Usuń”. Jest to ten sam błąd, który spotkałem w Roombie i który spowodował, że praktycznie nic nie mogłem zrobić w aplikacji Dreame. Tutaj na szczęście występuje on tylko w kilku miejscach. W tym menu znajduje się oczywiście opcja edycji, ale można do niej dotrzeć również okrężną drogą.

Gdy wybierzemy dany przepływ pracy, staje się on aktywny i możemy go uruchomić z przycisku „Sprzątaj” na dole ekranu. Znajduje się tam również opcja „Dostosuj”, która w tym konkretnym przypadku zmienia nazwę na „Edytuj Przepływ pracy”. Po wejściu w ten widok nie ma już żadnych zaskoczeń, ponieważ powielane są wszystkie wcześniejsze błędy. Nadal nie wiemy, co jest kartą, co elementem do zaznaczenia, a co pozwala nam edytować poszczególne parametry. Wszystkiego tego musimy nauczyć się na pamięć. Przyznam szczerze, że jest tego tyle, że sam za każdym razem muszę wszystko uważnie sprawdzać. Nie jest tak, że ekrany te są całkowicie niedostępne, ponieważ istnieją sposoby na radzenie sobie z nimi. Niestety zamiast spędzić nad taką edycją pięć minut, tracimy godzinę. Za każdym razem musimy na przykład sprawdzać, czy po wybraniu jakiegoś parametru zmieniła się nazwa etykiety umieszczonej przed całą sekcją.

W opisie robota wspominałem o możliwości ustawiania intensywności nawilżania na trzydziestostopniowej skali. Gdyby do zmiany tych wartości zastosowano klasyczny selektor, nazywany przez czytnik VoiceOver wybieraczem, zrobilibyśmy to kilkoma machnięciami palca i mielibyśmy pewność, co dokładnie ustawiamy. Teraz robimy to dosłownie na wyczucie. Musimy stuknąć i przytrzymać palec na cyfrze, przesunąć go precyzyjnie w lewo lub prawo po ekranie, puścić i dopiero wtedy sprawdzić, jaka wartość została ostatecznie wybrana. Nie jest to ani wygodne, ani świadome, ani tym bardziej szybkie. Rodzi się więc pytanie, czy dostępność oznacza to, że przy włożeniu odpowiednio dużej dawki samozaparcia, czasu i sił jesteśmy w stanie obsłużyć interfejs, czy jednak powinna polegać na tym, że korzystamy z niego intuicyjnie i bez wysiłku.

Mógłbym w podobnym tonie opisywać kolejne ekrany, ustawienia i funkcje sprzętu. Myślę jednak, że po tych kilku podrozdziałach niniejszego tekstu jesteśmy wszyscy równie mocno zmęczeni, co w przypadku samej obsługi tej aplikacji.

Sterowanie głosowe i podpięcie pod Apple HomeKit przez Matter

Na koniec warto poruszyć jeszcze jedną kwestię, która może ułatwić codzienną obsługę odkurzacza. Producent wyposażył robota w obsługę protokołu Matter oraz wbudowanego asystenta głosowego wywoływanego hasłem „Hello Rocky”. Możemy sterować urządzeniem w pewnym zakresie przy pomocy wypowiadanych komend, jednak należy pamiętać, że asystent ten rozumie polecenia wyłącznie w języku angielskim. Za jego pomocą możemy na przykład rozpocząć lub zatrzymać pracę, nakazać powrót do bazy, a także wysłać maszynę do konkretnych pokoi. Aby jednak robot pojechał dokładnie tam, gdzie chcemy, nazwy pomieszczeń muszą być wcześniej dobrze zdefiniowane na mapie w aplikacji. Co ciekawe, wbudowany asystent potrafi przetwarzać komendy i reagować na nie nawet wtedy, gdy urządzenie nie ma połączenia z domową siecią Wi-Fi.

Druga kwestia to wspomniana obsługa standardu Matter. Pozwala on na podłączenie robota bezpośrednio do środowiska Apple HomeKit. Dzięki temu możemy uruchamiać sprzątanie z poziomu systemowej aplikacji Dom. Odbywa się to w dość ograniczonym zakresie w stosunku do oficjalnego oprogramowania Roborock, ale i tak jest bardzo użyteczne. Z poziomu interfejsu Apple możemy wybierać konkretne pomieszczenia do posprzątania. Mamy też możliwość zdefiniowania, co dokładnie robot ma w danym momencie robić. Udostępniono tu opcje „Odkurzanie i mycie”, „Mycie” oraz „Odkurzanie”. Możemy również wybrać intensywność pracy spośród trzech trybów, to znaczy określić sprzątanie jako „Głębokie”, „Ciche” lub „Automatyczne”.

To, co osobiście cieszy mnie w tej integracji najbardziej, to możliwość przypisania odkurzacza do własnych automatyzacji w systemie iOS. Dzięki temu ustawiłem scenariusz, w którym po moim wyjściu z mieszkania robot samodzielnie zaczyna sprzątać. Biorąc pod uwagę wszystkie bolączki związane z nawigacją po oficjalnej aplikacji przy użyciu czytnika ekranu, takie zautomatyzowanie pracy jest niezwykle wygodnym i praktycznym rozwiązaniem.

Podsumowanie

W niniejszym tekście poruszyłem zaledwie fragment możliwości ustawień sprzątania oraz dostosowywania robota do naszych potrzeb. Mimo to artykuł ten jest już bardzo długi. Sprzęt ten oferuje mnóstwo rozbudowanych opcji, więc naprawdę wielka szkoda, że dla osób niewidomych dostępny jest tak mały wycinek jego możliwości.

Przyznam szczerze, że nie mam już siły na sprawdzanie kolejnych robotów sprzątających i przypisanych im aplikacji. Ciągłe testowanie, odsyłanie sprzętu i liczenie na to, że w nowym modelu będzie lepiej, potrafi mocno zniechęcić. Stan na dzisiaj jest niestety taki, że wiodący producenci inteligentnych odkurzaczy nie bardzo dbają o cyfrową dostępność. Każdy z nich ma w swoim oprogramowaniu tyle mankamentów, że ich używanie wymaga od nas poświęcenia dużej ilości czasu, ogromnego samozaparcia oraz nauczenia się na pamięć konkretnych procedur i ścieżek obsługi.

Mimo tych wszystkich trudności Roborock Saros 20 Sonic zostaje ze mną na dłużej. W jakiś sposób nauczyłem się już sobie z nim radzić. Mam przy tym poczucie, że od strony inżynieryjnej jest to naprawdę konkretny i topowy sprzęt. Żyję też nadzieją, że skoro część elementów w samej aplikacji została poprawnie zaprogramowana, to producent weźmie się wreszcie do roboty i wprowadzi poprawki na szeroką skalę. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym o tych wszystkich problemach nie napisał bezpośrednio do deweloperów. Jednak, jak to bywa w przypadku większości dużych firm, nie mam wielkich złudzeń, że błędy te zostaną usunięte szybko i dokładnie.

Mam nadzieję, że pomimo długości tego tekstu udało nam się spotkać na jego końcu. Liczę na to, że moje doświadczenia oraz zebrane informacje pozwolą Wam oszczędzić nieco pracy, zachodu i nerwów w trakcie wybierania takiego sprzętu. Roboty sprzątające są niezwykle użyteczne i świetnie wspierają nas w utrzymywaniu porządku w miejscach, w których żyjemy. Ufam, że tym materiałem udało mi się rozwiać nieco Waszych wątpliwości i chociaż trochę ułatwić ten niełatwy wybór.

 

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top