Logo Tyfloświat
Student trzymający w rękach otwartą książkę, stojący na tle regałów z książkami.

Kawałek plastiku służący do czytania książek. Tak nieco z przekąsem powiedziałby ktoś, kto pierwszy raz zobaczy urządzenie omawiane w niniejszym artykule.

Orbit Player, bo o nim mowa, dystrybuowany będzie przez firmę Lumen. Z informacji, jakich udzielił mi dystrybutor, jego cena nie powinna przekroczyć 2000 złotych, a zamówić urządzenie będzie można jeszcze w pierwszej połowie 2026 r.

Konstrukcja i parametry techniczne

Orbit Player to przenośny odtwarzacz multimediów, zaprojektowany jako samodzielne urządzenie — bez potrzeby parowania ze smartfonem czy komputerem.. Jego głównym odbiorcą, na jakiego postawił producent urządzenia, są użytkownicy rozmaitych formatów książek elektronicznych; od klasycznych plików TXT przez bardziej zaawansowane strukturalnie formaty, jak EPUB, PDF i DOCX.

Moje testerskie oko podpowiada mi, że producent bardzo chciał stworzyć urządzenie będące bezpośrednią konkurencją dla odtwarzaczy, jakie znamy w Polsce pod nazwą „Orion”, w rozmaitych iteracjach.

Z zewnątrz Orbit Player wygląda skromnie, niemal jak niewielki odbiornik radiowy z dawnych lat. Producent postawił tu na kompaktowość oraz ergonomię: około 10 cm wysokości, nieco ponad 4 cm szerokości i około 2,5 cm grubości. To rozmiar zbliżony do Victor Reader z 2019 roku.

Wymiary są orientacyjne, próbuję tu jedynie uzmysłowić, jak dobrze urządzenie leży w dłoni: spokojnie mieści się na otwartej ręce dorosłego mężczyzny, sięgając mniej więcej do połowy palców.

Obudowa jest w całości plastikowa, wykończona zaokrąglonymi krawędziami, dzięki czemu nic nie uwiera w dłoni ani nie powoduje nieprzyjemnych punktów nacisku podczas dłuższego trzymania. Na froncie umieszczono klawiaturę oraz głośnik, który — choć nie zastąpi sprzętu audio — sprawdza się w zawartości mówionej, podcastach czy plikach DAISY.

Pełne doświadczenie słuchowe gwarantowane jest jednak dopiero w słuchawkach, które można podłączyć przez czteropolowe gniazdo 3,5 mm minijack.

Tym samym gniazdem można dosłać sygnał z zewnętrznego mikrofonu będącego na przykład częścią headsetu (słuchawek).

Najważniejszym elementem sterowania jest czterokierunkowy krzyż złożony z przycisków strzałek, z przyciskiem OK (SELECT) w centrum. To podstawowy sposób nawigacji po systemie — od list książek po ustawienia syntezy.

Wokół tego krzyża znajdują się cztery przyciski „narożne”, pełniące role:

  • Menu (lewy górny)
  • Home (lewy dolny)
  • Back (prawy dolny)
  • Specjalny skrót systemowy, który uruchamia m.in. szybkie nagrywanie.

Poniżej, przedzielona wyraźnie odczuwalną linią, umieszczona jest klasyczna klawiatura numeryczna, działająca według logiki starych Nokii: 2 to ABC, 3 to DEF itd. To pozwala wyszukiwać, pisać hasła do sieci Wi‑Fi czy wprowadzać słowa do wyszukiwarki podcastów. Dla osób przyzwyczajonych do telefonów sprzed ery ekranów dotykowych działa to zaskakująco intuicyjnie.

Aby poprawnie nawigować po systemie, potrzebowałem niespełna dwudziestu minut; żeby czuć się z Orbitem zupełnie komfortowo i intuicyjnie — mniej niż jeden dzień.

Z prawej strony umieszczono przycisk zasilania/wybudzania oraz regulację głośności. Lewa strona to bardziej „serwisowa” część: port USB-C oraz slot pełnowymiarowej karty SD.

Urządzenie wyposażone jest w 8 GB wbudowanej pamięci, jednak możliwość jej rozszerzenia to niewątpliwie plus.

Według producenta Orbit Player obsługuje nośniki do 2 TB.

W naszym tyflopodcastowym laboratorium miałem dostęp do kart o nominale 16, 64 i 256 GB.

Wszystkie te karty działały, co więcej, detekcja karty i jej gotowość do działania to średnio dwie sekundy od naciśnięcia karty wewnątrz slotu.

Slot pełnowymiarowej karty SD wyróżnia to urządzenie — większość sprzętów z tej kategorii korzysta z kart microSD, znacznie mniej wygodnych w obsłudze dla osób choćby o ograniczonej sprawności manualnej.

Na spodzie znajduje się klapka akumulatora. Bateria jest wymienna, dość nietypowa gabarytowo — niewielka, ale gruba, wyraźnie „nabita”. Nie przypomina popularnych ogniw 18650. Producent deklaruje około 15 godzin pracy przy maksymalnej głośności, co w praktyce przekłada się na około pięć dni zwykłego, mieszanego użytkowania.

Najważniejszym aspektem wnętrza urządzenia jest system operacyjny. Choć nie mamy tu klasycznego Androida, ze Sklepem Play i TalkBackiem, to pod maską działa właśnie Android — mocno przystosowany do funkcji czytnika i odtwarzacza. Syntetyzuje głos za pomocą Google TTS, obsługuje Bluetooth i Wi-Fi, aktualizuje się przez Internet i korzysta z bibliotek oraz mechanizmów Androida do obsługi dźwięku i plików. Można więc powiedzieć, że Orbit to zamknięty, specjalistyczny „smartfon”, ale bez ekranu i bez obsługi dotykiem.

Ogólne funkcje i sposób użytkowania

Orbit Player został zbudowany wokół idei „wszystko w jednym miejscu”: książki, dokumenty TXT, podcasty, radio internetowe, nagrywanie i proste narzędzia.

Naszym punktem startowym jest ekran główny.

Zawsze możemy na niego wejść, wciskając przycisk „Home” lub wystarczająco dużą liczbę wciśnięć klawisza Back.

Ekran główny zawiera osiem pozycji: Book Reader, Media Player, Internet Radio, Podcasts, Voice Recorder, Utilities, Settings oraz Help.

Nawigacja jest bardzo konsekwentna. Strzałkami góra/dół przechodzimy przez listę, prawą strzałką wchodzimy w podmenu lub listę elementów, OK zatwierdza, a klawisze numeryczne pozwalają skakać bezpośrednio do wybranych pozycji — np. naciśnięcie „1” otwiera Book Readera.

Dla użytkownika, w szczególności takiego, który nie czuje się komfortowo w zapamiętywaniu dziesiątków skrótów klawiszowych, ma to ogromną wartość.

Struktura interfejsu jest spójna, przewidywalna, a skróty i kombinacje szybkiego dostępu po jakimś czasie to już zwyczajna „pamięć mięśniowa”.

Prócz podstawowej nawigacji można posłużyć się skrótami szybkiego dostępu; np. przyciśnięcie lewego i prawego górnego rogu na raz oznajmia stan naładowania baterii oraz to, czy ładowarka jest podłączona, czy nie.

Warto zwrócić uwagę na ten nietypowy, ale skuteczny i przemyślany system skrótów: choć urządzenie nie ma dedykowanych kombinacji na wszystko, kilka „ukrytych” skrótów ułatwia pracę. Dłuższe przytrzymanie prawego narożnika uruchamia szybkie nagrywanie, a kombinacja dwóch klawiszy głośności włącza menu ustawień głośności i prędkości, bez konieczności przerywania odtwarzania.

To oszczędza czas i dobrze oddaje charakter urządzenia: ma być praktyczne, szybko działać i nie być przeładowane.

Mowa

Urządzenie wita użytkownika głosem syntezy Google TTS, ale można przełączyć się na Runa TTS — izraelskiej produkcji implementację Vocalizera znanego z wielu urządzeń brajlowskich.

Dostępne są wszystkie języki obsługiwane przez silnik Vocalizer, w tym polski.

Nie zabrakło oczywiście naszego dobrze znanego głosu Zosia, choć w nie najświeższej wersji — wyraźnie słychać było błędy plików reguł języka polskiego: „kiebab”, „okiej”, co ewidentnie jest problemem po stronie implementowanej wersji Vocalizer TTS.

Ustawienia mowy obejmują szybkość, głośność, wysokość i wybór głosu.

Z racji tego, że używany jest system Android, istnieje techniczna możliwość, aby w przyszłości polski RH Voice mógł zostać dodany do listy dostępnych głosów, na razie jednak producent ostrożnie podchodzi do integracji projektów open source.

System oferuje bogaty zestaw komunikatów wibracyjnych, szczególnie przy uruchamianiu. Wibracje informują o tym, że Android się bootuje, że trwa diagnostyka, że system nie zawiesił się — ważne przy urządzeniu bez ekranu. Gdy coś pójdzie nie tak (np. podczas aktualizacji firmware’u), sekwencje wibracyjne pomagają zorientować się w problemie.

W kwestii łączności urządzenie obsługuje Wi‑Fi oraz Bluetooth. Wyszukiwanie sieci działa klasycznie — wybór SSID, wprowadzenie hasła klawiaturą numeryczną, gotowe.

Teoretycznie dostępna jest również funkcja WiFi.txt, której domagali się użytkownicy Orionów: po umieszczeniu na karcie pliku z zapisanymi danymi urządzenie samo łączy się z siecią. Mniej eleganckie, ale bywa wygodne.

W naszym tyflopodcastowym laboratorium nie mieliśmy możliwości przetestowania tej metody łączenia.

Bluetooth jest domyślnie wyłączony, więc żeby z niego skorzystać, musimy udać się do ustawień, włączyć Bluetooth i wyszukać żądane urządzenie poprzez menu kontekstowe i odpowiednią opcję.

Bluetooth z powodzeniem wykrywa słuchawki i głośniki, wykrywa również inne urządzenia, jednak bardzo gubi się w tym, co realnie może z nimi zrobić.

Według dość nieśmiałych, kuluarowych niemal zapowiedzi Bluetooth może z czasem zyskać również wsparcie dla wybranych linijek brajlowskich Orbit. To naturalny kierunek rozwoju, bo konstrukcyjnie Orbit Player korzysta z podobnych komponentów i składników systemowych, co monitory brajlowskie tego producenta.

Wbudowane aplikacje: książki, radio, podcasty, nagrywanie

Zdecydowanie nie miejsce i nie czas na omawianie na łamach Tyfloświata całej historii obsługi, nawigacji i każdej opcji menu w aplikacjach wbudowanych w Orbit Playera. Poniżej omówię pokrótce wybrane podstawowe zagadnienia, funkcje, a także ciekawostki, które zwróciły moją uwagę podczas testów.

Book Reader

Trzonem Orbit Playera jest odtwarzacz książek. Obsługuje m.in. pliki DAISY, EPUB, TXT oraz zapewnia szczegółową nawigację: po liniach, paragrafach, zdaniach, słowach i procentach dokumentu.

Umożliwia również dostęp do bibliotek książek online — domyślnie Gutenberg.

Prace nad implementacją polskiej DZDN trwają; w chwili pisania tego artykułu funkcja jeszcze nie jest gotowa.

W wypadku plików DAISY działają nagłówki i rozdziały. Podczas czytania można używać skrótów numerycznych: np. 7 i 9 skaczą o sekundy lub minuty, jedynka i trójka — o rozdziały lub sekcje. Nawet szybkie wyszukiwanie działa intuicyjnie: po wejściu w dialog Find wpisujemy słowo na klawiaturze T9 i zatwierdzamy.

Opcja „find next” — znajdź następny — bardzo sprawnie szuka wewnątrz zawartości plików; im bardziej znacznikowany jest format (EPUB, PDF), tym funkcja paradoksalnie działa lepiej.

Cały czas dostępne są opcje takie jak menu kontekstowe, by pokazać listę opcji, Back, który wraca lub cofa nas poziom wyżej, czy „Home”, gdy chcemy zakończyć pracę z aplikacją.

Urządzenie radzi sobie nawet z dużymi bibliotekami na kartach SD. Reakcja po włożeniu karty jest natychmiastowa — po sygnale wypowiedzianym syntezą mowy książki stają się dostępne po około sekundzie, bez konieczności indeksowania całości.

Media Player

Media Player działa odrębnie od czytnika książek, ale ma podobną logikę obsługi. Odtwarza muzykę i pliki dźwiękowe, z możliwością szybkiej regulacji prędkości i głośności. Zapamiętuje preferencje użytkownika dla każdego pliku z osobna. To ciekawe rozwiązanie, bo można np. słuchać audiobooków szybciej, a muzyki wolniej, bez dodatkowego stresu.

Nawigacja cyferkami działa podobnie jak w Book Readerze, ciekawostką są strzałki „góra/dół”, pozwalające wybrać jednostkę skoku wewnątrz pliku.

Samego skoku dokonujemy strzałkami prawo/lewo.

Radio internetowe

Radio internetowe korzysta z zewnętrznego katalogu, według naszych szybkich testów jest to darmowy RadioBrowser.

Kategorie obejmują kraje, gatunki, ulubione i ostatnio odtwarzane. Można też ręcznie dodać własny URL.

Co najważniejsze, urządzenie odtwarza współczesne formaty transmisji, w tym HLS (M3U8), co potwierdził test strumienia BBC One. To rzadkość w urządzeniach tego typu.

Podczas testów, w tym w chwili nagrania audycji, występował błąd zbyt wysokiej głośności przy starcie stacji, ale producent deklarował, że poprawka była w trakcie wdrażania.

Istotnie niemal równolegle producent wykrył usterkę, a ja znalazłem jej niezbyt eleganckie, ale skuteczne obejście.

Radio umożliwia również nagrywanie słuchanych strumieni — funkcja rzadko spotykana w nowych sprzętach z „otwartego rynku”, nadal najwyraźniej chętnie używana w sprzętach specjalistycznych.

Do dyspozycji mamy wybór miejsca zapisu — pamięć wewnętrzna lub karta SD.

Strumienie nagrywane są zawsze w formacie MP3, niezależnie od formatu źródłowego.

Podcasty

Aplikacja do podcastów ma imponująco duży zestaw funkcji jak na urządzenie bez ekranu. Wyszukiwarka korzysta z katalogu iTunes/Apple Podcasts lub podobnego indeksu — znajdowała np. TyfloPodcast wraz z opisami i metadanymi. Podcasty można pobierać, przeglądać opisy, ustawiać domyślne zachowanie (od razu odtwarzaj, otwórz opis, spytaj). Działa również szybkie skakanie po rozdziałach, jeśli podcast je udostępnia — funkcja przetestowana na jednym z odcinków TyfloPrzeglądu.

Interfejs nawigacji w trakcie odtwarzania jest logiczny i spójny z resztą systemu: 1/3 do rozdziałów, 4/6 do głośności, 7/9 do przesuwania czasu, 0 do podglądu czasu. Orbit zapamiętuje prędkość odtwarzania i wraca do niej automatycznie.

Dyktafon

Dyktafon działa w dwóch trybach: normalnym oraz szybkim (uruchamianym dłuższym przytrzymaniem przycisku w narożniku). Nagrania uruchomione „z narożnika” mają format WAV i zapisywane są w pamięci wewnętrznej.

W przypadku nagrań uruchamianych z poziomu otwartej aplikacji istnieje wybór formatu — WAV (16 bit, 44,1 kHz), a także MP3 (64 kbps mono).

Możliwe jest wybranie lokalizacji nagrań dokonywanych z poziomu otwartej aplikacji dyktafonu.

W ustawieniach znajdziemy również odsłuch z monitorowaniem, choć z wyraźnym opóźnieniem — do poprawy w przyszłych aktualizacjach.

System zapisuje nagrania również w bazie danych, co prowadzi do drobnej niedogodności: jeśli przeniesiemy plik ręcznie z pamięci wewnętrznej, wpis nadal widnieje na liście. To „choroba wieku dziecięcego”, wynikająca z różnicy między pamięcią fizyczną a katalogiem systemowym dyktafonu.

W zaawansowanych ustawieniach nagrywania mamy możliwość podgłośnienia nagrywanego audio nawet o około 24 dB, nie mamy jednak możliwości włączenia jakiegoś limitera czy innego ogranicznika, który spowodowałby, że nagrania te się nie przesterują.

Nagrany materiał jest z automatu poddany jakiejś bliżej nieokreślonej redukcji szumów, która odbiera całą przyjemność z ponownego słuchania zarejestrowanego dźwięku.

Narzędzia – Utilities

Menu narzędzi obejmuje prosty kalkulator, kalendarz offline, budziki, menedżer kontaktów (raczej jako notes do numerów niż książka telefoniczna).

Dostajemy tam także możliwość sprawdzenia daty i godziny oraz stanu baterii.

Ostatnia pozycja menu to „Help”, gdzie, jak sugeruje nazwa, dostępna jest pomoc głosowa, samouczek audio i możliwość otwarcia instrukcji w Book Readerze.

Pewnych rzeczy na razie brakuje — np. synchronizacji kalendarza czy katalogu WebDAV — ale urządzenie działa wciąż na rozwijanym firmware, a deweloperzy sugerują, że takie funkcje mogą być możliwe, jeśli użytkownicy będą je zgłaszać.

Orbit Player to ciekawy przypadek urządzenia, które łączy prostotę dawnych featurephone’ów czy odtwarzaczy z możliwościami współczesnego systemu operacyjnego. Android pod maską daje stabilność i sprawdzone w boju mechanizmy audio, bez potrzeby pisania własnych, niestandardowych rozwiązań.

Zamknięta nakładka na system, choć może nie przypaść do gustu majsterkowiczom i osobom komfortowo żeglującym przez ocean Androida, zapewnia przewidywalność i intuicyjność dla użytkownika niewidomego lub z dodatkowymi potrzebami. Urządzenie jest szybkie, reakcje na polecenia niemal natychmiastowe, a obsługa — konsekwentna i spójna. Przemyślana klawiatura numeryczna i dobrze zaprojektowane skróty sprawiają, że nawigacja staje się naturalna po krótkim czasie używania urządzenia.

Orbit Player nie jest urządzeniem idealnym — firmware wciąż ewoluuje, a niektóre funkcje dopiero nabierają kształtu.

Testowany egzemplarz był na przykład w trakcie tłumaczenia oprogramowania na język polski, tego samego wymaga klawiatura.

Już teraz jednak sprzęt prezentuje się jako mocny konkurent dla popularnych Orionów czy Victor Readerów, zwłaszcza dla osób, które wolą tradycyjne sterowanie fizyczne, a jednocześnie chcą kontaktu ze światem oraz pełnego dostępu do nowoczesnych formatów audio i podcastów.

Patryk Faliszewski

Partnerzy

 Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego                     Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Back to top